środa, 19 lutego 2014

047. Rozdział czterdziesty siódmy

Pukanie w drzwi obudziło ich oboje z transu.
-Colin, przyszedł do ciebie list.
Megan wyciągnęła rękę z kopertą ku chłopakowi, ale Jerome był pierwszy. Wyszarpnął list dziewczynie, a ją samą wypchnął z pokoju i zatrzasnął drzwi. Megan prychnęła jak kotka, posłała pod adresem Clarka kilka przekleństw i poszła jeść dżem, który jako jedyny ją rozumie.
Colin i Jerome zostali sami.
Ten pierwszy wstał z podłogi powoli, obserwując chłopaka, który czytał adresata listu. Podszedł do niego i z zimnym spokojem wyciągnął rękę i powiedział przerażająco spokojnym głosem:
-Oddaj to Clarke.
-Czekaj wymoczku. Najpierw sobie porozmawiamy.
Po czym usiadł i zaczął bawić się kopertą. Colin nie poszedł w jego ślady. W jego oku zabłysnęła furia.
-Teraz zebrało ci się na pogawędki, Clarke? Oddaj list, bo inaczej będzie z tobą źle.
Po karku Jeroma przeszły ciarki, ale nie pokazał tego po sobie.
-Co z tobą i Amber?
-Zamknij się, to nie twoja sprawa.
Uśmiech Jeroma trochę przygasł, jego twarz nabrała poważnego wyrazu. Wyprostował się i nakazał gestem, by usiadł. Colin opornie spełnił jego prośbę.
-Opowiem ci historię, którą w tym domu zna tylko i wyłącznie jedna osoba. Nie życzę sobie, by ktokolwiek inny o tym wiedział.
Colin kiwnął głową.
-W moim domu nigdy nie było za ciekawie. Siostra, która za wszelką cenę chciała być kimś, matka która nie radziła sobie z sobą samą, ojciec który miał tego wszystkiego dość i ja. Pewnego razu, we wrześniu, gdy przyszedłem ze szkoły razem z Poppy, ojca nie było. Matka nie chciała nam powiedzieć o co chodzi, potem wyznała, że jest za granicą i tam pracuje. Uwierzyliśmy jej i daliśmy jej spokój. Nie wiem, skąd brała pieniądze na nasze utrzymanie. Przeprowadziliśmy się do dziadków, którzy się nami opiekowali. Matka wychodziła o świcie i wracała, kiedy już spaliśmy. Nigdy nie mieliśmy ze szczególnych więzi. Nienawidziłem jej. Za to, ze była taka słaba, taka krucha. Kłóciłem się z siostrą, na niej jedynej mogłem się wyładować. Aż w końcu w wieku dwunastu lat dostałem stypendium i wyjechałem tutaj. Od tego czasu to jest mój prawdziwy dom. Dwa lata temu przyszła tu moja siostra i zaczęła rozdrapywać dawne rany i szukać ojca. Aż go znaleźliśmy. Siedział w więzieniu za kradzież i oszustwa. Gdy się o tym dowiedziałem, wpadłem w szał. Nie dość ze matka nas okłamywała, to ojciec nie dawał znaku życia. Nie wiem co by była gdyby... Nieważne. Sprawy potoczyły się tak, że wypuszczono go za dobre sprawowanie, dzięki Poppy i Marze. Nigdy im do końca nie wybaczyłem. Ale dzięki pomocy pewnej osoby udało mi się ich zrozumieć. Więc już wiesz wszystko, teraz twoja kolej.
Colin przez cały czas ze splecionymi dłońmi wpatrywał się w dywan. Gdy Jerome był pewien, że chłopak g olał, ten cicho zaczął opowiadać.
-Miałem czternaście lat. Rodzicie zaczęli się kłócić, a to nie zdarzało się za często. Nie byłem do tego przyzwyczajony. Zawsze gdy to się działo, chowałem się na strychu. I tam spędzałem noc albo tylko jej cześć, aby się nie martwili. Wiedziałem, że mnie kochają i tylko dla mnie są razem. Pewnego wieczoru ojciec wrócił pijany do domu. Mama zaczęła się na niego drzeć. Wybiegłem z kuchni, ale nim dobiegłem do schodów, usłyszałem wrzask. To moja mama krzyczała... - głos mu się załamał, po czym zebrał sie w sobie i opowiadał dalej - Zadecydowałem, że wrócę tam i mu się postawię. Gdy wszedłem on... on stał nad nią. W ręce miał nóż. Mama leżała na podłodze. Gdy ten skurwysyn zobaczył co zrobił uciekł. Wezwałem karetkę i policję i ukląkłem przy niej. Boże, nadal mi się  to śni po nocach. Wszędzie była krew. Ale żyła. Zaczęłam głaskać ją po policzku, mówiąc że wszytko będzie dobrze. Nie wiedziałem, jak zatamować krwotok. Przytuliłem ją. Oddychała płytko i... i... Po chwili jęknęła, podniosłem się i zacząłem płakać. Ona też płakała. Powiedziała, że mnie kocha. A potem... odeszła.
Schował twarz w dłoniach i starał się uspokoić. Jerome siedział zaszokowany. W końcu Colin powiedział spokojnym głosem:
-Przyjechali pięć minut później. Znaleźli mnie płaczącego przy niej. Musieli użyć trzech ludzi, b mnie odciągnąć od ciała mojej mamy. Wyglądała, jakby spała. Wstrzyknęli mi coś, zemdlałem i obudziłem się w szpitalu rankiem. Ojca już złapali, mnie przesłuchiwali. Oddano mnie pod adopcję ciotki, a jego skazano na dożywocie. Od tego czasu zawsze do mnie pisze. Ani razu nie przeczytałem listu.  Nie odpisałem.
Zapadła cisza przerywana wybuchem śmiechu kilku osób na piętrze.
-Ktoś jeszcze wie? - spytał Jerome, a Colin pokiwał powoli głową - Myślę, że powinieneś przeczytać ten list.
-Co to zmieni Jerome? Nie przywróci życia mojej mamy. A ja go nie chce widzieć więcej na oczy.
Wstał i podążył ku drzwiom. Zastygł z dłonią na klamce.
-Tą jedyną osobą jest Mara? To na ci pomogła?
Jerome spojrzał na niego i natrafił na wzrok zielonym oczu. Kiwnął głową.
-Jesteś głupi Jerome. Skrzywdziłeś ją, choć wiesz ile dla niej znaczysz. Jak mogłeś tak postąpić? Kocha cię, nadal mimo tego. Tyle że ty tego nie widzisz. Ale dała sobie już spokój, bo myślała, że z Joy będziesz szczęśliwszy. Robiła wszystko po to, byś się uśmiechał. Była z tobą po śmierci Joy, ale byłeś zbyt zajęty sobą i swoją rozpaczą, by to docenić. Pomagała ci, chroniła. I nadal ufała, choć ją zraniłeś. Nie myśl sobie, że w ten sposób skrzywdzisz jej pamięć. Ona gdyby naprawdę cię kochała, chciałaby, byś był szczęśliwy. Ale ty jesteś głupi. Pozwoliłeś jej odejść. I nie mówię tu o Joy.
Po czym wyszedł z pokoju, zostawiając Jeroma samego. W tej chwili Clarke znienawidził tego, ze jego serce bije.

***

-Fabian?
Rose weszła do pokoju chłopaka, który czytał wyjątkowo grubą, starą księgę. Uwielbiał je, Riddle to wiedziała. Spojrzała z rządzą mordu na Eddiego, który natychmiast wstał i wyszedł z pokoju. Przez okno wpadało wiosenne, prawie już kwietniowe słońce. Fabian zamknął książkę i spojrzał na nią zdumiony. Nigdy nie przychodziła bez książki lub bez czegoś, o czym mogliby porozmawiać. Poczuła, że to głupi pomysł. Ale sie nie cofnie.
-Musimy poważnie porozmawiać. Ale masz być ze mną szczery.
Fabian kiwnął głową a Rose podeszła do niego i usiała na jego łóżku. Miękki materac zapadł się pod jej ciężarem. Spojrzała mu w oczy.
-Czy kiedykolwiek myślałeś o nas poważnie?
Fabian rozchylił usta i jego wzrok uciekł do zdjęć na ścianie. Rose też to zrobiła. Wisiały na niej sceny z całego życia w Anubisie. Od jedenastoletniego chłopca z Mercer i Williamson przy boku, po zdjęcia Amber, Alfiego... I Niny. Było dużo ich wspólnych fotografii. I jedno, wyjątkowo ładne zdjęcie Megan, uśmiechającej się z radością do obiektywu, który trzymał Fabian. Było też kilka zdjęć Rose z dzieciństwa i z Anubisa. Prawdopodobnie jej zdjęcia wisiały tam od samego początku.
-Nie wiem Rose... Czasami mam wrażenie, że to wszystko jest zwykłym snem.
-Fabian, ja muszę wiedzieć. Czy kiedykolwiek myślałeś o nas jako o parze. Że się przytulamy, chodzimy na randki... Całujemy?
Fabian spojrzał na nią zmęczony. Cienie pod jego oczami były wyjątkowo widoczne.
-Chce prawdy... Nie zranisz mnie.
-Ja... Wybacz mi Rosie, ale nie. Przykro mi.
Kiwnęła głową. Jakaś część jej cieszyła się, że to już ma za sobą. Spojrzała na zdjęcia.
-Kochasz ją? - spytała wolno.
-Podobno pierwszej miłości nigdy się nie zapomina... - przyznał cicho.
-Nie mówię o niej. Tylko o Megan.
Tym razem Fabian nie przerwał ciszy, tylko patrzył się pustym wzrokiem na fotografie.
-Fabian, ja na początku zrobiłam coś okropnego. Powiedziałam jej, żeby przestała zwracać na siebie uwagę, że jest tutaj nie potrzebna i nieważna. Że jest nikim. Powiedziałam, że jestem od niej lepsza i żeby zostawiła cię w spokoju.
Dopiero teraz Fabian na nią spojrzał. Nie umiała rozpoznać co czuje, jego oczy nic nie wyrażały. Jej natomiast napełniły się  łzami.
-Nie pomyśl o mnie źle, proszę. Chciałam was wszystkich odzyskać, chciałam, by wszystko było tak jak dawniej.
Rozpłakała się, Fabian przytulił ja mocno dopóki się nie uspokoiła.
-Rose, to się...
-Wcale nie Fabian. Zraniłam ją, bo patrzyłam tylko w siebie. Byłam egoistyczna. Krzywdziłam was oboje. Przepraszam, jestem suka.
-Rosie, nie mów tak. Nie jesteś. Znam cię od samego początku, wiem że nie krzywdzisz naumyślnie ludzi.
Zaszlochała jeszcze głośniej, ale Rutter nadal ją przytulał nie nie wypuszczał.
-Nigdy nie byłaś wredna, ale zmieniłaś się na początku. Gdy cię zobaczyłem, wyglądałaś tak inaczej. To był szok. Ale od pewnego czasu coś się jeszcze stało. Albo ktoś.
-Aż tak widać?
-Nie, nie widać. Ale Patt pewnie zauważyła i Joy prawdopodobnie też...
Wzmianka o Mercer zabolała ich oboje, ale nic nie powiedzieli.
-Z tobą też się coś stało Fabian. Jesteś jeszcze bardziej poważny niż wcześniej. Nie oszukuj się, bo taka jest prawda.
-Mam problemy. Muszę uporządkować sobie wszystko...
-Ale gdy na nią patrzysz... Dziewczyny mi opowiadały, jak wkurzałeś się, jak Eddie porównał Megan do Niny. A ona nigdy nie chciała nią być. Nigdy się nie starała. Ja to widziałam. Myślałam, że już się nigdy nie zakochasz. Ale się stało. Mówiłeś, ze znasz mnie od samego początku. Ja ciebie też. I widzę jak na nią patrzysz... - odsunęła chłopaka od siebie, który wsłuchiwał się w osłupieni w to co mówi - Wypierasz się tego, bo gdzieś w środku nadal kochasz Ninę. Ale ona nie wróci, a tęsknienie za nią nic nie pomoże. Mówię poważnie. Ona starała ci się pomóc, była przy tobie gdy tego potrzebowałeś. Nigdy się o ciebie nie starała, tylko była. Może jest nieco denerwująca, robi z siebie idiotkę na wfie w czym obydwoje jesteście świetni, ale cię rozumie. Nie wiem jak, ale tak jest. I tak było z każdym. Wysłuchała każdego. I żadnej tajemnicy nie zdradziła.
Czekała aż Fabian się odezwie, ale on tylko spuścił wzrok.
-Fabian, nie czekaj aż Nina wróci, bo tak się nie stanie. Ty ją lubisz i wygląda mi na to, że Megan też. I ona za to siebie nienawidzi. Nie chce zająć miejsca Niny, nie chce być nią. Ona siebie za to obwinia, że nie potrafisz o niej zapomnieć. Nie wdziałeś, jak wychodziła z twojego pokoju i zagryza dolną wargę, by się nie rozpłakać. Megan wini się za to, ze się w tobie zakochała. A ty tylko to potwierdzasz.
Wstała i otarła łzy z policzka. Podeszła do drzwi, a gdy wychodziła, rzuciła cicho przez ramię:
-Pomyśl o tym Fabian. Nie unieszczęśliwiaj się na sile, bo krzywdzisz nie tylko siebie.
Wyszła i oparła się  o drzwi. Wzięła kilka głębokich oddechów, by się uspokoić, ale nadal jej serce biło zbyt szybko. Powiedziała to. Przyznała się do wszystkiego, a teraz była taka... Lekka.
Z pokoju obok dobieg hałas. Rose odrywając plecy od drzwi poszła do pomieszczenia obok.
W środku panował bałagan, jakiego nie widziała w tym pokoju nigdy. Ubrania walały się wszędzie, rzeczy były porozrzucane po całej podłodze. A na środku tego bałaganu stał Colin, pakując walizkę.
Rose poczuła, jak jej serce które dopiero co biło jak oszalałe, staje. Na nogach jak z modeliny weszła do pokoju.
-Co ty do cholery robisz? - spytała i ucieszyła się, bo głos jej nie drżał.
-Wyjeżdżam. Nie zostanę tutaj dłużej.
-Co? - spytała cicho, nie dowierzając własnym uszom. Colin zatrzasnął walizkę i wyszedł z pokoju. A ona pognała za nim, jak tylko otrząsnęła się z szoku.
Szedł już do taksówki. Słońce chyliło się ku zachodowi, wszystkie kwiaty układały się do snu. Las szumiał w oddali, a Rose usłyszała śmiech uczniów którzy wylegiwali się na trawach terenów wokół szkoły.
-Nie możesz! - krzyknęła, gdy go dogoniła i złapała za ramie. Odwrócił się ze złością i smutkiem w oczach.
-Zostaw mnie. Podoiłem decyzję.
-Powiedź przynajmniej co się stało! Czy... czy to ma związek z twoim ojcem?
-On już nie jest moim ojcem. A oni się dowiedzą, wszyscy.
Rose pobladła. Domyśliła się, co się stało. Jerome. W pamięci odnotowała, żeby zabić tego dupka.
-Zostań, oni się  nie dowiedzą.
Chłopak odwrócił się i zamierzał odejść, ale Rose zastąpiła mu drogę.
-Nie zostawaj mnie Colin. Nie odbieraj mi tego, przez co jeszcze żyję.
Rowe spojrzał na nią zaskoczony.
-Słucham?
-Błagam, nie mów że ty tego nie czujesz. Myślałam...
-Rosie...
-Cicho! Nie możesz wyjechać. Nie pozwolę ci. Za dużo ci, cholera jasna, zawdzięczam. Ja... Naprawdę lubiłam Fabiana. Ale potem jak zobaczyłam, z jaką pasją patrzysz na Amber, jak traktujesz ją poważnie... Coś się stało, ja tego nie wytłumaczę. Chyba cię pokochałam.
Taksówkarz spojrzał na chłopaka zniecierpliwiony, ale ten go zignorował.
-Ja nie wiedziałem...
-Pewnie. A teraz sobie idź, zostaw mnie samą, skoro nic do mnie nie czujesz. Już, oszczędź mi bólu - Rose mówiła płaczliwym głosem. Ale Colin się nie ruszył.
Postawił walizkę na ziemi i płynnym ruchem odgarnął jej jasne włosy z twarzy. Jego ręka została w nich, a on przybliżył się do niej.
-Nie rób tego - szepnęła błagalnie - jeżeli mnie zostawisz, bo nie będę mogła wymazać cię już z pamieć.
Musnął wargami jej ust. Przymknęła oczy. Ten pocałunek był czymś, czego nie można opisać. Wyjaśnił wszystko. Colin odesłał taksówkę z powrotem, płacąc wściekłemu taksówkarzowi, a potem razem wrócili do domu, gdzie cała historia się zaczęła.


***

To nie byłam ja. Widziałam to w ogromnym lustrze. Byłam Selene. Piękne, ciemne włosy spływały na moje ramiona falami, delikatna suknia oplatała moje ciało. Wyglądałam, jak te wszystkie super modelki z okładek znanych na całym świecie magazynów. Tyle, ze w Selene nie było ani grama photoshopa.
Moja ręka sięgnęła do powierzchni lustra, która zafalowała. Moja dłoń znikła, potem przeszłam cała. Czułam się, jakbym przeszła przez cienką ścianę ciepłej wody. Tyle że byłam sucha.
Znalazłam się w pomieszczeniu z ołtarzem na środku. Cały wykuty w kamieniu pokój lśnił złotym blaskiem. Chciałam okręć głowę i przyjrzeć się wszystkiemu. Ale nie udało się. To tak, jakbym czytała książkę. Wszystko widziałam, ale tylko oczami bohatera.
Podeszłam do ołtarza, przy którym zebrała się inna piątka ludzi. Selene ich rozpoznawała, ja nie. Ale byli nie wyraźni, tylko kontury. Jakbym miała naprawdę okropny wzrok i nic nie widziałam.
-Wszystko gotowe? - spytałam ustami Selene, ale zamiast swojego głosu usłyszałam jej.
-Tak pani - odpowiedział chłopak który do mnie podszedł. Po moich plecach przebiegł dreszcz. Selene zapewne z widoku młodzieńca, a mnie z powodu brzmienia jego głosu. Był znajomy...
Boże...
Potem wszystko zaczęło mi się przewijać przed oczami, jakbym oglądała urywki filmów. Krwawe sceny, cienie, twarz przystojnego młodzieńca z niebiesko-zielonymi oczyma, błysk złota, stali mieczy. I krzyki. Krzyki ludzi, ktoś wrzeszczał imię Selene, zimny i okrutny śmiech.
A potem wszystko ucichło. Mój wzrok był skupiony na mojej piersi, do której powoli zbliżało się ostrze miecza. Tak ja w zwolnionym filmie. A potem ukucie, pieszczenie i żar stali, gdy przebiła moją skórę. Szkarłatna plama rozkwitła na białej szacie a strużka mojej własnej krwi spłynęła po ostrzu. Zaczęłam się dusić i upadać. Ktoś złapała mnie z tyłu, ale było już za późno. Złapał moje ciało, ale nie ducha. Umierałam...
Obudziłam się oblana potem, gwałtownie siadając. Poczułam czyiś stęchły oddech na swojej twarzy. Mimo to otworzyłam oczy. Ból z tyłu szyi, tam gdzie była mała, czarna gwiazdka, rozszedł się po moim ciele, wbijając tysiące szpilek w każdy kawałek mojej skóry.
Przed mną stała Lucy. Jej twarz się rozkładała, przy gołej czaszce pozostały jedynie płachty przegniłej i spleśniałej skóry. Nie miała oczu, jedynie puste oczodoły. Jej piękne, czarne włosy były teraz tylko czarnymi nitkami, które zwisały smętnie z jej głowy. Uśmiechała się. Miała poczerniałe zęby, a połowa z nich wypadła. Spojrzała w bok, na łóżko Amber. Stał tam Harry, zakrzepła krew była czarna, a on sam wyglądał podobnie jak Lucy. A przy łóżku Patricii stała Joy.
Lucy otworzyła usta, a pokój napełnił wstrętny odór. Odór grobu. Śmierci.
-Już niedługo Megan - pisnęła wysokim głosem - Niedługo wszystko się skończy. Pan cię oczekuje.
Właśnie wtedy zaczęłam krzyczeć.

***

Rozdział dedykuje mojej kochanej Agatce.  
Kocham cie skarbie. Mimo wszystko bądź silna, nie daj się. Mogę cię wesprzeć tylko słowami, bo inaczej nie mam jak. Bądź silna, wszyscy w ciebie wierzymy. Nawet nie wiesz, ile dla nas wszystkich znaczysz.

Wow. Zamknęłam w tym rozdziale aż 5 wątków. Brawa dla mnie. 
Ta scena z Meguś nie była planowana, ale cóż. Nie chciałam przesłodzisz.
Przeczytałam ostatnio rozdział Stephena Kinga. Steve stwierdził, że jestem chora na umyśle bardziej, niż byłam wcześniej. Braduś mnie na początku bronił, ale potem się dołączył. Nazwałam go zdrajcą i nie odbierałam telefonów przez tydzień. Na przeprosiny doda dla mnie w piątek cover. Fajnie. On mnie bardzo kocha. Ja idę do kościoła o 6, a on na tą godzinę przewidział premierę. Jak to dobrze że mam chłopaka, który interesuje się moim życiem ;;
Zdrajca.
Ale ten cover jest dla mnie, nie zapominajcie. Zrobił go dla mnie, więc won od niego.
Yolo.
Nie układało mi się w szkole, jak ktoś czytał komentarz u Sapphirki, to wie o co chodzi. A tak przy okazji dziękuje ci Agatko za walnięcie najdłuższego komentarza jaki jakikolwiek dostałam. Jak go czytałam, autentycznie się popłakałam.
Bądź silna skarbie. Kocham cię xxx

Sibuna 


Joylitte
xoxo

9 komentarzy:

  1. Cudownie, jak zawsze zresztą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny rozdział!
    Ta scena z Megan :o Świetnie to napisałaś. A wygląd Lucy opisałaś tak, jakbyś opisywała Goluma :O
    Joylitte, ogłaszam, że razem Z McClarke i z Sapphire (jeśli źle napisałam, to przepraszam :c) jesteście najlepszymi pisarkami na całym bloggerze!
    Pozdrawiam i powodzenia w życiu życzę. Czekam też na next'a *^*

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniały rozdział, zresztą jak zawsze ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej :)
    Serdecznie zapraszamy na nowego bloga say-me-where.blogspot.com
    Już dziś pojawi się pierwszy z czterech prologów.
    Miła atmosfera, ciekawe, zaskakujące historie...
    Może wpadniesz i sama się przekonasz

    OdpowiedzUsuń
  5. Zostałaś przeze mnie nominowana do Liebster Blog Award :) Po szczegóły zapraszam na : http://opowiadania-tda-by-pat-and-nina.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja kochana Justynka <3 Jezu, płaczę.

    Przylazła ta zawsze spóźniona. Oj oj.

    Zacznę od Rose. Każdy człowiek, bez względu na charakter i czyny potrafi kochać. Nawet pozorna zołza, zasługuje na uczucie, które zaakceptuje ją taką, jaka jest i już nigdy nie minie.
    Colin i Rose są kochani. Początkowo oboje nie trafili na właściwie osoby, byli wpatrzeni w nie jak w obrazek, a nie zauważyli nawet, że niechcący się w sobie zakochali. Takie dwa, skrzywdzone serduszka. Jak tu ich nie kochać?

    Wniosek? Fabian zmienia ludzi.

    Dżem nie pyta. Dżem rozumie. Szczególnie ten truskawkowy. Chyba pójdę odwiedzić lodówkę, ona jedyna mnie jeszcze nie opuściła. Co z tego, że jest już po północy, spanie jest dla słabych. A ja przecież ciągle śpię. Ups.

    Mimo cudowności wyżej wymienionej pary, najbardziej urzekła mnie rozmowa Jeroma i Colina. Wiesz, ja strasznie często myślę, że życie mam przejebane, ale to, co przeczytałam daje do myślenia. Owszem, każdemu jest źle i nie powinno się porównywać cierpienia do innego, bo każdy smutek boli mocno, na swój sposób. Ale pojęcia nie mam, co bym zrobiła gdybym straciła któregoś z rodziców czy bliskich w tak brutalny sposób.
    Miłość Colina do ojca zniknęła, a wszystko przez niefortunne wydarzenie, śmierć osoby, która była dla niego najważniejsza. Jerome miał podobną sytuację, jednak w jego przypadku łatwiej jest wybaczyć. A Colin musi spojrzeć w oczy ojcu – mordercy jego mamy. Słowo „proste” odpada na już na starcie. Pewnych czynów nie da się wybaczyć, ale człowiek zawsze musi się zmienić.
    Myślę, że ojciec Colina cierpi równie mocno jak on. Skrzywdził siebie, żonę i syna. To przez niego, rodzina uległa rozsypce. I teraz musi tak żyć z poczuciem beznadziei, tym, że tak bardzo się stoczył.
    Ktoś powiedziałby, że powinien pójść do niego i chociaż porozmawiać, ale uważam, że nie wytrzymałby psychicznie. Nie jest na to gotowy. Zbyt duży ból, zbyt wyraźne wspomnienia…

    A co Jeruśka, tego z seksi grzywą: Za te ostatnie słowa wielbię Colina na klęczkach. Bóg wie, co stało się z blondasem kiedy zachciało mu się mieć trzy dziewczyny (przy czym zignorować moją kandydaturę, co za ciul), ale jedno jest pewne – nikt nie zastąpi mu Mary.
    To dzięki niej, ponownie zaufał ojcu. Nauczyła go kochać. A teraz to wszystko runęło, jednak uczyniła z niego lepszą osobę, bardziej wrażliwą na świat. Mara zrobiła swoje, teraz czas na niego. Na pewne rzeczy jest już za późno, ale to jeszcze da się naprawić. Młotek w łapkę i działamy! A jak nie młotek, to przytulas, Marusia się ucieszy. Ja też.

    Boję się Lucy, teraz nie zasnę. Jeszcze mi jakaś nawiedzona Joy z szafy wyskoczy – Narnia style! Megan to już chyba przyzwyczaiła się do takich psychodelicznych wizji, ja bym już tam martwa leżała. Kocham Megusie <3

    Oczekuję Fegan! Już im ślub szykuję, będę księdzem! Zatrudni się Joy do śpiewania pieśni weselnych i będzie sobie fajnie. A Lucy będzie robić sweet focie. Loguś i Willow upieką torta z „magicznymi grzybkami”. Boże, kreatywna człowieczyna. Nie słuchaj mnie, sapphirka/Agatka/nienormalna fanka jerusia to oszołom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówiłam już, że jesteś wyjątkowa? No mówiłam, tysiąc razy, może i więcej. Ale to się nigdy nie zmieni, bo jesteś przekochana i tak bardzo bardzo cię kocham <3 O tak mocno *rozkłada rączki i demonstruję potęgę swojej miłości*.
      Dziękuję Ci za ten piękny komentarz, czytałam i płakałam. Ja zawsze ryczę, to już normalka. To niesamowite, że jest tu tyle wspaniałych ludzi. A mimo to, i tak otaczają mnie same pojeby. So sad.
      Chociaż, ostatnio się uspokoiło. Nie powiem, że jest lepiej, bo zaraz spadną na mnie wszelkie plagi egipskie, także trzeba być pesymistką.

      Co ja bym zrobiła bez Twojej historii? Zapewne leżałbym gdzieś z Joy, zajadając się dżemem truskawkowym i rozwiązując krzyżówki „Jolka”. Lajf is brutal, a Joy se umarła. Pisz dalej, bardzo proszę. Trzymasz mnie przy życiu.

      Ponarzekałabym jeszcze na siebie, ale nie będę się kompromitować.

      Dziękuję Ci za wszystko, Twoje słowa są dla mnie bardzo ważne, jeśli nie najważniejsze. Jak to jest tak pisać? Sytuacje z życia wzięte, smutek okazywany przez charakter, gesty, czasami skrywany gdzieś głęboko w duszy. Ty to wszystko potrafisz. Pokazujesz nam najbardziej ludzkie oblicza, nawet tych „złych” ludzi. Każdy kocha, każdy ciepi. Takie jest życie. A u ciebie szczególnie piękne.

      Moje komentarze chyba nie mają sensu. Wstyd i hańba.

      Mój najpiękniejszy aniołku! Bądź tutaj jak najdłużej, znoś moje denne wypowiedzi, zachwycaj nas swoją piękną opowieścią. Nie odchodź, niczym Joy do Narni. Jesteś na właściwym miejscu. Jestem pewna, że niedługo doczekam się Twojej książki tj. „Lofe forewery Justynki i Brada”. Brastyna. Brastynka. Kreatywne wymyślanie nazw.

      Ślub Brastynki też urządzę. Mick będzie księdzem. Nie wiem co z tego wyjdzie, ale będzie ciekawie.

      Powinnam już skończyć pisać, bo robię się niebezpiecznie dziwna. Kocham Cię najmocniej i jeszcze raz bardzo dziękuję <3

      Nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła…

      Dziękuję :’)

      Usuń
  7. Rozdział jak zwykle wspaniały.. Każdy wątek.. Wszystko jest cudowne ; *** Tylko jak zwykle dawaj mi tu peddie ! *^* I teraz spamik ode mnie : Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga♥ Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥ Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ♥Kocham tego bloga ; D Byłby dłuższy , ale nie można aż takiego długiego koma dodac.. Phi. Czy mogłabyś mi podac swój numer gg ? Pojebany Chanuś chcę cię poznac bliżej ,lecz po tym jak to ty mnie poznasz twoja psychika , może ulec zmianie. Kochammm ; ***

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy