sobota, 7 grudnia 2013

041. Rozdział czterdziesty pierwszy

Megan stukała w klawiaturę. Wcześniej miała więcej zapału, by zrobić ten projekt na plastykę. To była wielka wizja - podłożyć głos do filmu, zaciekawić widza, dodać jakąś fajną muzykę w tle i wyświetlić parę ciekawych i dobry zdjęć... I co? Siedzi z nogami na stole, popijając sobie kawkę i zapieprza jak ostatnia idiotka, żeby palanci z jej grupy mogli sobie wszystko przypisać. Następnym razem tak nie będzie, oj nie.
Tyle że, ten następny raz się dość długo wlecze. Od kiedy pamiętała, była ofiarą losu. Zawsze odwalała brudną robotę, a potem - jak przystało na dobrą i solidarną przyjaciółeczkę - kiwała głową i zapewniała, ze cała paczka sie zgrała i odwaliła dobrą robotę. I szóstki z góry na dół. Trach, szósteczka też i dla niej, czemu nie?  I wszyscy happy a ona uchodzi za bohaterkę. Przez kolejne dwie przerwy, potem sępy znowu coś chcą.
Sępy. Tak, to określenie pasuje.
Przecież ma własne życie! Imprezy do rana w sobotę, szalone zakupy, szastanie pieniędzmi na prawo i lewo oraz strojenie sie przed lutrem, żeby dobrze wyglądać, jak paparazzi będą robili jej zdjęcia ze sławnym chłopakiem.
A nie, wróć, to nie to życie. To jej drugie życie, te w jej głowie. A rzeczywistość jest brutalna.
Lata za nią widmo, jest wykorzystywana w klasie jako wzorowa koleżanka, która zawsze da zadanie, nie wspominając o pościgu za Księgą Ozyrysa i tajemnym Kręgu, o którym nawet nie ma w internecie. A jeżeli czegoś nie ma w internecie, to dupa blada.
Popiła trochę kawy, która zrobiła sie już nieco zimna, ale to jej nie przeszkadzało. Ważne, że nie ma nikogo, kto kazał by jej zdjąć nogi ze stołu. To jej bardzo odpowiadało.
Wkleiła adresy stron, skąd pobrała grafikę i dodała napis 'koniec' z uśmiechniętą minką na końcu. Może kiedyś się skapną, że jak ona odwala całą robotę, to na końcu daje minkę, jakby chciała powiedzieć ' To był bardzo ciekawy projekt i wiedza, którą zdobyłam, przyda mi się w życiu. I like it' a pod spodem ' P.S. Droga grupo, mam na was wyjebane, więcej za was nic nie zrobię'
Ale oczywiście nauczyciele są zbyt tępi, żeby to pojąć.
Zamknęła laptopa i wbiła wzrok w ścianę. To był taki odpoczynek bo odwalonej pracy. Inni szli na pizzę, oglądali film lub szli na spacer. A ona gapiła się w ścianę. Musi znaleźć sobie hobby.
Fabian wszedł do jadalni u siadł koło niej. W dłoniach trzymał kubek z gorącą herbatą, policzki miał czerwone a włosy zmierzwione. Musiał właśnie wrócić z biblioteki. Uroczo. Spojrzał na jej nogi, unosząc jedną brew, ale nic nie powiedział. I tak by ich nie zdjęła, jeszcze by warknęła, że przeszkadza jej gapić sie w ścianę.
-Zrobiliście ten projekt?
-Uhumm - mruknęła z filiżanką przy ustach - Zrobiliśmy.
Fabian westchnął.
-Musisz przestać dawać się wykorzystywać.
-Dobrze tato. Znalazłeś coś? Czy tatuś się nie postarał?
-Musisz tak wrzeszczeć?
-Musisz się nie czesać?
Rutter przygładził swoje włosy, patrząc się na nią z urazą. Mruknął 'No wiesz' i otworzył jej laptopa. Nie zaprotestowała - albo była wykończona albo była wykończona. Czyli była wykończona i dlatego gapiła się w ścianę skupionym wzrokiem. Albo żelki się skończyły. Jak żelki sie skończyły, też nie miała humoru. Żelki były dla niej przyszłością świata.
Ktoś trzasną drzwiami. Logan musiał wrócić do domu.
Fabian spojrzał na Megan. Teraz jej twarz się zmieniła, zastępując skupienie tępym wyrazem twarzy. Zupełnie jak na niemieckim, jak starała sie coś zrozumieć, ale po dwóch zdaniach gubiła wątek i udawała że słucha. Rutter próbował zacząć temat, ale jakoś nie miał odwagi sie odezwać. Była w kiepskim humorze, ale to, co mówiła Patricia, ze ona ich okłamuję, nie dawało mu spokoju.
Chrząknął, wybudzając ja w ten sposób z stanu 'niewidoczna'.
-Megan, możemy pogadać w moim po...
Nie skończył, bo Megan się poderwała i rzuciła filiżankę na stół. Fabian podążył wzrokiem na koniec salonu, gdzie Mara szybko się wycofywała, zauważając brunetkę. Grant go olała. Jednak gdy już miała wybiec, odwróciła się i szybko rzuciła:
-Przyjdę za pięć minut.
Jednak usłyszała.

***

Chloe wracała do domu w stanie otępienia. Postanowili, ze nikomu na razie nic nie będą mówić. Ona za żadne skarby nie ma powiedzieć Megan, a on swojej babci. Choć Tyson w to nie wierzyła - Logan sie babci wygada. Komuś musi.
To dziwne, że niektórzy mogą tak maskować uczucia. Tworzyć wokół siebie mur. Znała takiego człowieka, ale myślała że jest takich przypadków jeden na milion. Tak naprawdę nie znała dobrze Jeroma, ale z opowieści Joy wynikało, że też taki był. Niedostępny i wszystkie uczucia ukrywał. Ale jak ona to odblokowała, tego nie zdradziła. Bo prawdopodobnie to nie była ona.
A jednak co drugi człowiek jest samotny.
Ona i on. Teraz o tym myśląc, może dobrze się stało. Tylko, żeby na końcu był happy end. Nienawidzi mieć złamanego serca na pół. Za długo je sklejała, by teraz dać je osobie, która upuści je przy pierwszej lepszej okazji i zbije na jeszcze mniejsze kawałki.
Nawet nie zauważyła, że drapie się w nadgarstek. Spojrzała na miejsce, które swędziało. Było zaczerwienione. Może to uczulenie?
Weszła do domu i poła, jak nos robi jej się mokry. Musiało być naprawdę zimno, choć wcale tego nie czuła. Zdjęła kurtkę i powiesiła ją na wieszaku. I znowu podrapała sie w nadgarstek. Zaklęła pod nosem i poszła na obiad.
A nadgarstek swędział.
Chloe nawet nie wiedziała, że teraz zmienia jej całe życie. Że wszystkie kłopoty, smutki i tajemnice prowadzą do tego samego miejsca. Że niedługo dowie sie, co to prawdziwy ból. I że nic nie może na to poradzić.
A co najważniejsze, to samo czekało dwóch innych mieszkańców tego domu, do których się uśmiechnęła, gdy weszła do kuchni.

***

Mara nie miała ochoty nikogo widzieć, tym bardziej z kimś rozmawiać. Chciała tylko poczytać, a pech chciał, ze zostawiła książkę w salonie. Ten sam pech chciał, że była tam też Megan, która teraz wbiegała za nią po schodach.
Jaffray weszła do swojego pokoju, mijając po drodze Willow, która niosła wielką roślinę. Wszyscy byli przyzwyczajeni do dziwactw Jenks, więc gdyby nawet weszła do klasy na grzbiecie jednorożca w sweet różowej sukience, nikogo by to nie obeszło.
Megan z zatroskaną mina zamknęła cicho drzwi, gdy weszła do jej pokoju.
-Hej Maro, dobrze się już czujesz?
Mara kiwnęła głową, bo to była jedyna odpowiedź, która przyszła jej na myśl.
-Co sie stało dzisiaj po wf? - usiadła po turecku u jej stóp, patrząc na twarz - Maro, daj spokój, mi możesz powiedzieć...
-Jaki jest prawdziwy powód, dla którego tu przyjechałaś? - spytała drżącym głosem, patrząc na ścianę. Teraz troska na twarzy Grant pomieszała się ze zdziwieniem.
-Tego żałujesz, Maro Jaffray? - spytała Megan, szeptem. Miała łzy w oczach - Żałujesz, że nie jestem na miejscu Joy, że to nie ja zginęłam w tym wypadku? - Mara nadal nie odpowiedziała, uparcie zmuszając się, by nie patrzeć na dziewczynę - Kotku, ja ci ufam. Nie wiem, o co ci chodziło zadając to pytanie, ale na przyszłość, mów wprost co czujesz, bo mam już dość bycia oszukiwania. Przepraszam...
Grant cicho wymknęła się w pokoju, a Mara nadal gapiła się w miejsce, w którym dziewczyna stała. Dolna warga jej drżała. Ona tez miała dość bycia oszukiwana, rozwiązanie jest blisko, ona to czuję. Tylko parę dni... I prawdopodobnie będzie znała rozwiązanie. Wytarła oczy wierzchem dłoni i chwyciła za laptop. W wyszukiwarce ludzi wpisała ' Megan Grant' i kliknęła enter. 
A dziewczyna, której imię zostało wpisane i której tożsamość właśnie była sprawdzana, nie ruszała się spod drzwi. Minęło die, długie minuty, za nim ruszyła się i zeszła na dół dom pokoju Fabiana.
W salonie wariowali. Logan, Colin, Alfie i Jeromem. Znowu rzucali biednym, wypchanym królikiem. Grant przeszła obojętnie i cicho zapukała w drzwi sypialni Ruttera.
Chłopak siedział na łóżku, studiując książkę, którą ostatnio znaleźli. Nie zamykał jej. Widział, ze to ona idzie, zawsze pukała i odczekiwała dwie sekundy, zanim weszła. Zamknęła cicho drzwi i się o nie oparła, wbijają wzrok w fotografie, które wysiały nad jego łóżkiem. Spojrzał na nią i uświadomił sobie, ze nie może tego zrobić. Nie może z niej brutalnie wyciągnąć prawdy, tak jak zażądała Patricia. Bo podobno tylko on mógłby to zrobić. Ale patrząc, jak stara się szybko maskować smutek ale jej się to kompletnie nie udaję, stwierdził, że ona by go nie okłamywała. Nie jego. Dziewczyna zacisnęła szczęki.
-Meg, wszystko w porządku.
Pokręciła głową, a potem opanowanym głosem oznajmiła:
-Nie. Chciałeś o czymś pogadać?
Rutter zawahał sie. Powiedzieć o tym, co odkrył, czy powiedzieć tylko jej? Dawniej dzielił się tymi okryciami tylko z Sibuna, a wcześniej tylko z Niną. Ale nikogo z nich nie było... Chłopak pokazał gestem, by usiadła na jego łóżku. Zrobiła to.
-Przejrzałem ta książkę i stwierdzam, że to jest chyba najczarniejsza strona zaklęć Egiptu, jaką poznałem.
-A ciebie to oczywiście fascynuje, nie? - Megan delikatnie ułożyła księgę na kolanie i przewróciła stronę.
-Nie o to chodzi - powiedział, przysuwając się tak, by mógł pokazywać hieroglify - Widzisz to? To znak cierpienia, a ten tu to krwi. To nie jest normalne. To obrzędy, które odprawiano dawno, bardzo dawno, jeszcze za czasów Starego Państwa.
Megan zmarszczyła brwi.
-Co one miały sprawić? 
-Głosiły, że jedynym wyjściem, gdy ktoś zetknął się z ciemnymi mocami, była bolesna śmierć, często najpierw okaleczono człowieka. Na przykład tutaj - wskazał palcem hieroglif u górze - Tutaj wypalano oczy świętym ogniem, potem odcinano język, jeżeli wrzeszczałeś z bólu. To oznaczało, według nich, że miałeś powiązanie z ciemnymi duchami, które właśnie opuszczały twoje ciało.
-I tak robiono z każdym zmysłem? Odcinano uszy, nos?
-Tak - Fabian przekręcił kartkę i podążył palcem wzdłuż znaków - Potem osobę palono, nie mumifikowano. Tak, by nie pozostał żaden ślad po człowieku. Poczytałem trochę o tym, ale niewiele tego było.
Rutter przysunął bliżej laptopa dziewczyny, którego sobie pożyczył. Odszukał wzrokiem zdanie i przeczytał je na głos:
-" Utrzymuje się, że prochy Przeklętych były rozsypywane w Ciemnym Ogrodzie, do którego wstęp mieli tylko najwyżsi kapłanie". I to w zasadzie tyle... Ogólnie cała strona jest o sposobach mumifikacji w całej historii Starożytnego Egiptu, że ma to głębokie korzenie bla bla bla, życie po śmierci i te sprawy.
Megan zagryzła dolną wargę i przez chwilę nic nie mówiła, przerzucając tylko pożółkłe strony książki.
-Fabian, a czy był jakieś rytuały z ciemnymi mocami, służące dobru?
Chłopak podniósł wzrok i zmarszczył brwi.
-Czyli biała magia? Nie, do tego jeszcze nie doszedłem. Ale z tego co widziałem, w tej książce są receptury na eliksiry, by kogoś zabić. Wiesz, taka powolna śmierć, bolesna lub nie. Do wyboru do koloru.
-I niby jak to ma nam pomóc w znalezieniu tej Księgi Ozyrysa? Może powinniśmy się skupić na czymś innym, poszukać jakiś ukrytych stron lub czegoś w tym stylu...
-Skąd wytrzasnęłaś taki pomysł?
-Z filmu. Kocham filmy. Można się z nich wiele dowiedzieć.
Obydwoje podnieśli oczy, gdy drzwi sie otworzyły. Rose stała w nich, zmieszana, a jej wzrok spoczął na chwilę na kolanach Megan, gdzie leżała książka i ręka Fabiana, którą szybko zabrał. Przez twarz blondynki przemknął cień, ale bardzo szybko, prawie niezauważalnie. Jednak Megan to wyłapała, zanim twarz dziewczyny znowu się rozjaśniła.
-Nie przeszkadzam? - spytała, po czym nie czekając na odpowiedź, powiedziała - Fabes, miałeś mi pomóc  w chemii.
Chłopak zerwał się, zamykając laptop brunetki i podał go jej. Zanim zdążył wyjść, Megan spytała:
-Fabian, mogę pożyczyć książkę?
Przez chwilę stał, zastanawiając się w duchu. Po czym kiwnął głową i wyszedł, zostawiając ja samą. Grant westchnęła. Ukrywanie uczuć zdała na lekcjach życia na sześć, może nawet siedem. Tylko musi to robić szybciej, bo ktoś się skapnie, że cholernie martw się o Marę, choć nie powinna. Ale miała głupie wrażenie, że Jaffray za wszelką cenę chce dowiedzieć się więcej o niej i jej przeszłości. A do tego nie może dopuścić. To miało być nowe życie, bez śladu dawnych dzieje. Ale wszystko zaczyna się walić. Miała ochotę sie rozpłakać, usiąść i beczeć jak pięcioletnia dziewczynka.Pięknie, tylko że obiecała sobie samej, ze nie będzie płakać.
Grant wstała i z książką i laptopem pod pachą wyszła z pokoju. I mało co nie wpadła na Jeroma i Alfiego, którzy oglądali coś na telefonie. I zgodnie z jej zasadą, żeby nic po sobie nie pokazywać, podeszła do nich.
-No siema, znaleźliście coś? - spytała wesołym tonem i zaglądnęła na ekran. Rozchyliła usta z wrażenia, po czym je szybko zamknęła. Jednak Jerome to zauważył i uśmiechnął sie szeroką. Dziewczynę uderzyło to, ze ma takie perfekcyjne zęby. Wszyscy mieli perfekcyjne zęby, tylko nie ona. Życie jest niesprawiedliwe.
-Mocne, co?
Megan nie musiała odpowiadać, wiedział, że ją zatkało. Nie spodziewała się, że zrobią to tak szybko. Ale zemsta to słodka rzecz, nie ma co z nią zwlekać. Kiwnęła tylko głową i szybko poszła do pokoju.
Ten był pusty. Ucieszyło ją to. Usiadła na łóżku i zaczęła przeglądać strony książki, szukając symbolu, który by znała. Tłumacząc całą książkę, nic nie osiągnął. Trzeba kierować sie instynktem.
I w końcu prawie pod sam koniec, znalazła to, czego szukała. Ta dziwną sekwencję gwiazd, jedna duża w środku i piątka pozostałych złączona ze sobą. Ten sam symbol był w pamiętniku Sary. Napewno, nie mogła by go pomylić z żadnym innym. On coś znaczy. Nie czytała opisu do tego obrazka, chciała iść po kolei. Ale ta sytuacja wymagała nagięcia zasad.
Szybko przekartkowała pamiętnik i znalazła to, czego szukała. Przy każdej gwiazdce stała liczba. A pod spodem, niczym indeks, spisane objaśnienia. Nawet wtedy, gdy Sarah była na wyczerpaniu jej pismo było idealne. Megan podziwiała takich ludzi.
Dziewczyna szybko przeczytała każdy numerek. I znowu. I znowu. W końcu podniosła głowę i zobaczyła siebie. Konkretnie swoje odbicie w lustrze. I czerwone wypieki na policzkach.
-Boże - szepnęła do siebie - Przecież to tak cholernie proste.

***

Amber siedziała i malowała paznokcie.
Mara siedziała i zawzięcie stukała w klawiaturę.
Amber siedziała i starała się ignorować zawziętość na twarzy przyjaciółki. Przyjaciółki...
Kiedyś były tak blisko. A potem stanął pomiędzy nimi Mick, oddaliły się od siebie, potem tak sie wydarzyło, ze ona wylądowała razem z Alfiem, a Mara z Cambellem. A potem jeszcze jeden rok i ona nadal była z Alfiem, a Jaffray z Clarkiem. Jakby sie nad tym zastanowić, to całkiem fajna miłosna historia. Można by o tym nawet serial nakręcić, zresztą całkiem niezły, tylko pod koniec ktoś zepsuł zakończenie.
-Maro, mogłabyś zakręcić? Mam mokre paznokcie.
Ciemnowłosa oderwała wzrok od laptopa, westchnęła i zakręciła fiolkę. I dalej wróciła do pracy. Auć. Amber poczuła, że jest tu nie potrzebna. W sumie, czuła sie tak od pewnego czasu. Wzięła lakier do paznokci i poszła do kuchni.
Nie było w tym nic dziwnego, że lodówkę pustoszył Alfie. Dziewczyna ostrożnie, by nie zrobić żadnej krzywdy paznokciom, nalała soku pomarańczowego do szklanki. Chciała wyjść niezauważona, ale się nie udało. Kurczę.
-Ambeer! - Alfie z uśmiechem na ustach, trzymając w ramionach przynajmniej połowę zawartości lodówki - Potrzymasz? Muszę zrobić zapasy.
-Nie! - krzyknęła blondynka, po czym szybko dodała - Pomalowałam paznokcie no i...
Przerwała, zauważając wózek za chłopakiem.
-Alfie, po co ci zapasy? - spytała - Chyba nie chcesz oglądać 'Zmierzchu'? Ostatnim razem, gdy to oglądaliśmy, zrobiłeś naszyjnik z czosnku i objadałeś sie chipsami, mówiąc, że wampiry nie znoszą cholesterolu.
Alfie uśmiechnął się błogo na to wspomnienie.
-Ale mnie nie dopadły. Plan zadziałał - Po czym na widok miny dziewczyny, powiedział rzeczowym tonem - To zapasy na zimę. W tym roku wpadnę w hibernację.
Amber westchnęła.
-Alfie, ludzie nie zapadają w hibernację.
-Jak to nie! - oburzył się chłopak - Jerome powiedział, że jak na...
-Jerome mówi wiele rzeczy. Nie wmówił ci czasami, że gdy zaczniesz śpiewać po koreańsku w pełnie księżyca, to spadnie deszcz cukierków?
Alfie spojrzał na swoje buty i mruknął:
-Może...
Stali tak przez chwile, dość długą zresztą, bo nawet Amber zdążyła wypić cały sok. W końcu gdy odłożyła szklankę na blat i chciała wyjść, Alfie cicho spytał:
-Lubisz mnie jeszcze?
Dziewczyna stanęła i powoli się odwróciła. Lewis stał w tym samym miejscu, bawiąc się nerwowo swoimi palcami.
-Słucham?
-Omijasz mnie szerokim łukiem, prawie się nie odzywasz. Spędzasz tylko czas z Colinem. A mnie ignorujesz, a przecież znamy się dłużej i... i...
Głos Millington ugrzązł w gardle. Czyli nie zauważył. Z jednej strony to dobrze, bo nie wiedział jak bardzo jej zależało, a z drugiej strony, nawet na tyle jej nie znał, żeby zauważyć.
-Ja sie do ciebie odzywam. To ty spędzasz dużo czasu z Willow. A zresztą nieważne.
Odwróciła się na pięcie i wyszła, pozostawiając chłopaka z palącym uczuciem niepokoju.


***

-Kawałek konstelacji Kleopatry, rozumiesz? - Patricia potrząsała przed nim kawałkiem papieru - Konstelacja Kleopatry.
Eddie zmarszczył brwi, usiłując to wszystko ogarnąć. Patricia westchnęła.
-Rusz móżdżkiem i przywołaj tą zjawę, kimkolwiek ona jest.
Teraz najwyraźniej chłopak zrozumiał.
-Chyba nie potrafię. Gaduło, wrzuć na luz - umilkł, widząc jej wściekłe spojrzenie - Okej... Ehkemm. Pani Kleopatro? Selene? Słyszy mnie pani?
Czuł się głupkowato, mówiąc do siebie. Ale Williamson stała przed nim założonymi rękami. W końcu po paru nieudanych próbach, westchnęła i usiadła na podłodze przy łóżku.
-To na nic - jęknęła - Stoimy w miejscu. Nie uda nam się nawet za tysiąc lat.
Eddie usiadł koło niej i objął ją ramieniem.
-Hej. Znalazłaś coś na temat tych gwiazd! To już jest coś.
Patricia posłała mu mordercze spojrzenie.
-Zamknij się Miller, to nie prawda, daj mi się poużalać nad sobą.
Więc siedzieli tak w ciszy, podczas której Eddie nadal ją obejmował, a ona nadal go ignorował. W końcu, położyła głowę na jego ramieniu. W sumie, to było całkiem przyjemnie. Dopóki Miller nie wpadł na iście genialny pomysł i zamiast przemyśleć go kilka razy, od razu podzielił się z nim z dziewczyną.
-A może poprosimy Megan o pomoc?
Patricia zerwała się, odpychając go od siebie. W jej oczach było coś takiego...
-A może nie? Nie zastanawia cie to, że tylko ona widzi tego upiora? Nie zastanawia cię to, ze jako jedyna widzi tego przeklętego ducha? A przecież to ty jesteś Osyrionem.
Eddie spojrzał na nią, po raz kolejny zastanawiając się,  czy nie powiedzieć jej prawdy. Że o też ja widział i że on i Megan zablokowali jakieś połączenie między domem a światem umarłych. Dom był bramą. Tak, to by wiele wyjaśniło. A on zrobił to dla niej, bo widział ja w śnie, pozbawioną życia a mimo to widmowo piękną. Ale czasami miał wrażenie, że nic ją to nie obchodzi,  że myśli, że on ma ją gdzieś. To bolało, tak cholernie bolało.


***

Lana spała. Tak samo jak jej współlokatorki, była pogrążona głęboko w mieście snów, tym, co działa jak narkotyk i pozwala na chwilę odetchnienia. A Lana czasami po tych wszystkich głupawkach na lekcji, potrzebowała dobrego snu.
Przez cały czas coś ja niepokoiło. Była jak w transie, a ta cholerna ręka nie dawała jej spokoju. To ma być uczulenie, czy co?
Około północy się obudziła. Czuła sie, jakby ktoś porządnie walnął ją czymś ciężkim w nadgarstek. Syknęła z bólu. To było potworne, czuła się, jakby połamała wszystkie kości prawej ręki.
Z sąsiadującego łóżka usłyszała jęk.
-Chloe? - spytała cicho, starając sie nie rozpłakać. Ból tępił jej wszystkie myśli.
Przy łóżku Allison zaświeciło się światło. Dziewczyna trzymała sie za prawy nadgarstek, ciemne, splątane włosy zasłaniały jej twarz. Lana z najwyższym wysiłkiem odgarnęła kołdrę i prawie zemdlała. Zdziwiło ja to, że może stać. Szybko, byle tylko nie tracić sił, szybko usiadła na łóżku Tyson, bo było najbliżej. Allison była równie dzielna i wkrótce i ona siedziała na łóżku przyjaciółki, uprzednio zaświecając jej lampkę nocną. Gdy tylko światło padło na twarz dziewczyny, do Lany dotarło, jak strasznie Chloe wyglądała. Dziewczyna miała podkrążone oczy, włosy w nieładzie. Te szare oczy, które zwykle były radosne, były umęczone jak u kobiety w podeszłym wieku, która straciła kogoś ważnego.
-Wy też? - spytała blondynka cicho. Lana wiedziała o co jej chodzi. Więc albo miały takie same uczulenie, albo...
-Pokażcie nadgarstki - nakazała Lana, choć bała się co zobaczy. Wszystkie trzy wyciągnęły ręce. Skyfol wstrzymała oddech. Na ich nadgarstkach, niczym tatuaż zrobiony z krwi i znamię z przeszłości widniało Oko Horusa.
Nawet nie wiedziały, jak zdołały w tym szoku zasnąć. Gdy się obudziły, była już sobota, a słońce wlewało się przez okno, jakby to był całkiem ładny dzień. Lana spojrzała na nadgarstek. A więc to nie był koszmar. To Oko Horusa. Była o tym przekonana. Chloe i Allison jeszcze spały, obok siebie, a ona jedna nie mogła dalej zamknąć oczu. Co to do cholery jest?
Podjęła decyzję w ułamku decyzji. Ześlizgnęła się z łóżka, szybko ubrała i zeszła na dół. Musiała się kogoś poradzić, nie była z tych osób, które sobie same ze wszystkim radziły. A jedyną osobą, która nie będzie o nic pytać i da jej odpowiedź, jest Megan. Ona zawsze będzie tą niedociekliwą i wierną.
Chłodne powietrze nieco ja orzeźwiło i spowodowało, że poczuła, jak bardzo jest głodna. Gdy dotarła do domu Anubisa, czuła się, jakby przebiegła pół kilometra. Była dopiero siódma i nikłe szanse, że Meg będzie na dole. Trudno, obudzi ją.  Mogła sobie spać w nocy.
Ku jej zdziwieniu, w salonie siedzieli Eddie i Fabian z niezbyt szczęśliwymi minami. Rutter tylko mruknął 'cześć' a Miller nadal rzucał przekleństwa na Logana, jedząc tosta. Jejku, jaka ona była głodna!
-Ej, może któryś z was iść na górę po Megan? Mam z nią sprawię... do omówienia.
-Nie wolno nam być na damskim piętrze przed śniadaniem. To wbrew zasadom - Fabian mruknął, popijać sok pomarańczowy. Lana prychnęła.
-Ja mu dam, kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje - mruknął do siebie Miller, a Lana podniosła jedna brew do góry - Szczyl pożałuję, że się urodził...
Fabian przewrócił oczami. Lana usiadła na fotelu i postanowiła czekać. Choć miała długi rękaw i jako zabezpieczenie założyła bransoletki , miała wrażenie, że chłopcy mogą zobaczyć to COŚ przez materiał.
Mara zeszła po kilku minutach, nienagannie ubrana i uczesana. Tą to należało podziwiać. Nawet w sobotę wyglądała doskonale... Lana wyciągnęła komórkę i wybrała numer Megan. Nie mogła dłużej czekać. Po trzecim sygnale, odezwał sie w słuchawce głos Megan.
-Czego kurwa?! Śpię, zostaw wiadomość po sygnale.
Lana mimowolnie się uśmiechnęła, mimo tego, że dziewczyna przeklinała.
-Meggie mogłabyś zejść na dół?
-Mogłabym, ale nie muszę. Do widzenia.
-Nagły wypadek, piska siostrusiu, zrób to dla mnie.
Megan mruknęła i rozłączyła się. Po chwili zeszła w szlafroku. Była zła i niewyspana. A to już było nie dobrze. Megan spojrzała na nią z czystą nienawiścią.
-Spałam. Nie mogłaś wejść na górę i mnie obudzić.
-Obudziłabym tez Patt, a tego bym nie chciała.
-Mhmm.
Lana zaciągnęła Megan w najbliższy kąt, tak, by chłopcy nie słyszeli o czym rozmawiały. W sumie, to Fabian zapewne się kształcił pod względem słownictwa, jakie rzucał Eddie pod adresem Sorena.
-Obiecaj, że nikomu nie powiesz. Obiecaj.
-Obiecuję na siedem kotów Willow, ze nikomu sie nie wygadam. O co chodzi?
Lanie zrobiło się ciemno przed oczami, poczuła się, jakby ktoś przywalił jej patelnia w łeb.
-Lana, dobrze się czujesz?
Ktoś coś upuścił i podbiegł do niej. Czuła, jak kolana się pod nią uginają, jak ktoś jej pomaga usiąść. Schowała w twarz w dłoniach. Po jej ciele przeszedł prąd, Oko na nadgarstku zapiekło. To było nie do opisania. I nagle, nawet tego nie czując, wypowiedziała coś. To był jej głos, ale głęboki, pewny siebie i nico rozmarzony.

Pięć gwiazd, powołanych, by chronić jedną
I ta piąta, która zobowiązała sie być wierną
Stanie przed śmiercią i ją pokona
Lecz życia ocalić już nie zdoła
Zrobi co musi, by uchronić swą Wybraną
A wszyscy razem Kręgiem się staną


Otworzywszy oczy, zobaczyła, że cztery pary oczu wpatrują się w nią przerażeniem. Oko Horusa piekło ją niemiłosiernie. W końcu Megan, która zasłaniała usta dłonią, powiedziała zachrypniętym głosem.
-Myślę, że czas powiedzieć wam prawdę. A ty Lano wróć do domu. Później do ciebie przyjdę. I wszystko wyjaśnię.

***

Siedem osób siedziało w jej pokoju.
Mara. Fabian. Patricia. Eddie. Amber. Alfie. I ona.
Szóstka wpatrywała się w nią jak idiotkę, niezadowolona z niej. Nie powiedziała jej tego, co wie. Jaffray tylko siedziała w koncie, potrząsając głową.
Ona czuła się okropnie.
Wyobraź sobie, że wszyscy cię nienawidzą. nawet twoim rodzice. Zawiodłeś wszystkich, upadasz, masz dość. I wrażenie, ze jakbyś podciął sobie gardło, nikogo by to nie obchodziło. Nawet by się ucieszyli, bo nie musieli by cię już znosić.
Mara w końcu powiedziała, że musi zrobić zadanie, Amber i Alfie też się wymknęli, a Patricia i Eddie po prostu wyszli, nic się nie tłumacząc. Została sama z Fabianem.
Czuła sie jak nic niewarty wisiorek, który ktoś wypuścił i nawet się nie postarał, żeby go podnieść. Nic nie warta. Nienawidziła tego wzroku. Szczególnie w wykonaniu Fabiana. To było porównywalne z wbiciem ostrza w jej w serce.
-Okłamałaś mnie - powiedział w końcu chłopak - Jak mogłaś, Megan. Ufałem ci.
Megan w końcu podniosła na niego umęczone oczy. Po jej policzku spływała łza, którą delikatnie wytarła.
-Nie powinieneś. Nie wolno ci ufać.
-Kiedy sie tego dowiedziałaś? Odpowiedz, tylko prawdę.
-Wczoraj. Gdy... gdy pożyczyłeś mi książkę.
-I naprawdę myślisz, że...
-Tak. Nina jest Wybraną, Eddie Osyrionem, Mara Wyrocznią, KT Izydorą, ty Strażnikiem, a ja... Ja jestem Przepowiedzianą.
Pomiędzy nimi zawisła cisza. W końcu Megan ja przetrwała.
-Fabian, ja nie dam radę. Boże, tworzymy Krąg, ale... ja...
Usiadł koło niej i chwycił jej zimne dłonie. Wieczne zimne dłonie. Nie potrafiła spojrzeć mu w twarz. W te niebieskie lub zielone oczy... Nie potrafiła.
-Damy radę. Przynajmniej jestem tak samo nienormalny jak ty.
Zaśmiał się ciepło, jednak to nic nie pomogło. Po policzkach płynęły jej łzy. Fabian otarł je, po czym przytulił ją.
-Musze iść do Lany, powiedzieć jej, kim jest... - szepnęła, zawstydzona.
-Pójdę z tobą.
-Nie musisz...
Obejmował ją, a ona czuła że rytm jego serca ją uspokaja. jego ciepły oddech na jej szyi, jego ręce na jej plecach. To działało jak spokojna kołysanka. Mogła by zasnąć w jego ramionach. Przyjemne ciepło rozlało sie po jej ciele, prawie likwidując i wypierając ból z jej serca. Po tym, jak ona sie zachowała... Jak nie powiedziała mu, kim jest, jak wiele znaczy w tej głupiej zabawie.
-Obiecaj, ze nigdy mnie nie opuścisz - szepnęła Megan, przytulając się mocniej do niego i wdychając jego zapach.
-Nie opuszczę cię aż do śmierci - odszepnął chłopak, po czym pocałował ją w czoło.



KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ

7 komentarzy:

  1. Asdfghkjhg wreszcie!
    Jaki cudny szablon <3
    Jeśli czegoś nie ma w internecie, to... Boże, jes coś czego nie ma w internecie?
    Biedna Megusia. Wbrew pozorom, zdaję sobie sprawę z całej sytuacji. Kurde, skąd ja to znam.
    "Ale jak ona to odblokowała, tego nie zdradziła. Bo prawdopodobnie to nie była ona."
    Fakaj się Dżoj, Marudia ever forever i co tam jeszcze.
    Cogan, jak ja ich lubię <3 Jeszcze żadnej fikcyjnej pary nie lubiłam tak bardzo jak ich.
    Megan i Fabian są tacy kochani. Oni muszą być razem. Powiedziałabym, że zastępuję mu Ninę, ale tak nie jest. Ma całkiem inną osobowość i bardzo dobrze. Feguś <3
    "Jakby sie nad tym zastanowić, to całkiem fajna miłosna historia. Można by o tym nawet serial nakręcić, zresztą całkiem niezły, tylko pod koniec ktoś zepsuł zakończenie." (waldziu, wiem, że to ty)
    Amfie. Za nimi tęsknie chyba najbardziej po Jarze. Oni są tacy idealni i kochani razem. Ciężko jest kochać i nie móc z tym nic zrobić.
    Fegan...
    Fegan...
    Fegan...!
    To było urocze. Oni są sobie przeznaczeni no ^ ^
    Czemu zamiast Megan, waldzio dał K.T? Chce Fegan w serialu! Spadaj Grace, Megusia i Fabian są piękni <3
    Przecudownie piszesz. Zrobiłaś wielkie postępy, można powiedzieć, że doszłaś do stanu idealnego (czyli tam, gdzie sapphire nigdy nie dotrze).
    Tyle uczuć.
    Wciąż czekam na MEGA PIĘKNY SEKSOWNY pocałunek. Lubię takie sceny, no naprawdę <3
    Jesteś idealna.

    OdpowiedzUsuń
  2. No nareszcie dodałas ten kolejny odcinek. Wyszedł ci cudownyyy < 333

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocccham ................. Matko ty to robisz tak genialnie , tak genialnie piszesz!!
    Co będę się rozpisywać .... Wyszedł CUDOWNY!!! /Gad

    OdpowiedzUsuń
  4. Mmmmm. Me gusta :) Dżoj ... oj . zacna Dżoj. A FAKAJ SIĘ! (wypowiedź autorstwa Sapphire) :):)
    Wspaniale opowiadanie, ooddawaj talencik!

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapraszam na nowy [18] Odcinek pt. "Nieznany numer." Liczę na opinię *.*
    http://fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com/2013/12/stracone-marzenia-odcinek-18-nieznany.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapraszam na Odcinek 91 pt. ''Amber, wszystko w porządku? ''
    http://housee-of-anuubis.blogspot.com/2013/12/odcinek-91-by-amore-wiktoria.html +licze na szczerą opinię :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapraszam na prolog, a niedługo 1 rozdział, a póki co chciałabym cie zaprosić na grupowiec o TDA, może to ty pozwolisz nam go rozbudować: http://bleblegrupowiec.blogspot.com/ (póki co jest fioletowo)
    Chciałabym prócz tego nominować cię do Liebsten Aword, więcej informacji na blogu: http://i-need-friend.blogspot.com/ w zakładce Liebsten Aword

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy