piątek, 14 lutego 2014

Specjał Walentynkowy : Na­pisałabym jeszcze, o mo­tyl­kach, które la­tają w moim brzuszku, zaw­sze kiedy przechodzisz obok.

Walentynkowy specjał nie odniosą się do wydarzeń z TSS :) Wszyscy są happy, Joy żyje i ma się dobrze.


PEDDIE



Ptaki nigdy nie śpiewają rano w zimie. A szkoda, przydało by się obudzić i słyszeć jakiś radosny dźwięk. Szczególnie 14 lutego.
Patricia spojrzała w sufit, nawet nie udając, że śpi. Amber krzątała się, wybierając odpowiedni strój na ten jakże wyjątkowy dzień, a Megan po prostu siedziała i bawiła się tabletem, który zwinęła Marze. Williamson nawet nie chciała się wstać. Święto zakochanych, akurat. To jedyny dzień w roku, w którym wszystko wygląda tak, jakby zwymiotował na to jednorożec. Dziękujmy Bogu, ze w tym roku wypadły w sobotę. Zwykle korytarze są obsypane różowymi serduszkami,a pierwszoklasistki chichotały się na widok chłopców, gdy tylko jakiś przechodził koło ich grupy. Patricia straciła do nich resztę godności, gdy rok temu zaczęły podrywać jej chłopaka. Dobrze, że Eddie nie wziął tego na poważnie, bo do następnego dnia by nie dożył.
Dziewczyna kopnęła kołdrę, raz, i jeszcze raz, po czym wstała i niemal się potknęła o słodkie, różowe buty blondynki.
Walentynki. Dzień, w którym ludzie przy­pomi­nają so­bie że kochają.
Byle tyko Eddie nie przygotowywał niczego. Ostatnim razem tego nie zrobił, więc niech tak zostanie. Ale nie powiedziała, że nie było by miło, gdyby postała naleśnika w kształcie serduszka. Jerome zrobił je Marze rok temu. To było miłe.
Podeszła do szafy i wyjęła czarne spodnie, czarny top i inne czarne dodatki. Amber, która akurat wybierała sukienkę, spojrzała na nią zaskoczona.
-Czemu wszystko jest czarne? - spytała, a po wzruszeniu ramion Patricii dodała - Są Walentynki, możesz dodać coś słodkiego...
-Założę różowy stanik, pasuje? - odpowiedziała jej dziewczyna, po czym rzuciła rzeczy na swoje niepościelone łóżko. Megan, która miała wzrok utkwiły w ekraniku, wybuchnęła śmiechem.
-Ha ha ha, to było niezłe... - po czym znowu zajęła się grą. Williamson szybko się ubrała i wyszła z pokoju, bo Amber zaczęła ją namawiać do założenia różowej bluzki.
Śniadanie byłoby normalne, gdyby nie te różowe i czerwone ozdoby. Eddie zjadał łyżką zawartość różowego dżemu. Williamson westchnęła i usiadła koło niego.
-Wesołych Walentynek Gaduło! - przywitał się z nią Miller, zjadając dużą łyżką dżemu. Patricia zmierzyła go wzrokiem, zatrzymują go chwilę na słoiku.
-To było takie męskie...
Jerome parsknął śmiechem, a Mara zmierzyła ich radosnym wzrokiem. Dzisiaj była w dobrym nastroju. Na jej talerzu leżał niedojedzony gofr w kształcie serduszka z bitą śmietaną. A ona znowu nie dostała nic.
I nie dostała nic do końca dnia. Prócz romantycznego przywitania, Eddie zachowywał się normalnie. Czyli jak skończony idiota. Williamson stwierdziła, że jej chłopak nie ma za grosz romantycznej duszy. Nawet Logan, którego ona najmniej by o to podejrzewała, kupił wielki bukiet białych róż i zaniósł go Chloe o zachodzie słońca. Powiedział, że nie kupił czerwonych, bo i tak by zblakły przy jej świetle. Takie kiczowate, ale Patricia nie miałaby nic przeciwko, gdyby Eddie zrobił coś dla niej. 
Włosy całkowicie już jej wyschły, gdy kładła się spać. Megan i Amber przyszły zaraz po opuszczeniu szpilki. Ta pierwsza była milcząca, a Amber opowiadała, jaki to Alfie jest słodki. A Patricia zasnęła wpatrzona w sufit, jakby to był zwyczajny dzień. Bo w końcu jest, zawsze był. Nigdy nie był niczym specjalnym, tylko datą zapisaną w rogu kartki. Niczym niezwykłym...
Obudził ją czyiś dotyk na twarzy. Ktoś wypowiadał jej imię.
-Eddie? - spytała, półprzytomna. Było wpół do dwunastej - Idioto, co ty wyrabiasz?
On się tylko uśmiechnął i gestem pokazał, by wyszła za nim. Zrobiła to. Gdy tylko zamknęła drzwi, Miller zasłonił jej oczy dłonią.
-Tylko nie podglądaj... - mruknął.
-Przysięgam Eddie, jeżeli to jest jakiś głupi żart, urządzę cie tak, ze nie będzie czego grzebać.
Roześmiał się, a w Patricii zawrzał gniew. Nie dość, że był nieczuły, to jeszcze robił sobie jaja. Otworzył drzwi, a ona rozpoznała, gdzie idą. Na strych. Nie była aż taka tępa.
W końcu stanęli, a on zdjął dłoń z jej oczu. Dziewczyna zaniemówiła. Wszędzie, gdzie tylko spojrzała, stały zapalone świecie, migoczące jak gwiazdki, mrugając do niej przyjaźnie. Eddie wziął ją za rękę, a ona dała mu się poprowadzić. Na środku było puste miejsce, z gramofonem z boku.
-Myślałaś, że nic dla ciebie nie zrobię? - spytał rozbawiony.
-Szczerze mówiąc, to tak.
-Musisz mi wybaczyć, gram na gitarze i nie śpiewam miłosnych piosenek tak jak Fabian, nie robię gofrów w kształcie serc jak Jerome, nie kupuję kwiatków tak jak Logan.
Eddie podszedł do gramofonu i włączył go. Zaczęła się z niego wydobywać cicha muzyka. Chłopak wyciągnął rękę w jej stronę.
-Mogę panią prosić?
Patricia podała mu swoją dłoń, a ona ujął ją niezwykle delikatnie i przyciągnął do siebie. Przytuliła się do niego, a on objął ja w pasie. Kołysali się w rytm melodii, a po chwili  Eddie odsunął się od niej i patrząc w oczy, głaszcząc po policzku, szepnął:
-Kocham cię Gaduło...
Pocałowała go. Bo właśnie na tym polegają walentynki. Niech ukocha­na oso­ba spoj­rzy ci w oczy z lekkim, szcze­rym uśmie­chem, pogłaszcze po dłoni i po­wie "jes­teś moim szczęściem".
A wszystko inne jest niepotrzebne.

AMFIE


Po tym, jak Patricia wypadła w pokoju, Amber westchnęła. Ta dziewczyna nie miała w sobie ani cienia romantyzmu. Przecież Walentynki to jedyny dzień, w którym możesz pocałować swojego chłopaka, przytulić go i powiedzieć, że go kochasz nie zostając wyśmianym przez innych. Millington odwróciła się do Megan. Dziewczyna bawiła się na tablecie Mary, nie odbierając niczego z otaczającej rzeczywistości.
-Różowa czy kremowa? - spytała Amber, podnosząc obie sukienki.
-Kremowa. - odpowiedziała bez wahania, po czym zaklęła.
-Megan! Przestań w to grać.
-Nie mogę - mruknęła Grant - Rekord Chloe to 39, a ja mam 10. Pobije ją w Flappy Bird, choćbym miała życie oddać.
Amber przewróciła oczami. Czy nikt nie ma za grosz jakiegokolwiek uczucia, ze dzisiaj jest niezwykły dzień. Wkładając sukienkę, malując się i ciesząc, Amber zastanawiała się, jaki będzie ten dzień. Podjęła ostatnią próbę uromantycznienia Grant.
-A ty jak spędzisz Walentynki?
-Zaraz przyniosę lody i spędzę romantyczny dzień z Flappy Bird i fan fikami... Fuck! Bateria padła!
Megan zerwała się i prawie zabijając na zakręcie, pobiegła na dół po ładowarkę. Amber włożyła baleriny i poszła na śniadanie. W tym dniu wszystko wydawało jej się niezwykłe. Nawet ten przerażający kruk... To będzie cudowny dzień.
Nie myliła się.
Zaraz po śniadaniu, przy którym większość osób marudziła, że Walentynki są do niczego ( czytaj : Patricia i Megan), Alfie zabrał ją na miasto. Zamówił taksówkę, po czym razem pojechali do Liverpoolu. Najpierw poszli do kina, potem na kawę, rozmawiając o filmie. Dwie godziny przed powrotem, kupili wielka watę cukrową i szli objęci jedząc różowy puch. Śnieg delikatnie prószył, sprawiając że zwykłe szare ulice zamieniły się miejsce z bajki. Alfie nie wypuszczał jej ręki ani na moment.
-Powiedź, za co mnie lubisz? - spytała niespodziewanie, a Alfie się roześmiał.
-To jedno z tych pytań, na które muszę odpowiedzieć wyśmienicie, bo będę miał kłopoty?
-Dokładnie. A więc słucham...
Alfie zamyślił się, po czym mówiąc powoli, ostrożnie dobierając słowa, powiedział:
-Aby zacząć cię lu­bić, mu­siałabym przes­tać cię kochać.
-Oh Alfie...
Położyła głowę na jego ramieniu. Chłopak otworzył drzwi do taksówki i wrócili do domu o zachodzie słońca. Gdy wysiadali, Logan ich mijał z różami w rękach, nieco blady na twarzy Amber uśmiechnęła się szeroko. Soren wyglądał z tymi kwiatami pięknie : zazwyczaj nic go nie interesowało, a dzisiaj?
Alfie zauważył to.
-Mogłem ci kupić kwiaty.
Uśmiechnęła się u ścisnęła mocniej jego ramię, które obejmowała.
-Obejdzie się bez kwiatów.
Alfie nachylił się i musnął wargami jej czoło.
-Tak się cieszę, że cię mam.


JARA


Tyle co zeszła na śniadanie i usiadła na swoim miejscu, przed nią pojawił się także z gofrem w kształcie serduszka, przytyty kołderką z bitej śmietany. Jej usta samoczynnie się uśmiechnęły. Odkręciła głowę i natrafiła na radosne spojrzenie pięknych, niebieskich oczów.
-Wesołych Walentynek.
Wstała, po czym cmoknęła chłopaka w policzek.
-Dziękuje, Jerome.
-Oh błagam - mruknął Logan i udał, że wymiotuje do miski ze śniadaniem - Tu się je.
Jerome obdarzył go morderczym spojrzeniem, po czym usiadł koło niej. Mara delikatnie podniosła gofra do ust i ugryzła. Smakował cudownie, zresztą tak jak zazwyczaj. Od czasu do czasu Jerome robił jej takie niespodzianki. Lubiła to w nim. Lubiła też sobotnie śniadania, gdy atmosfera nie była napięta, wszyscy się śmiali i cieszyli z wolnego. Wstawali i odchodzili od stołu, kiedy im się podobało, a nie pod czujnym okiem Victora. W końcu przyszła Megan,  a Mara przypominała coś sobie.
-Meg, gdzie mój tablet.
Grant posłała jej mordercze spojrzenie, po czym wymamrotała.
-Przeklęte ptaszki.
-Uzależniłaś się- stwierdził Fabian i dostał w nagrodę za wyrażanie swojego zdania solidnego kopniaka.
-Zamknij się! - warknęła dziewczyna - Zajmij się swoim życiem.
-Mogłabyś być miła. Dziś są Walentynki.
-No i? Dzień jak każdy inny. Żadna rewelacja. Nienawidzę Walentynek.
Mara przewróciła oczami, a Jerome posłał jej rozbawione spojrzenie. Godzinę później, stali ubrani i czekali na taksówkę, która miała lada moment nadjechać. Mara tupała nogami, aby się rozgrzać, natomiast Jerome stał nieruchomo i patrzył się na drogę.
-Dokąd mnie zabierasz? - spytała po raz kolejny.
-Napewno nie do biblioteki.
-Bardzo śmieszne.
Tak więc czekali i czekali, ale po piętnastu minutach nic się nie zmieniło. Mara nadal marzła, a Jerome nadal gapił się w siną dal. W końcu Mara, która powoli traciła czucie w nogach, zaproponowała:
-Jerome, wracajmy. Nie musimy nigdzie jechać, wystarczy mi, ze spędzam ten dzień z tobą.
Clarke spojrzał na nią i kiwnął głową. Mara zrobiła krok i poślizgnęła się. Upadłaby, gdyby Jerome nie chwycił ją w pasie i nie przyciągnął do siebie. Poczuła, jak jej policzki płoną.
-Dzięki... - mruknęła.
-Nie ma za co... - chłopak uśmiechnął się promiennie, że zdawało się, że ten uśmiech mógłby roztopić śnieg. Mara wygramolił się z jego objęć i ruszyła ku domowi, stąpając ostrożnie, mimo że nie czuła już stóp. W tym właśnie momencie dostała śnieżką w głowę i jej szkarłatna czapka leżała w białym puchu. Odwróciła się wściekła do Jeroma, który lepił już kolejną kulkę.
-Oszalałeś?
-Być może. No dalej Mara! Na twoich romantycznych filmach zawsze bawią się  w śniegu.
Jaffray schyliła się i podniosła swoją czapkę. Otrzepawszy ją z śniegu, włożyła na głowę. Tymczasem Jerome zamachnął się i rzucił kolejną śnieżką, trafiając ją w ramie. Mara zgrzytnęła zębami.
-Dobra, zabawimy się.
Schyliła się jeszcze raz i zrobiła kulę ze śniegu. Zimno przedarło se przez wełnę, ale jej to nie przeszkadzało. Wycelowała w Jeroma i trafiła w jego pierś. Z jej gardła wydarł się okrzyk triumfu.
-Przesadziłaś Jaffray.
Zaczęła się wojna w jakiej Mara jeszcze nie brała udziału. Oboje lepili śnieżki, rzucali na oślep, biegali po kolana w śniegu, byle by tylko nie dostać w głowę.Czasami ona się roześmiała, czasami on krzyknął. Zimno przestało im dokuczać, nie zwracali nawet uwagi na przemoczone ubranie. Mara biegła właśnie do wielkiej zaspy, która miała jej służyć jako forteca, gdy nagle Jerome chwycił ją od tyłu i przyłożył śnieg do twarzy. Jaffray poczuła ukucia zimna. Wyszarpnęła się i wskoczyła na plecy uciekającemu Clarkowi, zwalając go z nóg. Dziewczyna przeturlała się się na plecy i spojrzała w pochmurne niebo, dysząc ciężko. Jerome spojrzał na nią i lodowatymi palcami dotknął jej różowego policzka.
-Tak bardzo cię kocham... - szepnął i nachylił się nad nią. Pocałowała go, a on całował ją, leząc w śniegu i ciesząc się sobą.


FEGAN


Megan obserwowała bitwę na śnieżki Jeroma i Mary. Cieszyła się ich szczęściem, bo obojga mocno kochała. Jednak uważała, ze Walentynki są bezsensownym i głupim świętem. 14 lu­ty to dzień za­kocha­nych, w którym ludzie oka­zują swo­ją miłość.Ale po co? Prze­cież kocha się cały rok.
Oderwała wzrok od okna i usiadła na łóżku. Westchnęła. Nie, było jeszcze za wcześnie.
Wszyscy wyszli. Alfie i Amber, Jerome i Mara, Rose i Colin.  Co ona ma robić? Siedzieć. Bo co innego jej zostało.
Podeszła do gitary i wzięła ją w objęcia. Tak, to jest miłość. Zaczęła grać. Miała mało czasu na ćwiczenia przez naukę. Żałowała tego, bo granie sprawiało jej radość. Tutaj czułą się lekka, liczyły się tylko dźwięki, których nikt nie mógł zepsuć. 
I takie były każde Walentynki. Tyle ze te się różniły od poprzednim tym, ze wcześniej miała Chloe. Teraz, gdy i ona ma druga połówkę, życie nie ma sensu. Megan siedziała i gapiła się w sufit, gdy tylko znudziła jej się gra. W końcu zgłodniała. Głód zawsze przychodził.
Lodówka była już prawie pusta. Trudy, która rad nie rad musiała skoczyć do sklepu, wyszła jakaś godzinę temu. Megan walnęła głową w lodówkę. Nawet ta miłość nie wypaliła, bo skończyło się jedzenie.
Usłyszała delikatne dźwięki gitary. Fabian grał. Uwielbiała, jak to robił.
Odeszła od lodówki i skierowała się do pokoju chłopaka. Spojrzała przez szparę w drzwiach.Fabian ja zauważył i odstawił gitarę.
-Nie zbliżaj się, jeżeli chcesz mnie znowu kopnąć.
Megan przewróciła oczami.
-Nic ci się nie stało.
-Będę miał siniaka.
Grant uśmiechnęła się i weszła do pokoju. Tutaj nigdy się nic nie zmienia. Te same zdjęcia, te same książki i ku załamaniu nerwowemu Trudy - te same ubrania. Megan usiadła na końcu łóżka chłopaka.
-Mogę tu z tobą posiedzieć? Nudzi mi się.
-Wielkiej Megan się nudzi?
-Mam sobie pójść?
-Nie, możesz zostać.
Odetchnęła w duchu. Szczerzę mówiąc, nie uśmiechała się do niej myśl, że będzie musiała siedzieć sama. Zgoda, Fabian czasem ja denerwował, ale lubiła spędzać czas w jego towarzystwie. Był dla niej jak brat, którego zawsze się mogła doradzić. Wypłakać w ramie. Lub podenerwować. On jej nigdy nie odtrącił, chyba że robiła się nieznośna. Megan obserwowała jego twarz, wzrok wbity w ścianę. Wiedziała o czym myśli. O Ninie. Za dużo wiedzieli o samych sobie, żeby nie zauważyć ze coś się dzieje. To było przerażające i piękne zarazem. Megan kochała to, ze przynajmniej jedna domu w tym domu nie nabierze się na fałszywy uśmiech.
-Tęsknisz za nią? - spytała szeptem. Fabian tylko niezauważenie skiną głową.
-Czasami. Ale to wszystko już minęło. Trzeba myśleć co będzie w przyszłości. Nigdy nie byłem w tym za dobry.
-W myśleniu?
-Bardzo śmieszne - mruknął, ale mimo to się uśmiechnął.
Siedzieli jeszcze przez chwilę w ciszy, w czasie której Megan skubała różowy lakier do paznokci.
-Zadzwoń do niej - zaproponowała dziewczyna.
-Megan, zrozum, że to już nie ma sensu. Ona jest w Ameryce.
-Ale nadal ją kochasz?
Chłopak zastanowił się przez chwilę.
-Ja... Sam nie wiem. Wszystko się pozmieniało.
Megan podniosła wzrok i napotkała błękit jego oczu. Temat był skończony. Jakiś wredny głosik podpowiadał jej, żeby dalej drążyła temat. Ona jednak tego nie zrobiła. Za bardzo się bała, że roztrzęsie coś o czym on nie chce mówić. Fabian wstał i znowu wziął gitary, próbując grac jakąś melodie, której nie znała.
-Nigdy nie słyszałam, jak śpiewasz - zauważyła, a Rutter tylko się uśmiechnął.
-Nic specjalnego.
Megan dźgnęła go stopą w bok.
- No dawaj, nie będę się śmiać. I tak nie będziesz fałszować gorzej niż Jerome.
Zrobił to, o co prosiła. A ją zamurowało. Sądziła, ze jego głos może nadawać się tylko do narracji albo do czytania wyjątkowo nudnego referatu z historii. Kiedy skończył, ona lekko się uśmiechała, a Fabian zrobił sie czerwony na policzkach.
-Aż tak strasznie? - spytał na widok jej miny.
Wzruszyła ramionami.
-Próbuje wymyślić jakąś cięta ripostę, żeby nie wyszło na to, ze mi się podobało.
Zaśmiał się.
-Dzięki.
I grał dalej. A Megan siedziała pochłonięta w swoich myślach. Po kilku minutach Fabian zwrócił się do niej:
-Mogę cię o coś zapytać?
-Nie wyjdę za ciebie.
-Nie, nie o to chodzi - uśmiechnął się - Czemu uważasz, ze Walentynki to głupie i bezsensowne święto?
- Bo ludzie po­win­ni się kochać przez cały rok, a nie tyl­ko 14 lutego...
-Wow, Megan. - tutaj zrobił irytującą pauzę - Nie spodziewałem się po obie czegoś tak głębokiego.
Odstawił gitarę i usiadł koło niej. Czuła jego ramię, które stykało się z jej ramieniem. Patrzyli się oboje w ścianę.
-Miło tak sobie popatrzeć w ścianę - stwierdził Fabian. Megan zachichotała cicho. Co jak co, Rutter miał dobrą pamięć. I potrafił zaskakiwać - Jak myślisz, co by było, gdybyśmy bili razem.
W ustach dziewczyny zrobiło się sucho, puls zaczął przyśpieszać.
-Myślę, że nic by się nie zmieniło. No, może to ze mną spędzałbyś Walentynki i Mikołajki, mielibyśmy własne święta i piosenki. Ale myślę, ze nic by się nie zmieniło. Ty chyba nie jesteś gotowy, a ja tez nie. I nie liczę na­wet na to, że kiedyś może się to zmienić. Za bardzo kochasz Ninę.
-Nie znasz przyszłości, dla­tego nie zap­rzeczaj. Ja jes­tem prze­kona­ny, że coś ta­kiego może się zdarzyć. Muszę tyl­ko wie­dzieć, że gdy będę sam, to Ty będziesz w sta­nie mnie po­kochać.
-Ale ja już cię kocham Fabian.
Dopiero teraz spojrzał w jej oczy. Ten błękit od zawsze ją uspokajał, nie wiedziała nawet dlaczego. W jego spojrzeniu było takie coś, co pokochała od razu. Od samego początku lubiła jego oczy. I uśmiech.
Nie wiedziała, kiedy znalazł się tak blisko niej. Poczuła jego oddech na swoich wargach i zamarła. Chciała, by to on zrobił pierwszy krok. On myślał podobnie. Zamarli tak, przytuleni do siebie, czekając, aż jedno z nich się ocknie.
Było jeszcze za wcześnie. Kochała go, on kochał ją. Ale było jeszcze za wcześnie. Dla ich obojga.





Jeżeli to przeczytałeś, wiec, że Cię kocham. I ten specjał dedykuje właśnie Tobie ♥



Mara, will you please, please, go out with me?
Yes...

5 komentarzy:

  1. Afff jakie szłodkieee : p Ale peddie ma mi więcej byc :d Tak , tak szaleję za nimi ^^ Hum , hum , hum jak ja kocham czytac twoje opowiadanka :* A gdzie Willow i drzewko ? Zapomniałaś o nich ? Toż to skandal ! Na stos ! Przepraszam ja tak mam czasami :ddd To twoje opowiadanka tak mnie nakręcają ! Tak , tak zwalę na cb -.- No to ten... cvjnfdksdfjd wspaniale piszesz :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpisałam wcześniej, ale banda wieśniaków targnęła na mnie, krzycząc coś o stosie i wierzbach. Teraz już wiem dlaczego.
      Patricii będzie wyjątkowo dużo pod koniec, bo związane jest z tą zagadką, którą rozwiązuje. A że chce dość duże napięcie otrzymać w tym temacie, mało o tym piszę.
      Jest wyjątkowo dużo Megan, bo to na jej osobie jest oparta cała fabuła i przede wszystkim finał.
      Nie zapominając o dżemie.
      A Willow i drzewko było wczoraj na super tajemnej randce, więc proszę tutaj nie ubliżać mojemu geniuszowi, którego nie mam. Chciałam zachować to w tajemnicy, ale oczywiście musiałaś wszystko wypaplać.
      Wstyd ;;
      To najbardziej przesłodzony rozdział, wiec oczekuję w następnym Megan oblanej krwią. Tak dla zachowania harmonii.
      Dziękuje za komentarz, to dla mnie wiele znaczy. Jak widać, ktoś jeszcze to czytać. Hahaha

      Miłego Dnia Singla xoxox
      Joylittka Cię kocha ♥

      Usuń
  2. Awwww... jakie to słoudkie ;*
    Czekam na kolejną część twych cudownych opowiadań ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak przeczytałam Twój komentarz, to od razu cieplej na serduszku mi się zrobiło… Jesteś wyjątkowa, wiesz? Tak mocno Cię kocham <3
    Walentynkiii… Jak byłam w pierwszej klasie, niedbale wyrwałam kartkę z zeszytu, nabazgrałam na niej „OD TWOIEI TAIEMNICZEI WIBICIELKI”, ozdobiłam koślawym serduszkiem, bardziej przypominającym Joy po ataku tira i wrzuciłam do zacnej, czerwonej skrzyneczki, wdzięcznie stojącej na korytarzu.
    A teraz się dziwię, czemu jestem samotna.
    Czyli można powiedzieć, że walentynki spędzam na kanapie, z Lenką (nadałabym imię laptopowi, tak, nie mam przyjaciół), żrąc czekoladę i rycząc, że nikt mnie nie kocha.
    Coś czuję, że rodzice mnie do ośrodka dla poronionych psychicznie niedługo oddadzą.
    Leci właśnie „Give me love”. Piękna piosenka, jej, jak ja to uwielbiam. Lenka też. Pszyjaciułka <3
    Jeruś umie robić naleśniki? Wywiozę Marę do Africo, sama się z nim zwiąże. Co poradzić, głodna jestem.
    Loguś i Chloe <3 Jedno zdanie, a tak cieszy. Ja ich tak kocham, daj mi ich więcej, proooszę. Byłam dzisiaj w kinie na pierwszej części „Percy Jacksona” i wyszłam zachwycona, bo Loguś zaczarował. Ludzie się gapili, ale co tam. Nasza miłość nie zna granic.
    Peddie jest niezwykłe. Oboje tacy wygadani, niby nieprzystępni, a jednak kochani do granic możliwości. Kto powiedział, że twardsze osoby nie mogą kochać? Każdy kocha. A oni jedyni potrafią siebie znieść. Przeznaczenie, co można dodać? Uwielbiam ich całym serduchem i strasznie się cieszę, że ich akurat waldzio oszczędził. No, po części, ale zawsze. I jeszcze sobie tańczą, tacy kochani.
    Flappy Bird. Megan miała 10 punktów, a Chloe 39… Też się pochwalę, ja miałam 2! Nie słyszę oklasków, halo? Oj.
    Alfie tak ładnie wybrnął z sytuacji. Mój Amberek, typowa kobieta, czyli nadzwyczaj kochana. Takie drobne gesty, a tyle znaczą. Znowu było zdanie o Logusiu i Chloe, znowu Agatka popadła w zachwyt, Lenka również, BFF.
    Tęsknie za Amfie. Za wszystkimi tęsknie. A najbardziej tęsknie za dobrymi, normalnymi ludźmi, którym można zaufać…
    Zaraz wracam, idę na podwórko, poślizgać się na lodzie, czekać aż Jeruś mnie złapie. Nie złapie, co najwyżej jakiś bufon przejedzie, strzeli słit focie i wstawi na wiocha.pl. Takie ciężkie życie.
    On przy Marze jest inny, taki kochany, delikatny. Ja chyba nigdy nie przestanę się nimi zachwycać. Powinnam się leczyć. Cóż, ciężki przypadek. Jak mam przed oczami tą ich scenkę, to aż mi się smutno robi. Bo ogólnie dzisiaj jest taki przerąbany dzień (jutro pewnie też będzie, pojutrze, w ogóle wszystko jest źle). W każdym razie, dobrze jest mieć przy sobie kogoś, kto po prostu będzie. Tak zwyczajnie, bez żadnych specjalnych ubarwień. Na zawsze i na wieczność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rose i Colin sobie gdzieś „razem” wyszli? Zbawienie, dzięki Ci za nich!
      Teraz rozumiem, dlaczego Meg jest taka wyjątkowa. Tak bardzo ją lubię, bo przypomina Ciebie. Nie da się was nie kochać 
      Fegan. Tak bardzo ich chcę w serialu. Zobaczyć, jak Fabian uczy się kochać na nowo, jak ma przy sobie kogoś, kto tak bardzo chce dla niego dobrze. Bo oni są dla siebie stworzeni. Nie wyobrażam sobie, żeby mógł być z kimkolwiek innym. To dziwne, ale wole ich sto razy bardziej od Fabiny. Mają „ to coś” są tak bajeczni i niesamowici. Nauczyć kogoś kochać… Chyba o to w tym chodzi, prawda? A potem i zawsze być.

      Mara, will you please, please, go out with me? Yes...

      Te pamiętne zdanie. Nie zapomnę no. Nigdy. Wyjątkowi byli… Przynajmniej dla mnie, w końcu każdy lubi coś innego. Nawet fani tego nieszczęsnego dżeroja musieli coś dostrzec. Poza tym, że był taki „modny”. To się nie liczy.

      A na koniec…
      Chciałabym Ci bardzo podziękować, nie masz pojęcia, ile Twoje komentarze dla mnie znaczą. Czasem sama nie wierzę, że stać mnie na normalną wypowiedź, jednak to tylko internet, zawsze można coś zmienić.
      Generalnie u mnie zmieniło się, ale jak, to dość skomplikowane. Wróciłam do swojej starej klasy, jednak parę osób „zadbało” o moje samopoczucie. Całe szczęście, trafiłam na normalna wychowawczynię, która starała się pomóc i jakoś to powoli się układało.
      Ciężko o tym mówić. Bywało różnie, raz lepiej, raz tragicznie. W każdym razie, płacz każdego dnia nie jest dobry. Brakuję sił.
      Psychiatra stwierdziła, że mam głęboką depresję. Od tej pory mam lekarza od duszy, ale czy to tak bardzo pomaga, nie mam pojęcia. W minimalnym stopniu na pewno. Tak wiele osób mnie opuściło, chyba z mojej winy, ale nie potrafię inaczej. Tyle niedotrzymanych obietnic.
      A kiedyś byłam pewna, że wszyscy ludzie są dobrzy.
      Przyjaciółka przesłała mi ostatnią tą piosenkę:
      http://www.tekstowo.pl/piosenka,sixx_a_m_,skin.html
      Ratuję mnie. Daje nadzieję, której być już nie powinno. Posłuchaj, może Tobie też, choć trochę pomoże.
      Pocieszałam się drobnostkami, tylko one dawały strzępki wiary. Takie małe, ale zawsze coś.
      Jestem z Ciebie strasznie dumna i wierzę, że sobie poradzisz. Ba, już jest lepiej. Tak bardzo chciałabym żebyś była szczęśliwa. Anioły istnieją…
      Ważne żeby mieć osoby, które Cię kochają. Miłość trzyma przy życiu jak nikt inny. Tylko dlatego, jeszcze tu jestem. Chociaż siły jest coraz mniej.

      Bardzo Cię kocham i zawsze będę. Pamiętaj.

      Dziękuję za wszystko.

      Twoja Agatka.

      Usuń

Obserwatorzy