wtorek, 22 lipca 2014

WINNY









Znalazła się w środku wojny, w którą została wciągnięta jej rodzina. Wszystko, co kochała zostało jej odebrane. A ona będzie chciała to odzyskać, zyskując coś nowego i odnajdując to, czego tak długo szukała.
Ariana Grande & Brad Kavnagh & Chloe Moretz & Achton Irwin Fabfiction



Podziękowania

Na samym początku chciałabym podziękować Nickelodeon, za to, że stworzyli serial, którym się inspirowałam. Nawet nie macie pojęcia jak jestem Wam wdzięczna.
Kolejne podziękowania lecą do mojej kochanej Sapphire, czyli Agatki. To ona mnie wspierała, pisała długaśne komentarze, przy którym mogłam płakać i śmiać się jednocześnie. Zawsze była przy mnie, nawet gdy tego nie zauważałam. Bądź silna kochanie. Dla siebie, dla nas, dla mnie i dla Sibuny.
Teraz czas na moją MClarkę, na której blog zawitałam jako pierwsza. To ty dałaś mi natchnienie, bym zaczęła pisać tak jak ty. Dałaś mi wspaniała historię, na której koniec czekam. Tak jak na koniec u Agatki. Nadal wierzę, że nie zapomniałyście. Dziękuje.
Całusy lecą także w stronę αмσяє. ♡, która jako pierwsza skomentowała mój blog. Nawet nie masz pojęcia, jak się z tego ucieszyłam. I jako pierwsza zaobserwowała. I nadal o mnie pamięta. Dziękuje za to, że jesteś. Rób dalej to co kochasz, bo to robisz najlepiej.
Wielkie podziękowania należą się też wspanialej Natalii Pisarce, która za każdym razem komentowała moje posty i jest moją główną motywacją. Dziękuje kochanie, życzę Ci weny w pisaniu własnych opowiadań. Nie przestawaj robić tego co robisz.
Kolejną osoba, już nie ze wspaniałych bloggerek, które tu poznałam, jest Dagmara. Choć rozstałyśmy się w czerwcu i już do klasy razem nie będziemy chodzić, wiedź, że o Tobie nigdy nie zapomnę. Byłaś pierwszą osoba, z którą tak wspaniale się dogadywałam, słuchałam muzyki i dyskutowałam o idolach. Nigdy mnie nie wyśmiewałaś, nawet gdy paplałam głupoty. Będzie mi cholernie smutno, gdy we wrześniu nie usiądę koło Ciebie. Ale życie toczy się dalej, i choć nasze drogi się rozstały, nie przestanę Cię kochać jak siostrę, Pani Irwin.
Kolejnymi osobami są moja siostra Ewelina i przyjaciółka Monika. Może już nie będziemy się widywać na korytarzach ani spędzać ze sobą tak dużo czasu, ale dawałyście mi inspiracje. Choć dopiero teraz się dowiedziałyście, że blogowałam. Trudno się mówi. Nie ma jak to się interesować rodzeństwem, prawda Ewelinka?
Wypadało by tez podziękować mojej drugiej siostrze Karolinie, która pozwalała mi pisać na jej komputerze. Złom bo złom, ale pisało sie całkiem nieźle. Tak więc dziękuje, bo to właśnie na nim napisałam pierwszy rozdział.
Klaudia, tobie też należą się ogromne przytulasy. Pracujemy razem na Brad Kavnagh Poland i choć się nie znamy w rzeczywistości, traktuje Cię jak siostrę. I tak samo kocham. Kiedyś go spotkamy i razem podziękujemy. Zobaczysz.
I jeszcze Patrycji, za to, że po prostu jest.
Dziękuje także Bradowi, choć nigdy prawdopodobnie mnie nie zobaczy na oczy. Byłeś przy mnie zawsze, gdy tego potrzebowałam. Twój głos podtrzymywał mnie w trudnych chwilach. My się nie rozstajemy. Byłabym idiotką, gdybym nie przyznawała się, że słucham tak wspaniałej osoby. Masz piękne serce kochanie, dziękuje Ci za wszystko. Dosłownie za wszystko.
No i dziekuje też Tobie, jeśli to czytasz a Cię nie wymieniłam. Jesteś równie ważny jak inni. Dziękuje, ze czytałeś. Że odwiedzałeś, może nawet nie systematycznie. Ale lepsze to niż nic. Życzę Ci powodzenia, jeśli piszesz to weny, jeśli śpiewasz to satysfakcji z tego a jeśli malujesz to inspiracji. A jeśli nie robisz nic, to wspaniałego życia, bo na to zasługujesz. Wszyscy zasługują.
To chyba tyle z podziękowań...
No kochani, za nami prolog, epilog i pięćdziesiąt trzy rozdziały. Zmęczeni? Bo ja bardzo. Ciężko mi było kończyć tą historię, chociaż pomysł był straszny, patrząc z perspektywy czasu. Ale nauczyłam się tu pisać. Zmienił się mój styl, moje wyrażanie uczuć w słowach. To daje satysfakcje, i to jaką! Siadałam do komputera i pisałam, gdy byłam smutna, zła, obojętna i szczęśliwa. Wszystko wtedy znikało. Znajdowałam się nie w swoim domu przykryta kocem, znajdowałam sie w Megan, w bohaterach, których stworzyłam. Byłam w Anubisie, czułam i widziałam to co oni. Wspaniałe doświadczenie i nie chce zmarnować tego, czego się tu nauczyłam. Będę pisać dalej.
Powstał nowy blog. Mówiłam Wam, że chce pisać fanfiction o Arianie, albo o Bradzie... Więc usiadłam, pomyślałam i boomsh! Mam już zarys scenariuszu, więc po co tracić czas? To będzie zupełnie coś nowego, nigdy czegoś takiego nie pisałam. Ale jak mam uczyć się pisać, to muszę się uzupełniać. Dlatego zapraszam : WINNY.
A co sie stało z mieszkańcami Anubisa? Cóż, wszystko dobrze sie skończyło. Mara i Jerome są razem i spodziewają się córeczki, Amber wybija się w świecie mody z Alfiem jako asystentem u boku, Patricia i Eddie odbywają podróż po Europie, Chloe i Logan mieszkają razem i nic ich nie rozdzieli. Nina wróciła do Stanów, tak samo jak KT i toczą własne życie. Ale kontaktują się ze znajomymi ze szkoły. Joy i Mara pracują razem, pisząc dla The Times. Rose próbuje sprawić, by Collin pogodził sie z ojcem, ale nie idzie jej to dobrze. A Megan? Megan kończy studia, ale nadal prześladują ją cienie przeszłości. Ma jednak przy sobie Fabiana, który zawsze jest przy niej, gdy budzi się z wrzaskiem w nocy. Są szczęśliwi.
Chyba pora się pożegnać. Oczywiście tylko tutaj. Mam nadzieje, że o mnie nie zapomnicie. Mam nadzieje, że czasem zaglądniecie na mojego twittera i napiszecie co u Was słychać. Kocham Was skarby i wiele Wam zawdzięczam. Byliście i pozostaniecie dla mnie jak rodzina.



Możecie już opuścić Dom Anubisa...

SIBUNA

056. Epilog

Nazywam się Megan Grant. Pochodzę z Exmouth. Wychowałam się tam, ale ostatnią klasę liceum ukończyłam w Anubis Academy. Mieszkałam w Domu Anubisa.
Poznaliście moją historię. Trochę to wszystko zagmatwane, niedorzeczne i nieprawdziwe. Ale nie musicie mi wierzyć. Bo cała magia nie istniała w tych paranormalnych zdarzeniach, tylko w słowach i w ludziach.
Chciałabym Wam coś powiedzieć. Może słyszeliście to milion razy, czytaliście tyle samo razy. Ale musicie sobie to uświadomić, zanim pójdziecie dalej.
Każdy z Was, co do jednego, jest piękny. Nie patrzcie na ludzi, bo to nie oni mają układać i dowodzić waszym życiem. Tylko Wy. Wy, którzy są jedyni w swoim rodzaju. Bądźcie sobą. Jeśli komuś się nie będzie to podobało, to nie wasza wina. Z uśmiechem pokażcie mu środkowy palec i powiedzcie, że kochacie siebie za to, jakie jesteście. Że nie zmieniłybyście w sobie nic.
Nie można zmienić swojego wyglądu. Nie można zażyczyć sobie nowego nosa, większych oczu. Bo to nie możliwe. Operacje plastyczne nic nie dają. Ale gwarantuje Wam - uśmiechnijcie się, a zrobicie się dziesięć razy piękniejsze. Każdy wygląda pięknie w uśmiechu. To właśnie jego wielka zaleta. I nie uśmiechajcie się nieszczerze. Jeśli chcecie płakać - płaczcie. W osamotnieniu, żeby nikt Wam nie mówił, że będzie dobrze. Bo nie będzie, jeśli same tego nie zechcecie. Jeśli nie dajecie sobie rady ze sobą, nie krzywdzie się. Wyrzucie żyletki, wiem to z własnego doświadczenia. Nie warto mieć blizn do końca życia, tylko z powodu, który wydaje Wam się okropny. Bo potem spojrzycie na nie i pomyślicie : Boże, czemu ja to zrobiłam?
Fabian widział moje blizny. Nie pytał o nic. Ufa mi, wie, że jeśli coś by się stało, powiedziałabym mu. Wy też znajdzie taką osobę, do której możecie zadzwonić w środku nocy i wypłakać się, gdy sami nie dajecie sobie radę. To nie musi być chłopak. To może być przyjaciółka, która jest z Wami bardzo długo i Was rozumie. Tak jak mnie Chloe. Nie wyżalajcie się byle komu. Bo przez to wasza więź się zaciska, a osoby, które nie są godne waszego cennego zaufania, wykorzystają to. A najlepiej zwierzyć się rodzicom. Ja tego nie zrobiłam, nie miałam na to siły. Za bardzo ich kochałam, żeby ich martwić. Brzmi znajomo, prawda? Tyle że gdy wróciłam z Domu Anubisa, pierwszy raz porozmawialiśmy szczerze. Teraz wiem, jak bardzo mnie kochają.
Nadal nie wyjawiłam Fabianowi mojej małej tajemnicy. Tysiąc razy myślałam  tym, gdy budziłam się w środku nocy obok niego, a potem nie mogłam zasnąć. I przez te tysiąc razy gdy czułam jego ciepło przy swoim ciele, dochodziłam do wniosku, że nie chce go martwić. To minęło. A on robi wszystko, bym o tym zapomniała. Kocham go. A on kocha mnie.
Wy też kiedyś znajdziecie taką osobę. Wy też poczujecie motyle w brzuchu. Nie wstydźcie się ich, bo to normalne. A jeśli ktoś poczuje to do Was, a wy nie chcecie mieć z ta osobą nic więcej, niż tylko przyjaźń? Dajcie mu to do zrozumienia. Szczerze. Ludzie nie są zabawkami, jak to mówi Mara. Nie można ich porzucać, krzywdzić ich. Zabawki nie mają serca - a ludzie tak. 
Chcecie, by Wasze życie sie zmieniło? By coś się stało? To zróbcie to, a nie czekajcie na cud. Zamknijcie książki, wyłączcie komputer i ruszcie tyłek - życie jest zbyt krótkie, by je marnować.
A jeśli macie już dość. Chcecie zakończyć ten dar, który dali Wam wasi rodzice... Pomyślcie, co czuliby, gdybyście to zrobili. Wiele rodzin się przez to rozbija, rodzicie obwiniają się nawzajem. I rozchodzą się. Nie chcecie tego, prawda? Nie, wcale im nie będzie lepiej bez Was. Bóg tworzy tylko piękne rzeczy, Wy jesteście jedną z nich. Jeśli nie chciałby, żebyście istnieli, nie byłoby Was tutaj.
Życie kończy się happy endem. Tak jak w bajkach, jeśli się o to postaramy. Jeśli wyryjemy gdzieś swoje szczęście, tak jak napis zrobiony przez dzieci na huśtawce. To nie znika. To wryje się Wam w serce.
Szkoła to nie wszytko. Nauka to nie wszystko. Najważniejsze to szczęście.
Pamiętajcie o tym, że obok siebie macie ludzi którzy Was kochają. Bo ja o tym zapomniałam. 
Uśmiechnijcie się do kogoś na ulicy. I odwzajemniajcie uśmiechy. Ja osobiście nienawidzę, jak ktoś sie do mnie nie uśmiechnie. Tak po prostu.
Wszyscy popełniamy błędy. Dlatego, ze jesteśmy ludźmi. Nie wstydźcie się ich i uczcie na nich. Rad też słuchajcie, bo się Wam przydadzą.
Cieszcie się tym co macie. Poważnie mówię. Ja potrzebowałam Fabiana, żeby to zrozumieć. A Wy zróbcie to sami.
Nazywam się Megan Grant. Pochodzę z Exmouth. Wychowałam się tam, ale ostatnią klasę liceum ukończyłam w Anubis Academy. Mieszkałam w Domu Anubisa. I ostatni raz mówię: 
Sibuna.

niedziela, 20 lipca 2014

055. Rozdział pięćdziesiąty piąty - Zakończenie historii.

Miecz znowu ciążył mi w dłoni. Choć Fabian zaproponował, że go poniesie, odmówiłam.
Wracaliśmy sami do Anubisa. W kompletnej ciszy.
Nie chciałam zaczynać tematu, on chyba też nie. Tylko szliśmy koło siebie. Ja niosłam Miecz, on Maskę Anubisa i Kielich Ankh. Schowamy je w korytarzach, tam gdzie szachy pilnowały przejścia. Powinny być bezpieczne. Zaraz po tym, jak przebierzemy się w coś nie ubrudzonego moją krwią.
Powinnam nie widzieć, nie oddychać, nie chodzić i nie słyszeć bicia swojego serca. Powinnam być martwa.
Czemu Fabian to zrobił?
Nie chciałam już myśleć. Marzyłam, żeby się położyć do ciepłego łóżka. Ostatni raz w tym akademiku.
Podtrzymałam Fabianowi drzwi, by mógł wejść. Skinął głową i poszedł sie przebrać do swojego pokoju. Ja też zaczęłam się skradać cicho na palcach, w obawie że ktoś wrócił z rozdania świadectw. Byłoby nieciekawie, gdyby Victor albo Trudy przyłapali mnie w zakrwawionej koszuli z starożytnym mieczem w ręce.
Z ulgą zamknęłam drzwi do swojego pokoju. Rozpięłam całkowicie koszulę, która nie nadawała się do niczego i owinęłam nią miecz, po czym schowałam go pod łóżkiem. Czystą koszulę szybko zapięłam i spojrzałam w lustro.
Czuję się jak potwór. Opadłam na miękki materac i schowałam twarz w dłoniach.
Jak mogłam pomyśleć, żeby skrzywdzić Ninę? Że lepiej na świecie będzie bez niej. Jak mogłam sie tak omamić? W końcu pokonałam to coś, przełamałam mgłę którą rzucono na mój umysł. Ale pamiętałam każdy szczegół, każdą myśl i każdy ruch. I to mnie zabijało. Nie ten miecz, tylko te myśli.
Gdyby Fabian wiedział, co zamierzałam zrobić Ninie, nigdy by nie wpadł na pomysł ze Złotymi Łzami. Nie zechciałby mnie nie obudzić. Z resztą, sama tego nie chciałam...
Przez tą całą wieczność, może kilka sekund odeszłam. I byłam wolna, szczęśliwa... Po czym brutalnie mnie stamtąd zabrano i wepchnięto do mojego ciała.
Chciałabym martwa. Odpowiadało mi to jak najbardziej. To, ze nie czułam nic.
Wypuściłam ciężko powietrze. Czułam, jak moje ciało drży... To nie miało być tak. Nikt po śmierci nie wraca, każdego czas się kończy. A to, ze mój o wiele wcześniej niż powinien, to nic. Jestem tak zmęczona, jak gdybym przeżyła przynajmniej sześćdziesiąt lat.
Czy ja chce umrzeć?
Tak. Bo już to raz zrobiłam i podobało mi się.
Nie chce tych myśli, które będą mnie dręczyć aż zasnę. Nie chce ich. Te kilka sekund, może cała wieczność była najpiękniejszym doświadczeniem w moim życiu.
Zasługiwałam na śmierć. Pozwoliłam, żeby to przejęło władze nad moim umysłem, wtargnęły do nich brudne myśli. Dałam się skusić. Obiecałam sobie, że będę silna. I zawiodłam. Byłam dokładnie taka, jak mnie opisał : słaba i bojaźliwa. I poszło szybciej, niż obydwoje to przypuszczaliśmy.
Drzwi otworzyły się z cichym skrzypem. Fabian wszedł do pokoju.
-Megan, wszystko w porządku?
-Nie. Nic nie jest w porządku.
Mój głos drżał. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że płaczę. Rutter usiadł koło mnie i próbował mnie objąć, ale go odepchnęłam. Spojrzał na mnie zdziwiony, nic nie rozumiejąc. Poderwałam się z miejsca i spojrzałam mu w oczy.
-Nie dotykaj mnie. Jestem potworem.
Fabian wstał i staną naprzeciw mnie. Cofnęłam się o krok.
-Megan, nie jesteś potworem.
Czułam, jak powoli tracę kontrolę nad sobą. Złość, frustracja, stres i nienawiść do samej siebie odbierają mi siły. Moje nerwy są napięte, jedyne na co mam ochotę to uciec w cholerę od tego wszystkiego. I przestać kłamać, co miałam robić w następnych godzinach.
-Nie było cię tam! - wrzasnęłam - Nie masz pojęcia, co robiłam! Nie wiesz, co myślałam. Chciałam ją zabić! Rozumiesz!? Chciałam zabić Ninę! Chciałam wbić ten cholerny miecz w nią, skończyć z nią raz na zawsze! Bo to ona temu wszystkiemu była winna, to przez nią to wszystko się działo, to przez nią moje życie nie było normalne! Bałam się, że wolisz nią ode mnie! Że mnie dla niej zostawisz!
Fabian stał tylko ułamek sekundy, patrząc na mój wybuch histerii. Nie mogłam tego powstrzymać, to siedziało we mnie od dłuższego czasu. To i jeszcze parę innych rzeczy, których nie zdołałam powiedzieć, bo szloch, który wyrwał się z mojego gardła nie mógł czekać dłużej. Zalałam się łzami, jakbym była przynajmniej pacjentem w psychiatryku.
Fabian podszedł do mnie i złapał na nadgarstki, odrywając dłonie od mojej twarzy. Zaczęłam się szarpać i szlochać jeszcze głośniej. Błagać, żeby mnie zostawił. Żeby mnie puścił. Po tym, co powiedziałam nie chciałam oglądać nikogo. Nikogo, a zwłaszcza jego.
-Megan, przestań - wrzasnął - USPOKÓJ SIĘ!
Przestałam się miotać i spojrzałam na jego twarz. Usta miał zaciśnięte i a oczy próbowały spotkać się z moimi. I spotkały się. Nie oderwałam wzroku. Oddychałam ciężko, łkając aż mój oddech stał się cichy. Jego dłonie nadal zaciskały się na moich nadgarstkach.
Po chwili, gdy uświadomiłam sobie, że jestem na tyle spokojna, żeby coś powiedzieć, zrobiłam to:
-Musimy iść, potrzebują nas - szepnęłam i zrobiłam krok w stronę drzwi. Chłopak nadal się nie ruszył, tylko spuścił wzrok. A uścisk na moich nadgarstkach nie zelżał. Spojrzałam na niego błagalnie i równie błagalnie wyszeptałam - Fabian, puść mnie.
-Nie - odpowiedział stanowczo - Chyba musimy porozmawiać.
Było mi wszystko jedno. Jak chłopak mówi do dziewczyny, że muszą pogadać, to zazwyczaj oznacza rozstanie. Kochałam go. Kochałam z całego serca, ale jestem pewna, że lepiej byłoby mu beze mnie.
-Nie teraz. Musimy iść.
-Teraz. Bo jak nie teraz, to kiedy? - spojrzał na mnie zmęczony - Znowu uciekniesz, znowu zamkniesz się w sobie. Nie chce tego...
-Musimy iść... - powtórzyłam jak echo i zaczęłam się szarpać.
Stało się coś, czego się kompletnie nie spodziewałam. Fabian okręcił mnie tak, aby za moimi plecami było łóżko i pchnął mnie na nie. Opadłam, zaskoczona i zdezorientowana. Usiadł na mnie okrakiem i znowu złapał za nadgarstki, przytrzymując je po obydwu stronach mojej głowy. A swoją zniży tak, że prawie stykaliśmy się nosami.
-Co ty wyprawiasz? - spytałam - Powinniśmy dawno być u Sweeta. Fabian, do cholery, zejdź ze mnie!
-Nie.
Spiorunowałam go wzrokiem. Czy on sobie żartuje? Powinniśmy już dzwonić na policję, a potem sie wymknąć i schować Insygnie czy jak to się tam nazywało.
A on tylko westchnął:
-Porozmawiajmy teraz. I proszę cię, żebyś mi nie przerywała. Obiecujesz?
Kiwnęłam głową, bo nic innego nie mogłam zrobić. Lepiej mu ulec. Szybciej pójdzie i szybciej znajdziemy sie w szkole.
Fabian znowu westchnął i zaczął mówić. Prawie czułam, jak ciężko mu to przychodziło.
-Musisz w końcu zrozumieć, że przeszłość to przeszłość. To zostawić za sobą, bo i tak na to nie masz wpływu.
-Jakby to było takie proste.
-Shhh. Obiecałaś, że nie będziesz przerywać. Życie toczy się dalej, a spoglądając w tył tylko pogarszasz sprawę. Przez ten cały czas się obserwowałem. Uważałaś, żeby nie postawić źle kroku, by wszystko nie się zburzyło. Ale i tak się to działo, bo się wszystkim przejmowałaś. Nie powinnaś tego robić. Nie powinnaś przejmować sie tym, co cię tak cholernie zraniło. Nie wiem co to było i ty nie chcesz o tym mówić. A ja nie nalegam. A kilka godzin temu, gdy to wszystko się rozegrało, nie było mnie przy tobie. Przepraszam, bo obiecywałem że cie nie opuszczę. I wtedy nie byłaś sobą. Dałaś się oszukać, to prawda. Ale te myśli nie były twoje, pragnienia nie były twoje. Tylko tego, to wtargnął do twojego umysłu. Nigdy byś nikogo nie skrzywdziła. Wiem to Megan, bo cię znam. Masz zbyt dobre serce i wiem że takie jest. Ale tam w środku nadal byłaś sobą i zrobiłaś to, co nakazywało ci serce. Zabijając siebie i mnie przy okazji. Ale to nie ważne. A co do Niny... Nie stanie pomiędzy nami. Była moją pierwszą miłością, ale to się skończyło. Zostawiła mnie, więc musiałem sie pogodzić z tym, że już nie wróci. I pojawiłaś się ty. Pozwoliłaś mi zapomnieć, więc daj mi zrobić to samo dla ciebie. Zostaw wszystko w tyle, teraz czas na przyszłość.
W milczeniu na siebie patrzyliśmy. Czekał, aż odpowiem. Wzięłam wdech i wyrzuciłam to z siebie:
-Co jest moją przyszłością? Kolejne nie przespane noce, zamartwianie się jak ja jutro na siebie spojrzę? - spytałam płaczliwie. Miałam ochotę znowu się rozryczeć. Moje oczy lśniły. Jego też.
-Ja nią jestem. Prawie cię dzisiaj straciłem. Nie pozwolę, żeby to stało sie znowu.
Puściła moje nadgarstki i wziął soją twarz w swoje dłonie. Pochylił się bardziej, aż nasze usta się stykały. Najpierw całował delikatnie, jakby sprawdzał, czy faktycznie istnieje. Po chwili, gdy postanowiłam, ze nie odwzajemnię pocałunku, zrobiłam to. Nie mogłam nic na to poradzić, jakby w mojej głowie wyłączyło się światło odpowiadające za trzeźwe myślenie. Chwyciłam go za koszulkę i przyciągnęłam do siebie. Czując jego ciężar na swoim ciele poczułam się bezpieczna. I wcale nie spodobało mi się, że muszę to przerwać.
Delikatnie odepchnęłam go od siebie, że nasze usta dzieliły milimetry.
-Musimy iść - szepnęłam.
-Będę mógł sprawić, żebyś zapomniała? - spytał.
-Tak - odszepnęłam w odpowiedzi. Uśmiechnął się. Tak szczerego uśmiechu nie widziałam od bardzo dawna. Musnął swoimi wargami moje czoło, pomógł mi wstać i razem popędziliśmy do szkoły.
Musieliśmy zbyć kilka osób, które nas zatrzymały. Miedzy innymi Chloe, która rzuciła mi się na szyję.
-Nie mam teraz czasu - pisnęłam, klepiąc ją niepewnie po plecach. Spojrzałam na Logana - Możesz coś zrobić.
Chłopak bezceremonialnie odciągnął ją ode mnie.
-Wiecie gdzie jest dyrektor? - spytał Fabian. Patricia wskazała palcem na aulę.
-Tam. Jest nieźle wkurzony. Rozwaliliśmy całą uroczystość łącznie z oficjalnym otwarciem domu.
Fabian złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą, zanim odpowiedziałam na chociaż jedno Amber. Czułam, jak zaczyna mi zasychać w ustach. Na szczęście Fabian zrobił wszystko za mnie.

***

Patrzyłam przez okno, gdy zobaczyłam ruch na skraju lasu. Zaniepokoiło mnie to. Dlatego ściągnęłam szatę i pognałam za tą osobą.
W opuszczonym domku znalazłam Joy, Harry'ego, Lucy i Ninę. Nie, nie potrafię wyjaśnić jak to się stało. Zadzwoniłam po znajomych, gdy uroczystość już trwała. To oni pomogli wyciągnąć moich znajomych z tej rudery.
Nie, nie wiem gdzie podział się ten facet, który był za to wszystko odpowiedzialny.
Tak brzmiała oficjalna wersja tego, co powiedzieliśmy nauczycielom, policjantom i detektywom. I tak od półtorej godziny.
Stałam oparta o jeden z samochodów policyjnych, po chyba setnym przesłuchaniu mnie. Stałam i patrzyłam jak Fabian obejmuje Ninę. Jak z nią rozmawia. jak się do niej uśmiecha.
Było mi ciężko, nawet po jego zapewnieniu, że między nami nic sie nie zmieni.
Mara podeszła do mnie i również się oparła sie o samochód. Spojrzała w miejcie w które się patrzyłam. Westchnęła:
-Nie zostawi cię...
Przeniosłam swój wzrok na nią. Stała z założonymi rękami, zamyślona i trochę smutna.
-Skąd wiesz? - spytałam zmęczona. Chciałam się przespać i mieć wszystko za sobą - Nina jest tysiąc razy lepsza od mnie.
-Tu nie chodzi o to, że niby jest lepsza. Jemu na tobie zależy, a tobie na nim. Poza tym, widziałam was.
Nie spytałam, co ma na myśli. Jej dar prawdopodobnie umożliwiał jej również zaglądanie w przyszłość. Gdy Jaffray spostrzegła, że już nie chce rozmawiać i że nie będę tego dalej ciągnęła tematu, odeszła. A ja stałam tam i myślałam co zrobić dalej, dopóki nie rozkazano nam odejść spać.

***

Odebrałam dyplom. Moich rodziców nie było na rozdaniu. Zresztą powiedziałam im, żeby się nie przejmowali. Od mojego miasta do Liverpoolu jest daleko. Nie potrzebnie tylko by marnowali czas. Jeden dzień w te czy we wte.
A teraz tańczyłam. w sukni, którą wybrały dla mnie Amber i Chloe. Tańczyłam w objęciach Fabiana. Zresztą, tego tańcem nie można by nazwać. Oboje nie umieliśmy tańczyć. Po prostu kołysaliśmy się do rytmu, przytuleni do siebie.
-Chciałbym ci coś powiedzieć - mruknął. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam mu w oczy.
-Co takiego?
-Nie tutaj.
Gdy wyprowadzał mnie z sali, uśmiechnęłam się do Mary, która właśnie weszła. Wyglądała oszałamiająco, a ja chciałam jej dodać otuchy. Jednak chyba to podziałało w drugą stronę. Na to nic nie mogłam poradzić.
Fabian zaprowadził mnie do Domu Anubisa. Usiadł na schodach a ja zrobiłam to samo siadając obok niego.
-Wiesz, pomyślałem, że to nie może wszystko przepaść. To wszystko, co się stało, co zrobiliśmy...
-Nie przepadnie - odpowiedziałam, chociaż miałam wątpliwości. Ja napewno nie będę opowiadała tej historii moim dzieciom, jeśli kiedykolwiek będę je miała.
-Być może, ale to wszystko, co się stało w tym domu, gdy się tu uczyłem - pokręcił głową, jakby sie nad czymś zastanawiał - Inni powinni się dowiedzieć.
-I co zamierzasz zrobić? - spytałam z nutką kpiny w głosie. Nie rozumiałam go - Jeździć tu co kilka lat, opowiadać dzieciakom historię, którą wyśmieją i wrócić do do domu?
Fabian uśmiechnął się pod nosem, posyłając mi jedno ze spojrzeń podtytułem : Jesteś słodka, gdy nic nie rozumiesz. Włożył rękę do kieszeni i wyjął mają książeczkę. Wyglądem był zbliżony do modlitewnika, a ta myśl wywołała u mnie mały uśmiech. Wiedziałam jednak, co trzyma w ręce. Pamiętnik.
-Pomyślałem, żeby schować go w tym globusie, który stoi w salonie. Tam, gdzie była schowana część berła, włóczni czy jak to tam się nazywało.
Fabian pisał pamiętnik. Czemu mnie to śmieszyło?
-Co, głupi pomysł? - spytał trochę zmieszany. Pokręciłam głowę, uśmiechając się.
-Nie, jest wspaniały.

***

Mara siedziała w koncie i oglądała bawiące się pary. Nie pasowała tutaj. Nie lubiła chodzić na imprezy, czuła się obco, a gdy wychodziła na parkiet, miała wrażenie, ze wszyscy się gapią. Najchętniej została by w domu, przebrała się w piżamę, zaparzyła herbaty i usiadła na łóżku z książką w dłoniach. Najchętniej kryminałem, bo ostatnio to był jej ulubiony typ. Rodzaj. Cokolwiek, byleby tu nie siedzieć. Byle by nie spotkać Jerome'a i nie rozmawiać z nim.
Ale i tak ją znalazł, czego się spodziewała. Nawet gdyby schowała sie najlepiej jak umiała i tak by do niej przyszedł. Usiadł przy stoliku, przy którym piła szampana. Wbiła wzrok w bąbelki i udawała, że go nie widzi.
-Cześć - powiedział. Czyli jednak będfzie musiała z nim porozmawiać.
-cześć - odpowiedziała, a może raczej westchnęła.
-Unikasz mnie - Mara spojrzała na niego z ukosa. Tak, unikała go. Chowała się, gdy szedł korytarzem, ignorowała na śniadaniu. Byleby ją więcej nie zranił - Nie chce, żeby między nami tak było.
-Czyli jak? - spytała obojętnie, po czym beznamiętnie dorzuciła - Joy wróciła.
-A co ma z tym wszystkim wspólnego Joy - spytał, a ona spojrzała na niego wymownie Przygryzł wargę, a w jego oczach pojawił się ten błysk. Zrozumiał, o co jej chodzi - Posłuchaj Maro. Nikt nie jest dla mnie tak ważny jak ty.
-Joy mówiłeś to samo - odpowiedziała, czując jak gniew w niej narasta. Nie obchodziło jej, że kilka dni temu ją pocałował. Nie obchodziło ją nic - Daj mi w końcu spokój.
Chciała wstać, ale on ją zatrzymał. Złapał za nadgarstek i powiedział:
-Proszę...
Spojrzała w te cholernie niebieskie oczy. Czy ma mu dać tą ostatnią szansę? Tyle razy ją zranił, oszukiwał. czemu nadal mu ufała? Ach tak... Była naiwną idiotką. To musiała być prawda. Usiadła z powrotem na miejsce.
-Próbowałem sobie to wszystko ułożyć. Joy nic nie jest, kończymy szkołę. I w pewnym momencie zdałem sobie sprawę z czegoś. Fabian mówił, że ona nie wróci, że pora zapomnieć. Mówiłem mu wtedy, żeby zrobił to samo, ale z Niną. Tylko różnica była taka, że Nina żyła, a Joy już nie - westchnął, ale mówił dalej - W pewnym momencie, zdałem sobie sprawę, ze to wygasło. Że już nic do niej nie czuję. I zdałem sobie sprawę, jak wiele dla mnie zrobiłaś.
Milczała.
-Pomogłaś mi zrozumieć ojca, sprawiłaś, że nie widziałem świata tylko w ciemnych barwach. Pokazałaś, co znaczy kochać mimo wszystko, że można kochać za nic. Bezinteresownie. Maro, błagam cię. Daj mi jeszcze jedną szansę.
Spojrzała na niego zmęczona. Ile razy juz to słyszała? Ile razy? Niewiele. Jednak dla niej to było tak, jakby powtarzał jej to w dzień dzień.
-Po co? Miałeś już ich zbyt wiele Jerome. Nie jestem zabawką, którą możesz sobie wyrzucić, kupić nową a potem znowu do mnie wrócić. To tak nie działa.
-Wiem. Wiesz dobrze, że żałuje tego co zrobiłem. Że zrozumiałem, że zachowałem się jak szczeniak i nic mnie nie usprawiedliwia. Ale zrozumiałem jedną rzecz. Że chce być tylko i wyłącznie z tobą. Nikt mnie nie uzupełnia tak jak ty. Proszę.
Spojrzała na swojego szampana. Podobno gdy ludzie są pijani, mówią to, czego nie powiedzieli by na trzeźwo. Może by go upiła i spytała o to samo. Czy odpowiedział by tak jak teraz? Ona też go kochała, tyle że nie chciała być więcej raniona. Nie chciała myśleć w nocy o nim, o nauce i jeszcze raz o nim. Za często i zdecydowanie z długo to robiła. Chciała przestać, próbowała. Ale to nie było takie proste.
Spojrzała na niego. Już wiedział, jaka będzie odpowiedź.

***

Pokój wydawał się dziwnie pusty, gdy znikły z niego moje rzeczy, rzeczy Amber i Patricii. Walizki stały obok drzwi, a my pakowałyśmy ostatnie drobnostki, które przydadzą nam się w podróży.
-Szybko minęło - zagadnęła Patricia. Od jakiegoś czasu był miła, ale nie aż tak, żeby nutka sarkazmu nie zniknęła z jej głosu. To napewno za sprawa Joy.
-Dużo sie zmieniło - stwierdziła Amber. Spojrzała przez otwarte drzwi, gdzie Jerome pomagał wynosić bagaże Marze -A książę i je­go księżniczka będą żyli długo i szczęśliwie…Koniec.
Zasunęłam suwak od futerału gitary. Mój mały skarb był gotowy do drogi. Spojrzałam na Milligton, która wkładała wszystkie kosmetyki do kosmetyczki.
-Czemu zawsze to się tak kończy? Dobro wygrywa, zło przegrywa... Przecież to jest życie, tutaj nie ma happy endu- spytałam.
-Szczerze to nie wiem. Nigdy nie przepadałam za bajkami. Może po prostu one mają nam pokazać, że nie wolno się poddawać. Żeby mimo wszystkich tych problemów biec dalej przed siebie. Może wtedy nam się uda...
Spojrzałam na nią, zaszokowana jej słowami. Williamson zrobiła to samo, ale po chwili wybucha krótkim śmiechem. Amber uśmiechnęła się.
-Wow, dość poważny tekst jak na ciebie - powiedziała Patricia, wkładając telefon i słuchawki do torby.
-Mówiłam, że dużo się zmieniło.
Uśmiechnęłam się do nich i chwyciłam obie walizki w dłonie. Nie do wiary, że mam tyle rzeczy. W sumie nie powinno mnie to dziwić. Przyjechałam tutaj z trzema walizkami, a czwartą podesłali mi rodzicie. Plus gitara, która leżała na moim łóżku. Teraz już byłym łóżku. Wyszłam, by ostawić bagaż przed domem, skąd taksówka zabierze mnie i Chloe na stację kolejową. A potem czeka nas długa podróż.
Skamłałabym, gdybym miała powiedzieć, że żałuje że wyjeżdżam. Czułam ogromną ulgę, że w końcu naszedł czas wyjazdu. Nie chciałam tylko zostawiać ludzi, którzy tutaj mieszkali. Trudy ze swoimi naleśnikami, które pokochałam od pierwszego kęsa. Jerome'a i Alfiego, którzy uprzykrzali życie wszystkim swoimi nieśmiesznymi żartami. Patricię i Eddiego rzucających na siebie przekleństwa, których nikt nie brał na poważnie. Willow, która dojrzała i nie hodowała już jeży. Amber i jej przesadnej obsesji na punkcie makijażu. Rose i jej kąśliwych uwag. Logana i Collina, z którymi nigdy nie byłam zbyt blisko, ale i tak mogłam na nich liczyć. Nawet Victora, który gadał do wypchanego kruka. A przede wszystkim nie chciałam zostawiać Fabiana...
Spojrzałam w stronę lasu, tam gdzie biegałam codziennie rano, by móc przestać myśleć. Pamiętam, pierwszy raz, gdy szłam z Fabianem do domu Letniego Frobisherów. Wepchnęłam go wtedy w krzaki, a on odpłacił mi się tym samym.
S+R=LF
Teraz wszytko miało sens. Sarah i Rufus. Czyli Miłość na zawsze. Musieli to wyryć jako dzieci.
Będę musiała wrócić i się pożegnać. Nie będę płakać. Nigdy nie płacze przy pożegnaniach. Czuję sie dziwnie obojętnie. A wolałabym płakać, niż tkwić w tym stanie.
Gdy weszłam do salonu, wszyscy otoczyli Trudy. Amber się rozpłakała. Czułam się jak intruz. Byłam tutaj tylko rok, a oni długo więcej. Wycofałam się cichutko, by załatwić sprawę, która już dawno nie dawała mi spokoju.
Weszłam po schodach i zapukałam do gabinetu Victora. Usłyszałam krótkie 'Wejść' gdy zapukałam.
-Nie zejdzie się pan pożegnać? - spytałam na dzień dobry. Mężczyzna spojrzał na mnie z niesmakiem - Możemy porozmawiać?
Usiadł bez słowa, a ja zajęłam krzesło naprzeciwko. Rzadko bywałam w tym pokoju, właściwie to wcale.
-Chciałabym pomówić o Księdze Ozyrysa.
-Co? - Victor nagle zainteresował się mną i tym, co powiedziałam - Wiesz, gdzie ona jest?
-Właściwie to tak - odpowiedziałam i gorzko się uśmiechnęłam - Patricia spaliła ją, żeby nikomu nie wyrządziła krzywdy.
Chwila ciszy. Po czym Victor złapał figurkę, która stała obok Corrbiera i rzucił nią o ścianę. Schował twarz w dłoniach.
-Niech pan przestanie... - powiedziałam cicho, kładąc ręce na na kolanach - Gonitwa za wiecznym życiem. Po co to wszystko? Na każdego przychodzi czas. Życie bez przerwy męczy. Sarah to rozumiała. I po części dlatego odeszła. Śmierć nie jest końcem. Jest nowym początkiem, przez który każdy z nas kiedyś przejdzie.
-Znałem twoją prababkę - mruknął, ale nadal na mnie nie spojrzał - Podobna była do ciebie. Mówisz tak jak ona. Obie nic nie rozumiecie.
-Być może - odpowiedziałam beznamiętnie - Ale tak nie można. Trzeba się poddać. Śmierć w pewnym momencie wydaje się piękna. Wybawia od wszystkiego.
-Czyli mam odejść? - spytał głucho. Pokręciłam głową.
-Nie. Niech tylko pan zejdzie i się pożegna. Tyle wystarczy.
Wstał. Ja tez. Uśmiechnęłam się pokrzepiająco. Oboje zeszliśmy na dół.
Było nieco płaczliwie. Ale tylko nieco. Chłopcy parę razy rozładowywali atmosferę, co nie zmieniało faktu, że Trudy musiała co chwilę chodzić po chusteczki. Poszłam po szklankę wody. Fabian poszedł za mną.
-To koniec - stwierdził, odstawiając swój kubek - Wszystko sie skończyło.
-Nie. To dopiero początek.
Spojrzał na mnie. Moje serce zaczynało mnie kuć. Bolało. Bolało to, że muszę go zostawić.
-Co teraz będziesz robić? - spytał.
Westchnęłam i zaczęłam się bawić pustą szklanką.
-Po pierwsze porozmawiam sobie z rodzicami, głównie z mamą na temat, ze dzieci się nie okłamuje.
-Chciała dobrze - powiedział chłopak, stając w jej obronie - Nie chciała, by tobie stała sie krzywda. Spróbuj ją zrozumieć.
-Wiem. Ale to nie zmienia faktu, że mogła i musiała mi w końcu to powiedzieć. Po drugie, spróbuje ich przekonać, żebym studiowała w Liverpoolu.
Fabian spojrzał na mnie, po czym szeroko się uśmiechnął. Podszedł do mnie i wziął w ramionach. Kochałam jego zapach. Będzie mi go brakowało.
-Będę tęsknił...
-Przestań, bo się rozpłaczę.
Musnął swoimi ustami moje czoło. Poczułam przyjemny dreszcz.
-Pozwolisz, żebym przynajmniej spróbować naprawić to, czym się tak martwisz.
-Mhmm... - mruknęłam i przytuliłam go mocniej. Potrzebowałam go. Jego bliskości, jego uśmiechu. Jego całego. Sprawiał, ze byłam i czułam się szczęśliwa. I że byłam tego świadoma.
Byłam świadoma również tego, że Chloe zaraz wpadnie pożegnać sie z Loganem i obie wsiądziemy do taksówki, odjeżdżając z tond na zawsze.
-Będę pisać - mruknęłam w jego koszulkę. Poczułam, jak się śmieje.
-Co za litość - zakpił, po czym dodał trochę poważniej - Dzwoń do mnie, kiedy będziesz miała ochotę i poczujesz się samotna. I żadnych imprez, alkoholu i tym podobnych.
-Już czujesz się zazdrosny? - spytałam, odsuwając się od niego i patrząc mu w oczy - Jaki ty masz kolor oczu?
-Nie czuję się zazdrosny. I.. nie wiem. Raz wydają się zielone, potem niebieskie...
-Chyba bardziej są zielone...
Pocałował mnie. Całował mnie tak, jak jeszcze nigdy. Czułam, jak po moim ciele rozchodzą się fale gorąca. Mogłabym tak trwać i trwać do samego końca. Wplotłam palce w jego włosy i przysunęłam go bliżej do siebie. Pragnęłam go. Pragnęłam jego ust na swojej skórze, jego wzroku na moim ciele i jego dłoni. Wszystkiego, co sprawiało, że odpływałam. Tylko jedna łza spłynęła po moim policzku. Otarł ją delikatnie, nie przerywając pocałunku. Ale i to musiało się skończyć.
-Megan? - usłyszałam niepewny głos Chloe - Taksówka już jest.
-Już idę... - mruknęłam, tylko delikatnie odsuwając się od chłopaka. Tyson kiwnęła głową i wycofała się z kuchni - Postaram sie odwiedzić cie. Obiecuje.
Nie odpowiedział, tylko kiwnął głową. Głos ugrzązł mu w gardle. Spuścił wzrok.
-Fabian... - szepnęłam - Wiesz, że to nie koniec.
-Wiem.
Pocałowałam go jeszcze raz, delikatnie. Po czym równo delikatnie się od niego odsunęłam. Musiałam iść. Taksówka wiecznie czekać nie będzie. Obrzuciłam jeszcze raz spojrzeniem kuchnie, potem salon i hol. To miejsce mnie zmieniło. Nauczyło czegoś nowego i tego, by doceniać innych. Pamiętać, że inni też mają uczucia. Fabian trzymał mnie za rękę.
-Żegnaj, Domu Anubisa. - mruknęłam, gdy chłopak otworzył mi drzwi. Uśmiechnął się smutno.
Wszyscy czekali  na zewnątrz, ściskając Chloe. A teraz rzucili się na mnie.
-Nie zapomnij o nas - powiedziała Amber - Pisz kochanie.
-O tym miejscu i o was zapomnieć się nie da.
Zaśmiała się. Chloe otworzyła drzwi samochodu i wślizgnęła się do środka. Poszedłem do Fabiana i ostatni raz na długi czas, musnęłam jego usta.
-Do zobaczenia.
-Do zobaczenia.
Wsiadłam do taksówki, a drzwi zamknęły się za mną. Tylko ja i Fabian nie płakaliśmy. nie byliśmy w stanie. Uśmiechnęłam się na widok Jerome'a ściskającego Marę. Zasłużyli na szczęście. Taksówka ruszyła. Podniosłam rękę i pomachałam do wszystkich. Odmachali.
Szkoła zniknęła w niemożliwie szybkim tępię za drzewami.
-No i koniec - podsumowała Chloe, wyciągając się na siedzeniu - Zarazem najlepszy i najgorszy rok mojego życia. Dobrze, ze to sie skończyło. Jestem taka szczęśliwa, że to koniec.
-A ja nie.
-Nie?
-Nie. Ale to nie jest też tak, że jes­tem nie­szczęśli­wa. Nie pot­ra­fię te­go ok­reślić słowa­mi... To jest ta­ki stan po­między. Coś na kształt obojętności. A wiesz co jest w tym wszys­tkim najgorsze?
- Hmm?
- Że to mnie prze­raża. Wo­lałabym płakać niż trwać w tym sta­nie. Nie chcę by było mi wszys­tko jedno...
Chloe objęła mnie.
-Jeszcze się zobaczycie. Byle żeby twoi rodzicie go polubili.
-Coś sugerujesz? - zaśmiałam się. Chloe uśmiechnęła się i spojrzała przez okno.
Zapomniałam. Zapomniałam, jak to jest czuć się tak wolną. Nie uciekałam od kłopotów. Zakończyłam je i wyjechałam. Dlaczego czułam się tak podle? Taka opuszczona?
Dzwoń do mnie, kiedy będziesz miała ochotę i poczujesz się samotna.
Wyjęłam z torebki telefon. Wybrałam jego numer. Odebrał po drugim sygnale. Szepnęłam w słuchawkę drżącym głosem:
-Kocham cię.
-Ja ciebie też.



KONIEC CZĘŚCI DRUGIEJ I OSTATNIEJ

piątek, 11 lipca 2014

054. Rozdział pięćdziesiąty czwarty: Ostatnia ofiara

FINAŁ


Patricia siedziała na oparta o ścianę, gapiąc sie nieprzytomnie w punkt, który widziała tylko ona. Amber delikatnie głaskała jej rękę. Wszyscy starali się przetrawić opowieść, którą im zaserwowała.
-Chcesz nam powiedzieć - spytał powoli Logan - Że napadła cię jakaś zdzira z nożem?
-Zamknij się - warknęła Williamson - Ty powinieneś o niczym nie wiedzieć.
-Co za różnica - fuknęła Chloe, odgarniając pasmo włosów z czoła - Nie obchodzi mnie wasza głupia sprawa. Idę po Megan.
Blondynka odwróciła się i zaczęła iść w stronę wyjścia. Logan westchnął, zrobił duże dwa kroki i złapał ją za nadgarstki.
-Nigdzie nie idziesz - mruknął.
-Puszczaj do cholery! - wrzasnęła dziewczyna przez zaciśnięte zęby - Musze po nią iść.
-Niby gdzie? Nie wiesz nawet gdzie zacząć jej szukać. Zrozum wreszcie Chloe - chłopak mówił cicho i spokojnie, próbując przemówić do rozsądku swojej dziewczyny - przez całe życie nie będziesz jej prowadzić. Nie jesteście już dziećmi. Musicie się usamodzielnić i w końcu zacząć żyć. Osobno.
-Ty nic nie rozumiesz! - warknęła na niego i kopnęła w kolano. Skrzywił się, ale nadal jej nie puścił - Obiecałam jej, że jej nie opuszczę. Że będę z nią.
-Chloe, uspokój się!
-ŻE BĘDĘ JĄ CHRONIĆ...
-Przed śmiercią? - spytał spokojnie Logan. Dziewczyna spojrzała na niego przerażona, przestając się szarpać. Po czym wybuchnęła płaczem. Chłopak objął ją i przyciągnął do siebie.
Patricia patrzyła na to obojętna. Zostawiła Eddie'go. Jest pewna, że sam sobie poradzi. To nie ugaszało jednak palącego uczucia, że coś mu grozi. Gdyby mogła sama by za nim pobiegła. Ale była potrzebna tutaj.
I tutaj zostanie.
Jerome kopnął w roztargnieniem w kosz, wplatając swoje palce we włosy. Pozostało im tylko czekać.

***

-Nina!
Wbiegłam do pomieszczenia, nie oglądając się za siebie i nie rozglądając. Na nogach jak z waty wspięłam się na podwyższenie, potykając się po drodze. Dotknęłam jej reki.
Była lodowata.
Chciałam się rozpłakać. Zawiedliśmy. Oddychałam ciężko, nie wierząc w to co widzę. Przyłożyłam ucho do jej klatki piersiowej. Odetchnęłam z ulgi.
Serce biło.
Lekko, prawie że nie było go słuchać. Ale biło. Tylko co dalej? Mam czekać na to, czego tak obawiała się Joy? Po raz pierwszy rozglądnęłam się wokół siebie. Nie widziałam niczego obcego, prócz przedmiotów które stały na kamiennym piedestale. Chwyciłam go i podciągnęłam sie z wysiłkiem w górę.
Złoty kielich wypełniony po brzegi złotą substancją, która swoim blaskiem odbijała się na ścianach pomieszczenia. Maska Anubisa. I miecz.
Rozpoznawałam każdą z tych rzeczy, choć nigdy nie miałam ich w ręku ani nie widziałam na oczy.
Kielich Ankh, który w pierwszej klasie złożyła Sibuna, Maska Anubisa którą znaleźli w drugiej klasie. I miecz, którym przebiła się Selene i jej ojciec.
Zrobiło mi się słabo. Chwyciłam się lodowatej krawędzi stołu, starając się poukładać myśli. W głowie mi huczało.
Teraz najważniejszą rzeczą, którą należało zrobić, to zabranie Niny. To ona jest Wybraną i moim zadaniem jest ją bronić i chronić. Ukucnęłam przy niej ponownie.
Nie wiedziałam co zrobić. Tyle chodziłam na kursy pierwszej pomocy, przesiedziałam tyle godzina na edukacji dla bezpieczeństwa, tyle ćwiczyłam na niespodziewane sytuacji.
Jednak jeśli nigdy nie poczujesz presji, nie zostaniesz poddany prawdziwej próbie, nie dowiesz sie jak bardzo jesteś silny. Choćbyś ćwiczył kilkadziesiąt godzin dziennie, strach może odebrać ci władze w nogach, sprawić, że twój mózg przestanie trzeźwo myśleć. Tak jak mój w tej chwili. Nie wiedziałam kompletnie, jak zareagować, co zrobić. Tylko, że muszę jak najszybciej ją z tond zabrać.
Komórka została w pokoju. Nina nie miała też swojej.
Uniosę ją? Nie jest za ciężka? Jezu, jeśli będę tyle myślała a nie spróbuje, zostanę tu aż do śmierci.
Gdy w końcu zdecydowałam się, że spróbuje ją podnieść i wsunęłam dłoń pod jej talię i nogi, drzwi zamknęły się z hukiem.
Otoczyła nas ciemność. 

***

Mara jęknęła i z zamkniętymi oczami zaczęła masować sobie ból głowy. Zabije Fabiana, jak tylko go zobaczy.
Podniosła głowę i znała sobie sprawę, że nie jest sama. 
Przed nią siedziała kobieta o ciemnej karnacji, włosach i oczach. Biała szata pasowała tylko do jej koloru zębów.
-Czy ja nie żyje? - spytała Mara gapiąc się w postać.
-Nie kochanie. Za to pora na opowieść.
Kobieta wstała i podała jej rękę. Jaffray ujęła ją.
-Gdzie są moi przyjaciele? - spytała. Kobieta pogładziła ją po policzku.
-Oni też dostaną wyjaśnienie.
Mara weszła w pierwsze lustro w tej samej chwili jak Fabian, KT i Eddie. I w tej samej chwili, gdy Megan ogarnęła ciemność.

***

Jeśli przedtem się bałam, teraz jestem przerażona. Odsunęłam się od Niny i powoli zeszłam z podwyższenia i idę w kierunku drzwi. Przynajmniej tak mi się wydaje.
Nie doszłam do nich. W połowie zaczęły zapalać się pochodnie. Nie ogień. Tylko zimne, niebieskie światło.
Stanęłam, czując, jak moje wszystkie części ciała zastygają w przerażeniu.Czułam, jak za mną coś rośnie. Czułam, jak nabiera mocy, lecz nie śmiałam się odwrócić. Nie mogłam. I tego nie chciałam. Nie chciałam zobaczyć tego, przed czym uciekali moi przodkowie, tego, co manipulowało ludzi i wysysało z Niny Martin życie.
Nagle zapragnęłam być zwyczajną nastolatką. Bez żadnych przygód, wiodąca zwyczajne życie. Niektórzy nie zdają sobie sprawy, jakimi są szczęściarzami.
Może dlatego, że takie sytuacje nie mają w życiu miejsca. Ja nadal mam nadzieje, że to dzieje się w mojej głowie, że to nie istnieje. Że zapadłam w śpiączkę i śnię bardzo długi sen, w którym czuje, kocham i nienawidzę.
-Nareszcie - czułam, jak męski głos obija się o ściany mojej czaszki, jego gorący oddech na mojej szyi. Chciałam uciec, ale nie byłam w stanie sparaliżowana przerażeniem. Ciemność. Wiedziałam, co się dzieje. On żywi się cierpieniem Niny. Żywił się Joy, a gdy poczuł że nadszedł czas, poszedł do Ninę. A je będę następna.
Nie mogę pozwolić na to, by Wybranej stała się krzywda.
Mężczyzna ukazał się moim oczom. Staną przede mną i lustrował mnie od dołu, wbijając ostatecznie spojrzenie ciemnych jak noc oczu w moje, zwykłe brązowe tęczówki. Zaniemówiłam.
-Marek Antoniusz... - to, co wydobyło się z moich ust było raczej stwierdzeniem niż pytaniem. Mężczyzna uśmiechnął się i potarł usta dłonią.
-Wyobrażałem sobie ciebie inaczej - stwierdził, powoli idąc w stronę piedestału, gdzie leżała bezbronna Martin. Nie spuszczałam z niego wzroku, nie mogąc uwierzyć w to, co zobaczyłam - Miałaś być silna, odważna, zdecydowana. Godna mnie przeciwniczka. A zamiast tego jesteś słaba i bojaźliwa. Może to i lepiej - schylił się do Niny i pogładził jej policzek - pójdzie szybciej.
-To jest niemożliwe - stwierdziłam, przełamując się w sobie - Ty nie możesz za tym wszystkim stać...
-Nie? - spytał, unosząc brew. Próbował chwycić Kielich Ankh, jednak jego dłoń przeszła przez szyjkę naczynia. Był duchem, takim jak przedtem Selene. Dało mi to nieco otuchy - Niby dlaczego nie? Ty nie możesz być Przepowiedzianą, jesteś zbyt żałosna.
Milczałam. Co ja mam teraz zrobić? Dlaczego Selene mnie zostawiła? Czemu nie powiedziała, co mam robić dalej?
-Czekałem zbyt długo... - mruknął mężczyzna, przejeżdżając swoją niematerialną dłonią po ostrzu miecza. Spojrzał na mnie - Wiesz, co to jest? Tym wspaniałym mieczem odebrałem sobie życie. Mieczem Seta, podarowanym przez moja ukochaną Kleopatrę. Mieczem, którym Set zabił i posiekał Ozyrysa. Ostatni z trzech Insygni Władzy.
Spojrzał na niego tęsknie, po czym westchnął i popatrzył na Ninę.
-Była taka słaba.
-Co jej zrobiłeś? - warknęłam, stawiając krok do przodu. Nie zrobiłam nic więcej.
-Sama sobie to zrobiła. Zgodziła się, byleby ratować twojego chłoptasia. Nieszczęśliwa miłość, co? - zakpił i przestąpił nieruchome ciało dziewczyny - Założyła Maskę Anubisa i wypełniła Kielich Ankh Złotymi Łzami. Są mi potrzebne, by znowu się odrodzić.
-Nie uda ci się... Nikt po śmierci nie powrócił na tą planetę - stwierdziłam, przesuwając się bliżej Niny. Tylko odrobinę.
-Nie jestem taki jak wszyscy. Myślisz, że Joy zginęła w wypadku, a tymczasem znajdujesz ją tutaj. Potrafię wielkie rzeczy. A z twoją pomocą...
-Nie pomogę cię! - warknęłam, stając pomiędzy wejściem do piedestału a nim, tak, by nie mógł dostać sie do Martin.
-Pomożesz. Powiedź kochanie, czy nie jesteś już tym wszystkim zmęczona? Ciągłą walką, bez spokoju?
Milczałam. Oczywiście, że byłam zmęczona. Kto by nie był? Najgorsze jest to, że zaczynałam odczuwać zmęczenie.
-Wiem, że tak. Która szesnastolatka nie byłaby załamana, gdyby chłopak, który rozkochał jej przyjaciółkę, zrobił to tylko dlatego, by dopaść ją. I prawie zamordować.
-Skąd ty... - spytałam zaskoczona. Nikt o tym nie wiedział, oprócz osób wtajemniczonych. Nie wyznałam tego nawet Fabianowi. Ale Ciemność dalej kontynuowała:
-A potem uciekać przez cały kraj, by uwolnić się od tego psychopaty, który uciekł. Obiecać sobie, że nikogo już nie pokochasz, po tym, jak bardzo skrzywdzono ciebie i twoją przyjaciółkę. Przyjechać do obcego miasta, internatu jak jakiś wyrzutek, którego rodzice nie kochają i co zrobić? Zakochać się w chłopaku, który jest ślepo wpatrzony w przeszłość, gdy ty wolałaś o tym zapomnieć. Widzieć tyle okropieństw w snach, starając się stworzyć nową siebie, gdy inni zaczynając cię nienawidzić za błędy, których starasz sie nie popełniać. Aż w końcu, gdy jesteś szczęśliwa w ramionach chłopaka, okazuje się, że nie możecie być razem. I że nigdy tak nie będzie.
Łzy napłynęły mi do oczu. On wiedział o mnie wszystko, to co czuję i to co robiłam. Jestem taka zmęczona. Chce już do domu, chce normalnie żyć. Nie przejmować się niczym innym prócz tego, czy zdążę na ulubiony serial. Chce spokoju.
-To wszystko przez ten przeklęty Krąg, Megan - powiedział, stając bliżej mnie i patrząc w oczy - Ja ci pomogę. Dostaniesz wszystko czego chcesz. Spokoju, człowieka którego kochasz. Pozbędziesz się Niny, bo nie chcesz jej w swoim życiu.
To prawda, nie che jej w moim życiu. Nie chce, by wkroczyła pomiędzy mnie a Fabiana, zniszczyła to co do siebie czujemy.
-Raz na zawsze to się wszystko skończy. Wystarczy mały gest, a to wszystko się zakończy. Chcesz tego przecież.
Chce z całego serca.
-Nie chcesz już więcej płakać po nocy i myśleć, co by było gdybyś się urodziła gdzie indziej...
To prawda, nie chce.
-Chcesz być wreszcie szczęśliwa i kochana...
-I to bardzo... - odszepnęłam.
-I wiesz, że tylko ja mogę ci pomóc.
-Wiem...
-Więc ty pomożesz mi.
-Pomogę... - szepnęłam, czując, jak łzy toczą mi się po policzkach. Antoniusz przejechał mi po nich palcem, ale ja poczułam tylko chłód. Wskazał tym samym palcem kamienny stół. Kiwnęłam głową. Skierowałam się tam, czując, jak moje serce przepełnia radość. To wszystko się zaraz skończy. Wrócę do normalnego życia, będę szczęśliwa z Fabianem u boku. Bez względu na cenę.
Spojrzałam na przedmioty leżące na stole. W ostrzu miecza pobłyskiwały złote i niebieskie świetliki. Był taki piękny...
-Podnieś go! - zażądał Antoniusz.
Podniosłam. Miło ciążył w mojej dłoni. Teraz to ja odbijałam się w ostrzu.
Podeszłam do Niny.
-Zabij ją! - powiedział władczo mężczyzna - Wbij jej ostrze w serce!
Łzy płynęły bez przerwy po moich policzkach i zaczęły rozmazywać mi obraz.
Będę wolna...
Uniosłam miecz.
... i szczęśliwa razem z Fabianem.
-Tylko sen... - wyszeptałam.
Ostatnią rzeczą, którą widziałam gdy wbijałam sobie miecz w serce, były złote błyski na ścianie.

***

Pani Taylor zemdlała, po czym obudziła się i wrzasnęła, gdy dyrektor próbował pomóc jej wstać.
-Gdzie oni są? - spytała samą siebie i zaczęła szybko rozglądać się po sali. Gdy zobaczyła Potomków i Łączników, ruszyła w ich stronę krokiem pełnym gracji, lekko kołysząc się na boki.
Jerome obserwował ją. Miał złe przeczucia.
-Są wszyscy? - spytała, patrząc na każdego wzrokiem pewnym, że aż się robiło im nieswojo.
-Pani Taylor, dobrze się pani czuje? - spytał Alfie. Kobieta pokręciła głową.
-Teraz nie jestem Taylor - powiedziała, odgarniając włosy - Jestem Sarah.
-O kurwa - mruknął Logan, po czym jęknął, gdy Chloe wymierzyła mu kuksańca łokciem w bok.
-Wiedziałam, że kogoś mi przypominasz! - wykrzyknęła Amber, klaskając w dłonie - Jesteś tak bardzo podobna do tej dziewczyny z obrazu. Mogliśmy skojarzyć...
-Nie ma na to czasu - stwierdziła kobieta, przerywając jej w pół zdania - Idź sprowadź tutaj Hope, Lanę, Allison i Willow. Musimy mieć cała szóstkę i trójkę.
-Co będziemy robić? - spytała Chloe, gdy ruszyli za nauczycielką i wyszli z sali.
-Być przygotowanym na najgorsze.
Wkrótce stali w pustej sali , złapani za ręce. Łącznicy w środku, Potomkowie na zewnątrz. Amber i Logan stali obok Sarah, z niepokojem na siebie zerkając.
-Nie wolno wam wypuścić nikogo z tamtego świata na ten. Na odwrót tak - pouczyła ich kobieta.
-A jeśli Megan... - zaczęła Lana, ale umilkła, gdy kobieta podniosła dłoń.
-Nawet gdyby bolało, nie przestawajcie.
-Że co?! - krzyknął Logan, ale nie miał czasu na nic więcej.
Chloe wrzasnęła z bólu.

***


Fabian wbiegł do  kamiennego pomieszczenia pierwszy. Rozglądnął się, aż jego wzrok napotkał piedestał i dwie postacie...
-NIE!
Rzucił się biegiem ku środkowi sali, z sercem walącym w piersi. Reszta pobiegła za nim.
Nina podnosiła się do pozycji siedzącej. Jej szara twarz powoli nabierała kolorów, oczy zaczynały błyszczeć. Rozejrzała się dookoła i gdy zauważyła chłopaka, spytała:
-Fabian, co się stało?
Ale on na nią nie spojrzał. Uklęknął przy nieruchomej postaci, szepcząc jedno słowo:
-Nie...
Miecz ubrudzony jej szkarłatną krwią, leżał obok niej nieruchomo i dumnie. Wiedział, co się stało.
Przebiła się nim, tak jak zrobiła to Selene. Na środku jej koszuli kwitła czerwona plama, a z jej środka wylewała się krew.
Jej twarz była taka spokojna. Usta, które nigdy się do niego nie uśmiechną, były lekko odchylone. Oczy, w które razy patrzył, te, które mówiła że są takie zwykłe, nigdy na niego nie spojrzą z miłością. Blade policzki, na których nigdy nie pojawią się już rumieńce. Włosy, którymi już się nie będzie bawił. Ręce, które kiedyś go obejmowały, gładziły jego policzek, które wplatała w jego włosy gdy się całowali... Palce, które nigdy nie złapią żadnego akordu na gitarze, którą tak kochała.
Przytulił ją do swojej piersi, szlochając i wkładając twarz w jej pachnące włosy.
Mara ukucnęła przy nim, gdy Eddie i KT pomagali wstać Ninie.
-Fabian... - szepnęła delikatnie - Fabian, nic już nie możemy zrobić...
-Nie...
-Ona nie żyje - uświadomiła go, choć słowa z trudem przechodziły przez jej gardło. Musi myśleć racjonalnie. Trzeba zabrać z tond Ninę, Joy, Lucy i Harrego. Megan już nie mogli pomóc. Sama dokonała tego wyboru. Zniszczyła to, co miała za zadanie zniszczyć. Za cenę, której była świadoma.
Fabian uniósł zaczerwienione od płaczu oczy i po raz pierwszy zauważył, co stało na kamiennym stole. Maska i Kielich, w którym błyszczały Złote Łzy.
Jego umysł zaczął pracować, przetwarzać fakty... Joy w drugiej klasie...
-Podaj mi Kielich - zwrócił się do Mary, która spojrzała z żalem na to, co pokazywał.
-Fabian...
-Rób co mówię - warknął, piorunując ją spojrzeniem. Dziewczyna zrezygnowana podeszła do stołu i chwyciła w obie dłonie Kielich Ankh. Powoli, żeby nie wylać ani kropli złocistej substancji, podała go Rutterowi. Chłopak chwycił go, a bezwładne ciało Megan położył na kolanach. Rozpiął jej koszulkę aż do miejsca, gdzie miecz przebił jej skórę. Delikatnie przechylił naczynie, z którego wylało się kilka kropel. Spadłe one na ranę, delikatnie znikając w złotej mgiełce i cichym sykiem. Tak, jakby gasił ogień wodą.
Przechylił Kielich bardziej.
-Fabian... - zaczęła KT, która podeszła do nich. Eddie nadal stał przy Ninie i obejmował ją ramieniem. Dziewczyna była przerażona - Co ty wyprawiasz?
-Cicho... - odszepnął tylko. Rush spojrzała na zapłakaną Marę, która z fascynacja oglądała poczynania chłopaka.
Rana zniknęła. Pozostała tylko blizna, która może zostać z nią na całe życie. To go jednak nie obchodziło. Kielich był opróżniony do połowy.
-Maro, pomóż mi.
Jaffray spojrzała na niego zdziwiona.
-Ty chyba nie myślisz, żeby ona to wypiła?
-W zasadzie to taki mam plan - odezwał się. Gdy na nią spojrzał, oczy błyszczały mu nadzieją. Mara nie miała siły, żeby mu ją odebrać. Otarła policzki i pomogła mu postawić Megan w pozycji siedzącej. Jej plecy obierały sie na jego pierś. Podał jej Kielich. Mara drżącym palcami chwyciła go. Znikąd pojawiła się w jej głowie informacja, że nieprzytomnym osobom nie można podawać żadnych płynów. Zignorowała ten natrętny głosik i przyłożyła brzeg naczynia do ust dziewczyny.
Gdy Kielich był prawie pusty, Megan kaszlnęła i otworzyła oczy.
Spojrzała nic nie rozumiejąc na miecz, potem na ramiona, które ją obejmowały i na Marę, zaszokowaną z Kielichem Ankh w ręce.
Zaczerpnęła głośno powietrza.
-Powinnam nie żyć... Ja nie żyłam - stwierdziła cicho. Mara zapłakana, pokiwała głową.
Fabian ja objął. Dziewczyna odwzajemniła jego uścisk i również przytuliła się do niego. Płakał, ona też płakała.
Powiedziała do niego cicho, tak, by tylko on ją słyszał.
-Zostań ze mną...
-Oczywiście. Kocham cię.
Po czym pocałował ją w policzek, tak aby nikt tego nie widział.


***

Mamy finał za sobą kochani.
Szybko zleciało, prawda? Jeszcze tylko jeden rozdział i epilog i mamy te fan fiction za sobą.
Chyba nie będzie nieszczęśliwego zakończenie, które planowałam na następny rozdział. Zbyt bardzo mi się zbierało na płacz gdy to pisałam i gdy pisze to teraz.
Nie opuszczę was. Prawdopodobnie będę pisała nowe fan fiction w całkiem nowej odsłonie. Będzie Ariana, będą postacie z House of Anubis ale nie jako Fabian, Amber i Nina, tylko Brad, Ana i Nathalia. Mam już plan wydarzeń, ale zobaczymy co z tego wyniknie. Dowiecie się pod sam koniec.
Nowy szablon. Tak się przyzwyczaiłam do tego fioletowego, miałam go więcej niż pół roku \, więc teraz jak wchodzę to przeżywam szok, haha.
Zmieniłam zakładkę postacie, teraz są tam same zdjecia.
Ktoś jeszcze o mnie pamięta prócz kochanej Nathalii Pisarki , która każdy rozdział i go komentuje, bez względu na to jaki jest beznadziejny?
Jestem z tego akurat zadowolona.
Meguś zmartwychwstała! A Joy nie nie żyje!
Te fanfiction miało całkiem inaczej wyglądać. Nadal mam plan w starym zeszycie, wszystko rozrysowane. Myślę nad dodaniem zakładki 'Ciekawostki' żebyście sobie poczytali, jakie miałam zrąbane pomysł.
Błędów nie powinno być :)
*wow, co się stało, Justysia poprawiła błędy i nie była leniwa*
A żebyście wiedzieli.
Ostatnio przeglądam tumblra. I znalazłąm zdjęcie Amber z Laną. O shit, mój fangirling > 




Kocham Was z całego serca, do zobaczenia niedługo ♥

Joylitte 
xoxox

poniedziałek, 30 czerwca 2014

053. Rozdział pięćdziesiąty trzeci : Wyjaśnione tajemnice

- Idźcie, dogonię was.
Mara odwróciła się do Jeroma z wojowniczym wyrazem twarzy. Patricia w pewnym momencie poczuła, że dziewczyna ma już dość. I tego chłopaka i tej szkoły. Mimo, że była tu od kilku lat, znienawidziła tego budynku przez niecały rok szkolny.
Czy Patricia jej się dziwiła? Może trochę. Ona siedziała w tym bagnie długo przed nią, od pierwszej klasy liceum, gdy jej przyjaciółka zniknęła. A Mara od pół roku szkolnego. Fakt, sprawa była poważniejsza niż w poprzednich latach, ale mogła by się wziąć w garść. To, że ma problemy miłosne, nie znaczy ze cały świat zapadł się jej na głowę.
Patricia odwróciła się i razem z Eddiem ruszyła do wyjścia.
Noc była bezchmurna. Na niebie wisiał księżyc w całej swej okazałości. Obok niego migotały gwiazdy. Zabawne, jak wszystko wygląda normalnie, pomyślała dziewczyna. To niemożliwe, by ta noc mogła być tą z przepowiedni. Do tego klimatu pasuje bardziej burza z piorunami i złowrogi śmiech.
Pieprzenie. Powinna dawno się nauczyć, że ta historia nie była normalna od samego początku.
Coś ruszyło się na skraju lasu. Patricia wytężyła wzrok.
Przypomniało jej się, jak Amber obudziła ją w nocy. Było cholernie ciemno i jak podchodziła do okna, uderzyła się o krzesło. Blondynka spytała się, czy widzi coś na skraju lasu. I czy to może być wilkołak. Patricia wtedy stwierdziła, że Millington potrzebuje leczenia i wróciła do łóżka.
-To straszne, co się stało z Niną... - głos KT rozległ się jakby z daleka, choć stała za nią. Eddie stanął, ale ona szła dalej. Jej nogi nie chciały jej słuchać. Żyły własnym życiem i w tej chwili, że idą tam, gdzie widać ruch.
-O czym ty mówisz? - spytał blondyn, ale te słowa również utonęły w szumie. Co je zagłuszało? Nawet nie było wiatru. Serce waliło jej w piersi. Może to Megan? Głupio postąpiła, że ją zignorowała, ale nie chciała zepsuć jedynego dnia w szkole, na którym jej zależało. Las przybliżał się do niej w zawrotnym tempie. Prawie biegła. Starała się opanować, ale coś przejęło nad nią kontrolę.
Stanęła przy zaroślach, gdzie być może ktoś był. Czy to możliwe, by się pomyliła?
Odchyliła jedną z gałęzi, by zajrzeć w głąb lasu i przekonać się, czy to na pewno było złudzenie.
Właśnie wtedy czyjaś dłoń objęła jej nadgarstek.
Patricia wrzasnęła. Ten gest sprawił, ze tajemnicza mgiełka, która spowiła jej umysł, rozwiała się.
-PATRICIA! - Eddie krzyknął za nią, jednak ona straciła już całą energię. Patrzyła się tylko w te niesamowicie intensywnie , zielone oczy. Oczy właścicielki ręki.
Eddie jest zbyt daleko. Czuła, jak dziewczyna spowalnia ruchy ich przyjaciół. Nawet Osyriona.
Patricia pamiętała te oczy. Pamiętała tą twarz, teraz brudną i zadrapaną. To było może z dziesięć lat temu. Na kolonii... Ona i Joy jej pomogły. Tylko... jak? Patricia pamiętała mgliste wspomnienie wody, które teraz się wyostrzyło. Zielonooka wypadła z łódki, którą pływały po jeziorze. Williamson wskoczyła za nią, bo dziewczynka nie potrafiła pływać. Razem z Joy wyciągnęły ją z wody i wezwały pomoc. Następnego dnia dziewczynkę zabrano z obozu i ani ona, ani Joy więcej o niej nie słyszały.
-Gaia... - wyjąkała cicho Patricia - Ale jak...
-Cicho - powiedziała dziewczyna z czarnymi włosami opadającymi na wychudłą twarz - Uratowałaś mi życie, teraz moja kolej... Nie wolno mi tu być.
-O czym ty do cholery...
-Joy nie zginęła - powiedziała Gaia, rozglądając się dookoła siebie - On ją ma, pomogłam Mu. On ma nade mną władzę. Nie chciałam Paricio, uwierz mi, nie chciałam. Ale on mnie zmusił.
To głowy Williamson wtargnęły obrazy. Gaia tarmosząca nieprzytomną Joy, a jej walizkę wyrzuca do studni. dziewczyna wyglądająca jak Joy, ale nią nie będąca, zostaje potrącona przez samochód. Ciemne szaty jej rodziców...
-On jest potężny - szepnęła dziewczyna - Potrafi robić wielkie, ale straszne rzeczy.. Potrafi stworzyć drugiego człowieka tylko z jego krwi. On ma ich wszystkich.
Patricii śmignęły przed oczami obrazy z porwania Lucy, Harrego.. i Niny. czuła, jak uginają się pod nią kolana. Mocny ucisk Gai na jej nadgarstku nie zelżał. Atakowała ją kolejnymi obrazami.
-Ale On boi się Jej, Ona może Go powstrzymać... Ale On Ją osłabia, wie jaka jest słaba. Prowadzi ją duch, ale to nic nie znaczy... Ona jest słaba w środku, złamała prastarą zasadę, zignorowała ostrzeżenia i zaklęła na umarłych... Przodkowie nie są jej przychylni...
-Błagam, przestań... - szepnęła Patricia.
-Musisz poznać prawdę. Nie możesz tam iść, w sali będą dziać się dziwne rzeczy. Sześciu potomków są potrzebni, by bronić ludzi...
-Sześciu... - powtórzyła beznamiętnie Williamson. Ona. Jerome. Alfie. Poopy. Willow... i ktoś jeszcze. Do jej głowy wtargnęła śliczna blondynka z oczami takimi samymi jak u Joy... - Hope też?
Hope była o rok młodszą siostrą Joy. Nie chodziła do tej szkoły, ale przyjechała na rozdanie świadectw. Miała tu zacząć uczęszczać w przyszłym roku, gdy mury Domu Anubisa miały pozostać przez nich opuszczone.
-Wybrana tez tam będzie...
-Nina?
-Nie... Sarah. Ona tam będzie. Jej duch krąży po tych murach. Jej matka sprawiła, że musi powrócić w te miejsce. Po prostu musi. Nina jest jej...
Eddie był jeszcze daleko, ale widział jak jego dziewczyna usuwa się na kolana.
-Nie pomożecie jej - powiedziała cicho Gaia i zelżyła ucisk. Jej twarz wykrywał grymas bólu - Ona musi oddać życie...
Gaia wrzasnęła i puściła Patricię. Dziewczyna opadła wykończona za zimną i mokra trawę. Gaia wiła się na ziemi, wrzeszcząc i płacząc.
-Przepraszam Panie! - wrzasnęła - Mogę to zrobić, ale jej przyjaciele... Dobrze Panie!
Williamson jak w letargu popatrzyła się na dziewczynę, która teraz stałą się bestią. Jej oczy zasnuła szara mgła i stały się znów zielone. Chorobliwe zielone. Tak jakby były radioaktywne. Wyciągnęła za pasa nóż.
Patricia zemdlała.
Ona i tak zginie!
-Muszę wrócić- szepnęła Patricia, jak tylko odzyskała przytomność - Muszę wrócić.
-Wracam z tobą - szepnął Eddie do jej ucha - Nie pozwolę...
-Ty musisz iść - powiedziała Williamson i podniosła ciężkie powieki. Wyswobodziła się z jego ramion i stanęła chwiejnie na nogach. Eddie patrzył na nią z wątpliwościami.
-Idź... - szepnęła. Pocałował ja i odszedł. Wróciła sama.

***

Gałęzie drapały mnie po  udach. Wiedziałam co mam robić, gdzie mam iść. To wszystko od początku było takie oczywiste. Mam się tam zjawić, uwolnić Ninę a sama tam pozostać. W tej krainie, skąd nie ma wyjścia. Skąd Orfeusz chciała wyprowadzić swoją zonę, lecz mu się nie udało. Mi też ma się nie udać.
Szłam, jakby mnie odurzono narkotykami i ciągnęło do miejsca, w którym zaciągnąć. Oddychało było coraz ciężej. Ale to nic, już niedługo mogłam wcale nie oddychać.
Oddychałam tylko dla tego chłopaka, który pewnie nie zauważył że mnie nie ma. Czy jego uczucie do mnie też było złudzeniem? Czy było sztuczne?
Selene odpędziła to wspomnienie. Jego twarzy, uśmiechu i dotyku jego palców na jej skórze...
Tak będzie prościej. W końcu robię to dla niego.
Studnie już było widać. Słysze, jak mruczy z zadowoleniem. Tylko nie studnia. Studnia była tylko studnią z zatrutą wodą. Mruczało to coś, co było w tym rozwalającym się domku. To coś, co chciało mnie od początku.
Podobno, jak się jest na skraju śmierci, to widzi się całe swoje życie, choćbym nie wiem jak krótkie było. Ja jednak czułam tylko obojętność. Będzie im lepiej beze mnie.
Patricia będzie z Edde'im. Alfie z Amber. Logan z Chloe. Mara z Jeomem. A Fabian będzie z Niną. Bo tak powinno być.
Zaczyna mi brakować powietrza. Jakbym była zakopana w worku tysiące metrów pod ziemią.
Selene zniknęła. Te kilka metrów musiałam pokonać sama. Ścieszkę dokładnie znałam, każdy kamień, każdą gałązkę. Postawiłam pierwszy krok. I drugi. I zaraz potem miałam drżącą dłoń na gałce. Tylko przekręcić. Policzyłam do trzech i zrobiłam to.
Poczułam że spadam. A potem była tylko ciemność.

***

Fabian dotarł tam pierwszy. Gdy zobaczył, ze jej nie ma, choć czuł ją obecność, kopnął z rozdrażnieniem w studnie. Kilka kamieni usunęło się i wpadło do wody z cichym 'plusk'.
Spóźnił się. Nie ochronił jej, choć przyrzekał sobie, ze zrobi to, gdy nadejdzie ten dzień. Że nie pozwoli by przechodziła przez to sama. A teraz znowu zawiódł.
Zawiódł ją i Nin ę. obydwie zniknęły bez śladu.
Mara dobiegła następna, nie mogąc złapać tchu. Potem KT. A na samym końcu Eddie.
Mara położyła mu dłoń na ramieniu. Zagryzł dolną wargę.
Skoro poszła tam, nie wiedząc co ją czeka. Nie wiedząc, po co tam idzie. 
W takim razie on pójdzie za nią.  Za dużo ona dla niego znaczyła.
Podszedł do drzwi. Inni z powątpiewaniem zrobili to co on. Marze drżały nogi. Selene zmaterializowała się w tym momencie, gdy już wyciągał dłoń.
-Nie wejdziecie tam - warknęła i zasłoniła ciałem gałkę - Ona sama musi to zrobić. Nic tu po was.
-Ile się założysz, ze pójdziemy za nią?  spytał zimnym tonem fabian i wyciągnął rękę by otworzyć drzwi. Kobieta chwyciła go za nadgarstek.
To niemożliwe. Ona jest duchem. Jest czymś niematerialnym. Usłyszał, jak Mara głośno wciąga powietrze.
-Nie zostawię jej tam - szepnął do Selene, patrząc w oczy. Popchnął zaskoczoną kobietę i odtworzył na oścież drzwi.
Cała czwórkę pochłonęła ciemność.

***

Jęknęłam. Leżałam na plecach i w kręgosłupie czułam pulsujący ból. Musiałam upaść w taki sposób, który normalnego człowieka by zabił, roztrzaskując czaszkę.
Otworzyłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. Ból powoli ustępował. Cud, ze nie skręciłam kręgosłupa.
Siedziałam w kamiennym korytarzu. Tylko tyle mogę stwierdzić, bo jest ciemno. Stęchlizna biła zewsząd. Tak samo jak kurz, który łaskotał mnie w nos.
-Gotowa? - spojrzałam za siebie. Selene siedziała podparta o kamienną ścianę i patrząca z troską. Wstała i podała mi rękę. Chwyciłam ją i wstałam na własne nogi.- Chyba czas ci wszystko wyjaśnić.
Podniosła rękę. Zapłonęło tysiące pochodni i wtedy mogłam zobaczyć, gdzie wylądowałam.
Stałam w kamiennym korytarzu spowitym ciepłą poświatą ognia. Wielkie lustra, dumne i zakurzone, wysiały na ścianach. I pająki. tysiące pająków i pajęczyn. Zobaczyłam, że zaraz zwymiotuje.
Cholera, byłam w piramidzie.
Podeszłyśmy do pierwszego lustra. Nie odbijałyśmy się w nim. Było widać tylko kosztowne pomieszczenie, z mnóstwami drogich materiałów na ścienia.
-Zaczęło się to w roku śmierci mojego ojca i matki...
Selene śmiało przekroczyła taflę lustra. Zrobiłam to samo. Poczułam, jakbym stała pod lodowatym prysznicu. Tak jak w tym śnie, w którym potem byłam martwa. Otworzyłam oczy i stałam w wspomnieniu Selene. Pałac. To na pewno był pałac
-Oktawian atakował pałac. Przysłał najpierw swojego sługę, by przekonał moją matkę do kapitulacji. Zamknęła się z nim w komnacie na wiele godzin. Ojciec wpadł w szał.
Odwróciłam się, słysząc kroki. Przystojny mężczyzna z niesamowicie ciemnymi oczami, takimi jak u Selene szedł do drzwi na końcu korytarzu. Ubrany był w zbroję typowo rzymską, choć walczył po stronie Kleopatry. W dłoni pobłyskiwał miecz. Nie widział nas, byłyśmy tylko obserwatorami.
-Myślał, że Kleopatra dopuściła się cudzołóstwa. W końcu siedziała tam od wielu godzin. Choć stukała jej czterdziestka, nad wyglądała jak bogini - Marek Antoniusz podszedł do drzwi komnaty i zaczął walić w nie pięściami, domagając się otworzenia. Zbiegło się kilkadziesiąt osób, które próbowały go odciągnąć. Selene westchnęła - Postradał zmysły z nienawiści i zazdrości. Bronił zaciekle kraju, gdy jego królowa wolała się zabawiać z posłańcem. Przekonany, że ma rację...
Antoniusz wyciągnął miecz przed siebie i zaczął mierzyć w osoby zgromadzone. W końcu obrócił miecz w swoją stronę i wbił sobie go w bok. Wszystko, co opisywała Selene, ja widziałam. Tak, jakby była narratorem.
-Cios nie był  śmiertelny. Kleopatra wypadła z komnaty i widząc zalanego krwią mężczyznę, którego kochała, kazała wezwać medyków. Nie pomogli mu. Umierał w męczarniach, skupiony tylko na swoim bólu i nie słyszący słów mojej matki. Umarł w przekonaniu, że go nie kocha i ze go zdradzała.
Ludzie wynosili Antoniusza do komnaty królowej. Została tylko jedna dama dworu, która podeszła do zostawionego w krwi miecza i podniosła go. Po czym podeszłą do materiału spływającego ze ściany. Podniosła ją.
-Była jeszcze dwójka obserwatorów. Ja i mój brat. Widzieliśmy śmierć naszego ojca. Kazali nam się schować, by nas nie znaleźli. Byliśmy tylko niepotrzebnymi dziećmi. Lecz Oktawian mógł wykorzystać nas by dostać naszą matkę. Szczerze ją nienawidził. Woleli nie ryzykować.
Na posadzce siedziała dwójka dziesięcioletnich dzieci, prawie że identycznych. Dziewczynka płakała, a jej brat obejmował ją ramieniem. Kobieta podeszła do nich, wzięła dziewczynkę za rękę i odeszła z nimi. Patrzyłam, jak jej brat idzie za nią, patrząc beznamiętnym wzrokiem na nóż.
-I tak nas złapali. Wafija dała miecz mojemu bratu, a sama poszła do mojej matki. Zginęła razem z nią w grobowcu. Była tą, która poprawiają jej koronę, po czym padła martwa na ziemie.
Selene ruszyła do lustra i przeszła przez nie.Znowu znalazłyśmy sie na korytarzu.
-Czemu mi to wszystko pokazujesz? - spytałam, stając przed kolejnym lustrem.
-Chciałaś odpowiedzi. Więc ją otrzymujesz - rzekła, po czym weszła w kolejne wspomnienie.Stałam na skalistej plaży, patrząc w morze. Selene dalej kontynuowała swoją opowieść.
-Po tym, jak moja matka popełniła samobójstwo, Oktawian załadował nas na statek i zabrał do Rzymu. Tam uczestniczyliśmy w paradzie ku chwale rzymskiej potęgi. Byłyśmy tylko dziećmi. Gdy już sie nami znudził, oddał nas po opiekę Oktawii, siostry Augusta. Byłam tam aż do osiemnastego roku życia.
-Aż zjawił się Juba...
-Tak. Poślubiłam go mając dwadzieścia lat. Aleksandra wcielono do jego armii. Obydwoje zostaliśmy wysłani w misję do Egiptu. To dość śmieszne, ale wydawało mi sie, że Juba naprawdę ma mnie za swoja ukochaną. Ja nie czułam do niego nic. Urodziłam pierwsze dziecko, Prometeusza. Potem udałam się do Egiptu razem z bratem.
Selene wstała i tak jak poprzednio, wyszłyśmy i weszłyśmy w następne lustro. Znajdowaliśmy się w świątyni. Ma środku stał wielki płomień. Obok niego klęczała dziewczyna. Ciemne blond loki spływały na l\jej ramionach.
-Dostałam list. Napisany przez moją matkę. Wyjaśniała mi wszystko po kolei, co muszę zrobić. Dlaczego ja to mam, a mój brat nie. I że muszę się udać i spotkać się z nimi. To stare zaklęcia i nie należało ich lekceważyć.
Młodsza wersja Selene weszła do świątyni. Dziewczyna klęcząca przy ogniu podniosła się i pokłoniła jej. Selene podniosła dłoń. Czwórka innych wyszła zza kolumn zebrali się w koło. Ta Selene, która stała u mojego boku poszła dalej w głąb świątyni, jakby samo patrzenie bolało. Poszłam za nią.
-Tydzień po moim przyjeździe, zaczęły dziać się przerażające rzeczy. Ludzi znikali bez śladu lub mordowano ich, pozostawiając ciała. O te zbrodnie i niepowodzenie obwiniano Wyrocznie Delficką. I jej córkę również. Postanowiliśmy ją chronić. W czasie, aż szukaliśmy rozwiązania, ja i Strażnik zbliżyliśmy się do siebie. Obydwoje byliśmy samotni, straciliśmy rodziców w wieku dziesięciu lat. Aleksander ostrzegał mnie przed tym.Lecz nie słuchałam. Przeżywałam coś, co nazywacie zauroczeniem.
-I się stało... - mruknęłam, przygryzając paznokieć.
-Tak, stało się. Byłam szczęśliwa, cholernie szczęśliwa. Choć trwało to zaledwie tylko kilka dni. Od dziecka Oktawia wmawiała mi, ze mężczyźni chcą tylko dwóch rzeczy. Pieprzenia i władzy. Mówiąc mi to, miała na myśli mojego ojca. Ale dzięki temu, mogłam dostrzec to, co się kryło za tymi oczami. Niebieskimi lub zielonymi...
Milczałam. Fabian miał identyczne oczy.
-Znaleźliśmy rozwiązanie. Zaklęcie Signaculum. Potrzebowaliśmy tylko ofiary. Ja ją znalazłam. Musiała być niesamowicie silna, by to przeżyć. Mój brat nadawał się idealnie.
Westchnęła i szła dalej.
-Coś poszło nie tak. Było zbyt dużo mocy. Najpierw była tylko zmienia, potem przyłączyły się inne żywioły. Aleksander nie przeżył. Pochowaliśmy go, a ludzie pomyśleli, że był kolejnym nieszczęśnikiem, który zaginął. taka szkoda, bo miał niesamowite poparcie. Ludzie chcieli pod jego orężem wyswobodzić się spod rzymskiego panowania. Ale podziałało, wszystko ustało. A my zawiązaliśmy siną więź broniącą córkę Wyroczni. I tak stała sie wybraną. Tak powstał Krąg. Nie wolno nam było ze sobą się bratać, bo to było kazirodztwo. Choć w mojej rodzinie była to rzecz zwyczajna.
-Posłuchałaś?
-Nie... Wyjechała tydzień później. Dziewięć miesięcy później urodziłam córkę Kleopatrę. Nie była córką Juby, ale mu o tym nie powiedziałam. Wróciłam rok później o Egiptu. Bo to znowu się zaczęło.
Kolejne wspomnienie. Staliśmy w oświetlonej przez lampy pomieszczeniu z kopułą.
-Przywołaliśmy tego, który był za to odpowiedzialny. To był błąd. Okropny błąd, za który płacą nasi przodkowie do dzisiaj.
Pierwszy Krąg wbiegł do komnaty, zamykając drzwi z hukiem. Wyłoniłam spojrzeniem chłopaka o niebiesko-zielonych oczach. Wzrok miał utkwiony w Selene, a w dłoni trzymał miecz. ten sam, którym przed lat przekuł się Marek Atoniusz.
-To stało sie przez mnie - powiedziała cicho Selene - Przez nas oboje, że złamaliśmy zakaz. Przodkowie byli wściekli. Myśleli, że jestem silna. najpierw poświęciłam brata, teraz Krąg. A to, co to sprawiało chciało zemsty. Było pradawne i chciało krwi. Gdyby zamordowało nas wszystkich posiadłoby moc niezwykle potężną. To, że miałam moją Kleopatrę zadecydowało o mojej decyzji. Pozwoliłam jej żyć, a sobie nie. Spędziliśmy tu noc. Gwiazdy były widoczne na kopule.
Jak na zawołanie sceneria się zmieniła. Stało się niesamowicie ciemno, tylko księżyc w pełni był jedynym źródłem światła. I tysiące gwiazd.
-Leżałam obok niego. Gdy poczułam, że zasypia, ze łzami w oczach wyciągam miecz swojego ojca. Pocałowałam go w usta, powiedziałam że go kocham i wyszłam na środek pomieszczenia. Tam, gdzie było podwyższenie. Miecz obił mi sie o kamienne schody. Obudziłam ich.
Widziałam, jak wszyscy się zrywają. Selene, z zapłakaną twarzą patrzy na swojego ukochanego. Po raz pierwszy słyszałam głosy. Chłopak otworzył usta. Głos też miał podobny do Fabiana. Po moich plecach przeszedł dreszcz.
-Selene...
-Przepraszam... - wyszeptała Kleopatra i wbiła miecz w swoją pierś. Widziałam, jak chłopak biegnie do niej. Jak krew barwi jej idealnie białą szatę, gdy osuwa się na posadzkę. Dźwięk miecza, który opada. Ostatni oddech, gdy umierała w ramionach człowieka, którego kochała.
A potem cisza.
-Popełniłam samobójstwo. I udało się. Ugodziłam to coś na długi czas w jego czułe miejsce. Nie miał sił atakować przez długie wieki.
Sceneria się zmieniła. Tam, gdzie leżała zakrwawiona Selene stał teraz stół. W około również stały kamienne stoły.
-Pochowano mnie tutaj. I Aleksandra również tu przeniesiono. Cały pierwszy Krąg spoczął w tym miejscu. Strzegłam swoich potomków i prowadziłam ich przez drogę. Aż do ciebie.
Podeszłam do jednego z kamiennych stołów. Przez cienki materiał prześwitywała twarz. Twarz dziewczyny z zapadłymi policzkami i czarnymi włosami. Dziewczyny, której duch stał obok mnie. Cofnęłam się o krok.
Selene ruszyła do lustra, a ja szybko popędziłam za nią.
Tym razem staliśmy w moim domu. Widziałam małą siebie, jak biegam między meblami i ojca, który próbował mnie złapać.
-Każdy mógł być tym pokoleniem, którym Przepowiedziana miała podzielić mój los. Setnym pokoleniem. Twoja matka wiedziała, że to będziesz ty. Zbuntowała sie, za bardzo cię kochała. Uciekła razem z rodziną w miejsce, gdzie myślała, ze nikt jej nie znajdzie. Odcięła kontakty z rodziną, szczególe z matka, która chciała jej wytłumaczyć, że musi. Ale tego nie zrobiła. Wszystko było pięknie aż do dnia, aż znalazł was jeden z członków.
-Mama Chole. On była Łącznikiem?
-Tak. Byłaś delikatnym dzieckiem, męczyły cię koszmary. Twój umysł był otwarty, bo nie umiał sobie poradzić z taką mocą. Potrzebowałaś medalionu, ale go nie miałaś. Oka Horusa. On zamknął by to. Ale zamiast tego miałaś własny zamek. Chloe Tyson, jako ta która stoi na pograniczu dwóch światów zamknęła dostęp tych obrazów do twojej głowy. Powoli wszystko zapominałaś. Ale twoja matka kazała nic nie mówić rodzicom Chole. Bała sie o ciebie. Wtedy, gdy ten psychopata was znalazł. I boi sie do dziś.
-Ten chłopak był...
-Tak kochanie, niestety. Przykro mi.
Westchnęłam ciężko. Zawsze, jak schodziliśmy na ten temat, miałam ochotę zrobić sobie krzywdę. Bo najpierw skrzywdził Chole, potem mnie. Ona na to nie zasługiwała.
Przypomniałam sobie ramiona Fabiana i jego spokojny głos.
Wszystko będzie dobrze...
-Wysłała was do tej szkoły, bo chciała, by was nie znalazł znowu. I żebyś odpoczęła. Ale nie wiedziała, że Louisa otworzyła tu bramę. A potem zniknęła razem z Robertem bez śladu. Sarah została sama. Gdy dowiedziała się o Kręgu, uciekła do Stanów. Tam miała dziecko. Matkę Niny, która zginęła w wypadku samochodowym.
Wróciła wtedy do Anubisa i oddała go na przechowanie. Dostała eliksir życia od Victora. Skosztowała i zaczęła tracić zmysły. Nie chciała sama tego pilnować. Więc przekazała brzemię Ninie... Dalej już znasz historię.
Stałyśmy przed kolejnym lustrem. Selene położyła na nim dłoń.
-Co do...
-Coś nie tak? -spytałam.
-Tu powinno być przejście. Do kolejnego wspomnienia, a nie ma...
-Jest coś gorszego...
Patrzyłam na lustro. W środku była uwięziona dziewczyna. Siedziała na słomie, wychudła i blada. Zakręciło mi się w głowie. Selene zniknęła.
Joy Mercer podniosła na mnie zdziwiony wzrok. Położyłam lodowatą dłoń na lodowatej powierzchni lustra.
-Joy?
Dziewczyna stała niezdarnie i chwiejnym krokiem podeszła do lustra. Położyła dłoń w tym samym miejscu co ja, tylko z drugiej strony. Wstrząsnęło mnie to, jak wygląda. Brudne włosy, paznokcie zgryzione do krwi.
-Megan, musisz uciekać - wychrypiała - On nie może cię dostać...
Spojrzała w prawo, a ja podążyłam wzrokiem za nią. Na końcu pojawiło się wejście. Słyszałam szum wody. Czułam słodki zapach.
Nogi same postawiły krok w tamtą stronę.
Joy wrzeszczała, żebym zawróciła, żebym tego nie robiła. Żebym uciekała, póki mam szansę.
Weszłam do pomieszczenia z kopułą. Tam, gdzie Selene popełniała samobójstwo i gdzie był jej grób. Wszystko zniknęło. nie było ciał, nie było stołów. Tylko jeden pusty, na środku na podwyższeniu.
U jego stóp bez życia leżała Nina Martin.






Miłego pierwszego wakacyjnego poniedziałku
Kocham Was

Joylitte xxx

piątek, 20 czerwca 2014

052.Rozdział pięćdziesiąty drugi : Początek końca opowieści

Byłam szczęśliwa. To był najpiękniejszy miesiąc mojego życia.
Ludzie się gapili, jak przechodziłam korytarzem razem z Fabianem. Ale nie czułam, że się ze mnie wyśmiewają, że mnie nienawidzą i że jestem niepotrzebna. Jego obecność wszystko spychała na drugi plan. Uwielbiałam z nim spędzać czas. Boże, czy ja jestem romantyczką?
Może trochę. Zawsze marzyłam o swoim księciu, który będzie mnie obejmował i śpiewał przed sen. Fabian był do tego idealny. Wiem, że to tandetnie brzmi. Jak z kiepskiego filmu, ale to sprawiało, że czułam się szczęśliwa. Nigdy nie kończyły się nam tematy, jak zaległa cisza, nie była krepująca. Tak, jakbyśmy się rozumieli bez słów.
Ale gdzieś tam głęboko w środku, była myśl i przekonanie, że robimy coś złego.Że nam nie wolno, bo to niewłaściwe. Ta myśl, która odezwała się w naszych głowach, gdy po raz pierwszy dla niego liczyłam się tylko ja, gdy mnie obejmował i całował.
Nie obchodziło mnie to, nic mnie nie obchodziło. Należy mi się po tym całym koszmarze. Egoistyczne? Może trochę. Ale go kocham, nawet nie wiedziałam że tak mocno.
I idę na swój pierwszy bal. Fajnie, prawda? Mam nawet sukienkę, która kupiłam na zakupach z Chloe i Amber. Przynajmniej zatroszczyły się o to, że nie będę wyglądała jak ofiara.
Moja aspołeczność zniknęła. Teraz nie zamykałam się we własnym świecie z książką na kolanach, słuchawkami w uszach, nie chodzę biegać by uciec od ludzi. Fabian chełpi się, że to jego zasługa. Ma rację, ale i tak za przechwalanie się dostaje za każdym razem kuksańca w bok.
To było zbyt piękne, by było prawdziwe.
W sobotę, dzień przed rozdaniem świadectw, świeciło słońce. Było duszno, wiele osób wychodziło do lasu na strumyk, by się nieco ochłodzić i cieszyć się końcem szkoły. Bądź spędzić ten ostatni dzień z klasą. Razem z Sibuną wybierałam sie do domku Frobisherów. By sprawdzić, czy wszystko w porządku, zatrzeć ślady naszej obecności. Włożyłam telefon w kieszonkę spodenek i chwyciłam za klamkę, by wyjść.
Problem w tym, że nie mogłam. Drzwi były zamknięte.
Zmarszczyłam brwi. Nie przypominam sobie, żebym je zamykała. A głupi żart to nie jest, raczej już jesteśmy na to za dorośli. Wyciągnęłam z tylnej kieszonki klucz i włożyłam w dziurkę.
Nie przekręcił się.
-Jerome? - spytałam głupio - To nie jest zabawne.
Boże, co za idioci. Jeszcze chwila, a zacznę się naprawdę bać. Walnęłam pięścią w drzwi, ale nic to nie dało.
-Jest tam ktoś?
Kopnęłam zdesperowana w drzwi. Dłonie zaczęły mi się pocić. Na ślepo zaczęłam walić w drewno.
-Zabiję was, jak tylko wyjdę!
-Mówiłam, że wam nie wolno.
Stanęłam w bezruchu i odwróciłam się na pięcie. Selene stała na środku pokoju, w swojej sukni i ciemnymi włosami opadającymi na twarz. Coś mi się nie zgadzało. Nigdy nie miała takiego wyrazu twarzy : tak, jakby miała zrobić coś wbrew sobie. Zawsze była pewna siebie,tak pewna, że aż denerwująca.
-Że co proszę? - spytałam głupio. Czułam, że zaraz się coś stanie. Coś, co mi się nie spodoba.
-Przykro mi, Megan. Ty i Fabian nie możecie być razem. Ani teraz, ani nigdy.
Nie wiem dlaczego, ale się roześmiałam. Zimno i kpiąco.
-Nie bedziesz mi rozkazywać. Szczególnie teraz - warknęłam i szarpnęłam za klamkę. Nie ustąpiła - Wypuść mnie.
-Nie.
Popatrzyłam jej w oczy nienawistnym wzrokiem. Współczuła mi. Ale mnie to nic nie obchodziło. Chce się z tond wydostać, zanim rozwali cały mój świat na kawałki. Bo zazwyczaj to robiła. Wpakowała się w moje życie, nie pytając o zgodę. Dyrygowała mną, kazała robić co jej się podobało. Nie tym razem.
-Nie będziesz mi mówić, co mam robić i czuć.
-Będę Megan. Wy nie możecie być razem. Tak jest zapisane w gwiazdach i przepo...
-PIEPRZĘ PRZEPOWIEDNIE! - wrzasnęłam - Nie obchodzi mnie, co sobie umyśliliście kilkaset lat temu. To moje życie, więc wypierdalaj, znajdź sobie jakąś inną ofiarę, mną się już pobawiłaś.
Nadal stała, nic nie mówiąc. Kopnęłam w te cholerne drzwi, tak, że noga mnie zabolała. Jęknęłam. Po moich policzkach potoczyły się łzy. Selene uklękła przy mnie, gdy usiadłam na podłodze, trzymając się za nogę.
-Wiesz, że to prawda - szepnęła cicho, kładąc mi rękę na ramieniu. Nie było zimnego mrowienia. Prawie coś poczułam - Tam w środku. Nikomu z Kręgu nie można się wiązać z drugim członkiem. No chyba że Wybranej, bo jej moc jest zbyt potężna.
-Dlaczego ja? - odniosłam na nią zbolały wzrok - Dlaczego tego nie powiedziałaś, zanim się w nim zakochałam? Dlaczego teraz wszystko niszczysz?
-Uwierzyłaś mi? - spytała wolno Selene. Kiwnęłam głową, bo nie miałam lepszej odpowiedzi - To od mnie nie zależało. Ja też na tym... Zresztą, nieważne. Musicie to skończyć.
-To wszystko jest takie tandetne.
Selene umilkła, patrząc się na mnie ciemnymi oczyma. Odwzajemniłam spojrzenie, tyle, że moje było pełne nienawiści. Warga Selene lekko zadrżała.
-Bohaterka musi cierpieć, potem być szczęśliwa, potem znów cierpieć, żeby było ciekawie. Dobrze się tam w zaświatach bawicie, co? - warknęłam, po tym wstałam, nie zwracając na ból w nodze. Chyba wybiłam sobie palec.
-Jak śmiesz obrażać...
-Weź się w końcu zamknij! - wrzasnęłam i wyszłam z pokoju, trzaskając drzwiami. Wypuściła mnie. Czułam, jak mi się kręci w głowie. Zacisnęłam żeby i zeszłam na dół. Noga bolała niemiłosiernie, ale jakoś doszłam do pokoju Fabiana. Zapukałam, odczekałam kilka sekund i weszłam do pokoju. Siedział na łóżku, w twarzą schowaną w dłoniach. Usiadłam koło niego.
-Była u ciebie? - spytałam gorzko. Fabian wyprostował się i spojrzał na mnie - Chyba wybiłam sobie palec.
Ucieszyło mnie, gdy jego kąciki ust delikatnie uniosły się w górę. Objęłam go. On mnie też i na szczęście nie było w tym uścisku dystansu.
-Co teraz zrobimy? - spytałam, bojąc się odpowiedzi.
-Walić to - mruknął mi do ucha i pocałował w szyję. Zaśmiałam się i odsunęłam się od niego.
-Od kiedy to masz gdzieś przepowiednie? Chyba mam na ciebie zły wpływ.
-Czy ja wiem... Mam teraz tylko nieco inne myśli.
-Fabian! Jesteś idiotą.
-Wiem, ale ty na to lecisz - mruknął i  pocałował mnie.
Dwoje, by wszytko naprawić bądź zaprzepaścić.

***

Siedziałam w pokoju i dokańczałam makijaż, ubrana w czerwono-złote szaty, prawie gotowa na rozdanie świadectw. Zaczęłam przygotowania wcześniej, ale i tak się nie wyrobię. Zawsze tak jest. Choćbym nie wiem, jak wcześnie zaczęła to i tak się spóźnię.
Selene się już nie pokazała. Nie chce widzieć już jej nigdy. Kończę szkołę, więc chce czuć się szczęśliwa. Będę siedziała obok chłopaka, którego kocham, obok przyjaciółki, która zawsze będzie ze mną. Chce tego. I zaczęłam sie poważnie zastanawiać, czy nie zmienić planów. I czy nie zacząć wszystkiego od nowa, tyle że z Fabianem u boku.
Wstrząsnęłam butelką z lakierem do włosów i spryskałam jeszcze raz loki, by mieć pewność że się nie wyprostują. Spojrzałam jeszcze raz w lustro. Nie byłam wybitnie uzdolniona co do sztuki make up, ale chyba wszyło. Chwyciłam czapkę, czy jak to się tam zwie i założyłam na głowę.
Selene pojawiła sie za mną. Zacisnęłam zęby.
-Jestem z ciebie dumna- powiedziała cicho i wyciągnęła rękę z naszyjnikiem. Obróciłam się gwałtownie i wbiłam wzrok w Oko Horusa.
-Przecież to Niny! Fabian trzymał go w szufladzie, jak ty... - wyszarpnęłam medalion z ręki kobiety. Był gorący. Przełknęłam ślinę i spojrzałam na nią przestraszona.
-Czemu on jest gorący? - spytałam cicho - Selene, czemu on jest ciepły?!
-Posłuchaj Megan, musimy porozmawiać - wyciągnęła do mnie wyciągnięta dłoń, ale ja gwałtownie pokręciłam głową.
-Nie, dzisiaj nie. Jest zakończenie. Fabian na mnie czeka, muszę... Nie.
Spojrzałam na nią ze strachem. Przed oczami migały mi sceny, gdy stałam w deszczu, a ona mówiła, że jest za wcześnie. Że nadejdzie czas. Że to nie dziś. Że dowiem się w swoim czasie. Gdy będę gotowa.
-Dziś jest pełnia.
-Nie... Błagam, niech to nie będzie dziś.
-Rocznica, gdy wszystko się zaczęło.
Wyciągnęła rękę ponownie. Spojrzałam na nią z łzami w oczach. Po chwili wyciągnęłam swoją i ja ujęłam. Nie natrafiłam na powietrze, tak jak dotychczas. Była materialna. Nie była złudzeniem jak do tej pory. Pociągła mnie małą, bezbronną z medalionem w dłoniach i usiadła obok mnie na łóżku.
-Twoje istnienie nigdy nie należało do ciebie - zaczęła, a ja spojrzałam na gitarę, która kiedyś była moją jedyną zaletą. Namiastką mojego dawnego życia - Zaplanowane przez nas, przez pierwszy Krąg. Jesteś moją potomkinią Megan. Jesteś taka sama jak ja.
-Nieprawda...
-Prawda. Niezdecydowana, skryta w sobie. To wszystko moje cechy. Masz zrobić to, co ja miałam zrobić. Zrozum, że ty to nie ty. Jesteś mną. Zaprogramowaną, by wypełnić przepowiednie. To co czujesz do Fabiana, też jest fałszywe. Ty tak naprawdę go nie kochasz. Historia się powtarza. Nigdy nie należałaś do siebie. I nie będziesz należeć.
Spojrzałam w lustro. Selene i ja się w nim odbijałyśmy. Wyglądałam tak dumnie w tym stroju. Żal mi było, że nikt mnie w nim nie zobaczy, że nie odbiorę świadectwa z innymi. Ale wiem, że to co Selene mówi jest prawdą. Mam się nie bać przeszłości. To zbyt szybko się stało. Myślałam, że będę miała czas z oswojeniem się, że może mnie zabraknąć.
-Co mam zrobić? - spytałam chicho.
-Doskonale wiesz. Musisz zebrać wszystkich. Musimy to zakończyć.
-Jak?
-Będziecie wiedzieć.
Pięć dzieci gwiazd, by chronić dziecko boże. Pięć dzieci gwiazd, by chronić przed Ciemnością. 
Kiwnęłam głową. jakaś część mnie sie obudziła. Dziwnę, co? Jeszcze niecały miesiąc temu, stałam w ramionach Fabiana, czując, jak mój brzuch wypełniają motyle. Teraz czułam tam tylko ucisk i czyjąś zimną rękę zaciskającą sie na moich płucach. Wstałam i zrzuciłam czapkę, którą wczoraj ćwiczyłam z Willow jak ja wyrzucić wysoko, zdjęłam z siebie strój, który z cichym klapnięciem upadł na podłogę. Była teraz ubrana w białą koszulę i czarną spódniczkę. Zacisnęłam mocniej palce na wisiorku. Wiedziałam, co mam robić.
Zeszłam na dół, gdzie w holu stała Patricia, Eddie i Amber. Popatrzyli sie na mnie zdziwieni.
-Gdzie masz stój? - spytała Amber, lustrując mnie od stóp do głów.
-Nie idę. To dzisiaj - spojrzałam na Eddiego, który przestał się uśmiechać.
-Przecież bym czuł, prawda?
-Musicie mi uwierzyć. Selene powiedziała...
-Ona robi bez przerwy problemy. - warknęła Patricia - Kończymy szkołę. Darujmy sobie ratowanie świata. Ubieraj się i choć, Fabian już poszedł.
Williamson wypchnęła Amber i Eddiego przez drzwi i w domu zaległa cisza. Zostałam sama.
Jedna, by wszytko zakończyć.
Wypuściłam powoli powietrze. Serio, serio? Zaschło mi w gardle.
Może maja rację? Może nie muszę tego wszystkiego robić, nie muszę być tą, która ma zakończyć wszystko ze względu przepowiedni. Pójdę na rozdanie świadectw. Uśmiechnę się szczęśliwa, gdy dotknę papieru z moimi ocenami. Może nawet się nie potknę, gdy będę wchodziła na scenę. Tak, to doby pomysł.
Odwróciłam się i poszłam do kuchni, napić sie czegoś. Wciągnęłam szklankę i dzbanek wody. Nalałam sobie jej do połowy i przyciągnęłam bliżej gazetę, którą ostatnio czytał Victor. Zwykły dziennik. Przerzuciłam szybko strony, nie skupiając się na tekście. Zatrzymałam się dopiero, gdy w gazecie zobaczyłam zdjęcie Niny.
Sześcioro, by stać na Straży przy boku Wybranej, gdy dzień nadejdzie.
Patrzyłam się z przerażeniem w jej uśmiechniętą twarz i w napis ' ZAGINĘŁA'. Przebiegłam szybko wzrokiem. Nina przyjechała do Wielkiej Brytanii w celu odwiedzenia znajomych, którzy kończą szkołę. Po wyjściu z lotniska nie wiadomo, co sie z nią stało. Miała się stawić u znajomej i to ona zawiadomiła policję. To było wczoraj.
Czułam, jak nogi się pod mną uginają. Jezu, to przecież niemożliwe. Utrzymywaliśmy kontakt z Niną, wiedzielibyśmy, gdyby miała przyjechać. Chyba że to miała być niespodzianka.
Nie zniknęła od tak. Wiem to, ludzie tak nie znikają. Tak zniknęła Lucy.
Jeśli inni nie chcieli mi pomóc, sama to zrobię. Choćby dlatego, że wiem, ile ona znaczyła dla Fabiana.

***

Fabian co chwilę sprawdzał godzinę. Megan miała być od dobrych dziesięciu minut. Choć wiedział, że ma skłonność do spóźniania sie na uroczystości, lekcje, autobusy, kolacje, śniadania, spotkania Sibuny, to i tak się o nią martwił. Inni już zajęli miejsca.
Chloe podeszła do niego.
-Nadal jej nie ma? - spytała, a on pokiwał głową. Dziewczyna westchnęła - Powinnam jej kupić zegarek.
-Zgubiłaby go, zepsuła lub zmasakrowała.
Chloe uśmiechnęła się, choć spięcie jej nie opuszczało. Podrapała się w nadgarstek, tam gdzie miała wypalone znamię. Dzisiaj wyjątkowo swędziało.
-Panie Rutter, pani  Tyson proszę usiąść, będziemy zaczynać - głos dyrektora rozległ się po auli. Parę osób odwróciło się by na nich spojrzeć. Chloe ruszyła do swojego miejsca, ciągnąć go za sobą.
-Czuję się zazdrosny, że ciągniesz innego faceta za rękaw - mruknął do niej Logan.
-Zamknij się, Megan nadal nie ma.
-Kto by się spodziewał - szepnął do niej. Obdarzyła go wściekłym spojrzeniem - No co? Najwyżej wparuje w połowie rozdania i zrobi sobie wiochę. Dla niej to nic nowego.
Chloe wzruszyła ramionami i spojrzała na scenę, gdzie Mara została wywołana jako najlepsza uczennica. Fabian kręcił młynki palcami. Zaczęło wywoływać kolejne osoby.
-Nie byłaby aż tak głupia - mruknęła zza placów Ruttera Patricia - Nie dramatyzujmy, pewnie zaraz przyjdzie.
-A jeśli nie? Jeśli mówiła na serio, że to dzisiaj? - odparował Eddie.
-Nie bądź idiotą.
-Co jest dzisiaj? - Fabian odwrócił sie do pary.
-Mówiła, że dzisiaj jest ten dzień. Ten z przepowiedni.
Fabian pobladł na twarzy.
-Czemu nic nie powiedzieliście?
-Myśleliśmy, że to oleje. Zresztą to...
-Eddie, idziemy - powiedział Fabian, nie dając dokończyć Patricii. Podniósł się z miejsca.
-Panie Rutter, panie Sweet, proszę usiąść.
Fabian spojrzał na zdziwiona Marę, która stała przy dyrektorze i pomagała rozdawać świadectwa. Pokręciła głową, nic nie rozumiejąc. Lub nie chciała rozumieć. To był jej dzień, gdzie tylko ona była ważna. Nie była ta małą, szarą myszką wyśmiewaną za dobre wyniki. A teraz musiała to wszystko opuścić na rzecz czegoś, w czym nie chciała uczestniczyć. Jednak podjęła decyzję. Oddała plik świadectw w ręce zdumionego dyrektora i wybiegła z przyjaciółmi z sali.
Jerome Clarke wstał i pobiegła nią.

***

-Idioci, uważajcie jak...
-KT?
Eddie stanął za zmieszanym Fabianem, który wpadł w dziewczynę. Amerykanka stała przed nimi, jak gdyby nigdy nic. Może by się ucieszyli z jej przyjazdu, gdyby okoliczności były nieco inne. Dziewczyna odgarnęła ciemny kosmyk włosów, który przysłaniał jej widoczność.
-Czemu się tak dziwicie?
-Może dlatego, że ciebie nie powinno w ogóle tu być? - spytała Patricia. Rush potarła ramiona.
-Musiałam się z wami zobaczyć. Po tym, jak się dowiedziałam, ze jesteśmy związani...
-Że co? Kto ci... - Mara zarobiła zaszokowaną minę, po czym westchnęła - Megan.
-Maro!
-Oho, zaczyna się - warknęła Patricia, a Eddie spiorunował ja wzrokiem. Fakt, Jerome nie wybrał sobie najlepszej pory na wyznawanie miłości dziewczynie. Ruda wzruszyła ramionami - No co? Ta szkoła to jedna wielka drama.
-Maro, muszę z tobą porozmawiać - wysapał chłopak, po czym złapał ją za rękę. Mara wyszarpnęła ją.
-Nie mam czasu. Wracaj na salę.
-Proszę...
Mara spojrzała na przyjaciół i ich spojrzenia utkwione w jej osobie. Westchnęła ciężko: - Idźcie, dogonię was.
Jerome odczekał, aż zniknął na zakręcie, po czym zwrócił sie do dziewczyny:
-Oszalałaś, nigdzie nie idziesz. Nie puszczę cię.
Mara spiorunowała go spojrzeniem i wysyczała przez zaciśnięte zęby:
-Idę z nimi, zrobić to co trzeba. Tak miało być od początku.
-To się z tobą dzieje? Nie widzisz tego?
-Przestań Clarke! - warknęła na niego, tracąc resztkę cierpliwości - Czy ty myślisz, że sama sobie wybrałam to, co mam za chwilę zrobić? Zachowujesz się jak dziecko! Najpierw mnie całujesz, potem uciekasz i zamykasz się w sobie. Wiesz, jak to zabolało? Myślałam, że zmądrzałeś. Zaufałam ci, a ty zrobiłeś mi takie świństwo! Najpierw mnie zdradzasz, potem zaczynasz chodzić z moja najlepszą przyjaciółką, a gdy jej zabrakło, masz mieszane uczucia, po czym dobierasz się do mnie, robisz nadzieje, a potem mną rzucasz jakbym była zabawką. Naprawdę sądzisz, że to ze mną dzieje się coś nie tak? Pójdę tam, zrobię to co trzeba i prawdopodobnie już nigdy nie wrócę, ale robię to dla ciebie!
Jerome wbił w nią intensywne spojrzenie niebieskich tęczówek.
-Że co?
-Wiesz, co potrafię. Jak idiotka zdradziłam swój Krąg tylko po to, żebyś wiedział. Myślisz, że nie widziałam, co się może stać. Dlatego ty zostajesz tu, gdzie jest bezpiecznie. Widziałam... Widziałam śmierć. Jeśli to mam być ja, nie mam nic przeciwko. I tak nie mam nic do stracenia.
-Nie pozwolę ci iść...
-Nie masz na to wpływu.
-Mam. Kocham cię i nie pozwolę, żeby ci się stała krzywda.
Mara spojrzała na niego. Po tym, wszystkim, co zrobił, miał czelność się do niej tak zwracać?
-Nie kochasz mnie. Gdybyś mnie kochał, nie skrzywdziłbyś mnie aż do tego stopnia.
-Maro, mówię prawdę. Wiem, że popełniałem błędy. Potrzebowałem czasu, żeby zrozumieć...Co mam zrobić, żebyś mi uwierzyła?
-Wróć tam - powiedziała Mara szeptem, nie patrząc na niego - Jeśli mnie kochasz, zrób to co mówię. I pozwól mi iść.
Jerome wypuścił powietrzem z sykiem. Nie poznawał tej dziewczyny, z którą praktycznie bez przerwy się w pierwszej klasie kłócił, która zobaczyła w nim światło, gdy on widział tylko ciemność. A może zawsze taka była, tylko on nigdy nie poznał jej dostatecznie dobrze, by to zobaczyć.
W mgnieniu oka znalazł sie przy niej i uniósł jej podbródek, tak, by patrzyła mu w oczy. Były zaszklone, o takim samym, czekoladowym odcieniu, jaki pamiętał. Zbliżył jej usta do swoich. Nie opierała się.
Trwali tak przez chwilę, spleceni i zatopieni w sobie. Mara nie chciała iść. Pragnęła zostać z tym chłopakiem, który ją tyle razy ranił, ale i tak dawała mu szansę. Bo sprawiał, że była szczęśliwa. W końcu odsunęła się od niego.
-Idź... - wyszeptała - Błagam cię, idź...
-Powodzenia - mruknął w jej włosy, przytulając ją może ostatni raz. Kto to wie... - Zrób to dla mnie.
Uśmiechnęła się i popędziła za przyjaciółmi, podczas gdy on nadal stał i patrzył na jej plecy.

***

Zmierzali szybkim krokiem do Domku Letniskowego Frobisherów. Wiedzieli, ze tam wszystko się odbędzie, choć nikt nie powiedział tego na głos. Szli szybko, ale nie biegli, by Mara mogła ich dogonić.
-To straszne, co się stało z Niną... - zaczęła KT i wpadła w plecy Eddiego, który zatrzymał się gwałtownie. Odwrócił się i spojrzał na Amerykankę.
-O czym ty mówisz?
Rush przejechała spojrzeniem po ich twarzach. To przecież niemożliwe, żeby...
-Wy nic nie wiecie? - spytała cicho. Wszyscy przecząco pokiwali głowami. Dziewczyna sięgnęła do tylnej kieszeni swoich spodni i wyjęła z niego wycinek z gazety. Zebrali się w koło i zaczęli czytać.
Trwali tak i trwali, czytając przez cały czas w kółko i w kółko, czekając, aż ta informacja dotrze do ich mózgów.
Mara dobiegła do nich i stanęła obok, marszcząc brwi:
-Co sie stało? - spytała. Fabian bez słowa podał jej kawałek papieru. Jaffray kilka razy przebiegła wzrokiem tekst - To jakiś głupi żart?
Nikt nie odpowiedział.
-Boże, co tu się do jasnej cholery dzieje? - powiedziała Mara, zgniatając kawałek papieru w dłoni. Ruszyli dalej, tylko Eddie został w miejscu, rozglądając się dookoła.
-Idziesz, czy nie? - spytała KT, zatrzymując się i unosząc brwi.
Chłopak zmarszczył brwi i powiedział:
-Gdzie jest Patricia?
Właśnie wtedy usłyszeli jej krzyk.


_______________________________________________

Spieprzyłam. Na równi spieprzyłam.
No to zbliżamy się do końca. Koniec błahej fabuły, koniec beznadziejnego wątku. Tylko myślę nad zakończeniem.
Właściwie, to praktycznie nikt już tego nie czyta.
Smutna prawda, ale ja zakończę tę opowieść dla siebie. Przyrzekłam sobie, że dotrwam do końca i nie odpuszczę.
Co ja mam zrobić z fantem Megan, huuuh. Ma być szczęśliwa, czy koniec, finito, game over.
Sibuna znowu powraca. Ale ja będę zajęta promowaniem Brada. Za dużo dla mnie znaczy.
Tak btw to moja mama uważa, ze sie w nim bez pamięci zakochałam, wut, nie wiem co ja mam jej odpowiadać wtedy.
To nie zmienia faktu że spieprzyłam rozdział, wgl mi sie nie podoba. Taaa, nie ma to jak spieprzyć ostatnie rozdziały i odejść jako beznadziejna bloggerka.
Się trudno mówi.
Aww, pamiętacie jak się stresowałam egzaminami? Zawaliłam wszystko, prócz polskiego. NAJWYŻSZY WYNIK W SZKOLE! 31/32 pkt. Czujecie to? Taki wynik miało ok. 5 osób w naszej szkole. Opppss, Braduś będzie dumny.
Tak btw to rusza projekt na jego urodzinki


Ruszył daaawno temu, no ale cóż. Czekam nadal, huh. A potem musimy to zakończyć. I wybłagam uczestnictwo jakiś osób, bo wysłać mu coś musimy.
( wcale się nie chce podlizać, tylko go kocham )
Zmieniłam playlistę, pod koniec dodam jeszcze jedna piosenkę.
To chyba tyle z ogłoszeń parafialnych
Kocham Was ♥









Joylitte xoxox


( nadal nienawidzę jeroy, ugh)


Obserwatorzy