czwartek, 12 września 2013

032. Rozdział trzydziesty drugi

Radosny pisk obudził dziewczynę, która z piaskiem w oczach, wtuliła twarz w poduszkę, rozkoszując się odpoczynkiem. Pierwszy raz od bardzo dawana, nie śniła jednego snu, nie patrzyła swoimi oczyma na obrazy w jej głowie. Chciała tylko jednego - zasnąć i obudzić się za dwa dni. Tak, by się pożądanie wyspać.
Zwykłe, poranne hałasy zaczęły docierać do jej uszów, ale ona chciała ich nie słyszeć. Otwieranie szafek, muzyka (to była sprawka Patricii, która miała dość euforii Amber), odgłosy stóp na miękkim dywanie. Ktoś trącił ją w ramię, wymawiając jej imię. Zamruczała, żeby dać znać, że nie śpi i dali jej spokój. W końcu sama nie wiedząc, co robi, odgarnęła pierzynę ze swojego ciała, wsunęła stopy do pantofli i wyszła chodem zombie ( przynajmniej jej się tak wydawało) do łazienki.

Z perspektywy Rose
Zawiązałam krawat, który kontrastował   moją jasną cera i białą koszulą, na którą narzuciłam marynarkę. Nieźle. Podkreśliłam też oczy, żeby wydały się większe. Przynajmniej taka była rada Amber. No bo widzicie, nasza słodka Ambs ma dzisiaj urodzinki. Jej! Wszyscy się cieszymy, będzie impreza z Picolo i takie tam. Anie, chyba Picolo nie będzie. Amber ma trochę tam mózgu, bo widziała, jak Alfie i Eddie podniecali się oranżadą. Witamy w domu Anubisa. Siedemnastolatki jarają się ciastami, a stary dozorca gada z wypchanym krukiem.Ale są dobre strony tego przyjęcia. Megan pożarła sie z Fabianem o jakiś absurd, więc on nie ma nic do roboty, bo raczej z Loganem nie pogada sobie o wykopaliskach w Egipcie, więc siedzi i czyta. A ta impreza będzie idealnym pretekstem, żeby go rozruszać. No, przynajmniej taki jest plan. Colin ma trzymać z dala naszą słodką Megan, gdy ja będę dobrze się bawiła. A potem coś tam powiem Amber o Colinie, żeby dotrzymać obietnicy. Widzicie, nie jest bez uczuć! Tak będzie uczciwie. Chociaż wątpię, żeby ona się nim zainteresowała. To przecież Amber. Chłopak musiałby zmienić totalnie swój styl, żeby zwróciła na niego uwagę.
Westchnęłam i skierowałam sie do wyjścia. Nienawidzę jedzenia na zamianę. Gdyby niektórzy się wynieśli, było by okej. Ja marzyłam o tej szkole i o tym, ze zamieszkam w tym domu od przeszło sześciu lat. I co? Nawet nie mogę zjeść śniadania ze swoimi przyjaciółmi, bo jedzą na tej drugiej zmianie. Victor mógłby sprzedać wypchaną wronę... a przepraszam, kruka i w końcu kupić jakiś większy stół.
Usiadałam na swoim zwykłym miejscu, obok nadpobudliwej Willow i Colina, pogrążonego jak zwykle w swoich myślach. Nasypałam sobie płatków i nalazłam mleka, starając się nie patrzyć, jak Alfie próbuje nieustannie rozśmieszać swoją dziewczynę. Podobno jak chodził z Amber miał jakieś tam poczucie godności, ale jak na niego patrzę, to raczej w to nie mogę uwierzyć. Nie to, że go nie lubię. Potrafi być zabawny, ale przeważnie jest wkurzający. Pewnie sam nawet o tym nie wie. Biedaczek. Jeszcze tego brakuję, żeby zaczął nazywać zwykłe rzeczy imionami. Ot tak, dla zabawy. Ale dopóki Ambs jest w tym domu, raczej się do tego
za bardzo nie pali.
-Zrobiłaby sobie grzywkę... - zaczęłam niezbyt pewnie, bo w sprawach urody zwykle dyskutowałam z Joy. Na samą myśl o niej,  zebrało mi się na płacz. Tak bardzo mi jej brakowało. Jerome utkwił we mnie ten wzrok.
-Po co? - spytał z nutką rozdrażnienia, a ja chyba wiedziałam, co będzie dalej - Tylko ja ma tak zajebiste włoski, żeby móc o nich rozmawiać.
Zgadłam.
Mara posłała Jeromowi te wymowne spojrzenie, gdy na śniadaniu zaczynał, jaki to jest piękny. Nie żebym go wyśmiewała. Clarke jest niezły, ale nie w moim stylu. Wole Fabiana.
-Tak, żeby coś odświeżyć coś w swoim stylu - wzruszyłam ramionami - Czasami zmiany są potrzebne.
-Ale tylko moje włosy...
-Jerome!
Jerome posłał Marze niewinne spojrzenie, a ja mogłabym przyrzec, że ta się lekko zarumieniła. Jaffray odwróciła ponownie wzrok na swojego niedojedzonego tosta.
-Wasze teksty brzmią jak z "Szansy na sukces" - mruknął Colin, a potem ugryzł kawałek jabłka.
-Ty grałeś w szansie na sukces? - podnieciła się Willow i prawie walnęła mnie w głowę z nadmiaru emocji - Nie ogarniam fabuły! Gdzie tam jest mowa o jednorożcach?
-Oglądasz to? - spytałam, lekko rozbawiona.
-No własnie nie. - odpowiedziała z żalem -  Nie było tam jednorożców.
-Okrutne... - powiedziałam szeptem, czując że zbiera mi się na śmiech.
-No wiem - Willow pociągnęła nosem - Choć Alfie, będziemy zbierać grzyby.
Po czym wstała i zabijając się o własne nogi ruszyła w podskokach do drzwi. Amfie wpychając sobie do buzi tuzin kanapek, wybiegł za nią. Rozejrzałam się po reszcie. Ich miny były lekko rozbawione i zażenowane. Twarz Colina była bez zmian. Koleś nie ma uczuć. Krępującą cisze przerwał Jerome:
-A ja i tak uważam, ze mam włosy lepsze od całej reszty tych aktorów. I jestem przystojniejszy.


Z perspektywy Mary
Jak się jest scenarzystką, to trzeba być na każdej próbie, o każdej porze i zawsze być przed czasem. Ma to swoje plusy i minusy. Plusem może być na przykład to, że spędzam przeważającą cześć swojego wolnego czasu z Jeromem. Czasem z Fabianem i Allison, bo musimy dopracować scenariusz, bo Amber coś nie pasuje. A dzisiaj jest chyba jeden z tych dni, w którym wszystkim się nic nie chce. Piątek. A wieczorem impreza Amber. Ale ja nie jestem z tych osób, żeby z czegoś rezygnować. Więc zabrałam ze sobą jedną osobę i razem z nią przenosiłam kostiumy zza kulisy. Mogłam wybrać każdego: Megan, Patricię, Logana czy nawet Alfiego! Ale ze znanych sobie powodów, zaciągnęłam tam Jeroma. A on sie jakoś nie upierał. Nawet chętnie ze mną poszedł. Pewnie dlatego, że miał dość już spełniać rozkazów Amber, bo 'to jej urodziny'. Ale ja sobie tam wolę to tłumaczyć, że chciał trochę czasu ze mną spędzić. Więc nie odbierajcie mi tej przyjemności.
Ostatnio zauważyłam, że chyba już dochodzi do siebie. Zaczyna żartować, więcej czasu poświęca swoim cudnym włoskom, przez co ja muszę się powstrzymywać by nie przejechać palcami po tej pięknej grzyweczce. Ale co najważniejsze, coraz częściej sie uśmiecha. A to działa jak ciepły okład na moje zbolałe serce. Cieszę się, ze może być choć w połowie szczęśliwy. Megan poradziła mi, żebym mu powiedziała, ale nie tak prosto z mostu. Tak subtelnie. Gdyby to było takie proste. Podobno to prawda, że człowieka nie można zmusić do miłości, ale jeżeli wystarczająco długo się mu ją okazuje to przyjdzie moment, w którym sam się zmusi. Ale ja nie chce go zmuszać. Ciekawe czy on to też czuję. Jak mnie przypadkowo dotknie, czy czuje ten dreszcz, który przebiega przez moje ciało, te iskierki w moich oczach, gdy nazywa mnie po imieniu.
-A to gdzie? - spytał, pokazując mi tekturowe pudło z perukami i odrywając mnie od swoich myśli
-Połóż w tym kącie - powiedziałam, udając że bardzo się interesuję jakimiś beznadziejnymi świecidełkami.
Po jakiś dwóch minutach znowu się odezwał:
-Maro, możemy porozmawiać? - odwróciłam się, by spojrzeć na niego. Siedział na jednym z miękkich foteli, które przyniesiono tu dla Amer. Na nogach, które w każdej chwili mogą się pod mną ugiąć, podeszłam do niego i spostrzegłam na jego ustach smutny uśmiech. Coś zakuło mnie w sercu. Skapnęłam się, że gapię się na jego usta, więc szybko przeniosłam wzrok na jego piękne oczy.
-Coś sie stało? - spytałam, szczerze zmartwiona.
-Nie, tylko chciałbym porozmawiać o nas...
O Boże! Wy tez czujecie, jak wali mi serce? Opanuj się, opanuj...
-O nas? - spytałam, ukrywając uczucia które się we mnie gotowały.
-Taak. Bo widzisz, Maro, wcale nie musi tak być. Wcale nie musimy zachowywać się z dystansem...
Powie to!
-... wale nie musimy pamiętać, to co było w tamtym roku...
On to powie, a ja mu wyznam, że go kocham.
-...wymarzmy to. Bądźmy przyjaciółmi tak jak przedtem. Najlepszymi, jak brat i siostra. Dobrze?
Czułam, że coś we mnie pękło i pozostał tylko gorzki smak zawodu. Przyjaciółmi... To słowo brzęczało w mojej głowie, jak nieznośny owad. Jak ty możesz być tak ślepy, Jerome! Nie widzisz, że mi na tobie zależny? Nie widzisz, ty wstrętny egoisto, że cię kocham! Powiem mu to w twarz.
-Dobrze. Myślę, że na dzisiaj to już koniec z tym sprzątaniem.
Wstałam, czując że zbiera mi się na płacz. Jestem taka słaba. Głupia. Beznadziejna. Tak wiele chciałabym mu powiedzieć. O tym, że o tym, że codziennie zasypiam tuląc się do zimnej poduszki i wyobrażając sobie, że tulę się do niego. Dlaczego mnie na to nie stać?
Chwyciłam torbę i wybiegłam ze szkoły. Biegłam i biegłam, aż nie wpadłam do holu wypełnionego słodkim zapachem, ale nie zatrzymałam się. Biegłam dalej, aż na górę, do pokoju Megan. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam ją. Siedziała, czytając grubą książkę oprawioną w bibułę. Spojrzała na mnie i od razu wiedziała, że coś się mi stało. I wtedy wybuchnęłam. Zaczęłam płakać i zesunęłam się na środek pokoju, nogi odmówiły mi posłuszeństwa, czując, ze muszę to zrobić. Dawno nie połkałam. Nawet gdy Joy umarła. Wtedy byłam w szoku, ale nie płakałam. Ani łezki. A teraz one lały się ze mnie, z moich czekoladowych oczów, które podobno tak On kochał. Czemu?
Megan uklękła przy mnie i przytuliła. Poczułam słodki zapach jabłek i domowych ciasteczek. Dobrze, że ją mam. Zaczęła delikatnie kołysać mną i sobą, szepcząc ciii, a ja płakałam i płakałam w jej pachnące, długie włosy, nie czując ukojenia. To ze mnie nie wyjdzie.
-P-p-przyjac-c-iółmi... O-on ch-chce żebyśmy b-byli przyjaciółmi!
A potem znowu płakałam a ona znowu mnie objęła, jeszcze mocniej i troskliwiej. A tylko Jerome mnie tak obejmował. Z taką miłością. Siedziałyśmy tak kilka dobrych minut, zanim się trochę uspokoiłam i ona odsunęła się od mnie i spojrzała w oczy. Miała zwykłe, brązowe oczy.
-Hej - zaczęła ze smutnym uśmiechem i pocieszającym tonem - W końcu zrozumie! A wtedy zaręczycie się i będziecie mieli córeczkę! Zobaczysz.
Zaśmiałam sie cicho. Wątpię, żeby to się stało. Czasami wystarczy jed­no słowo by uśmiech zgasł, jed­no podanie ręki by wskrzesić nadzieję i jed­no spojrzenie by zrozumieć wszystko. A ja oddałabym życie za niego, chociaż on mnie już pewnie nawet nie kochał.




Dam wam chwilę na dramatyczne podsumowanie. Już, okey. No to lecimy. 
Dżizus, jak ja nie potrafię pisać. Wchodzę na wszystkie blogi i wszystkie bloggerki umieją pisać tak ze mi szczena opada, a ja co? Umiera, ktoś płaczę, jakaś przewidywalna zagadka  potem znowu ktoś umiera, nudy, potem płacz i ktoś znowu umrze. Nie było mnie piętnaście dni. No ale nic nie robienie się samo nie zrobi. 
Macie jakąś zrąbana scenę z Jarą, choć Jarą tego nie można nazwać, bo Jara jest rozwalona, moje
opowiadanie do dupy ( powiedzmy to sobie w prost) (ps. do dupy to metafora)(ps2. stwierdziłam tak z przyjaciółką) Sorry, ja po chrześcijańsku nie przeklinam, zwątpiłam w ludzkość. To przez jeory i mabian. A mówią  że ludzie się zmieniają. No ale takie jest życie. Dowiedziałam się, że mój kierowca autobusa-gimbusa ma Pan Miecio na imię i teraz się jaram, bo Pan Miecio jedzie. Oh yeah, jestem taka światowa. Jakieś kilka razy małe dzieci mnie prawie zabiły, ale się odratowałam i stwierdzenie, ze szkoła jest fajna jakoś zostało przez mnie obalone. Na każdej lekcji chce mi się rzygać. Siostra mówi, że jestem w ciąży z Bradem Kavanagh, a ja ja gorliwie popieram. Przyjmuje propozycje iminom dla dziewczynki! Dla chłopca już mam, hi hi ♥
Ale ze mnie debilka, żałujcie, że mnie znacie.
Faza na malowanie paznokci lakierami uważam za rozpoczęta  Co z tego, ze nie umiem malować paznokci. Czuję powołanie, żeby to robić. Sorry, jak w tekście są błędy, coś zepsuło i nie pisze, gdzie są błędy a gdzie ich nie ma. No wiecie, takie czerwone glizdy pod słowami. Glizdy, aka ja szalenie zabawna jestem, czujecie ten sarkazm?
Co by tu jeszcze dorzucić  A! Nienawidzę swojej klasy. Wiecie, jestem suką za każdym razem, bo nie pożyczam podręcznika. I nie wahają mi się tego powiedzieć w twarz. Brad im przypieprzy gitarą, taki jest przynajmniej plan ( *le wyznanie z serii trudne sprawy Tyski, które i tak was gówno obchodzą i po co ja to w ogóle pisze, jak to moje życie i was to nie interesuje a własne problemy macie a jak ja mam swoje to się zgłosić mam do psychologa, bo was to nie obchodzi). Ale wyżyłam się, c'nie?
Dobra, ja muszę kończyć, włoski się same nie umyją, kupiłam se schaumę, trzeba se włoski 'la Eudżenek zrobić, jutro EdB, muszę wyglądać jak nie ja, bo siedziałam koło dyrektora i klęłam ile wlezie a potem się skapłam, że on to widział i słyszał.
P.S. Naprawiłam, są już te czerwone glizdki, ha ha ha ♥ Ja informatyk, dawać mi dyplom!
P.S.2 Ewelina ( moja sis) stwierdziła, że niedługo Wigilia i będzie się uczyła grać " Przybieżeli do Betlejem"
P.S.3 Stich jest taki słodki. Chce być Stichem.
P.S.4. Brad i Eugene są tacy sexy ♥.♥
P.S.5 Dzisiaj chłopaki z mojej klasy wołali Brad Kavanagh. Kto mi powie, o co im chodziło?
P.S.6 Dziękuję za 8093 wyświetleń i 20 obserwatorów! Nie zasługuję na to! Jesteście tacy kochani!
P.S.7 Brad mi podkrada schaume! Musze iść :c



Bey
Joylitte
xoxo

8 komentarzy:

  1. Jeruś mistrzu flirtu. Ja mam tam przyjść?!
    Zaraz dołączam się do Marusi i poturlam się z nią na podłodze. Deprecha na sto pro.
    Pięknie piszesz! Jesteś bardzo bardzo bardzo bardzo bardzo bardzo zdolna! I pan Miecio też.
    Autobusy. Pff. Ludzie to zwierzęta. Rzucają się na na autobus jak Dżeruś na szampon (ja wsiadam pierwsza do pustego busiku frajerzy).
    Byłam zmuszona zmienić klasą gdyż, iż, ponieważ nasze relacje były (tu powtórzę)bardzo bardzo bardzo bardzo bardzo bardzo skomplikowane. Negatywne.
    Więc se wyszłam, tak? Tak.
    Jeruś, wstyd. Nie umiesz podrywać kochasiu.
    HALEUJAAAHHH!
    HALLEUUUJAAAHH!
    Shreck forever ^ ^
    Wszystkie piosenki kojarzą się ze Shrekiem. Bo z tego się nie wyrasta c:
    Uhu jutro WDŻ znowu beka jak rzeka z tematów miłości (wrzucasz smutne posty na fejsa,tniesz się "bo to fajne" zaczynasz słuchać bieberów, direkszów - ja tam nic do nich nie mam, taka opinia ludzkości czyt, mojej pozytywnie ograniczonej klasy), przyjaźni (kłótnie o większe cycki - kobiety są dziwnymi istotami) i plaga ciąż w gimnazjach.
    WDŻ bez przerwy nas zaskakuję.
    JARA JARA JARA <3
    Ja chyba do końca życia pozostanę uzależniona...
    wgl jem se dżemik ^ ^
    Pięknie piszesz, nie bluźnij synu.
    Ja też chcę tak piszolić. Zazdro wielkie tak foch :c
    Jedzmy dżemy.
    Idę myć włosy (tak ja też). Wanilia :3
    szauuumaaa!

    OdpowiedzUsuń
  2. Weź się walnij w głowę, jeszcze raz, i jeszcze i jeszcze tak z 12217612357852373518254187... Już Ci wypadło z głowy że źle piszesz i opowiadanie nie jest ciekawe? Jak nie to jeszcze popraw tak z 863587420583560268798099436535276564365949871234567890546993! Ok, teraz powinno być ok ;)
    Rozdział cudny ♥
    Kocham te twoje notki ;D
    Pataxxon

    OdpowiedzUsuń
  3. Oh :( Biedna Mara. A miała taką głupią nadzieję.
    Nie powiem Ci, że rozdział świetny, bo to przecież oczywiste!
    Dobra nie mogę pisać bo zmierzch oglądam. Nie wiem co mnie trafiło xd.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapraszam na nowy [15] Odcinek pt "Prawda czy kłamstwo?"
    http://fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com/2013/09/stracone-marzenia-odcinek-15-prawda-czy.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Weszłam na tego bloga i przypomniał mi się pierwszy rozdział jaki tu przeczytałam. Grafikę i tło. Doszłam do wniosku, że trochu się pozmieniało w stylu pisania na plus oczywiście. Choć nadal pięknie wszystko opisujesz i oddajesz emocje bohaterów, co jest Twoim największym atutem. Eh tak mi się na wspomnienia wzięło ;p.
    A co do rozdziału. Nie wiem, co mam napisać. Nie widzę błędów do wytknięcia. Jak zwykle czytając Twoje opowiadanie odleciałam do świata bohaterów. Choć rozdział był trochu krótszy niż ostatnie. Wstydziłabyś się odbierać mi przyjemność z degustowania się dłuższym rozdziałam ;p.
    Ja po prostu nie wieże jak Ty możesz narzekać na swoje rozdziały. To jedne z moich ulubionych blogów, który wręcz ubóstwiam! ,,Pi­sarz jest to człowiek, któremu ­pisanie przychodzi trud­niej niż wszys­tkim in­nym ludziom." - taki cytat na pociesznie skoro uważasz, że ciężko Ci idzie ^^.
    A teraz tak trochę z innej beczki. Joy zmarła i inni też. Jakoś tak dziwnie spokojnie. Ktoś tam popłakał i powrzeszczał, ale to tyle. Mi się wydaje, że śmierć jest dojść ciężkim tematem, który idzie za autorem do kolejnych rozdziałów. Jakoś tak dziwnie, że jeden rozdział rozpaczy, a później wszystko spoko. Umarła, to trudno, ale mniejsza z tym ;p. Tak się tylko podzieliłam swoim przemyśleniem nudnawymi ;).
    A i jeszcze Jerome ^^. Te jego włosy są już legendą. Choć Mary mi szkoda.
    Stich <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapraszam na mojego nowego bloga: "In a two worlds at the some time"
    http://in-a-two-worlds.blogspot.com/
    Liczę, że Ci się spodoba i że dołączysz do obserwatorów.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy