niedziela, 25 sierpnia 2013

030. Rozdział trzydziesty

-To nie wyjdzie - Colin spojrzał z powątpiewaniem na Jeroma - Mówię ci, to nie wyjdzie.
-Och, zamknij się Rowe. Gdybyś raz w życiu był optymistą, nic by ci się złego nie stało - warknął Logan.
-Kto to mówi... - mruknął chłopak.
Siedzieli przy stole w salonie. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby stół nie był po brzegi zapełniony kanapkami, owocami, ciastkami, czekoladowymi tortami, wczorajszą pizzą ( Rose nie kryła "fuu!" jak to zobaczyła) , naleśnikami, spaghetti, goframi z bitą śmietana, warzywami  i różnymi innymi produktami. Alfie i Logan, którzy siedzieli po przeciwnych stronach, mieli na sobie białe śliniaki. Jerome masował kark Alfiego, mruczał mu coś do ucha i zagrzewał do walki. Colin, który był 'asystentem' Logana, jakoś się do tego nie palił. Co więcej, patrzył z niepokojem, jak Willow ustawia kamerę, tak by cała scena była dobrej jakości i każdy najmniejszy szczegół było widać. Według niej, każdy pomysł, na który wpadł jej chłopak, zasługuje na poparcie i realizacje. Do tego wszystkiego dodała, że umieści tą scenę w swoim filmie. A Colin miał wrażenie, jakby trafił na dziwne przyjęcie do Szalonego Kapelusznika. Brakowało tylko Alicji.
Prawie wszyscy z Anubisa zgromadzili się, by podziwiać te starcie. Większość z nich kibicowała Alfiemu, czemu trudno sie dziwić. Wczoraj dał wspaniały pokaz jedzenia kilku centymetrowej kanapki. Nawet Colin musiał przyznać, ze to było imponujące.
Do salonu wkroczyła Megan z książką, która stała się jej nieodłączną częścią wizerunku. Stanęła w drzwiach, spojrzała na stół, potem na kamerę, Alfiego i Logana, a jej wzrok zatrzymał się na Jeromie. Odwróciła się na pięcie i już chciała wyjść, gdy Clarke poszedł do niej i odwrócił tak, by mógł patrzeć jej w oczy. Colin patrzył, jak się do niej uśmiecha, a ona zrobiła przerażone oczy.
-Meggy, Meggy nasza kochana Meggy! - powiedział tarmosząc jej włosy.
-Spadaj Jerry, nie mam zamiaru uczestniczyć w waszym chorym pomyśle. To nie miało być jutro?
-Nie, nie miało - powiedział nadal tarmosząc jej włosy - Meggy, nie chcesz być przypadkiem naszym sędziom?
-Ha ha ha ha, nie!- warknęła - Weź sobie Marę. Albo wiesz co? Amber! Ona lubi być ważna. Na pewno się zgodzi.
To mówiąc wyrwała się i popędziła na górę. Colin czuł, ze robi mu sie gorąco. Amber? "Weź Marę" - krzyczał w myślach- "Błagam weź Marę!".
Clarke westchnął, po czym spojrzał na stół i oznajmił.
-Idę po Amber.
-Nie! - Logan spojrzał na Colina, któremu wyrwał sie jęk - Niech Rowe pójdzie po Millington. I tak nic nie robi.
Czując na sobie wzrok wszystkich zgromadzonych, Colin zawlókł się do pokoju blondynki. Tam spotkała go niespodzianka - Amber siedziała i pisała. Miał dziwne wrażenie, że to nie zadanie domowe. Zapukał w drzwi i mruknął niepewnie:
-Umm, Amber?
Blondynka uśmiechnęła się, a on poczuł, że jego żołądek robi się ciężki.
-Och, cześć! Właśnie kończę, choć tu! Pomożesz mi!
Podszedł do niej na miękkich nogach a ona wrzuciła mu w dłonie plik kartek. Spojrzał na nią zdziwiony,a potem przypomniał sobie, czemu tu właściwie jest.
-Amber, chłopaki robią konkurs i chcą żebyś... umm.... była sędzią czy coś w tym rodzaju.
-Och, wspaniale! To moje powołanie. Dobra idziemy.
I z gracją przeszła przez pokój, a Colin poczłapał na nią. Gdy byli w holu, wzięła kilka kartek, które trzymał i weszła do salonu.
-Słuchajcie! Jak dobrze wiecie w piątek są moje urodziny. Robię imprezę. I zrobiłam tez listę prezentów, które chciałabym dostać. Dla każdego z was oddzielna lista. To jest wydarzenie roku, wszystko musi być perfekcyjne i...
Logan chrząkną i Amber spojrzała na niego zdziwiona.
-Millington, możesz mi oddać mojego murzyna?
Między brwiami blondynki pojawiła się mała zmarszczka.
-Chyba zatrudnię sobie Colina. Naprawdę robi to...
-Ty masz Willow - żachnął Soren - To jest twój murzyn. Teraz choć tu sędziuj, umieram z głodu.
Colin poczłapał za dziewczyną i stanął za Loganem, czując, jak na jego policzki spływa rumieniec. Spojrzał na sofę, gdzie siedziała Rose. Przedtem wszystkich ignorowała, czytając czasopismo, teraz czujnie mu sie przyglądała, a na jej ustach błąkał się niewinny uśmiech. Szepnął do niej bezgłośnie 'Co?' ale ona tylko pokręciła głową i wróciła do czytania, cała rozpromieniona. Colin poczuł, że robi mu się bardziej gorąco niż przedtem. Wiedziała. Rose Riddle wiedziała.


Alfie wepchnął sobie pół kawałka tortu do buzi. Eddie śmiał się i zerkał co chwilę na Amber, która zrobiła się nieco zielona na twarzy. Patricia stanęła obok niego z założonymi ręki z mieszanina poirytowania i rozbawienia. Niby od niechcenia rzuciła mu przelotną uwagę:
-Mi to nawet kanapki nie zrobisz.
Miller uśmiechnął sie i przyciągną do siebie. Pocałował ją w czubek głowy i szepnął:
-Może ci zrobić super popisową kanapę ze spaghetti. Co ty na to Gaduło?
Patricia prychnęła i podeszła do Willow, by sprawdzić, jak idzie jej kręcenie. Eddie dalej obserwował z podziwem, jak chłopaki wpychają sobie teraz babeczki do ust. Obok niego stanęła Megan, która dotąd nie miała ochoty na branie w tym udziału. Dzielnie patrzyła na to wszystko, a Eddie zaczął sie zastanawiać, kiedy w końcu pęknie. Po jakich pięciu minutach, wydusiła z siebie to, po co tu stała:
-Eddie, możemy pogadać?
Chłopak spojrzał z żalem na stół, potem znów na brunetkę, dając jej do zrozumienia, że chciałby zostać do końcem. Ta jednak pokręciła głową i wyszła z salonu. Eddie, rad nie rad wyszedł za nią. Nie zatrzymała się w holu, tylko ku zdziwieniu chłopaka, poszła do jego pokoju.
Eddie siedział bawiąc się czarna piłeczką, odbijając ją od ściany. Megan mięła swoją spódnice w kwiaty, siedząc na łóżku Fabiana. Eddie podejrzewał, że chce pogadać o Rutterze. Coś w stylu ' Tęsknię za nim' lub 'Jak go przeprosić'. Był więc głęboko zdziwiony, gdy oznajmiła:
-Chce pogadać o tym twoim śnie. Widziałeś tam kogoś jeszcze, prócz Patt i Alfiego?
Eddie usiadł na podłodze. Nadal nie czuł sie na sile o tym gadać. Wiedział jednak, że gdyby nie miało to znaczenia, Grant by o to nie pytała.
-Taa, chyba było tam więcej osób. Znaczy ja się nie rozglądałem. Raczej nie miałem ochoty, wiesz?
Dziewczyna zacisnęła usta.
-Czyli że kolejny może być następny. To nie musi być Patricia?
-Chyba tak -Eddie wzruszył ramionami.
-Potrzebuję twojej pomocy. Ale musisz przyrzec, że mi pomożesz. że się nie wycofasz.
Chłopak kiwną głową.
-Dobra.
-Pogadałam sobie z Selene. Powiedziała mi o niejakim zaklęciu Signantes. Dzień przed pełnia księżyca, o północy, z czterech stron domu, trzeba wykopać bryłę ziemi. Później, gdy zajedzie słońce, musimy wejść w te podziemia, z położyć je odpowiednio , czyli zachodnia bryłka w zachodniej części i tak dalej. Potem o północy - tutaj kaszlnęła - trzeba złożyć ofiarę w postaci kawałka duszy.
-Żartujesz? I co to da?
-Ochronę. To coś, co się stało Willow i Alfiemu, nie powinno się już zdarzyć.
Potem zamilkła i wpatrywała się w kalendarz. Eddie spytał cicho:
-Kiedy jest pełnia?
-Według kalendarza w ten piątek...
-Czyli że jutro już musimy to robić?
-No.
-Będzie problem. W piątek jest impreza urodzinowa Amber. Dziwnie to będzie wyglądało, jak oboje znikniemy.
Megan zaczęła wykręcać swoje palce.
-No to nie wiem - powiedziała powoli - Powiesz, ze musisz spotkać ze siostrą, ja że mi jest niedobrze i jakoś się wymkniemy. Tylko jak wejdziemy do piwnicy. Trzeba znać kod.
-Nie trzeba. W kuchni jest tajemne przejście, o którym Victor nie wie.
Megan uśmiechnęła się.
-Takie jak w filmach?
-Tak, takie jak w filmach.
Zachichotała i w tym momencie Logan wpadł do pokoju, a za nim Fabian. na widok brunetki jego uśmiech nieco zbladł. Megan wstała i wyszła.
-Alfie puścił pawia - zawołał uradowany Soren - Wygrałem.
Eddie spojrzał na niego i włożył czarne słuchawki do uszów, by zatopić sie w muzyce, która jako jedyna dawała mu ukojenie.


Colin szedł powoli do wyjścia, zielony na twarzy. Czegoś tak obrzydliwego jeszcze nie widział. Teraz pragnął się przejść, by odetchnąć świeżym powietrzem. Dotykał już klamki, gdy poczuł, ze ktoś chwyta go za ramię i wpycha do schowka na płaszcze. Chłopak poleciał na ścianę, potykając się o białe adidasy i trampki. Jęknął i otworzył oczy. Rose zamykała pomieszczenie na klucz. Spojrzał na nią zdziwiony, gdy stanęła koło niego, cała rozpromieniona.
-Kiedy cię trafiło? - spytała podnieconym szeptem.
-Co? Ja nie wiem...
-Och daj spokój! - fuknęła i uśmiechnęła się szeroko - Widziałam to w salonie. Tak jak na nią patrzysz. Może inni nie widzieli, ale ja tak.
Zatkało go. Nie odezwał się, więc Rose chyba uznała, ze może paplać dalej.
-Dobra, to jak ją dla ciebie poderwiemy? Już wiem! Zaproponujesz jej wspólne wkuwanie tekstu, ona tak kocha aktorstwo. No i będziesz z nią gadać, później zaprosisz na kawę niby jako przyjaciele, potem na jakiś spacer. A na końcu byś ją pocałował przed całą szkołą, na tym przedstawieniu i...
-Stop! - przerwał jej chłopak, patrząc na nią podejrzliwie - Czemu mi chcesz pomóc?
-Mam dobre serduszko.
-Oh przestań! Widziałem jak dzisiaj podstawiłaś nogę jakiemuś chłopakowi, bo nie podobały ci się jego buty.
-Myślisz że jestem taka płytka?
-Tak.
Rose nie przestawała się uśmiechać. Colina to nie zaniepokoiło. Może schowała gdzieś tutaj nóż i chce go zadźgać. Po chwili powiedziała spokojnym tonem:
-Pomogę ci zdobyć Amber, a ty mi pomożesz zdobyć Fabiana.
Chłopakowi opadła szczęka. Riddle i Rutter? No, coś nowego. Wydukał z siebie tylko nędzne 'Co?'
-Och, słyszałeś - powiedziała zniecierpliwiona dziewczyna - Zawrzyjmy pakt. Pomożemy sobie nawzajem. Ty jesteś chłopakiem...
-Cóż za spostrzeżenie - mruknął.
-... a chłopaki sobie ufają. Chyba. A ja przekonam Amber, żeby dała ci szanse. To jak, umowa stoi, partnerze?
Wyciągnęła ku niemu rękę, a ten ją niepewnie uścisnął.




Ale was rozczarowałam. Nie wyszło mi, cały rozdział to głównie dialogi, nic nie poradzę, moja poetycka dusza ( jeżeli kiedyś ją miałam) sobie poszła na spacer. Chyba zgłoszę porwanie na policję. Pewnie wróci. Może.
Dla mnie to był dość ciężki tydzień. Nawet dla aktorów. Przyjaciółka jest w szpitalu, ma jakieś badania, bo jest po chorobie. Bardzo za nią tęsknie. Brad i Sam zerwali, co jest dla mnie wstrząsem  Uważałam ich za parę idealną. Nawet już sukienkę na ich ślub kupiłam! Lou spalił się dom. Biedna. Przez cały czas jest mi zimno. Buty które chciałam kupić, są za duże, a mniejszych rozmiarów nie ma. Niedługo szkoła. Co mnie martwi - wiele blogów kończy swoja działalność. 'Kocham HoA na wieki'. No raczej wątpię. Ah, akie mam problemy. No, papatki kochani. Sorry za zepsucie rozdziału. Siema! 


Joylitte 
xx

6 komentarzy:

  1. Wcale nie zepsułaś rozdziału! Całość jest genialna < 33 Mi zresztą, każde twoje rozdziały przypadają do gustu :>
    CZekam na kolejną część *.*

    OdpowiedzUsuń
  2. Też miałam jakiś taki ciężki tydzień.
    Szkoda, że Sam i Brad zerwali. Byli taką świetną parą :(
    No a w rozdziale nie ma za dużo dialogów. Jest okej.
    Rose i Fabian? Oooo.
    Ah, myślałam, że Alfie wygra.
    Eddie chce zrobić kanapkę z spagetti dla Patrici? Słodkie <33333
    Świetny rozdział ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Podoba mi się panno J :D
    A co z twoim gifem i zdjęciem do mojego bloga? W końcu będziesz nową postacią, prawda? ;D

    xoxo,
    Lost in dreams

    OdpowiedzUsuń
  4. Brad...
    rozstał się...
    Z Sam?
    Czy go coś pojebało?
    Mam nadzieję, że powodem tego nie była dwulicowość rodem z Jerusia. Wstyd.
    MIŁOŚĆ W SHOW BIZNESIE TO BUJDA! Tfu.
    Nie bluźnij bejbe, rozdział jest świetny, jak zwykle <3
    Rose chce poderwać Fabiana? Łooo, szykują się interesujące rozdziały ^ ^
    Noo i cały czas czekam na sprawę z zabójstwem Joy (wynajęłam dobrego adwokata, nic mi nie udowodnicie!).
    Aww no genialna jesteeś! Zazdro c'nie? D:
    Jeruś to zły człowiek, ale jest sexy. Cokolwiek by nie zrobił, zawsze będzie.
    Właśnie naszła mnie straszna wizja: co by było, gdyby Eudżenek albo Bradzio zgolili się na łysą pałę? Brr, ten obraz będzie mnie prześladować do końca.
    Nie róbcie tego! Życie jest zbyt piękne!
    No cóż, droga Joylitte jesteś mega mega mega mega zdolna <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie zepsułaś ;) Jest cudny, zresztą ja zwykle.
    Chciałabym coś jeszcze napisać, ale wena mnie kompletnie opuściła ;(
    Kocham ♥

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy