piątek, 17 stycznia 2014

044. Rozdział czterdziesty czwarty

JEŚLI PRZECZYTAŁEŚ - SKOMENTUJ.
DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, A DLA MNIE OGROMNA MOTYWACJA ♥ ILY ♥

Mój starannie zapakowany plecak stał przy ścianie i czekał, aż łaskawie włożę z powrotem piórnik. Jak na razie, siedziałam na łóżku z zaciśniętymi ustami i pisałam po nadgarstku drobnymi literkami, tak, by cały cytat sie zmieścił. Słowa ' Jes­teś sil­na. Jes­teś cho­ler­nie silna. Mu­sisz tyl­ko się ogarnąć i przes­tać żyć dla innych. Zacząć żyć po swojemu' dodawały mi otuchy i nakazywały, by mimo wszystko sie uśmiechać. Tak czy siak, muszę pokazać wszystkim, ze wszystko jest dobrze. I muszę w końcu coś zrobić, by Sibuna była znowu drużyną. Bo to ja odpowiadam za jej upadek.
Wrzuciłam czarny cienkopis do piórnika i zeszłam na dół, gdzie Jerome i Eddie zakładali sie, kto pierwszy zapuka do drzwi. Zabawa uda, ale przynajmniej nie pozabijali sie, tak jak próbowali to zrobić wczoraj na Sylwestrze. Jeżeli nie chcecie kłopotów, nie dawajcie chłopakom Picolo. Opadłam na kanapę obok Clarka i przymknęłam oczy. Tik tak. I tak czas się wydłużał. 
W końcu zabrzmiał znajomy dźwięk skrzypienia drzwi. Chłopcy utkwili wzrok w przybyłej. Złote loki Rose spływały kaskadą na ramiona, przysłaniając zaróżowiałą twarz. Nadal miała na dłoniach rękawiczki w renifery, ale powoli, rozglądając się powoli, ślizgając wzrokiem po każdej niewyspane twarzy, uśmiechnęła się. Przeszedł mnie dreszcz. Jerome westchnął cicho i wyjął kasę, odliczył ją a na końcu z bólem wypisanym na twarzy, oddał Eddiemu. Blondyn wyszczerzył się. Wstał i nalał sobie soku.
-Cześć - przywitała sie Rose, ściskając każdego z osobna. Przewróciłam oczami i wstałam, uciekając do kuchni. O, nie. Za nic w świecie jej nie uścisnę. Nawet jakby my zapłaciła. Ściskam tylko własnego kota. Wróciłam z torą żelków, a ta wstrętna jędza zajęła moje miejsce obok Jeroma, naprzeciwko Fabiana. Nie shippuje ich. Nawet niech nie próbuje, bo to by było dziwne. Ale chociaż... Joy też podkochiwała się w Rutterze i jak skończyła? Dobra, to było wredne. Popchnęłam Eddiego, dając mu d zrozumienia, by posunął się i zrobił mi miejsce. Blondynka grzała dłonie, pocierając je i odezwała się:
-Jak tam przygotowania do mojej sztuki? - spytała, a Jerome wydał dziwny dźwięk pomiędzy parsknięciem a śmiechem. W końcu to on był reżyserem. Rose przestała sie uśmiechać - Nie mówcie mi, ze przez cały czas się obijaliście.
-No, tak naprawdę to nie - odezwał się Clarke i pogładził włosy - Myślisz, że TO samo się ułożyło?
Riddle spochmurniała.
-Daj spokój - powiedział Eddie, próbując podkraść mi żelka, a ja atak zręcznie odparłam - Nie każdy jest taki jak ty. Niektórzy umieją się bawić. I są mili. No i nie tlenią się, by wyglądać jak naturalna blondynka.
Mara spiorunowała go wzrokiem znad książki. Rose zacisnęła zęby.
-Moje włosy to naturalny blond.
Jerome ze zrezygnowaniem pokręcił głową.
-Nie wstydzić się tego, wszyscy sie starzeją. Zresztą, nie musisz sie farbować - Clarke uśmiechnął sie ciepło - Mózg blondynki w zupełności ci wystarczy.
Parsknęłam, wypluwając kawałek żelka i zaśmiałam się. Fabian popatrzył sie na mnie, jak na idiotkę, ale mi to nie przeszkadzało. Pora na rewanż, a Jerome i Eddie, najwyraźniej zachęceni, kontynuowali.
-Bardzo śmieszne, inteligenci - burknęła Rose.
-Nie, to nie jest śmieszne. - odpowiedział Eddie - Powinnaś coś z tym zrobić. Masz łeb jak sklep, tylko pułki puste.
-Ooo, jedziemy tekstami z podręcznika od wosu? - Clarke wyszczerzył sie jeszcze bardziej - Boże daj mi siłę, bo podczas rozmowy z debilami grzeszę pychą.
-Walcie się - mruknęła Rose i zamierzała wstać, ale Jerry ją powstrzymał i powiedział:
-Takimi tekstami to mój dziadek konie płoszył.
-Ale ty głupi jesteś...
-Ja jestem seksowny i wiem o tym a jak na ciebie patrze to wiem po co caritas powstał. I ty o tym też wiesz.
-Dajcie mi spokój - warknęła Rose z podejrzliwym błyskiem w oku patrząc się, jak prawie leżę na podłodze.
-Ciekawe, mów dalej - Eddie rozciągnął sie jak kot. Rose wyszarpnęła sie i poszła na górę. Fabian kręcąc głową, pobieg za nią. Mara piorunowała nas wzrokiem, a Jerome cicho szepnął:
-Co Bóg złączył niech człowiek nie rozdziela. 
-Ale o co ci chodzi? - spytał Miller, drapiąc sie po głowie.
-O jej brwi.

***

Głupim wybuchem śmiechu, choć to było bardzo śmieszne i się zaszłam, spieprzyłam wszystko. No kto by się tego spodziewał.
Mara przyszła do mnie i stała nad mną z założonymi rękami, z miną, której nie powstydziła by się moja matka. A Fabian siedział w pokoju obok, pocieszając załamaną Rose. Oh, jak bardzo mi jej żal.
Tymczasem wszyscy wrócili z przerwy świątecznej, siedzieli na dole i rozkoszowali sie ostatnim wolnym dniem. Albo tak jak Amber powtarzali każdą kwestię, by nie zmarnować swojej wielkiej szansy na zabłyśnięcie. Colin próbował ją uspokoić, ale na nic się to nie zdało. Eddie przekomarzał sie z Patricią, która nie doznała duchowego nawrócenia i nadal mnie nienawidziła. Clarke leżał na kanapie z 'wielką dziurą w sercu'. Mara dała mu jasno do zrozumienia, że to co zrobił było wredne i powinien przeprosić Rose. Zamiast tego Jerome położył sie zrezygnowany, odnajmując, że Jaffray zraniła go, nie biorąc jego tekstów na zgaszenie za zabawne. Więc Mara przyszła do mnie, by się odegrać. Zacisnęłam zęby.
-Jak mogłaś coś takiego zrobić? - spytała, kręcąc głową - To nie w twoim stylu. Myślałam, ze masz więcej godności i upomnisz ich, a ty jak wariatka się śmiałaś.
Czułam, jak rumieńce wykwitają mi na twarzy. W głowie rozległ mi się szyderczy głos Rose, który jak kwas palił moje myśli.
W tym domu nikt nie będzie ci lizał butów i biegał za tobą, bo ci coś nie pasuję. Pogódź się z tym. Mam już dość twojego panoszenia się w tym domu, rozstawiania wszystkich po kontach, wrzeszczenie na wszystkich jak coś ci nie leży w interesie a potem strzelanie wielkiego focha i czekanie, aż ktoś cię przeprosi.
Jej bezlitosny śmiech wbijał mi się tysiącami igiełek w mózg.
Dorośnij. Teraz jesteś nikim, a nie ukochaną córusią mamusi i tatusia, którzy robią wszystko, by ich księżniczce żyło się dobrze. Zrozum, wszyscy mają dość, więc się uspokój
Zacisnęłam pięści, a Mara spojrzała na mnie przerażona.
Odwal się od Fabiana, nie zasługujesz na niego. Więc usuń się w cień i został drogę wolną dla kogoś, kto jest lepszy od ciebie.
-Nie wiesz to, czego ja - powiedziałam przez łzy, które piekły mnie w gardło - Nie wiesz. I nie próbuj się dowiedzieć Maro, bo to i tak nic nie zmieni.
Twarz przyjaciółki złagodniała, po czym westchnęła i cicho powiedziała:
-Nie wiem, co zaszło pomiędzy wami Grant, ale Rose jest ważna dla Fabiana. A na nim ci chyba zależy.
Kiwnęłam głową, choć nadal gniew, jaki poczułam do dziewczyny nie zelżał. Wbiłam paznokcie w wierzch dłoni, ból zdawał się pomagać mi w odzyskaniu przytomności i ujarzmieniu wściekłości. Mara usiadła na fotelu Amber i chwyciła czasopismo. Ciekawe, czy tak wyglądała w pierwszej klasie, gdy dzieliła pokój z blondynką i gdy były siebie bardzo blisko. To samo spojrzenie przeglądające modowe magazyny, by przyjaciółka była dumna, że jednak Mara choć trochę zainteresowała się modą. Te same refleksy, które odbijały się od jej kruczoczarnych włosów, gdy ruszała głową. Ciepłe spojrzenie, gdy ktoś oderwał ją od czytania. Gdy tak siedziała, wydała mi sie bardzo mała i krucha. Gdy się jednak odezwała, jej ton był lodowaty.
-Zawiodłam się na tobie Megan.

***

Jej buty zostawiały ślady na śniegu, choć stąpała niezwykle lekko. Suknia, którą dzisiaj miała na sobie, była bladoróżowa, prawie że biała jak jej otoczenie. Na ramionach miała zarzucone biało futro z kapturem, które okrywało również jej głowę przed zimnem. W okrytych białymi rękawami dłoniach niosła bukiet czerwonych róż. Tam gdzie ostre kolce przebiły materiał, wykwitły szkarłatne plamy. Nie zwracała jednak na to uwagi, tylko brnęła przez znajomy las, aż dotarła do celu.
Zmierzyła wzrokiem grobowiec, sprawdzając, czy oby się nie zmienił. Nadal był tylko zimnym kamieniem, który i tak nie skrywał szczątków jej rodziców. Przecież ich ciał nigdy nie odnaleziono.
Uklękła i położyła czerwone róże na śniegu. Kontrastowały ze sobą w dziwnym, smutnym połączeniu. Wyglądały, jak krew na jej rękawiczce. Wdzięczne i oszałamiająco piękne.
Spojrzała na nie z góry, chwilkę stojąc ze złożonymi rękami, tak jak do modlitwy. Kąciki jej ust lekko uniosły się w górę.
-Kocham was - szepnęła, a z jej różowych ust wydobyła się mgiełka. Rozejrzała sie po okolicy, wolno, spodziewając się, ze ktoś temu zaprzeczy. Intensywnie zielone oczy wodziły po szczegółach, szukając znaku ludzkiej obecności gdy odwracała się od grobu rodziców i wyszła na dziedziniec. Odetchnęła mroźnym, zimowym powietrzem.
-Tęskniłam za tym miejscem - szepnęła, ujrzawszy swój dom po dwóch latach ciągnącej się obecności. Zamiast do niego podejść, odwróciła się i odeszła, rozpływając się we mgle.

***

-Fabian? - spytałam, uchylając drzwi do jego pokoju. Ciche dzięki gitary upewniły mnie, że wrócił i że jest sam. Znam go na tyle, by wiedzieć, ze najlepiej gra mu się, gdy jest nikt mu nie przeszkadza. Potrafił wtedy wydać dźwięki z gitary tak delikatne, że prawie czuło sie, że muskają twoja skórę. Zawsze mu tego zazdrościłam. Też przelewam wszystkie uczucia w instrument, ale tylko on potrafił sprawić, ze struna zadrżała tak długo i głośno jak sobie tego życzy. Słuchając jak gram, można zapomnieć o całym świecie.
Chłopak zmierzył mnie pustym spojrzeniem, nic sie nie odzywając. Jego palce przestały wodzić po gryfie i zastygły. Przez moje plecy przeszedł dreszcz.
-Możemy pogadać? - spytałam niepewnie, a gdy skinął głową, usiadłam obok niego - Jesteś na mnie zły?
-Raczej rozczarowany - odpowiedział, nie patrząc mi w oczy.
Poczułam gorzki smak w ustach i spojrzałam na niego błagalnie, co było słychać w moim głosie:
-Nawrzeszcz na mnie Fabian. Tylko nie bądź tak obojętny, bo tego nie zniosę.
-Nie będę na ciebie krzyczał - odpowiedział, odkładając gitarę - Nie zrobiłaś nic złego. Śmiałaś się.
Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam na swoje ręce, na miejcie, gdzie wbiłam sobie paznokcie aż do krwi.
-Jeżeli chcesz z nią być, bądź. Bądź szczęśliwy Fabian, jeżeli ona daje ci szczęście.
Usiadł koło mnie, tak, że stykaliśmy sie ramionami i wpatrywaliśmy sie w jeden punkt na ścianie. W fotografie, na której był on i Nina. Stali, roześmiani w słońcu, a z tyłu wdzięcznie znajdował sie dom Anubisa. Na całej fotografii było tyle życia, że czułam ją aż teraz, chociaż była zrobiona niecałe dwa lata temu.
-Tęsknisz za nią? - spytałam, opierając głowę na jego ramieniu. A on położył swoją na mojej.
-Tak - odpowiedział spokojnie - Czasami mi ją przypominasz.
-Nie jestem Niną.
-Wiem - szepnął i splot swoje palce z moimi. Czułam, jak moje lodowate dłonie się ocieplają - Ale i tak nie zmienia to faktu, ze jesteście do siebie podobne. Ten sam upór, to samo spojrzenie, gdy czegoś nie rozumiecie, ta sama nuta w głosie, gdy nie chcecie, bym zdradził jakiś sekret. Ten sam uśmiech.
Czułam bicie jego serce, spokojny oddech. Wiedziałam, że zamknął oczy gdy to mówił. Przypominał sobie jej obraz, wypalony po wewnętrznej stronie powiek. Mogła go rzucić, zmiażdżyć jego serce, dać do zrozumienia, ze tak będzie lepiej. A on tak ją kochał. A ja kochałam go, jak brata, którego nigdy nie miałam.
-Kocham cię Megan. - szepnął.
-Wiem - zacisnęłam mocniej palce na naszych splecionych dłoniach - Ja ciebie też...


***. 

Drugi styczeń zaczął się pięknie. Blade słońce bawiło się refleksami na włosach Amber, które rozsypane były po całej poduszce. Ciekawe, ile czasu minie, zanim doprowadzi je do porządku..
Obudziłam sie o piątej i od razu wiedziałam, ze nie zasnę. Było to niemożliwe, wiedziałam o tym dobrze. Nadal słyszałam szloch Millington, gdy się dowiedziała o moim rzekomym losie. Nadal czułam ciepło Fabiana i jego oddech na mojej szyi, gdy mnie przytulał. Nadal pamiętam wzrok Mary, gdy przyglądała mi sie znad gazety.
Szybko wzięłam prysznic i przebrawszy sie w mundurek, zeszłam na dół. Nie była to moja zmiana na śniadanie, ale ubłagałam Trudy, by dała mi jeden tost.  tak więcej nie będę w stanie przełknąć. Fabian wczoraj przedstawił mi swój plan, jak prześlizgnąć się do gabinetu dyrektora i nie zostać złapanym. Gdy tylko o tym pomyślałam, zebrało mi sie na mdłości.
Powoli, bardzo powoli wyruszyłam na wędrówkę do pokoju. Gdy miałam już wejść, usłyszałam podniesione głosy. Patricia i Eddie. W tym samym czasie ruda otworzyła drzwi a ja cofnęłam się o krok wystraszona. To był błąd.
-No proszę - warknęła Williamson, posyłając w moja stronę mordercze spojrzenie - Widocznie matka nauczyła cie nie tylko kłamać, ale też podsłuchiwać.
-Patricia! - Eddie wydał się szczere zaskoczony.
-Zamknij się - warknęła na niego, a potem na mnie - Zejdź mi z drogi.
Szybko spełniłam jej żądanie. Miller wybieg za nią, a gdy miała wyjść z piętra. Chwycił ją w ramiona, wtulając twarz w jej rozczochrane włosy i nie wypuszczał, póki sie nie uspokoiła. Słyszałam dwa zdania, które powtarzał:
-Nie jesteś sama. Masz mnie, ja cię nie opuszczę.
Schowałam sie w pokoju, nie schodząc na śniadanie i czekając na ósmą, która nie chciała nadejść. Potem zwlekałam sie z plecakiem na ramieniu i poszłam do szkoły. Miałam cichą nadzieję, ze zamarznę zanim tam dojdę. Przynajmniej to byłaby jakaś odmiana. Patricia miała rację. Matka okłamywała mnie przez całe życie, a ja to po niej odziedziczyłam. Zatopiona w myślach, nawet nie zauważyłam jak Jerome staną przed mną z założonymi rękami.
-Co ty tu robisz? - spytał, unosząc brwi.
-Uczę się - mruknęłam i próbowałam go wyminąć, ale zastąpił mi drogę.
-Masz sześć godzin na przygotowanie poczęstunku Grant - powiedział spoglądając na zegarek - Lepiej się pośpiesz.
W otępieniu wróciłam do domu i przebrałam sie. Kompletnie zapomniałam, że miałam przygotowywać poczęstunek. Włosy upięłam na czubku głowy, by nie wpadały mi do oczu. Założyłam swój niebieski fartuszek i wyciągnęłam składniki na przygotowanie ciastek. To takie dziwne. Pieczę je, tak samo jak wtedy, gdy Fabian spytał mnie o jakąś rzecz. Nie pamietam jaką, pamiętam tylko, że powiedział mi o mące na moim nosie. Uśmiechnęłam się i zaczęłam wyrabiać ciasto.
O trzynastej miałam zrobione góry kanapek, ciasteczek i przekąsek i powoli wszystko zanosiłam do szkoły z pomocą Trudy. Stół z poczęstunkiem stał w samym kącie, ale zawsze jak wchodziłam z tacą, zerkałam na scenę. Wszystko było przygotowane, teraz tylko układano krzesła.
Czas leci zbyt szybko, niż tego chcę.
Po czym stałam już przebrana w mundurek, na samym końcu sali u boku Fabiana, który zerkał na zegarek. Ja jednak oglądałam przedstawienie. Musze przyznać, że Amber gra świetnie. Potrafiła grać emocje, operować głosem i gestami. Robiła wszystko tak płynnie, jakby nie było żadnego scenariusza, a scena była miejscem, gdzie rozgrywa się życie. A Colin nie pozostawał w tyle.
Fabian drgnął. To był sygnał, ze mam sie przygotować.
Jednak nadal nie odrywałam oczu od sceny.
-Musisz odejść - powiedział Colin cicho, ale jego głos był dobrze słyszalny, nawet z tyłu.
-Nie zostawię cię - szepnęła Amber ze łzami w oczach.
-Nie rozumiesz - chłopak pokręcił głową - Tu nie jest bezpiecznie. Zniknij.
-Nie obchodzi mnie to - głos Amber był zachrypnięty, lecz stanowczy. Z oczu płynęły na blade policzki łzy - Chce być przy tobie.
Colin otarł z jej policz łzę, a potem zabrał rękę i chwycił jej dłonie.
-Nie...
Chłopak nie dokończył, bo Amber przysunęła sie do jego twarzy delikatnie musnęła ustami jego wargi. Cała sala wstrzymała oddech, gdy Colin zanurzył rękę w złocistych włosach dziewczyny, a ona przysunęła się bliżej. Poczułam ucisk na nadgarstku. Fabian wyślizgnął się cicho z sali, ciągnąc mnie za rękę. Gdy byliśmy przy gabinecie dyrektora, Rutter puścił mnie i otworzył wsuwką drzwi, po czym spojrzał na mnie z rozbawieniem.
-Dziewczyny...
Prychnęłam i bezceremonialnie wepchnęłam się do gabinetu. Nic nie zmieniło się tu od ostatniego razu, kiedy byłam tu ostatnio. Przybyło tylko nieco więcej zdjęć. Przyjrzałam się im z bliska. Jedno przedstawiało Eddiego i jego ojca na rybach. Zaczęłam sie śmiać widząc minę Millera, po czym zostałam skarcona 'ciii' i zaczęłam przeszukiwać szafki.
Były tam faktury, rachunki, kartoteka i mnóstwo, naprawdę mnóstwo głupot. Przyszła mi do głowy ciekawa myśl : ciekawe jakby to wyglądało, jakby się paliło. Chrząkniecie Fabiana wyrwało mnie z myśli. odwróciłam się i zajrzałam przez ramię chłopaka. Trzymał on zdjęcie, stare zdjęcie.
-Co to jest?
-Wracamy - powiedział Fabian, robiąc zdjęcie swoja komórką - Znaleźliśmy to, czego szukaliśmy.
-Wcale nie - odpowiedziałam rozczarowana. Miałam nadzieje na jakąś walkę czy coś. A znaleźliśmy zdjęcia. Super.
-Wracamy Megan.
Gdy zamykał drzwi, czułam gorzkie rozczarowanie. Przynajmniej obejrzę końcówkę przedstawienia.




Z dedykacją dla Karolinki Ł. ♥
Końcówka pisana na szybko, ok? Brak weny daje mi sie we znaki.
Kto ma najfajniejszą mamę na świecie? Ja! Nie poszłam dziś do szkoły, ale musiałam jej pomagać. Ale to lepsze niż siedzenie z moja klasą.
Tylko 2 komentarze... Rozpłaczę się. Czyli nikt tego już nie czyta...
Niedługo powinnam skończyć. Odpoczniecie od mnie, bo nie wiem, czy pisać kontynuację. Nie wiem, czy ktoś to będzie czytać. No, może Steve.

Żartuje, Steve mnie nienawidzi.
Przekupię was. Mam ryż z jabłkami, ktoś chce?
Musze napisać komentarze. Posty dawno przeczytane, komentarzy brak.
Tak, wiem.
Jest nowa nazwa, bo to druga cześć. Taka badziewna, dlatego że zapomniałam takiej, co wymyśliłam wcześniej, ale zapomniałam.
Sapphire wróciła. Moje serducho sie cieszy.
Moja mama robi burdel w pokoju siostry, będę się śmiała, jak będzie to musiała sprzątać, hi hi.
Dżeruś jest wredny, zły dżeruś. Rose shejtowana. I to nie z anonima.
Ok, lecę na obiadek ♥


Głodna Joylitte was kocha
xoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxo

10 komentarzy:

  1. Yeah, pierwsza! :)
    Piękny rozdział kotek! I dziękuję za dedykację :*
    A co do rozdziału:
    NINA WRACA?! O.o Ale akcja będzie, mówię Ci!
    Peddie się kłóci? Czemu?? :( Jestem tyn faktem bardzo zawiedziona, naprawdę.
    Żal mi Megan, ma przerypane...
    Amber całuje Colin'a?!?! O.o Ten świat jest taki dziwny..
    Muszę Cię poinformować, iż jutro (jeśli będę na kompie) zacznę pisać kolejny rozdział (kontynuacja siódmego).
    Jestem przeziębiona. Głowa mi pęka i chcę iść już spać, ale obiecałam, że dodam komentarz, więc dodaję ;)
    Mam nadzieję, że next będzie szybko :D ♡♥♡♥

    xxxx,
    Lost in dreams

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział super
    Zapraszam również do mnie:
    tajemnicedomuanubisaforfun.blogspot.com
    bleblegrupowiec.blogspot.com
    http://wytrwalaopowiadanie.blogspot.com/
    http://onedirectionhistorie6.blogspot.com/
    http://opowiadaniawerka.blogspot.com/
    http://i-need-friend.blogspot.com/
    Liczę, że skomentujesz

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak możesz mówić że nikt nie czyta ⁉ Jak śmiesz???ja czytam zawsze , ale ostatnio stwierdziłam że zaśmiecam komentarze moim ulubionym blogerką (tak należysz do nich ) więc powiem genialne i wogule ^_~ serdecznie pozdrawiam\Gad

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliczny rozdział. :-)
    Czeekam na nextt

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S. Zapraszam na nowy 92 odcinek mojego autorstwa: http://housee-of-anuubis.blogspot.com/2014/01/odcinek-91-by-amore-wiktoria.html
      + liczę na szczerą opinie i komentarz. :-)

      Usuń
  5. W następnym rozdziale mogłabyś dodać coś z Jarą???? ♥ Kocham, ślicznie piszesz, całuję!!!! *.*

    OdpowiedzUsuń
  6. Wcale nie wsiąkłam pod ziemię, nie obgaduj mnie u Emklarki, głupek :c
    Ale ja cię kocham <3
    Rose usiadła między najpiękniejszymi obiektami Victor House, to wystarczający powód by ją znienawidzić. Podoba mi się jej upór i determinacja, fajnie, że chce walczyć o swoje. Mam nadzieję, że znajdzie kogoś, kto okiełza jej charakter i będzie ją o tak mocno kochał <3 Ale chcę Fegan tak.
    Duet Jeruś & Eddie jest genialny, leżę i nie wstaję. Monobrewka zawsze spoko.
    Scena pocałunku Amber i Colina była piękna, choć to tylko przedstawienie. Grasz na emocjach, tyryryrryry.
    Megusia moja, taka kochana. Być może w domu była przyzwyczajona do innego traktowania, ale teraz naprawdę chce by było dobrze, a zderza się z samymi przeciwnościami. Przecież każdy człowiek jest inny. Na szczęście ma Fabiana, to najważniejsze.
    Kocham Jeroma.
    Kocham Fabiana.
    Kocham Peddie.
    Wszystkich kocham (poza parą, której nazwy wymawiać nie wolno).
    Talencie ty mój! <3
    Czyżby ten trzeci fragment jest o Ninie? Skojarzyło mi się z tymi dwoma latami. Chociaż, marny ze mnie detektyw, ja nic nie wiem, jeszcze wyjdzie, że Dżoj magicznie odżyła i teraz będzie nawiedzać Jeroma. Tak czy siak, ta część wyjątkowo mnie urzekła, było w niej coś niesamowitego.
    Przy Tobie czuję się niesamowicie przeciętna, bo w Twoim stylu jest coś ujmującego, barwnego, potrafiącego chwycić za serce lub zwyczajnie wzbudzić uśmiech na czyjejś twarzy. Medżig.
    Jesteś cudowna, niesamowicie piszesz i po stokroć proszę, nigdy o tym nie zapominaj. Jesteś wyjątkową osobą, nie masz pojęcia, ile osób Cię podziwia. Ja najbardziej, to się rozumie przez samo 'się'.
    Kocham cię barco barco <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nie jestem drzewem, naskarżę twemu mężowi, ma się te tajniackie kontakty z Bradem. Ninja style.
      I tak cię kocham, Tysia najlepsza.
      Jak chcę skomentować, to mi każą udowadniać, że nie jestem automatem... Super, najpierw mnie od drzewa wyzywają, a teraz od robotów. Źli.

      Usuń
  7. Zapraszam na ostatnią [20] część historii "Stracone marzenia".
    http://fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com/2014/01/stracone-marzenia-szczesliwe.html
    Liczę na opinię ^.^

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy