wtorek, 22 lipca 2014

WINNY









Znalazła się w środku wojny, w którą została wciągnięta jej rodzina. Wszystko, co kochała zostało jej odebrane. A ona będzie chciała to odzyskać, zyskując coś nowego i odnajdując to, czego tak długo szukała.
Ariana Grande & Brad Kavnagh & Chloe Moretz & Achton Irwin Fabfiction



Podziękowania

Na samym początku chciałabym podziękować Nickelodeon, za to, że stworzyli serial, którym się inspirowałam. Nawet nie macie pojęcia jak jestem Wam wdzięczna.
Kolejne podziękowania lecą do mojej kochanej Sapphire, czyli Agatki. To ona mnie wspierała, pisała długaśne komentarze, przy którym mogłam płakać i śmiać się jednocześnie. Zawsze była przy mnie, nawet gdy tego nie zauważałam. Bądź silna kochanie. Dla siebie, dla nas, dla mnie i dla Sibuny.
Teraz czas na moją MClarkę, na której blog zawitałam jako pierwsza. To ty dałaś mi natchnienie, bym zaczęła pisać tak jak ty. Dałaś mi wspaniała historię, na której koniec czekam. Tak jak na koniec u Agatki. Nadal wierzę, że nie zapomniałyście. Dziękuje.
Całusy lecą także w stronę αмσяє. ♡, która jako pierwsza skomentowała mój blog. Nawet nie masz pojęcia, jak się z tego ucieszyłam. I jako pierwsza zaobserwowała. I nadal o mnie pamięta. Dziękuje za to, że jesteś. Rób dalej to co kochasz, bo to robisz najlepiej.
Wielkie podziękowania należą się też wspanialej Natalii Pisarce, która za każdym razem komentowała moje posty i jest moją główną motywacją. Dziękuje kochanie, życzę Ci weny w pisaniu własnych opowiadań. Nie przestawaj robić tego co robisz.
Kolejną osoba, już nie ze wspaniałych bloggerek, które tu poznałam, jest Dagmara. Choć rozstałyśmy się w czerwcu i już do klasy razem nie będziemy chodzić, wiedź, że o Tobie nigdy nie zapomnę. Byłaś pierwszą osoba, z którą tak wspaniale się dogadywałam, słuchałam muzyki i dyskutowałam o idolach. Nigdy mnie nie wyśmiewałaś, nawet gdy paplałam głupoty. Będzie mi cholernie smutno, gdy we wrześniu nie usiądę koło Ciebie. Ale życie toczy się dalej, i choć nasze drogi się rozstały, nie przestanę Cię kochać jak siostrę, Pani Irwin.
Kolejnymi osobami są moja siostra Ewelina i przyjaciółka Monika. Może już nie będziemy się widywać na korytarzach ani spędzać ze sobą tak dużo czasu, ale dawałyście mi inspiracje. Choć dopiero teraz się dowiedziałyście, że blogowałam. Trudno się mówi. Nie ma jak to się interesować rodzeństwem, prawda Ewelinka?
Wypadało by tez podziękować mojej drugiej siostrze Karolinie, która pozwalała mi pisać na jej komputerze. Złom bo złom, ale pisało sie całkiem nieźle. Tak więc dziękuje, bo to właśnie na nim napisałam pierwszy rozdział.
Klaudia, tobie też należą się ogromne przytulasy. Pracujemy razem na Brad Kavnagh Poland i choć się nie znamy w rzeczywistości, traktuje Cię jak siostrę. I tak samo kocham. Kiedyś go spotkamy i razem podziękujemy. Zobaczysz.
I jeszcze Patrycji, za to, że po prostu jest.
Dziękuje także Bradowi, choć nigdy prawdopodobnie mnie nie zobaczy na oczy. Byłeś przy mnie zawsze, gdy tego potrzebowałam. Twój głos podtrzymywał mnie w trudnych chwilach. My się nie rozstajemy. Byłabym idiotką, gdybym nie przyznawała się, że słucham tak wspaniałej osoby. Masz piękne serce kochanie, dziękuje Ci za wszystko. Dosłownie za wszystko.
No i dziekuje też Tobie, jeśli to czytasz a Cię nie wymieniłam. Jesteś równie ważny jak inni. Dziękuje, ze czytałeś. Że odwiedzałeś, może nawet nie systematycznie. Ale lepsze to niż nic. Życzę Ci powodzenia, jeśli piszesz to weny, jeśli śpiewasz to satysfakcji z tego a jeśli malujesz to inspiracji. A jeśli nie robisz nic, to wspaniałego życia, bo na to zasługujesz. Wszyscy zasługują.
To chyba tyle z podziękowań...
No kochani, za nami prolog, epilog i pięćdziesiąt trzy rozdziały. Zmęczeni? Bo ja bardzo. Ciężko mi było kończyć tą historię, chociaż pomysł był straszny, patrząc z perspektywy czasu. Ale nauczyłam się tu pisać. Zmienił się mój styl, moje wyrażanie uczuć w słowach. To daje satysfakcje, i to jaką! Siadałam do komputera i pisałam, gdy byłam smutna, zła, obojętna i szczęśliwa. Wszystko wtedy znikało. Znajdowałam się nie w swoim domu przykryta kocem, znajdowałam sie w Megan, w bohaterach, których stworzyłam. Byłam w Anubisie, czułam i widziałam to co oni. Wspaniałe doświadczenie i nie chce zmarnować tego, czego się tu nauczyłam. Będę pisać dalej.
Powstał nowy blog. Mówiłam Wam, że chce pisać fanfiction o Arianie, albo o Bradzie... Więc usiadłam, pomyślałam i boomsh! Mam już zarys scenariuszu, więc po co tracić czas? To będzie zupełnie coś nowego, nigdy czegoś takiego nie pisałam. Ale jak mam uczyć się pisać, to muszę się uzupełniać. Dlatego zapraszam : WINNY.
A co sie stało z mieszkańcami Anubisa? Cóż, wszystko dobrze sie skończyło. Mara i Jerome są razem i spodziewają się córeczki, Amber wybija się w świecie mody z Alfiem jako asystentem u boku, Patricia i Eddie odbywają podróż po Europie, Chloe i Logan mieszkają razem i nic ich nie rozdzieli. Nina wróciła do Stanów, tak samo jak KT i toczą własne życie. Ale kontaktują się ze znajomymi ze szkoły. Joy i Mara pracują razem, pisząc dla The Times. Rose próbuje sprawić, by Collin pogodził sie z ojcem, ale nie idzie jej to dobrze. A Megan? Megan kończy studia, ale nadal prześladują ją cienie przeszłości. Ma jednak przy sobie Fabiana, który zawsze jest przy niej, gdy budzi się z wrzaskiem w nocy. Są szczęśliwi.
Chyba pora się pożegnać. Oczywiście tylko tutaj. Mam nadzieje, że o mnie nie zapomnicie. Mam nadzieje, że czasem zaglądniecie na mojego twittera i napiszecie co u Was słychać. Kocham Was skarby i wiele Wam zawdzięczam. Byliście i pozostaniecie dla mnie jak rodzina.



Możecie już opuścić Dom Anubisa...

SIBUNA

056. Epilog

Nazywam się Megan Grant. Pochodzę z Exmouth. Wychowałam się tam, ale ostatnią klasę liceum ukończyłam w Anubis Academy. Mieszkałam w Domu Anubisa.
Poznaliście moją historię. Trochę to wszystko zagmatwane, niedorzeczne i nieprawdziwe. Ale nie musicie mi wierzyć. Bo cała magia nie istniała w tych paranormalnych zdarzeniach, tylko w słowach i w ludziach.
Chciałabym Wam coś powiedzieć. Może słyszeliście to milion razy, czytaliście tyle samo razy. Ale musicie sobie to uświadomić, zanim pójdziecie dalej.
Każdy z Was, co do jednego, jest piękny. Nie patrzcie na ludzi, bo to nie oni mają układać i dowodzić waszym życiem. Tylko Wy. Wy, którzy są jedyni w swoim rodzaju. Bądźcie sobą. Jeśli komuś się nie będzie to podobało, to nie wasza wina. Z uśmiechem pokażcie mu środkowy palec i powiedzcie, że kochacie siebie za to, jakie jesteście. Że nie zmieniłybyście w sobie nic.
Nie można zmienić swojego wyglądu. Nie można zażyczyć sobie nowego nosa, większych oczu. Bo to nie możliwe. Operacje plastyczne nic nie dają. Ale gwarantuje Wam - uśmiechnijcie się, a zrobicie się dziesięć razy piękniejsze. Każdy wygląda pięknie w uśmiechu. To właśnie jego wielka zaleta. I nie uśmiechajcie się nieszczerze. Jeśli chcecie płakać - płaczcie. W osamotnieniu, żeby nikt Wam nie mówił, że będzie dobrze. Bo nie będzie, jeśli same tego nie zechcecie. Jeśli nie dajecie sobie rady ze sobą, nie krzywdzie się. Wyrzucie żyletki, wiem to z własnego doświadczenia. Nie warto mieć blizn do końca życia, tylko z powodu, który wydaje Wam się okropny. Bo potem spojrzycie na nie i pomyślicie : Boże, czemu ja to zrobiłam?
Fabian widział moje blizny. Nie pytał o nic. Ufa mi, wie, że jeśli coś by się stało, powiedziałabym mu. Wy też znajdzie taką osobę, do której możecie zadzwonić w środku nocy i wypłakać się, gdy sami nie dajecie sobie radę. To nie musi być chłopak. To może być przyjaciółka, która jest z Wami bardzo długo i Was rozumie. Tak jak mnie Chloe. Nie wyżalajcie się byle komu. Bo przez to wasza więź się zaciska, a osoby, które nie są godne waszego cennego zaufania, wykorzystają to. A najlepiej zwierzyć się rodzicom. Ja tego nie zrobiłam, nie miałam na to siły. Za bardzo ich kochałam, żeby ich martwić. Brzmi znajomo, prawda? Tyle że gdy wróciłam z Domu Anubisa, pierwszy raz porozmawialiśmy szczerze. Teraz wiem, jak bardzo mnie kochają.
Nadal nie wyjawiłam Fabianowi mojej małej tajemnicy. Tysiąc razy myślałam  tym, gdy budziłam się w środku nocy obok niego, a potem nie mogłam zasnąć. I przez te tysiąc razy gdy czułam jego ciepło przy swoim ciele, dochodziłam do wniosku, że nie chce go martwić. To minęło. A on robi wszystko, bym o tym zapomniała. Kocham go. A on kocha mnie.
Wy też kiedyś znajdziecie taką osobę. Wy też poczujecie motyle w brzuchu. Nie wstydźcie się ich, bo to normalne. A jeśli ktoś poczuje to do Was, a wy nie chcecie mieć z ta osobą nic więcej, niż tylko przyjaźń? Dajcie mu to do zrozumienia. Szczerze. Ludzie nie są zabawkami, jak to mówi Mara. Nie można ich porzucać, krzywdzić ich. Zabawki nie mają serca - a ludzie tak. 
Chcecie, by Wasze życie sie zmieniło? By coś się stało? To zróbcie to, a nie czekajcie na cud. Zamknijcie książki, wyłączcie komputer i ruszcie tyłek - życie jest zbyt krótkie, by je marnować.
A jeśli macie już dość. Chcecie zakończyć ten dar, który dali Wam wasi rodzice... Pomyślcie, co czuliby, gdybyście to zrobili. Wiele rodzin się przez to rozbija, rodzicie obwiniają się nawzajem. I rozchodzą się. Nie chcecie tego, prawda? Nie, wcale im nie będzie lepiej bez Was. Bóg tworzy tylko piękne rzeczy, Wy jesteście jedną z nich. Jeśli nie chciałby, żebyście istnieli, nie byłoby Was tutaj.
Życie kończy się happy endem. Tak jak w bajkach, jeśli się o to postaramy. Jeśli wyryjemy gdzieś swoje szczęście, tak jak napis zrobiony przez dzieci na huśtawce. To nie znika. To wryje się Wam w serce.
Szkoła to nie wszytko. Nauka to nie wszystko. Najważniejsze to szczęście.
Pamiętajcie o tym, że obok siebie macie ludzi którzy Was kochają. Bo ja o tym zapomniałam. 
Uśmiechnijcie się do kogoś na ulicy. I odwzajemniajcie uśmiechy. Ja osobiście nienawidzę, jak ktoś sie do mnie nie uśmiechnie. Tak po prostu.
Wszyscy popełniamy błędy. Dlatego, ze jesteśmy ludźmi. Nie wstydźcie się ich i uczcie na nich. Rad też słuchajcie, bo się Wam przydadzą.
Cieszcie się tym co macie. Poważnie mówię. Ja potrzebowałam Fabiana, żeby to zrozumieć. A Wy zróbcie to sami.
Nazywam się Megan Grant. Pochodzę z Exmouth. Wychowałam się tam, ale ostatnią klasę liceum ukończyłam w Anubis Academy. Mieszkałam w Domu Anubisa. I ostatni raz mówię: 
Sibuna.

niedziela, 20 lipca 2014

055. Rozdział pięćdziesiąty piąty - Zakończenie historii.

Miecz znowu ciążył mi w dłoni. Choć Fabian zaproponował, że go poniesie, odmówiłam.
Wracaliśmy sami do Anubisa. W kompletnej ciszy.
Nie chciałam zaczynać tematu, on chyba też nie. Tylko szliśmy koło siebie. Ja niosłam Miecz, on Maskę Anubisa i Kielich Ankh. Schowamy je w korytarzach, tam gdzie szachy pilnowały przejścia. Powinny być bezpieczne. Zaraz po tym, jak przebierzemy się w coś nie ubrudzonego moją krwią.
Powinnam nie widzieć, nie oddychać, nie chodzić i nie słyszeć bicia swojego serca. Powinnam być martwa.
Czemu Fabian to zrobił?
Nie chciałam już myśleć. Marzyłam, żeby się położyć do ciepłego łóżka. Ostatni raz w tym akademiku.
Podtrzymałam Fabianowi drzwi, by mógł wejść. Skinął głową i poszedł sie przebrać do swojego pokoju. Ja też zaczęłam się skradać cicho na palcach, w obawie że ktoś wrócił z rozdania świadectw. Byłoby nieciekawie, gdyby Victor albo Trudy przyłapali mnie w zakrwawionej koszuli z starożytnym mieczem w ręce.
Z ulgą zamknęłam drzwi do swojego pokoju. Rozpięłam całkowicie koszulę, która nie nadawała się do niczego i owinęłam nią miecz, po czym schowałam go pod łóżkiem. Czystą koszulę szybko zapięłam i spojrzałam w lustro.
Czuję się jak potwór. Opadłam na miękki materac i schowałam twarz w dłoniach.
Jak mogłam pomyśleć, żeby skrzywdzić Ninę? Że lepiej na świecie będzie bez niej. Jak mogłam sie tak omamić? W końcu pokonałam to coś, przełamałam mgłę którą rzucono na mój umysł. Ale pamiętałam każdy szczegół, każdą myśl i każdy ruch. I to mnie zabijało. Nie ten miecz, tylko te myśli.
Gdyby Fabian wiedział, co zamierzałam zrobić Ninie, nigdy by nie wpadł na pomysł ze Złotymi Łzami. Nie zechciałby mnie nie obudzić. Z resztą, sama tego nie chciałam...
Przez tą całą wieczność, może kilka sekund odeszłam. I byłam wolna, szczęśliwa... Po czym brutalnie mnie stamtąd zabrano i wepchnięto do mojego ciała.
Chciałabym martwa. Odpowiadało mi to jak najbardziej. To, ze nie czułam nic.
Wypuściłam ciężko powietrze. Czułam, jak moje ciało drży... To nie miało być tak. Nikt po śmierci nie wraca, każdego czas się kończy. A to, ze mój o wiele wcześniej niż powinien, to nic. Jestem tak zmęczona, jak gdybym przeżyła przynajmniej sześćdziesiąt lat.
Czy ja chce umrzeć?
Tak. Bo już to raz zrobiłam i podobało mi się.
Nie chce tych myśli, które będą mnie dręczyć aż zasnę. Nie chce ich. Te kilka sekund, może cała wieczność była najpiękniejszym doświadczeniem w moim życiu.
Zasługiwałam na śmierć. Pozwoliłam, żeby to przejęło władze nad moim umysłem, wtargnęły do nich brudne myśli. Dałam się skusić. Obiecałam sobie, że będę silna. I zawiodłam. Byłam dokładnie taka, jak mnie opisał : słaba i bojaźliwa. I poszło szybciej, niż obydwoje to przypuszczaliśmy.
Drzwi otworzyły się z cichym skrzypem. Fabian wszedł do pokoju.
-Megan, wszystko w porządku?
-Nie. Nic nie jest w porządku.
Mój głos drżał. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że płaczę. Rutter usiadł koło mnie i próbował mnie objąć, ale go odepchnęłam. Spojrzał na mnie zdziwiony, nic nie rozumiejąc. Poderwałam się z miejsca i spojrzałam mu w oczy.
-Nie dotykaj mnie. Jestem potworem.
Fabian wstał i staną naprzeciw mnie. Cofnęłam się o krok.
-Megan, nie jesteś potworem.
Czułam, jak powoli tracę kontrolę nad sobą. Złość, frustracja, stres i nienawiść do samej siebie odbierają mi siły. Moje nerwy są napięte, jedyne na co mam ochotę to uciec w cholerę od tego wszystkiego. I przestać kłamać, co miałam robić w następnych godzinach.
-Nie było cię tam! - wrzasnęłam - Nie masz pojęcia, co robiłam! Nie wiesz, co myślałam. Chciałam ją zabić! Rozumiesz!? Chciałam zabić Ninę! Chciałam wbić ten cholerny miecz w nią, skończyć z nią raz na zawsze! Bo to ona temu wszystkiemu była winna, to przez nią to wszystko się działo, to przez nią moje życie nie było normalne! Bałam się, że wolisz nią ode mnie! Że mnie dla niej zostawisz!
Fabian stał tylko ułamek sekundy, patrząc na mój wybuch histerii. Nie mogłam tego powstrzymać, to siedziało we mnie od dłuższego czasu. To i jeszcze parę innych rzeczy, których nie zdołałam powiedzieć, bo szloch, który wyrwał się z mojego gardła nie mógł czekać dłużej. Zalałam się łzami, jakbym była przynajmniej pacjentem w psychiatryku.
Fabian podszedł do mnie i złapał na nadgarstki, odrywając dłonie od mojej twarzy. Zaczęłam się szarpać i szlochać jeszcze głośniej. Błagać, żeby mnie zostawił. Żeby mnie puścił. Po tym, co powiedziałam nie chciałam oglądać nikogo. Nikogo, a zwłaszcza jego.
-Megan, przestań - wrzasnął - USPOKÓJ SIĘ!
Przestałam się miotać i spojrzałam na jego twarz. Usta miał zaciśnięte i a oczy próbowały spotkać się z moimi. I spotkały się. Nie oderwałam wzroku. Oddychałam ciężko, łkając aż mój oddech stał się cichy. Jego dłonie nadal zaciskały się na moich nadgarstkach.
Po chwili, gdy uświadomiłam sobie, że jestem na tyle spokojna, żeby coś powiedzieć, zrobiłam to:
-Musimy iść, potrzebują nas - szepnęłam i zrobiłam krok w stronę drzwi. Chłopak nadal się nie ruszył, tylko spuścił wzrok. A uścisk na moich nadgarstkach nie zelżał. Spojrzałam na niego błagalnie i równie błagalnie wyszeptałam - Fabian, puść mnie.
-Nie - odpowiedział stanowczo - Chyba musimy porozmawiać.
Było mi wszystko jedno. Jak chłopak mówi do dziewczyny, że muszą pogadać, to zazwyczaj oznacza rozstanie. Kochałam go. Kochałam z całego serca, ale jestem pewna, że lepiej byłoby mu beze mnie.
-Nie teraz. Musimy iść.
-Teraz. Bo jak nie teraz, to kiedy? - spojrzał na mnie zmęczony - Znowu uciekniesz, znowu zamkniesz się w sobie. Nie chce tego...
-Musimy iść... - powtórzyłam jak echo i zaczęłam się szarpać.
Stało się coś, czego się kompletnie nie spodziewałam. Fabian okręcił mnie tak, aby za moimi plecami było łóżko i pchnął mnie na nie. Opadłam, zaskoczona i zdezorientowana. Usiadł na mnie okrakiem i znowu złapał za nadgarstki, przytrzymując je po obydwu stronach mojej głowy. A swoją zniży tak, że prawie stykaliśmy się nosami.
-Co ty wyprawiasz? - spytałam - Powinniśmy dawno być u Sweeta. Fabian, do cholery, zejdź ze mnie!
-Nie.
Spiorunowałam go wzrokiem. Czy on sobie żartuje? Powinniśmy już dzwonić na policję, a potem sie wymknąć i schować Insygnie czy jak to się tam nazywało.
A on tylko westchnął:
-Porozmawiajmy teraz. I proszę cię, żebyś mi nie przerywała. Obiecujesz?
Kiwnęłam głową, bo nic innego nie mogłam zrobić. Lepiej mu ulec. Szybciej pójdzie i szybciej znajdziemy sie w szkole.
Fabian znowu westchnął i zaczął mówić. Prawie czułam, jak ciężko mu to przychodziło.
-Musisz w końcu zrozumieć, że przeszłość to przeszłość. To zostawić za sobą, bo i tak na to nie masz wpływu.
-Jakby to było takie proste.
-Shhh. Obiecałaś, że nie będziesz przerywać. Życie toczy się dalej, a spoglądając w tył tylko pogarszasz sprawę. Przez ten cały czas się obserwowałem. Uważałaś, żeby nie postawić źle kroku, by wszystko nie się zburzyło. Ale i tak się to działo, bo się wszystkim przejmowałaś. Nie powinnaś tego robić. Nie powinnaś przejmować sie tym, co cię tak cholernie zraniło. Nie wiem co to było i ty nie chcesz o tym mówić. A ja nie nalegam. A kilka godzin temu, gdy to wszystko się rozegrało, nie było mnie przy tobie. Przepraszam, bo obiecywałem że cie nie opuszczę. I wtedy nie byłaś sobą. Dałaś się oszukać, to prawda. Ale te myśli nie były twoje, pragnienia nie były twoje. Tylko tego, to wtargnął do twojego umysłu. Nigdy byś nikogo nie skrzywdziła. Wiem to Megan, bo cię znam. Masz zbyt dobre serce i wiem że takie jest. Ale tam w środku nadal byłaś sobą i zrobiłaś to, co nakazywało ci serce. Zabijając siebie i mnie przy okazji. Ale to nie ważne. A co do Niny... Nie stanie pomiędzy nami. Była moją pierwszą miłością, ale to się skończyło. Zostawiła mnie, więc musiałem sie pogodzić z tym, że już nie wróci. I pojawiłaś się ty. Pozwoliłaś mi zapomnieć, więc daj mi zrobić to samo dla ciebie. Zostaw wszystko w tyle, teraz czas na przyszłość.
W milczeniu na siebie patrzyliśmy. Czekał, aż odpowiem. Wzięłam wdech i wyrzuciłam to z siebie:
-Co jest moją przyszłością? Kolejne nie przespane noce, zamartwianie się jak ja jutro na siebie spojrzę? - spytałam płaczliwie. Miałam ochotę znowu się rozryczeć. Moje oczy lśniły. Jego też.
-Ja nią jestem. Prawie cię dzisiaj straciłem. Nie pozwolę, żeby to stało sie znowu.
Puściła moje nadgarstki i wziął soją twarz w swoje dłonie. Pochylił się bardziej, aż nasze usta się stykały. Najpierw całował delikatnie, jakby sprawdzał, czy faktycznie istnieje. Po chwili, gdy postanowiłam, ze nie odwzajemnię pocałunku, zrobiłam to. Nie mogłam nic na to poradzić, jakby w mojej głowie wyłączyło się światło odpowiadające za trzeźwe myślenie. Chwyciłam go za koszulkę i przyciągnęłam do siebie. Czując jego ciężar na swoim ciele poczułam się bezpieczna. I wcale nie spodobało mi się, że muszę to przerwać.
Delikatnie odepchnęłam go od siebie, że nasze usta dzieliły milimetry.
-Musimy iść - szepnęłam.
-Będę mógł sprawić, żebyś zapomniała? - spytał.
-Tak - odszepnęłam w odpowiedzi. Uśmiechnął się. Tak szczerego uśmiechu nie widziałam od bardzo dawna. Musnął swoimi wargami moje czoło, pomógł mi wstać i razem popędziliśmy do szkoły.
Musieliśmy zbyć kilka osób, które nas zatrzymały. Miedzy innymi Chloe, która rzuciła mi się na szyję.
-Nie mam teraz czasu - pisnęłam, klepiąc ją niepewnie po plecach. Spojrzałam na Logana - Możesz coś zrobić.
Chłopak bezceremonialnie odciągnął ją ode mnie.
-Wiecie gdzie jest dyrektor? - spytał Fabian. Patricia wskazała palcem na aulę.
-Tam. Jest nieźle wkurzony. Rozwaliliśmy całą uroczystość łącznie z oficjalnym otwarciem domu.
Fabian złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą, zanim odpowiedziałam na chociaż jedno Amber. Czułam, jak zaczyna mi zasychać w ustach. Na szczęście Fabian zrobił wszystko za mnie.

***

Patrzyłam przez okno, gdy zobaczyłam ruch na skraju lasu. Zaniepokoiło mnie to. Dlatego ściągnęłam szatę i pognałam za tą osobą.
W opuszczonym domku znalazłam Joy, Harry'ego, Lucy i Ninę. Nie, nie potrafię wyjaśnić jak to się stało. Zadzwoniłam po znajomych, gdy uroczystość już trwała. To oni pomogli wyciągnąć moich znajomych z tej rudery.
Nie, nie wiem gdzie podział się ten facet, który był za to wszystko odpowiedzialny.
Tak brzmiała oficjalna wersja tego, co powiedzieliśmy nauczycielom, policjantom i detektywom. I tak od półtorej godziny.
Stałam oparta o jeden z samochodów policyjnych, po chyba setnym przesłuchaniu mnie. Stałam i patrzyłam jak Fabian obejmuje Ninę. Jak z nią rozmawia. jak się do niej uśmiecha.
Było mi ciężko, nawet po jego zapewnieniu, że między nami nic sie nie zmieni.
Mara podeszła do mnie i również się oparła sie o samochód. Spojrzała w miejcie w które się patrzyłam. Westchnęła:
-Nie zostawi cię...
Przeniosłam swój wzrok na nią. Stała z założonymi rękami, zamyślona i trochę smutna.
-Skąd wiesz? - spytałam zmęczona. Chciałam się przespać i mieć wszystko za sobą - Nina jest tysiąc razy lepsza od mnie.
-Tu nie chodzi o to, że niby jest lepsza. Jemu na tobie zależy, a tobie na nim. Poza tym, widziałam was.
Nie spytałam, co ma na myśli. Jej dar prawdopodobnie umożliwiał jej również zaglądanie w przyszłość. Gdy Jaffray spostrzegła, że już nie chce rozmawiać i że nie będę tego dalej ciągnęła tematu, odeszła. A ja stałam tam i myślałam co zrobić dalej, dopóki nie rozkazano nam odejść spać.

***

Odebrałam dyplom. Moich rodziców nie było na rozdaniu. Zresztą powiedziałam im, żeby się nie przejmowali. Od mojego miasta do Liverpoolu jest daleko. Nie potrzebnie tylko by marnowali czas. Jeden dzień w te czy we wte.
A teraz tańczyłam. w sukni, którą wybrały dla mnie Amber i Chloe. Tańczyłam w objęciach Fabiana. Zresztą, tego tańcem nie można by nazwać. Oboje nie umieliśmy tańczyć. Po prostu kołysaliśmy się do rytmu, przytuleni do siebie.
-Chciałbym ci coś powiedzieć - mruknął. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam mu w oczy.
-Co takiego?
-Nie tutaj.
Gdy wyprowadzał mnie z sali, uśmiechnęłam się do Mary, która właśnie weszła. Wyglądała oszałamiająco, a ja chciałam jej dodać otuchy. Jednak chyba to podziałało w drugą stronę. Na to nic nie mogłam poradzić.
Fabian zaprowadził mnie do Domu Anubisa. Usiadł na schodach a ja zrobiłam to samo siadając obok niego.
-Wiesz, pomyślałem, że to nie może wszystko przepaść. To wszystko, co się stało, co zrobiliśmy...
-Nie przepadnie - odpowiedziałam, chociaż miałam wątpliwości. Ja napewno nie będę opowiadała tej historii moim dzieciom, jeśli kiedykolwiek będę je miała.
-Być może, ale to wszystko, co się stało w tym domu, gdy się tu uczyłem - pokręcił głową, jakby sie nad czymś zastanawiał - Inni powinni się dowiedzieć.
-I co zamierzasz zrobić? - spytałam z nutką kpiny w głosie. Nie rozumiałam go - Jeździć tu co kilka lat, opowiadać dzieciakom historię, którą wyśmieją i wrócić do do domu?
Fabian uśmiechnął się pod nosem, posyłając mi jedno ze spojrzeń podtytułem : Jesteś słodka, gdy nic nie rozumiesz. Włożył rękę do kieszeni i wyjął mają książeczkę. Wyglądem był zbliżony do modlitewnika, a ta myśl wywołała u mnie mały uśmiech. Wiedziałam jednak, co trzyma w ręce. Pamiętnik.
-Pomyślałem, żeby schować go w tym globusie, który stoi w salonie. Tam, gdzie była schowana część berła, włóczni czy jak to tam się nazywało.
Fabian pisał pamiętnik. Czemu mnie to śmieszyło?
-Co, głupi pomysł? - spytał trochę zmieszany. Pokręciłam głowę, uśmiechając się.
-Nie, jest wspaniały.

***

Mara siedziała w koncie i oglądała bawiące się pary. Nie pasowała tutaj. Nie lubiła chodzić na imprezy, czuła się obco, a gdy wychodziła na parkiet, miała wrażenie, ze wszyscy się gapią. Najchętniej została by w domu, przebrała się w piżamę, zaparzyła herbaty i usiadła na łóżku z książką w dłoniach. Najchętniej kryminałem, bo ostatnio to był jej ulubiony typ. Rodzaj. Cokolwiek, byleby tu nie siedzieć. Byle by nie spotkać Jerome'a i nie rozmawiać z nim.
Ale i tak ją znalazł, czego się spodziewała. Nawet gdyby schowała sie najlepiej jak umiała i tak by do niej przyszedł. Usiadł przy stoliku, przy którym piła szampana. Wbiła wzrok w bąbelki i udawała, że go nie widzi.
-Cześć - powiedział. Czyli jednak będfzie musiała z nim porozmawiać.
-cześć - odpowiedziała, a może raczej westchnęła.
-Unikasz mnie - Mara spojrzała na niego z ukosa. Tak, unikała go. Chowała się, gdy szedł korytarzem, ignorowała na śniadaniu. Byleby ją więcej nie zranił - Nie chce, żeby między nami tak było.
-Czyli jak? - spytała obojętnie, po czym beznamiętnie dorzuciła - Joy wróciła.
-A co ma z tym wszystkim wspólnego Joy - spytał, a ona spojrzała na niego wymownie Przygryzł wargę, a w jego oczach pojawił się ten błysk. Zrozumiał, o co jej chodzi - Posłuchaj Maro. Nikt nie jest dla mnie tak ważny jak ty.
-Joy mówiłeś to samo - odpowiedziała, czując jak gniew w niej narasta. Nie obchodziło jej, że kilka dni temu ją pocałował. Nie obchodziło ją nic - Daj mi w końcu spokój.
Chciała wstać, ale on ją zatrzymał. Złapał za nadgarstek i powiedział:
-Proszę...
Spojrzała w te cholernie niebieskie oczy. Czy ma mu dać tą ostatnią szansę? Tyle razy ją zranił, oszukiwał. czemu nadal mu ufała? Ach tak... Była naiwną idiotką. To musiała być prawda. Usiadła z powrotem na miejsce.
-Próbowałem sobie to wszystko ułożyć. Joy nic nie jest, kończymy szkołę. I w pewnym momencie zdałem sobie sprawę z czegoś. Fabian mówił, że ona nie wróci, że pora zapomnieć. Mówiłem mu wtedy, żeby zrobił to samo, ale z Niną. Tylko różnica była taka, że Nina żyła, a Joy już nie - westchnął, ale mówił dalej - W pewnym momencie, zdałem sobie sprawę, ze to wygasło. Że już nic do niej nie czuję. I zdałem sobie sprawę, jak wiele dla mnie zrobiłaś.
Milczała.
-Pomogłaś mi zrozumieć ojca, sprawiłaś, że nie widziałem świata tylko w ciemnych barwach. Pokazałaś, co znaczy kochać mimo wszystko, że można kochać za nic. Bezinteresownie. Maro, błagam cię. Daj mi jeszcze jedną szansę.
Spojrzała na niego zmęczona. Ile razy juz to słyszała? Ile razy? Niewiele. Jednak dla niej to było tak, jakby powtarzał jej to w dzień dzień.
-Po co? Miałeś już ich zbyt wiele Jerome. Nie jestem zabawką, którą możesz sobie wyrzucić, kupić nową a potem znowu do mnie wrócić. To tak nie działa.
-Wiem. Wiesz dobrze, że żałuje tego co zrobiłem. Że zrozumiałem, że zachowałem się jak szczeniak i nic mnie nie usprawiedliwia. Ale zrozumiałem jedną rzecz. Że chce być tylko i wyłącznie z tobą. Nikt mnie nie uzupełnia tak jak ty. Proszę.
Spojrzała na swojego szampana. Podobno gdy ludzie są pijani, mówią to, czego nie powiedzieli by na trzeźwo. Może by go upiła i spytała o to samo. Czy odpowiedział by tak jak teraz? Ona też go kochała, tyle że nie chciała być więcej raniona. Nie chciała myśleć w nocy o nim, o nauce i jeszcze raz o nim. Za często i zdecydowanie z długo to robiła. Chciała przestać, próbowała. Ale to nie było takie proste.
Spojrzała na niego. Już wiedział, jaka będzie odpowiedź.

***

Pokój wydawał się dziwnie pusty, gdy znikły z niego moje rzeczy, rzeczy Amber i Patricii. Walizki stały obok drzwi, a my pakowałyśmy ostatnie drobnostki, które przydadzą nam się w podróży.
-Szybko minęło - zagadnęła Patricia. Od jakiegoś czasu był miła, ale nie aż tak, żeby nutka sarkazmu nie zniknęła z jej głosu. To napewno za sprawa Joy.
-Dużo sie zmieniło - stwierdziła Amber. Spojrzała przez otwarte drzwi, gdzie Jerome pomagał wynosić bagaże Marze -A książę i je­go księżniczka będą żyli długo i szczęśliwie…Koniec.
Zasunęłam suwak od futerału gitary. Mój mały skarb był gotowy do drogi. Spojrzałam na Milligton, która wkładała wszystkie kosmetyki do kosmetyczki.
-Czemu zawsze to się tak kończy? Dobro wygrywa, zło przegrywa... Przecież to jest życie, tutaj nie ma happy endu- spytałam.
-Szczerze to nie wiem. Nigdy nie przepadałam za bajkami. Może po prostu one mają nam pokazać, że nie wolno się poddawać. Żeby mimo wszystkich tych problemów biec dalej przed siebie. Może wtedy nam się uda...
Spojrzałam na nią, zaszokowana jej słowami. Williamson zrobiła to samo, ale po chwili wybucha krótkim śmiechem. Amber uśmiechnęła się.
-Wow, dość poważny tekst jak na ciebie - powiedziała Patricia, wkładając telefon i słuchawki do torby.
-Mówiłam, że dużo się zmieniło.
Uśmiechnęłam się do nich i chwyciłam obie walizki w dłonie. Nie do wiary, że mam tyle rzeczy. W sumie nie powinno mnie to dziwić. Przyjechałam tutaj z trzema walizkami, a czwartą podesłali mi rodzicie. Plus gitara, która leżała na moim łóżku. Teraz już byłym łóżku. Wyszłam, by ostawić bagaż przed domem, skąd taksówka zabierze mnie i Chloe na stację kolejową. A potem czeka nas długa podróż.
Skamłałabym, gdybym miała powiedzieć, że żałuje że wyjeżdżam. Czułam ogromną ulgę, że w końcu naszedł czas wyjazdu. Nie chciałam tylko zostawiać ludzi, którzy tutaj mieszkali. Trudy ze swoimi naleśnikami, które pokochałam od pierwszego kęsa. Jerome'a i Alfiego, którzy uprzykrzali życie wszystkim swoimi nieśmiesznymi żartami. Patricię i Eddiego rzucających na siebie przekleństwa, których nikt nie brał na poważnie. Willow, która dojrzała i nie hodowała już jeży. Amber i jej przesadnej obsesji na punkcie makijażu. Rose i jej kąśliwych uwag. Logana i Collina, z którymi nigdy nie byłam zbyt blisko, ale i tak mogłam na nich liczyć. Nawet Victora, który gadał do wypchanego kruka. A przede wszystkim nie chciałam zostawiać Fabiana...
Spojrzałam w stronę lasu, tam gdzie biegałam codziennie rano, by móc przestać myśleć. Pamiętam, pierwszy raz, gdy szłam z Fabianem do domu Letniego Frobisherów. Wepchnęłam go wtedy w krzaki, a on odpłacił mi się tym samym.
S+R=LF
Teraz wszytko miało sens. Sarah i Rufus. Czyli Miłość na zawsze. Musieli to wyryć jako dzieci.
Będę musiała wrócić i się pożegnać. Nie będę płakać. Nigdy nie płacze przy pożegnaniach. Czuję sie dziwnie obojętnie. A wolałabym płakać, niż tkwić w tym stanie.
Gdy weszłam do salonu, wszyscy otoczyli Trudy. Amber się rozpłakała. Czułam się jak intruz. Byłam tutaj tylko rok, a oni długo więcej. Wycofałam się cichutko, by załatwić sprawę, która już dawno nie dawała mi spokoju.
Weszłam po schodach i zapukałam do gabinetu Victora. Usłyszałam krótkie 'Wejść' gdy zapukałam.
-Nie zejdzie się pan pożegnać? - spytałam na dzień dobry. Mężczyzna spojrzał na mnie z niesmakiem - Możemy porozmawiać?
Usiadł bez słowa, a ja zajęłam krzesło naprzeciwko. Rzadko bywałam w tym pokoju, właściwie to wcale.
-Chciałabym pomówić o Księdze Ozyrysa.
-Co? - Victor nagle zainteresował się mną i tym, co powiedziałam - Wiesz, gdzie ona jest?
-Właściwie to tak - odpowiedziałam i gorzko się uśmiechnęłam - Patricia spaliła ją, żeby nikomu nie wyrządziła krzywdy.
Chwila ciszy. Po czym Victor złapał figurkę, która stała obok Corrbiera i rzucił nią o ścianę. Schował twarz w dłoniach.
-Niech pan przestanie... - powiedziałam cicho, kładąc ręce na na kolanach - Gonitwa za wiecznym życiem. Po co to wszystko? Na każdego przychodzi czas. Życie bez przerwy męczy. Sarah to rozumiała. I po części dlatego odeszła. Śmierć nie jest końcem. Jest nowym początkiem, przez który każdy z nas kiedyś przejdzie.
-Znałem twoją prababkę - mruknął, ale nadal na mnie nie spojrzał - Podobna była do ciebie. Mówisz tak jak ona. Obie nic nie rozumiecie.
-Być może - odpowiedziałam beznamiętnie - Ale tak nie można. Trzeba się poddać. Śmierć w pewnym momencie wydaje się piękna. Wybawia od wszystkiego.
-Czyli mam odejść? - spytał głucho. Pokręciłam głową.
-Nie. Niech tylko pan zejdzie i się pożegna. Tyle wystarczy.
Wstał. Ja tez. Uśmiechnęłam się pokrzepiająco. Oboje zeszliśmy na dół.
Było nieco płaczliwie. Ale tylko nieco. Chłopcy parę razy rozładowywali atmosferę, co nie zmieniało faktu, że Trudy musiała co chwilę chodzić po chusteczki. Poszłam po szklankę wody. Fabian poszedł za mną.
-To koniec - stwierdził, odstawiając swój kubek - Wszystko sie skończyło.
-Nie. To dopiero początek.
Spojrzał na mnie. Moje serce zaczynało mnie kuć. Bolało. Bolało to, że muszę go zostawić.
-Co teraz będziesz robić? - spytał.
Westchnęłam i zaczęłam się bawić pustą szklanką.
-Po pierwsze porozmawiam sobie z rodzicami, głównie z mamą na temat, ze dzieci się nie okłamuje.
-Chciała dobrze - powiedział chłopak, stając w jej obronie - Nie chciała, by tobie stała sie krzywda. Spróbuj ją zrozumieć.
-Wiem. Ale to nie zmienia faktu, że mogła i musiała mi w końcu to powiedzieć. Po drugie, spróbuje ich przekonać, żebym studiowała w Liverpoolu.
Fabian spojrzał na mnie, po czym szeroko się uśmiechnął. Podszedł do mnie i wziął w ramionach. Kochałam jego zapach. Będzie mi go brakowało.
-Będę tęsknił...
-Przestań, bo się rozpłaczę.
Musnął swoimi ustami moje czoło. Poczułam przyjemny dreszcz.
-Pozwolisz, żebym przynajmniej spróbować naprawić to, czym się tak martwisz.
-Mhmm... - mruknęłam i przytuliłam go mocniej. Potrzebowałam go. Jego bliskości, jego uśmiechu. Jego całego. Sprawiał, ze byłam i czułam się szczęśliwa. I że byłam tego świadoma.
Byłam świadoma również tego, że Chloe zaraz wpadnie pożegnać sie z Loganem i obie wsiądziemy do taksówki, odjeżdżając z tond na zawsze.
-Będę pisać - mruknęłam w jego koszulkę. Poczułam, jak się śmieje.
-Co za litość - zakpił, po czym dodał trochę poważniej - Dzwoń do mnie, kiedy będziesz miała ochotę i poczujesz się samotna. I żadnych imprez, alkoholu i tym podobnych.
-Już czujesz się zazdrosny? - spytałam, odsuwając się od niego i patrząc mu w oczy - Jaki ty masz kolor oczu?
-Nie czuję się zazdrosny. I.. nie wiem. Raz wydają się zielone, potem niebieskie...
-Chyba bardziej są zielone...
Pocałował mnie. Całował mnie tak, jak jeszcze nigdy. Czułam, jak po moim ciele rozchodzą się fale gorąca. Mogłabym tak trwać i trwać do samego końca. Wplotłam palce w jego włosy i przysunęłam go bliżej do siebie. Pragnęłam go. Pragnęłam jego ust na swojej skórze, jego wzroku na moim ciele i jego dłoni. Wszystkiego, co sprawiało, że odpływałam. Tylko jedna łza spłynęła po moim policzku. Otarł ją delikatnie, nie przerywając pocałunku. Ale i to musiało się skończyć.
-Megan? - usłyszałam niepewny głos Chloe - Taksówka już jest.
-Już idę... - mruknęłam, tylko delikatnie odsuwając się od chłopaka. Tyson kiwnęła głową i wycofała się z kuchni - Postaram sie odwiedzić cie. Obiecuje.
Nie odpowiedział, tylko kiwnął głową. Głos ugrzązł mu w gardle. Spuścił wzrok.
-Fabian... - szepnęłam - Wiesz, że to nie koniec.
-Wiem.
Pocałowałam go jeszcze raz, delikatnie. Po czym równo delikatnie się od niego odsunęłam. Musiałam iść. Taksówka wiecznie czekać nie będzie. Obrzuciłam jeszcze raz spojrzeniem kuchnie, potem salon i hol. To miejsce mnie zmieniło. Nauczyło czegoś nowego i tego, by doceniać innych. Pamiętać, że inni też mają uczucia. Fabian trzymał mnie za rękę.
-Żegnaj, Domu Anubisa. - mruknęłam, gdy chłopak otworzył mi drzwi. Uśmiechnął się smutno.
Wszyscy czekali  na zewnątrz, ściskając Chloe. A teraz rzucili się na mnie.
-Nie zapomnij o nas - powiedziała Amber - Pisz kochanie.
-O tym miejscu i o was zapomnieć się nie da.
Zaśmiała się. Chloe otworzyła drzwi samochodu i wślizgnęła się do środka. Poszedłem do Fabiana i ostatni raz na długi czas, musnęłam jego usta.
-Do zobaczenia.
-Do zobaczenia.
Wsiadłam do taksówki, a drzwi zamknęły się za mną. Tylko ja i Fabian nie płakaliśmy. nie byliśmy w stanie. Uśmiechnęłam się na widok Jerome'a ściskającego Marę. Zasłużyli na szczęście. Taksówka ruszyła. Podniosłam rękę i pomachałam do wszystkich. Odmachali.
Szkoła zniknęła w niemożliwie szybkim tępię za drzewami.
-No i koniec - podsumowała Chloe, wyciągając się na siedzeniu - Zarazem najlepszy i najgorszy rok mojego życia. Dobrze, ze to sie skończyło. Jestem taka szczęśliwa, że to koniec.
-A ja nie.
-Nie?
-Nie. Ale to nie jest też tak, że jes­tem nie­szczęśli­wa. Nie pot­ra­fię te­go ok­reślić słowa­mi... To jest ta­ki stan po­między. Coś na kształt obojętności. A wiesz co jest w tym wszys­tkim najgorsze?
- Hmm?
- Że to mnie prze­raża. Wo­lałabym płakać niż trwać w tym sta­nie. Nie chcę by było mi wszys­tko jedno...
Chloe objęła mnie.
-Jeszcze się zobaczycie. Byle żeby twoi rodzicie go polubili.
-Coś sugerujesz? - zaśmiałam się. Chloe uśmiechnęła się i spojrzała przez okno.
Zapomniałam. Zapomniałam, jak to jest czuć się tak wolną. Nie uciekałam od kłopotów. Zakończyłam je i wyjechałam. Dlaczego czułam się tak podle? Taka opuszczona?
Dzwoń do mnie, kiedy będziesz miała ochotę i poczujesz się samotna.
Wyjęłam z torebki telefon. Wybrałam jego numer. Odebrał po drugim sygnale. Szepnęłam w słuchawkę drżącym głosem:
-Kocham cię.
-Ja ciebie też.



KONIEC CZĘŚCI DRUGIEJ I OSTATNIEJ

piątek, 11 lipca 2014

054. Rozdział pięćdziesiąty czwarty: Ostatnia ofiara

FINAŁ


Patricia siedziała na oparta o ścianę, gapiąc sie nieprzytomnie w punkt, który widziała tylko ona. Amber delikatnie głaskała jej rękę. Wszyscy starali się przetrawić opowieść, którą im zaserwowała.
-Chcesz nam powiedzieć - spytał powoli Logan - Że napadła cię jakaś zdzira z nożem?
-Zamknij się - warknęła Williamson - Ty powinieneś o niczym nie wiedzieć.
-Co za różnica - fuknęła Chloe, odgarniając pasmo włosów z czoła - Nie obchodzi mnie wasza głupia sprawa. Idę po Megan.
Blondynka odwróciła się i zaczęła iść w stronę wyjścia. Logan westchnął, zrobił duże dwa kroki i złapał ją za nadgarstki.
-Nigdzie nie idziesz - mruknął.
-Puszczaj do cholery! - wrzasnęła dziewczyna przez zaciśnięte zęby - Musze po nią iść.
-Niby gdzie? Nie wiesz nawet gdzie zacząć jej szukać. Zrozum wreszcie Chloe - chłopak mówił cicho i spokojnie, próbując przemówić do rozsądku swojej dziewczyny - przez całe życie nie będziesz jej prowadzić. Nie jesteście już dziećmi. Musicie się usamodzielnić i w końcu zacząć żyć. Osobno.
-Ty nic nie rozumiesz! - warknęła na niego i kopnęła w kolano. Skrzywił się, ale nadal jej nie puścił - Obiecałam jej, że jej nie opuszczę. Że będę z nią.
-Chloe, uspokój się!
-ŻE BĘDĘ JĄ CHRONIĆ...
-Przed śmiercią? - spytał spokojnie Logan. Dziewczyna spojrzała na niego przerażona, przestając się szarpać. Po czym wybuchnęła płaczem. Chłopak objął ją i przyciągnął do siebie.
Patricia patrzyła na to obojętna. Zostawiła Eddie'go. Jest pewna, że sam sobie poradzi. To nie ugaszało jednak palącego uczucia, że coś mu grozi. Gdyby mogła sama by za nim pobiegła. Ale była potrzebna tutaj.
I tutaj zostanie.
Jerome kopnął w roztargnieniem w kosz, wplatając swoje palce we włosy. Pozostało im tylko czekać.

***

-Nina!
Wbiegłam do pomieszczenia, nie oglądając się za siebie i nie rozglądając. Na nogach jak z waty wspięłam się na podwyższenie, potykając się po drodze. Dotknęłam jej reki.
Była lodowata.
Chciałam się rozpłakać. Zawiedliśmy. Oddychałam ciężko, nie wierząc w to co widzę. Przyłożyłam ucho do jej klatki piersiowej. Odetchnęłam z ulgi.
Serce biło.
Lekko, prawie że nie było go słuchać. Ale biło. Tylko co dalej? Mam czekać na to, czego tak obawiała się Joy? Po raz pierwszy rozglądnęłam się wokół siebie. Nie widziałam niczego obcego, prócz przedmiotów które stały na kamiennym piedestale. Chwyciłam go i podciągnęłam sie z wysiłkiem w górę.
Złoty kielich wypełniony po brzegi złotą substancją, która swoim blaskiem odbijała się na ścianach pomieszczenia. Maska Anubisa. I miecz.
Rozpoznawałam każdą z tych rzeczy, choć nigdy nie miałam ich w ręku ani nie widziałam na oczy.
Kielich Ankh, który w pierwszej klasie złożyła Sibuna, Maska Anubisa którą znaleźli w drugiej klasie. I miecz, którym przebiła się Selene i jej ojciec.
Zrobiło mi się słabo. Chwyciłam się lodowatej krawędzi stołu, starając się poukładać myśli. W głowie mi huczało.
Teraz najważniejszą rzeczą, którą należało zrobić, to zabranie Niny. To ona jest Wybraną i moim zadaniem jest ją bronić i chronić. Ukucnęłam przy niej ponownie.
Nie wiedziałam co zrobić. Tyle chodziłam na kursy pierwszej pomocy, przesiedziałam tyle godzina na edukacji dla bezpieczeństwa, tyle ćwiczyłam na niespodziewane sytuacji.
Jednak jeśli nigdy nie poczujesz presji, nie zostaniesz poddany prawdziwej próbie, nie dowiesz sie jak bardzo jesteś silny. Choćbyś ćwiczył kilkadziesiąt godzin dziennie, strach może odebrać ci władze w nogach, sprawić, że twój mózg przestanie trzeźwo myśleć. Tak jak mój w tej chwili. Nie wiedziałam kompletnie, jak zareagować, co zrobić. Tylko, że muszę jak najszybciej ją z tond zabrać.
Komórka została w pokoju. Nina nie miała też swojej.
Uniosę ją? Nie jest za ciężka? Jezu, jeśli będę tyle myślała a nie spróbuje, zostanę tu aż do śmierci.
Gdy w końcu zdecydowałam się, że spróbuje ją podnieść i wsunęłam dłoń pod jej talię i nogi, drzwi zamknęły się z hukiem.
Otoczyła nas ciemność. 

***

Mara jęknęła i z zamkniętymi oczami zaczęła masować sobie ból głowy. Zabije Fabiana, jak tylko go zobaczy.
Podniosła głowę i znała sobie sprawę, że nie jest sama. 
Przed nią siedziała kobieta o ciemnej karnacji, włosach i oczach. Biała szata pasowała tylko do jej koloru zębów.
-Czy ja nie żyje? - spytała Mara gapiąc się w postać.
-Nie kochanie. Za to pora na opowieść.
Kobieta wstała i podała jej rękę. Jaffray ujęła ją.
-Gdzie są moi przyjaciele? - spytała. Kobieta pogładziła ją po policzku.
-Oni też dostaną wyjaśnienie.
Mara weszła w pierwsze lustro w tej samej chwili jak Fabian, KT i Eddie. I w tej samej chwili, gdy Megan ogarnęła ciemność.

***

Jeśli przedtem się bałam, teraz jestem przerażona. Odsunęłam się od Niny i powoli zeszłam z podwyższenia i idę w kierunku drzwi. Przynajmniej tak mi się wydaje.
Nie doszłam do nich. W połowie zaczęły zapalać się pochodnie. Nie ogień. Tylko zimne, niebieskie światło.
Stanęłam, czując, jak moje wszystkie części ciała zastygają w przerażeniu.Czułam, jak za mną coś rośnie. Czułam, jak nabiera mocy, lecz nie śmiałam się odwrócić. Nie mogłam. I tego nie chciałam. Nie chciałam zobaczyć tego, przed czym uciekali moi przodkowie, tego, co manipulowało ludzi i wysysało z Niny Martin życie.
Nagle zapragnęłam być zwyczajną nastolatką. Bez żadnych przygód, wiodąca zwyczajne życie. Niektórzy nie zdają sobie sprawy, jakimi są szczęściarzami.
Może dlatego, że takie sytuacje nie mają w życiu miejsca. Ja nadal mam nadzieje, że to dzieje się w mojej głowie, że to nie istnieje. Że zapadłam w śpiączkę i śnię bardzo długi sen, w którym czuje, kocham i nienawidzę.
-Nareszcie - czułam, jak męski głos obija się o ściany mojej czaszki, jego gorący oddech na mojej szyi. Chciałam uciec, ale nie byłam w stanie sparaliżowana przerażeniem. Ciemność. Wiedziałam, co się dzieje. On żywi się cierpieniem Niny. Żywił się Joy, a gdy poczuł że nadszedł czas, poszedł do Ninę. A je będę następna.
Nie mogę pozwolić na to, by Wybranej stała się krzywda.
Mężczyzna ukazał się moim oczom. Staną przede mną i lustrował mnie od dołu, wbijając ostatecznie spojrzenie ciemnych jak noc oczu w moje, zwykłe brązowe tęczówki. Zaniemówiłam.
-Marek Antoniusz... - to, co wydobyło się z moich ust było raczej stwierdzeniem niż pytaniem. Mężczyzna uśmiechnął się i potarł usta dłonią.
-Wyobrażałem sobie ciebie inaczej - stwierdził, powoli idąc w stronę piedestału, gdzie leżała bezbronna Martin. Nie spuszczałam z niego wzroku, nie mogąc uwierzyć w to, co zobaczyłam - Miałaś być silna, odważna, zdecydowana. Godna mnie przeciwniczka. A zamiast tego jesteś słaba i bojaźliwa. Może to i lepiej - schylił się do Niny i pogładził jej policzek - pójdzie szybciej.
-To jest niemożliwe - stwierdziłam, przełamując się w sobie - Ty nie możesz za tym wszystkim stać...
-Nie? - spytał, unosząc brew. Próbował chwycić Kielich Ankh, jednak jego dłoń przeszła przez szyjkę naczynia. Był duchem, takim jak przedtem Selene. Dało mi to nieco otuchy - Niby dlaczego nie? Ty nie możesz być Przepowiedzianą, jesteś zbyt żałosna.
Milczałam. Co ja mam teraz zrobić? Dlaczego Selene mnie zostawiła? Czemu nie powiedziała, co mam robić dalej?
-Czekałem zbyt długo... - mruknął mężczyzna, przejeżdżając swoją niematerialną dłonią po ostrzu miecza. Spojrzał na mnie - Wiesz, co to jest? Tym wspaniałym mieczem odebrałem sobie życie. Mieczem Seta, podarowanym przez moja ukochaną Kleopatrę. Mieczem, którym Set zabił i posiekał Ozyrysa. Ostatni z trzech Insygni Władzy.
Spojrzał na niego tęsknie, po czym westchnął i popatrzył na Ninę.
-Była taka słaba.
-Co jej zrobiłeś? - warknęłam, stawiając krok do przodu. Nie zrobiłam nic więcej.
-Sama sobie to zrobiła. Zgodziła się, byleby ratować twojego chłoptasia. Nieszczęśliwa miłość, co? - zakpił i przestąpił nieruchome ciało dziewczyny - Założyła Maskę Anubisa i wypełniła Kielich Ankh Złotymi Łzami. Są mi potrzebne, by znowu się odrodzić.
-Nie uda ci się... Nikt po śmierci nie powrócił na tą planetę - stwierdziłam, przesuwając się bliżej Niny. Tylko odrobinę.
-Nie jestem taki jak wszyscy. Myślisz, że Joy zginęła w wypadku, a tymczasem znajdujesz ją tutaj. Potrafię wielkie rzeczy. A z twoją pomocą...
-Nie pomogę cię! - warknęłam, stając pomiędzy wejściem do piedestału a nim, tak, by nie mógł dostać sie do Martin.
-Pomożesz. Powiedź kochanie, czy nie jesteś już tym wszystkim zmęczona? Ciągłą walką, bez spokoju?
Milczałam. Oczywiście, że byłam zmęczona. Kto by nie był? Najgorsze jest to, że zaczynałam odczuwać zmęczenie.
-Wiem, że tak. Która szesnastolatka nie byłaby załamana, gdyby chłopak, który rozkochał jej przyjaciółkę, zrobił to tylko dlatego, by dopaść ją. I prawie zamordować.
-Skąd ty... - spytałam zaskoczona. Nikt o tym nie wiedział, oprócz osób wtajemniczonych. Nie wyznałam tego nawet Fabianowi. Ale Ciemność dalej kontynuowała:
-A potem uciekać przez cały kraj, by uwolnić się od tego psychopaty, który uciekł. Obiecać sobie, że nikogo już nie pokochasz, po tym, jak bardzo skrzywdzono ciebie i twoją przyjaciółkę. Przyjechać do obcego miasta, internatu jak jakiś wyrzutek, którego rodzice nie kochają i co zrobić? Zakochać się w chłopaku, który jest ślepo wpatrzony w przeszłość, gdy ty wolałaś o tym zapomnieć. Widzieć tyle okropieństw w snach, starając się stworzyć nową siebie, gdy inni zaczynając cię nienawidzić za błędy, których starasz sie nie popełniać. Aż w końcu, gdy jesteś szczęśliwa w ramionach chłopaka, okazuje się, że nie możecie być razem. I że nigdy tak nie będzie.
Łzy napłynęły mi do oczu. On wiedział o mnie wszystko, to co czuję i to co robiłam. Jestem taka zmęczona. Chce już do domu, chce normalnie żyć. Nie przejmować się niczym innym prócz tego, czy zdążę na ulubiony serial. Chce spokoju.
-To wszystko przez ten przeklęty Krąg, Megan - powiedział, stając bliżej mnie i patrząc w oczy - Ja ci pomogę. Dostaniesz wszystko czego chcesz. Spokoju, człowieka którego kochasz. Pozbędziesz się Niny, bo nie chcesz jej w swoim życiu.
To prawda, nie che jej w moim życiu. Nie chce, by wkroczyła pomiędzy mnie a Fabiana, zniszczyła to co do siebie czujemy.
-Raz na zawsze to się wszystko skończy. Wystarczy mały gest, a to wszystko się zakończy. Chcesz tego przecież.
Chce z całego serca.
-Nie chcesz już więcej płakać po nocy i myśleć, co by było gdybyś się urodziła gdzie indziej...
To prawda, nie chce.
-Chcesz być wreszcie szczęśliwa i kochana...
-I to bardzo... - odszepnęłam.
-I wiesz, że tylko ja mogę ci pomóc.
-Wiem...
-Więc ty pomożesz mi.
-Pomogę... - szepnęłam, czując, jak łzy toczą mi się po policzkach. Antoniusz przejechał mi po nich palcem, ale ja poczułam tylko chłód. Wskazał tym samym palcem kamienny stół. Kiwnęłam głową. Skierowałam się tam, czując, jak moje serce przepełnia radość. To wszystko się zaraz skończy. Wrócę do normalnego życia, będę szczęśliwa z Fabianem u boku. Bez względu na cenę.
Spojrzałam na przedmioty leżące na stole. W ostrzu miecza pobłyskiwały złote i niebieskie świetliki. Był taki piękny...
-Podnieś go! - zażądał Antoniusz.
Podniosłam. Miło ciążył w mojej dłoni. Teraz to ja odbijałam się w ostrzu.
Podeszłam do Niny.
-Zabij ją! - powiedział władczo mężczyzna - Wbij jej ostrze w serce!
Łzy płynęły bez przerwy po moich policzkach i zaczęły rozmazywać mi obraz.
Będę wolna...
Uniosłam miecz.
... i szczęśliwa razem z Fabianem.
-Tylko sen... - wyszeptałam.
Ostatnią rzeczą, którą widziałam gdy wbijałam sobie miecz w serce, były złote błyski na ścianie.

***

Pani Taylor zemdlała, po czym obudziła się i wrzasnęła, gdy dyrektor próbował pomóc jej wstać.
-Gdzie oni są? - spytała samą siebie i zaczęła szybko rozglądać się po sali. Gdy zobaczyła Potomków i Łączników, ruszyła w ich stronę krokiem pełnym gracji, lekko kołysząc się na boki.
Jerome obserwował ją. Miał złe przeczucia.
-Są wszyscy? - spytała, patrząc na każdego wzrokiem pewnym, że aż się robiło im nieswojo.
-Pani Taylor, dobrze się pani czuje? - spytał Alfie. Kobieta pokręciła głową.
-Teraz nie jestem Taylor - powiedziała, odgarniając włosy - Jestem Sarah.
-O kurwa - mruknął Logan, po czym jęknął, gdy Chloe wymierzyła mu kuksańca łokciem w bok.
-Wiedziałam, że kogoś mi przypominasz! - wykrzyknęła Amber, klaskając w dłonie - Jesteś tak bardzo podobna do tej dziewczyny z obrazu. Mogliśmy skojarzyć...
-Nie ma na to czasu - stwierdziła kobieta, przerywając jej w pół zdania - Idź sprowadź tutaj Hope, Lanę, Allison i Willow. Musimy mieć cała szóstkę i trójkę.
-Co będziemy robić? - spytała Chloe, gdy ruszyli za nauczycielką i wyszli z sali.
-Być przygotowanym na najgorsze.
Wkrótce stali w pustej sali , złapani za ręce. Łącznicy w środku, Potomkowie na zewnątrz. Amber i Logan stali obok Sarah, z niepokojem na siebie zerkając.
-Nie wolno wam wypuścić nikogo z tamtego świata na ten. Na odwrót tak - pouczyła ich kobieta.
-A jeśli Megan... - zaczęła Lana, ale umilkła, gdy kobieta podniosła dłoń.
-Nawet gdyby bolało, nie przestawajcie.
-Że co?! - krzyknął Logan, ale nie miał czasu na nic więcej.
Chloe wrzasnęła z bólu.

***


Fabian wbiegł do  kamiennego pomieszczenia pierwszy. Rozglądnął się, aż jego wzrok napotkał piedestał i dwie postacie...
-NIE!
Rzucił się biegiem ku środkowi sali, z sercem walącym w piersi. Reszta pobiegła za nim.
Nina podnosiła się do pozycji siedzącej. Jej szara twarz powoli nabierała kolorów, oczy zaczynały błyszczeć. Rozejrzała się dookoła i gdy zauważyła chłopaka, spytała:
-Fabian, co się stało?
Ale on na nią nie spojrzał. Uklęknął przy nieruchomej postaci, szepcząc jedno słowo:
-Nie...
Miecz ubrudzony jej szkarłatną krwią, leżał obok niej nieruchomo i dumnie. Wiedział, co się stało.
Przebiła się nim, tak jak zrobiła to Selene. Na środku jej koszuli kwitła czerwona plama, a z jej środka wylewała się krew.
Jej twarz była taka spokojna. Usta, które nigdy się do niego nie uśmiechną, były lekko odchylone. Oczy, w które razy patrzył, te, które mówiła że są takie zwykłe, nigdy na niego nie spojrzą z miłością. Blade policzki, na których nigdy nie pojawią się już rumieńce. Włosy, którymi już się nie będzie bawił. Ręce, które kiedyś go obejmowały, gładziły jego policzek, które wplatała w jego włosy gdy się całowali... Palce, które nigdy nie złapią żadnego akordu na gitarze, którą tak kochała.
Przytulił ją do swojej piersi, szlochając i wkładając twarz w jej pachnące włosy.
Mara ukucnęła przy nim, gdy Eddie i KT pomagali wstać Ninie.
-Fabian... - szepnęła delikatnie - Fabian, nic już nie możemy zrobić...
-Nie...
-Ona nie żyje - uświadomiła go, choć słowa z trudem przechodziły przez jej gardło. Musi myśleć racjonalnie. Trzeba zabrać z tond Ninę, Joy, Lucy i Harrego. Megan już nie mogli pomóc. Sama dokonała tego wyboru. Zniszczyła to, co miała za zadanie zniszczyć. Za cenę, której była świadoma.
Fabian uniósł zaczerwienione od płaczu oczy i po raz pierwszy zauważył, co stało na kamiennym stole. Maska i Kielich, w którym błyszczały Złote Łzy.
Jego umysł zaczął pracować, przetwarzać fakty... Joy w drugiej klasie...
-Podaj mi Kielich - zwrócił się do Mary, która spojrzała z żalem na to, co pokazywał.
-Fabian...
-Rób co mówię - warknął, piorunując ją spojrzeniem. Dziewczyna zrezygnowana podeszła do stołu i chwyciła w obie dłonie Kielich Ankh. Powoli, żeby nie wylać ani kropli złocistej substancji, podała go Rutterowi. Chłopak chwycił go, a bezwładne ciało Megan położył na kolanach. Rozpiął jej koszulkę aż do miejsca, gdzie miecz przebił jej skórę. Delikatnie przechylił naczynie, z którego wylało się kilka kropel. Spadłe one na ranę, delikatnie znikając w złotej mgiełce i cichym sykiem. Tak, jakby gasił ogień wodą.
Przechylił Kielich bardziej.
-Fabian... - zaczęła KT, która podeszła do nich. Eddie nadal stał przy Ninie i obejmował ją ramieniem. Dziewczyna była przerażona - Co ty wyprawiasz?
-Cicho... - odszepnął tylko. Rush spojrzała na zapłakaną Marę, która z fascynacja oglądała poczynania chłopaka.
Rana zniknęła. Pozostała tylko blizna, która może zostać z nią na całe życie. To go jednak nie obchodziło. Kielich był opróżniony do połowy.
-Maro, pomóż mi.
Jaffray spojrzała na niego zdziwiona.
-Ty chyba nie myślisz, żeby ona to wypiła?
-W zasadzie to taki mam plan - odezwał się. Gdy na nią spojrzał, oczy błyszczały mu nadzieją. Mara nie miała siły, żeby mu ją odebrać. Otarła policzki i pomogła mu postawić Megan w pozycji siedzącej. Jej plecy obierały sie na jego pierś. Podał jej Kielich. Mara drżącym palcami chwyciła go. Znikąd pojawiła się w jej głowie informacja, że nieprzytomnym osobom nie można podawać żadnych płynów. Zignorowała ten natrętny głosik i przyłożyła brzeg naczynia do ust dziewczyny.
Gdy Kielich był prawie pusty, Megan kaszlnęła i otworzyła oczy.
Spojrzała nic nie rozumiejąc na miecz, potem na ramiona, które ją obejmowały i na Marę, zaszokowaną z Kielichem Ankh w ręce.
Zaczerpnęła głośno powietrza.
-Powinnam nie żyć... Ja nie żyłam - stwierdziła cicho. Mara zapłakana, pokiwała głową.
Fabian ja objął. Dziewczyna odwzajemniła jego uścisk i również przytuliła się do niego. Płakał, ona też płakała.
Powiedziała do niego cicho, tak, by tylko on ją słyszał.
-Zostań ze mną...
-Oczywiście. Kocham cię.
Po czym pocałował ją w policzek, tak aby nikt tego nie widział.


***

Mamy finał za sobą kochani.
Szybko zleciało, prawda? Jeszcze tylko jeden rozdział i epilog i mamy te fan fiction za sobą.
Chyba nie będzie nieszczęśliwego zakończenie, które planowałam na następny rozdział. Zbyt bardzo mi się zbierało na płacz gdy to pisałam i gdy pisze to teraz.
Nie opuszczę was. Prawdopodobnie będę pisała nowe fan fiction w całkiem nowej odsłonie. Będzie Ariana, będą postacie z House of Anubis ale nie jako Fabian, Amber i Nina, tylko Brad, Ana i Nathalia. Mam już plan wydarzeń, ale zobaczymy co z tego wyniknie. Dowiecie się pod sam koniec.
Nowy szablon. Tak się przyzwyczaiłam do tego fioletowego, miałam go więcej niż pół roku \, więc teraz jak wchodzę to przeżywam szok, haha.
Zmieniłam zakładkę postacie, teraz są tam same zdjecia.
Ktoś jeszcze o mnie pamięta prócz kochanej Nathalii Pisarki , która każdy rozdział i go komentuje, bez względu na to jaki jest beznadziejny?
Jestem z tego akurat zadowolona.
Meguś zmartwychwstała! A Joy nie nie żyje!
Te fanfiction miało całkiem inaczej wyglądać. Nadal mam plan w starym zeszycie, wszystko rozrysowane. Myślę nad dodaniem zakładki 'Ciekawostki' żebyście sobie poczytali, jakie miałam zrąbane pomysł.
Błędów nie powinno być :)
*wow, co się stało, Justysia poprawiła błędy i nie była leniwa*
A żebyście wiedzieli.
Ostatnio przeglądam tumblra. I znalazłąm zdjęcie Amber z Laną. O shit, mój fangirling > 




Kocham Was z całego serca, do zobaczenia niedługo ♥

Joylitte 
xoxox

Obserwatorzy