poniedziałek, 27 stycznia 2014

045. Rozdział czterdziesty piąty

Cała Sibuna gapiła sie w ekran laptopa. No, prawie cała. Ja też, żeby nie odstawać. No i Mara też.
Fabian przejął sie znalezionym zdjęciem, ale ja jednak nie widziałam nic wspaniałego w starej fotografii sześciu osób. Zwyczajna sweet focia z XX wieku.
To nie było zbyt rozsądne siedzieć w salonie i gadać, skoro wkradliśmy się do gabinetu Sweeta i pogrzebaliśmy mu w rzeczach. Ale nigdzie indziej nie zmieścilibyśmy razem. Z resztą, wszyscy są w szkole i gratulują Amber i Colinowi wspaniałego występu. Tak na marginesie, nie zdążyłam na urzekający finał. Logan  grający jakiegoś złego facecika chciał zabić Amber. Ale w ostatniej chwili Coli wskoczył pomiędzy nimi i sam został postrzelony. Potem Millington się zemściła, chwyciła pistolet swojego martwego chłopaka i zabiła Logana ( co ja bardzo chciałam zobaczyć, ale nie zdążyłam). A na sam koniec, wbiła sobie sztylet w serce i tak 'Romeo i Julka' zakończyli żywot. Urzekające.
Dobra, płakałabym, ale nie mówcie Eddiemu, bo by mnie wyśmiał.
Zdarłam prawie cały lakier do paznokci z palca wskazującego, zanim Patricia się odezwała:
-No i?
Spojrzałam na nią. Owszem, to było interesujące pytanie, bo sama nie znałam odpowiedzi. Wzruszyłam ramionami, ale dziewczyna mnie zignorowała. Wszyscy mnie ignorują.
Fabian wskazał na ekranie młodą dziewczynę, siedzącą na środku.
-To Sarah. To Rufus. I kolejno - spojrzał w pamiętnik, który znalazłam i który on bez wyrzutów sumienia ukradł - Cassie, Oskar, Gabriel i Percy.
-Fascynujące - mruknęła Patricia - A do czego nam to jest potrzebne?
-To stary Krąg - wyjaśnił zniecierpliwiony Fabian.
-Gdzie jest Amber? - spytała Mara, rozglądając się. Też zaczęłam szukać ją wzrokiem. Alfiego też nie była. Posłałam więc Marze zaniepokojone spojrzenie i wzruszyłam ramionami.
-Skupcie się - mruknął Fabian.
-To nie moja sprawa - odezwała się Patricia i wyszła z pokoju. Eddie wyglądał, jakby miał za nią pobiec, ale w ostatniej chwili się rozmyślił.
Fabian westchnął i zwrócił sie do mnie:
-Meg, poznajesz kogoś? - spytał. Przysunęłam sie do niego i przyglądając się fotografii bardziej dokładnie. Sarah była mi znajoma, widziałam jej portrety, Rufus też. Reszta pozostawała nieznajoma.
Chociaż...
Dziewczyna z wysokim koku, ciepłym spojrzeniu i jasnej sukience, uśmiechająca się do obiektywu zaczęła mi sie przypominać. Jak dawno spotkana osoba, znajoma, która odwiedzała mnie, jak byłam jeszcze malutka. Zamazany obraz w mojej głowie zaczął się rozjaśniać. Drżącym palcem pokazałam jedyna kobietę prócz Sary na fotografii. Fabian się uśmiechnął.
-Czyli to twoja prababka. Cassie.
Rozchyliłam usta i spojrzałam na kobietę jeszcze raz. Tak jak ja miała dołek tylko w prawym policzku. Kiwnęłam głową i odsunęłam się od chłopaka, by inni mogli też rozpoznać swoich przodków. Przymknęłam oczy i ziewnęłam. Nie rozumiałam, w jaki sposób ma nam to pomóc.
Percy to dziadek Fabiana, a raczej pradziadek. Albo pra pra... A Gabriel jest przodkiem Mary. A resztę wydedukowaliśmy. Pradziadkiem KT musi być Oskar, a Eddiego Rufus. Chłopakowi sie to nie spodobało, na co odfuknęłam mu : 'Rodziny się nie wybiera' i się przymknął. Pozostała jeszcze kwestia Sarah i iny. Fabian nadal się upiera przy swoim, więc ja nie mam zamiaru z nim walczyć. Jest zbyt uparty i przekonany o swojej racji. Ale Mara jest taka sama, więc zaczynają się kłócić. Eddie tylko wzruszył ramionami i usiadł.
Gdy na policzkach Mary zaczęły kwitnąć różowe plamy, to domu ktoś wpadł, trzaskając drzwiami i wrzeszcząc. Miller wyszczerzył się do mnie, natomiast Rutter i Jaffray zdawali sie być zdezorientowani. Rozpoznałam osoby, które wtargnęły do holu.
-No i o co się tak wściekasz Lewis? - warknęła Amber.
-Pocałowałaś go! - odkrzyknął Alfie.
-No to co? - teraz Amber też krzyczała, a ja czułam, jak pocą mi się dłonie - Może go lubię? Naprawdę myślisz, że po rozstaniu nie będę z nikim chodzić?
-Nie o to chodzi!
-To o co? - dziewczyna straciła nad sobą panowanie, nie kontrolowała tego, co mówi - Sam mi
przypominałeś, że nie jesteśmy już razem. A teraz co? Robisz mi kazania. A to ty masz dziewczynę. Ja nie chodzę z nikim, więc odwal się od mojego życia, dobra!?
-Och tak, bo przecież jestem taki głupi. Co za palant ze mnie, prawda? Ty przecież tak myślisz! - warknął Alfie i zacisnął dłonie w pieści - No dalej Amber, przyznaj się, że tak myślisz! Jestem za głupi, żeby sie komuś podobać, a ty chodziłaś ze mną na litość, żeby nie wyszło, że jestem ofiarą? - zaśmiał się zimno, ze nawet mi po plecach przebiegły dreszcze - Przecież jesteś taka miła. Kochana Amber, zawsze pomocna. A może się mylę, co? Bo przecież jestem taki tępy, że...
-PRZESTAŃ! - wrzasnęła Amber - NIENAWIDZĘ CIĘ!
Blondynka odwróciła się i wbiegła po schodach, zakrywając twarz dłońmi. Mara wstała i szepcząc jej imię najpierw cicho, potem wołając, pobiegła za nią. Trzasnęły drzwi. Alfie zmierzył nas zimnym spojrzeniem i niezwykle spokojnie spytał:
-Dobrze się bawiliście, co? - po czym odwrócił się i zamknął z trzaskiem drzwi do swojego pokoju. Eddie pognał za nim. Tylko Fabian, został , spojrzał na mnie i zamknął laptopa.
-Megan?
Gdy wymówił moje imię, wypuściłam powietrze. Nawet nie wiedziałam, że je wstrzymuje. Chłopak przysunął się do mnie i chwycił dłońmi moje ręce zaciśnięte w pięście. Syknął, gdy rozluźniłam ucisk. Spojrzałam w dół. Na wewnętrznej stronie moich dłoni widniały czerwone półksiężyce. Musiałam zaciskać pięści tak mocno, że przebiłam skórę. Nawet tego nie poczułam.
Fabian spojrzał mi w oczy. Zawsze gdy to robił, zastanawiałam się, czy są niebieskie czy zielone. Teraz były niebieskie.
-Megan, co się z tobą dzieje?
-Ja... Nie wiem.
Uśmiechnęłam się blado, by go pocieszyć. Tak bardzo chciałabym mu powiedzieć.

***

-Amber, proszę cię, otwórz... - Mara siedziała przy drzwiach i delikatnie, od czasu do czasu w nie pukała. Gdy przyszłam, była już zrezygnowana i senna. Położyłam jej dłoń na ramieniu. Ale nadal miała wzrok utkwiony w drzwiach. Płakała, nawet teraz pojedyncze łzy płynęły z jej oczu. Ktoś za mną stanął i delikatnie odsunął mnie od dziewczyny.
Jerome uklęknął przy marze i ją objął, szepcząc coś do ucha. Mara w końcu kiwnęła głową i z pomocą chłopaka wstała i prowadzona na dół, zeszła po schodach. Odprowadzałam ich wzrokiem. To było takie smutne i piękne. Ale żadne z nich od długiego czasu nie było naprawdę szczęśliwe.
Ruda smuga przebiegła koło mnie. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że to Jenks.
-Willow? - spytałam, a ona się odwróciła. Zatykała usta dłonią, w oczach miała łzy. gdy mnie zobaczyła, uśmiechnęła się szeroko. Efekt był raczej żałosny i budził współczucie - Boże, co sie stało?
-Nic. - dziewczyna podciągnęła nosem i zacisnęła wargi -Chciałabym pobić z kimś, kto nie będzie o nic pytał. Po prostu był.
Skinęłam głową, objęłam i poszłam za nią. Przynajmniej tyle mogę dla niej zrobić.

***

Ukucie zimnego powietrza, które buchnęło mi w twarz, powodując, że moje policzki się zaróżowiły, całkowicie mnie rozbudziło. Po długiej, świątecznej przerwie to było coś, czego potrzebowałam. Odzwyczaiłam się od wstawania wcześniej, widoku mundurka i zaspanych oczu.
Pierwszą lekcją była chemia. Dzisiaj było wyjątkowo przyjemnie, bo sprawdzaliśmy oddziaływanie kwasów, przypominając sobie wszystko co potrzeba do egzaminów. Zazwyczaj nauczyciele nie dopuszczają nas do doświadczeń, bo boją sie, że coś spieprzymy. Trudno im się dziwić.
Usiadłam w ławce, razem z Marą, której małe zmarszczki w kącikach ust zdradzały, że nie przespała tej nocy dobrze. Nawet interwencja Jeroma na niewiele się zdała. Willow była przygaszona, Alfie do nikogo się nie odzywał, a Amber nie chciała nikogo widzieć. Do pokoju razem z Patricią wkroczyłyśmy, gdy zainterweniował Victor. Milligton zasnęła ze słuchawkami w uszach, a żadna z nas nie miała serca jej budzić. Teraz siedziała w kącie, cicha i spokojna, jakby wstąpił w nią inny duch.
A ja miałam wrażenie, że to wszystko popsułam.
Fabian rozmawiał z wyraźnie szczęśliwą Rose. Starałam sie na nich nie gapić, bo zbyt dużo rzeczy już zepsułam. Zacisnęłam zęby. Znowu się nad sobą użalam, znowu robię z siebie ofiarę. A przecież nie jestem słaba. Nigdy nie byłam.
Nauczyciel kazał zapisać temat w zeszytach, a później podejść do stanowisk. Mara z niezwykłą precyzją wypakowała probówki, statywy i wszystkie inne pierdoły, które były potrzebne. Załączyła palnik.
-Gadałaś z Amber? - spytałam szeptem, chociaż to nie było konieczne. Logan robił za dużo zamieszania, w w klasie brzmiał zwykły gwar, tak jakby nauczyciela nie było w klasie.
-Nie. - odpowiedziała spokojnie, skupiając się na dokładnym odmierzeniu kwasu - Dajmy jej czas, to nie jest dla niej proste.
Zmarszczyłam brwi.
-Co nie jest proste?
-Naprawdę nie widzisz? - Mara ustawiła na statywie probówkę i delikatnie ją ogrzewała.
-Co mam widzieć?
-Oh Megan - dziewczyna zagryzła dolną wargę i zapisała obserwacje w zeszycie - Jesteś inteligenta i spostrzegawcza. Ale jeżeli chodzi o uczucia, nie jesteś najlepsza. - chciałam coś powiedzieć, ale w ostatnim momencie ugryzłam się w język - Wyobraź sobie. Wyjeżdżasz, rozstając się z chłopakiem, który cię kocha. A kiedy wracasz, zastajesz go z inną. Jakbyś się czuła?
Nie odpowiedziałam, tylko nabazgrałam w zeszycie kolejną jakże błyskotliwą obserwację.
-Może jesteśmy tylko niedojrzałymi nastolatkami, ale też czujemy. A niektórzy dorośli o tym zapominają.
-Myślisz, że o tym nie wiem? - spytałam z goryczą w głosie. - Po co mi to mówisz?
-Żebyś zrozumiała Megan. Powiedz szczerze. Naprawdę przyjechałaś tutaj, bo o tym marzyłaś?
Zagryzłam dolną wargę. Ona nie może wiedzieć.
-Dostałam stypendium i tu przyjechałam. To chyba nie dziwnie, co? Kto by nie skorzystał z takiej okazji?
-Ale wszystko przyjęłaś z takim spokojem, jakby TO było naturalne. Jakbyś wiedziała, że tak musi być. Ja nie mogłam się z tym pogodzić, nadal nie mogę. A ty? Od razu uwierzyłaś.
-Co chcesz mi powiedzieć Maro? - warknęłam trochę za głośno. Fabian, pracujący przy sąsiednim stanowisku, spojrzał na mnie ostrzegawczo. Mara nie odpowiedziała. Wylała odrobinę kwasu na papier. Patrzyłam, jak się zwęgla, jak powstaje czarna dziura. Nagle zapragnęłam, żeby wylała na mnie ten cały kwas. Jaffray rozejrzała się po klasie. Tylko Rutter i Rose byli tak daleko w doświadczeniach jak my. Logan udawał, że wylewa kwas na Chole, ona się uśmiecha i wymierzana sprawiedliwość w postaci kopniaka i wybucha perlistym śmiechem. Wytarłam spocone ręce w spódnicę. Coś mi tu nie grało...
-Wszystko idzie nie tak - mruknęła Mara pod nosem - Widzieliście wcześniej, dużo wcześniej? To nie przyszło od tak - tutaj pstryknęła palcami i wyłączyła palnik - Sami to odkryliście.
Zerknęłam z ukosa na Fabiana. On też na mnie zerkał, wszystko słyszał. W jego oczach odczytałam jedno słowo 'Nie'. Westchnęłam i zapisałam kolejną obserwację w zeszycie.
-Maro, nie wiem co sobie chcesz wmówić, ale nie...
-Ty naprawdę tego nie widzisz? - Mara szepnęła, gdy jako pierwsze wróciłyśmy do ławki - Rozejrzysz sie. Wszystko dosłownie wszystko sie zmieniło. Jak możesz tego nie zauważyć. Te wszystkie dziwne zdarzenia. Joy, Harry, Lucy... Nie byli przypadkowi. Co sie dzieje, Megan? Ty wiesz.
Spojrzałam na nią i na ją zdecydowaną twarz. Jeszcze nigdy nie czułam sie tak zmęczona.
-Chyba nikt inny tak jak ja nie che się dowiedzieć, co sie dzieje Maro. Co cie skłoniło, żeby coś takiego powiedzieć.
Dziewczyna nadal wpatrywała sie we mnie czekoladowymi oczami, ale nie odpowiedziała. I nagle mnie olśniło.
-Jerome... Chyba mu nie powiedziałaś?
-Ufam mu Megan. On nic nie zrobił, nikomu nie powie. Zresztą, to jego też dotyczy. Jest potomkiem.
Wpatrywałam sie w nią jak w idiotkę. A ja walczyłam, by wtajemniczyć ją w Sibune, a Fabian twierdził, że im więcej osób wie, tym gorzej. Teraz widzę, że miał rację. Tak bardzo chce, by Mara wybuchła śmiechem, mówiąc, że się dałam nabrać, pokaże Eddiemu uniesiony kciuk do góry. Tak się jednak nie stało. dziewczyna nadal wpatrywała się we mnie, nieugięta. Ale jej twarz złagodniała, gdy zobaczyła szok na mojej twarzy.
-Nie mów Fabianowi - powiedziała cicho, patrząc w jego stronę. Podążyłam za jej wzrokiem. Chłopak siadał pa drugiej stronie sali razem z Rose, spojrzenie jednak miał skierowane na nas. Po chwili Riddle znowu go zagadała. Spuściłam głowę i schowałam twarz w dłoniach. Usłyszałam tylko, jak Mara szepnęła mi cicho:
-Tak wiele rzeczy nie zauważasz.


~*~

Hello guys.
Tak wiem, jestem straszna, bez serca i wyzywam wszystkich od drzew. Ale dodałam. Krótkie, ale dodałam. Kolejny rozdział jest już prawie gotowy, ale następna scena jest taaka długa, ze nie mogłam ją skrócić. Opss Tysia.
W następnym rozdziale ktoś będzie się kissał, ale ciii.
Drogi Anonimku. Przepraszam, ze tak mało Jary, ale paluje coś dużego i fajnego z naszą parką, tryry. Obiecuje, że będzie Jara, od początku miała być Jara i będzie. I promise :)
Drogi Anionikmu Gad. Każdy komentarz mnie motywuje, jak chcesz, zaśmiecaj pod każdym postem, nie przeszkadza mi to. 
Droga Karolińciu. Ninka jeszcze nie wraca, może wróci, może nie ( aura tajemniczości yolo) ale będzie o Ninie. Peddie sie kłóci, ale nie pisze z perspektywy Patricii, więc to pozostanie ich słodką tajemnicą. A tak po za tym, gdzie jest mój rozdział?
Wszystkie blogi czytam, ale nie komentuje, nie mam zbytnio czasu, jak jestem na tablecie. Po za tym się na nim dupciano pisze. A jeszcze po za tym, to sie grat zbuntował i pojechał do serwisu. Ja to mam szczęście.
Droga Sapphire. Pragnę ci powiedzieć, ze w poprzednim życiu byłaś drzewem, więc mam pozwolenie tak cie nazywać.  Spadaj od Fabianka, Fabianek jest mój kradzieju :c A tak poza tym to poskarżyłam sie Braddiemu i powiedział, że poinformuje o tym drogiego Eugenka i będziecie mieli poważną rozmowę na temat zastraszania miłych osób - które boją sie że zostałaś drzewem - ich mężami. Bo to jest nie sprawiedliwe.
Kolejny rozdział dodam bardzo szybko, prawdopodobnie w środę i w czwartek. plus mam dla was niespodziaaankę. Będzie cztery, bonusowe, walentynkowe rozdziały, nie związane z opowiadaniem,. Dowiecie się wkrótce.
Braddy obserwuje mnie na my space. bomshhhh!
Huehuehuehue a teraz niech was zżera ciekawość.
Chciałam zrezygnować z pisania, napisać, ze robię sobie przerwę. Nikt nie komentował, zrobiło mi się smutno, wyświetlenia spadły. A potem zobaczyłam te piękne komentarze. Dziękuje za każdy jeden, jesteście wspaniali ♥


Kocham Was
Joylitte
xoxox



3 komentarze:

  1. Wybacz, że mało komentuje, prawie wcale, ale twoje opowiadania zazwyczaj czytam na tablecie, a na nim się ciężko pisze :) Uwiebiam, szczerze twoje dzieła i tylko waż mi się przestać pisać :) Zresztą dopadł mnie leń ostatnio i nie robiłam dosłownie nic oprócz czytania książek, wiec mam nadzięję, że mi wybaczysz :) Jeszcze raz cudowne opowiadanie, nie mogę się doczekać następnego ^^ biedna Mags :/ Jest zazdrosna o Fabianka , a ten powiedział, że ją kocha *.* czekałam na to, kochana, czekałam :D A mi pani pozwala się bawić kwasem, tylko takim rozcieńczonym, mało żrącym :) Amber ma humorki, a Alfie jest zazdrosny . Czyżby powrót Amfie ?

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem na informatyce, i nie czytałam jeszcze rozdziału, wieczorem dodam z telefonu :)
    Otóż, moja droga Joylitte:
    Mam ferie od przyszłego tygodnia, więc wtedy będę pisała mój denny rozdział. Może dodam też one part'a o jakiejś parze. Podejrzewam Peddie i Amfie- może Amfie nie ma, ale w końcu to one part, mogę ich zrobić :D
    Masz ZAJEBISTĄ playlistę! "Almost Is Never Enough", "We Remain" i "Unconditionally" ^^
    Kończę moją denną wypowiedź, pa misiaczku ;) :**


    xxxx,
    Lost in dreams

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny! Czekam na nexta :)
    Zapraszam na nowy odcinek u mnie. Ostatnia część. Liczę na opinię ;P

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy