czwartek, 17 października 2013

036. Rozdział trzydziesty szósty

Zaufanie jest bardzo rzadkim zjawiskiem. Oczywiście, można powiedzieć komuś, że ufa mu się bezgranicznie, że skoczyłoby się za tą osobą w ogień. Ale w większości przypadków to tylko puste, nic nie znaczące słowa. Trzeba nie przesadzać z ufnością. Można przyznać się mamie, ze się ma kłopoty, ona przytuli pocieszy i nikomu nic nie powie. Ale ona cię kochała od początku. Jakby to brzydko ująć - to się nie liczy. Pięknym uczuciem jest ufać innej osobie, która pojawiła się w naszym życiu niespodziewanie. 
Aby bez­gra­nicznie ko­muś zaufać pot­rze­ba zarówno od­wa­gi, jak i siły. Po­win­no się bo­wiem zakładać i taką ewen­tual­ność, że za­miast wzle­cieć upad­nie się, i to bar­dzo nisko.
Patricia mu zaufała. Uwierzyła jego słowom, kłamstwu. Wmawiał sobie, ze to przecież dla niej, że robi coś dobrego. Ale brzmiało to tak sztucznie, że sam śmiał si.ę ze siebie w duchu.
Był poniedziałek. Megan ani razu nie zeszła na posiłek, nie wychodziła z pokoju, nie wstała z łóżka odkąd Victor zaniósł w sobotni ranek. On był opanowany, to Amber histeryzowała...
-A co jeśli spotkało ją to, co Willow i Alfiego? Boże, to takie straszne! Na pewno nic nie widziałeś, Eddie? - tu zwracała się do niego, po czym nie czekając na odpowiedz, dalej kontynuowała - A możne zapadła w tą śpiączkę, co się w lasach deszczowych zapada? Wiem! Może jest Śpiącą Królewną? Potrzeba nam księcia żeby ją obudził! No, kto jest chętny?!
Po tych słowach zazwyczaj milkła, bo Patricia nie wytrzymywała psychicznie i rzucała w nią tym, co miała pod ręką.
Wstał i włożył do kieszeni dwa medaliony, które znalazł w korytarzach, zarzucił na ramię swoja szkolną torbę i wyszedł z pokoju. Śniadanie zaczęło się pięć minut temu, a w powietrzu już można wyczuć zapach miodu i naleśników. Usiadł na swoim miejscu, pomiędzy Williamson i Fabianem i bez słowa zabrał się do jedzenia. Amber, która grzebała bezmyślnie w swojej sałatce, która górowała na liście jej posiłków, spoglądała na puste miejsce Grant.
-Szkoda, ze jej nie ma... - stwierdziła i westchnęła, wkładając do ust porcję zielonej sałaty.
-Mi tam nawet dobrze bez niej. Mogła by się nigdy nie obudzić, za bardzo zanudzała. - Logan wyciągnął się na swoim krześle i ugryzł tosta posmarowanego miodem.
Eddie, słysząc co chłopak powiedział, już zrywał sie z miejsca, lecz ktoś był szybszy od niego. Patricia, przed którą stał pełny dzbanek z sokiem pomarańczowym, chwyciła go i całą zawartość wylała na Logana. Chłopak, zaskoczony, poderwał sie z krzesła, wściekły. Ale Williamson jeszcze nie skończyła. Złapała miskę z mlekiem i pływającymi w niej płatkami i chlusnęła ponownie w jego twarz.
-Za co?!- wrzasnął, ocierając twarz rękawem.
-To pierwsze za to, ze jesteś parszywym dupkiem, a to drugie, za to, co mi powiedziałeś na urodzinach Amber.
-Jesteś nienormalna! - wrzasnął Logan i zaraz wybiegł z jadalni, bo Patricia już wyciągała rękę po szklankę z wodą. Usiadła zadowolona z siebie, gdy to pokoju weszła jeszcze jedna osoba. Stanęła na widok ich zdziwionych twarzy i uniosła brwi pytająco.
-Co?
-O Boże, Megan! - Amber zerwała się z miejsca i mało co sie nie zabijając, rzuciła się na szyję brunetki - Myślałam, że zapadłaś na śpiączkę afrykańską, albo że będzie trzeba by ci poszukać księcia, ewentualnie patelnię, żeby cię obudzić!
-Amber, nie chce ci przeszkadzać, ale miażdżysz mi żebra - sapnęła Megan, po czym odetchnęła z ulgą, gdy blondynka wypuściła ją z objęć - Mamy naleśniki?
Eddie obserwował, jak rozpromieniona brunetka siada przy stole, smaruję naleśnik dżemem i śmieję się z każdej drobnostki. Zupełnie jakby zapomniała, przez co przeszła kilkadziesiąt godzin temu. Może faktycznie zapomniała? Może wymazała jej się pamięć? Ale Megan zachowywała się całkiem normalnie i beztrosko, tak, jakby nie znała żadnej z tajemnic tego domu, jakby dopiero co przyjechała. Nie miała ciemnych cieni pod oczami, nie kryła się bez przerwy za książką i nie warczała na nikogo, kto raczył jej przerwać. Była taka pełna życia. On tylko czekał, aż wstanie od stoły.
I wstała. Wyciągnęła się i radosnym tonem oznajmiła Amber, że zaraz pójdą do szkoły, tylko skoczy po torbę. Eddie bąknął coś, że musi iść do łazienki i wymknął się za brunetką.
-Hej, możemy pogadać? - spytał, gdy miała zamiar już wejść na schody.
-Teraz?
-Tak.
Zrobiła minę zbitego psa i gestem pokazała mu, żeby poszedł za nią. Gdy byli sami w pokoju, on chwycił ja za ramie i obrócił ku sobie.
-Jak się nazywasz?
-Megan Grant. Ej, Eddie, na pewno dobrze się czujesz?
Puścił ją i odetchnął.
-Taaa. Pamiętasz co się stało w tunelach?
-Tak jakby...
-Że co proszę? - upadł na łóżko Patricii i spojrzał na nią przez palce - Tak jakby prawie się zabiłaś.
Wzruszyła ramionami i usiadła obok niego.
-Pamiętam tylko do momentu, jak weszłam w te białe światło. Potem pufff - wykonała gest rękami, który miał oznaczać wybuch i zrobił poważną minę - Ciemność, aż się nie obudziłam dzisiaj rano.
-A to na szyi widziałaś?
Megan spojrzała na niego, zmarszczyła brwi i wstała. Złapała swoje włosy w taki sposób, jak gdyby chciała zrobić kucyka i odwróciła się tyłem od toaletki Amber. Na jej szyi widniała maleńka, czarna gwiazdka. Megan wzięła gwałtowny oddech.
-Woowooowooo. Moja mama mnie zabiję.- jęknęła i puściła włosy, które opadły swobodnie na jej plecy.
-A co zrobimy z tym? - spytał Eddie, podając jej medaliony, które znalazł w piątek. Chwyciła je i z fascynacją zaczęła im się oglądać. On nie widział w tych wisiorkach nic specjalnego. Zwykłe kółko i kilka patyków łączących się w gwiazdę. W życiu by takiego nie założył.
-Myślisz że to dla nas? - spytała, marszcząc brwi.
-Może, ale ja tego nie będę nosił- stwierdził, a na widok miny Grant dodał - Hej, one są paskudne! Gaduła wyśmiała by mnie, jakby mnie w tym zobaczyła!
-Obydwoje jesteście tępi! - warknęła Selene, pojawiając się nagle z znikąd i bawiąc się paskiem Amber, który smętnie zwisał z otwartej szafki.
-Ale przecież pasuję! - warknęła Megan, posyłając jej urażone spojrzenie - W tunelach było nas tylko dwoje i ...
-A kogo było jeszcze 'tylko dwoje' ? - Selene nie dawała za wygraną i oparła się o ścianę - Użyjcie mózgów!
- Czemu ona nie powie nam wprost, tylko ... - zaczął Eddie, lecz Megan uciszyła go skinieniem ręki. Nie dość, ze nie da mu dojść do słowa, to wszystkich ignoruje.
- Lol, nie wiem. Może ty masz jakieś pomysły - spytała po minucie milczenia i intensywnego marszczenia brwi.
Dwójka osób. Ktoś, kto potrzebuje ochrony. Ma to na końcu języka, tylko co to...
-Willow i Alfie! - wrzasnął i klasną w dłonie tak gwałtownie, że Megan podskoczyła, a Selene wymownie spojrzała w sufit - Tylko jak ich namówić, żeby nosili te głupie medaliony i ich nie ściągali?
-Zostaw to mnie - oznajmiła Megan, zarzucając plecak w różowe kropki na ramię i mrugając do niego - Będzie bardzo romantycznie, aż porzygamy się tęczą.
Ruszyła do drzwi w podskokach, lecz Eddie złapał ja za ramię. Odwróciła się wolno i spojrzała na niego pytająco.
-Jeszcze jedna kwestia : muszę powiedzieć Patricii o tym, co się stało w tunelach...
-NIE!
-Ale ona myśli, ze mamy romans!
-Obiecałeś Eddie, nie możesz tego zrobić! - wrzasnęła Grant, pokrywając się szkarłatem.
-Co ci szkodzi! I tak sie wkrótce dowiedzą, co za różnica!
-Duża różnica! Dałeś słowo, nie możesz go teraz złamać! Obiecałeś!
-Pamiętam! - warknął i spojrzał na nią spod łba - Ale ona mi ufa, a ja jej okłamywać nie będę!
Wyminął ją i chwycił za klamkę.
-Teraz zabrało ci się na romanse ?! ODWRÓĆ SIĘ, JAK DO CIEBIE MÓWIĘ!
Nie posłuchał jej, otworzył drzwi i wyszedł. Jednak Megan nie dała za wygraną. Wyszła z pokoju i stanąwszy w rogu krzyknęła za nim:
-Wracaj tu, Edisonie Miller! - wstrzymała oddech, a gdy chłopak zniknął z pola widzenia, zaklęła - Cholera.
Była wściekła na siebie i na niego. Jak się wygada, wyjdzie na jaw jej głupie bohaterstwo, a na pytanie, czemu to zrobiła, będzie musiała odpowiedzieć. A tego na pewno nie powie. Nikomu. Jedna osoba wie w tej szkole i nie wygada się, tego byłą pewna. Ale jeżeli Eddie puści farbę, będzie po niej. W praktyce może już zacząć sie pakować. Kopnęła w ścianę za sobą i wtedy usłyszała, jak ktoś cmoka. Odwróciła się i zauważyła Rose, która stała oparta i drzwi i patrzyła się na nią współczująco, bawiąc się krawatem zawiązanym na swojej szyi.
-No proszę, wiecznie miła i grzeczna Meggie, umie jednak pokazać pazurki...
-Odwal się - warknęła cicho Grant i chciała wrócić do pokoju, lecz Riddle stanęła przed nią, zgadzając drogę i wzdymając usta.
-Posłuchaj Grant. W tym domu nikt nie będzie ci lizał butów i biegał za tobą, bo ci coś nie pasuję. Pogódź się z tym. Mam już dość twojego panoszenia się w tym domu, rozstawiania wszystkich po kontach, wrzeszczenie na wszystkich jak coś ci nie leży w interesie a potem strzelanie wielkiego focha i czekanie, aż ktoś cię przeprosi - zaśmiała się cicho, a po plecach Mega przeszły ciarki - Dorośnij. Teraz jesteś nikim, a nie ukochaną córusią mamusi i tatusia, którzy robią wszystko, by ich książnice żyło się dobrze. Zrozum, wszyscy mają dość, więc się uspokój. A skoro już jesteśmy przy temacie - nachyliła się do jej ucha, przykładając policzek do jej policzka i szepnęła zjadliwie - Odwal się od Fabiana, nie zasługujesz na niego. Więc usuń się w cień i został drogę wolną dla kogoś, kto jest lepszy od ciebie.
Po tych słowach uśmiechnęła sie złośliwie i wymijając ją, trąciła boleśnie w ramie. Megan poczekała, aż zniknie z pola widzenia i dopiero wtedy te łzy, które zebrały się w jej oczach, popłynęły po jej policzkach. I całe bohaterstwo szlag trafił.
-Poważnie tak powiedziała? - Chloe stanęła jak wryta, z otwartymi oczami i szafką zapchaną papierami. Megan kiwnęła smutno głową i założyła kosmyk, który opadł na jej policzek, za ucho - Ale suka!
Grant uśmiechnęła się z cieniem rozbawienia, którzy przebił się przez beznadziejność. Chloe była jedyna osoba, która trzymała jej stronę, choćby zrobiła najgłupszą rzecz pod słońcem. Wygrzebała dwa cukierki z zaśmieconej szafki i rzuciła przyjaciółce. Megan otworzyła go powoli, starając się jak najmniej szumieć papierkiem i włożyła do buzi. Czekolada rozpłynęła się na jej języku i dodała otuchy. Chloe zamknęła szafkę i objęła ją po przyjacielsku ramieniem.
-Nie przejmuj się ta wiedźmą.
-Łatwo ci powiedzieć. Ty olewasz wszystko.
-Taa, ale niektórzy nie zasługują na więcej, niż poz­dro­wienie środ­ko­wym palcem.
Zaśmiały się obie. Chloe była dla Megan siostra, którą nigdy nie miała. Ona znała jej sekrety i na odwrót. Przynajmniej cześć. Grant była wierna i nie powiedziała przyjaciółce o Sibunie. Choć Sibuna mało się nią ostatnio interesowała. Nie robiła nic. Czy kiedy znowu kogoś zabiją, to weźmie się do roboty? Znaleźć tą Księgę, mieć spokój. Ale nie tego nie zrozumieją. Od pewnego czasu są zajęci inną robotą, o której jej nie poinformowali. Bo po co? Jest przecież nowa.
-Hej Lucy! - Chloe przywitała się z rudowłosa dziewczyną, która przypinała kartkę do tablicy informacyjnej. - Jak tam twoja ręka?
-Nie najgorzej - uśmiechnęła się Lucy - Cześć Megan.
-Hej - mruknęła nieprzytomnie dziewczyna, bo zauważyła na horyzoncie trzy sylwetki : Amber, Alfie i Willow. Teraz jest szansa. Medaliony spoczywają w jej kieszonce, teraz tylko im to wcisnąć.
-Musze lecieć! Spotkamy się na stołówce - powiedziała pospiesznie i popędziła w stronę znajomych - Hej, Willow! Alfie!
Chłopak razem z dwiema dziewczynami zatrzymał się i zaczekał, aż do nich dobiegnie.
-Mam coś dla was - oznajmiła brunetka i wyjęła z kieszeni medaliony - To takie naszyjniki szczęścia. Dostałam je od babci, ale nie mam chłopaka, więc pomyślałam że dam go wam. Jako dowód miłości, czy coś w tym stylu.
-Są piękne! - podskoczyła Willow, zabierając jeden swój i wieszając go na szyi - Dalej Alfie, załóż swój. Przysięgnij, ze co by sie nie stało, nie zdejmiesz go.
Alfie kiwnął głową, a Willow wystawiła mały palec. Lewis zrobił to samo i chwilę potem złożyli obietnice ' na mały palec', tak, jak to Megan wiele razy robiła z Chloe. Grant zerknęła na Millinton, która gapiła się we złączone palce.
I nagle dostrzegła w jej oczach błysk, którego nie zrozumiała.


Wściekłość. Tylko wściekłość.
Pragnienie zemsty.
Tym razem się nie podda.
Nie tym razem.
Jeżeli nie takim sposobem, jakim to robił dotychczas, zdobędzie ich inaczej.
Naglę ujrzał na horyzoncie małą i bezsilną osóbkę. Wyszczerzył zęby z radości.
Czas na żer.











Miało być w niedziele, potem w wtorek, ale jest w czwartek! Nie zabijajcie!
Meeeega krótkie, ale zawarłam w tym rozdziale to, co chciałam, więc jest okey. Looool. Ale i tak nie jestem zadowolona.
Nie jestem godna konkursu z polskiego, bo robię dużo błędów i szkoda moich sił. Według mojej polonistki.
Byłam na konkursie z chemii. Czy zdobyłam te 2 pkt okaże się jutro. Ka bum! 40 pkt do zdobycia, ja zdobyłam 2. To się nazywa szaleństwo.
Teraz tylko konkurs z geografii 29 i spokój.
Poużalałam się nad sobą  teraz coś na wesoło. 12 chłopaków ( w tym 7 z mojej klasy) rozwalili kibel. Haha, robili zawody, ile osób się mieści na jednym i urwali spłuczkę. Powódź była, zalewka do teraz. Mamusie tych panów przychodzą na 12 jutro. Bezie rzeź. Poświęciłam się, miałam się matmy uczyć, a dla was rozdział piszę.
Bardzo składnie ujęłam swój monolog. eheeem.
Sibuners się rozpadają! Żal. Pozostało aktywnych kilka bloggerek, które chyba będą pisać tylko dla siebie, bo inni już się serialem znudzili. Fajne 'Forever' jak na tych stronach na fejsie.
Mam nadzieje, ze mnie nie opuścicie, bo się załamie! Pierwszy blog, w który się zaangażowałam na poważnie, nie chce stracić tego uczucia. 
Robiłam twittcam, jak ktoś nie oglądał, może mnie zobaczyć tutaj . masakra :(
I tak nie oglądniecie. Jak ktoś był na żywo, gratuluję! Możecie się ze mnie wyśmiewać
Ale i tak was kocham

Joylitte
♥x♥x

3 komentarze:

  1. Daj namiary na babkę od polskiego, pogadam se z nią.
    To jednak zrobiłaś twitcama! Ja byłam o piątej i Cię nie było, to se Acia poszła. okej :c
    Czekaj chwilę obejrzę i zaraz skomentuję ^ ^
    .
    .
    Boże jaka ty jesteś ładna <3
    Masz taki głos fajniusi <3
    Sapphire popadła w zachwyt.
    W tle jest gitarka! Spostrzegawczość Aci.
    Oho, wzięłaś gitarkę. Oho, grolisz! Jak ty pięknie śpiewasz!

    Dochodzę do wniosku, że nie mam talentu.

    Accidentally in love!

    Agresywne dzieci :c

    Skończyłam oglądać! Jesteś świetna :)

    Co do rozdziału:
    Najpiękniejszy był chyba pierwszy fragment.
    Z zaufaniem rzeczywiście tak jest: ile razy dziennie słyszymy teksty typu "możesz mi zaufać". Nie mamy jednak pojęcia czy w tych słowach tkwi choć cień prawdy.
    Bo niektórzy ludzie są zjebani.
    Biedna Amber. Strasznie mi jej szkoda. Chyba będzie fochnięta na Megan :c
    Kocham Chloe <3
    Rose jest zua. I pomyśleć, że kiedyś ich relacje były inne... Fabian wybierz Megan! Chyba, że...
    Szczerze mówiąc lubię połączenia dobry/zła czy na odwrót: kto wie czy Rose nie doświadczy jakieś magicznej metamorfozy pod wpływem Fejbiana.
    Nie było Jary! Wstyd się! No, ale i tak cię kocham <3 Dżeruś może poczekać.
    Podoba mi się wątek Edzia i Megan. Frieeeends foreveeeeeer!
    Logusiu nie! Wyczyszczę Ci włoski!

    Patrząc na Twoje opowiadania, nie mogę uwierzyć, że nie chcą cię na konkursa wysłać.
    Z każdym rozdziałem kształcisz swoje umiejętności, powiadam to ja wszystkowidząca.

    W zasadzie... trochę rozumiem autorki blogów bo nie ma serialu, nie ma weny, ale wiele z nich zostawiło swoje dzieła i nara. Skończę HoA Story bo to pierwszy blog dzięki, któremu zyskałam jakieś minimalne uznanie. Poza tym bardzo ko kocham mimo tego, że jest dziadowy i nikt tego szajsu nie czyta. No.

    Emklarka wróciła, Stevie wciąż piszoli, Beansy Boo może też da znak życia.
    No i jesteś ty <3

    Kooooocham cię c:

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak takie cudo może mieć tylko tyle komentarzy!? Jak?
    Jestem ciekawa czy Eddie jednak powie prawdę Patricii.
    " Patricia mu zaufała. Uwierzyła jego słowom. Kłamstwu. "
    Jakaż będzie jej reakcja?
    Pisałambym, żebyś dodała następny rozdział jak najszybciej, ale cóż tak czy inaczej, przeczytam go bardzoooooo późno ;D Ehh, jak ja wytrzymam aż tyle, bez twoich cudów? :*
    Idę na żarełko ^_^
    <3

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy