poniedziałek, 30 czerwca 2014

053. Rozdział pięćdziesiąty trzeci : Wyjaśnione tajemnice

- Idźcie, dogonię was.
Mara odwróciła się do Jeroma z wojowniczym wyrazem twarzy. Patricia w pewnym momencie poczuła, że dziewczyna ma już dość. I tego chłopaka i tej szkoły. Mimo, że była tu od kilku lat, znienawidziła tego budynku przez niecały rok szkolny.
Czy Patricia jej się dziwiła? Może trochę. Ona siedziała w tym bagnie długo przed nią, od pierwszej klasy liceum, gdy jej przyjaciółka zniknęła. A Mara od pół roku szkolnego. Fakt, sprawa była poważniejsza niż w poprzednich latach, ale mogła by się wziąć w garść. To, że ma problemy miłosne, nie znaczy ze cały świat zapadł się jej na głowę.
Patricia odwróciła się i razem z Eddiem ruszyła do wyjścia.
Noc była bezchmurna. Na niebie wisiał księżyc w całej swej okazałości. Obok niego migotały gwiazdy. Zabawne, jak wszystko wygląda normalnie, pomyślała dziewczyna. To niemożliwe, by ta noc mogła być tą z przepowiedni. Do tego klimatu pasuje bardziej burza z piorunami i złowrogi śmiech.
Pieprzenie. Powinna dawno się nauczyć, że ta historia nie była normalna od samego początku.
Coś ruszyło się na skraju lasu. Patricia wytężyła wzrok.
Przypomniało jej się, jak Amber obudziła ją w nocy. Było cholernie ciemno i jak podchodziła do okna, uderzyła się o krzesło. Blondynka spytała się, czy widzi coś na skraju lasu. I czy to może być wilkołak. Patricia wtedy stwierdziła, że Millington potrzebuje leczenia i wróciła do łóżka.
-To straszne, co się stało z Niną... - głos KT rozległ się jakby z daleka, choć stała za nią. Eddie stanął, ale ona szła dalej. Jej nogi nie chciały jej słuchać. Żyły własnym życiem i w tej chwili, że idą tam, gdzie widać ruch.
-O czym ty mówisz? - spytał blondyn, ale te słowa również utonęły w szumie. Co je zagłuszało? Nawet nie było wiatru. Serce waliło jej w piersi. Może to Megan? Głupio postąpiła, że ją zignorowała, ale nie chciała zepsuć jedynego dnia w szkole, na którym jej zależało. Las przybliżał się do niej w zawrotnym tempie. Prawie biegła. Starała się opanować, ale coś przejęło nad nią kontrolę.
Stanęła przy zaroślach, gdzie być może ktoś był. Czy to możliwe, by się pomyliła?
Odchyliła jedną z gałęzi, by zajrzeć w głąb lasu i przekonać się, czy to na pewno było złudzenie.
Właśnie wtedy czyjaś dłoń objęła jej nadgarstek.
Patricia wrzasnęła. Ten gest sprawił, ze tajemnicza mgiełka, która spowiła jej umysł, rozwiała się.
-PATRICIA! - Eddie krzyknął za nią, jednak ona straciła już całą energię. Patrzyła się tylko w te niesamowicie intensywnie , zielone oczy. Oczy właścicielki ręki.
Eddie jest zbyt daleko. Czuła, jak dziewczyna spowalnia ruchy ich przyjaciół. Nawet Osyriona.
Patricia pamiętała te oczy. Pamiętała tą twarz, teraz brudną i zadrapaną. To było może z dziesięć lat temu. Na kolonii... Ona i Joy jej pomogły. Tylko... jak? Patricia pamiętała mgliste wspomnienie wody, które teraz się wyostrzyło. Zielonooka wypadła z łódki, którą pływały po jeziorze. Williamson wskoczyła za nią, bo dziewczynka nie potrafiła pływać. Razem z Joy wyciągnęły ją z wody i wezwały pomoc. Następnego dnia dziewczynkę zabrano z obozu i ani ona, ani Joy więcej o niej nie słyszały.
-Gaia... - wyjąkała cicho Patricia - Ale jak...
-Cicho - powiedziała dziewczyna z czarnymi włosami opadającymi na wychudłą twarz - Uratowałaś mi życie, teraz moja kolej... Nie wolno mi tu być.
-O czym ty do cholery...
-Joy nie zginęła - powiedziała Gaia, rozglądając się dookoła siebie - On ją ma, pomogłam Mu. On ma nade mną władzę. Nie chciałam Paricio, uwierz mi, nie chciałam. Ale on mnie zmusił.
To głowy Williamson wtargnęły obrazy. Gaia tarmosząca nieprzytomną Joy, a jej walizkę wyrzuca do studni. dziewczyna wyglądająca jak Joy, ale nią nie będąca, zostaje potrącona przez samochód. Ciemne szaty jej rodziców...
-On jest potężny - szepnęła dziewczyna - Potrafi robić wielkie, ale straszne rzeczy.. Potrafi stworzyć drugiego człowieka tylko z jego krwi. On ma ich wszystkich.
Patricii śmignęły przed oczami obrazy z porwania Lucy, Harrego.. i Niny. czuła, jak uginają się pod nią kolana. Mocny ucisk Gai na jej nadgarstku nie zelżał. Atakowała ją kolejnymi obrazami.
-Ale On boi się Jej, Ona może Go powstrzymać... Ale On Ją osłabia, wie jaka jest słaba. Prowadzi ją duch, ale to nic nie znaczy... Ona jest słaba w środku, złamała prastarą zasadę, zignorowała ostrzeżenia i zaklęła na umarłych... Przodkowie nie są jej przychylni...
-Błagam, przestań... - szepnęła Patricia.
-Musisz poznać prawdę. Nie możesz tam iść, w sali będą dziać się dziwne rzeczy. Sześciu potomków są potrzebni, by bronić ludzi...
-Sześciu... - powtórzyła beznamiętnie Williamson. Ona. Jerome. Alfie. Poopy. Willow... i ktoś jeszcze. Do jej głowy wtargnęła śliczna blondynka z oczami takimi samymi jak u Joy... - Hope też?
Hope była o rok młodszą siostrą Joy. Nie chodziła do tej szkoły, ale przyjechała na rozdanie świadectw. Miała tu zacząć uczęszczać w przyszłym roku, gdy mury Domu Anubisa miały pozostać przez nich opuszczone.
-Wybrana tez tam będzie...
-Nina?
-Nie... Sarah. Ona tam będzie. Jej duch krąży po tych murach. Jej matka sprawiła, że musi powrócić w te miejsce. Po prostu musi. Nina jest jej...
Eddie był jeszcze daleko, ale widział jak jego dziewczyna usuwa się na kolana.
-Nie pomożecie jej - powiedziała cicho Gaia i zelżyła ucisk. Jej twarz wykrywał grymas bólu - Ona musi oddać życie...
Gaia wrzasnęła i puściła Patricię. Dziewczyna opadła wykończona za zimną i mokra trawę. Gaia wiła się na ziemi, wrzeszcząc i płacząc.
-Przepraszam Panie! - wrzasnęła - Mogę to zrobić, ale jej przyjaciele... Dobrze Panie!
Williamson jak w letargu popatrzyła się na dziewczynę, która teraz stałą się bestią. Jej oczy zasnuła szara mgła i stały się znów zielone. Chorobliwe zielone. Tak jakby były radioaktywne. Wyciągnęła za pasa nóż.
Patricia zemdlała.
Ona i tak zginie!
-Muszę wrócić- szepnęła Patricia, jak tylko odzyskała przytomność - Muszę wrócić.
-Wracam z tobą - szepnął Eddie do jej ucha - Nie pozwolę...
-Ty musisz iść - powiedziała Williamson i podniosła ciężkie powieki. Wyswobodziła się z jego ramion i stanęła chwiejnie na nogach. Eddie patrzył na nią z wątpliwościami.
-Idź... - szepnęła. Pocałował ja i odszedł. Wróciła sama.

***

Gałęzie drapały mnie po  udach. Wiedziałam co mam robić, gdzie mam iść. To wszystko od początku było takie oczywiste. Mam się tam zjawić, uwolnić Ninę a sama tam pozostać. W tej krainie, skąd nie ma wyjścia. Skąd Orfeusz chciała wyprowadzić swoją zonę, lecz mu się nie udało. Mi też ma się nie udać.
Szłam, jakby mnie odurzono narkotykami i ciągnęło do miejsca, w którym zaciągnąć. Oddychało było coraz ciężej. Ale to nic, już niedługo mogłam wcale nie oddychać.
Oddychałam tylko dla tego chłopaka, który pewnie nie zauważył że mnie nie ma. Czy jego uczucie do mnie też było złudzeniem? Czy było sztuczne?
Selene odpędziła to wspomnienie. Jego twarzy, uśmiechu i dotyku jego palców na jej skórze...
Tak będzie prościej. W końcu robię to dla niego.
Studnie już było widać. Słysze, jak mruczy z zadowoleniem. Tylko nie studnia. Studnia była tylko studnią z zatrutą wodą. Mruczało to coś, co było w tym rozwalającym się domku. To coś, co chciało mnie od początku.
Podobno, jak się jest na skraju śmierci, to widzi się całe swoje życie, choćbym nie wiem jak krótkie było. Ja jednak czułam tylko obojętność. Będzie im lepiej beze mnie.
Patricia będzie z Edde'im. Alfie z Amber. Logan z Chloe. Mara z Jeomem. A Fabian będzie z Niną. Bo tak powinno być.
Zaczyna mi brakować powietrza. Jakbym była zakopana w worku tysiące metrów pod ziemią.
Selene zniknęła. Te kilka metrów musiałam pokonać sama. Ścieszkę dokładnie znałam, każdy kamień, każdą gałązkę. Postawiłam pierwszy krok. I drugi. I zaraz potem miałam drżącą dłoń na gałce. Tylko przekręcić. Policzyłam do trzech i zrobiłam to.
Poczułam że spadam. A potem była tylko ciemność.

***

Fabian dotarł tam pierwszy. Gdy zobaczył, ze jej nie ma, choć czuł ją obecność, kopnął z rozdrażnieniem w studnie. Kilka kamieni usunęło się i wpadło do wody z cichym 'plusk'.
Spóźnił się. Nie ochronił jej, choć przyrzekał sobie, ze zrobi to, gdy nadejdzie ten dzień. Że nie pozwoli by przechodziła przez to sama. A teraz znowu zawiódł.
Zawiódł ją i Nin ę. obydwie zniknęły bez śladu.
Mara dobiegła następna, nie mogąc złapać tchu. Potem KT. A na samym końcu Eddie.
Mara położyła mu dłoń na ramieniu. Zagryzł dolną wargę.
Skoro poszła tam, nie wiedząc co ją czeka. Nie wiedząc, po co tam idzie. 
W takim razie on pójdzie za nią.  Za dużo ona dla niego znaczyła.
Podszedł do drzwi. Inni z powątpiewaniem zrobili to co on. Marze drżały nogi. Selene zmaterializowała się w tym momencie, gdy już wyciągał dłoń.
-Nie wejdziecie tam - warknęła i zasłoniła ciałem gałkę - Ona sama musi to zrobić. Nic tu po was.
-Ile się założysz, ze pójdziemy za nią?  spytał zimnym tonem fabian i wyciągnął rękę by otworzyć drzwi. Kobieta chwyciła go za nadgarstek.
To niemożliwe. Ona jest duchem. Jest czymś niematerialnym. Usłyszał, jak Mara głośno wciąga powietrze.
-Nie zostawię jej tam - szepnął do Selene, patrząc w oczy. Popchnął zaskoczoną kobietę i odtworzył na oścież drzwi.
Cała czwórkę pochłonęła ciemność.

***

Jęknęłam. Leżałam na plecach i w kręgosłupie czułam pulsujący ból. Musiałam upaść w taki sposób, który normalnego człowieka by zabił, roztrzaskując czaszkę.
Otworzyłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. Ból powoli ustępował. Cud, ze nie skręciłam kręgosłupa.
Siedziałam w kamiennym korytarzu. Tylko tyle mogę stwierdzić, bo jest ciemno. Stęchlizna biła zewsząd. Tak samo jak kurz, który łaskotał mnie w nos.
-Gotowa? - spojrzałam za siebie. Selene siedziała podparta o kamienną ścianę i patrząca z troską. Wstała i podała mi rękę. Chwyciłam ją i wstałam na własne nogi.- Chyba czas ci wszystko wyjaśnić.
Podniosła rękę. Zapłonęło tysiące pochodni i wtedy mogłam zobaczyć, gdzie wylądowałam.
Stałam w kamiennym korytarzu spowitym ciepłą poświatą ognia. Wielkie lustra, dumne i zakurzone, wysiały na ścianach. I pająki. tysiące pająków i pajęczyn. Zobaczyłam, że zaraz zwymiotuje.
Cholera, byłam w piramidzie.
Podeszłyśmy do pierwszego lustra. Nie odbijałyśmy się w nim. Było widać tylko kosztowne pomieszczenie, z mnóstwami drogich materiałów na ścienia.
-Zaczęło się to w roku śmierci mojego ojca i matki...
Selene śmiało przekroczyła taflę lustra. Zrobiłam to samo. Poczułam, jakbym stała pod lodowatym prysznicu. Tak jak w tym śnie, w którym potem byłam martwa. Otworzyłam oczy i stałam w wspomnieniu Selene. Pałac. To na pewno był pałac
-Oktawian atakował pałac. Przysłał najpierw swojego sługę, by przekonał moją matkę do kapitulacji. Zamknęła się z nim w komnacie na wiele godzin. Ojciec wpadł w szał.
Odwróciłam się, słysząc kroki. Przystojny mężczyzna z niesamowicie ciemnymi oczami, takimi jak u Selene szedł do drzwi na końcu korytarzu. Ubrany był w zbroję typowo rzymską, choć walczył po stronie Kleopatry. W dłoni pobłyskiwał miecz. Nie widział nas, byłyśmy tylko obserwatorami.
-Myślał, że Kleopatra dopuściła się cudzołóstwa. W końcu siedziała tam od wielu godzin. Choć stukała jej czterdziestka, nad wyglądała jak bogini - Marek Antoniusz podszedł do drzwi komnaty i zaczął walić w nie pięściami, domagając się otworzenia. Zbiegło się kilkadziesiąt osób, które próbowały go odciągnąć. Selene westchnęła - Postradał zmysły z nienawiści i zazdrości. Bronił zaciekle kraju, gdy jego królowa wolała się zabawiać z posłańcem. Przekonany, że ma rację...
Antoniusz wyciągnął miecz przed siebie i zaczął mierzyć w osoby zgromadzone. W końcu obrócił miecz w swoją stronę i wbił sobie go w bok. Wszystko, co opisywała Selene, ja widziałam. Tak, jakby była narratorem.
-Cios nie był  śmiertelny. Kleopatra wypadła z komnaty i widząc zalanego krwią mężczyznę, którego kochała, kazała wezwać medyków. Nie pomogli mu. Umierał w męczarniach, skupiony tylko na swoim bólu i nie słyszący słów mojej matki. Umarł w przekonaniu, że go nie kocha i ze go zdradzała.
Ludzie wynosili Antoniusza do komnaty królowej. Została tylko jedna dama dworu, która podeszła do zostawionego w krwi miecza i podniosła go. Po czym podeszłą do materiału spływającego ze ściany. Podniosła ją.
-Była jeszcze dwójka obserwatorów. Ja i mój brat. Widzieliśmy śmierć naszego ojca. Kazali nam się schować, by nas nie znaleźli. Byliśmy tylko niepotrzebnymi dziećmi. Lecz Oktawian mógł wykorzystać nas by dostać naszą matkę. Szczerze ją nienawidził. Woleli nie ryzykować.
Na posadzce siedziała dwójka dziesięcioletnich dzieci, prawie że identycznych. Dziewczynka płakała, a jej brat obejmował ją ramieniem. Kobieta podeszła do nich, wzięła dziewczynkę za rękę i odeszła z nimi. Patrzyłam, jak jej brat idzie za nią, patrząc beznamiętnym wzrokiem na nóż.
-I tak nas złapali. Wafija dała miecz mojemu bratu, a sama poszła do mojej matki. Zginęła razem z nią w grobowcu. Była tą, która poprawiają jej koronę, po czym padła martwa na ziemie.
Selene ruszyła do lustra i przeszła przez nie.Znowu znalazłyśmy sie na korytarzu.
-Czemu mi to wszystko pokazujesz? - spytałam, stając przed kolejnym lustrem.
-Chciałaś odpowiedzi. Więc ją otrzymujesz - rzekła, po czym weszła w kolejne wspomnienie.Stałam na skalistej plaży, patrząc w morze. Selene dalej kontynuowała swoją opowieść.
-Po tym, jak moja matka popełniła samobójstwo, Oktawian załadował nas na statek i zabrał do Rzymu. Tam uczestniczyliśmy w paradzie ku chwale rzymskiej potęgi. Byłyśmy tylko dziećmi. Gdy już sie nami znudził, oddał nas po opiekę Oktawii, siostry Augusta. Byłam tam aż do osiemnastego roku życia.
-Aż zjawił się Juba...
-Tak. Poślubiłam go mając dwadzieścia lat. Aleksandra wcielono do jego armii. Obydwoje zostaliśmy wysłani w misję do Egiptu. To dość śmieszne, ale wydawało mi sie, że Juba naprawdę ma mnie za swoja ukochaną. Ja nie czułam do niego nic. Urodziłam pierwsze dziecko, Prometeusza. Potem udałam się do Egiptu razem z bratem.
Selene wstała i tak jak poprzednio, wyszłyśmy i weszłyśmy w następne lustro. Znajdowaliśmy się w świątyni. Ma środku stał wielki płomień. Obok niego klęczała dziewczyna. Ciemne blond loki spływały na l\jej ramionach.
-Dostałam list. Napisany przez moją matkę. Wyjaśniała mi wszystko po kolei, co muszę zrobić. Dlaczego ja to mam, a mój brat nie. I że muszę się udać i spotkać się z nimi. To stare zaklęcia i nie należało ich lekceważyć.
Młodsza wersja Selene weszła do świątyni. Dziewczyna klęcząca przy ogniu podniosła się i pokłoniła jej. Selene podniosła dłoń. Czwórka innych wyszła zza kolumn zebrali się w koło. Ta Selene, która stała u mojego boku poszła dalej w głąb świątyni, jakby samo patrzenie bolało. Poszłam za nią.
-Tydzień po moim przyjeździe, zaczęły dziać się przerażające rzeczy. Ludzi znikali bez śladu lub mordowano ich, pozostawiając ciała. O te zbrodnie i niepowodzenie obwiniano Wyrocznie Delficką. I jej córkę również. Postanowiliśmy ją chronić. W czasie, aż szukaliśmy rozwiązania, ja i Strażnik zbliżyliśmy się do siebie. Obydwoje byliśmy samotni, straciliśmy rodziców w wieku dziesięciu lat. Aleksander ostrzegał mnie przed tym.Lecz nie słuchałam. Przeżywałam coś, co nazywacie zauroczeniem.
-I się stało... - mruknęłam, przygryzając paznokieć.
-Tak, stało się. Byłam szczęśliwa, cholernie szczęśliwa. Choć trwało to zaledwie tylko kilka dni. Od dziecka Oktawia wmawiała mi, ze mężczyźni chcą tylko dwóch rzeczy. Pieprzenia i władzy. Mówiąc mi to, miała na myśli mojego ojca. Ale dzięki temu, mogłam dostrzec to, co się kryło za tymi oczami. Niebieskimi lub zielonymi...
Milczałam. Fabian miał identyczne oczy.
-Znaleźliśmy rozwiązanie. Zaklęcie Signaculum. Potrzebowaliśmy tylko ofiary. Ja ją znalazłam. Musiała być niesamowicie silna, by to przeżyć. Mój brat nadawał się idealnie.
Westchnęła i szła dalej.
-Coś poszło nie tak. Było zbyt dużo mocy. Najpierw była tylko zmienia, potem przyłączyły się inne żywioły. Aleksander nie przeżył. Pochowaliśmy go, a ludzie pomyśleli, że był kolejnym nieszczęśnikiem, który zaginął. taka szkoda, bo miał niesamowite poparcie. Ludzie chcieli pod jego orężem wyswobodzić się spod rzymskiego panowania. Ale podziałało, wszystko ustało. A my zawiązaliśmy siną więź broniącą córkę Wyroczni. I tak stała sie wybraną. Tak powstał Krąg. Nie wolno nam było ze sobą się bratać, bo to było kazirodztwo. Choć w mojej rodzinie była to rzecz zwyczajna.
-Posłuchałaś?
-Nie... Wyjechała tydzień później. Dziewięć miesięcy później urodziłam córkę Kleopatrę. Nie była córką Juby, ale mu o tym nie powiedziałam. Wróciłam rok później o Egiptu. Bo to znowu się zaczęło.
Kolejne wspomnienie. Staliśmy w oświetlonej przez lampy pomieszczeniu z kopułą.
-Przywołaliśmy tego, który był za to odpowiedzialny. To był błąd. Okropny błąd, za który płacą nasi przodkowie do dzisiaj.
Pierwszy Krąg wbiegł do komnaty, zamykając drzwi z hukiem. Wyłoniłam spojrzeniem chłopaka o niebiesko-zielonych oczach. Wzrok miał utkwiony w Selene, a w dłoni trzymał miecz. ten sam, którym przed lat przekuł się Marek Atoniusz.
-To stało sie przez mnie - powiedziała cicho Selene - Przez nas oboje, że złamaliśmy zakaz. Przodkowie byli wściekli. Myśleli, że jestem silna. najpierw poświęciłam brata, teraz Krąg. A to, co to sprawiało chciało zemsty. Było pradawne i chciało krwi. Gdyby zamordowało nas wszystkich posiadłoby moc niezwykle potężną. To, że miałam moją Kleopatrę zadecydowało o mojej decyzji. Pozwoliłam jej żyć, a sobie nie. Spędziliśmy tu noc. Gwiazdy były widoczne na kopule.
Jak na zawołanie sceneria się zmieniła. Stało się niesamowicie ciemno, tylko księżyc w pełni był jedynym źródłem światła. I tysiące gwiazd.
-Leżałam obok niego. Gdy poczułam, że zasypia, ze łzami w oczach wyciągam miecz swojego ojca. Pocałowałam go w usta, powiedziałam że go kocham i wyszłam na środek pomieszczenia. Tam, gdzie było podwyższenie. Miecz obił mi sie o kamienne schody. Obudziłam ich.
Widziałam, jak wszyscy się zrywają. Selene, z zapłakaną twarzą patrzy na swojego ukochanego. Po raz pierwszy słyszałam głosy. Chłopak otworzył usta. Głos też miał podobny do Fabiana. Po moich plecach przeszedł dreszcz.
-Selene...
-Przepraszam... - wyszeptała Kleopatra i wbiła miecz w swoją pierś. Widziałam, jak chłopak biegnie do niej. Jak krew barwi jej idealnie białą szatę, gdy osuwa się na posadzkę. Dźwięk miecza, który opada. Ostatni oddech, gdy umierała w ramionach człowieka, którego kochała.
A potem cisza.
-Popełniłam samobójstwo. I udało się. Ugodziłam to coś na długi czas w jego czułe miejsce. Nie miał sił atakować przez długie wieki.
Sceneria się zmieniła. Tam, gdzie leżała zakrwawiona Selene stał teraz stół. W około również stały kamienne stoły.
-Pochowano mnie tutaj. I Aleksandra również tu przeniesiono. Cały pierwszy Krąg spoczął w tym miejscu. Strzegłam swoich potomków i prowadziłam ich przez drogę. Aż do ciebie.
Podeszłam do jednego z kamiennych stołów. Przez cienki materiał prześwitywała twarz. Twarz dziewczyny z zapadłymi policzkami i czarnymi włosami. Dziewczyny, której duch stał obok mnie. Cofnęłam się o krok.
Selene ruszyła do lustra, a ja szybko popędziłam za nią.
Tym razem staliśmy w moim domu. Widziałam małą siebie, jak biegam między meblami i ojca, który próbował mnie złapać.
-Każdy mógł być tym pokoleniem, którym Przepowiedziana miała podzielić mój los. Setnym pokoleniem. Twoja matka wiedziała, że to będziesz ty. Zbuntowała sie, za bardzo cię kochała. Uciekła razem z rodziną w miejsce, gdzie myślała, ze nikt jej nie znajdzie. Odcięła kontakty z rodziną, szczególe z matka, która chciała jej wytłumaczyć, że musi. Ale tego nie zrobiła. Wszystko było pięknie aż do dnia, aż znalazł was jeden z członków.
-Mama Chole. On była Łącznikiem?
-Tak. Byłaś delikatnym dzieckiem, męczyły cię koszmary. Twój umysł był otwarty, bo nie umiał sobie poradzić z taką mocą. Potrzebowałaś medalionu, ale go nie miałaś. Oka Horusa. On zamknął by to. Ale zamiast tego miałaś własny zamek. Chloe Tyson, jako ta która stoi na pograniczu dwóch światów zamknęła dostęp tych obrazów do twojej głowy. Powoli wszystko zapominałaś. Ale twoja matka kazała nic nie mówić rodzicom Chole. Bała sie o ciebie. Wtedy, gdy ten psychopata was znalazł. I boi sie do dziś.
-Ten chłopak był...
-Tak kochanie, niestety. Przykro mi.
Westchnęłam ciężko. Zawsze, jak schodziliśmy na ten temat, miałam ochotę zrobić sobie krzywdę. Bo najpierw skrzywdził Chole, potem mnie. Ona na to nie zasługiwała.
Przypomniałam sobie ramiona Fabiana i jego spokojny głos.
Wszystko będzie dobrze...
-Wysłała was do tej szkoły, bo chciała, by was nie znalazł znowu. I żebyś odpoczęła. Ale nie wiedziała, że Louisa otworzyła tu bramę. A potem zniknęła razem z Robertem bez śladu. Sarah została sama. Gdy dowiedziała się o Kręgu, uciekła do Stanów. Tam miała dziecko. Matkę Niny, która zginęła w wypadku samochodowym.
Wróciła wtedy do Anubisa i oddała go na przechowanie. Dostała eliksir życia od Victora. Skosztowała i zaczęła tracić zmysły. Nie chciała sama tego pilnować. Więc przekazała brzemię Ninie... Dalej już znasz historię.
Stałyśmy przed kolejnym lustrem. Selene położyła na nim dłoń.
-Co do...
-Coś nie tak? -spytałam.
-Tu powinno być przejście. Do kolejnego wspomnienia, a nie ma...
-Jest coś gorszego...
Patrzyłam na lustro. W środku była uwięziona dziewczyna. Siedziała na słomie, wychudła i blada. Zakręciło mi się w głowie. Selene zniknęła.
Joy Mercer podniosła na mnie zdziwiony wzrok. Położyłam lodowatą dłoń na lodowatej powierzchni lustra.
-Joy?
Dziewczyna stała niezdarnie i chwiejnym krokiem podeszła do lustra. Położyła dłoń w tym samym miejscu co ja, tylko z drugiej strony. Wstrząsnęło mnie to, jak wygląda. Brudne włosy, paznokcie zgryzione do krwi.
-Megan, musisz uciekać - wychrypiała - On nie może cię dostać...
Spojrzała w prawo, a ja podążyłam wzrokiem za nią. Na końcu pojawiło się wejście. Słyszałam szum wody. Czułam słodki zapach.
Nogi same postawiły krok w tamtą stronę.
Joy wrzeszczała, żebym zawróciła, żebym tego nie robiła. Żebym uciekała, póki mam szansę.
Weszłam do pomieszczenia z kopułą. Tam, gdzie Selene popełniała samobójstwo i gdzie był jej grób. Wszystko zniknęło. nie było ciał, nie było stołów. Tylko jeden pusty, na środku na podwyższeniu.
U jego stóp bez życia leżała Nina Martin.






Miłego pierwszego wakacyjnego poniedziałku
Kocham Was

Joylitte xxx

3 komentarze:

  1. Ten odcinek jest amazing! ;) Musisz szybko dodać kolejną część!
    Trzymaj się mocno :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten rozdział jest cudooowny <333 CZekam na kolejną część ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapraszam na pierwszy odcinek nowej historii pt "Gdy opadnie mgła"http://fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com/2014/07/gdy-opadnie-mga-nowy-poczatek-1-by.html Liczę na szczerą opinię *.*

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy