piątek, 11 lipca 2014

054. Rozdział pięćdziesiąty czwarty: Ostatnia ofiara

FINAŁ


Patricia siedziała na oparta o ścianę, gapiąc sie nieprzytomnie w punkt, który widziała tylko ona. Amber delikatnie głaskała jej rękę. Wszyscy starali się przetrawić opowieść, którą im zaserwowała.
-Chcesz nam powiedzieć - spytał powoli Logan - Że napadła cię jakaś zdzira z nożem?
-Zamknij się - warknęła Williamson - Ty powinieneś o niczym nie wiedzieć.
-Co za różnica - fuknęła Chloe, odgarniając pasmo włosów z czoła - Nie obchodzi mnie wasza głupia sprawa. Idę po Megan.
Blondynka odwróciła się i zaczęła iść w stronę wyjścia. Logan westchnął, zrobił duże dwa kroki i złapał ją za nadgarstki.
-Nigdzie nie idziesz - mruknął.
-Puszczaj do cholery! - wrzasnęła dziewczyna przez zaciśnięte zęby - Musze po nią iść.
-Niby gdzie? Nie wiesz nawet gdzie zacząć jej szukać. Zrozum wreszcie Chloe - chłopak mówił cicho i spokojnie, próbując przemówić do rozsądku swojej dziewczyny - przez całe życie nie będziesz jej prowadzić. Nie jesteście już dziećmi. Musicie się usamodzielnić i w końcu zacząć żyć. Osobno.
-Ty nic nie rozumiesz! - warknęła na niego i kopnęła w kolano. Skrzywił się, ale nadal jej nie puścił - Obiecałam jej, że jej nie opuszczę. Że będę z nią.
-Chloe, uspokój się!
-ŻE BĘDĘ JĄ CHRONIĆ...
-Przed śmiercią? - spytał spokojnie Logan. Dziewczyna spojrzała na niego przerażona, przestając się szarpać. Po czym wybuchnęła płaczem. Chłopak objął ją i przyciągnął do siebie.
Patricia patrzyła na to obojętna. Zostawiła Eddie'go. Jest pewna, że sam sobie poradzi. To nie ugaszało jednak palącego uczucia, że coś mu grozi. Gdyby mogła sama by za nim pobiegła. Ale była potrzebna tutaj.
I tutaj zostanie.
Jerome kopnął w roztargnieniem w kosz, wplatając swoje palce we włosy. Pozostało im tylko czekać.

***

-Nina!
Wbiegłam do pomieszczenia, nie oglądając się za siebie i nie rozglądając. Na nogach jak z waty wspięłam się na podwyższenie, potykając się po drodze. Dotknęłam jej reki.
Była lodowata.
Chciałam się rozpłakać. Zawiedliśmy. Oddychałam ciężko, nie wierząc w to co widzę. Przyłożyłam ucho do jej klatki piersiowej. Odetchnęłam z ulgi.
Serce biło.
Lekko, prawie że nie było go słuchać. Ale biło. Tylko co dalej? Mam czekać na to, czego tak obawiała się Joy? Po raz pierwszy rozglądnęłam się wokół siebie. Nie widziałam niczego obcego, prócz przedmiotów które stały na kamiennym piedestale. Chwyciłam go i podciągnęłam sie z wysiłkiem w górę.
Złoty kielich wypełniony po brzegi złotą substancją, która swoim blaskiem odbijała się na ścianach pomieszczenia. Maska Anubisa. I miecz.
Rozpoznawałam każdą z tych rzeczy, choć nigdy nie miałam ich w ręku ani nie widziałam na oczy.
Kielich Ankh, który w pierwszej klasie złożyła Sibuna, Maska Anubisa którą znaleźli w drugiej klasie. I miecz, którym przebiła się Selene i jej ojciec.
Zrobiło mi się słabo. Chwyciłam się lodowatej krawędzi stołu, starając się poukładać myśli. W głowie mi huczało.
Teraz najważniejszą rzeczą, którą należało zrobić, to zabranie Niny. To ona jest Wybraną i moim zadaniem jest ją bronić i chronić. Ukucnęłam przy niej ponownie.
Nie wiedziałam co zrobić. Tyle chodziłam na kursy pierwszej pomocy, przesiedziałam tyle godzina na edukacji dla bezpieczeństwa, tyle ćwiczyłam na niespodziewane sytuacji.
Jednak jeśli nigdy nie poczujesz presji, nie zostaniesz poddany prawdziwej próbie, nie dowiesz sie jak bardzo jesteś silny. Choćbyś ćwiczył kilkadziesiąt godzin dziennie, strach może odebrać ci władze w nogach, sprawić, że twój mózg przestanie trzeźwo myśleć. Tak jak mój w tej chwili. Nie wiedziałam kompletnie, jak zareagować, co zrobić. Tylko, że muszę jak najszybciej ją z tond zabrać.
Komórka została w pokoju. Nina nie miała też swojej.
Uniosę ją? Nie jest za ciężka? Jezu, jeśli będę tyle myślała a nie spróbuje, zostanę tu aż do śmierci.
Gdy w końcu zdecydowałam się, że spróbuje ją podnieść i wsunęłam dłoń pod jej talię i nogi, drzwi zamknęły się z hukiem.
Otoczyła nas ciemność. 

***

Mara jęknęła i z zamkniętymi oczami zaczęła masować sobie ból głowy. Zabije Fabiana, jak tylko go zobaczy.
Podniosła głowę i znała sobie sprawę, że nie jest sama. 
Przed nią siedziała kobieta o ciemnej karnacji, włosach i oczach. Biała szata pasowała tylko do jej koloru zębów.
-Czy ja nie żyje? - spytała Mara gapiąc się w postać.
-Nie kochanie. Za to pora na opowieść.
Kobieta wstała i podała jej rękę. Jaffray ujęła ją.
-Gdzie są moi przyjaciele? - spytała. Kobieta pogładziła ją po policzku.
-Oni też dostaną wyjaśnienie.
Mara weszła w pierwsze lustro w tej samej chwili jak Fabian, KT i Eddie. I w tej samej chwili, gdy Megan ogarnęła ciemność.

***

Jeśli przedtem się bałam, teraz jestem przerażona. Odsunęłam się od Niny i powoli zeszłam z podwyższenia i idę w kierunku drzwi. Przynajmniej tak mi się wydaje.
Nie doszłam do nich. W połowie zaczęły zapalać się pochodnie. Nie ogień. Tylko zimne, niebieskie światło.
Stanęłam, czując, jak moje wszystkie części ciała zastygają w przerażeniu.Czułam, jak za mną coś rośnie. Czułam, jak nabiera mocy, lecz nie śmiałam się odwrócić. Nie mogłam. I tego nie chciałam. Nie chciałam zobaczyć tego, przed czym uciekali moi przodkowie, tego, co manipulowało ludzi i wysysało z Niny Martin życie.
Nagle zapragnęłam być zwyczajną nastolatką. Bez żadnych przygód, wiodąca zwyczajne życie. Niektórzy nie zdają sobie sprawy, jakimi są szczęściarzami.
Może dlatego, że takie sytuacje nie mają w życiu miejsca. Ja nadal mam nadzieje, że to dzieje się w mojej głowie, że to nie istnieje. Że zapadłam w śpiączkę i śnię bardzo długi sen, w którym czuje, kocham i nienawidzę.
-Nareszcie - czułam, jak męski głos obija się o ściany mojej czaszki, jego gorący oddech na mojej szyi. Chciałam uciec, ale nie byłam w stanie sparaliżowana przerażeniem. Ciemność. Wiedziałam, co się dzieje. On żywi się cierpieniem Niny. Żywił się Joy, a gdy poczuł że nadszedł czas, poszedł do Ninę. A je będę następna.
Nie mogę pozwolić na to, by Wybranej stała się krzywda.
Mężczyzna ukazał się moim oczom. Staną przede mną i lustrował mnie od dołu, wbijając ostatecznie spojrzenie ciemnych jak noc oczu w moje, zwykłe brązowe tęczówki. Zaniemówiłam.
-Marek Antoniusz... - to, co wydobyło się z moich ust było raczej stwierdzeniem niż pytaniem. Mężczyzna uśmiechnął się i potarł usta dłonią.
-Wyobrażałem sobie ciebie inaczej - stwierdził, powoli idąc w stronę piedestału, gdzie leżała bezbronna Martin. Nie spuszczałam z niego wzroku, nie mogąc uwierzyć w to, co zobaczyłam - Miałaś być silna, odważna, zdecydowana. Godna mnie przeciwniczka. A zamiast tego jesteś słaba i bojaźliwa. Może to i lepiej - schylił się do Niny i pogładził jej policzek - pójdzie szybciej.
-To jest niemożliwe - stwierdziłam, przełamując się w sobie - Ty nie możesz za tym wszystkim stać...
-Nie? - spytał, unosząc brew. Próbował chwycić Kielich Ankh, jednak jego dłoń przeszła przez szyjkę naczynia. Był duchem, takim jak przedtem Selene. Dało mi to nieco otuchy - Niby dlaczego nie? Ty nie możesz być Przepowiedzianą, jesteś zbyt żałosna.
Milczałam. Co ja mam teraz zrobić? Dlaczego Selene mnie zostawiła? Czemu nie powiedziała, co mam robić dalej?
-Czekałem zbyt długo... - mruknął mężczyzna, przejeżdżając swoją niematerialną dłonią po ostrzu miecza. Spojrzał na mnie - Wiesz, co to jest? Tym wspaniałym mieczem odebrałem sobie życie. Mieczem Seta, podarowanym przez moja ukochaną Kleopatrę. Mieczem, którym Set zabił i posiekał Ozyrysa. Ostatni z trzech Insygni Władzy.
Spojrzał na niego tęsknie, po czym westchnął i popatrzył na Ninę.
-Była taka słaba.
-Co jej zrobiłeś? - warknęłam, stawiając krok do przodu. Nie zrobiłam nic więcej.
-Sama sobie to zrobiła. Zgodziła się, byleby ratować twojego chłoptasia. Nieszczęśliwa miłość, co? - zakpił i przestąpił nieruchome ciało dziewczyny - Założyła Maskę Anubisa i wypełniła Kielich Ankh Złotymi Łzami. Są mi potrzebne, by znowu się odrodzić.
-Nie uda ci się... Nikt po śmierci nie powrócił na tą planetę - stwierdziłam, przesuwając się bliżej Niny. Tylko odrobinę.
-Nie jestem taki jak wszyscy. Myślisz, że Joy zginęła w wypadku, a tymczasem znajdujesz ją tutaj. Potrafię wielkie rzeczy. A z twoją pomocą...
-Nie pomogę cię! - warknęłam, stając pomiędzy wejściem do piedestału a nim, tak, by nie mógł dostać sie do Martin.
-Pomożesz. Powiedź kochanie, czy nie jesteś już tym wszystkim zmęczona? Ciągłą walką, bez spokoju?
Milczałam. Oczywiście, że byłam zmęczona. Kto by nie był? Najgorsze jest to, że zaczynałam odczuwać zmęczenie.
-Wiem, że tak. Która szesnastolatka nie byłaby załamana, gdyby chłopak, który rozkochał jej przyjaciółkę, zrobił to tylko dlatego, by dopaść ją. I prawie zamordować.
-Skąd ty... - spytałam zaskoczona. Nikt o tym nie wiedział, oprócz osób wtajemniczonych. Nie wyznałam tego nawet Fabianowi. Ale Ciemność dalej kontynuowała:
-A potem uciekać przez cały kraj, by uwolnić się od tego psychopaty, który uciekł. Obiecać sobie, że nikogo już nie pokochasz, po tym, jak bardzo skrzywdzono ciebie i twoją przyjaciółkę. Przyjechać do obcego miasta, internatu jak jakiś wyrzutek, którego rodzice nie kochają i co zrobić? Zakochać się w chłopaku, który jest ślepo wpatrzony w przeszłość, gdy ty wolałaś o tym zapomnieć. Widzieć tyle okropieństw w snach, starając się stworzyć nową siebie, gdy inni zaczynając cię nienawidzić za błędy, których starasz sie nie popełniać. Aż w końcu, gdy jesteś szczęśliwa w ramionach chłopaka, okazuje się, że nie możecie być razem. I że nigdy tak nie będzie.
Łzy napłynęły mi do oczu. On wiedział o mnie wszystko, to co czuję i to co robiłam. Jestem taka zmęczona. Chce już do domu, chce normalnie żyć. Nie przejmować się niczym innym prócz tego, czy zdążę na ulubiony serial. Chce spokoju.
-To wszystko przez ten przeklęty Krąg, Megan - powiedział, stając bliżej mnie i patrząc w oczy - Ja ci pomogę. Dostaniesz wszystko czego chcesz. Spokoju, człowieka którego kochasz. Pozbędziesz się Niny, bo nie chcesz jej w swoim życiu.
To prawda, nie che jej w moim życiu. Nie chce, by wkroczyła pomiędzy mnie a Fabiana, zniszczyła to co do siebie czujemy.
-Raz na zawsze to się wszystko skończy. Wystarczy mały gest, a to wszystko się zakończy. Chcesz tego przecież.
Chce z całego serca.
-Nie chcesz już więcej płakać po nocy i myśleć, co by było gdybyś się urodziła gdzie indziej...
To prawda, nie chce.
-Chcesz być wreszcie szczęśliwa i kochana...
-I to bardzo... - odszepnęłam.
-I wiesz, że tylko ja mogę ci pomóc.
-Wiem...
-Więc ty pomożesz mi.
-Pomogę... - szepnęłam, czując, jak łzy toczą mi się po policzkach. Antoniusz przejechał mi po nich palcem, ale ja poczułam tylko chłód. Wskazał tym samym palcem kamienny stół. Kiwnęłam głową. Skierowałam się tam, czując, jak moje serce przepełnia radość. To wszystko się zaraz skończy. Wrócę do normalnego życia, będę szczęśliwa z Fabianem u boku. Bez względu na cenę.
Spojrzałam na przedmioty leżące na stole. W ostrzu miecza pobłyskiwały złote i niebieskie świetliki. Był taki piękny...
-Podnieś go! - zażądał Antoniusz.
Podniosłam. Miło ciążył w mojej dłoni. Teraz to ja odbijałam się w ostrzu.
Podeszłam do Niny.
-Zabij ją! - powiedział władczo mężczyzna - Wbij jej ostrze w serce!
Łzy płynęły bez przerwy po moich policzkach i zaczęły rozmazywać mi obraz.
Będę wolna...
Uniosłam miecz.
... i szczęśliwa razem z Fabianem.
-Tylko sen... - wyszeptałam.
Ostatnią rzeczą, którą widziałam gdy wbijałam sobie miecz w serce, były złote błyski na ścianie.

***

Pani Taylor zemdlała, po czym obudziła się i wrzasnęła, gdy dyrektor próbował pomóc jej wstać.
-Gdzie oni są? - spytała samą siebie i zaczęła szybko rozglądać się po sali. Gdy zobaczyła Potomków i Łączników, ruszyła w ich stronę krokiem pełnym gracji, lekko kołysząc się na boki.
Jerome obserwował ją. Miał złe przeczucia.
-Są wszyscy? - spytała, patrząc na każdego wzrokiem pewnym, że aż się robiło im nieswojo.
-Pani Taylor, dobrze się pani czuje? - spytał Alfie. Kobieta pokręciła głową.
-Teraz nie jestem Taylor - powiedziała, odgarniając włosy - Jestem Sarah.
-O kurwa - mruknął Logan, po czym jęknął, gdy Chloe wymierzyła mu kuksańca łokciem w bok.
-Wiedziałam, że kogoś mi przypominasz! - wykrzyknęła Amber, klaskając w dłonie - Jesteś tak bardzo podobna do tej dziewczyny z obrazu. Mogliśmy skojarzyć...
-Nie ma na to czasu - stwierdziła kobieta, przerywając jej w pół zdania - Idź sprowadź tutaj Hope, Lanę, Allison i Willow. Musimy mieć cała szóstkę i trójkę.
-Co będziemy robić? - spytała Chloe, gdy ruszyli za nauczycielką i wyszli z sali.
-Być przygotowanym na najgorsze.
Wkrótce stali w pustej sali , złapani za ręce. Łącznicy w środku, Potomkowie na zewnątrz. Amber i Logan stali obok Sarah, z niepokojem na siebie zerkając.
-Nie wolno wam wypuścić nikogo z tamtego świata na ten. Na odwrót tak - pouczyła ich kobieta.
-A jeśli Megan... - zaczęła Lana, ale umilkła, gdy kobieta podniosła dłoń.
-Nawet gdyby bolało, nie przestawajcie.
-Że co?! - krzyknął Logan, ale nie miał czasu na nic więcej.
Chloe wrzasnęła z bólu.

***


Fabian wbiegł do  kamiennego pomieszczenia pierwszy. Rozglądnął się, aż jego wzrok napotkał piedestał i dwie postacie...
-NIE!
Rzucił się biegiem ku środkowi sali, z sercem walącym w piersi. Reszta pobiegła za nim.
Nina podnosiła się do pozycji siedzącej. Jej szara twarz powoli nabierała kolorów, oczy zaczynały błyszczeć. Rozejrzała się dookoła i gdy zauważyła chłopaka, spytała:
-Fabian, co się stało?
Ale on na nią nie spojrzał. Uklęknął przy nieruchomej postaci, szepcząc jedno słowo:
-Nie...
Miecz ubrudzony jej szkarłatną krwią, leżał obok niej nieruchomo i dumnie. Wiedział, co się stało.
Przebiła się nim, tak jak zrobiła to Selene. Na środku jej koszuli kwitła czerwona plama, a z jej środka wylewała się krew.
Jej twarz była taka spokojna. Usta, które nigdy się do niego nie uśmiechną, były lekko odchylone. Oczy, w które razy patrzył, te, które mówiła że są takie zwykłe, nigdy na niego nie spojrzą z miłością. Blade policzki, na których nigdy nie pojawią się już rumieńce. Włosy, którymi już się nie będzie bawił. Ręce, które kiedyś go obejmowały, gładziły jego policzek, które wplatała w jego włosy gdy się całowali... Palce, które nigdy nie złapią żadnego akordu na gitarze, którą tak kochała.
Przytulił ją do swojej piersi, szlochając i wkładając twarz w jej pachnące włosy.
Mara ukucnęła przy nim, gdy Eddie i KT pomagali wstać Ninie.
-Fabian... - szepnęła delikatnie - Fabian, nic już nie możemy zrobić...
-Nie...
-Ona nie żyje - uświadomiła go, choć słowa z trudem przechodziły przez jej gardło. Musi myśleć racjonalnie. Trzeba zabrać z tond Ninę, Joy, Lucy i Harrego. Megan już nie mogli pomóc. Sama dokonała tego wyboru. Zniszczyła to, co miała za zadanie zniszczyć. Za cenę, której była świadoma.
Fabian uniósł zaczerwienione od płaczu oczy i po raz pierwszy zauważył, co stało na kamiennym stole. Maska i Kielich, w którym błyszczały Złote Łzy.
Jego umysł zaczął pracować, przetwarzać fakty... Joy w drugiej klasie...
-Podaj mi Kielich - zwrócił się do Mary, która spojrzała z żalem na to, co pokazywał.
-Fabian...
-Rób co mówię - warknął, piorunując ją spojrzeniem. Dziewczyna zrezygnowana podeszła do stołu i chwyciła w obie dłonie Kielich Ankh. Powoli, żeby nie wylać ani kropli złocistej substancji, podała go Rutterowi. Chłopak chwycił go, a bezwładne ciało Megan położył na kolanach. Rozpiął jej koszulkę aż do miejsca, gdzie miecz przebił jej skórę. Delikatnie przechylił naczynie, z którego wylało się kilka kropel. Spadłe one na ranę, delikatnie znikając w złotej mgiełce i cichym sykiem. Tak, jakby gasił ogień wodą.
Przechylił Kielich bardziej.
-Fabian... - zaczęła KT, która podeszła do nich. Eddie nadal stał przy Ninie i obejmował ją ramieniem. Dziewczyna była przerażona - Co ty wyprawiasz?
-Cicho... - odszepnął tylko. Rush spojrzała na zapłakaną Marę, która z fascynacja oglądała poczynania chłopaka.
Rana zniknęła. Pozostała tylko blizna, która może zostać z nią na całe życie. To go jednak nie obchodziło. Kielich był opróżniony do połowy.
-Maro, pomóż mi.
Jaffray spojrzała na niego zdziwiona.
-Ty chyba nie myślisz, żeby ona to wypiła?
-W zasadzie to taki mam plan - odezwał się. Gdy na nią spojrzał, oczy błyszczały mu nadzieją. Mara nie miała siły, żeby mu ją odebrać. Otarła policzki i pomogła mu postawić Megan w pozycji siedzącej. Jej plecy obierały sie na jego pierś. Podał jej Kielich. Mara drżącym palcami chwyciła go. Znikąd pojawiła się w jej głowie informacja, że nieprzytomnym osobom nie można podawać żadnych płynów. Zignorowała ten natrętny głosik i przyłożyła brzeg naczynia do ust dziewczyny.
Gdy Kielich był prawie pusty, Megan kaszlnęła i otworzyła oczy.
Spojrzała nic nie rozumiejąc na miecz, potem na ramiona, które ją obejmowały i na Marę, zaszokowaną z Kielichem Ankh w ręce.
Zaczerpnęła głośno powietrza.
-Powinnam nie żyć... Ja nie żyłam - stwierdziła cicho. Mara zapłakana, pokiwała głową.
Fabian ja objął. Dziewczyna odwzajemniła jego uścisk i również przytuliła się do niego. Płakał, ona też płakała.
Powiedziała do niego cicho, tak, by tylko on ją słyszał.
-Zostań ze mną...
-Oczywiście. Kocham cię.
Po czym pocałował ją w policzek, tak aby nikt tego nie widział.


***

Mamy finał za sobą kochani.
Szybko zleciało, prawda? Jeszcze tylko jeden rozdział i epilog i mamy te fan fiction za sobą.
Chyba nie będzie nieszczęśliwego zakończenie, które planowałam na następny rozdział. Zbyt bardzo mi się zbierało na płacz gdy to pisałam i gdy pisze to teraz.
Nie opuszczę was. Prawdopodobnie będę pisała nowe fan fiction w całkiem nowej odsłonie. Będzie Ariana, będą postacie z House of Anubis ale nie jako Fabian, Amber i Nina, tylko Brad, Ana i Nathalia. Mam już plan wydarzeń, ale zobaczymy co z tego wyniknie. Dowiecie się pod sam koniec.
Nowy szablon. Tak się przyzwyczaiłam do tego fioletowego, miałam go więcej niż pół roku \, więc teraz jak wchodzę to przeżywam szok, haha.
Zmieniłam zakładkę postacie, teraz są tam same zdjecia.
Ktoś jeszcze o mnie pamięta prócz kochanej Nathalii Pisarki , która każdy rozdział i go komentuje, bez względu na to jaki jest beznadziejny?
Jestem z tego akurat zadowolona.
Meguś zmartwychwstała! A Joy nie nie żyje!
Te fanfiction miało całkiem inaczej wyglądać. Nadal mam plan w starym zeszycie, wszystko rozrysowane. Myślę nad dodaniem zakładki 'Ciekawostki' żebyście sobie poczytali, jakie miałam zrąbane pomysł.
Błędów nie powinno być :)
*wow, co się stało, Justysia poprawiła błędy i nie była leniwa*
A żebyście wiedzieli.
Ostatnio przeglądam tumblra. I znalazłąm zdjęcie Amber z Laną. O shit, mój fangirling > 




Kocham Was z całego serca, do zobaczenia niedługo ♥

Joylitte 
xoxox

3 komentarze:

  1. Ten finałowy odcinek wyszedł Ci tak "AMAAAZING!"
    Brak słów po prostu. Zatkało mnie ;)
    hhdbc cndmedf!
    Mam nadzieję, że będziesz jeszcze jakieś historię na blogu ;> Masz talent ^^
    Pozdrawiam : Nathalia Pisarka (Patrycja) ;);*

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniały rozdział !!
    Nie tylko Nathalia Pisarka o tobie pamięta! Ja tez!
    Licze na New Story od Cb ,bo jestes naprawde utalentowana dziewczyna! :3
    housee-of-anuubis.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapraszam na nowy odcinek pt. "Przełomowy dzień"
    http://fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com/2014/07/gdy-opadnie-mga-przeomowy-dzien-2-by.html
    Liczę na opinię ;)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy