niedziela, 29 września 2013

034. Rozdział trzydziesty czwary

-Widzieliście Megan?
Kilka osób, które Mara rozpoznawał, pokiwało przecząco głową. Dziewczyna, załamana, usiadła przy stole zawalonym jedzeniem i ukryła twarz w dłoniach. W jednym momencie Megan pocieszała ją, w drugim rozpływała sie w powietrzu. Nie było jej nigdzie. Cały dom został sprawdzony dwa razy, jednak brunetka jej nie znalazła. Jej umyśle pojawił się natrętny głosik, który tak lubił się z niej naśmiewać. Zostawiła cię, śpiewał, a pod powiekami Mary zaczęły zbierać się łzy, zostawiła cię, a przedtem obiecała, ze tego nie zrobi. Naiwna jesteś, najpierw Jerome, teraz ona, la la la la.
Chwyciła jedną szklankę, po czym ja odstawiła, i znowu sięgnęła po nią dłonią. Musiała czymś zająć ręce, by nie zwariować.
Naiwna dziewczyna, śpiewał głosik w jej głowie, wierzy w poprawę losu. Ha ha!


Zimno. Chłód szczypał ich w policzki, dłonie i nie pozwalał o sobie zapomnieć. Przedarł się przez kilka warstw ubrać i niepokoił ich, nie pozwalając znać spokoju. Megan oparła głowę o ramię Eddiego, podkurczając nogi, by się ogrzać. Nie wiedziała co ze sobą począć. Najpierw jest w ciepłym pomieszczeniu, gdzie otaczają ją ludzie, potem jest sama i chce znowu znaleźć się w tym pokoju, by ponownie uciec. Wieczna huśtawka emocjonalna. Skostniałe dłonie zdawały zamieniać się w kostki lodu, więc dziewczyna włożyła je pod bluzkę, by trochę je ogrzać. Gdy poczuła swoje zimne palce na brzuchu, od razu je stamtąd wyciągnęła.
Eddie siedział koło niej. Milczący, zatopiony w własnych myślach. Pewnie w jego umyśle pojawiała sie sylwetka Patricii. Megan nie miała nikogo, kto mógłby ją pocieszyć. nawet Chloe, którą tak kochała, zdawała sie od niej oddalać. Najpierw rozdzielone przez miejsce zamieszkania, potem Sibune.
To przez mnie. Gdyby nie ja, to by się nie stało.
Dwa zdania, które tak często powtarzała w tamtym życiu. Ten ból. Obiecała sobie, że nie będzie o tym myśleć. Jednak jej mózg nie dawał za wygraną.
To przez mnie.
-Opowiedz mi o Ninie. - poprosiła Megan cichutko, jednak ze byli tu sami, jej głos był dwa razy silniejszy. Eddie drgną i odezwał się tez tak samo cicho, jakby się bał, ze kogoś obudzi:
-Co chcesz wiedzieć?
-Wszystko.
-Nie wiem wszystkiego. Znam tylko cześć historii.
-Część mi wystarczy - odparła Megan, podsuwając się do niego, tak, by oparł głowę na jej głowie.
Więc Eddie zaczął opowiadać, to co mu przekazała Sibuna. Że rodzice Niny zginęli w wypadku jak była mała, jak znalazła się tutaj, bo dostała stypendium. Jak Joy zniknęła i Patricia posądziła Martin, ze maczała w tym palce, jak dostała Oko Horusa od starszej pani, która potem okazała sie Sarą, że była miła i inteligenta, zawsze skora do pomocy. Że według Fabiana Nina była podobna do Sary z czasów młodości, jak zaczęły sie zagadki. Jak powstała Sibuna. O Zgromadzeniu. I na kocu semestru, że to ona jest Wybraną, a nie Joy, tak jak sądzono. O kielichu Ankh, jak go złożyła. Jak dowiedziała się, ze jej korzenie sięgają starożytnego Egiptu, że pochodzi od Amneris. Jak zbieżność, ze urodziła się siódmego dnia, siódmego miesiąca i o siódmej godzinie wpłynęła na jej życie. Jak zaczęła ich nękać Senkhara, grożąc, że ich zabije, jak nie znajdą maski, jak zostali naznaczeni. A gdy w końcu gdy znaleźli maskę, musiała ją włożyć, bo inaczej jej przyjaciele zostaliby zabici. Jak Fabian chciał ją powstrzymać i Joy zasłoniła go własnym ciałem, by go uratować. Jak dowiedzieli się, że on, Eddie, jest jej Osyrionem, jak chwycił koronę Senkhary i zesłał ją do egipskiego piekła, razem z Rufusem, Osyrionem Sary. Jak Fabian i Nina obiecali sobie, ze nigdy się nie rozdzielą. A potem nastał trzeci rok. I Nina nie wróciła a jego posądzono o romans z nią. Jak Fabian przeczytał list i wybudował woku siebie mur. I tutaj historia się urywała. Nina, Wybrana, przestała wpływać na los osób, które kochała. Że Osyrion i Wybrana, nie mogą być razem.
Eddie zamilkł i pozwolił, by Megan coś powiedziała. Ona jednak milczała i bezmyślnie wpatrywała się w ciemność, która rosła wokół nich.


Amber otwierała prezenty. Najpierw od taty, potem od przyjaciół. A Patricia ignorowała ją jak mogła i szukała w tłumie Eddiego albo Megan. Myśl, którą podsunął jej Logan, wydawała się absurdalna, ale niesamowicie jej ciążyła. Oboje zniknęli. Kiedy powinni tu być. Źle się czuję? Albo musi spotkać się z siostrą? Nędzna wymówka. Zabiję oboje, jak tylko się zjawią.
Ale ona nie jest zazdrosna. O co? Nowa dziewczyna, którą zna od ponad miesiąca, znika z jej chłopakiem. Nie ma o co być zazdrosnym.
A może?
Patricia wbiła w resztki tortu urodzinowego Amber. Nigdy nie przepadała za wiśniami, jednak jadła bezmyślnie ciasto obojętna na wszystko dookoła. Co chwilę Rose trącała ja łokciem, jednak to nic nie pomagało. Z zamyślenia wyciągnął ją dopiero Victor, gdy wyłączył muzykę. Cało towarzystwo umilkło i zastygło, bojąc się poruszyć. Prócz Willow i Alfiego, którzy nadal hasali nieświadomi tego, że nie mają już do czego tańczyć. Amber stanęła obok dozorcy ze wściekłą miną.
-To moje urodziny, a pan nie był zaproszony - warknęła i włączyła muzykę z powrotem.
-Koniec balu - warknął Victor i wyłączył wieżę, po czym zwrócił się do całego towarzystwa - Ci, którzy tu nie mieszkają, mają wyjść!
Wszyscy szybko zaczęli wychodzić, prócz Lany, która patrzyła się w niego z przerażeniem.
-Nie- jęknęła Amber podciągając nosem - To moje urodziny! Zostałam pozbawiona resztek godności, moja impreza to ruina, zostanę starą panną z kotami i nie będę zapraszana nigdzie, zamiennię sie w damską wersję Victora i będę gadała do wypchanych kotów!
Po czym wybuchła płaczem, a Victor spojrzał na nią zaskoczony.
-Nie przesadzaj Millington i bierz sie za sprzątanie tego bałaganu! - warknął, po czym zauważył Lanę stojącą na środku pokoju - Ty tu nie mieszkasz.
-Och, jaki pan spostrzegawczy! - warknęła dziewczyna, po czym złożyła na piersi ręce - Uczniom wolno przebywać poza domem do dziewiątej.
-Natychmiast wychodź!
-Nie! - wrzasnęła Lana tak samo podniesionym głosem - Mam swoje prawa, to wolny kraj!
Patricia obserwowała, jak Victor podchodzi do Lany i chwyta ją za ramię. Dziewczyna dala miała wojowniczy wyraz twarzy.
-O ile pamiętam, jesteś z domu Hathor? - powiedział, siląc się na uprzejmość. Lana warknęła epitet, który
nie należy powtarzać i zaczęła się szarpać, byle wyrwać się z mocnego uścisku. - Wszyscy mają zacząć sprzątać! O dziewiątej oczekuję wszystkich w łóżkach!
Amber, która ukryła się w ramionach Mary, zawyła żałośnie. Do uszów Patricii doszły słowa "w moje urodziny", 'sprzątać" , "wredne" i "nie chce". Gdy Victor wyszedł z domu, Patricia wyciągnęła komórkę i wybrała numer Eddiego. Po chwili usłyszała chłody, żeński głos:
-Numer znajduję się poza zasięgiem, proszę spróbować później.
Wybrała numer jeszcze raz. i jeszcze raz. I nadal nic. Świetnie, Eddie zapadł się pod ziemię, a ona musi sprzątać. Niech tylko go dopadnie.



Oboje zasnęli, mimo zimna, jakie przechodziło przez ich ciało. Nie powinni tego robić. W tunelach jest niebezpiecznie, jednak siedzieli tu od ponad sześciu godzin, czekając na północ. I gdy było pięć minut do wyznaczonej godziny, zegarek Eddiego zacząć cicho pipczeć. To obudziło Megan z niespokojnego snu.
Na początku nie wiedziała, gdzie się znajduję. Potem sobie przypomniała : tunele, zaklęcia, pająki, północ, ofiara z duszy, pająki i pająki. Trąciła łokciem Eddiego, jednak ten się nie obudził, więc uderzyła go w głowę.
-Wstawaj, Eddie!
-Jeszcze pięć minut... - wyjąkał chłopak, po czym chrząknął.
-Za pięć minut to będzie za późno! Wstawaj, ale to już!
Eddie wstaną i przetarł oczy i rozglądną się dookoła. Megan śledziła wskazówki na jego zegarku. Cztery
minuty. Trzy minuty. Dwie minuty. Jedna minuta. Północ.
I wtedy to się stało. Dwa bladoniebieskie promienie wystrzeliły z miejsca połączenia ziemi z posadzką. I w tym samym czasie jeden promień połączył się ze wschodnią częścią. Grant wiedziała co robić, puściła się biegiem w głąb korytarza, kierując się promieniem, który nie wystrzelił w bok, tylko centralnie przed siebie. Słyszała, jak Eddie ją woła, słyszała jak odgłos jego butów odbija się echem, gdy próbuje ją doścignąć. Widziała, ze jest blisko i zaczęło jej się kręcić w głowie. Wszytko było jak powinno być.
Dobiegła. Do miejsca, gdy wszystkie cztery promienie spotykały się. Eddie dobiegł do niej i chwycił za rękę. Wyszarpnęła ją.
-Co ty chcesz zrobić? - wrzasnął, gdy podeszła szybko do miejsca zetknięcia. odwróciła się na piecie i spojrzała mu w twarz.
-Złożyć ofiarę z cząstki duszy.
Chłopak nie zdążył zareagować, dziewczyna zrobiła krok w tył, na spotkaniu promieni. Te szybko przeniosły się do jej piersi, tam gdzie było serce. Zaczęła unosić się w powietrze. Eddie stał sparaliżowany strachem. Co mógł zrobić? W jego umyśle toczyła się walka. W tym czasie Megan unosiła się i zaczęła świecić dziwnym, szarym blaskiem. Do momentu, gdy wybuchła jak gwiazda.
Siła uderzeniowa odrzuciła Osyriona do tyłu. Ogłuszyła go, tak więc nie wiedział, ile tak leżał. Gdy się ocknął, ból rozsadzał mu głowę. Otworzył oczy i zobaczył kształt, rozłożony na zimnej, kamiennej posadzę. To go orzeźwiło. Podniósł się i tak szybko, jak mógł, potykając się, podszedł do brunetki i uklęknął przy niej. Miała zamknięte oczy i jeszcze bardziej bladą twarz, niż przedtem. Gdy dotknął jej policzka palcami, przekonał się, że jest zimna.
-Megan, proszę, nie...
Potrząsnął nią, ale ie dało to żadnego efektu. Powtórzył zabieg, ale bez rezultatu. Przy jego boku pojawiła sie kobieta. Miała czarne, proste włosy, przyodziana w białą suknie.
-Pomóż mi... - szepnął chłopak, a ta pokiwała głową i troską w oczach wyjęła z jego kieszeni Oko Horusa. Pokazała na Megan, jego i wisior. Zrozumiał doskonale. Wyciągnął dłoń, a gdy łańcuszek spadł na jego rękę, poczuł, ze jest ciepły. Zawiesił go na szyi dziewczyny i dotknął jej piersi. Poczuł, jak energia przepływa przez jego ciało, jak zostaje odprowadzona do ręki. Gdy stracił już nadzieję, Megan cicho jęknęła.
Twarz kobiety rozjaśnił uśmiech. Pokazała mu dwa kciuki do góry, po czym zniknęła.
Eddie potrząsnął Megan, a ta jęknęła nieco głośniej.
-Bogu dzięki, żyjesz! Możesz wstać?
Otworzyła delikatnie oczy, a Eddie pojął, że to było bezsensowne pytanie. Podniósł ją i wtedy zauważył dwa medaliony, które spoczywały na ziemi. Ostrożnie, bojąc się co sie stanie, jak ich dotknie, podniósł je z posadzki i schował w kieszeni. Gdy szedł korytarzem, dołączyła do niego owa kobieta, która mu pomogła.
-Mówiłam jej, żeby tego nie robiła, ale nie posłuchała.
Eddie spojrzał na nią zdziwiony.
-To ty mówisz?
-Nie, jestem jednym z tych duchów, które są nieme. Oczywiście, ze mówię, debilu! A niby kto powiedział jej o tym całym absurdzie.
-Jesteś Selene? - spytał, a gdy ta z politowaniem kiwnęła, zadał inne pytanie - Nowoczesna jesteś, jak na starożytnego ducha.
-Żyje w tych zaświatach od ponad dwudziestu paru wieków. Czegoś sie tam nauczyłam. W każdym razie, Megan jest pierwsza, która przeżyła Signantes. My nie mieliśmy tyle szczęścia.
-Jacy my?
Selene zagryzła wargę i pokręciła głową.
-Za wcześnie, później się dowiecie.
Eddie doszedł do przejścia, które oddzielało tunele od gabinetu. Nacisnął guzik i w mgnieniu oka znalazł się w pracowni Frobishera. Sprawdził, czy w piwnicy nikogo nie ma i dopiero wtedy wyszedł. Nie spodziewał się niczego innego, jak wszech ogarniającej ciemności. Szedł powoli z Megan na ramionach. Nagle stanął, ktoś próbował wejść do piwnicy. Szybko, jak tylko umaił, przebiegł piwnice i dotarł do tajemnych drzwi. Gdy tylko je zamknął, usłyszał głosy i hałasy.
-Myślisz, ze ta mała nas podejrzewa? - Simon. Co on tu niby robi?
-Nie, nie ma takiej obawy. Chodźcie bracia i siostry, czas rozpocząć ceremonię.
Victor i jego "bracia i siostry" zaczęli śpiewać w nieznanym mu języku. Co tu się dzieje? Uchylił delikatnie drzwi, tak, ze przez małą szparkę mógł zobaczyć postać swojego ojca, odwróconego do niego tyłem. W tej chwili Megan jęknęła cicho:
-Eddie...
-Ciii! - uciszył ją, bojąc się, że ktoś ich usłyszy.
-Boli mnie tył głowy...
Jego ojciec poruszył się niespokojnie. Chłopak rad nie rad, zamknął cicho drzwi i zaczął wspinać się po stromych schodach. Sufit był coraz niżej i chłopak pojął, ze zbliżają się do wyjścia. Z trudem, pchnął drzwiczki piekarnika, i najpierw wypchnął, półprzytomną Megan, potem siebie. Odgarnął jej ciemne włosy z szyi i zmrużył oczy. Czteroramienna, czarna gwiazda widniała tuż nad liną, gdzie wyrastały jej włosy. Świetnie. Prawie się zabiła, a na pamiątkę ma tatuaż. Alleluja!
Chwycił ja na ramiona i z największym trudem przeniósł na kanapę. Nie będzie szedł na górę, do jej pokoju, gdzie mieszka razem z Patricią. jakby sie obudziła, było by po nich. Jakby wyglądał, z zemdlałą dziewczyną w ramionach, cały utytłana kurzem? Położył ją na sofie, a sam, zwinął się w kłębek i zapadł w twardy sen na fotelu.
Rano czekał go kolejny koszmar.




JESTEM CHORA PSYCHICZNIE!
Sorry, za rąbanie puenty, ale ja nie nauczyłam się jeszcze ładnie wysławiać ( czyt. jestem do bani). 
Herbatka, kocyczek, Anubis to coś, co oposy lubią najbardziej. Nie powiem tygryski, bo nie mam mordy jak tygrys, tylko jak opos. Mówiłam, jestem chora.
Moje opowiadanie to wielka porażka. Jestem optymistką!
Spać.
Ja nigdzie jutro nie idę, ani do szkoły, nie wychodzę z łóżka, nie chce ,mi się, ja się tak nie bawię. Przeziębiłam się, buu. Siedzę sobie w piżamce. Zrobiłabym twitcama, ale nikogo nie będzie, soo... A gadać do siebie nie będę. 
Dżemik się kończy, wczoraj zjadłam połowę na epoce lodowcowej. Zdzichu i Edek ♥
Chciałam wstać, ale rąbnęła sobie nogą w biurko. Auć.
Nie ma dżemu, ubolewam.
Moja siostra wynosi wszystko z łóżka nw gdzie. Boję się. Przytulcie mnie.
Jestem w ciąży! Według mojej koleżaneczki. A zaczęło to sie tak: pani od j. polskiego powiedziała, żebyśmy poszyły po dziennik no i tak zrobiłyśmy. No i wracamy i mówię do Dagi:
J:Jesteś pewna, ze tam jest trzy?
D: Tak jestem pewna!
J:A co jeśli 3 kreski oznaczają liczbę 2?!
D: Trzy kreski oznaczają że jesteś w ciąży.
Po czym zaniosła się śmiechem, ja strzeliłam poker face. Przechodziliśmy obok klasy 1 i zaczęli nam klaskać  A potem, jak zaczęliśmy pisać dyktando, Daga trzęsła sie ze śmiechu. Później była religia. No i zaczęliśmy się kłócić na przerwie. Ja żeby przestała, bo nie jestem z Bradem w ciąży, ona żebym się ogarnęła, bo jestem ( poprzedniego dnia zesłabłam przed angielskim) . Ja krzyczałam na pół korytarza, że mu napiszę, ze ona tak sądzi a ona żebym jej nie odznaczała  No i czekaliśmy przed klasą  aż Paweł przyniesie klucz i ona, ze możne ksiądz zechce mi zorganizować lekcję przedporodową. I się zaczęło, ze napisze Bradowi, że tak mówi a ona, że jak to zrobię, to powie księdzu że jestem w ciąży. Logika my friend. Fascynujące, nieprawdaż?
Uznajmy, że pojęliście.
Nie będę was męczyć, bo już i tak ten chłam u góry zrobił swoje.

Bey, Joylitte
xoxox

5 komentarzy:

  1. To jest takie cudoowne ;*
    Dawaj nexta ;3

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jesteś chora psychicznie, spokojnie :P To ja jestem <3 Trutututu, Megan chciała popełnić samobójstwo o.O Dżemuś się skończył! Umieram :O A jaki? Truskawkowy? Jeśli tak, to skaczę z mostu :< Rozdział cudny, czekam nan next'a *-*

    OdpowiedzUsuń
  3. Normalnie też bym pomyślała, że Eddie romansuje z Megan xdd. Tylko weź mi tu ich nie łącz przypadkiem później, bo przestane czytać tego bloga buahahaha.
    Moje Peddie musi być! <3 Koniec ;D
    Rano czekał go kolejny koszmar... czyżby zobaczyła ich Patricia?
    Jesteś z Bradem w ciąży ! :o . Ja jestem z Burkely'em ale On jesze o tym nie wie xd.
    A tak na serio, to mam męża i jest nim moja przyjaciółka xd. Hajtaliśmy się na szkolnym podwórku xd. A na polskim postanowiliśmy, że będę w ciąży. Chłopczyk. Zosia chciała aby nazywał się Bożydar a ja chciałam Fabiana. I graliśmy w papier, kamień, nożyce. I wygrałam xddd. Tak więc został Fabian Bożydar G***** ( bez nazwisk xdd)
    A ta wstrętny, okropny, bezuczuciowy, głupi, niedobry Victor. Nigdy nie miał imprezy urodzinowej i zazrości Amber i tyle! Biedna Millington.
    Dzielny mój Eddie ( wspaniały, piękny, cudowny, kochany- tak na marginesie).
    Tak czytając to, to myślałam, że Meg zginie. ALE NIE! Ufff. Ale ma śliczny tatuaż na pamiątkę xd.
    Okej, okej ideem na kolację bom głodna jestem ;D
    Dobranoc kochana <333

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszyscy jesteśmy w ciąży? Bo widzicie, ja spodziewam się dziecka z Eudżenem i mam w dupie, że on nawet o tym nie wie.
    Jak to nikogo nie będzie? Ja będę! Zaspamuję ci tablicę pytaniami o Brada ^ ^
    Lana mnie rozwaliła xd
    Mam zdjęcie Eudżena w szkolnej szafce. Moja koleżanka też.
    Dżeruś jest idolem moich gimbusów.
    Peddieeeee <3
    Biedna Amber. Też bym się załamała patrząc na radosznego Alfiego. Tfu.
    Jakie ty masz prześliczne piosenki na playliście <3 Ty i Stevie macie super gust muzyczny.
    Sapphire słucha jakiś swoich smętków o życiu, miłości, krwi, miłości itp.
    Uwielbiam twoje opowiadania. Wszystko co tworzysz jest magiczne, przepełnione tą piękną, starą anubisową aurą <3
    Najlepszy nastrój z jakim kiedykolwiek spotkałam się na bloggerze.
    Znam kilka autorek, które potrafią odwzorować nastrój, ale ty robisz to perfekcyjnie. To niesamowite <3
    HALLELUJAAAAH <3
    Kurczę shrek mi się przypomniał xd Z pewnych rzeczy nigdy się nie wyrośnie.
    Zrób Twitcama, bardzo cię proszę! Wtedy może ja też zrobię (Sapphire będzie żarła danio na wizji) i będę wyżalać się na widełko. Nikogo nie będzie, ale spoko. Może moja kuzynka wbije. Chociaż nie, dzisiaj nie chciałam dać jej słodycza i chyba przestała mnie kochać. Mamo mogę na ciebie liczyć? ;c
    Edzio powrócił! Precz z Edisonem!
    Patusia moja :)
    Wciąż uważam, że Fabian i Meg byliby dobrą parą. Pasują do siebie, bardzo. A on zasługuję na jakieś przyjemności z życia (ktoś powie Mara, zastrzelę). Smajlaj Fabusiu <3
    Jesteś przezdolna moja droga Joylitte <3
    Twoja wielka fanka
    PS: Bardzo prooooszę o twitcama. Zobaczysz, że będzie wiele osób :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapraszam na nowy 16 Odcinek Cz. 1 pt "Nie płacz."
    http://fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com/2013/10/stracone-marzenia-odcinek-16-cz1-nie.html

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy