niedziela, 22 września 2013

033. Rozdział trzydziesty trzeci

Są ta­kie mo­men­ty, że życie to je­den wiel­ki bez­sens, bez­sens bez nadziei na lep­sze jutro. Obserwując sylwetki ludzi, ich zadowolone twarze, zastanawiała się, co ona tu robi. Muzyka nie była zbyt głośna, ale i tak kuła ją w uszy i sama dziewczyna miała ochotę wybiec i już nie wrócić. Jednak nie taki był plan. Jeżeli już go ułożyła, musi  doprowadzić go do końca. Bez względu na to, jak bardzo ją to kosztowało. Czuła tylko chłód lemoniady, którą trzymała w prawej dłoni, by sie ochłodzić. To takie nieprawdopodobne. Niedawno zdarzyły sie dwa tragiczne wypadki, a oni wszyscy po kolei, zachowują się tak, jakby nigdy nic się nie wydarzyło. Przynajmniej tak się zachowują w towarzystwie. Nie każdy taki był.
Przypomniała sobie obraz Patricii, siedzącej na podłodze z plecami opartymi o łóżko i przeglądającej stary album ze zdjęciami. Żeby jej nie przeszkadzać - wyszła. To był jej sposób, żeby się z tym wszystkim uporać. A gdy ona wtargnęła z swoimi buciorami do pokoju, czuła się, jakby naruszyła jej prywatną strefę.
Stanęła koło okna i patrzyła się w kolorowe obłoki, które zabarwiło słońce ot tak, dla zabawy. Zbliżał się zachód, a dziwna kula powstała w jej żołądku i zaczęła rosnąć, targając jej wątpliwościami. Była potrzebna do innych celów, przynajmniej według Selene. Wszystko ładnie, ale jest jeden mały haczyk - do jakiego celu? Łamała sobie tym głowę, nie mogąc spać w nocy i przekręcając się z jednego boku na bok.
Upiła jeden mały łyk, który natychmiast zalał jej płuca zimna wodą. Bezsens. Po co żyć? Po co się uczyć? Jak ktoś jej przystawi pistolet do skroni, to nie zapyta o rodzaje kolumn, albo co to jest pierwiastek kwadratowy. Nasi przodkowie nie umieli pisać, czytać i co? Wynaleźli ogień i koło, dla nich najważniejsze było przetrwanie i nie dać się zabić. Chociaż nie, ognia chyba nie wynaleźli, samo się wynalazło. Ale jest określony porządek.
Ktoś stanął obok niej i wymierzył jej bolesne ukłucie w bok. Fuknęła jak rozjuszona kotka i spojrzała urażonym wzrokiem na Jerome, który najwyraźniej nie wiedział, że przerwał jej filozoficzne zamysły o ludzkości i wszechświecie.
-Czemu sie nie do nikogo nie odzywasz?
-Bo jestem zgorzkniała, zacofana umysłowo i nie mam na to ochoty.
-Ale po co ta złość?
Megan spojrzała na niego jak na idiotę. Złamał serce biednej Marze, która próbowała się pozbierać i zejść na dół na przyjęcie, a on najprawdopodobniej nie zdawał sobie z tego sprawy. Nagle nabrała ochoty, by przekonać się, jak lemoniada którą trzymała, wyglądała by na jego włosach. Opanowała się i spojrzała w okno. Jeszcze kilka minut i będzie mogła sobie iść. Rozejrzała się do około. Wszyscy roześmiani, wystrojeni i beztroscy. Grant straciła wiarę w ludzkość.
-Wszyscy zapomnieli. - zdała sobie sprawę, że to ona powiedziała. Jerome, który stał obok niej, spojrzał na nią.
-Nie, nie zapomnieli. Na pewno.
-Tak sądzisz? - zakpiła, patrząc jak Rose siada obok Fabiana i styka kolana o jego kolana - Bo raczej mi się wydaje, że wszyscy świetnie się bawią.
-Daj spokój Megan. Każdy radzi sobie z tym jak mu wygodniej. Wolą udawać, ze Joy po prostu wyjechała, a nie...
Głos się mu załamał. Megan poczuła si.ę paskudnie, że wciągnęła go w ten temat. A potem przypomniała sobie Marę na środku jej pokoju i wbrew w sobie poczuła mściwą satysfakcję. I ogarną ją wstręt do samej siebie.
- W każdym razie - Jerome kontynuował po dość długiej przerwie - Wydaję się, że jest tak jak przed trzema laty. Joy zniknęła, pojawiają się nowi, a na końcu psychopata...
-Co?
-Nic.
Megan spojrzała na Clarka. Chłopak zmieszał się, najwyraźniej zły na siebie za dużo powiedział. Joy już kiedyś zniknęła? Czy to czasem nie było za czasów pierwszej Sibuny? Tyle rzeczy wiedziała o tym domu, jednak niektórych szczegół z książki się nie dowie. Będzie musiała zapytać się kogoś. Najlepiej tą osobę, z którą powiązany jest jej plan. Ale nie zaszkodzi czegoś dowiedzieć się od Jerome.
-Ale o co chodzi z psychopatą?
-Megan, żartowałem, nie bierz tego do siebie. O, popatrz! Lana przyszła! Choć pogadamy z nią.
Chwycił ją za rękę, ale ona rzuciła spojrzenie na okno. Słońce prawie zasnęło. Już czas.
-Idź sam, ja dość kiepsko się czuję - odpowiedziała, a napotykając jego wzrok powtórzyła - Jerome, idź. Na prawdę mi słabo.
Nie skłamała. Czuła się, jakby miała zaraz zemdleć. Jednak dopiła lemoniadę i z pustą filiżanką ruszyła do kuchni. 



Patricia rozmawiała z wszystkimi i po raz pierwszy od długiego czasu poczuła się dziwnie wolna i lekka. Nie interesował ją jakiś tajemniczy list, zagadki i zapleśniała księga. Śmiała się z głupich żartów Rose, której jakimś cudownym sposobem udało się odciągnąć Fabiana od książek. Dopiero Eddie, mówiąc, ze musi iść, rozwiał jej dobry humor.
-Ale jak to? - spytała, marszcząc czoło i spoglądając, jak jej chłopak zarzuca na siebie skórzaną kurtkę.
-Mówiłem, że umówiłem się z Taylor. A moja siostrzyczka naprawdę nie lubi, jak ktoś się spóźnia.
Po tych słowach przysunął się do niej i złożył pocałunek na jej ciepłych ustach. Poczuła jak przez jej całe ciało przepływa prąd. Gdy otworzyła oczy, napotkała jego spojrzenie. Wyglądał tak, jakby żałował, że musi już iść.
-Kocham cię - szepnął, a jej dłoń wyślizgnęła się z jego palców. Odprowadzała go wzrokiem aż do kuchennych drzwi, za którymi zniknął. Poczuła się dziwnie pusta. Przecież on tylko idzie do siostry powtarzała sobie w duchu, nic mu nie grozi. 
Ale idzie tam, gdzie zostałaś grzesznikiem , powiedział mały mściwy głosik w jej głowie. Skąd wiesz, że mu nic nie grozi? Przecież to czujesz. Nie zaprzeczaj.
Opadła na fotel i spojrzała na Rose, która śmiała się razem z Fabianem. Dwójka jej przyjaciół, była tu. Nie było jednak tej, przy której zawsze mogła płakać i mieć pewność, że jej nie wyśmieje. Nie było Joy.
-Jesteś pewna, że on cię nie zdradza? - Logan usiadł koło niej i rozciągnął sie na kanapie, zajadając pączka.
-Co? - Patricia spojrzała na niego zdziwiona - Eddie?
-Nom - mruknął i pochłoną pączka - Na przykład z Megan?
Patricia parsknęła śmiechem.
-A jeśli mam dowody? - spytał, nie wzruszony, że mu nie uwierzyła.
-Dawaj.
-Po pierwsze : jakbyś nie zauważyła, od kilku dni naradzają się przyciszonymi głosami. Jak ktoś się pojawi, milknął. Wczoraj w nocy Eddie się wymknął z pokoju tak około w pół do dwunastej. A teraz Megan i on poszli razem do kuchni i już z niej nie wyszli. A Megan podobno się źle czuła. Dlaczego nie poszła do pokoju, odpocząć?
Na Patt nie zrobiło to większego wrażenia. Za pierwszym razem. Za drugim razem zaczęła się zastanawiać. Faktycznie, dzisiaj dość dużo rozmawiali, wczoraj wydawało jej się, ze ktoś wychodzi, a Eddie mógł wyjść głównym wejściem.
- Miłej zabawy życzę - odparł zadowolony z siebie Logan i zostawił rudowłosą z powątpiewaniami targającymi jej umysł.



Eddie, gdy tylko wszyscy z kuchni wyszli na moment, szybko wyciągnął Oko Horusa i przyłożył je do drzwiczek piekarnika. Rubin zaświecił się, a tajemne przejście się odblokowało. Megan, która nerwowo wybijała rytm obcasem na kafelkach w kuchni, spojrzała na przejście wielkimi oczami.
-Jak ty to... - zaczęła, lecz Eddie uciszył ją i szybko kazał wejść do środka. Dziewczyna posłuchała go i chwile po tym byli już na dole w piwnicy. Wnętrze było bardziej przerażające niż zwykle, a półmrok zdawał się uosabiać ich strach. Szybko podszedł do regału i zaczął przekręcać liczby. Najpierw jeden, potem osiem, dziewięć i na końcu zero. Kolejne przejście otworzyło sie i Megan pisnęła. Mówił jej przecież, że tak będzie, więc czemu wydawała się zaskoczona? Wszedł do pomieszczenia cuchnącego starymi książkami i wysunął jedną z szuflad biurka Frobishera. Leżały tam medaliony. Dokładnie było ich sześć. Potrzebne były Sibunie jeszcze za czasów szukania Maski Anubisa. Od tego czasu, sporo się pozmieniało.Chwycił jeden i rzucił Megan, a drugi założył na swoją szyję. Dziewczyna za jego przykładem zrobiła to samo. Eddie zauważył, że ręce jej drżą. On był opanowany. W końcu był Osirionem, nie mógł zachowywać się jak mięczak. Podszedł do regału i wyszukał książkę, która była mu potrzebna.
-Choć - zwrócił się do Megan, która podeszła do niego chwiejnym krokiem - To był twój pomysł, więc weź się w garść.
Nie chciał jej urazić, tylko nieco zmotywować. Pokiwała głową ale w tym samym czasie pobladła. Chwycił ją za spoconą dłoń i uruchomił mechanizm. Natychmiast oboje znaleźli się na początku tunelu. Zapomniał, jak szybko uruchamia się światło i jak ich przeszukuję. Gdy dotarło do ich klatki piersiowej, gdzie dyndały medaliony, zniknęło. Eddie spojrzał na Megan. Była biała na twarzy i sprawiała wrażenie, jakby miała zaraz zwymiotować.
-Każdy z Sibuny musi przez to przejść - odparł Eddie i uśmiechnął się do niej zachęcająco.
-Tak. Dobra, zaczynamy.
Najwyraźniej przypomnienie jej, ze należy do Sibuny, jakoś ją wzmocniło. Wyciągnęła kartkę i rozejrzała się.
-Jesteśmy tu - oznajmiła, pokazując początek tunelu. - Południowo-wschodnia cześć. To najpierw idziemy na południe, potem na wschód, a...
-Skąd masz tą mapę? -spytał zdziwiony.
-Ukradłam Fabianowi. - dziewczyna zarumieniła się - Nie musimy mu o tym wspominać.
-Grzebałaś mu w rzeczach?!
-Nie! Po prostu szukałam informacji potrzebnych do zrealizowania mojego planu bez jego wiedzy i pod jego nie obecność.
-Czyli grzebałaś mu w rzeczach.
Eddie zaświecił latarkę i strumień światła padł na sufit i pajęczyny, które go przystrajały. Megan drgnęła.
Nienawidziła pająków. Zaczęli iść a ich kroki odbijały sie echem po korytarzach. Ciągle z nosem w mapie, Megan kierowała się w prawo, lewo, lewo i prawo i jeszcze raz w lewo, aż Eddie się całkiem pogubił. Jednak dotarli do ślepego zaułka i Grant wyciągnęła małą bryłkę z kartką o literce N. Eddie skierował latarkę na podłodze. Było coś tam na rysowane. Kucnął i otarł wielowiekowy kurz z posadzki. W ciemności zajaśniała czteroramienna gwiazda.
-Czy to czasem nie jest jakiś znak satanistyczny?- spytała Grant z powątpiewaniem parząc na symbol
-Wątpię.
Wyciągnął z jej rak ziemię i położył na środku gwiazdy. Obydwa przedmioty zajaśniały srebrzystym blaskiem i stopiły się w jedno. Chłopak patrzył się na to z otwartymi ustami. To było więcej niż dziwne. Po jakieś minucie, odezwał się chrapliwym głosem.
-No to jedno z głowy. Idziemy po następne.
Megan ocknęła się i wyciągał mapę. Tak obeszli każdy ślepy zaułek, znajdując w tym samym miejscu czteroramienną gwiazdę i ten sam schemat "stopnienia się w jedno". Gdy skończyli, osunęli sie na podłogę pełną kurzu. 
Pozostało im tylko czekać.




No helloł skarby. Rozdział kiepski, nudny, nie ciekawy, beznadziejnie napisany, bublowaty, do bani, do chrzanu, do kitu, do niczego,dziadowski, okropny, tandetny, kiepski, nędzny, tragiczny, fatalny, rozpaczliwy. Tak jak to wszystko zebrać do kupy, to wyglądał tysiąc razy lepiej w mojej głowie. Ale jak sie nie umie pisać to tak jest.  Iluzjonistka napisała, że " Doszłam do wniosku, że trochu się pozmieniało w stylu pisania na plus oczywiście. Choć nadal pięknie wszystko opisujesz i oddajesz emocje bohaterów, co jest Twoim największym atutem" Ja jakoś tego nie widzę. A pozmieniało się w stylu pisania bardziej na minus, niż na plus. Choć nigdy nie było na pusie, tylka na minusie. 
Chyba już enty raz zmieniam jak ma wyglądać Megan, lol. Ale chyba taka zostanie. 
Dostałam nową kamerkę ( tańczy jak Alfie) i gitara nastrojona  Moge sobie ją teraz rozstrajać i nastrajać, kiedy będę sobie mogła. Nastrój nadal beznadziejny, nawet nie pytajcie. Nie chce mi się żyć. I jestem głodna, dżemuś się skończył, taka kicha, że szkoda gadać.
Ale...
Brad podał dalej mojego twitta a dzień wcześniej odpowiedział na 4 moje pytania. Zgon, cztery punkty z mojego życiowego planu spełniły się:
1. Zacznie mnie obserwować na twitterze.

2. Odpisze na mojego twitta.
3. Poda dalej mojego twitta.
4. Polubi mojego twitta.
5. Zagra koncert w Polsce.
Chce sobie być takim kotem,
leżeć sobie i wszystkich mieć gdzieś
6. Zwiążemy się węzłem małżeńskim.
Wierze że mi się uda, nie ma co! Oglądałam własnie na esce "Touch". Genialny serial, beczałam ze kilka razy, nie mogę doczekać się kolejnej cześć  Wciąga że ja nie mogę, szczególnie ten wątek ze zmarłą dziewczynką. Oglądnijcie, polecam.
Wybaczcie mi te długie przerwy w postach, szkoła, beznadzieja, szukam nowego szablonu, albo sama go zrobię, do póki nie będzie bloga, który wykona moje zlecenie.
Pisze wypracowanie z niemca. Lol, kiepsko mi idzie nawet z tłumaczem. Kto normalny zadaje opisanie gitary na 70 słów. Znaczy, ja sobie wybrałam gitarę, mogłam opisywać kamyk, byłby przynajmniej zalew.
Mamy nowego księdza : Piotra Stanisława Michała Anioła ( nie pytajcie jak z niego wyciągnęliśmy aż 3 imona). Lol. Ostatnio na lekcji mówił o Krzyżu Anhk ( możecie wyobrazić sobie mój zaciesz? ) jako najpierw że to był symbol w starożytnym Egipcie ( piszczałam w duchu) a potem że to znak satanistyczny. Patrzymy następnego dnia, a nasza wychowawczyni ma taki naszyjnik. Mam w planie powiedzieć o tym księdzu i zachęcić go na odprawieniu egzorcyzmu. Poważnie tak zrobię. Ksiądz mnie nawet lubi ( ze względu na siostrę, bo ja i ona jesteśmy zajebiste).
Lubie być wredna dla chłopaków, szczególnie dla lalusiów. A mam ku temu powód. Wczoraj założono stronę " Tu imię fan page" Lol. Zmienili na "Matko Boska" ale i tak będę wredna. Nie lubię tego lizusa, on jest facetem a myśli o butach i zajmujące się swoimi włosami. I to nie w taki stylowy sposób, jaki robi to Dżeruś, tylko taki bleee. 
Koleżanka ami napisała, żebym sobie odpuściła. Za żadne skarby. Napieprza się ze mnie przy każdej okazji, więc czemu ja mam być dla niego miła? Bo co? Jest popularny, nauczyciele grożą mu pytaniem i odpuszczają i robi co mu się podoba. Odzywa się tylko, jak chce żebym mu dała coś odpisać. Więc ja mu odpowiadam nie po chrześcijańsku.  Nienawidzę go od 1 klasy, lubię panią od historii, ostatnio na niego nakrzyczała. I pani od geografii też ♥ A tak na marginesie całej klasy nienawidzę.
Pieprze wszystko, jadę do Whitehaven, do widzenia.

Joylitte
xxx

4 komentarze:

  1. Też nienawidzę moją klasę :D Oddaj w testamencie trochę talentu! *-* "Czekam na next'a <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Zostaw włosy Jerome'a Megan! Zostaw!
    Megan jest teraz jeszcze bardziej śliczna <3 Ja pięćdziesiąt razy zmieniałam postać do Grace, aż w końcu natknęłam się na Chloe Moretz i uznałam, że są dla siebie stworzone!
    Po co płakać za Joy? Było minęło, nara z nią!
    Jestem okrutna.
    Pięknie piszolisz, z rozdziału na rozdział coraz bardziej mnie zachwycasz. Chyba się uzależniłam. Na odwyk.
    Ja z moją klasą miałam mnóstwo problemów, dlatego po 763793648912649126 godzinach łez, bólu i cierpienia, mama dla świętego spokoju postanowiła przenieść mnie do mojej starej klasy. Muszę wcześnie wstawać, ale to co. Towarzystwo najważniejsze ^ ^
    Mam nadzieję, że jakoś sobie poradzisz z wszystkimi niedorobami bożymi. W przeciwnym razie, dawaj namiary to sama przyjdę powystrzelać wszystkich, którzy krzywdzą moją idolkę <3
    KC KC bardzo! <3
    Kocieek! Ja chce być pandą. Nie mam innych celów w życiu.
    Być może Eugene dowie się o moim istnieniu. Kiedyś. Długo kiedyś... Spotkamy się w niebie?
    Tylko Dżeruś umie nosić tak piękną grzywę.
    Dżeruuuuuuś!
    Szauma jest wszędzie.
    Trzymaj się ciepło, mocno w Ciebie wierzę <3
    Twoja fanka c:

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapraszam na mojego nowego bloga: "In a two worlds at the some time"
    http://in-a-two-worlds.blogspot.com/
    Liczę, że Ci się spodoba i że dołączysz do obserwatorów.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy