sobota, 17 maja 2014

050. Rozdział pięćdziesiąty

-Musze zdobyć komórkę Fabiana.
Chloe spojrzała na mnie jak na wariatkę. Wchodziłyśmy do szkoły w blasku majowego, nieznośnego słońca. Jej mundurek leżał na mnie nieźle, Bogu dziękuje, że mamy podobne rozmiary. Nie wróciłam do domu Anubisa nawet po swoja torbę. Czułam sie niepotrzebna, nie powinnam tam mieszkać. Nigdy. Ale nic nie mogę na to poradzić. Został tylko maj i czerwiec.
-Po co? - mruknęła, starając się unikać dziwnego spojrzenia Logana, gdy przechodziłyśmy obok. Wbiłam wzrok w posadzkę.
-KT nadal o niczym nie wie. Trzeba jej powiedzieć.
Chloe otworzyła szafkę, niedbale wrzucając tam książki i zatrzasnęła je. Odwróciła się do mnie, piorunując mnie wzrokiem. Wyglądała jak nadopiekuńcza matka.
-Nie uważasz, że dość zamieszałaś? Nie pakuj się więcej w to gówno. Jak ci to w ogóle wpadło do głowy?
-Selene - mruknęłam cicho, by nie usłyszała mnie Rose, która przechodziła obok  Colinem, trzymając sie za ręce. Nie kłamałam. Selene mi powiedziała, żebym to zrobiła. Każdy członek Kręgu wiedział, prócz KT. A ona nie była nie ważna. Razem tworzyliśmy całość, powinniśmy współgrać i tak dalej - Potrzebuje tylko jej numer telefonu, resztę sama załatwię.
Chloe westchnęła i wyciągnęła mały ołówek i karteczką z mundurka. Zawsze miała je przy sobie.
-Jak się nazywa?
-KT Rush. Kocham cię.
-Kochaj Lanę, bo ona to zrobi. Tylko mi kasę oddasz.
Uśmiechnęłam się na tyle, ile było mnie stać, więc wynik końcowy był raczej żałosny. Chloe uścisnęła mnie i pobiegła w stronę szatni. Zostałam sama.
Odwróciłam głowę w drugą stronę i dostrzegłam Patricię. Patrzyła sie na mnie wzrokiem tak jak... Właściwie, tego sie nie da opisać. Ale nagle poczułam się krucha, brzydka, mała i nic nie warta. Dokładnie taka byłam.
Wszyscy mnie unikali. Wszyscy, którzy widzieli, co się stało w lesie. A najbardziej bolało to, że Fabian nawet mnie nie zauważał. Traktował, jak powietrze.
I zarazem z tego najbardziej się cieszyłam. Złamałam mu serce. Znowu. Zataiłam tę najważniejszą cześć zagadki. Ale to ja poniosłam winę, choć Eddie był tam ze mną, To ja go namówiłam. To ja go zmusiłam do milczenia.
Siedziałam cicho, w ostatniej ławce. Opuszczona, sama, budząca litość i żałosna. Nic nie czując. Kompletnie nic. Wszytko się skończyło, wszytko się wypaliło. Nie cieszyłam się nawet z piątki jako propozycji z fizyki. Spuściłam tylko głowę, gdy nauczyciel czytał moje nazwisko. Chce być ignorowana. Nie pójść na bal. Choć podobno każda dziewczyna na niego zasługuje. Prócz mnie.
Wygasłam.
Podniosłam wzrok, zatopiona w myślach. Za dwie minuty dzwonek. Pani Tyler pisze numery stron, na których mamy zadanie. Za niecały tydzień matura. I koniec.
Powtarzałam, od lutego. Od tych cholernych ferii.
Ale i tak będę miała kiepski wynik. Zazwyczaj tak jest, jak mi na czymś zależy. Przykładem może być moje życie.
Dzwonek oznajmił koniec ostatniej piątkowej lekcji. Szum przy pakowaniu, skrzypienie ławek Gdy wszyscy prawie wyszli, dopiero teraz wstałam. Pani Tyler mazała tablice.
-Do widzenia.
-Do widzenia Megan. Miłego weekendu.
-Wzajemnie.
Nie będzie miły, pomyślałam gorzko. Będą powtórki, żeby zająć czymś głowę i moje myśli, by nie pałętały się wokół zakończonej sprawy. Skręciłam w stronę biblioteki.
Książki zawsze sprawiały, że znikałam ze świata żywych. Mogłam czytać od lekkich historyjek miłosnych, po grube, opasłe tomy epopei. Byle by czymś zająć oczy i umysł.
Usiadłam przy swoim stałym miejscu i uśmiechnęłam się z przyzwyczajenia do bibliotekarki. Odwzajemniła gest i znowu zatopiła się w pracy. Zrobiłam to samo.
Kułam długie wzory matematyczne i fizyczne, daty bitew, reakcje chemiczne, biologie. Przypomniałam sobie szczegółowo angielski, a potem niemiecki i francuski. Przestałam dopiero wtedy, gdy oczy zaszły mi łzami ze zmęczenia i gdy bibliotekarka wygoniła mnie z czytelni, mówiąc, że zepsuje sobie wzrok. A potem poczęstowała mnie czekoladą i powiedziała, że zdam na 100%
Gdyby to było takie łatwe.
Korytarze były całkiem wymarłe. Dźwięk moich kroków echem odbijał się od ścian, ponuro przypominając mi, że mam taka zostać do końca roku. Podciągnęłam raz nosem. Tylko raz, bo dobrze wiedziałam, że na to sobie zasłużyłam.
Ktoś chwycił mnie za ramię i pchnął na ścianę. Zaskoczona, nawet się nie obroniłam, tylko głucho walnęłam plecami o betonową ścianę. Jęknęłam cicho. Na gardle poczułam zacisk czyiś palców. Lekki, ale i tak sprawił, że mocniej zabiło mi serce. Otworzyłam oczy.
-Gdzie to jest? - warknął Simon. Poczułam zapach alkoholu.
-O czym pan mówi? - spytałam uprzejmie, choć miałam ochotę rzucić się na niego za pazurami. Zadać mu ból. By cierpiał tak jak ja w środku.
-Dobrze wiesz, ty suko. Gdzie to jest? Gdzie ta Księga?!
-Nie wiem o czym pan mówi! - powiedziałam lekko zdesperowana, bo czułam, jak jego palce zaciskają się na moim gardle.
-Ja wam pokaże. Nie jestem pijany. Ty i ta zgraja skurczysynów zniszczyliście wszystko. Gadaj!
-Proszę pana... nie mogę oddychać... ja... - czułam, jak coraz trudniej jest mi oddychać. Moje dłonie powędrowały ku górze i nieudolnie starały się odciągnąć dłonie zgłupiałego dozorcy. Ale ucisk miał mocny. W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że może tak jest lepiej. Niech mnie udusi. Niech sprawi, że moje puca nie zaczerpną więcej tlenu. Niech mnie zabije. Nie będę już nic czuć. Poddałam się, a moje dłonie ześlizgnęły się z nadgarstka dozorcy.
-EJ! NIECH PAN JĄ PUŚCI!
Ucisk na mojej szyi całkowicie zelżał. Nabrałam powietrza dużymi wdechami, opierając się na ścianie i próbując się utrzymać na nogach. Nie udało się. Zjechałam na podłogowe i tam ciężko oddychałam.
Fabian kroczył przez korytarz z zaciętą miną  ku dozorcy, który pokazywał na niego wyciągniętym palcem.
-Ty! Ty też wiesz, gdzie ona jest! Jesteś z nią w zmowie.
-Co pan pieprzy? -Fabian stanął przed nim z nienawiścią w oczach.
-Wy uknuliście to! Wiem wszytko, wy wiecie. Powiem wszytko...
-.. dyrektorowi? - spytał Fabian zimnym głosem, pełnym jadu. Po czym kontynuował, ściszając głos - Dalej, droga wolna. Niech pan pójdzie i powie, że banda dzieciaków szukała starożytnej księgi. Przy okazji niech pan doda o tajnych spotkaniach z Victorem, o prześladowaniu uczniów i próbie zabójstwa uczennicy.
Czułam, jak moja szyja pulsuje. Mimo to, podniosłam wzrok na Fabiana. Nigdy nie widziałam go tak wściekłego.
-To koniec. Już jej nie ma. Znaleźliśmy ją i zniszczyliśmy to cholerstwo. Wszytko skończone.
-Nie...
-Tak. Nie została z niej nawet kupka prochu. Przegraliście. Bomsh.
Dozorca cofnął się o krok, po czym wycofał się i odszedł. Rutter jeszcze długo wpatrywał sie w miejsce, gdzie Simon zniknął. Odwrócił głowę w moją stronę i spytał beznamiętnym głosem, bez emocji:
-Wszystko w porządku?
-Ja... Tak. chyba tak.
Kiwnął głową i ruszył przed siebie. Tego było dla mnie za wiele. Tylko nie jego obojętność, tylko nie to.
Dźwignęłam się na nogi.
-Fabian... Błagam cię, zostań.
-Po co? - spytał głucho. Jednak odwrócił się i spojrzał na mnie - Po co? Żebyś znowu mogła ze mnie zrobić idiotę? Fajnie sie bawiłaś?
-Fabian, to nie tak...
-A więc jak? Tak dla zabawy ukryłaś przed nami to, że zabawiłaś się w bohaterkę? Czy może chciałaś zgrywać męczennice? Patricia miała racje - mogliśmy ci nie ufać. Ukrywałaś przed nami wszytko. Pamiętnik, głupie wskazówki, wycieczki. Wszędzie się wypchałaś, nie mogłaś znieść myśli, że coś sie dzieje bez ciebie. Musiałaś, bo przecież jesteś najważniejsza.
-Nie... - pokręciłam głową. Każde jego słowo wbijało się w moje serce. Rozdzierało je na kawałki.
-Tak Megan, właśnie tak. Chciałaś udowodnić, że nie jesteś gorsza. Rozwaliłaś wszytko. Gdybyś nie przyjechała, Joy żyłaby, Harry  Lucy też. Wszystko było by idealnie. Żadnych zagadek. Ale przyjechałaś. Z tym swoim pochodzeniem, z tą swoja dumą i przekonaniem, ze jesteś najlepsza i że się nie mylisz. A ja ci głupi uwierzyłem w każde słowo.
-Przestań...
-Za każdym razem ci ufałem, dawałem szansę, prosiłem, żeby dali ci czas, bo to trudne. A ty mnie oszukiwałaś, okłamywałaś. I jeszcze żądałaś wybaczenia, bo przecież ci się należny. Nastawiłaś wszystkich przeciwko sobie, wszędzie dopatrywaliśmy sie zdrady. A nie pomyśleliśmy, żeby przestać cię brać pod uwagę. Ale byłem głupi. Myślałem, że przynajmniej dla mnie... Ty... Masz rację. Nie jesteś taka jak Nina. Nina przynajmniej była coś warta.
Odwrócił się i zaczął iść w kierunku wyjścia.
Nie, błagam Fabian, zostań ze mną.
Nie popychaj mnie do tego, nie chce znowu tego robić.
Odwróć się.
Proszę.
Czuję coś do ciebie, jeszcze nie wiem co. Błagam, nie łam mi serca, nie odchodź.
Nie niszcz tego.
Wróć.
Zniknął za zakrętem, a łzy potoczyły się po moich policzkach.

***

Sama nie wiem, jak moje nogi zaniosły mnie do szatni. Niebieskie szafki otaczały mnie ze wszystkich stron, ale ja stałam sama, żałośnie bezsilna przed ścianą i półką na niej wiszącą. Tam leżała apteczka. Chwyciłam ją i otworzyłam. Były tam plastry, ale nie tego szukałam. Po chwili w dłoni trzymałam zapakowany przedmiot i szłam w stronę pryszniców.

***

Krew spływała z mojego uda, później na biel porcelany i spływała do ścieków, razem z moim żalem, złością, smutkiem. Nie byłam głupia, nie cięłam się na nadgarstkach. Ludzie by pytali, co sie stali. A rodzicie nie byli by w stanie nawet popatrzyć. Nie, za duże ryzyko.
Miałam jak na razie trzy blizny. Małe, cienkie, i niezwykle piękne. W takim miejscu, że mogłam ubierać strój kąpielowy i nie było nic widać.
Dzisiaj dołączyła czwarta. Była nieco zbyt głęboka, ale nie szkodzi.
Siedziałam w bieliźnie w ostatniej kabinie, na białej porcelanie. Prysznice wbrew legendom u nas były zadbane i czyste.
Ręce mi się trzęsły, ale sie nie wahałam. Wiedziałam,że to pomaga, bo robiłam to wcześniej. Głupie, prawda? Ludzie wykończyli moją psychikę dużo wcześniej, ale nikt się nie połapał. Nie byłam głupia.
Nie chciałam, żeby sie ktoś o to obwiniał. Autoagresja miała pomóc tylko mi, wyłącznie mi. To był mój własny sposób, żeby sobie radzić ze wszystkim. Nie było rzucania talerzami, nie było krzyków i przekleństw. Tylko cienkie kreski, z których sączyła się krew.
Fabian miał rację, co do jednego słowa. Chciałam być kimś, wpychałam się niepotrzebnie wszędzie. Nie byłam nikomu potrzebna. Ani w Sibunia, ani w Anubisie, ani w akademiku. Mogłam zostać w swoim miasteczku. Tyle, że chciałam jeszcze raz spróbować.
I spróbowałam. Czy się zakochałam? Nie wiem, naprawdę. Wiem tylko tyle, ze zależało mi na nim. Ta złość w jego głosie. Zrozumiał, że nie powinien nigdy mi ufać. Sama nie wiem, kiedy mnie dopadło. Czy wtedy, gdy pomagał mi z algebrą? A może wcześniej, gdy podeszłam do niego i beztrosko, przekonana naiwnie że będzie lepiej, powiedziałam : Hej, jestem Megan Grant. A on odpowiedział: Fabian Rutter.
Tyle, ze to jego ramiona jako jedyne potrafiły mnie uspokoić. Tylko ja rozumiałam jego żarty geologiczne. Tylko ja nie widziałam chłopaka, dla którego najważniejsza była nauka.
Czy to chore, że w moim sercu rozlewało się przyjemne, ciepłe uczucie, gdy roześmiał się po chwili głębokiego zastanowienia. Albo gdy śpiewał po cichu, gdy razem mieliśmy dyżur w kuchni. Gdy siedzieliśmy w ziemie przy herbacie i rozmawialiśmy. Gdy grał na gitarze, zapominając o całym świecie, istniał tylko on, gitara i dźwięki, które potrafił wydobyć.
Tak, to chore.
A teraz dał i do zrozumienia, jaka naprawdę jestem. Perfidna. Kłamliwa. Oszustka. Zimna suka. Gdyby mi to ktoś inny powiedział, poczułabym się źle. Może strasznie. Ale nie to by nie popchnęło mnie do cięcia.
Prychnęłam cicho, odrywając wzrok od strumyka krwi, który płyną coraz wolniej. Przeniosłam je na żyletkę, którą trzymałam w dłoni. Srebrna, ostra, odbijająca światło jarzeniówek. Moja przyjaciółka.
I tak bym ich spotkała. Wiedziałam to. Jakieś pieprzone przeznaczenie kierowało moim losem. Miałam być dumna ze swojego pochodzenia. Roli, którą mam odegrać w bitwie, która toczy się od setek tysięcy lat.
Wielka Przepowiedziana, która ma przynieś jasność światu.
Prychnęłam.
Z Fabianem u boku. I innymi. Ale tylko on sie liczył. Ten, który był wpatrzony w Ninę, który nadal miał nadzieje, ze do niego wróci. Nie miałam mu tego za złe, wręcz przeciwnie. Szkoda, ze nie poznałam go, gdy był z Martin. Wtedy bym się nie zakochała. O ile to jest zakochanie.
Kochałam dotyk jego dłoni na swoim ciele, gdy mnie obejmował. Śmiech w moich uszach. Mruknięcia, gdy się na coś zgadzał, ale był zbyt leniwy, by powiedzieć tak. Ściąganie brwi, gdy starał się coś zrozumieć.
-Jesteś żałosna - mruknęłam do siebie - Pocięłaś się przez chłopaka.
Rzuciłam żyletką, którą obracałam w palcach. Upadła z dźwiękiem dzwonka i znieruchomiała. Poczekałam, aż krew przestanie płynąć, umyłam siebie i kabinę i ruszyłam do akademika. Na kolacje.
Było już ciemno.


~***~


Stała przed drzwiami z judaszem, nad którym wisiała tabliczka z napisem.
Jasper Choudhary.
Nie wiedziała, dlaczego jej umysł zaprowadził ją przed drzwi całkiem nieznanego człowieka. Jego nazwisko spowiła mgła w jej delikatnej pamięci. A zazwyczaj, pamiętała wszystko.
Wyciągnęła dłoń i zacisnęła ją na chłodnej, złoconej klamce. Drzwi nie stawiały oporu i otworzyły się z przyjemnym skrzypem.
Weszła do dużego pomieszczenia. Na pierwszy rzut oka było widać, że to drogie mieszkanie. Salon, jadalnia i kuchnia były  w jednym pomieszczeniu, ale wszystko pasowało do siebie idealnie. Nawet drobinki kurzu unoszące się leniwie w powietrzu zdawały się być na swoim miejscu i nigdzie indziej nie pasować. Przeważała biel. To było klasyczne wnętrze z tumblra, gdzie dziewczyny przeglądały zdjęcia i rozpływały się nad nimi. A potem nieudolnie starały się urządzić swój pokój w takim samym stylu.
Z jej prawej strony, na półce, stały zdjęcia. W idealnych odstępach, w prostych ramkach. Podeszła do nich, nie słysząc swoich kroków. Nigdy ich nie słyszała. Była tylko biernym światkiem wydarzeń, które być może będą miały miejcie. Albo nie. Jej tu nie było i nie powinno być.
Spojrzała na pierwsze zdjęcie - para nowożeńców, spoglądających sobie w oczy z miłością. Ta sama para, kilka lat później z dzieckiem na rękach. A później już wiedziała, kto był tym bobasem. Z kolejnych zdjęć. Fabian w pierwszy dzień szkoły przy akademiku. Fabian przemawiający na balu, tym z okazji wystawy. Fabian i Megan ze świadectwami ukończenia liceum.
Oderwała wzrok od fotografii i skręciła w wąski korytarz, pewna, że tam właśnie musi być. Stanęła przed białymi drzwiami i uchyliła je, wchodząc do środka. Stał przy oknie, odwrócony do niej plecami, z rękami założonymi na piersi, w najzwyklejszych szarych dresach i koszulce.
Zobaczyła także ją. Siedziała w za dużej, męskiej koszuli w cienkie, biało-niebieskie paski, krucha, z rozpuszczonymi brąz włosami opadającymi na jej włosy i ramiona. Wpatrywała sie w jego plecy.
Podeszła bliżej.
Megan płakała. Z jej oczów biegły ku policzkom łzy, nieprzerwanie żłobiąc ślad. Nie miała ani gramu makijażu, na policzkach delikatne rumieńce, tak delikatne, że prawie znikły, a usta lekko odchylone. Dłonie kurczowo trzymała zaciśnięte na kolanach i oddychała równo, starając się uspokoić. Koszula zakrywała białe, krótkie spodenki.
Fabian stał z wyrazem zamyślenia zastygniętej na twarzy, ze ściągniętymi brwiami. Miał lekko zmierzwione włosy, a ona ze zaskoczeniem uznała, że lepiej mu w takich, niż w uczesanych. A minę pamiętała za czasów szkolnych. Miał taką samą, gdy myślał nad ważna sprawą i decyzja, którą miał podjąć, miała być ostateczna.
Pojęła, ze obydwoje są starsi. Może od dwa lata.
-Nie mogłam ci powiedzieć wcześniej - szepnęła Megan, nerwowo wyginając palce. Fabian nic nie odpowiedział, tylko nerwowo oblizał wargi, nie odwracając się do niej - I co teraz?
Powoli się obrócił i spojrzał na nią w taki sposób, jakiego ona jeszcze nie znała u niego.
-Zgłosimy to na policję - powiedział spokojnie.
Mimo tego, Grant głęboko zaczerpnęła powietrza i gwałtownie zaczęła kręcić głową.
-Nie możemy. Nie, nie, nie. My nie możemy.
Fabian ukucnął przy niej, kładąc swoje ręce na jej. Z jakiegoś powodu wydawało się, że idealnie tam pasują. Megan spojrzała mu głęboko w oczy, a on blado się uśmiechnął.
-Musimy.
-Nie... Wszystko, tylko nie to.
Z oczu dziewczyny zaczęło się lać coraz więcej łez.
-Posłuchaj mnie - Fabian uniósł dłoń do jej twarzy i delikatnie zaczął gładzić jej policzek - Nic nie zrobię, nie mogę. To najlepsze wyjście.
Uniósł swoje usta do jej czoła i musnął je nimi, pozwalając, by zostały tam dłużej. Nagle dotarło do niej, że nie są tylko przyjaciółmi, trzymającymi sie na dystans ze względu na Ninę.
-Nie zostawię cię - szepnął Fabian - Przejdziemy przez to razem.
Megan otworzyła przymknięte oczy i uśmiechnęła się. Smutno, pełno bólu. Swoimi brązowymi, zwykłymi oczami odnalazła jego oczy, te, które były niebieskie lub zielone, zależało to od światła. On też sie do niej uśmiechnął. Pełen troski i niepokoju. Podniosła  dłonie i ujęła jego twarz, chwilę później wolno, przybliżyła usta do jego ust. Wolną ręką objął ją w pasie.
Nagle zapragnęła, żeby ich tam nie było. Żeby zamiast nich w blasku słońca wpadającego zza okna i przebijającego sie przez mleczną firankę, byli tam oni. Ona i Jerome. O kilka lat starsi, dojrzalsi. Żeby się kochali.
Mara obudziła się z tępym pulsowaniem w skroni wśród odmętów nocy.W akademiku. W swoim pokoju i w swoim łóżku. Tym razem, widziała przyszłość.






Dojebałam z Fegan. 
Coraz mniej mam ochotę kończyć tego fanfika. Tyle osób widziało ostatni post, a skomentowały go tylko dwie. Tracę motywacje, to wszystko.
Myślę nad zakończeniem. Mam zaplanowane rozdanie świadectw, ale potem idk co zrobić z Fegan, Niną i resztą. Nie chce, żeby zakończyło sie tak jak każde inne. Czyli - to już jest koniec, nie ma już nic, jesteśmy wolni, Steve wszystko zjadł. 
Jezu...
Chodzi mi o to, ze nie chce, żeby szkołą sie skończyła i tyle. Wcześniej miałam plan, żeby napisać drugą część. Ale to było za popularności serialu. Teraz nikt tego nie czyta. Więc chyba przeniosę zakończenie na tą część i koniec z pisaniem. Będzie nauka, technikum, Brad, Brad i jeszcze raz Brad. Dokładnie.
Przy okazji mała informacja. Jeśli ktoś ma stronę na fb dość popularną, niech się ze mną skontaktuje. Muszę zebrać wszystkich fanów Brada w jedno miejsce, bo chcemy zacząć pokazywać, że nie zapomnieliśmy o nim, mimo że HoA sie skończyło. Jestem z niego tak cholernie dumna, kocham go bardziej od siebie. Poważnie. Więc chce, by Polska go znała.
Tutaj wszystkie linki do kont polskich o Bradzie :
https://twitter.com/BradKUpdates_PL
https://www.facebook.com/BradKUpdatesPL
http://ask.fm/BradKUpdates_PL

Liczę na was.
Fabułą tego fan fika jest żałosna. Poważnie mówię, patrząc na siebie z dystansem. Rok temu wydawało mi się, ze jest niezły. Teraz: O Boże, jak mogłam być takim pokemonem.
Tak czy siak, chce mieć z wami kontakt. Nie opuszczę was. Macie mojego twittera. Później może podam facebooka, ale idk...
Jakbyście chcieli sie skontaktować, piszcie na konta o Bradzie. Jestem na nich aktywna.
Rusza projekt na urodziny Brada. Śledźcie twittera i facebooka, bo tam będzie cały plan i co macie zrobić.
No, to chyba tyle.
Kocham Was.
PROSZĘ, SKOMENTUJ JEŚLI PRZECZYTAŁEŚ. NAWET GŁUPIE 'FAJNIE'. CHCE ZOBACZYĆ, CZY KTOŚ JESZCZE ZOSTAŁ.

Bey, 



Joylitte 
xoxo

3 komentarze:

  1. ŻAL, ja jeszcze skomentować tamtego nie zdążyłam :(
    No, to tak na dobry początek:
    FEEEGAAAAN
    BOOOOŻEEEE
    AHAAAA HAAA SZAALALALA
    UMIERAM
    KOCHAM ŻYCIEEEEEE
    YOU'RE BEAUTIFUUULLLLL
    ekhem.

    Justynko!
    To, że ludzie mają leniwe dupy (jak szafirka) i czasem nie skomentują (jak szafirka) to nie znaczy, że nie czytają (cała szafirka no!).
    Boże, płaczę razem z Megan. Ona jest taka biedna, kochana, nie chcę nikogo krzywdzić - a i tak wychodzi źle. Popełnia błędy, jasne, choćby i dużo to jest tylko człowiekiem. Co najważniejsze nie robi tego z premedytacją, bo nie zamierza nikomu sprawiać bólu. Po prostu w tej sytuacji nie istnieje kompromis, nie istnieje droga, w której ktoś nie poczułby bólu.
    Fegan : 3
    Zważając na moją wielką miłość do osoby Fabiana (i jego buzi, of kors) podaruję mu cios poniżej pasa bardzo wydatną, zieloną patelnią, co nie zmienia faktu, iż na to zasłużył, z podwójną siłą bym powiedziała.
    Ale był jeszcze jeden fragment:
    FEGAN W PRZYSZŁOŚCI JEJ JEJ JEJ. Jadłam dżem, to jakbym po prochach była ech. Za dużo cukru jak mniemam.
    Jeszcze im psa i piątki dzieci brakuje. A ja już jestem zachwycona.
    Ej... Też chcę Marę i Jerusia. Ja sobie z nim porozmawiam, mój mąż, to mam prawo tak. Nawet się nim z Marusią podzielę. Moja dobroć nie zna granic.
    Chcę Fegan i Marome. Teraz :c

    Kochanie pisz do końca, bo na to zasłużyłaś. Piszesz pięknie, wiesz, co chcesz nam przekazać. Nie ma niepotrzebnych wątków, odbiegania, tu wszystko jest fenomenalne, jak kawałek nieba na Ziemi. Podziwiam Cię, wiesz?

    Czytając moje rozdziały z bólem doszłam do wniosku, że nie mam czego dokańczać, więc może lepiej stamtąd zniknąć? Ech... Po prostu to, co pisałam nie ma najmniejszego sensu, rozumiesz? A chyba nie o to chodzi.
    Szczerze mówiąc, nie wiem co miałam na myśli przy pisaniu starych rozdziałów. Za nic logicznie tego nie skończę - jeśli w ogóle.

    Jeszcze patrzę na Ciebie, tę historię - to miejsce dla takich pięknych aniołów jak Ty. Pisanie zawsze będzie cząstką Twojego świata i mojego też - ale chyba większość miała w karierze jakieś złe zapiski, bezsensowną historię, prawda? Na pewno.

    Tak więc lepiej będzie to zostawić. Tak po prostu. Żeby bardziej nie namieszać. Za to za Ciebie zawsze będę trzymać kciuki, skarbie <3

    Kocham Cię najmocniej jak tylko potrafi moje serduszko. Zawsze będę przy Tobie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałaś kilka słów, które chciałam napisać ja. To nie fair D:
      Jeśli którakolwiek z was spróbuje tylko nie kończyć swoich opowieści, to przysięgam przed wszystkimi tu zebranymi osobami, że nie ręczę za siebie.
      Dlaczego chcecie kończyć? Nie róbcie tego, proszę. Jesteście dwoma z trzech osób, które swoimi postami nawiązują do tego dawnego klimatu HoA, które zostały na blogach mimo tego, że serial już dawno się skończył. Obie piszecie tak, że za każdym razem, gdy tylko czytam coś waszego - szczena mi opada. Czy naprawdę chcecie zrezygnować z czegoś, co zapewne sprawia wam radość? Pomyślcie nad tym. Liczba komentarzy to sprawa drugorzędna. Blog to taki jakby internetowy pamiętnik, brudnopis. Pisanie bloga nie polega na redagowaniu byle czego i czekaniu na komentarze. Tu chodzi o to, by pisać i czerpać z tego radość. Jeśli pojawiają się komentarze - to fajnie, ale jeśli nie to nie. Ludzie są leniwi, dlatego nie piszą komentarzy (ja niedawno wróciłam na bloggera i nadrabiałam tu zaległości, dlatego nie było moich komentarzy). Ale skoro wyświetleń postu jest wiele, znaczy to, że czytelnikom podoba się to, co piszesz. Inaczej by tu nie wchodzili i nie czytali. Zanim podejmiecie jakąkolwiek decyzję, pomyślcie o swoich czytelnikach i o radości, jaką jest blogowanie. Mam nadzieję, że nie będziecie kończyć swoich opowiadań - zawsze, gdy widziałam jakąś nową notkę od was, szłam do kuchni, robiłam gorącą czekoladę, wracałam do pokoju, siadałam wygodnie na łóżku i czytałam, bo było i jest co. Co ja będę robić, jak zrezygnujecie? :C

      Usuń
  2. Mega, kocham, wielbię, czytam i nie mogę doczekać się następnego rozdziału!!! :)
    Przepraszam, że nie komentuję (tak bardzo mi się nie chce, najchętniej spałabym całą wieczność XD). Następny rozdział postaram się bardziej kwieciście skomentować. :D Kocham Cię. ♥
    Anonimek Klaudia

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy