niedziela, 20 lipca 2014

055. Rozdział pięćdziesiąty piąty - Zakończenie historii.

Miecz znowu ciążył mi w dłoni. Choć Fabian zaproponował, że go poniesie, odmówiłam.
Wracaliśmy sami do Anubisa. W kompletnej ciszy.
Nie chciałam zaczynać tematu, on chyba też nie. Tylko szliśmy koło siebie. Ja niosłam Miecz, on Maskę Anubisa i Kielich Ankh. Schowamy je w korytarzach, tam gdzie szachy pilnowały przejścia. Powinny być bezpieczne. Zaraz po tym, jak przebierzemy się w coś nie ubrudzonego moją krwią.
Powinnam nie widzieć, nie oddychać, nie chodzić i nie słyszeć bicia swojego serca. Powinnam być martwa.
Czemu Fabian to zrobił?
Nie chciałam już myśleć. Marzyłam, żeby się położyć do ciepłego łóżka. Ostatni raz w tym akademiku.
Podtrzymałam Fabianowi drzwi, by mógł wejść. Skinął głową i poszedł sie przebrać do swojego pokoju. Ja też zaczęłam się skradać cicho na palcach, w obawie że ktoś wrócił z rozdania świadectw. Byłoby nieciekawie, gdyby Victor albo Trudy przyłapali mnie w zakrwawionej koszuli z starożytnym mieczem w ręce.
Z ulgą zamknęłam drzwi do swojego pokoju. Rozpięłam całkowicie koszulę, która nie nadawała się do niczego i owinęłam nią miecz, po czym schowałam go pod łóżkiem. Czystą koszulę szybko zapięłam i spojrzałam w lustro.
Czuję się jak potwór. Opadłam na miękki materac i schowałam twarz w dłoniach.
Jak mogłam pomyśleć, żeby skrzywdzić Ninę? Że lepiej na świecie będzie bez niej. Jak mogłam sie tak omamić? W końcu pokonałam to coś, przełamałam mgłę którą rzucono na mój umysł. Ale pamiętałam każdy szczegół, każdą myśl i każdy ruch. I to mnie zabijało. Nie ten miecz, tylko te myśli.
Gdyby Fabian wiedział, co zamierzałam zrobić Ninie, nigdy by nie wpadł na pomysł ze Złotymi Łzami. Nie zechciałby mnie nie obudzić. Z resztą, sama tego nie chciałam...
Przez tą całą wieczność, może kilka sekund odeszłam. I byłam wolna, szczęśliwa... Po czym brutalnie mnie stamtąd zabrano i wepchnięto do mojego ciała.
Chciałabym martwa. Odpowiadało mi to jak najbardziej. To, ze nie czułam nic.
Wypuściłam ciężko powietrze. Czułam, jak moje ciało drży... To nie miało być tak. Nikt po śmierci nie wraca, każdego czas się kończy. A to, ze mój o wiele wcześniej niż powinien, to nic. Jestem tak zmęczona, jak gdybym przeżyła przynajmniej sześćdziesiąt lat.
Czy ja chce umrzeć?
Tak. Bo już to raz zrobiłam i podobało mi się.
Nie chce tych myśli, które będą mnie dręczyć aż zasnę. Nie chce ich. Te kilka sekund, może cała wieczność była najpiękniejszym doświadczeniem w moim życiu.
Zasługiwałam na śmierć. Pozwoliłam, żeby to przejęło władze nad moim umysłem, wtargnęły do nich brudne myśli. Dałam się skusić. Obiecałam sobie, że będę silna. I zawiodłam. Byłam dokładnie taka, jak mnie opisał : słaba i bojaźliwa. I poszło szybciej, niż obydwoje to przypuszczaliśmy.
Drzwi otworzyły się z cichym skrzypem. Fabian wszedł do pokoju.
-Megan, wszystko w porządku?
-Nie. Nic nie jest w porządku.
Mój głos drżał. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że płaczę. Rutter usiadł koło mnie i próbował mnie objąć, ale go odepchnęłam. Spojrzał na mnie zdziwiony, nic nie rozumiejąc. Poderwałam się z miejsca i spojrzałam mu w oczy.
-Nie dotykaj mnie. Jestem potworem.
Fabian wstał i staną naprzeciw mnie. Cofnęłam się o krok.
-Megan, nie jesteś potworem.
Czułam, jak powoli tracę kontrolę nad sobą. Złość, frustracja, stres i nienawiść do samej siebie odbierają mi siły. Moje nerwy są napięte, jedyne na co mam ochotę to uciec w cholerę od tego wszystkiego. I przestać kłamać, co miałam robić w następnych godzinach.
-Nie było cię tam! - wrzasnęłam - Nie masz pojęcia, co robiłam! Nie wiesz, co myślałam. Chciałam ją zabić! Rozumiesz!? Chciałam zabić Ninę! Chciałam wbić ten cholerny miecz w nią, skończyć z nią raz na zawsze! Bo to ona temu wszystkiemu była winna, to przez nią to wszystko się działo, to przez nią moje życie nie było normalne! Bałam się, że wolisz nią ode mnie! Że mnie dla niej zostawisz!
Fabian stał tylko ułamek sekundy, patrząc na mój wybuch histerii. Nie mogłam tego powstrzymać, to siedziało we mnie od dłuższego czasu. To i jeszcze parę innych rzeczy, których nie zdołałam powiedzieć, bo szloch, który wyrwał się z mojego gardła nie mógł czekać dłużej. Zalałam się łzami, jakbym była przynajmniej pacjentem w psychiatryku.
Fabian podszedł do mnie i złapał na nadgarstki, odrywając dłonie od mojej twarzy. Zaczęłam się szarpać i szlochać jeszcze głośniej. Błagać, żeby mnie zostawił. Żeby mnie puścił. Po tym, co powiedziałam nie chciałam oglądać nikogo. Nikogo, a zwłaszcza jego.
-Megan, przestań - wrzasnął - USPOKÓJ SIĘ!
Przestałam się miotać i spojrzałam na jego twarz. Usta miał zaciśnięte i a oczy próbowały spotkać się z moimi. I spotkały się. Nie oderwałam wzroku. Oddychałam ciężko, łkając aż mój oddech stał się cichy. Jego dłonie nadal zaciskały się na moich nadgarstkach.
Po chwili, gdy uświadomiłam sobie, że jestem na tyle spokojna, żeby coś powiedzieć, zrobiłam to:
-Musimy iść, potrzebują nas - szepnęłam i zrobiłam krok w stronę drzwi. Chłopak nadal się nie ruszył, tylko spuścił wzrok. A uścisk na moich nadgarstkach nie zelżał. Spojrzałam na niego błagalnie i równie błagalnie wyszeptałam - Fabian, puść mnie.
-Nie - odpowiedział stanowczo - Chyba musimy porozmawiać.
Było mi wszystko jedno. Jak chłopak mówi do dziewczyny, że muszą pogadać, to zazwyczaj oznacza rozstanie. Kochałam go. Kochałam z całego serca, ale jestem pewna, że lepiej byłoby mu beze mnie.
-Nie teraz. Musimy iść.
-Teraz. Bo jak nie teraz, to kiedy? - spojrzał na mnie zmęczony - Znowu uciekniesz, znowu zamkniesz się w sobie. Nie chce tego...
-Musimy iść... - powtórzyłam jak echo i zaczęłam się szarpać.
Stało się coś, czego się kompletnie nie spodziewałam. Fabian okręcił mnie tak, aby za moimi plecami było łóżko i pchnął mnie na nie. Opadłam, zaskoczona i zdezorientowana. Usiadł na mnie okrakiem i znowu złapał za nadgarstki, przytrzymując je po obydwu stronach mojej głowy. A swoją zniży tak, że prawie stykaliśmy się nosami.
-Co ty wyprawiasz? - spytałam - Powinniśmy dawno być u Sweeta. Fabian, do cholery, zejdź ze mnie!
-Nie.
Spiorunowałam go wzrokiem. Czy on sobie żartuje? Powinniśmy już dzwonić na policję, a potem sie wymknąć i schować Insygnie czy jak to się tam nazywało.
A on tylko westchnął:
-Porozmawiajmy teraz. I proszę cię, żebyś mi nie przerywała. Obiecujesz?
Kiwnęłam głową, bo nic innego nie mogłam zrobić. Lepiej mu ulec. Szybciej pójdzie i szybciej znajdziemy sie w szkole.
Fabian znowu westchnął i zaczął mówić. Prawie czułam, jak ciężko mu to przychodziło.
-Musisz w końcu zrozumieć, że przeszłość to przeszłość. To zostawić za sobą, bo i tak na to nie masz wpływu.
-Jakby to było takie proste.
-Shhh. Obiecałaś, że nie będziesz przerywać. Życie toczy się dalej, a spoglądając w tył tylko pogarszasz sprawę. Przez ten cały czas się obserwowałem. Uważałaś, żeby nie postawić źle kroku, by wszystko nie się zburzyło. Ale i tak się to działo, bo się wszystkim przejmowałaś. Nie powinnaś tego robić. Nie powinnaś przejmować sie tym, co cię tak cholernie zraniło. Nie wiem co to było i ty nie chcesz o tym mówić. A ja nie nalegam. A kilka godzin temu, gdy to wszystko się rozegrało, nie było mnie przy tobie. Przepraszam, bo obiecywałem że cie nie opuszczę. I wtedy nie byłaś sobą. Dałaś się oszukać, to prawda. Ale te myśli nie były twoje, pragnienia nie były twoje. Tylko tego, to wtargnął do twojego umysłu. Nigdy byś nikogo nie skrzywdziła. Wiem to Megan, bo cię znam. Masz zbyt dobre serce i wiem że takie jest. Ale tam w środku nadal byłaś sobą i zrobiłaś to, co nakazywało ci serce. Zabijając siebie i mnie przy okazji. Ale to nie ważne. A co do Niny... Nie stanie pomiędzy nami. Była moją pierwszą miłością, ale to się skończyło. Zostawiła mnie, więc musiałem sie pogodzić z tym, że już nie wróci. I pojawiłaś się ty. Pozwoliłaś mi zapomnieć, więc daj mi zrobić to samo dla ciebie. Zostaw wszystko w tyle, teraz czas na przyszłość.
W milczeniu na siebie patrzyliśmy. Czekał, aż odpowiem. Wzięłam wdech i wyrzuciłam to z siebie:
-Co jest moją przyszłością? Kolejne nie przespane noce, zamartwianie się jak ja jutro na siebie spojrzę? - spytałam płaczliwie. Miałam ochotę znowu się rozryczeć. Moje oczy lśniły. Jego też.
-Ja nią jestem. Prawie cię dzisiaj straciłem. Nie pozwolę, żeby to stało sie znowu.
Puściła moje nadgarstki i wziął soją twarz w swoje dłonie. Pochylił się bardziej, aż nasze usta się stykały. Najpierw całował delikatnie, jakby sprawdzał, czy faktycznie istnieje. Po chwili, gdy postanowiłam, ze nie odwzajemnię pocałunku, zrobiłam to. Nie mogłam nic na to poradzić, jakby w mojej głowie wyłączyło się światło odpowiadające za trzeźwe myślenie. Chwyciłam go za koszulkę i przyciągnęłam do siebie. Czując jego ciężar na swoim ciele poczułam się bezpieczna. I wcale nie spodobało mi się, że muszę to przerwać.
Delikatnie odepchnęłam go od siebie, że nasze usta dzieliły milimetry.
-Musimy iść - szepnęłam.
-Będę mógł sprawić, żebyś zapomniała? - spytał.
-Tak - odszepnęłam w odpowiedzi. Uśmiechnął się. Tak szczerego uśmiechu nie widziałam od bardzo dawna. Musnął swoimi wargami moje czoło, pomógł mi wstać i razem popędziliśmy do szkoły.
Musieliśmy zbyć kilka osób, które nas zatrzymały. Miedzy innymi Chloe, która rzuciła mi się na szyję.
-Nie mam teraz czasu - pisnęłam, klepiąc ją niepewnie po plecach. Spojrzałam na Logana - Możesz coś zrobić.
Chłopak bezceremonialnie odciągnął ją ode mnie.
-Wiecie gdzie jest dyrektor? - spytał Fabian. Patricia wskazała palcem na aulę.
-Tam. Jest nieźle wkurzony. Rozwaliliśmy całą uroczystość łącznie z oficjalnym otwarciem domu.
Fabian złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą, zanim odpowiedziałam na chociaż jedno Amber. Czułam, jak zaczyna mi zasychać w ustach. Na szczęście Fabian zrobił wszystko za mnie.

***

Patrzyłam przez okno, gdy zobaczyłam ruch na skraju lasu. Zaniepokoiło mnie to. Dlatego ściągnęłam szatę i pognałam za tą osobą.
W opuszczonym domku znalazłam Joy, Harry'ego, Lucy i Ninę. Nie, nie potrafię wyjaśnić jak to się stało. Zadzwoniłam po znajomych, gdy uroczystość już trwała. To oni pomogli wyciągnąć moich znajomych z tej rudery.
Nie, nie wiem gdzie podział się ten facet, który był za to wszystko odpowiedzialny.
Tak brzmiała oficjalna wersja tego, co powiedzieliśmy nauczycielom, policjantom i detektywom. I tak od półtorej godziny.
Stałam oparta o jeden z samochodów policyjnych, po chyba setnym przesłuchaniu mnie. Stałam i patrzyłam jak Fabian obejmuje Ninę. Jak z nią rozmawia. jak się do niej uśmiecha.
Było mi ciężko, nawet po jego zapewnieniu, że między nami nic sie nie zmieni.
Mara podeszła do mnie i również się oparła sie o samochód. Spojrzała w miejcie w które się patrzyłam. Westchnęła:
-Nie zostawi cię...
Przeniosłam swój wzrok na nią. Stała z założonymi rękami, zamyślona i trochę smutna.
-Skąd wiesz? - spytałam zmęczona. Chciałam się przespać i mieć wszystko za sobą - Nina jest tysiąc razy lepsza od mnie.
-Tu nie chodzi o to, że niby jest lepsza. Jemu na tobie zależy, a tobie na nim. Poza tym, widziałam was.
Nie spytałam, co ma na myśli. Jej dar prawdopodobnie umożliwiał jej również zaglądanie w przyszłość. Gdy Jaffray spostrzegła, że już nie chce rozmawiać i że nie będę tego dalej ciągnęła tematu, odeszła. A ja stałam tam i myślałam co zrobić dalej, dopóki nie rozkazano nam odejść spać.

***

Odebrałam dyplom. Moich rodziców nie było na rozdaniu. Zresztą powiedziałam im, żeby się nie przejmowali. Od mojego miasta do Liverpoolu jest daleko. Nie potrzebnie tylko by marnowali czas. Jeden dzień w te czy we wte.
A teraz tańczyłam. w sukni, którą wybrały dla mnie Amber i Chloe. Tańczyłam w objęciach Fabiana. Zresztą, tego tańcem nie można by nazwać. Oboje nie umieliśmy tańczyć. Po prostu kołysaliśmy się do rytmu, przytuleni do siebie.
-Chciałbym ci coś powiedzieć - mruknął. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam mu w oczy.
-Co takiego?
-Nie tutaj.
Gdy wyprowadzał mnie z sali, uśmiechnęłam się do Mary, która właśnie weszła. Wyglądała oszałamiająco, a ja chciałam jej dodać otuchy. Jednak chyba to podziałało w drugą stronę. Na to nic nie mogłam poradzić.
Fabian zaprowadził mnie do Domu Anubisa. Usiadł na schodach a ja zrobiłam to samo siadając obok niego.
-Wiesz, pomyślałem, że to nie może wszystko przepaść. To wszystko, co się stało, co zrobiliśmy...
-Nie przepadnie - odpowiedziałam, chociaż miałam wątpliwości. Ja napewno nie będę opowiadała tej historii moim dzieciom, jeśli kiedykolwiek będę je miała.
-Być może, ale to wszystko, co się stało w tym domu, gdy się tu uczyłem - pokręcił głową, jakby sie nad czymś zastanawiał - Inni powinni się dowiedzieć.
-I co zamierzasz zrobić? - spytałam z nutką kpiny w głosie. Nie rozumiałam go - Jeździć tu co kilka lat, opowiadać dzieciakom historię, którą wyśmieją i wrócić do do domu?
Fabian uśmiechnął się pod nosem, posyłając mi jedno ze spojrzeń podtytułem : Jesteś słodka, gdy nic nie rozumiesz. Włożył rękę do kieszeni i wyjął mają książeczkę. Wyglądem był zbliżony do modlitewnika, a ta myśl wywołała u mnie mały uśmiech. Wiedziałam jednak, co trzyma w ręce. Pamiętnik.
-Pomyślałem, żeby schować go w tym globusie, który stoi w salonie. Tam, gdzie była schowana część berła, włóczni czy jak to tam się nazywało.
Fabian pisał pamiętnik. Czemu mnie to śmieszyło?
-Co, głupi pomysł? - spytał trochę zmieszany. Pokręciłam głowę, uśmiechając się.
-Nie, jest wspaniały.

***

Mara siedziała w koncie i oglądała bawiące się pary. Nie pasowała tutaj. Nie lubiła chodzić na imprezy, czuła się obco, a gdy wychodziła na parkiet, miała wrażenie, ze wszyscy się gapią. Najchętniej została by w domu, przebrała się w piżamę, zaparzyła herbaty i usiadła na łóżku z książką w dłoniach. Najchętniej kryminałem, bo ostatnio to był jej ulubiony typ. Rodzaj. Cokolwiek, byleby tu nie siedzieć. Byle by nie spotkać Jerome'a i nie rozmawiać z nim.
Ale i tak ją znalazł, czego się spodziewała. Nawet gdyby schowała sie najlepiej jak umiała i tak by do niej przyszedł. Usiadł przy stoliku, przy którym piła szampana. Wbiła wzrok w bąbelki i udawała, że go nie widzi.
-Cześć - powiedział. Czyli jednak będfzie musiała z nim porozmawiać.
-cześć - odpowiedziała, a może raczej westchnęła.
-Unikasz mnie - Mara spojrzała na niego z ukosa. Tak, unikała go. Chowała się, gdy szedł korytarzem, ignorowała na śniadaniu. Byleby ją więcej nie zranił - Nie chce, żeby między nami tak było.
-Czyli jak? - spytała obojętnie, po czym beznamiętnie dorzuciła - Joy wróciła.
-A co ma z tym wszystkim wspólnego Joy - spytał, a ona spojrzała na niego wymownie Przygryzł wargę, a w jego oczach pojawił się ten błysk. Zrozumiał, o co jej chodzi - Posłuchaj Maro. Nikt nie jest dla mnie tak ważny jak ty.
-Joy mówiłeś to samo - odpowiedziała, czując jak gniew w niej narasta. Nie obchodziło jej, że kilka dni temu ją pocałował. Nie obchodziło ją nic - Daj mi w końcu spokój.
Chciała wstać, ale on ją zatrzymał. Złapał za nadgarstek i powiedział:
-Proszę...
Spojrzała w te cholernie niebieskie oczy. Czy ma mu dać tą ostatnią szansę? Tyle razy ją zranił, oszukiwał. czemu nadal mu ufała? Ach tak... Była naiwną idiotką. To musiała być prawda. Usiadła z powrotem na miejsce.
-Próbowałem sobie to wszystko ułożyć. Joy nic nie jest, kończymy szkołę. I w pewnym momencie zdałem sobie sprawę z czegoś. Fabian mówił, że ona nie wróci, że pora zapomnieć. Mówiłem mu wtedy, żeby zrobił to samo, ale z Niną. Tylko różnica była taka, że Nina żyła, a Joy już nie - westchnął, ale mówił dalej - W pewnym momencie, zdałem sobie sprawę, ze to wygasło. Że już nic do niej nie czuję. I zdałem sobie sprawę, jak wiele dla mnie zrobiłaś.
Milczała.
-Pomogłaś mi zrozumieć ojca, sprawiłaś, że nie widziałem świata tylko w ciemnych barwach. Pokazałaś, co znaczy kochać mimo wszystko, że można kochać za nic. Bezinteresownie. Maro, błagam cię. Daj mi jeszcze jedną szansę.
Spojrzała na niego zmęczona. Ile razy juz to słyszała? Ile razy? Niewiele. Jednak dla niej to było tak, jakby powtarzał jej to w dzień dzień.
-Po co? Miałeś już ich zbyt wiele Jerome. Nie jestem zabawką, którą możesz sobie wyrzucić, kupić nową a potem znowu do mnie wrócić. To tak nie działa.
-Wiem. Wiesz dobrze, że żałuje tego co zrobiłem. Że zrozumiałem, że zachowałem się jak szczeniak i nic mnie nie usprawiedliwia. Ale zrozumiałem jedną rzecz. Że chce być tylko i wyłącznie z tobą. Nikt mnie nie uzupełnia tak jak ty. Proszę.
Spojrzała na swojego szampana. Podobno gdy ludzie są pijani, mówią to, czego nie powiedzieli by na trzeźwo. Może by go upiła i spytała o to samo. Czy odpowiedział by tak jak teraz? Ona też go kochała, tyle że nie chciała być więcej raniona. Nie chciała myśleć w nocy o nim, o nauce i jeszcze raz o nim. Za często i zdecydowanie z długo to robiła. Chciała przestać, próbowała. Ale to nie było takie proste.
Spojrzała na niego. Już wiedział, jaka będzie odpowiedź.

***

Pokój wydawał się dziwnie pusty, gdy znikły z niego moje rzeczy, rzeczy Amber i Patricii. Walizki stały obok drzwi, a my pakowałyśmy ostatnie drobnostki, które przydadzą nam się w podróży.
-Szybko minęło - zagadnęła Patricia. Od jakiegoś czasu był miła, ale nie aż tak, żeby nutka sarkazmu nie zniknęła z jej głosu. To napewno za sprawa Joy.
-Dużo sie zmieniło - stwierdziła Amber. Spojrzała przez otwarte drzwi, gdzie Jerome pomagał wynosić bagaże Marze -A książę i je­go księżniczka będą żyli długo i szczęśliwie…Koniec.
Zasunęłam suwak od futerału gitary. Mój mały skarb był gotowy do drogi. Spojrzałam na Milligton, która wkładała wszystkie kosmetyki do kosmetyczki.
-Czemu zawsze to się tak kończy? Dobro wygrywa, zło przegrywa... Przecież to jest życie, tutaj nie ma happy endu- spytałam.
-Szczerze to nie wiem. Nigdy nie przepadałam za bajkami. Może po prostu one mają nam pokazać, że nie wolno się poddawać. Żeby mimo wszystkich tych problemów biec dalej przed siebie. Może wtedy nam się uda...
Spojrzałam na nią, zaszokowana jej słowami. Williamson zrobiła to samo, ale po chwili wybucha krótkim śmiechem. Amber uśmiechnęła się.
-Wow, dość poważny tekst jak na ciebie - powiedziała Patricia, wkładając telefon i słuchawki do torby.
-Mówiłam, że dużo się zmieniło.
Uśmiechnęłam się do nich i chwyciłam obie walizki w dłonie. Nie do wiary, że mam tyle rzeczy. W sumie nie powinno mnie to dziwić. Przyjechałam tutaj z trzema walizkami, a czwartą podesłali mi rodzicie. Plus gitara, która leżała na moim łóżku. Teraz już byłym łóżku. Wyszłam, by ostawić bagaż przed domem, skąd taksówka zabierze mnie i Chloe na stację kolejową. A potem czeka nas długa podróż.
Skamłałabym, gdybym miała powiedzieć, że żałuje że wyjeżdżam. Czułam ogromną ulgę, że w końcu naszedł czas wyjazdu. Nie chciałam tylko zostawiać ludzi, którzy tutaj mieszkali. Trudy ze swoimi naleśnikami, które pokochałam od pierwszego kęsa. Jerome'a i Alfiego, którzy uprzykrzali życie wszystkim swoimi nieśmiesznymi żartami. Patricię i Eddiego rzucających na siebie przekleństwa, których nikt nie brał na poważnie. Willow, która dojrzała i nie hodowała już jeży. Amber i jej przesadnej obsesji na punkcie makijażu. Rose i jej kąśliwych uwag. Logana i Collina, z którymi nigdy nie byłam zbyt blisko, ale i tak mogłam na nich liczyć. Nawet Victora, który gadał do wypchanego kruka. A przede wszystkim nie chciałam zostawiać Fabiana...
Spojrzałam w stronę lasu, tam gdzie biegałam codziennie rano, by móc przestać myśleć. Pamiętam, pierwszy raz, gdy szłam z Fabianem do domu Letniego Frobisherów. Wepchnęłam go wtedy w krzaki, a on odpłacił mi się tym samym.
S+R=LF
Teraz wszytko miało sens. Sarah i Rufus. Czyli Miłość na zawsze. Musieli to wyryć jako dzieci.
Będę musiała wrócić i się pożegnać. Nie będę płakać. Nigdy nie płacze przy pożegnaniach. Czuję sie dziwnie obojętnie. A wolałabym płakać, niż tkwić w tym stanie.
Gdy weszłam do salonu, wszyscy otoczyli Trudy. Amber się rozpłakała. Czułam się jak intruz. Byłam tutaj tylko rok, a oni długo więcej. Wycofałam się cichutko, by załatwić sprawę, która już dawno nie dawała mi spokoju.
Weszłam po schodach i zapukałam do gabinetu Victora. Usłyszałam krótkie 'Wejść' gdy zapukałam.
-Nie zejdzie się pan pożegnać? - spytałam na dzień dobry. Mężczyzna spojrzał na mnie z niesmakiem - Możemy porozmawiać?
Usiadł bez słowa, a ja zajęłam krzesło naprzeciwko. Rzadko bywałam w tym pokoju, właściwie to wcale.
-Chciałabym pomówić o Księdze Ozyrysa.
-Co? - Victor nagle zainteresował się mną i tym, co powiedziałam - Wiesz, gdzie ona jest?
-Właściwie to tak - odpowiedziałam i gorzko się uśmiechnęłam - Patricia spaliła ją, żeby nikomu nie wyrządziła krzywdy.
Chwila ciszy. Po czym Victor złapał figurkę, która stała obok Corrbiera i rzucił nią o ścianę. Schował twarz w dłoniach.
-Niech pan przestanie... - powiedziałam cicho, kładąc ręce na na kolanach - Gonitwa za wiecznym życiem. Po co to wszystko? Na każdego przychodzi czas. Życie bez przerwy męczy. Sarah to rozumiała. I po części dlatego odeszła. Śmierć nie jest końcem. Jest nowym początkiem, przez który każdy z nas kiedyś przejdzie.
-Znałem twoją prababkę - mruknął, ale nadal na mnie nie spojrzał - Podobna była do ciebie. Mówisz tak jak ona. Obie nic nie rozumiecie.
-Być może - odpowiedziałam beznamiętnie - Ale tak nie można. Trzeba się poddać. Śmierć w pewnym momencie wydaje się piękna. Wybawia od wszystkiego.
-Czyli mam odejść? - spytał głucho. Pokręciłam głową.
-Nie. Niech tylko pan zejdzie i się pożegna. Tyle wystarczy.
Wstał. Ja tez. Uśmiechnęłam się pokrzepiająco. Oboje zeszliśmy na dół.
Było nieco płaczliwie. Ale tylko nieco. Chłopcy parę razy rozładowywali atmosferę, co nie zmieniało faktu, że Trudy musiała co chwilę chodzić po chusteczki. Poszłam po szklankę wody. Fabian poszedł za mną.
-To koniec - stwierdził, odstawiając swój kubek - Wszystko sie skończyło.
-Nie. To dopiero początek.
Spojrzał na mnie. Moje serce zaczynało mnie kuć. Bolało. Bolało to, że muszę go zostawić.
-Co teraz będziesz robić? - spytał.
Westchnęłam i zaczęłam się bawić pustą szklanką.
-Po pierwsze porozmawiam sobie z rodzicami, głównie z mamą na temat, ze dzieci się nie okłamuje.
-Chciała dobrze - powiedział chłopak, stając w jej obronie - Nie chciała, by tobie stała sie krzywda. Spróbuj ją zrozumieć.
-Wiem. Ale to nie zmienia faktu, że mogła i musiała mi w końcu to powiedzieć. Po drugie, spróbuje ich przekonać, żebym studiowała w Liverpoolu.
Fabian spojrzał na mnie, po czym szeroko się uśmiechnął. Podszedł do mnie i wziął w ramionach. Kochałam jego zapach. Będzie mi go brakowało.
-Będę tęsknił...
-Przestań, bo się rozpłaczę.
Musnął swoimi ustami moje czoło. Poczułam przyjemny dreszcz.
-Pozwolisz, żebym przynajmniej spróbować naprawić to, czym się tak martwisz.
-Mhmm... - mruknęłam i przytuliłam go mocniej. Potrzebowałam go. Jego bliskości, jego uśmiechu. Jego całego. Sprawiał, ze byłam i czułam się szczęśliwa. I że byłam tego świadoma.
Byłam świadoma również tego, że Chloe zaraz wpadnie pożegnać sie z Loganem i obie wsiądziemy do taksówki, odjeżdżając z tond na zawsze.
-Będę pisać - mruknęłam w jego koszulkę. Poczułam, jak się śmieje.
-Co za litość - zakpił, po czym dodał trochę poważniej - Dzwoń do mnie, kiedy będziesz miała ochotę i poczujesz się samotna. I żadnych imprez, alkoholu i tym podobnych.
-Już czujesz się zazdrosny? - spytałam, odsuwając się od niego i patrząc mu w oczy - Jaki ty masz kolor oczu?
-Nie czuję się zazdrosny. I.. nie wiem. Raz wydają się zielone, potem niebieskie...
-Chyba bardziej są zielone...
Pocałował mnie. Całował mnie tak, jak jeszcze nigdy. Czułam, jak po moim ciele rozchodzą się fale gorąca. Mogłabym tak trwać i trwać do samego końca. Wplotłam palce w jego włosy i przysunęłam go bliżej do siebie. Pragnęłam go. Pragnęłam jego ust na swojej skórze, jego wzroku na moim ciele i jego dłoni. Wszystkiego, co sprawiało, że odpływałam. Tylko jedna łza spłynęła po moim policzku. Otarł ją delikatnie, nie przerywając pocałunku. Ale i to musiało się skończyć.
-Megan? - usłyszałam niepewny głos Chloe - Taksówka już jest.
-Już idę... - mruknęłam, tylko delikatnie odsuwając się od chłopaka. Tyson kiwnęła głową i wycofała się z kuchni - Postaram sie odwiedzić cie. Obiecuje.
Nie odpowiedział, tylko kiwnął głową. Głos ugrzązł mu w gardle. Spuścił wzrok.
-Fabian... - szepnęłam - Wiesz, że to nie koniec.
-Wiem.
Pocałowałam go jeszcze raz, delikatnie. Po czym równo delikatnie się od niego odsunęłam. Musiałam iść. Taksówka wiecznie czekać nie będzie. Obrzuciłam jeszcze raz spojrzeniem kuchnie, potem salon i hol. To miejsce mnie zmieniło. Nauczyło czegoś nowego i tego, by doceniać innych. Pamiętać, że inni też mają uczucia. Fabian trzymał mnie za rękę.
-Żegnaj, Domu Anubisa. - mruknęłam, gdy chłopak otworzył mi drzwi. Uśmiechnął się smutno.
Wszyscy czekali  na zewnątrz, ściskając Chloe. A teraz rzucili się na mnie.
-Nie zapomnij o nas - powiedziała Amber - Pisz kochanie.
-O tym miejscu i o was zapomnieć się nie da.
Zaśmiała się. Chloe otworzyła drzwi samochodu i wślizgnęła się do środka. Poszedłem do Fabiana i ostatni raz na długi czas, musnęłam jego usta.
-Do zobaczenia.
-Do zobaczenia.
Wsiadłam do taksówki, a drzwi zamknęły się za mną. Tylko ja i Fabian nie płakaliśmy. nie byliśmy w stanie. Uśmiechnęłam się na widok Jerome'a ściskającego Marę. Zasłużyli na szczęście. Taksówka ruszyła. Podniosłam rękę i pomachałam do wszystkich. Odmachali.
Szkoła zniknęła w niemożliwie szybkim tępię za drzewami.
-No i koniec - podsumowała Chloe, wyciągając się na siedzeniu - Zarazem najlepszy i najgorszy rok mojego życia. Dobrze, ze to sie skończyło. Jestem taka szczęśliwa, że to koniec.
-A ja nie.
-Nie?
-Nie. Ale to nie jest też tak, że jes­tem nie­szczęśli­wa. Nie pot­ra­fię te­go ok­reślić słowa­mi... To jest ta­ki stan po­między. Coś na kształt obojętności. A wiesz co jest w tym wszys­tkim najgorsze?
- Hmm?
- Że to mnie prze­raża. Wo­lałabym płakać niż trwać w tym sta­nie. Nie chcę by było mi wszys­tko jedno...
Chloe objęła mnie.
-Jeszcze się zobaczycie. Byle żeby twoi rodzicie go polubili.
-Coś sugerujesz? - zaśmiałam się. Chloe uśmiechnęła się i spojrzała przez okno.
Zapomniałam. Zapomniałam, jak to jest czuć się tak wolną. Nie uciekałam od kłopotów. Zakończyłam je i wyjechałam. Dlaczego czułam się tak podle? Taka opuszczona?
Dzwoń do mnie, kiedy będziesz miała ochotę i poczujesz się samotna.
Wyjęłam z torebki telefon. Wybrałam jego numer. Odebrał po drugim sygnale. Szepnęłam w słuchawkę drżącym głosem:
-Kocham cię.
-Ja ciebie też.



KONIEC CZĘŚCI DRUGIEJ I OSTATNIEJ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy