czwartek, 26 grudnia 2013

042. Rozdział czterdziesty drugi

Słodki zapach pierników rozchodził się po całym domu, aż w końcu dotarł do moim nozdrzy i obudził mnie z głębokiego snu. Leniwie spojrzałam na tarczę budzika i dopiero gdy uświadomiłam sobie, która godzina, jęknęłam. Powoli zaczęłam układać sobie w głowie powód spóźnienia, aż w końcu do mnie dotarło, że dzisiaj mamy wolne. Jest Wigilia.
Przez chwilę leżałam jeszcze w łóżku, przeklinając na siebie, ze nie kupiłam sobie kalendarza w zeszłym roku. Nie musiałabym się budzić ze strachem, że zapałam. Ale znając mnie, prawdopodobnie byłoby mi szkoda kasy na kalendarz. I tak bym go nie używała.
Powoli, bardzo powoli wstałam z łóżka. To powoli trwało jakieś dwadzieścia minut, w końcu są święta, mogę sobie pozwolić na miłe otępienie mojego umysłu. Po czterech miesiącach wkuwania mój mózg jest na wykończeniu. Usiadłam i rozejrzałam się dookoła. Fakt, nikogo nie ma.
Amber i Patricia wyjechały. Ta pierwsza do Londynu, gdzie jej tata akurat się zatrzymał i mogą spędzić te święta razem. Millington nie pokazywała tego, jak bardzo się cieszy. Ale wczoraj, gdy pakowała po raz któryś walizkę, widziałam, ze nie może się doczekać. Zastanawiałam się, jak to jest. Widzieć ojca raz na milion lat, a na mamę Amber nie miała co liczyć. Zmarła, gdy blondynka miała sześć lat. Sama mi tego oczywiście nie powiedziała, sama się dowiedziałam. I to przez przypadek, nie myście sobie, że jestem jakaś wścibska.
Patricia wróciła na święta do Liverpoolu. Miała się zjechać cała rodzinka, z czego ogromnie cieszył się Eddie, żartując, ze wpadnie posłuchać, jak jego dziewczyna śpiewa kolędy. Williamson akurat była nie w sosie, więc oblała czekoladowym mlekiem chłopaka. Tak na marginesie, to Patricia bez przerwy chodzi taka.... wściekła? Chyba słowo 'wściekła' jest dobrym określeniem. Oczywiście, te zacne uczucie nie jest mi pisanie. Ruda po prostu mnie nienawidzi.
Jak mam być szczera, to wszyscy mnie nienawidzą. Jedynie Fabian i dziewczyny z domu Hathor są w stosunku mnie przyjaźni. No i nie liczyć tych, który nie wiedzą nic o istnieniu Sibuny ani Kręgu.
Cała sprawa się mocno zagmatwała. Ludzie nie lubią, jak się im nie mówi, ze są złączeni przez swoich przodków więzłam z innymi osobami. Z bardzo dawnymi przodkami. Teraz, tak mniej więcej w dużym skrócie, opowiem wam bajeczkę, co się działo przez ostatni czas. Czyli calutki listopad i dwadzieścia cztery dni grudnia. Więc usiądźcie, weźcie sobie kakałko i poczytajcie opowieść, jak wszystko spieprzyłam.
Tak więc, po moim pięknym wystąpieniu, że wszyscy mamy przechlapane, a przynajmniej ja, Fabian, Eddie, Chloe, Allison, Lana, Mara, KT i Nina, Patricia zaczęła się zachowywać tajemniczo, mało się odzywała, unikała rozmów i wspólnych posiłków. Czyli strzeliła takiego focha, że można jej za to podarować puchar. Coraz częściej zaczęłam ja widywać przy książkach, czytającą coś w internecie i robiącą notatki. I jestem na stówę pewna, ze się nie uczy. Też ma swoją tajemnicę, ale wolę na razie ją nie drażnić. Mówię na razie, bo i tak prędzej czy później dowiemy się, o co co chodzi. My czyli Sibuna.
Zawaliłam na równi. Jeżeli myślałam, ze problem Patricii jest poważny, to Sibuna chyba biję ją na głowę. Staliśmy się nieufni dla siebie. Więcej niż nie ufni, spotkań prawie nie ma, nie licząc momentów, gdy wszyscy przypadkowo spotkamy się na posiłku, strzelamy buraka lub spuszczamy głowę i odchodzimy. A najlepsze w tym wszystkim jest to, ze to moja parszywa wina. Spójrzmy prawdzie w oczy : gdyby nie ja i moje super-ekstra-wspaniałe pomysły, bylibyśmy jedną drużyną, wspieralibyśmy się i byłoby tak, jak na początku. Zaczęłam podziwiać Ninę, Amber i Fabiana, którzy od początku działali razem. Potrafili znaleźć wyjście z każdej sytuacji, nie to co ja. Ale tak na marginesie, mogę całą winę zwalić na Eddiego, bo to on jest liderem. Tyle że, nie potrafię. A więc, kolejnym punktem na mojej liście przestępstw jest rozwalenie Sibuny.
Nie rozwaliłam tylko Sibuny. Nie byłabym sobą, gdybym nie narobiła sobie kłopotów w innym miejscu. A konkretnie - zerwałam wieź pomiędzy mną a Marą. Rozwaliłam to i starłam na proch. Jaffray nie odzywa się do mnie, odkąd jej powiedziałam, ze jest Wyrocznią, potrafi widzieć przeszłość i przyszłość i takie tam bzdety, tyle ze jest ważniejsza od wróżbity Macieja, bo jej korzenie są starożytne i jest potomkinią egipskich wyroczni. I Mara uznała mnie za wariatkę. Tak czy siak, przestała się do mnie odzywać, unika mnie i ucieka, gdy tylko znajdę się w zasięgu jej wzroku. To odbiło się na mojej przyjaźni z Jeromem. W drugi tydzień mojej klęski, chłopak zaszedł mi drogę na korytarzu, gdy szłam do łazienki. Oparł się o ścianę w ten luzacki sposób. Doprowadza mnie to do szału, bo przynajmniej kilka dziewczyn na niego ukrytkiem patrzy i chichoczę. Nie jestem zazdrosna, tylko w takich sytuacjach chce je wszystkie wymordować Mój mózg zakodował sobie, że Jerome jest Mary i nic tego nie zmieni. Spojrzał na mnie tymi cholernymi, niebieskimi oczami i spytał się, jak gdyby nigdy nic:
-Co zrobiłaś Marze?
-Nic nie zrobiłam - powiedziałam spokojnie, choć czułam, ze zaraz się rozpłaczę - Nic.
-Aha - mruknął.
Widać było, że mi nie uwierzył, nie rozumiem, po co on to starał się zamaskować. W końcu zdał sobie z tego sprawę i odpowiedział zrezygnowanym tonem:
-Ja i tak się dowiem. Prędzej czy później, ale się dowiem.
No i od tamtej pory zaczął się odnosić do mnie chłodniej, co mi nie odpowiada. Lubię jego towarzystwo, ale nie wiem, czemu mnie dziwi, ze stanął po stronie Mary.. Tylko nie myście sobie, że Nie próbowałam jakoś się z nią pogodzić, pogadać i wytłumaczy, by mi uwierzyła. Fabian mi pomagała, ale to na nic. Unika nas, jak ognia. Kolejny powód, dlaczego w nocy łkam w poduszkę, kiedy już wszyscy zasnął.
Amber i Alfie nie dużo się zmienili. Prawdopodobnie dlatego, że ich samych to nie dotyczy. Mają jednak do tej pory do mnie żal, że to ukrywałam. Takie chłodne rozczarowanie, ze nie byli godni mojej uwagi. I mam wrażenie, ze rozwaliłam kolejną dobrą relację. A mianowicie, Amber i Alfie, którzy wcześniej i tak czuli się nie zręcznie w swoim towarzystwie, teraz w ogóle ze sobą nie przebywają. Lewis spędza każdą wolną chwilę z Willow a Amber z Colinem. Czy coś z tego będzie, nie wiadomo. Faktem jest, że oni też lądują na moją listę po tytułem 'Ludzie, którzy mieli do mnie zaufanie, więc musiałam to zepsuć'
Fabian. Chyba jedyny człowiek w domu Anubisa, który spróbował mnie zrozumieć i dał mi drugą szanse. Ma do mnie ograniczone zaufanie, ale jemu jedynemu mogę wszystko powiedzieć, więc przyjmuję to z otwartymi ramionami. Już nie raz i nie dwa scena z początku listopada się powtarzała. Na początku wybuchałam płaczem w najmniej spodziewanym momencie w jego obecności, więc musiał mnie uspokajać. Jego ramiona działają na mnie inaczej. Uspokajają i przeganiają wszystkie troski. Nienawidzę tego. Uzależniłam się od jednego człowieka. To bardzo nie dobrze.
Osobami, które nic a nic się nie zmieniły są Chloe, Lana i Allison. Może dlatego, że mieszkają w innym domu, może dlatego że nigdy nie byłam z nimi za blisko. Prócz Chloe. Ona nadal jest taka sama, choć stała się nieco rozmarzona i spokojniejsza. Nie wiem, skąd się wzięło rozmarzenie, bo spokój potrafię zrozumieć.
Osobą, która zmieniła się na plus w stosunku do mnie jest Logan. To jest dziwne, bardzo dziwne. Nie lubimy się, ale mam głupie wrażenie, że coś hamuję go, gdy ma okazję mi dokopać. Może to za sprawką Chloe, która go do uczy? Nie wiem... Ale ta zmiana nawet mi pasuje.
Podsumowując : Megan Grant oficjalnie zostaje wpisana na czarną listę Świętego Mikołaja.
Wyciągnęłam z szafy ciepły sweter, szare rurki i skarpetki. Szybko się przebrałam i zaplotłam warkocza. Nie malowałam się, nie widzę potrzeby, skoro ani nie idziemy do szkoły, ani nie będzie dużo ludzi. Wsunęłam stopy do puchatych, różowych kapci. Kto został w domu? Logan, Eddie i Colin na pewno. Amber, Patricia, Rose, Willow wyjechały, a co do Mary, Fabiana, Jeroma i Alfiego nie jestem pewna. Nie wychodziłam z pokoju, od kiedy dziewczyny wyjechały. Wczoraj skupiłam się na opłakiwaniu swojego marnego losu.
Zbiegłam szybko po schodach, omal nie potrącając Victora, który mruknął coś do mnie, ale głód był ważniejszy niż przekleństwa woźnego. Bądźmy szczerzy : jedzenie jest ważniejsze od wszystkiego innego.
W jadalni był tylko Logan, który ku mojemu zaskoczeniu, lekko się uśmiechnął i zdjął słuchawki z uszów. Po raz pierwszy zobaczyłam go, jak je bez cienkich kabelków znikających w jego spodniach. Długo się na tym nie zastanawiałam, tylko chwyciłam najbliższe danie, powiedziałam 'Smacznego' i zaczęłam jeść. Przysięgam, że od dziś nie opuszczę żadnej kolacji. To zwierze w moim brzuchu jest zbyt rozpieszczone. Może przejdę na dietę? Nie, nie będę głodować. Już wolę być gruba.
Do końca śniadania nikt się nie zjawił. Nie dziwiłam im się. Gdybym była w stanie zasnąć, pewnie spałabym do południa. Wypiłam do końca sok i zaczęłam sprzątać po śniadaniu. Dzisiaj mój dyżur, więc oprócz zmywania (czego nienawidzę, muszę Trudy namówić na zmywarkę), mam pomagać w kuchni. To tyczy się przygotowywania świątecznych potraw. A ja mistrzynią w lepieniu pierogów nie jestem, zazwyczaj połowa farszu ląduje na podłodze, ale kto by się tym przejmował..
Około dziesiątej wszyscy zaczęli schodzić się na śniadanie. Zjawił się Jerome, Colin, Eddie i ku mojemu zaskoczeniu - Mara. Myślałam, że wyjechała do rodziców. Poczułam bolesne ukłucie. Fabian musiał również wyjechać. Ale nie dziwię mu się, każdy ma prawo od mnie odpocząć. Jestem zbyt męcząca, by wytrzymać ze mną całe dwa tygodnie.
Trudy wybudziła mnie z letargu, podając górę misek do wymycia.Westchnęłam i zabrałam się do roboty. Byłam w połowie, gdy opiekunka wyciągnęła z kredensu listy i zaczęła je rozdawać. Dostałam dwa - od babci i od rodziców. Spodziewałam się listów od mamy, ale nie od babci. Nie utrzymujemy z nią kontaktu od kiedy pamiętam. Z zaciekawieniem wytarłam ręce w spodnie ( ręcznik był za daleko) i otworzyłam kopertę. Zwykła bożonarodzeniowa kartka. Zwykłe życzenia. Spodziewałam się czegoś bardziej, eh, jakby to ująć, niezwykłego. Pierwsza kartka od babci, więc mogła by się odrobinę bardziej postarać. Zaglądnęłam jeszcze raz do koperty i wyciągnęłam małą karteczkę. Pochyłym pismem było na nim napisane:


I znak mówił, że słowa proroków są spisane na ścianach dworców i w osiedlowych bramach, i cicho brzmią w dźwiękach ciszy.

Nie bój się przeszłości.

Gapiłam się dobre parę sekund na tą kartkę, zanim zmięłam ją i wyrzuciłam do kosza. Teraz wiem, dlaczego rodzice odizolowali się i mnie od niej. Moja babka miała bzika. Kto normalny przesyła tekst starej piosenki na Boże Narodzenie. Piosenki, którą słyszę każdej nocy w moich snach. Zgniotłam mocniej gąbkę do szorowania naczyń. Te ostatnie zdanie zabolało. Nikt poza rodziną i Chloe nie wie o tym... Czy to możliwe, ze ona się dowiedziała? 
Skończyłam myć naczynia i cisnęłam ręcznik w kąt, cicho wymykając się z kuchni. Ja odwaliłam swoją robotę, teraz pora Eddiego. Oglądnęłam się jeszcze raz przez ramię i chciałam pognać do swojego pokoju. Stanęłam jak wryta - zapomniałam listów z kuchni. Najszybciej jak mogłam porwałam je z blatu, zanim ktokolwiek się zorientował i poszłam do holu. A tam stał Colin, darł swoje listy, które do niego przyszły.Nie zauważył mnie, był skupiony na swojej pracy. Kątem okiem dostrzegłam Jeroma, który przycisnął palec do ust. Skinęłam głową i zaczekałam, aż Colin schowa podarty papier do kieszeni, zabierze kurtkę i wyjdzie na mróz. Dopiero wtedy drgnęłam i spojrzałam na Jeroma. Chłopak zmarszczył brwi, wzruszył ramionami i wycofał się do salonu. A ja dalej stałam. Czy Colin zawsze robił to ze swoimi listami? Przychodziło ich kilka w tygodniu, a on szybko chował je do kieszeni i udawał ze ich nie ma. Ugryzłam się w język. Nie, nie wtrącaj się w to. Nie wolno ci. Dobrze wiesz, że zawsze wszystko spieprzysz.
Drzwi się odtworzyły. Zimny wiatr omiótł pomieszczenie, przywołując mnie do rzeczywistości. W progu stał Fabian. Na jego policzkach gościły rumieńce, śnieg wyglądał wręcz magicznie na jego czarnych włosach. Uśmiechnął się na mój widok. Muszę wyglądać jak idiotka. Podeszłam do niego, gdy zaczął ściągać kurtkę.
-Co ty tu robisz? - spytałam, mnąc w dłoniach list od rodziców - Czemu nie jesteś w domu?
-Miałbym cię zostawić samą? - odpowiedział pytaniem na pytanie, strzepując śnieg z włosów - Nie w tym życiu.
Uśmiechnęłam się. Nienawidzę go. Jest za dobry, niech przestanie być dla mnie taki miły. Wolałabym, żeby na mnie wrzeszczał i się do mnie nie odzywał. Miałabym mniejsze poczucie winy. Przeszedł koło mnie i gestem zachęcił, żebym poszła zanim.
-Zrobić ci herbaty? -pytałam, zanim ugryzłam się w język.
-Herbaty? - Fabian stanął i spojrzał na mnie.
-Nom. Jest zimno, a dzisiaj jest Wigilia i było by fajnie, gdybym w końcu miała na swoim koncie jakiś dobry uczynek. - powiedziałam i uświadomiłam sobie, że wzbudzam litość. Chyba tego nie zauważył i kiwnął głową. Mogę śmiało powiedzieć, że poczułam ulgę. Schowałam listy do kieszeni i poszłam zrobić herbatę. Trochę to trwało, zanim woda się zagotowała, więc mogłam poobserwować, co robią inni. Mara siedziała na kanapie z wielką książką na kolanach. Muszę jakoś ją przekonać. Mam dość tej jej zimnej obojętności wobec mnie. Jerome i Eddie grali w jakąś głupią grę na konsoli, Logana gdzieś wywiało i Colin nadal nie wrócił. Czajnik zaczął gwizdać, oznajmiając, że woda się zagotowała. Nalałam ją do dwóch szklanek, rozlewając przy okazji połowę na posadzkę, dodałam cukier i cytrynę. Powoli, bardzo powoli, zaniosłam to na tacy do pokoju Fabiana. Położyłam ją na kredensie, po czym dodałam mu jedną szklankę a drugą trzymałam w dłoni, ogrzewając zimne dłonie. Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu. 
-Gdzie byłeś? - spytałam. Byłam ciekawa, bo od ósmej byłam na nogach, a jego wcale nie widziałam.
-W bibliotece w domku - odpowiedział i przerzucił kartkę książki. Teraz zauważyłam, że jest nowa. Znaczy się, była stara i pożółknięta, ale widziałam ją pierwszy raz na oczy.
-Przecież mieliśmy dać sobie spokój w czasie zimy. Taka była umowa.
-Wiem - odpowiedział i wybił łyk herbaty - Ale przejrzałem ten pamiętnik. Sarah mówiła o książce, w której przeczytała wszystko o Kręgu, a przynajmniej część.
Zacisnęłam palce na szklance i poczekałam, aż znacznie mnie parzyć. Oczywiście. Powinnam być wściekła, że mnie nie poinformował, gdzie się wybiera. Ale z drugiej strony, zachowuję się tak samo. Ciekawość wzięła górę.
-Gdzie ją znalazłeś?
-W skrytce w biurku. Niezbyt oryginalny pomysł. Mogłem na to wpaść szybciej, niż po czterech godzinach wydychania kurzu.
Zagryzłam dolną wargę. Siedział tam od siódmej. Albo jest głupi, albo za wszelką cenę chce coś znaleźć, odkąd 'poszliśmy' przez jeden wieczór dalej niż przez ostatni miesiąc.
-Nie powinniśmy powiedzieć tego Eddiemu? I Marze? - spytałam niepewnie. Czuję się głupio, że coś przed nimi ukrywamy. Bo przecież oni też mają prawo wiedzieć.
-Śmiało, wyślij do nich SMS. Ciekawe, czy przyjdą.
Ton, w jakim to wypowiedział był szyderczy. Jeszcze nigdy nie słyszałam, żeby wypowiadał się o kimś w taki sposób. Mimo to wyciągnęłam swoją komórkę i szybko napisałam wiadomość do Eddiego i Mary. Reszta Sibuny wyjechała, nie widzę sensu pisania im o tym. Prawdopodobnie w tym momencie, czytają mojego esemesa, spojrzą na siebie i toczą w myślach bitwę : pójść czy nie pójść. Dobra, minęło pięć minut. I nadal nikogo nie ma. Muszę pogodzić się z faktem, że mnie nienawidzą i nie mają zamiaru mnie oglądać. Został mi tylko Fabian. Po dłuższym zastanowieniu biorę komórkę i piszę wiadomość do Chloe, która jako jedyna wciągnięta w ten koszmar z domu Hathor została w akademiku. I kolejne pięć minut czekania. Ona przyjdzie na pewno.
Dokończyłam pić herbatę,a szklankę położyłam na burku. Oparłam się o ścianę i obserwowałam Fabiana. Zagłębił się w czytaniu. Naprawdę lubię u osób ten wyraz twarzy. Mogłabym patrzeć na takich ludzi do końca świata. Powinnam się czuć winna i okazać skruchę. Zamiast tego, czuję się pusta w środku. Już raz wszystko straciłam, stoczyłam się na dno. Nie chce mieć powtórki z rozrywki. Ledwo wyszłam z tego cało i to tylko dzięki pomocy niektórych ludzi. Historia lubi się powtarzać, to najfajniejsza cześć życia. Fajnie, nawet Bóg mnie nie lubi.
Czuję nieprzyjemne swędzenie w gardle i suchość w ustach. Mam ochotę się rozbeczeć, ale wykonuje trik, dzięki któremu przetrwałam w szkolę. Patrze się w jeden punkt, starając się o niczym nie myśleć, tylko od czasu do czasu mrugać. Pomogło. Poczułam na sobie wzrok Fabiana. Znowu to robił. Determinacja na jego twarzy pomieszana z troską. Nie ma odwagi się mnie spytać, co się dzieje. I tak bym mu nie powiedziała. Otarłam mokry nos rękawem i zdobyłam się na smutny uśmiech typu : 'Wszystko w porządku, nie martw się'. 
Drzwi się otworzyły. Tak jak się spodziewałam, Chloe przyszła. Ale Mara zrobiła mi niespodziankę, kuląc się za moją przyjaciółką. Chyba po raz pierwszy od wielu dni szczerzę się uśmiechnęłam. Nabrałam ochoty, by powiedzieć Fabianowi, że się mylił, ale to było już ze mojej strony chamskie. Jaffray szybko wślizgnęła się do pokoju i zajęła miejsce jak najdalej ode mnie. Jakbym była trędowata. Chloe natomiast się nie hamowała, rzuciła się na łóżko Logana i odwróciła do nas głowę. Godna podziwu odwaga.
-Dobra, geniusze - powiedziała rozleniwionym tonem i ziewnęła - Co znaleźliście?
Nie wiem, Chloe. Czekałam, aż ktoś się zjawi, ale miałam nikłą nadzieje. A tak poza tym, to wina Fabiana. On coś znalazł, więc nie patrz się na mnie, jakbym odciągnęła cię od jedzenia pierniczków.
Ograniczyłam się do wzruszenia ramionami i posłałam pytające spojrzenie na Fabiana, który nadal nie mógł się otrząsnąć z szoku. A moja przyjaciółka zaczęła się niecierpliwić.
-Odciągnęliście mnie od jedzenia pierniczków, żeby się na mnie pogapić? Nienawidzę, kiedy ludzie gapią się na mnie bez konkretnego powodu. Jeżeli chcecie sobie zrobić ze mną zdjęcie lub dostać autograf, wystarczy powiedzieć. - Chloe podciągnęła się na łóżko i już miała wstawać. Do Fabiana najwyraźniej dotarł fakt, że będzie musiał się podzielić odkryciem. W pośpiechu przekartkował książkę, a niezręczna cisza nadal trwała.
-Dobra. Dobra. Znalazłem kilka ciekawych informacji, które mogą nam się przydać. - Tutaj zignorował westchnienie Chloe - A więc Krąg powstał na schyłku pierwszego wieku przed naszą erą a pierwszego wieku naszej ery. Daty nie ma, ale to wynika z hieroglifów w kronice. To nie jest oryginał - tutaj podniósł książkę, a złoty symbol gwiazdy zabłyszczał w grudniowym słońcu - tylko wersja przetłumaczona przez Frobishera. Musiał nad tym pracować latami, ale dzieła nie dokończył. Ostatnie kartki nie są zapisane, albo czekają na to, by je zapisać.
-Wow, stop - Chloe leżała teraz na plecach i gapiła się w sufit - To Robert wiedział o ten tegest?
-Jego córka była Wybraną - palnęłam i ugryzłam się w język. Fabian najwyraźniej nie miał nic przeciwko temu, więc nic nie powiedział.
-A to jest dziedziczne? Bo jeśli jest dziedziczne, to wiecie. Skoro Nina jest teraz Wybraną, to musi być córką Sarah, albo przynajmniej jej potomkinią.
-Rodzice Niny zginęli w wypadku samochodowym - syknął Fabian, a mi ciarki przeszły po plecach. - Wracając do tematu, Krąg to takie stowarzyszenie, które powstało by bronić Wybraną. Jej głównym obrońcą jest Osyrion, co wiemy. Strażnik ma mu pomagać i nie dopuścić, by stała mu się krzywda. Izydora ma taki sam obowiązek, tylko jej misja dotyczy Wybranej. Wyrocznia jest przewodnikiem. Przewiduje przyszłość, widzi przeszłość i teraźniejszość. Mara też to potrafi. Tylko musi poćwiczyć.
-Ty tego nie czułeś - szepnęła Jaffray. Po raz pierwszy od półtora miesiąca się do nas odezwała. I była wściekła - Nie czułeś tego. To nie tobie ból rozwalał głowę, nie szwankowały ci zmysły, nie miałeś wrażenia, że czujesz się jakbyś umierał. Byłam zawieszona pomiędzy dwoma światami,. miałam wrażenie, że jeden fałszywy krok i wpadnę w przepaść. Miała ochotę zrobić wszystko, dosłownie wszystko, by to się skończyło.
Cisza. Tylko nierówny oddech Mary ją mącił. Zacisnęłam ręce w pięści. To ona odczuwała większy ból niż ja, to ona starała się opanować szaleństwo i nie zwariować. A ja w tym czasie płakałam nad tym, jaka jestem biedna. Fabian wstał i usiadł koło niej. Przytulił ją i poczekał, aż się uspokoi. Gdy tak siedzieli przytuleni, coś się we mnie poruszyło. Po policzku spłynęła mi łza, którą szybko otarłam.
-Nie, nie wiem Maro, jak się czułaś - mimo że szeptał, jego głos był dobrze słyszalny - Ale jesteś ważna, bardzo ważna. Pomożemy ci, nie zostawimy cię samą. Nie martw się. Musisz tylko nam zaufać, nie zrobimy ci krzywdy.
Mara kiwnęła głową i dała się zaprowadzić bliżej nas. Usiadła w nogach łózka Logana i dopiero wtedy Fabian puścił jej rękę. Jaffray popatrzyła mi głęboko w oczy. Tak bardzo mi ich brakowało. Poruszyłam ustami, mówiąc nieme 'przepraszam' i skupiłam się na tym, co mówił Fabian.
-Prócz Kręgu są jeszcze tak zwani Łącznicy. Są tak jakby bramą do Świata Umarłych a naszym światem. Ujawniają się tylko wtedy, gdy jesteśmy w niebezpieczeństwie. Pomagają Wyroczni wypełnić misję. Tak jak Święty Mikołaj ma swoje elfiki, one pomagają Wyroczni. Odprawiają rytuały i chronią nasz świat, by żadne niebezpieczeństwo ze Świata Umarłych się do nas nie dostały. I jak się można było spodziewać, Potomkowie też są w naszej wesołej grupce.
Podniosłam głowę i spojrzałam na Fabiana. On sobie chyba żartował. Jak tak wiele osób mogło być w to zaangażowane
-Potomkowie zostali powołani, żeby chronić kapsuły, Fabian. To nie możliwe, by zostali powołani do czegoś takiego jak...
-Mieli chronić , by ta cholerna zjawa się nie wydostała do naszego świata. Zostali powalani przez samego Frobishera i związani z jego córką. Chcesz coś dodać?
-Jakim prawem on miał taką ogromną moc! - warknęłam, nie zważając na to, że Mara i Chloe nic nie rozumieją z rozmowy - Był tylko zwykłym człowie...kiem.
Fabian uniósł jedną brew, a Chloe wypowiedziała to, na co wpadłam przed sekundą.
-Boże, to jednak jest dziedziczne. A Frobisher był Wybranym. Mam rację?
Fabian powoli kiwnął głową.
-Czyli że nasi rodzice wiedzieli o nas? Bo prawdopodobnie sami byli w to zamieszani?
-Jedno z rodziców - poprawił ją Fabian. Zamykając książkę.
Spojrzałam na niego zdumiona. Hej, ja też jestem w to zamieszana. Nie jestem tu przypadkiem.
-A co ze mną? - spytałam.
-O tobie nic tam nie ma. Nic nie ma o Przepowiedzianej. Jest tylko wzmianka na początku, ze zostałaś do tego powołana.
Zamknęłam usta zdziwiona. To szaleństwo. Przecież to ja od początku otrzymywałam wszystkie znaki, to nie możliwe, by byłam tam bez przyczyny. Wiem, ze nie kłamie. Nie w tej sprawie. O mnie tam po prostu nie ma.
-To chyba logiczne - odezwała się Mara, przerywając ciszę - Przepowiedziana. Przepowiednia. Musi być jakaś przepowiednia, która jej dotyczy.
Tak, Maro. Na pewno masz rację. Tylko co ta za przepowiednia?
Sięgnęłam po książkę i zaczęłam ją kartkować. Te samo piękne, pochyło pismo było na każdej kartce. Zauważyłam, że Robert pisał takie samo T jak córka. Pod koniec książki pomiędzy żółtymi kartkami był schowany płatek białej róży. Wyciągnęłam go drżącymi palcami i gapiłam się w niego tak długo, że oczy zaczęły mnie piec.
-Megan....
Mara wymówiła moje imię z taką delikatnością, jakbym była malutkim dzieckiem, które właśnie widziało, jak jego zwierzak umiera. Nie odpowiedziałam, tylko nadal lampiłam się w biały płatek.
-Tego dnia, kiedy to się stało, widziałam jak się poznałyście. Słyszałam rozmowę waszych rodziców. Wasze mamy znały się od samego początku. 
Nadal nie reagowałam, gotowałam się na cios, jaki los każe mi przyjąć.
-Twoja mam powiedziała, że ktoś już zadecydował o twojej przyszłości. A ona się z nią nie zgadza. Dlatego uciekła od wszystkich. A to, że Tysonowie się wprowadzili do tego samego miasta co wy, to był przypadek. W każdym razie, twoja mama powiedziała, że żadni zmarli nie będą decydować o losie jej dziecka.  I obydwie mają nadzieje, ze to nie jest to pokolenie, tylko następne.
Wiem co chce mi powiedzieć. Obróciłam płatek róży w dłoni i wstrzymałam oddech. Na czystej bieli nadal nie skażonej przez tyle lat, widniała szkarłatna plama. Krew.
-Przykro mi Megan.
Ukryłam twarz w dłoniach. Poczułam, jak ramiona Fabiana mnie obejmują, jak gładzi moje włosy. Po chwili przyłączyła się Chloe i Mara. To nie może być prawda. Nie może. To niemożliwe.
Ale w głębi duszy wiedziałam, ze tak jest. Czułam to. Leżąc po Wigilii w ciepłym łóżku, zastanawiam się, czy moja matka chciała, bym się tego dowiedziała w taki sposób. Nie od niej, tylko od przyjaciół. Fabian musiał to przekazać Eddiemu, bo go do tego namówiłam. Bolało go to, ale nic nie mógł zrobić. To i tak się stanie, wcześniej czy później. Odwróciłam się na drugi pok i wbiłam wzrok w mrok. Tego wieczoru niewiele zjadłam, mdliło mnie. Tylko tykanie zegara mnie teraz nie opuściło. Oraz Selene, która siedziała po turecku na łóżku Amber, smutnie mi się przypatrując. To po to tu była, została wysłana, byśmy znaleźli rozwiązanie.
Ktoś, dawno temu wiedział, ze się narodzę. Wiedział, ze może podejmę zadania, lub czy się stoczę i już nie podniosę. Wiedział, kiedy to będzie. Ciekawe, czy mi współczuł.
A jednak to poczułam. Tak się starałam, a jednak czuje te uczucie. To, które było moim przekleństwem.
Mam się nie bać przeszłości. Teraz zrozumiałam, to co napisała mi babcia. Ona też miała wątpliwości, czy to ona czy tez nie. Tak samo moja mama.
I znak mówił, że słowa proroków są spisane na ścianach dworców i w osiedlowych bramach, i cicho brzmią w dźwiękach ciszy.
Nie wiem, co to oznacza. Ale dowiem się, chodźmy miało to mnie słono kosztować. Czuję się zawiedziona, tak bardzo chciałam, by te Boże Narodzenie było niezwykłe. Nawet ubieranie choinki nie sprawiło mi radości. Nawet śmiech Mary i próba uwolnienia Jeroma ze sznura światełek nie sprawiła, że się uśmiechnęłam.
Nawet jeśli czeka mnie śmierć, nie poddam się bez walki. Zrobię to dla tych, których kocham.
Odpłynęłam, a w śnie znowu znalazłam się przy studni, wsłuchując się w słowa śpiewane przez małą dziewczynkę.
Hello darkness, my old friend, I've come to talk with you again.
Przyjdę do ciebie Ciemność. Przyrzekam. 



***

Merry Christmas Everybody!
Zrobiłam sobie małą przerwę w pisaniu, ale powróciłam. Mam nadzieje, ze ktoś jeszcze to przeczyta. Było by miło. Spóźnione życzenia świąteczne zawsze spoko.
Zakończyłam pierwszą część pierwszej księgi, teraz pora na drugą. Prawdopodobnie będę pisała ją w pierwszej osobie, czasem przeskakiwała do trzeciej, bo mam tak dużo wątków zaczętych, ze oczami Megan tego nie odpiszę. A doszłam do wniosku, ze dość dobrze piszę w trzeciej osobie, więc muszę popracować nad narracją pamiętnikową.
A jak mi poszły testy? Zawaliłam języki, mój niemiecki sięga dna. Rozszerzony na 18/40 ( co i tak było najwyższym wynikiem w klasie) i podstawowy na 21/40. Coś czuję, że ten semestr będzie upływał pod znakiem germanizacji Justysi. Upss.
Z matmy miałam 19/20 i też nie jest dumna, z historii taki sam wynik. Ale uwaga! Możecie zacząć klaskać. Polski i przyrodnicze napisałam najlepiej z klasy. Z polskiego 31/34. To taki troll do mojej nauczycielki,od polskiego, która uważała, że moje zdolności w zakresie tego języka są ograniczone. A tum czasem BOMSH! Maksa z rozprawki, jako jedyna z klasy. Przyrodnicze też nieźle, 27/30 i to głównie jest zasługa twitterowiczów, że podali co będzie na teście, ale ciii. Jestem the best.
Droga klaso, fakaj się.
Ale dowaliłam z Megan, co nie?
Ok, mam instagrama, KLIK. Tak jest, kupiłam tablet. Huehuehue. I zrobiłam na złość rodzicom, huehuehuehue. 
Brad mnie ignoruje.. Już raz się fochłam, niech nie każe mi tego powtarzać, bo ostatnio wysyłałam mu bardzo nieprzyjemne tweety. Ok, ale nie spadłam poniżej poziomu, jak jedna laska z Portugalii, z którą piszę. Jeżeli myślicie, ze to ja mam obsesję na jego punkcie, to ją poznajcie. I to nie jest taka zdrowa obsesja, jak ja przeżywałam przez pierwsze sześć miesięcy. Jej szajba odbiła. Jeszcze tak mnie nie pojebało, żeby do niego pisać, że jest moim chłopakiem, że może mi powiedzieć wszystko, bla bla bla teksty jak z mody na sukces. A wkurwiłam się, bo jak pisałam z nią po angielsku, oczywiście niczego nie podejrzewając, pisałam jak on jest dla mnie ważny. I wiecie co ona zrobiła? Napisała dla Brada twitlongera, w którym prawie cały tekst to były moje słowa. Bomsh.

Ok, co powiecie na twitcama? Obiecałam, ze zrobię, więc dotrzymuje obietnicy i tym razem się nie spóźnię :) Proponuje 30 grudnia o 17.30. Będzie ktoś? Bo chce mieć Sibunersów, dużo polskich Sibunersów na twitcamie, żeby nie był kompletną porażką jak ten ostatni. Dajcie odpowiedź.

Buziaki
Joylitte
xoxo

10 komentarzy:

  1. świetny rozdział a co do twitttcamu może zorganizujesz live z innymi nadal piszącymi bloggerkami? bo strasznie was mało

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział bombowy-jak zwykle! A długi, że łohoho. Ale Megan wszystko spaprała. Marunia się odfochnęła, a Dżeruś zaplątał w światełka. Pewnie była ładna z niego choinka.
    No i gratuluję tak świetnych wyników w szkole *-* Ja tam bym tak nie dała rady. Ale ta Portugalczyka zrobiła, chamstwo. Ale chyba od tego świat się nie zawali, no nie? Zresztą składam ci spóźnione życzenia świąteczne, niech gołąb nie walnie cię samym sobą w łeb. Tak, to jest możliwe. Prawie tego doświadczyłam. Idziesz sobie, idziesz, aż nagle BUM! I taki gołąb wyjeżdżą ci i prawie przywala samym sobą w ciebie. Uwierz, tak się przeraziłam!
    Ale zresztą ładnego piernika i smacznej choinki życzę, a opowiadanie jak zwykle świetne :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kicia, ty wiesz co ja myślę o twoich rozdziałach, nie? A jeśli nie, to Ci powiem: CUUUUUUUUUUUDOOOOOOO!!!!!!!!
    Tylko o co kaman z tajemnicą Pat? Ty mnie się tu spowiadaj, co kombinujesz!
    Wgl. mam teraz fazę na Pamiętniki Wampirów i na którymś-tam odcinku (nie pamiętam już, który odcinek) 5.-tego sezonu płakałam jak bóbr, bo był pogrzeb Bonnie, a jak wróciła do żywych (długa historia) to płakałam jak głupia ze szczęścia...
    Chciałabym Ci jeszcze raz podziękować za kartkę świąteczną :***
    Dobranoc :)
    xxxx,
    Lost in dreams

    OdpowiedzUsuń
  4. Czudooowny kochana x333
    Czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Biedna Megan :( Rodział cudowny, pytam się po raz kolejny- dlaczego ja tak nie potrafię? Niektórym powinno się zabierać talenty pisarski, bo mpgą to wykorzystać przeciw ludzkości :) np. żeby się nie uczyli, jak ja ostatnio, zaczytana w twój rodział :)

    OdpowiedzUsuń
  6. zapraszam na blog z dialogami TDA: http://tajemnicedomuanubisaforfun.blogspot.com/
    i na grupowca:http://bleblegrupowiec.blogspot.com/
    ( nadal pracujemy, potrzebujemy szablonu, jakbys poleciła jakiś blog szabloniarski do którego mało osób zagląda i jest szansa, ze wykona zamówienie)
    zbierzmy się wszyscy w jednym miejscu, stwórzmy grupowiec o TDA i pokażmy innym i tym ktorzy nas opuścili, że TDA jest wieczne, w nas, a blogi o tym serialu nadal mają sens.

    OdpowiedzUsuń
  7. Chcesz wiedzieć, co Nina sądzi na temat kłamstw Fabiana? Przeczytaj [19] część pt. „Nienawidzę Cię” na: http://fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com/2013/12/stracone-marzenia-nienawidze-cie-19-by.html Liczę na opinię *_~

    OdpowiedzUsuń
  8. rany, chciałam być dzisiaj na tym twittcamie, ale byłam u babci i tak jakoś wyyszło, wielka szkoda T.T

    OdpowiedzUsuń
  9. 4 SEZON TDA jesli kochacie to złóżcie petycje o to link : http://www.change.org/petitions/nickelodeon-please-renew-house-of-anubis-for-a-season-4-2

    OdpowiedzUsuń
  10. Joylitte!
    Strasznie przepraszam, że dopiero teraz, ale była Wigilia pierogi, dorsze i takie tam. Potem ratowałam psa, który umierał przez petardy. Potem coś. Potem nie wiem, a teraz już jestem, niczym syn marnotrawny.
    Joylitte! x2
    Jak tak sobie czytam wszystkie Twoje dzieła, dochodzę do wniosku, że najlepiej się rozbeczeć, usunąć bloga i rozwodzić się nad brakiem talentu. Jesteś diamentem, wyróżniasz się pośród innych. Twój styl jest rewelacyjny, idealnie ubierasz myśli w słowa. Odnajdujesz się w każdym klimacie, tym mroczniejszym, zarówno tym bardziej pozytywnym, bo śmiać się mogę godzinami.
    Ale słodzę, trudno no. Przyzwyczaiłaś się, prawda?
    Jezusie Maryjo, Jeruś w światełkach, idę się zachwycać. Niedawno, bodajże u kochanej Emklarki, pisałam, że mu ze wszystkim jest do twarzy. Zaplącze się z nim. Love forever siempre.
    Nie dostałam Jerusia pod choinkę, za trudno go złapać, ech. Następnym razem. Albo nie, jeszcze go drzewko ukuję, niedobre.
    Fabian ze śniegiem we włosach, jestem w niebie.
    Co tam Fegan i Jara, Jeruś & światełka + Fabian & śnieg są najpiękniejszymi parami jakie istniały. Szipujemy! <3
    Nie lubię Twojej nauczycielki, nie docenia mojego aniołka. Do waldzia z nią.
    Fabian jest kochany. Podczas gdy wszyscy odwrócili się od Megan, on jeden potrafił pozostać przy jej boku i spróbować pomóc. Za to zawsze go lubiłam, nie potrafił zostawić człowieka samego.
    Jeśli chodzi o samą zagadkę, idealnie to zaplanowałaś. U mnie nawet nie wiem o co biega, geniusz Sapphire. Tutaj się nie zgubiłam, przeciwnie, wszystko zakodowałam (wielki wyczyn, brawa dla mnie) i jestem zachwycona, jak wszystkim co się tu znajduję. Stała bywalczyni.
    Piosenki idealnie pasują do nastroju opowiadania. Przy fragmencie o Megan, wyraźnie było czuć mroczna aurę, akurat leciało Temptress ^ ^
    Jestem niesamowicie ciekawa co takiego przeżyła kiedyś Megan. To wszystko wydaję się tak powiązane, a ja i tak nie wiem kto co zrobił nic, mondra.
    Najbardziej interesuję mnie morderca Joy. A co jeśli jest wśród nas?
    CZEGO NAM NIE MÓWISZ? XD
    Motyw w każdym razie miał. Trzeci sezon, już go rozpracowałam, zabłysnęłam teraz. Nie oszukuj się idiocie, nie będziesz fajna.

    Oficjalnie oświadczam, iż popadłam w kompleksy i już nie wypadnę. Jesteś prześliczna, prześlicznie piszesz, no i kocham cię o tak mocno <3
    A czytnę sobie jeszcze raz, to takie cudowne jest <3
    Samoocena mi spadła.
    Kocham cię całym serduchem! <3

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy