piątek, 20 czerwca 2014

052.Rozdział pięćdziesiąty drugi : Początek końca opowieści

Byłam szczęśliwa. To był najpiękniejszy miesiąc mojego życia.
Ludzie się gapili, jak przechodziłam korytarzem razem z Fabianem. Ale nie czułam, że się ze mnie wyśmiewają, że mnie nienawidzą i że jestem niepotrzebna. Jego obecność wszystko spychała na drugi plan. Uwielbiałam z nim spędzać czas. Boże, czy ja jestem romantyczką?
Może trochę. Zawsze marzyłam o swoim księciu, który będzie mnie obejmował i śpiewał przed sen. Fabian był do tego idealny. Wiem, że to tandetnie brzmi. Jak z kiepskiego filmu, ale to sprawiało, że czułam się szczęśliwa. Nigdy nie kończyły się nam tematy, jak zaległa cisza, nie była krepująca. Tak, jakbyśmy się rozumieli bez słów.
Ale gdzieś tam głęboko w środku, była myśl i przekonanie, że robimy coś złego.Że nam nie wolno, bo to niewłaściwe. Ta myśl, która odezwała się w naszych głowach, gdy po raz pierwszy dla niego liczyłam się tylko ja, gdy mnie obejmował i całował.
Nie obchodziło mnie to, nic mnie nie obchodziło. Należy mi się po tym całym koszmarze. Egoistyczne? Może trochę. Ale go kocham, nawet nie wiedziałam że tak mocno.
I idę na swój pierwszy bal. Fajnie, prawda? Mam nawet sukienkę, która kupiłam na zakupach z Chloe i Amber. Przynajmniej zatroszczyły się o to, że nie będę wyglądała jak ofiara.
Moja aspołeczność zniknęła. Teraz nie zamykałam się we własnym świecie z książką na kolanach, słuchawkami w uszach, nie chodzę biegać by uciec od ludzi. Fabian chełpi się, że to jego zasługa. Ma rację, ale i tak za przechwalanie się dostaje za każdym razem kuksańca w bok.
To było zbyt piękne, by było prawdziwe.
W sobotę, dzień przed rozdaniem świadectw, świeciło słońce. Było duszno, wiele osób wychodziło do lasu na strumyk, by się nieco ochłodzić i cieszyć się końcem szkoły. Bądź spędzić ten ostatni dzień z klasą. Razem z Sibuną wybierałam sie do domku Frobisherów. By sprawdzić, czy wszystko w porządku, zatrzeć ślady naszej obecności. Włożyłam telefon w kieszonkę spodenek i chwyciłam za klamkę, by wyjść.
Problem w tym, że nie mogłam. Drzwi były zamknięte.
Zmarszczyłam brwi. Nie przypominam sobie, żebym je zamykała. A głupi żart to nie jest, raczej już jesteśmy na to za dorośli. Wyciągnęłam z tylnej kieszonki klucz i włożyłam w dziurkę.
Nie przekręcił się.
-Jerome? - spytałam głupio - To nie jest zabawne.
Boże, co za idioci. Jeszcze chwila, a zacznę się naprawdę bać. Walnęłam pięścią w drzwi, ale nic to nie dało.
-Jest tam ktoś?
Kopnęłam zdesperowana w drzwi. Dłonie zaczęły mi się pocić. Na ślepo zaczęłam walić w drewno.
-Zabiję was, jak tylko wyjdę!
-Mówiłam, że wam nie wolno.
Stanęłam w bezruchu i odwróciłam się na pięcie. Selene stała na środku pokoju, w swojej sukni i ciemnymi włosami opadającymi na twarz. Coś mi się nie zgadzało. Nigdy nie miała takiego wyrazu twarzy : tak, jakby miała zrobić coś wbrew sobie. Zawsze była pewna siebie,tak pewna, że aż denerwująca.
-Że co proszę? - spytałam głupio. Czułam, że zaraz się coś stanie. Coś, co mi się nie spodoba.
-Przykro mi, Megan. Ty i Fabian nie możecie być razem. Ani teraz, ani nigdy.
Nie wiem dlaczego, ale się roześmiałam. Zimno i kpiąco.
-Nie bedziesz mi rozkazywać. Szczególnie teraz - warknęłam i szarpnęłam za klamkę. Nie ustąpiła - Wypuść mnie.
-Nie.
Popatrzyłam jej w oczy nienawistnym wzrokiem. Współczuła mi. Ale mnie to nic nie obchodziło. Chce się z tond wydostać, zanim rozwali cały mój świat na kawałki. Bo zazwyczaj to robiła. Wpakowała się w moje życie, nie pytając o zgodę. Dyrygowała mną, kazała robić co jej się podobało. Nie tym razem.
-Nie będziesz mi mówić, co mam robić i czuć.
-Będę Megan. Wy nie możecie być razem. Tak jest zapisane w gwiazdach i przepo...
-PIEPRZĘ PRZEPOWIEDNIE! - wrzasnęłam - Nie obchodzi mnie, co sobie umyśliliście kilkaset lat temu. To moje życie, więc wypierdalaj, znajdź sobie jakąś inną ofiarę, mną się już pobawiłaś.
Nadal stała, nic nie mówiąc. Kopnęłam w te cholerne drzwi, tak, że noga mnie zabolała. Jęknęłam. Po moich policzkach potoczyły się łzy. Selene uklękła przy mnie, gdy usiadłam na podłodze, trzymając się za nogę.
-Wiesz, że to prawda - szepnęła cicho, kładąc mi rękę na ramieniu. Nie było zimnego mrowienia. Prawie coś poczułam - Tam w środku. Nikomu z Kręgu nie można się wiązać z drugim członkiem. No chyba że Wybranej, bo jej moc jest zbyt potężna.
-Dlaczego ja? - odniosłam na nią zbolały wzrok - Dlaczego tego nie powiedziałaś, zanim się w nim zakochałam? Dlaczego teraz wszystko niszczysz?
-Uwierzyłaś mi? - spytała wolno Selene. Kiwnęłam głową, bo nie miałam lepszej odpowiedzi - To od mnie nie zależało. Ja też na tym... Zresztą, nieważne. Musicie to skończyć.
-To wszystko jest takie tandetne.
Selene umilkła, patrząc się na mnie ciemnymi oczyma. Odwzajemniłam spojrzenie, tyle, że moje było pełne nienawiści. Warga Selene lekko zadrżała.
-Bohaterka musi cierpieć, potem być szczęśliwa, potem znów cierpieć, żeby było ciekawie. Dobrze się tam w zaświatach bawicie, co? - warknęłam, po tym wstałam, nie zwracając na ból w nodze. Chyba wybiłam sobie palec.
-Jak śmiesz obrażać...
-Weź się w końcu zamknij! - wrzasnęłam i wyszłam z pokoju, trzaskając drzwiami. Wypuściła mnie. Czułam, jak mi się kręci w głowie. Zacisnęłam żeby i zeszłam na dół. Noga bolała niemiłosiernie, ale jakoś doszłam do pokoju Fabiana. Zapukałam, odczekałam kilka sekund i weszłam do pokoju. Siedział na łóżku, w twarzą schowaną w dłoniach. Usiadłam koło niego.
-Była u ciebie? - spytałam gorzko. Fabian wyprostował się i spojrzał na mnie - Chyba wybiłam sobie palec.
Ucieszyło mnie, gdy jego kąciki ust delikatnie uniosły się w górę. Objęłam go. On mnie też i na szczęście nie było w tym uścisku dystansu.
-Co teraz zrobimy? - spytałam, bojąc się odpowiedzi.
-Walić to - mruknął mi do ucha i pocałował w szyję. Zaśmiałam się i odsunęłam się od niego.
-Od kiedy to masz gdzieś przepowiednie? Chyba mam na ciebie zły wpływ.
-Czy ja wiem... Mam teraz tylko nieco inne myśli.
-Fabian! Jesteś idiotą.
-Wiem, ale ty na to lecisz - mruknął i  pocałował mnie.
Dwoje, by wszytko naprawić bądź zaprzepaścić.

***

Siedziałam w pokoju i dokańczałam makijaż, ubrana w czerwono-złote szaty, prawie gotowa na rozdanie świadectw. Zaczęłam przygotowania wcześniej, ale i tak się nie wyrobię. Zawsze tak jest. Choćbym nie wiem, jak wcześnie zaczęła to i tak się spóźnię.
Selene się już nie pokazała. Nie chce widzieć już jej nigdy. Kończę szkołę, więc chce czuć się szczęśliwa. Będę siedziała obok chłopaka, którego kocham, obok przyjaciółki, która zawsze będzie ze mną. Chce tego. I zaczęłam sie poważnie zastanawiać, czy nie zmienić planów. I czy nie zacząć wszystkiego od nowa, tyle że z Fabianem u boku.
Wstrząsnęłam butelką z lakierem do włosów i spryskałam jeszcze raz loki, by mieć pewność że się nie wyprostują. Spojrzałam jeszcze raz w lustro. Nie byłam wybitnie uzdolniona co do sztuki make up, ale chyba wszyło. Chwyciłam czapkę, czy jak to się tam zwie i założyłam na głowę.
Selene pojawiła sie za mną. Zacisnęłam zęby.
-Jestem z ciebie dumna- powiedziała cicho i wyciągnęła rękę z naszyjnikiem. Obróciłam się gwałtownie i wbiłam wzrok w Oko Horusa.
-Przecież to Niny! Fabian trzymał go w szufladzie, jak ty... - wyszarpnęłam medalion z ręki kobiety. Był gorący. Przełknęłam ślinę i spojrzałam na nią przestraszona.
-Czemu on jest gorący? - spytałam cicho - Selene, czemu on jest ciepły?!
-Posłuchaj Megan, musimy porozmawiać - wyciągnęła do mnie wyciągnięta dłoń, ale ja gwałtownie pokręciłam głową.
-Nie, dzisiaj nie. Jest zakończenie. Fabian na mnie czeka, muszę... Nie.
Spojrzałam na nią ze strachem. Przed oczami migały mi sceny, gdy stałam w deszczu, a ona mówiła, że jest za wcześnie. Że nadejdzie czas. Że to nie dziś. Że dowiem się w swoim czasie. Gdy będę gotowa.
-Dziś jest pełnia.
-Nie... Błagam, niech to nie będzie dziś.
-Rocznica, gdy wszystko się zaczęło.
Wyciągnęła rękę ponownie. Spojrzałam na nią z łzami w oczach. Po chwili wyciągnęłam swoją i ja ujęłam. Nie natrafiłam na powietrze, tak jak dotychczas. Była materialna. Nie była złudzeniem jak do tej pory. Pociągła mnie małą, bezbronną z medalionem w dłoniach i usiadła obok mnie na łóżku.
-Twoje istnienie nigdy nie należało do ciebie - zaczęła, a ja spojrzałam na gitarę, która kiedyś była moją jedyną zaletą. Namiastką mojego dawnego życia - Zaplanowane przez nas, przez pierwszy Krąg. Jesteś moją potomkinią Megan. Jesteś taka sama jak ja.
-Nieprawda...
-Prawda. Niezdecydowana, skryta w sobie. To wszystko moje cechy. Masz zrobić to, co ja miałam zrobić. Zrozum, że ty to nie ty. Jesteś mną. Zaprogramowaną, by wypełnić przepowiednie. To co czujesz do Fabiana, też jest fałszywe. Ty tak naprawdę go nie kochasz. Historia się powtarza. Nigdy nie należałaś do siebie. I nie będziesz należeć.
Spojrzałam w lustro. Selene i ja się w nim odbijałyśmy. Wyglądałam tak dumnie w tym stroju. Żal mi było, że nikt mnie w nim nie zobaczy, że nie odbiorę świadectwa z innymi. Ale wiem, że to co Selene mówi jest prawdą. Mam się nie bać przeszłości. To zbyt szybko się stało. Myślałam, że będę miała czas z oswojeniem się, że może mnie zabraknąć.
-Co mam zrobić? - spytałam chicho.
-Doskonale wiesz. Musisz zebrać wszystkich. Musimy to zakończyć.
-Jak?
-Będziecie wiedzieć.
Pięć dzieci gwiazd, by chronić dziecko boże. Pięć dzieci gwiazd, by chronić przed Ciemnością. 
Kiwnęłam głową. jakaś część mnie sie obudziła. Dziwnę, co? Jeszcze niecały miesiąc temu, stałam w ramionach Fabiana, czując, jak mój brzuch wypełniają motyle. Teraz czułam tam tylko ucisk i czyjąś zimną rękę zaciskającą sie na moich płucach. Wstałam i zrzuciłam czapkę, którą wczoraj ćwiczyłam z Willow jak ja wyrzucić wysoko, zdjęłam z siebie strój, który z cichym klapnięciem upadł na podłogę. Była teraz ubrana w białą koszulę i czarną spódniczkę. Zacisnęłam mocniej palce na wisiorku. Wiedziałam, co mam robić.
Zeszłam na dół, gdzie w holu stała Patricia, Eddie i Amber. Popatrzyli sie na mnie zdziwieni.
-Gdzie masz stój? - spytała Amber, lustrując mnie od stóp do głów.
-Nie idę. To dzisiaj - spojrzałam na Eddiego, który przestał się uśmiechać.
-Przecież bym czuł, prawda?
-Musicie mi uwierzyć. Selene powiedziała...
-Ona robi bez przerwy problemy. - warknęła Patricia - Kończymy szkołę. Darujmy sobie ratowanie świata. Ubieraj się i choć, Fabian już poszedł.
Williamson wypchnęła Amber i Eddiego przez drzwi i w domu zaległa cisza. Zostałam sama.
Jedna, by wszytko zakończyć.
Wypuściłam powoli powietrze. Serio, serio? Zaschło mi w gardle.
Może maja rację? Może nie muszę tego wszystkiego robić, nie muszę być tą, która ma zakończyć wszystko ze względu przepowiedni. Pójdę na rozdanie świadectw. Uśmiechnę się szczęśliwa, gdy dotknę papieru z moimi ocenami. Może nawet się nie potknę, gdy będę wchodziła na scenę. Tak, to doby pomysł.
Odwróciłam się i poszłam do kuchni, napić sie czegoś. Wciągnęłam szklankę i dzbanek wody. Nalałam sobie jej do połowy i przyciągnęłam bliżej gazetę, którą ostatnio czytał Victor. Zwykły dziennik. Przerzuciłam szybko strony, nie skupiając się na tekście. Zatrzymałam się dopiero, gdy w gazecie zobaczyłam zdjęcie Niny.
Sześcioro, by stać na Straży przy boku Wybranej, gdy dzień nadejdzie.
Patrzyłam się z przerażeniem w jej uśmiechniętą twarz i w napis ' ZAGINĘŁA'. Przebiegłam szybko wzrokiem. Nina przyjechała do Wielkiej Brytanii w celu odwiedzenia znajomych, którzy kończą szkołę. Po wyjściu z lotniska nie wiadomo, co sie z nią stało. Miała się stawić u znajomej i to ona zawiadomiła policję. To było wczoraj.
Czułam, jak nogi się pod mną uginają. Jezu, to przecież niemożliwe. Utrzymywaliśmy kontakt z Niną, wiedzielibyśmy, gdyby miała przyjechać. Chyba że to miała być niespodzianka.
Nie zniknęła od tak. Wiem to, ludzie tak nie znikają. Tak zniknęła Lucy.
Jeśli inni nie chcieli mi pomóc, sama to zrobię. Choćby dlatego, że wiem, ile ona znaczyła dla Fabiana.

***

Fabian co chwilę sprawdzał godzinę. Megan miała być od dobrych dziesięciu minut. Choć wiedział, że ma skłonność do spóźniania sie na uroczystości, lekcje, autobusy, kolacje, śniadania, spotkania Sibuny, to i tak się o nią martwił. Inni już zajęli miejsca.
Chloe podeszła do niego.
-Nadal jej nie ma? - spytała, a on pokiwał głową. Dziewczyna westchnęła - Powinnam jej kupić zegarek.
-Zgubiłaby go, zepsuła lub zmasakrowała.
Chloe uśmiechnęła się, choć spięcie jej nie opuszczało. Podrapała się w nadgarstek, tam gdzie miała wypalone znamię. Dzisiaj wyjątkowo swędziało.
-Panie Rutter, pani  Tyson proszę usiąść, będziemy zaczynać - głos dyrektora rozległ się po auli. Parę osób odwróciło się by na nich spojrzeć. Chloe ruszyła do swojego miejsca, ciągnąć go za sobą.
-Czuję się zazdrosny, że ciągniesz innego faceta za rękaw - mruknął do niej Logan.
-Zamknij się, Megan nadal nie ma.
-Kto by się spodziewał - szepnął do niej. Obdarzyła go wściekłym spojrzeniem - No co? Najwyżej wparuje w połowie rozdania i zrobi sobie wiochę. Dla niej to nic nowego.
Chloe wzruszyła ramionami i spojrzała na scenę, gdzie Mara została wywołana jako najlepsza uczennica. Fabian kręcił młynki palcami. Zaczęło wywoływać kolejne osoby.
-Nie byłaby aż tak głupia - mruknęła zza placów Ruttera Patricia - Nie dramatyzujmy, pewnie zaraz przyjdzie.
-A jeśli nie? Jeśli mówiła na serio, że to dzisiaj? - odparował Eddie.
-Nie bądź idiotą.
-Co jest dzisiaj? - Fabian odwrócił sie do pary.
-Mówiła, że dzisiaj jest ten dzień. Ten z przepowiedni.
Fabian pobladł na twarzy.
-Czemu nic nie powiedzieliście?
-Myśleliśmy, że to oleje. Zresztą to...
-Eddie, idziemy - powiedział Fabian, nie dając dokończyć Patricii. Podniósł się z miejsca.
-Panie Rutter, panie Sweet, proszę usiąść.
Fabian spojrzał na zdziwiona Marę, która stała przy dyrektorze i pomagała rozdawać świadectwa. Pokręciła głową, nic nie rozumiejąc. Lub nie chciała rozumieć. To był jej dzień, gdzie tylko ona była ważna. Nie była ta małą, szarą myszką wyśmiewaną za dobre wyniki. A teraz musiała to wszystko opuścić na rzecz czegoś, w czym nie chciała uczestniczyć. Jednak podjęła decyzję. Oddała plik świadectw w ręce zdumionego dyrektora i wybiegła z przyjaciółmi z sali.
Jerome Clarke wstał i pobiegła nią.

***

-Idioci, uważajcie jak...
-KT?
Eddie stanął za zmieszanym Fabianem, który wpadł w dziewczynę. Amerykanka stała przed nimi, jak gdyby nigdy nic. Może by się ucieszyli z jej przyjazdu, gdyby okoliczności były nieco inne. Dziewczyna odgarnęła ciemny kosmyk włosów, który przysłaniał jej widoczność.
-Czemu się tak dziwicie?
-Może dlatego, że ciebie nie powinno w ogóle tu być? - spytała Patricia. Rush potarła ramiona.
-Musiałam się z wami zobaczyć. Po tym, jak się dowiedziałam, ze jesteśmy związani...
-Że co? Kto ci... - Mara zarobiła zaszokowaną minę, po czym westchnęła - Megan.
-Maro!
-Oho, zaczyna się - warknęła Patricia, a Eddie spiorunował ja wzrokiem. Fakt, Jerome nie wybrał sobie najlepszej pory na wyznawanie miłości dziewczynie. Ruda wzruszyła ramionami - No co? Ta szkoła to jedna wielka drama.
-Maro, muszę z tobą porozmawiać - wysapał chłopak, po czym złapał ją za rękę. Mara wyszarpnęła ją.
-Nie mam czasu. Wracaj na salę.
-Proszę...
Mara spojrzała na przyjaciół i ich spojrzenia utkwione w jej osobie. Westchnęła ciężko: - Idźcie, dogonię was.
Jerome odczekał, aż zniknął na zakręcie, po czym zwrócił sie do dziewczyny:
-Oszalałaś, nigdzie nie idziesz. Nie puszczę cię.
Mara spiorunowała go spojrzeniem i wysyczała przez zaciśnięte zęby:
-Idę z nimi, zrobić to co trzeba. Tak miało być od początku.
-To się z tobą dzieje? Nie widzisz tego?
-Przestań Clarke! - warknęła na niego, tracąc resztkę cierpliwości - Czy ty myślisz, że sama sobie wybrałam to, co mam za chwilę zrobić? Zachowujesz się jak dziecko! Najpierw mnie całujesz, potem uciekasz i zamykasz się w sobie. Wiesz, jak to zabolało? Myślałam, że zmądrzałeś. Zaufałam ci, a ty zrobiłeś mi takie świństwo! Najpierw mnie zdradzasz, potem zaczynasz chodzić z moja najlepszą przyjaciółką, a gdy jej zabrakło, masz mieszane uczucia, po czym dobierasz się do mnie, robisz nadzieje, a potem mną rzucasz jakbym była zabawką. Naprawdę sądzisz, że to ze mną dzieje się coś nie tak? Pójdę tam, zrobię to co trzeba i prawdopodobnie już nigdy nie wrócę, ale robię to dla ciebie!
Jerome wbił w nią intensywne spojrzenie niebieskich tęczówek.
-Że co?
-Wiesz, co potrafię. Jak idiotka zdradziłam swój Krąg tylko po to, żebyś wiedział. Myślisz, że nie widziałam, co się może stać. Dlatego ty zostajesz tu, gdzie jest bezpiecznie. Widziałam... Widziałam śmierć. Jeśli to mam być ja, nie mam nic przeciwko. I tak nie mam nic do stracenia.
-Nie pozwolę ci iść...
-Nie masz na to wpływu.
-Mam. Kocham cię i nie pozwolę, żeby ci się stała krzywda.
Mara spojrzała na niego. Po tym, wszystkim, co zrobił, miał czelność się do niej tak zwracać?
-Nie kochasz mnie. Gdybyś mnie kochał, nie skrzywdziłbyś mnie aż do tego stopnia.
-Maro, mówię prawdę. Wiem, że popełniałem błędy. Potrzebowałem czasu, żeby zrozumieć...Co mam zrobić, żebyś mi uwierzyła?
-Wróć tam - powiedziała Mara szeptem, nie patrząc na niego - Jeśli mnie kochasz, zrób to co mówię. I pozwól mi iść.
Jerome wypuścił powietrzem z sykiem. Nie poznawał tej dziewczyny, z którą praktycznie bez przerwy się w pierwszej klasie kłócił, która zobaczyła w nim światło, gdy on widział tylko ciemność. A może zawsze taka była, tylko on nigdy nie poznał jej dostatecznie dobrze, by to zobaczyć.
W mgnieniu oka znalazł sie przy niej i uniósł jej podbródek, tak, by patrzyła mu w oczy. Były zaszklone, o takim samym, czekoladowym odcieniu, jaki pamiętał. Zbliżył jej usta do swoich. Nie opierała się.
Trwali tak przez chwilę, spleceni i zatopieni w sobie. Mara nie chciała iść. Pragnęła zostać z tym chłopakiem, który ją tyle razy ranił, ale i tak dawała mu szansę. Bo sprawiał, że była szczęśliwa. W końcu odsunęła się od niego.
-Idź... - wyszeptała - Błagam cię, idź...
-Powodzenia - mruknął w jej włosy, przytulając ją może ostatni raz. Kto to wie... - Zrób to dla mnie.
Uśmiechnęła się i popędziła za przyjaciółmi, podczas gdy on nadal stał i patrzył na jej plecy.

***

Zmierzali szybkim krokiem do Domku Letniskowego Frobisherów. Wiedzieli, ze tam wszystko się odbędzie, choć nikt nie powiedział tego na głos. Szli szybko, ale nie biegli, by Mara mogła ich dogonić.
-To straszne, co się stało z Niną... - zaczęła KT i wpadła w plecy Eddiego, który zatrzymał się gwałtownie. Odwrócił się i spojrzał na Amerykankę.
-O czym ty mówisz?
Rush przejechała spojrzeniem po ich twarzach. To przecież niemożliwe, żeby...
-Wy nic nie wiecie? - spytała cicho. Wszyscy przecząco pokiwali głowami. Dziewczyna sięgnęła do tylnej kieszeni swoich spodni i wyjęła z niego wycinek z gazety. Zebrali się w koło i zaczęli czytać.
Trwali tak i trwali, czytając przez cały czas w kółko i w kółko, czekając, aż ta informacja dotrze do ich mózgów.
Mara dobiegła do nich i stanęła obok, marszcząc brwi:
-Co sie stało? - spytała. Fabian bez słowa podał jej kawałek papieru. Jaffray kilka razy przebiegła wzrokiem tekst - To jakiś głupi żart?
Nikt nie odpowiedział.
-Boże, co tu się do jasnej cholery dzieje? - powiedziała Mara, zgniatając kawałek papieru w dłoni. Ruszyli dalej, tylko Eddie został w miejscu, rozglądając się dookoła.
-Idziesz, czy nie? - spytała KT, zatrzymując się i unosząc brwi.
Chłopak zmarszczył brwi i powiedział:
-Gdzie jest Patricia?
Właśnie wtedy usłyszeli jej krzyk.


_______________________________________________

Spieprzyłam. Na równi spieprzyłam.
No to zbliżamy się do końca. Koniec błahej fabuły, koniec beznadziejnego wątku. Tylko myślę nad zakończeniem.
Właściwie, to praktycznie nikt już tego nie czyta.
Smutna prawda, ale ja zakończę tę opowieść dla siebie. Przyrzekłam sobie, że dotrwam do końca i nie odpuszczę.
Co ja mam zrobić z fantem Megan, huuuh. Ma być szczęśliwa, czy koniec, finito, game over.
Sibuna znowu powraca. Ale ja będę zajęta promowaniem Brada. Za dużo dla mnie znaczy.
Tak btw to moja mama uważa, ze sie w nim bez pamięci zakochałam, wut, nie wiem co ja mam jej odpowiadać wtedy.
To nie zmienia faktu że spieprzyłam rozdział, wgl mi sie nie podoba. Taaa, nie ma to jak spieprzyć ostatnie rozdziały i odejść jako beznadziejna bloggerka.
Się trudno mówi.
Aww, pamiętacie jak się stresowałam egzaminami? Zawaliłam wszystko, prócz polskiego. NAJWYŻSZY WYNIK W SZKOLE! 31/32 pkt. Czujecie to? Taki wynik miało ok. 5 osób w naszej szkole. Opppss, Braduś będzie dumny.
Tak btw to rusza projekt na jego urodzinki


Ruszył daaawno temu, no ale cóż. Czekam nadal, huh. A potem musimy to zakończyć. I wybłagam uczestnictwo jakiś osób, bo wysłać mu coś musimy.
( wcale się nie chce podlizać, tylko go kocham )
Zmieniłam playlistę, pod koniec dodam jeszcze jedna piosenkę.
To chyba tyle z ogłoszeń parafialnych
Kocham Was ♥









Joylitte xoxox


( nadal nienawidzę jeroy, ugh)


1 komentarz:

  1. Ten odcinek jest taki cudownyy ! Czekam na kolejna część ;)
    PS: Zapraszam do sb na bloga, Wielki powrót ;)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy