poniedziałek, 12 sierpnia 2013

028. Rozdział dwudziesty ósmy

Każdy się czegoś boi. Megan się bała pająków i innych robactw, Alfie małych pomieszczeń a Amber źle ułożonej fryzury. Jednak to nie jest prawdziwy strach. To był lęk. Nieuzasadniony lęk przed tym, co nas obrzydza, czego nie rozumiemy. Nie mamy na to wpływu.  Przez strach tracimy naj­lep­sze chwi­le w swoim życiu. Allison nie bała się małych drobnostek, ona bała się przyszłości. Bez przerwy o niej myślała. Lubiła też rozprawiać też o swojej przeszłości. O tym, jak została pół sierotą w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Zaw­sze uk­rywała łzy, nigdy nie było widać po niej strachu lecz każde­go wie­czo­ru tyl­ko smutek ją obejmował do snu. Uda­wać przecież można cza­sem przez całe życie.Udając stracisz siebie - przes­ta­niesz być prawdziwy.
Siedziała na łóżku Mary, przeglądają jedną z wielu notatek do gazetki szkolnej. Praca redaktorki naczelnej nie była ciężka. Polegała na czytaniu, poprawianiu i publikowaniu. Tak więc Allison przeglądała pracę Mary z zaciekawieniem. Dziewczyna miała niewątpliwie talent. Napisała artykuł o byciu sobą - o tym, że nie należy ukrywać uczuć. Allison westchnienia - gdyby to było takie proste.
Odłożyła na bok kartkę i rozejrzała się po pokoju. To był ładny pokój. Każda cześć należąca do dziewczyn wyrażała ich osobowość. Dziwaczne znaki wiszące nad łóżkiem Willow miały zapewne odstraszać złe duchy, rysunki Rose wisiały na jej tablicy, którą sama przypięła, a w części Mary były książki - dziewczyna kochała czytać. Allison wbiła wzrok w swoje buty. W domu Anubisa było cudownie. Każdy się rozumiał, a w Hathor? Jeden chłopak palił, inni nic nie robili, mieli podejście obojętne na wszystko. Tak, Allison za nimi nie przepadała.
Dostrzegła mały, plastikowy kwadracik, który wystawał spod łóżka Jaffray. Uklękła i wygrzebała swoimi długimi paznokciami przedmiot. Karta telefoniczna. Allison zawahała się - nie powinna. To pewnie należało do czyjeś z dziewczyn, pewnie któraś ją zgubiła i teraz szukała. Ale nic się nie stanie, jak rzuci okiem. Opadała z powrotem na poduszki, wyjęła swój telefon i włożyła kartę, uprzednio wyjmując swoją. Ekran zajaśniał. Parker weszła z opcję 'wiadomości przychodzące'. Serce podskoczyło jej do gardła. To karta Joy.
Pierwszy SMS: Przyjadę, już zaczynam się pakować. Wszystko u Sweeta załatwione. Powinnam być jutro rano. Zmienię na druga kartę.
Drugi SMS:  Przecież to nie jest problem. Pójdę do Sweeta i załatwię. Proszę, tato.
Trzeci SMS : Mogę do ciebie pojechać? Przyda mi się trochę odpoczynku od Jeroma. Pokłóciliśmy się. 
Allison podnosiła wzrok. Mara na tacy niosła herbatę dla nich dwóch. Gdy zobaczyła minę Parker, zamarła.
-Allison, stało sie coś? Jesteś blada.
-Ja... Ja - dziewczyna czuła, że w gardle jej zaschło. Popiła łyk naparu, którą podała jej Jaffray i podała jej telefon - Znalazłam kartę Joy.
Mara drżącymi palcami objęła telefon i przejrzała wiadomości. Po tym weszła w opcje 'przychodzące' i je też przeglądnęła. Potem podnosiła oczy na dziewczynę.
-Spójrz. Pierwszy esemes przechodzący: Mam kłopoty finansowe. Pisze z telefonu kolegi. Pisz na mój. Jest  z innego numeru. A potem jest z telefonu taty Joy. To nie jest normalne.
-Czyli, że... - Allison przełknęła ślinę - Ktoś ją wkręcił?
Mara pokiwała smutno głową, po czym cicho szepnęła:
-To nie był wypadek. To było zabójstwo.


Megan rzuciła na stół w jadalni swój zeszyt do algebry. Miała dość, że większość zadań, które nie zdarzyła zrobić na lekcji, musiała robić w domu. A na dodatek, rozwiązywała je źle. A ciągle szyderstwa ze strony Chloe wcale nie podnosiły ja na duchu. Do tego jej przyjaciółka odmówiła odrabiana za nią lekcji i podpowiadania na kartkówkach. Sama Grant nie popierała ściągania .Weźmy na przykład dzisiaj: znalazła ściągi Patt i zrobiła jej godzinny wykład o oszukiwaniu. Nie żeby Williamson to obchodziło. Nie wiele się nią przejmowała. Ale żeby najlepsza kumpela, z którą się znały od ponad dziesięciu lat odmówiła jej pomocy? To była lekka przeginka.
Fabian podniósł na nią wzrok i szybko zamknął laptop, zanim Megan zobaczyła, co właściwe robi. Ostatnio tylko siedział nosem w książce albo w necie. Zresztą, i tak nie robił nic innego. Było jednak coś w tym niepokojącego, co nie podobało się Grant.
-Dobra, zaczynamy lekcję. Nie chce dać Chloe satysfakcji ze szydzenia ze mnie.
Fabian westchnął i spojrzał jej w oczy.
-Megan, czy to w ogóle chcesz to rozumieć? - spytał.
-Oczywiście! Myślisz, że to fajne być najgorszą w klasie?
Tylko nie rycz idiotko. Każdy ma jakiś konik. Nie rycz.
Spojrzała na niego posępnie i opadła na oparcie. Chyba podziałało. Chwycił długopis i otworzył jej zeszyt. Odetchnęła ciężko i pochyliła się nad papierem. Na oślepiającej bielem karce pisał dzisiejsze zadanie domowe. Megan widziała niebieskie cyferki. I literki. A może to były ciastka. Fabian rysował ciastka? Nie, Fabian pisał równianie. Ale zjadła by ciastko. Takie z kremem. Mogła by jutro upiec ciastka. Otrząśnij się, Megan! Fabian zaczynał coś mówić.
-Najpierw metoda podstawiania. Wyliczasz z jednego równania X i podstawiasz do drugiego.
-Mhmm.
-Tutaj prościej jest wyliczyć X z drugiego, ale możesz też wyliczać Y, wtedy...
Fabian ma ładny głos, stwierdziła Megan. Taki usypiający. Mogła by się oprzeć o niego i zasnąć. Ciekawe czy Nina tak robiła? Chciała by poznać Ninę. Podobno była fajna. Znaczy jest fajna. Poczuła, że chce jej się spać. O Fabian doszedł do końca równania. Z takiego równania x to dwa. Serio? Ciekawe jak on to zrobił. Też by tak chciała. Teraz Fabian zamknął zeszyt i położył na nim długopis. Wziął laptop i powiedział:
-No to na jutro pięćdziesiąt równań.
-ŻE CO? Pięćdziesiąt?!
-No tak. Chcesz być lepsza. Minimum pięćdziesiąt. Możesz więcej.
-Dzięki. Nie pomożesz mi? Zawsze rozwiązywaliśmy trochę razem, a...
-Megan, mam własne sprawy.
I wyszedł. Spławił ją. Zaśmiała się cicho pod nosem. O nie, tak się nie będziemy bawić. Chwyciła zeszyt i długopis i poszła za nim. A co! Będzie grała dziewczynę w opresji. Przeszła obok Logana, który obdarzył ją dziwnym spojrzeniem i uśmiechnął sie pod nosem. Zignorowała go. Nie miała teraz czasu myśleć, co zrodziło się w jego chorym łbie. Wemknęła się przez szparę i rzuciła zeszyt na najbliższe łóżko. Rutter spojrzał na nią zdziwiony.
-Możesz mi wytłumaczyć, co się właściwie z tobą dzieje? - warknęła, chcąc przynajmniej, żeby to zabrzmiało nieco troskliwie. Nie udało się.
-Ze mną? - Fabian uniósł brwi - To ty się zmieniłaś!
-Ja się zmieniłam?! - z każdym słowem jej głos nabierał na sile - To ty mnie unikasz, jak przyjdzie co do czego. Bez przerwy czegoś szukasz! Jezu, Fabian, mogłabym ci pomóc!
-To nie jest twoja sprawa! Nie musisz o wszystkim wiedzieć!
-Dobra, ale przynajmniej może byś się do mnie odezwał, tak od czasu do czasu. Jaka to sprawa? Ma to coś wspólnego Sibuną? Czy kimś z Sibuny?
Nie odpowiedział. Jego policzki nabierały czerwonej barwy, tak samo jak policzki Megan.
-Boże, Fabian, siedzimy w tym razem! Powiedź mi!
-Nie mogę! Megan, nie interesuj się tym! To ciebie nie dotyczy.
-Tak? Jakoś wątpię.
-Przestań mnie wypytywać! Idź sobie pogadać z Marą.
-Ahh, więc o to chodzi.
Zmierzyła go wściekłym spojrzeniem, chociaż te ostatnie zdanie wypowiedziała prawie szeptem. Odwrócił się od niej i zaczął szukać coś w szafce. Po chwili oznajmił bezbarwnym głosem:
-Wyjdź.
Nie zawahała się. Chwyciła niebieski zeszyt w rękę, rzuciła na Ruttera przelotne spojrzenie i wyszła z pokoju trzaskając drzwiami. Biegiem udała się do swojego pokoju i ten również zamknęła z trzaskiem. Przekręciła klucz w zamku i oparła się o ścianę. Cholera. Nie poszło po jej myśli. Nie miała wybuchnąć. Grzecznie spytać. To wszystko. Coś nie wyszło. Podniosła głowę. W oczach malowały jej się łzy. Słońce wpadało przez uchylone okno, nadając pomieszczeniu przytulny klimat. W jego promieniach błyszczały drobinki kurzu, unosząc się leniwo. Toaletka Amber, plakaty Patricii i jej gitara, jej kochany instrument, zdawały się istnieć w innym wymiarze, oddzielone murem chłodu i dystansu. Opadła bez sił na podłogę i podkuliła nogi, tuląc je swoimi ramionami a brodę ułożyła na kolanach. W jej głowie nie było już wrzasku - tylko szum. Czasem zwykła kłótnia wystarczy, i nic już nie jest takie jak przedtem ... A ona tego nie chciała. Smutnymi oczyma spojrzała w lustro. Na dziewczynę z białą koszulą z czarnym  motywem jaskółek, ciemnymi spodniami i zwykłymi trampkami. Po policzku spływała czarna łza. Podniosła się i stanęła na miękkich nogach, mając wrażenie, ze się pod nią załamią.
-Potrzebny mi spacer - wymamrotała, biorąc szary sweter - Długi spacer.


Eddie przewracał się z boku na bok. Nie mógł zasnąć. Coś go dręczyło. Niepokoiło. Uwolnił się z objęcia kołdry i usiadł na łóżku. Jego stopy ochłodziła zimna posadzka. Ukrył twarz w dłoniach i czekał.
Oczy go piekły, domagając się snu. Chciał zasnąć. Ale nie mógł. Każdy szczegół, nawet tykanie zegara, sprawiało, że głowa pękała mu na pół.
-Fabian? - szepnął - Śpisz?
-Nie. Ale chciałbym.
Eddie wzruszył ramionami i z powrotem opadł na poduszę. Uderzył ją parę razy, aż zaczęły z niej wylatywać pióra i wtulił w nią twarz. Może miał gorączkę? Nie, raczej nie. Był zmęczony. Tak. Był tak zmęczony, że nie mógł zasnąć. W końcu jego powieki skleiły się, dając upragniony sen.
Stał w długim, mrocznym korytarzu. Jedynym źródłem światła były pochodnie powstrzymywane przez kamienne ręce, wystające ze ścian. Odległość pomiędzy nimi była duża, a Eddie zauważył, że były powieszone tam lustra w złotych ramiach, teraz już brudne i w pajęczynach. Postawił pierwszy, niepewny krok, który natychmiast rozległ się tysiącami po korytarzu. Szedł tak już długi czas, jeśli nie wieczność, gdy cisze rozległ zimny, męski wrzask. Eddie zatkał uszy rękoma, lecz nic to nie dało. Zaczął biec, tak szybko jak nigdy w życiu. Natrafił na coś. Drzwi. Metalowe drzwi. Przyłożył na nich rękę i pchnął. Wrzask nieco umilkł, ale nie całkowicie. To co zobaczył, zaparło mu dech w piersiach.
Pokój wydawał się wielką kopułą, na której zostały usiane gwiazdy. Po środku znajdowała się wielka, blada kula dająca mdłe, widome światło. Przyciągała wzrok. Eddie zapomniał o krzyku, zapomniał o wszystkim. Szedł do niej, wyciągając rękę, by dotknąć przedmiotu.
Osyrion.
Ochrypły głos potoczył się po jego umyślę, sprawiając ból. Wszystkie gwiazdy zgasły, jedynym źródłem światła była owa świetlista gwiazda. Nie na długo.
Białe obłoczki dymu zaczęły formować się wokoło niego i kuli. Zaczęły się formować w kształty. Eddie podniósł wzrok i zobaczył, kto wydawał krzyk, który rozległ się teraz z całą mocą.
Alfie.
Ale nie zwyczajny Alfie. Ten był ubrany w białą szatę i emanował dziwnym światłem, podobnym jak te od kuli. Usta były szeroko otwarte, a oczy stanęły w słup. Teraz był skupiony na krzyku. Jego ręce były wyprostowane i wyglądał tak, jakby wisiał na krzyżu. Chłopak cofnął się o krok.
Spojrzał na swoje dłonie. Jego obróżki palców zaczęły świecić. Rozpływały się w mgle, zamieniając w ducha. Odwrócił się, zamierzając wybiegnąć. Gdy tylko to zrobił, zobaczył coś, dzięki któremu serce mu zamarzło.
Patricia.
Jej rude włosy nie były już rude. Były srebrzyste, tak samo jak oczy. Tak jak Alfie była ubrana w długą, białą suknie, i tak jak on była blada. Jej usta poruszały się tylko nieco, a oczy były nie przytomne. Ta sama poza jak u Lewisa, tylko nogi były luźniej rozstawione a palce nie zaciśnięte w pięści. Wyglądała, jakby miała za chwilę się utopić. Jakby sinymi ustami chciała zaczerpnąć powietrza, ale już nie było nadziei. Tak samo było z włosami, okalającymi jej piękną twarz. Jakby była w wodzie.
Krzyknął. Nie. Tylko nie ona. Tylko nie ona...
Zimna woda chlasnęła mu w twarz. Teraz na niego pora. Dołączy do niej. Czemu jeszcze oddycha? Powinien się dławić.
-Eddie, Eddie! Obudź się!
Fabian nim potrząsał, a on miał wrażenie, jakby zaraz miała mu wybuchnąć głowa. chwycił przyjaciela za ramię, a ten się uspokoił.
-Alfie - wysapał Eddie, bo ból mył nie do wytrzymania - On jest następny. Teraz.
-Co?
Eddie zdołał wypowiedzieć jeszcze słowa, zanim zemdlał:
-To samo co z Willow.


Mdłe. Bez komentarza. Nie wiem co napisać, więc napisze to co mi chodzi po głowie:
Brad Kavanagh to sam sex ♥


Z poważaniem,
Joylitte
xoxo

10 komentarzy:

  1. Hmm.. rozdział świetny , ale czy mogłabyś dodawac więcej peddie i wgl ? Czekam na next'a i mam nadzieję , że dodasz go już dzisiaj xd

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział świetny ^_^
    Czekam na kolejny :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetneeee!
    Czekam na next!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Najlepszy, jaki u ciebie czytałam *_* Tak, tak. Przez dwa dni czytałam je wszystkie, od początku :D No i mój wariat jako następny zostanie zaatakowany. Potem Pat, a potem reszta. Ale ogólnie i tak czekam na next'a, bo nie wytrzymam *__*

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeju jak przeczytałam początek pomyślałam że czuje się tak samo jak Alisson.
    To jest fantastyczne, przepiękne,genialne,cudowne,świetne,cudaczne,super,kochane,tajemnicze,trzymające w emocjach,aż chce się czytać więcej...
    I tyle tylko jestem w stanie napisać. Bo jedno słowo wyrażą więcej niż tysiąc słów. <3
    Chociaż...nienapisałam jednego ale kit z tym.
    P.S.Zgadzam się z tobą co do Brada. <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Początek cudowny <3
    Ja np. boję się Willow xd Tak serio, panicznie boję się śmierci i pająków. Spajdery to zuooo!
    Zabójstwo Joy... Boże, wydało się! Nakryto mnie! Jak coś, wszystkiego się wyprę! Zwalę winę na Trudy! To ona! Przyłożyła jej tosterem!
    Wow... Teraz będę analizować wszystkich jej wrogów, osoby w jej otoczeniu i... Jeruś? To ty? Powinszować ^ ^
    Boże, Marusiu, może to Twoja wina? Niee! Nie mogą wsadzić cię za kratki! Zrzuć winę na Trudy, to pomoże!
    Myślę jednak, że Joy zabiła któraś z bloggerek (była to Sapphire, ale cii!).
    Piszesz tak świetnie, że aż genialnie! Zazdro, c'nie? ;/
    Bradzio jest bardzo bardzo seksowny <3
    Że tak jeszcze dorzucę, Eudżenek też <3 Dwa obiekty pożądania, których nigdy nie posiądziemy :C Jedziemy do Liverpoolu na podryw!
    No, to teraz Sapphire leci bawić się w detektywa (pojmę mordercę i mu pogratuluję). Sherlock Holmes everywhere.
    Czekam na następny rozdział <333

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapraszam na [9] odcinek, moje opowiadania pt. "Patrzysz na mnie tak, jakbyś prosiła o pocałunek..."
    http://fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com/2013/08/stracone-marzenia-odcinek-9-patrzysz-na.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Nominowałam cię do Versitale Blogger award, szczegóły u mnie na blogu: sibuna-hoa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy