sobota, 16 listopada 2013

039. Rozdział trzydziesty dziewiąty

Mara spojrzała z politowaniem w górę i pokręciła głową. Niby są przyjaciółkami, ale kłócą się o każdą głupotę, wrzeszczał jak małe dzieci i jak małe dzieci robią tyle hałasu. Chloe zawsze tak działała na Megan - pobudzała ją do życia. Mara cieszyła się, że blondynka tak na nią działa. Ostatnio była przygaszona, za bardzo się zamartwiała. Ale w sumie, to właśnie to sprawiło, że się ze sobą zżyły. To Megan pierwsza poznała jej sekret, to ona pierwsza objęła ją i pocieszyła, gdy nikt inny tego nie zauważył. Jaffray była za to jej wdzięczna całym sercem. Miała do przyjaciółki wiele cierpliwości, ale w takich warunkach nie da się uczyć. Zatrzasnęła książkę i wstała z kanapy, ignorując westchnienie Amber, że raczy się pofatygować. Chloe przychodziła raz na jakiś czas, więc było to do zniesienia. Każdemu należny się jakaś mała nuta szaleństwa.
Wchodząc po schodach, hałas narastał. I nagle cisza. Zawsze tak było - faza głupawki przeszła. Ale Mara i tak zapukała do pokoju po czym weszła. Bałagan. Jeden wielki bałagan. A w środku tego bałaganu siedziały dwie dziewczyny. Mara westchnęła.
-O co tym razem poszło?
-Nieważne - mruknęła Chloe i zmrużyła oczy, jakby ją raziło słońce - Allison przyjdzie za pół godziny, miałam ci to przekazać.
-Mhmm. - Mara podniosła z podłogi figurkę aniołka i położyła ją na półce. Przyjrzała się jego dziecinnej twarzy: duże, niebieskie oczy, małe usteczka i duże policzki. Nigdy nie przepadła za tymi sztucznymi figurkami z dwoma piórami zamiast skrzydeł. Odwróciła twarz od przesłodzonej twarzy. Chloe podnosiła się z podłogi. Już wychodziła? Potrafiła siedzieć tutaj godzinami, a dzisiaj po piętnastu minutach ma dość swojej przyjaciółki? Tyson mruknęła 'cześć' i wyszła. Megan nadal siedziała, patrząc się w nicość. Jaffray usiadła na przeciw niej, tak, że jej oczy spoczywały na niej.
-Coś ty jej znowu zrobiła?
-Ja? - Megan spojrzała na nią z słabo udawaną niewinnością - Ja? Ja nic nie zrobiłam, to ona zaczęła.
Mara westchnęła w duchu. Czasami jej nie rozumiała.

***

-Znalazłeś coś?
-Nie.
-Jesteś pewny?
-Tak.
Minęła chwila ciszy, po czym Eddie znowu zagadał swojego współlokatora.
-A teraz?
-Eddie! - warknął Fabian podnosząc wzrok - Może byś sam zaczął szukać?
Eddie wzruszył ramionami i ugryzł jabłko, zaglądając przez ramie Patricii, która też przyłożyła się do poszukiwań. Na razie księgę z dyskiem słonecznym schowali w bezpiecznym miejscu, czyli pod obluzowaną deską obok łóżka Millera. Teraz zajęli się sprawą listu. Williamson, która zabrała się za przeszukanie gwiazdozbiorów. Na kolanach obok laptopa leżała kartka z sześcioma gwiazdami.
-A ty coś znalazłaś? - spytał Eddie, gryząc owoc.
-Jeśli się nie odsuniesz, przysięgam, wsadzę ci to jabłko w wiadome ci miejsce - warknęła Patricia i obdarzyła go morderczym spojrzeniem. Deszcz zaczął bębnic w szybę i spływać po niej leniwymi strumykami. Jak on mógł sobie siedzieć i najnormalniej w świecie jeść jabłko, jak ona i Rutter zasuwali, żeby znaleźć coś, cokolwiek, co by przydało się w rozwiązaniu zagadki? Prawdopodobnie wyczytał z jej twarzy to co myślała, bo wstał, wyrzucił ogryzek do kosza i stanął przed nią z założonym rękami.
-Zadowolona?
-Bardzo- warknęła i opuściła wzrok na monitor. Ale Miller nadal stał. - Co się gapisz? Może wziąłbyś się do roboty?
-I tak nic nie znajdzie - mruknął Fabian kartkując jakąś obszerną księgę.
-Dzięki za wiarę. - mruknął do Ruttera odwrócił się do Patricii - Niby co mam szukać? Warczysz na mnie, że nic nie robię, a jak chce coś znaleźć to...
-Nie ględź - mruknęła dziewczyna pocierając sobie skronie - Znajdź symbol, który nosi Alfie.
-Ja go szukam! - odezwał się Fabian z urazą w głosie.
-A znalazłeś coś? - spytała, a gdy odpowiedział jej mruknięciem, odpowiedziała - No właśnie. Eddie, rusz tyłek i zacznij szukać. Ja muszę iść.
Wstała i zanim chciał zaprotestować, wyszła z pokoju. Akurat wtedy, jak Logan z popcornem powoli wszedł do pokoju i teatralnie zamknął drzwi. Fabian rzucił się na papiery, by je szybko schować, a Eddie oparł się o ścianę i obserwował jego twarz. Coś się szykowało.
-No, to jak wam się udał spacer do lasu? - spytał Soren, siadając na swoim łóżku - Fajnie było?
-Śledziłeś nas? - spytał Fabian z lekką nutą rozdrażnienia w głosie. A Eddie zaklną w duchu. Patricia mówiła, ze ktoś za nimi szedł. Mówiła, że to nie dobry pomysł, ale jej nie posłuchali. Świetnie.
-No wiesz, jak trzech kolesi i trzy laski chodzą po lekcjach do lasu, ktoś może podejrzewać, że coś knujecie.
Eddie zerknął ukradkiem na Fabiana, który słuchał z kamienną twarzą. jego lewa ręka zastygła na klawiaturze laptopa. Logan uśmiechnął się promienie, zadowolony z siebie.
-No, to zawrzyjmy umowę. Ja nic nikomu nie powiem, no może prócz babci, moja babcia jest spoko. - wepchnął sobie do ust trochę popcornu - A wy będziecie robili za mnie zadania domowe i odbębniali dyżury. To jak?
Fabian nadal się nie porusz, tak samo Eddie. Niby co mieli zrobić? Żadne negocjancie nie wchodziły w grę. Albo się zgodzą, albo stracą wszystko. Rutter spojrzał na niego, a on już wiedział, czego chłopak oczekuje. Żeby coś zrobił. Ale nic mu nie przychodziło na myśl, więc tylko kiwnął głową.

***

Amber chodziła w tę i z powrotem, tak, ze od obserwowania jej Megan rozbolała głowa. Posprzątała już bałagan, który zrobiła razem z Chloe i teraz cała Sibuna spotkała się na zebraniu. Przekazanie informacji, że Logan ich nakrył, przypadła nieszczęśliwemu Fabianowi, który teraz zbierał baty to od Amber, to od Patricii. Alfie stał z ponurą minął i obserwował, jak obcasy Amber stukają o panele. Patricia stała przed chłopakami z założonymi rękami i zgrzytała zębami.
-Jak mogliście dać się oszukać! - warknęła.
-Ja nie będę zmywać naczyń, myślicie, że te manicure był za darmo? - spytała Amber zaciskając usta.
-On nic nam nie mógł udowodnić, a wy tylko potwierdziliście jego domysły.
-To nie do pomyślenia, moje ręce nie są przyzwyczajone do pracy.
-Jesteście gorsi niż małe dzieci!
Fabian był cały czerwony na twarzy i nerwowo wyginał palce, a Eddie po raz pierwszy czuł się zakłopotany. Megan stwierdziła, że ta scena fajnie wygląda. Jakby byli małżeństwem i kłócili się o jakąś głupotę. Grant spojrzała na Alfiego, który siedział zamyślony. Gdy zauważył, że się na niego gapi, uśmiechnął się tajemniczo. Megan spadł kamień z serca i odwzajemniła uśmiech. I na jej nieszczęście, Patricia to zauważyła.
-Co się szczerzysz? - warknęła - Nie widzisz, że to poważna sprawa.
-A od kiedy to my traktujemy Logana poważnie? - spytała Megan i spróbowała podnieść jedną brew, ale jej się nie udało. Zresztą jak zwykle.
-Więc co proponujesz? Mamy go olać? Wątpię, poznałam trochę Logana - odpowiedziała Williamson i zignorowała podejrzliwe spojrzenie Eddiego - Łatwo nie odpuści.
-No to go wykiwajmy - odpowiedział Alfie, podnosząc wzrok - Pobawmy się z nim.
-Nie mówisz poważnie - Amber przystanęła i spojrzała na chłopaka - To się źle skończy. Niby kto ma go wykiwać?
-Znam takich dwóch przystojniaków... - Megan rozejrzała się po obecnych roziskrzonym wzrokiem. Jak widać, tylko Alfie załapał o co jej chodzi.

***

Jerome siedział na łóżku i lustrował wzrokiem Alfiego, który nie przestawał się szczerzyć. Chciał ocenić, czy chłopak mówi prawdę. Megan opierała się o drzwi, powołana na światka przestępstwa.
-Poważnie tak powiedział? - spytał Clarke i kopnął małą piłeczkę, która leżała przy jego stopie - Logan?
-Oj tak... - odpowiedziała Megan, z wielkim zainteresowaniem przyglądała się paznokciom - Dodał jeszcze, że masz tyle żelu na włosach, że trudno ocenić, czy je w ogóle myjesz.
Alfie pokiwał entuzjastycznie głową i dodał od siebie:
-Mówił jeszcze, że od jutra zacznie zbierać od każdego w szkole składkę, a potem ci ją przekaże na fryzjera.
-Uznaliśmy, że powinieneś wiedzieć - Megan wzruszyła ramionami i poprawiła włosy. Alfie wyglądał tak, jakby się wahał, czy jeszcze coś powiedzieć. Clarke to zauważył i posłał mu spojrzenie, pod którym Alfie się ugiął i cicho powiedział:
-Jeszcze do tego oznajmił, że się nie dziwi, dlaczego Mara od ciebie odeszła. Że nie jesteś jej wart.
Megan syknęła i posłała Lewisowi mordercze spojrzenie. Jerome wyglądał, jakby ktoś uderzył go w twarz. Jego usta były zaciśnięte w wąską linię, a oczy wydawały się jeszcze bardziej intensywniej błękitne niż zwykle. Wahał się przez chwilę, po czym zapytał zdecydowanym głosem:
-To co robimy? Musimy go na czymś przyłapać?
-Zemsta nie jest dobrym wyjściem za wyrządzone krzywdy - przypomniała mu cicho Megan, po czym umilkła spiorunowana spojrzeniami chłopców. Usiała na skraju łóżka i wyjęła telefon.
-Czyli robimy za detektywów? - spytał z entuzjazmem Alfie - Mogę pożyczyć od Willow aparat i dyktafon.
-Dobra. - Jerome uśmiechnął się złośliwie - Przy okazji nagramy, jak Fabian śpiewa pod prysznicem. Może zrobi za nas zadanie z historii, mam po po dziurki w nosie tej głupiej wojny. A teraz Megan... - zwrócił się do dziewczyny, która szybko schowała telefon - ... wyjdź. To są męskie sprawy.
-Pff... - Grant teatralnie wstała, zatrzepotała rzęsami i wyszła z pokoju, trzaskając drzwiami. Uśmiechnęła się do siebie, zrobiła klika kroków i wpadła do drugiego pokoju chłopców. Wyszczerzyła się jeszcze szerzej i uniosła dwa kciuki w górę.

***

Straciłeś kiedyś coś? Wydawało ci się, że to już koniec, że się nie podniesiesz, że nie masz sił dalej iść?
Chciałeś zamknąć się w pokoju, zawinąć w koc i już nigdy nie pokazać się światu?
Czułeś się niekochany, oszukiwany i niepotrzebny?
Bo ja tak.
Mój ojciec zginął w pożarze budynku, w pracy. Nikt nie wiedział, jak to się stało. Prawdopodobnie ktoś podłożył ogień, uciekł i potem patrzył, jak niszczy życie innym osobom. Byłam mała, nie rozumiałam co się stało. Pewnego razu, kiedy bawiła się lalkami, zadzwonił telefon. Mama, która w tym czasie prasowała ubrania, poszła odebrać. I nie wracała bardzo długo. Ja, pochłonięta zabawom, spostrzegłam to po godzinie. Podniosłam się więc z podłogi i zręcznie omijając wszystkie swoje zabawki, dotarłam do kuchni. Mama siedziała na podłodze, oparta o szafki i płakała. Gdy mnie zobaczyła, łzy zaczęły płynąć z jej oczu szybciej i szybciej. Podbiegłam do niej i objęłam mocno. Do dzisiaj pamiętam jej ciepły, przerywany oddech na swojej szyi, smak jej słonych łez. Gdy kładła mnie spać, śpiącym głosem spytałam:
-Kiedy wróci tata?
-Kotku, on jest już w swoim domu. Tam mu nic się nie stanie, jest jednym z aniołów Boga.
-A kocha mnie jeszcze?
-Zawsze cię będzie kochał. Teraz śpij.
Gdy obudziłam się w nocy, usłyszałam, jak płacze. Byłam za mała, nic nie rozumiałam. Ale o dziwo, choć miałam niewiele lat, ten dzień utknął mi w pamięci, pamiętam każdy szczegół. Ale wspomnienia o tacie zaczynają blaknąć. Pamiętam jeszcze zapach jego perfum, przyjemne łaskotanie jego wąsów, jak całował mnie w policzek, brzmienie jego głosu. Ale zapominałam jak to jest, kiedy mnie przytulał. I jak łaskotał mnie, jak go wystraszyłam.
Teraz siedzę w internacie, przy stoliku i patrze na kartę telefonu. Kartę Joy. Odkąd znalazłyśmy ją z Marą, bez przerwy szukamy jakieś wskazówki. I w końcu się udało. Włamałam się do gabinetu dyrektora i przeglądnęła nagrania z kamer z tego dnia, gdy wyjechała. Spisałam numer rejestracyjny taksówki i dzisiaj, razem z Mara wybieramy się do Liverpoolu, by znaleźć kierowce i spytać go o kilka istotnych rzeczy.
Schowałam kartę do kieszonki i wyszłam z pokoju. Jaffray miała na mnie czekać przed domem Anubisa. Pożegnałam się Chloe i chwyciłam po swój czarny płaszczyk. Ubrałam go i wyszłam na dwór. Od razu moje policzki się zaczerwieniły, dłonie skostniały. Mogłam wziąć rękawiczki, było by mi cieplej. Jesień zawsze mnie fascynowała. To, jak liście z dnia na dzień robią się czerwieńsze, by po kilku dniach spaść na ziemię. Mimo, że większość ludzi nienawidziła deszczu i zimna, ja je lubiłam. Nie wiem dlaczego, kwestia gustu. Zawsze wolałam zimę od lata.
Mara czekała na mnie w umówionym miejscu, w czerwonym płaszczyku, który idealnie podkreślał jej oczy. Uśmiechnęła się przyjaźnie i razem wsiadłyśmy do taksówki, która właśnie przyjechała.
-Dokąd panienki zawieść? - spytał gburowaty kierowca, żując gumę.
-Liverpool. - odrzekła Mara, uśmiechając się  niepewnie. Zapięłam pasy i spojrzałam na Jaffray.
-Na pewno chcemy to zrobić? - spytałam, widząc troskę w jej oczach - Prawda może być bolesna.
-Tak, Allison, chce poznać prawdę.
Kiwnęłam głową i obserwowałam, jak krajobraz zmienia się. Nie było już wypielęgnowanego trawnika, tylko drzewa. Oparłam głowę o zimną szybę i przymknęłam oczy. Po chwili ktoś zaczął potrząsać moim ramieniem.
-Co? - spytałam półprzytomnie - Zasnęłam?
-Taaa - Mara zapłaciła kierowcy - Wysiadamy.
Otworzyłam drzwi i wyszłam. Nigdy nie lubiłam miast, są zbyt zatłoczone. Potupałam nogami, by się rozgrzać i ramie w ramie z Jaffrey zaczęłam przepychać się wśród ludzi. Wszyscy są tacy ponurzy...
Doszłyśmy do budynku pomalowanego na biało. Mara pewnym ruchem otworzyła drzwi i razem weszłyśmy. Po moim ciele rozeszło się przyjemne ciepło.
-Dzień dobry - odrzekła wesoło do mężczyzny, który nie wyglądał sympatycznie - Czy mogłabym porozmawiać z koleżanką z właścicielem tej taksówki?
Mara podała mu kartę z napisaną rejestracją. Mężczyzna przebiegł  wzrokiem po liczbach, po tym oddał jem kartkę.
-Nie.
Płomień w oczach Mary zgasł. Kłamie, wiem to. Chwyciłam go z przodu za koszulkę i potrząsnęłam. Mimo, że wyglądał na silnego, wcale taki nie był.
-Słuchaj - warknęłam - Nie chcemy kłopotów, tylko kulturalnie porozmawiać. Więc teraz rusz dupę i go nam znajdź, albo zrobi się nieprzyjemnie.
Facet coś mruknął i wyszarpnął się. Wszedł w brązowe drzwi, po czym wrócił z kolegą. Mężczyzna wyglądał jakby miał ponad czterdzieści lat, był ubrany w zwykłe jeansy i czerwoną bluzę. Stanął z założonymi rękami i spojrzał na na mnie z wyższością a ja spojrzałam na niego, jakby był śmieciem.
-Dzień dobry - zaczęła miło Mara, a facet dopiero się ogarnął, że oprócz mnie jest ktoś jeszcze - Pamięta może pan dzień, w którym przyjechał pan do Anubisa?
-Ahh... - mężczyzna chyba był zaskoczony, że ktoś potrafi być dla niego miły - Tak, pamiętam. To nie był mój najszczęśliwszy dzień.
-A czy na dziewczynę, którą pan zabrał czekał ktoś, gdy przyjechała?
-O czym ty dziewczyno mówisz? - facet wydał się szczere zdziwiony - Nikogo nie zabrałem. Ktoś zadzwonił, a jak przyjechałem, nikogo nie było.
Mara rozchyliła usta, nie wiedząc co powiedzieć. Teraz ja przejęłam pałeczkę.
-Nikogo pan nie widział? Nastolatka, z kręconymi włosami, elegancko ubrana z walizką, prawdopodobnie płakała.
-Nikogo nie zabrałem. Tak ciężko tak zrozumieć. Z policji jesteście?
Zmarszczyłam nos. A myślałam, ze możemy się zaprzyjaźnić. Chyba wszyscy taksówkarze są tacy wredni.
-Dzięki za rozmowę - powiedziałam, po czym chwyciłam Marę za ramię i wyprowadziłam z budynku. Gdy Jaffray poczuła świeże powietrze, nieco się rozluźniła.
-Albo on kłamię, albo mówi prawdę - wykrztusiła z siebie w końcu Mara, gdy prowadziłam ją za ramię do najbliższej kafejki.
-Ale znaleziono ciało Joy... - powiedziałam cicho. Mara lekko drgnęła.
-Coś się tu nie zgadza.
Wszystko. Wszystko się nie zgadza. Wszystko jest porąbane. Weszłyśmy do kafejki pachnącej ciastkami, co było przyjemną zmianą. Zamówiłam dwie kawy i usiadłam z Marą przy jednym wolnym stoliku przy oknie. Kelnerka po kilku minutach przyniosła nam napój. Wypiłam jeden łyk naparu - od razu mnie rozgrzał.
-To musi mieć jakiś związek. - powiedziała Mara - Musi.
-No ale mamy jedną wskazówkę. Joy nie opuściła szkoły.
-Czyli ta sama sytuacja co z Lucy? - spytała i wypiła łyk.
-Tak. Chyba tego się nie da rozwiązać. Musimy się poddać.
Mara spojrzała na mnie, jakbym uderzyła szczeniaczka. Ale taka była prawda. Nie miałyśmy niczego, co by nam pomogło rozwiązać tą głupią grę. Mara pomasowała sobie skronie.
-Dobrze się czujesz? - spytałam zaniepokojona, bo cały kolor odpłyną z twarzy przyjaciółki. Pokręciła głową. Obie szybko dopiłyśmy kawę i wróciłyśmy do szkoły. Chyba nigdy nie polubię taksówek.

***

Jerome położył gorącą dłoń na czole Mary. Dziewczyna była blada, a jej czekoladowe oczy lśniły jak rozżarzone węgle. Allison robiła herbatę w kuchni, a Trudy szukała tabletek na ból głowy. Mara nie miała gorączki, ale jej oczy błyszczały, jak dwie wielkie gwiazdy. Allison przyniosła herbatę na tacy i czystą wodę dla Mary, by popiła tabletki.
-Mam nadzieje, ze to nic poważnego - odparła zaniepokojona dziewczyna.
Jerome kiwnął głową i chciał zabrać dłoń, ale Mara go powstrzymała. Spojrzał na nią zdziwiony, gdy jej dłoń dotknęła jego. Mara zamknęła oczy i zasnęła.







Nie martwcie się, kochanej Marusi nic nie będzie. 
Dawno mnie nie było. Tylko mnie nie zabijcie. Ale chyba nikt nie tęsknił. Koleżanka z ławki powiedziała mi, ze przeczytała moje całe ff. I spytała się tylko, dlaczego ja wszystkich uśmiercam. Wszystko w swoimi czasie. Przypomniałam sobie, że Marusia i Allison robią za Sherlocka. Trzeba było coś na ten temat na pisać. W następnym rozdziale będzie więcej o zagadce Patricii i Loganie. Miałam go zacząć swatać w tym rozdziale, ale sobie zapomniałam. uppsss. Mam nadzieje, ze Beata mnie nie zabije. I Rock n roll.
Mam fajny różowy lakier na paznokciach.
A Brad jedzący ciastka jest uroczy. Nie miałam dawno takiej podarki z ciastek i włosów Brada. Ameeen.

Dla sprostowania, nie pisze bloga o 1D. Jestem autorką pomysłu, moja działka to ff o HoA i tak pozostanie. Nie lubię pisać ff o gwiazdach. Zawsze pisałam tylko o serialach. Poprawka. To jedyne ff które pisałam, lool. No i je piszę. Mam zajebisty koniec, będzie bardzo płaczliwie. Buuu.
Zakochałam się w Darach Anioła, genialny film, teraz czytam  serie ' Diabelne Maszyny'. To przed trylogia DA, jak ją skończę, to zaczynam DA. Jak dobrze, że biblioteka kupiła te książki. Chwała im za to!

Uczymy się grać na gitarce kolęd. Będzie wielkie śpiwania, umca umca.

Nie zanudzam was. 
Paaa
Joylitte
xxx

3 komentarze:

  1. Przepraszam bardzo, ja tęskniłam tak
    Loguś, mój mąż. Jego się nie da nie kochać. Trochę przypomina mi Hache z TMNN. Charakterki zadziorne oba. Boże, nie mogę myśleć o tym filmie, bo zaraz mi się ryczeć chce. Typowa ja.
    Chloe też uwielbiam. Może to przez uroczą odtwórczynię jej roli: uwielbiam Chloe Moretz <3
    Wciąż czekam na ten MEGA SEKSI PIĘKNY kiss, o którym wspomniałaś w ostatnim rozdziale.
    Biedna Ali. Rana z przeszłości przetrwała do dziś. Często kłócę się z moimi rodzicami, ale nie wyobrażam sobie żebym miała stracić jednego z nich.
    Fryzura Jerusia jest piękna zawsze i wszędzie. hehe kc <3
    Podoba mi się wątek z Dżoj. Zabił ją jakiś nawiedzony woźny, Mopem w ryj i do widzenia.
    Edzio geniusz.
    Położył. rączkę. na. czółku. Marusi. Boże. umieram. hehe. lovky,
    JEST TAAAKI DZIEEEEŃ! <3 Christmas już niedługo.
    Nie zaczynam bez reklamy coca coli. Wtedy oficjalnie zaczynam święta.
    Muszę przeczytać/obejrzeć DA słyszałam mnóstwo pozytywnych recenzji.
    Kocham cię moje utalentowane słoneczko <3
    Dziękuję, że jesteś :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Huhuhu nareszcie mogę napisać komentarz, bo oczywiście przy poprzednich samo się usunęło -,- tak genialna ja. Tęskniłam bo nie miałam co czytać :) Eddie , och ty idioto! Szukaj, szukaj choćby na dywanie, chociaż nie wiem czy go w ogóle posiadacie, jakoś sobie nie przypominam. No i pomysł na długi komentarz wziął w łeb, brak weny twórczej wybacz :D Sibuna :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy