wtorek, 5 listopada 2013

038. Rozdział trzydziesty ósmy

Oto tęsknotą wbił się w samo serce rzeczy,
Jako strzała pierzasta, by być dłonią znowu,
Która ma wyrwać pocisk i, jak łup połowu,
Wraz z nim zagadkę wydrzeć spod tajemnic pieczy.

-POSZUKIWACZ TAJEMNICY Leopold Staff


Delikatne brzęczenie jej komórki, która leżała na szafce nocnej, wybudziło ją z głębokiego snu. Nie otwierała oczów, wyciąga rękę spod ciepłej pierzyny, która otulała jej ciało, odszukała przedmiot i wyłączyła telefon jednym guzikiem. Wtuliła twarz w jasnoniebieską poduszkę i chwilę pozostawała w przyjemnej nieświadomości. Jednak wspomnienia poprzedniej nocy zalały jej umysł: woda, szklanka, chłód, Lucy, światła, Fabian. O Boże.
Załkała cicho w poduszkę. Tylko raz, cichutko. Postanowiła sobie poprzedniego wieczoru, że nikt w tym domu nie zobaczy jej łez. Nikt.
Ktoś usiadł w nogach jej łóżka, powodując zapadnięcie się materaca. Nie podniosła głowy. Mimo, że spała zapewne długo i nie miała ochoty leżeć w ciepłym łóżku, była zmęczona. I po dziurki w nosie nie obchodziło ją, że ktoś pragnie z nią rozmawiać.
-Śpisz? - szepnęła Amber, choć dokładnie wiedziała, że dziewczyna jest przytomna. Megan mruknęła tylko przecząco i mocniej przytuliła twarz do poduszki. Millington kontynuowała - Victor się wściekł, nie wie co się stało. Bez przerwy coś mruczy do siebie pod nosem. Ja sądzę, że...
Megan uważała, że jeśli Amber coś uważa, należy jej przerwać. Nie żeby była nie miła czy coś w tym
rodzaju, po prostu Amber często gadała od rzeczy. Odwróciła się powoli na plecy i podparła łokciami, tak, żeby widzieć blondynkę, której twarz teraz przybrała dość dziwny wyraz. Megan znała te spojrzenie pod tytułem : "Jezu, wyglądasz strasznie". Gdyby tu była tylko Millington, Grant by to nie przeszkadzało. Ale była tu reszta Sibuny. Eddie, który siedział ze stoickim spokojem, Fabian nerwowo bawiący się swoimi palcami, Patricia z obojętną miną podpierająca ścianę i Alfie obgryzający paznokcie. Wszystkie oczy były zwrócone w jej stronę. Poczuła się niezręcznie, szczególnie, ze włosy sterczały we wszystkie możliwe strony świata. Ona leżała w piżamie, a wszyscy inni byli przebrani w mundurki. Megan z rezygnowaniem opadła na poduszki.
-Jak długo spałam? - spytała, ziewając.
-Za pięć minut zaczyna się pierwsza lekcja - oznajmił Fabian. Na Megan podziałało to jak zastrzyk adrenaliny. W błyskawicznym tempie wyskoczyła z łóżka, podbiegła do szafy i nie zwracając na to, że
Amber chciała jej coś powiedzieć, wybiegła z mundurkiem do łazienki. Eddie rozciągną się i westchnął:
-Mamy jej powiedzieć, że w czwartki jest na dziewiątą?
-Nie - odrzekła Amber włączając stoper w komórce - Zobaczymy czy pobije rekord.
Gdy na liczniku pojawiła sie liczba cztery, Megan wpadła do pokoju, chwyciła za torbę i już miała wybiec z pokoju, gdy stanęła na środku i zauważyła ich kpiące miny.
-Ale z was świnie - mruknęła i padła na łóżko. Amber nie odrywała wzroku od jej nóg i cicho syknęła. Megan też tam spojrzała. Na jej nogach widniały liczne krwawe ranki. Było ich mnóstwo. Megan zaklęła pod nosem, podeszła do szafki i wyciągnęła z nich znienawidzone, czarne rajtuzy. Trudno, musi je nosić.
-Co się wczoraj właściwie stało? - spytała bezpośrednio Patricia, a Fabian zgromił ją wzrokiem. Widać, że inaczej ustalali, jak ją o to zapytać. Obgadywali ją, Megan to czuła.
I z postanowieniem, ze już ikt nie zobaczy jej łez, zaczęła opowiadać. Amber od czasu do czasu zakrywała ręką usta, kręciła głową, ale reszta Sibuny była niewzruszona i słuchała do samego końca. Przy tym, jak opowiadała o Lucy, zerknęła na Eddiego. Jego prawy kącik ust drgał. Czuł to samo co ona - gorzkie rozczarowanie. Selene obiecywała, ze coś się takiego już nie stanie. Gdyby miała nową teflonową patelnie, która działa na duchy...
-Czyli to nie był jej głos? - spytał Fabian, wyrywając ją z zamysłu - Nie był to głos Lucy.
-Niee - Megan pokręciła głową, bawiąc się krawatem - To był głos kobiecy, trochę zachrypnięty, jakby dawno nie mówiła.
-O coś w tym stylu? - spytał Alfie i zniżył głos - Zabiję was, jeżeli nie przyniesiecie mi Maski Anubisa!
-Alfie! - krzyknęła Amber i wzdrygnęła się - Paskudna morda, powinna używać podkładu.
-Oh dajcie spokój! Bądźcie realistami! - warknęła Patricia po raz pierwszy włączając się do dyskusji.
-Jesteś pesymistką, więc się nie odzywaj - mruknął Eddie i dostał od swojej dziewczyny w głowę - Ej!
-Rzecz w tym, ze Eddie zesłał ją do tych cholernych piekieł razem z tym cholernym Rufusem, więc sorry, ona nie wróci.
-Może znalazła sposób, żeby wrócił i pościć swoją porażkę - rzucił Alfie mrocznym tonem.
-Ugh - jęknęła Amber i przeczesała palcami włosy - Mamy Halloween, ale proszę, bez takich tekstów.
Megan uniosła głowę i bacznie sie jej przyjrzała.
-Dzisiaj trzydziesty pierwszy?
-Ehem. Miała być impreza, ale jak jest taka sytuacja to dyrek...
Megan z przerażeniem rozchyliła usta.
-Jezu, tata mnie zabije - jęknęła Grant i zakryła twarz - Piątego są urodziny mojej mamy, a ja nic jej nie wysłałam. Ojciec mnie zabije.
- Ahaa - Patricia uśmiechnęła się lekko - Ja mam pomysł. - niewzruszona, że Megan zwróciła na nią uwagę, kontynuowała - Powiedź im, że jesteś w ciąży. Wnuk to będzie najlepszy prezent.
Amber zakryła usta dłonią i szepnęła:
-Oesu. Megan, jesteś w ciąży?
Eddie uśmiechnął się jeszcze szerzej, zadowolony ze zmiany tematu.
-To by tłumaczyło jej humorki.
Megan jęknęła jeszcze głośniej, zaklinając, że nie ma ciętej riposty, żeby zamknąć im buzie. Od tego była Chloe. Ona nie bała się konsekwencji, waliła prosto z mostu. jak w tedy, gdy nauczyciel od WF w starej szkole chciał jej pokazać, jak powinna serwować i chwyciła ją za rękę, wydarła się na cały głos błagając o pomoc, gdyż pedofil ją gwałci. Co z tego, że dostała uwagę i obniżone zachowanie? Okryła się blaskiem chwały i jej występek pamiętają aż do dzisiaj.
-Idę coś zjeść - mruknęła z braku lepszego pomysłu i ześlizgnęła się z łóżka, i ignorując głośnie 'Wiedziałam!' i 'A nie mówiłem!', wyszła szybko z pokoju. Za nią poszedł Fabian, który najwyraźniej nie przepadał za żartami na temat ciąż. Położył dłoń na jej ramieniu.
-Wszystko w porządku? - spytał, choć dziewczyna nie patrzyła na niego. Nadal miała do siebie żal za to, jak głupio się z nim pokłóciła.
-Mhmm. - mruknęła i usiadła na 'swoim' miejscu. Uśmiechnęła się do Trudy, gdy ta położyła przed nią talerz z grzankami z serem.
-Kłamiesz - uśmiechnął się i też sięgnął po grzankę, nie zwracając uwagi na gniewne pomrukiwania dziewczyny - Nimi się nie przejmuj - pokazał palcem w sufit, gdzie rozległo się głuche dudnienie - A co do Lucy, rozwiążemy to, zobaczysz.
Megan spojrzała na niego po raz pierwszy w tym dniu. Zaskoczyła ją szczerość w jego głosie, zachowywał się tak, jakby nie byli pokłóceni przez blisko dwa tygodnie. Gdy spostrzegł, że dziewczyna na niego patrzy, uśmiechnął się do niej. Odwzajemniła gest, czując się lekka na sercu. To był najbardziej szczery uśmiech, jaki w swoim życiu mogła zobaczyć.

***

-Znowu ze sobą gadają - rozdrażniona Rose kopnęła w najbliższy fotel. Colin podniósł leniwy wzrok znad książki na jasnowłosą. Nierzadko zdarzało się, ze Riddle była wściekła. A jak się zdarzało, to zazwyczaj nikt tego nie oglądał. A jak już oglądał, to warto było na to patrzeć. Colin westchnął i odłożył książkę na dół.
-Ale czemu się tak złościsz? - spytał i rozejrzał się dookoła, żeby się przekonać, czy nikt ich nie podsłuchuje. Choć sala w której mieli zajęcia teatralne, była pełna ludzi, nikt jakoś nie był zainteresowany nimi - To przecież nie koniec świata.
Rose stanęła, zaciskając pięści i odwróciła powoli wzrok na niego. Colina przeszedł dreszcz:
-A jak ci idzie z Amber? - spytała i rozradowała się na widok jego zmieszanej miny. Rose zawsze była bezpośrednia, przynajmniej od tego czasu, jak zawarli 'spółkę'. Poradziła mu, żeby wyszedł gdzieś z Amber pod pretekstem uczenia się roli ( przedstawienie miało sie odbyć za miesiąc, co Millington przypominała każdego dnia, co pięć minut). Wypili razem kawę, lepiej się poznali i te inne sprawy, które potrzebne są do 'rozwijania związku'. dziwne, bo Riddle w żadnym związku nie była, a dawała rady jak profesjonalna doradczyni. Colin wytrzymał jej spojrzenie, aż ta się poddała i opadła obok niego.
-A tak mi dobrze szło - westchnęła i zakryła twarz dłońmi - Ja go naprawdę lubię.
Colin nie był mocny w tych sprawach. Teraz Rose, która przed minuta kipiała gniewem, wyglądała, jakby miała się za chwilę rozpłakać. Więc chłopak nie wiedział co dalej : ma ja poklepać po ramieniu i powiedzieć że wszystko się ułoży?
-Gorzej i tak nie będzie - mruknął i na mordercze spojrzenie koleżanki tylko wzruszył ramionami - Bądźmy szczerzy, kujony zawsze zadają się z kujonami.
Nieoczekiwanie Rose zaczęła się śmiać, co trochę speszyło chłopaka.
-No co?
-Ha ha ha, wyobrażasz sobie Marę i Fabiana jako parę? Ha ha ha, ja jakoś nie. Oni mogą być przyjaciółmi, ale nie parą. Za dużo takich samych cech. Mara lubi się rządzić i on też. Nie dogadali by się, każde lubi postawić na swoim.
-Czyli Mara chce kogoś, kim można dyrygować?
-Tego nie powiedziałam.
Przez chwilę siedzieli w milczeniu, obserwując innych ludzi. Jak sztucznie się uśmiechają, kiwają głowami, chodzą i rozmawiają. To było nudne zadanie, ale najwyraźniej im odpowiadało.
-Zajmijmy się twoim związkiem i Amber - powiedziała Rose trochę ciszej, żeby nie usłyszał jej Logan, który sie pojawił znikąd - Musisz dowidzieć się, o czym ona myśli.
-Mam się nauczyć telepatii? - spytał, a dziewczyna spojrzała na niego z politowaniem.
-Nie. Jej pamiętnik. Dziewczyny piszą pamiętniki.
-Ty masz pamiętnik? - spytał Colin zauważając jej kpiący uśmieszek.
-Słyszałaś, co ona powiedziała? - spytał Logan, wpychając się w rozmowę i podkreślając słowo'słyszałaś' - Że dziewczyny piszą pamiętniki. Ona jest obojnakiem.
-Stul ryja Soren, nikt cię nie pytał o zdanie.
-Widzisz? - Logan zwrócił się do Colina - Już klnie jak facet. Może nauczy tego Fabiana, bo taka ciota nigdy nie nauczy się klnąc.
Rose wstała i niby przypadkiem, kopnęła Logana z całych sił w nogę.

***

Niebo, przykryte szarymi chmurami, nie dawało ani krzty pokrzepienia i nie zachęcało do nauki. W klasie panował zwykły szum głosów, którzy wydawali uczniowie zbyt znudzeni, żeby cokolwiek zrozumieć. Jedynie Mara opierała się sennemu nastrojowi i z godną podziwu zawziętością notowała każde słowo pani Taylor. Fabian i Megan starali się brać z niej przykład. Fabianowi w dużej mierze się udawało, ale Grant zrezygnowała z notatek po piętnastu minutach lekcji. Teraz gapiła się rozmarzonym wzrokiem w tablicę zapisaną czarnym mazakiem i lekko rozchyliła usta. Inni uczniowie porozkładali się na ławkach lub rozmawiali szeptem. Jerome wyciągnął się i czujnym wzrokiem rozglądał leniwie dookoła.
Nauczycielka odwróciła się i obrzuciła klasę rozczarowanym spojrzeniem. Powoli wszyscy się budzili i zaczęli udawać, że słuchają.  Megan jednak nie zmieniała swojej wygodnej pozycji i nadal wpatrywała sie z otwartą buzią w przestrzeń. Taylor pokręciła głową i spojrzała na zegar. Do końca ostatniej lekcji zostało pięć minut.
-No więc, możemy powtórzyć sobie materiał z dzisiejszej lekcji... - tutaj zignorowała buntownicze pomrukiwania klasy - ... albo omówić kwestię waszej wycieczki, choć wątpię, że gdzieś pojedziemy.
Teraz w klasie zapanowała kompletna cisza. Nawet Grant, która prawie leżała nieprzytomna na ławce, wyprostowała się.
-Jakiej wycieczki?
-Czemu nikt nam nie powiedział?
Taylor uniosła rękę i cała klasa umilkła, spragniona informacji. Zrobili by wszystko, byle wyrwać się ze szkoły.
-Jutro jest pierwszego listopada. Święto zmarłych, ciało pedagogiczne pomyślało, by wybrać trzy klasy i pojechać z nimi na cmentarz z drugiej wojny światowej. Ale wasze podejście do historii jest karygodne i...
-Kochamy historię! - wykrzyknął Jerome - Szczególnie druga wojnę światową! Wszystko, byle by to nie był Egipt.
-Kochamy w szczególności Hitlera! - dołączył się Logan, a na jego ustach zagościł złośliwy uśmieszek - Corbierre też kocha Hitlera. Jest jego fanem!
Taylor pomasowała sobie skronie. Klasa była sympatyczna, jednak z góry jej skłonność do rozmów i ignorancja dla prowadzącego zajęcia często się ujawniała. Megan wyciągnęła się jak kot i wbiła wzrok w zegar. Trzeba się streszczać.
- Możecie pojechać, jeśli...
Dzwonek zagrzmiał, choć prawie nikt nie ruszył się z miejsca. Wyjątkiem była grant, która podniosła sie z krzesła, lecz na warknięcie Lany, usiadła z powrotem.
- Jeśli napisaliście test z historii pozytywnie i wasza średnia będzie dość wysoka - po czym dodała, gdy klasa zaczęła się zbierać - W co wątpię.
Megan jako pierwsza wypadła z sali, co było dość nietypowe. Zawsze pierwsi drzwi dopadali Jerome lub Alfie, za nimi pędził Logan, byle szybko dostać sie na obiad. Megan wepchała książki do szafki, zatrzasnęła drzwiczki i ruszyła za Amber. Dopadła ją przy sali teatralnej. Reszta Sibuny też się tam zebrała. Millington zrobiła minę zbitego szczeniaczka.
-Muszę? - spytała, sprawiając wrażenie, ze sie zaraz rozpłacze.
-Owszem - Fabian chwycił ją za ramię i pociągnął za sobą. Rano w drodze do szkoły ustalili, że ostatni raz przeszukają domek letni. Niedługo zacznie padać deszcz i śnieg i coraz trudniej będzie im się wytłumaczyć przed Trudy, kiedy będą wracali do domu zmarznięci, przemoczeni i ubłoceni. Coraz ciężej będzie im się wytłumaczyć i zakryć fakt, gdzie się wybierają. Ostatni dzień października nie zapowiadał sie ciekawie - nad szkołą wisiały chmury, a zimny wiatr atakował każdy nie zakryty rąbek ich skóry. Poszli w mundurkach, narzucili na siebie tylko kurtki i ruszyli w las.
Jak na jesień przystało, gałęzie drzew były nagie, a uschnięte liście tworzyły na ściółce coś na kształt dywanu, przyjemnie szumiąc, gdy po nich szli. Patricia rozglądał się niespokojnie za siebie.
-Ktoś za nami idzie - mruknęła do Eddiego, a wówczas i ona zaczął się oglądać - Nie podoba mi się ten pomysł.
-Nie narzekaj Gaduło. To ostatni raz, mogło być gorzej.
Doszli do budynku, który mimo lat wyglądał pięknie i majestatycznie na tle lasu. Fabian otworzył drzwi i cała Sibuna wślizgnęła się do środka. Kurz wdzięcznie tańczył w pomieszczeniu, Jedak nikt się tym nie przejmował. Podążyli prosto do 'czerwonego pokoju' gdzie mieściły się tajemne drzwi na strych.
Pomieszczenie było uporządkowane i to była ich sprawka. Kartony leżały pod ścianą, przeszukane, regał też został odsunięty i dokładnie sprawdzony. Jednak nikt z Sibuny nie odkrył tajemniczego schowka, za co Megan była dozgonnie wdzięczna losowi.
Zaczęli szukać, najpierw przeglądać tekturowe pudełka, gdy w tym czasie Amber szukała jakiś schowków w podłodze, stukając w panele obcasem. Po pól godzinie musieli przyznać, że nic nowego się nie pojawiło. od czasu do czasu pojawiała sie Selene, kręcąc głowa i znikała. To denerwowało Grant, bo sama kobie zapewne wiedziała, gdzie księga z dyskiem słonecznym się znajdowała. Amber też nie wyglądała na mile zaskoczoną.
-Mam tego dość, stoimy w miejscu! - tupnęła nogą, zwracając na siebie uwagę. Megan podniosła wzrok i zauważyła Eddiego skradającego sie za blondynką trzymającego w prawej dłoni sztuczną rękę kościotrupa - Jeżeli nic nie znajdziemy, to ja...A!
Wrzasnęła, widząc na swoim ramieniu kościste palce. Odskoczyła jak oparzona, popychając Alfiego, który z wrzaskiem runą na ścianę i ... zwalił portret Sarah, którego ramy roztrzaskały się z zetknięciu z podłogą. Nikt sie nie odzywał, wszyscy gapili się w szczątki obrazu. Fabian odzyskał głos pierwszy:
-Alfie, co ty narobiłeś!
-To nie ja... - próbował sie bronić Lewis, jednak bezskutecznie. Rzucił wściekłe spojrzenie Amber.
-To twoja wina!
-Wcale nie! - pisnęła blondynka i pokazała palcem Eddiego - Gdyby nie on, nie wystraszyłabym sie!
-Dość! - warknęła Patricia - Mam was dość! Wszyscy, co do jednego, jesteście...
-... genialni. - zakończyła prawie szeptem Megan i omijając szczątki portretu podeszła do kawałka ściany, który zakrywał obrazy. Wodziła palcami przez chwilę i wyczuła wybrzuszenie. Czując na sobie wzrok wszystkich, podniosła ułamane pióro i delikatnie otworzyła schowek.
W środku leżała zakurzona książka opatrzona w czarną skórę. Megan chwyciła ją ostrożnie w palce, bojąc się, by ta nie rozsypała sie w proch. Przetarła wierzchem dłoni okładkę, po czym odwróciła sie do przyjaciół, pokazując ją. W promieniu światła, który padł z malutkiego okienka, zalśnił złoty znak dysku słonczego.





Rozdział dedykuje mojej mamie, która dzisiaj obchodzi urodziny. Oczywiście, ona sie tego nie dowie, ale sam gest jest miły. Jestem bardzo dobrą córeczką.
No i mojej koleżance, Beacie, która obchodziła urodziny wczoraj.
No, rozdzialik wyszedł, jaki wyszedł, bądźmy szczerzy, szału ni ma. Byłam na konkursie z geografii. 30 pkt na 50 pkt. Jestem na siebie zła. Mogłam sie bardziej pouczyć, może bym się dostała do drugiego etapu. Smutam się, bardzo.
Kupuje nową patelnie na swoją klasę. Nienawidzę ich z całego serca  Przekręcają nazwisko Brada żeby mnie wkurzyć, mówią, że to czego słucham jest wieśniackie. Oczywiście, ja Brada bronię. Wczoraj mi koleżanka napisała"odważna jesteś bronisz to co kochasz" To było miłe. Popłakałam się.
Odwaliłam od Sapphire te wiersze na początku. No i z 'Diabelskie Maszyny' Boże, moja nowa ulubiona seria. Jest genialna *u* Will i Tessa muszą być razem, muszą.
Dzisiaj robiłam histerię, czemu nikt mnie nie zabierze do Londynu, ja jako jego dziewczyna muszę być na jego pierwszym koncercie. Domyślcie sie, o kogo chodzi.
Stałam się współtwórczynią nowego fan fika o 1D. Nie oceniajcie mnie, proszę, miałam pod tym tematem pisać fan fika o Bradzie, ale nikt by tego nie czytał, więc odarłam pomysł koleżance ( tej z góry). Zbieram na bilet do Londynu, cza jakoś odwiedzić Bradzika. On powiedział, ze mam sobie sama na wszystko zapracować. Widzicie, jaki wredny?
Zdradzę wam - mam już napisany mega pocałunek jednej z par. No, zgadujcie, jakiej?
Zrobiłabym kolejnego twitcama, o 17.30 w niedziele, jeszcze nie wiem którą. Pojawił by się ktoś? Bo nie wiem czy robić tylko dla siebie i mówić, jaki ty Bradziku słodki i tak dalej.
Nie mam obsesji, wyjaśnijmy to sobie jasno.
Po prostu wspieram go w każdym kroku, słucham jego muzyki, jaram sie jego zdjęciami, mam zaciesz, jak oddycha i jestem całkowicie mu oddana.
Jak do ton dotarłeś, gratuluje.

Do napisania
Joylitte xoxo

4 komentarze:

  1. TAK TAK TAK TAK !
    Kolejny rozdział .xD
    vfakjscbxNmdvfwqe vsdad cvfdqfv vcxc
    Kolejna część cudooownie napisanaaaa < 333
    Teraz znów muszę długooo czekać na kolejną część...
    Hue hue *_~

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałabym zaznaczyć, iż jestem zbulwersowana, bo napisałam mega długi komentarz, a mój boski komputer się wyłączył.
    WRESZCIE ROZDZIAŁ! <33
    Ty wiesz ile ja czekałam (powiedziała Sapphire ukazująca się raz na ruski rok)
    Życie jest okrutne.
    Megusia to ma przerąbane. Nie dość, że jakieś truposze po nocach widzi, to jeszcze ją budzą brutalnie.
    Ja tam bym spała dalej. Co to za różnica, ja i tak nauczycieli nie rozumiem.
    Pięć minut w te czy we wte... Bez znaczenia tak.
    "JESTEŚ W CIĄŻY"? Amber geniuszu xxx
    Kocham ją <3
    Jak Fabian nie lubi ciąż? A u mnie w drugiej części tego badziewia HoA Tale, Fabian będzie mia...
    Spojlery, nie patrzeć!
    Nie, Fabian nie będzie w ciąży, jeśli ktoś to źle zrozumiał. JA NICZEGO NIE SUGERUJĘ!
    Fegan jest coraz bliżej... Mwahahaha c:
    Ach ten Loguś <3 Zdecydowanie najlepsza postać, jaką zrobiłaś. Na drugim miejscu jest Megan, chociaż ja lubię wszystkich. Stanowią część całości, nie wyobrażam sobie Twojego opowiadania bez nich.
    Collin i Rose... Czy między nimi będzie ten teges? Moja chora wyobraźnia tworzy dziwne scenariusze.
    Lubię ich relacje. Dlaczego? Jest szera i bezpośrednia, bez sztuczności. Nie ma fałszywych uśmiechów, zbywających słów i innych takich. Mogliby być dobrymi przyjaciółmi.
    Ach Loguś i te jego teksty. Mój kochany <3
    Fabian nie jest ciotą, takie kochane dzieci jak on nie przeklinają. Tęsknie za Fabianem... Za Dżerusiem bardziej, ale ogólnie to za wszystkimi (oprócz boskiej Dżoj, jej akurat nieszczególnie mi brakuję).
    Moje lekcję. Większość godzin przesypiam, nawet nie wiem na jakim siedzę przedmiocie.
    Będzie wycieczka? Jeeej <3 Na wycieczkach zawsze dziejooomm się fajne rzeczy. Huehue.
    Książka? Jak zdobyć chłopaka w mniej niż 3 dni? Toż to książka waldzia, dał ją dżoj na urodziny! Nie ruszajcie tego!
    POCAŁUNEK?
    Ty wiesz na kogo ja czekam ^ ^
    Cokolwiek zrobisz (rozumiem przez to żadnych mejbianów i dżerojów - znaczy dżoj nie żyję, ale kto wie) będzie fajnie.
    Piszesz o 1D? Ja akurat nic do nich nie mam, troche irytuję mnie to, że są zawsze i wszędzie, ale zapewne gdyby tak o Dżerusiu często pisali, nie miałabym pretensji. Tak to właśnie działa.
    Czytam Twój rozdział i dochodzę do wniosku, że piszę beznajdziejnie.
    Chyba najbardziej smutno mi z powodu bohaterów, których zepsułam. Czuję się jak waldzio.
    Mam nadzieje, że dzięki Twemu cudnemu dziełu, uda mi się coś zmienić.
    KOCHAM CIĘĘ <3!
    PS: Podczas publikowania komentarza wyskakuję mi weryfikacja obrazkowa. Twierdzą, iż jestem automatem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na 100% ten mega pocałunek będzie z jeroy to taka świetna para ;_;

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę, że nie doczekam się momentu, w którym zawiedziesz mnie swoim rozdziałem ;p.
    Tylko szkoda, że tak mało Patrici (no niestety lubię tą postać i Logana nie wiem dlaczego ^^).
    Trochu szkoda mi Megan, ale lubię takie klimaty. Im bardziej zrypana psychika bohatera tym ciekawiej xp. Dobra ja się lepiej swoimi poglądami nie dziele.
    Aaaa mój Loganek ^^
    Tak się zastanawiam, kiedy rozwiniesz sprawę z Williamson i tą tajemniczą osobą. Zaciekawiło mnie to.
    Looogan *.*
    Ej mucha mi lata przed monitorem -.-.
    Chyba nie muszę pisać, że rozdział wspaniały? To przecież oczywiste.
    I jak zwykle dodaje komentarz po premierze i kiedy już dawno w ogóle przeczytałam ten rozdział.
    Ah gdybym mogła tak czas stopować... Dobra, mniejsza. Zaczynam się rozwodzić nad pierdołami xp. Ale Ty to rozumiesz. Nawet nie ma kiedy pisać rozdziału na bloga :(.
    A co do pocałunku... Hmm może tak Megan z Fabianem? W sumie, to nie wiem.
    W tej sytuacji życzę weny i czasu (na napisanie kolejnego rozdziału) ;**
    Chce już następny :<

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy