piątek, 9 sierpnia 2013

027. Rozdział dwudziesty siódmy

Ten świat jest niebezpieczny. Ale pokażcie mi miejsce w tym świecie, które jest bezpieczne? Właśnie. Gdy zegar wybije dwunastą wtedy wstaniemy i będziemy razem tańczyć. Jak na razie, to miejsce jest zamknięte w śnie, a ty będziesz o tym śnić, marzyć o dziwnym, innym świecie, którego jeszcze nie znałaś. Wtem pojawisz się w opowieści o niezwykłym happy engu, w którym nic nie jest tak, jak się wydaje. Wszystko to bzdura, nic nie jest takie, jak jest, bo wszystko jest tym, czym nie jest.
W świecie, w którym nic tak naprawdę się nie liczy i nic nie będzie trwać wiecznie, czy znajdzie się para  kochanków by przerwać tą bajkę ? Czy będzie happy end?
Piła z kieliszka wina tak długo, że zaczęła widzieć gwiazdy. Rozglądnęła się w oku siebie i stwierdziła, że tak naprawdę nie ma pojęcia, gdzie się znajduję. Czerwone róże stały przy wejściu, stoliki nakryte czarnym aksamitem i na każdym tliła się długa biała świeczka.Było duszno. Nagle sobie uświadomiła, że to jest tylko sen, bo z tego co widzi, srebrnej mgiełki unoszącej się w pomieszczeniu , dziwnego tańca zwierząt, Niedaleko kicał królik, a małe skrzydlate wróżki latały wokół niej.
Jakiś dziwny przybysz podchodzi do niej i oferuje jej rękę do tańca, ona patrzy na niego z podziwem i zachwytem. Był przystojnym mężczyzną z bujną, ciemno blond czupryną. Nawet nie zauważyła, że muzyka unosiła się wokół niej, dopóki on nie zapytał, czy może z nią zatańczyć.
Ona niepewnie podaje mu rękę, a on zaprowadza ją na środek pokoju, gdzie unosi się silny zapach róż., Położył rękę na jej talii, a druga objął jej drobną dłoń. Przesuwali się powoli w rytm muzyki.
Kołysali się wokół, aż muzyka dobiega końca. A później po prostu patrzyli sobie w oczy. Oni powoli pochylił się bliżej, aż ich usta były były niebezpiecznie blisko. Zamknęła oczy, czując jego oddech i kiedy był tak blisko, że mógł ją pocałować, wielki stary zegar wybił pełną godzinę, oboje popatrzyli się na jego tarczę znajdującą się w rogu pokoju. Była północ.
Kiedy zwróciła wzrok na swojego księcia o blond włosach i niebieskich, głębokich oczach, on ukłonił jej się. Podniosła ze zdumienia brew, a jednocześnie dusiła w sobie ciekawość, co będzie dalej. Potem nagle chłopak zaczynał znikać z jej oczu. Powoli zamieniał się w pył i a ona zanim mogła cokolwiek zrozumieć, krzyknąć co się dzieje, obudziła się na błoniach swojego akademiku.


Megan siedząc, opierała się o pień dużego, starego drzewa. Oprawiła pamiętnik Sary w bibułę i gdy ktoś pytał jej się, co czyta, odpowiadała 'Jutro dwa' lub 'Liceum Avalon' . Były to książki, które czytała bardzo dawno temu w wieku piętnastu lat. Ale tylko te tytuły przychodziły jej namysł, gdy ktoś raczył się do niej odezwać. Zazwyczaj nikt tego nie robił, nawet Fabian ( ku jej wielkiej uldze) bo przywykli do widoku Grant z nosem wetkniętym w książkę, co jej niezwykle odpowiadało.
Siedział w cieniu, ciesząc się z ostatnich dni ciepła. Chciała, żeby tak było zawsze, żeby lato trwało wiecznie. Ale to było niemożliwe, więc Megan pogodziła się z myślą, że niedługo będzie musiała wyciągnąć jesienne płaszcze, by wytrzymać na mrozie. Poczucie winny zżerało ją od środka, bo doskonale wiedziała, że powinna teraz siedzieć na strychu i szukać tej zakichanej księgi. Później zacznie padać śnieg i będzie można łatwo odgadnąć dokąd Sibuna się wybiera. Gdyby tylko istniało jakieś tajne przejście łączące oba domy. Będzie musiała w końcu wygonić swoich przyjaciół i zacząć naprawdę ostro szukać.
Mara leżała obok niej na ciemnym kocyku, z głową położoną na ramieniu i spała. Książka, którą czytała znajdowała się obok niej z zaznaczoną stroną, na której Jaffray skończyła czytać. To była zasługa Megan. Nie budziła koleżanki, bo uważała, że należy jej się chwila spokoju. Poza tym Mara słodko wyglądała, jak spała. Grant uśmiechnęła się do siebie. Już wie, dlaczego tak pokochał ją Jerome. Okazała się wspaniałą osobą, z którą mogła pogadać zawsze i o każdej porze. Megan czuła do niej podziw, gdyż na zewnątrz była spokojna i opanowała, a w środku uczucia mieszały się w niej i gotowały. Grant poprawiła pasmo włosów, które opadło Marzę na twarz i powróciła do swojej lektury:


To wydaje się niedorzeczne, ze Cassie zawsze pojawia się, gdy jej nie potrzebujemy  a znika, gdy chcemy, żeby się pojawiła. Cóż, ale z nią tak jest i nic na to nie mogę poradzić. Dzisiaj mija kolejna rocznica śmierci moich rodziców. Ja jestem pewna, że Victor maczał w tym palce i zdania nie zmienię. Rufus mówi, żebym powściągnęła emocje i nie wygłaszała swoich myśli na głos, bo i tak mi nikt nie uwierzy. Przynajmniej on mógłby mi dać wsparcie. Szukałam dzisiaj jakiś wskazówek, ale nic nie znalazłam w bibliotece. W tej drugiej również. To będę ciężka praca.


Megan zauważyła, że pierwsze wpisy Wybranej, są okropne nudne. Żadnej akcji, żadnych intryg. No ale czego się spodziewała po pamiętniku?  Cassie. To imię dość często się pojawiało. A o tych wskazówkach nic nie wiadomo, bo z pamiętnika wyrwano parę kartek. Megan zatrzasnęła lekturę, gdy Mara jęknęła i otworzyła oczy.
-Boże, jaki miałam dziwny sen... - szepnęła - Taki niewiarygodny.
-Co ci się śniło? - spytała Grant szczere zaciekawiona. Po Jaffray można się dużo spodziewać.
-Byłam w takim dużym pokoju i było tam tak pięknie - zaczęła opowiadać rozmarzonym tonem - Były róże, wokół mnie latały wróżki i hasały króliki. Tak, wiem Megan, to co najmniej dziwne i powinnam się udać do pielęgniarki.
-Może później - wzruszyła ramionami - Co było dalej?
-Podszedł do mnie Jerome, poprosił do tańca i tańczyliśmy. Było jak w bajce. A kiedy mieliśmy się pocałować, wybiła północ i ona zamienił się w popiół, zanim się obudziłam.
Grant rozchyliła lekko usta, po czym je zamknęła i odparła z uśmiechem:
-Jak się jest zakochanym, to ma się piękne sny.
-Ale ten był jakiś dziwny. Ostatnio śnią mi się dziwne sny.
-Na przykład? - spytała Megan i położyła się obok dziewczyny.
-W sobotę, zanim Willow mnie obudziła. Śniłaś mi się ty - Mara przerwała, by zobaczyć jej zdziwienie i kontynuowała - Byłaś przy starym, rozwalającym się domku i siedziałaś przed nim na studni. A gdy ktoś zaczął śpiewać, to podeszłaś do drzwi i jak chciałaś je otworzyć, to się obudziłam.
Megan przymknęła oczy, rozkoszując się promieniami słońca na swoim policzku. Cholera. Czy to w ogóle możliwe, ze Marzę śniło jej się to samo, co jej? Nie, może to taki przypadek. Ale nie opowiadała o tym śnie nikomu, nawet Chloe, a przed nią nie miała nigdy tajemnic.
-To naprawdę dziwny sen - szepnęła Megan, po czym zaśmiała się a Mara dołączyła do niej.


Amber kroczyła dumnie przez trawnik, wprost do domu Anubisa. Musiała zostać na próbie, z czego wcale nie była zadowolona. Nie robiła nic. Kompletnie nic! A przecież jest główną postacią, a pojawia się pod koniec pierwszego aktu. Ten scenariusz jest niesprawiedliwy. Mogła przez ten czas robić inne pożyteczne rzeczy. Choćby dla Sibuny, którą ostatnio tak zaniedbała. Co z tego, że szukają książki. Ale to najbardziej czarna zagadka, z jaką mieli do czynienia. Poprzednim razem, nie ginęli ludzie. Szła skrótem, przez błonia, by szybciej położyć się na łóżko. Zatrzymała się, gdy usłyszała męskie głosy. Ukrywała się za rozległym drzewem i przez jego gałęzie dostrzegła dwie sylwetki. Victor. I ten drugi, ale teraz nie mogła przecież zastanawiać się, jak mu było.
-To nie może się tak ciągnąć Victorze - powiedział mężczyzna, który jak na gust Amber przypominał świnię skrzyżowaną z ziemniakiem - Dzieciaki zaczynają węszyć.
-Na przykład kto?
-Ta Skyfol. Zawsze jak gdzieś idę, wpadam na nią. To nie może być przypadek. Sprzymierzyła się z tymi z Anubisa. Z tą brunetką, nie wiem jak jej było.
Victor zmarszczył brwi.
-Będę miał ją na oku. Nie martw się Simonie, niedługo znajdziemy tą księgę i odnajdziemy przepis. To kwestia czasu.
Pożegnali się, a Amber skuliła się w swojej kryjówce, gdy mężczyzna przechodził obok niej. No ładnie. Teraz to muszą zacząć szukać, ale na poważnie. Ale Millington szczerze wątpiła, że mają jakąkolwiek wskazówkę. Ale i tak warto się pospieszyć. Poprawiła włosy i ruszyła szybko do domu. To co zobaczyła na schodach, wcale jej się nie podobało.
Mianowicie - Alfie. Miał naprawdę głupie pomysły, ale teraz to zaszalał. Siedział na schodach, medytując. To nie byłoby dziwne, gdyby nie był owinięty srebrną folią spożywczą. Połyskiwała ona w słońcu na głowie, uszach i na obuszkach palców. Amber podeszła do niego ostrożnie.
-Alfie? Co ty robisz?
-Cii - zasyczał - Zakłócasz sygnał.
-Co? Alfie, czy ty zjadłeś coś nieświeżego?
Chłopak otworzył oczy, które dotąd miał zamknięte i spojrzał na nią ze szczerym zdziwieniem.
-Bo Logan powiedział, że mam takie wielkie uszy, że mógłbym robić za nadajnik dla kosmitów. A Colin dodał, że jak się owinę sreberkiem, to będę mógł sam wysłać do nich zaszyfrowaną wiadomość.
Amber uniosła wysoko brwi.
-Boże, Alfie, jaki ty jesteś głupi! Nie tego uczyłam cię przez ten cały czas, gdy byliśmy razem.
-Nie jesteś już moją dziewczyną - odpowiedział jej, wracając do medytacji.
-Tak, już nie jestem. - odparła piskliwym tonem - Może to i lepiej. Zaraz idziemy do biblioteki, spotkanie Sibuny.
Zdarła folię pokrywającą głowę Alfiego i wbiegła szybko po schodach. Gdy znalazła się w budynku, szybko otarła łzę, która spłynęła jej po policzku. Lewis tymi pięcioma słowami, roztrzaskał jej serce na małe kawałeczki. Cholera, a myślała, że się z tego wyleczyła. Willow właśnie schodziła z piętra w dość dziwny sposób.
-Hej, Willow, chcesz być moją asystentką?
Jenks stanęła w połowie drogi na dół.
-Ja? Naprawdę?
-Tak - Amber wzruszyła ramionami - Każda aktorka ma swoją asystentkę. Na początek - rzuciła torebkę w jej stronę - odrób za mnie lekcje.
Willow pisnęła i wbiegła do swojego pokoju. Amber podążyła więc do pokoju Eddiego. Gdy chciała wejść, Megan stanęła przy jej boku. Kiwnęła głową, a Amber się uśmiechnęła. Nie jej jedynej zależało na Sibunie.
-Dobra, zbierać się - Millington wtargnęła do pokoju, a Fabian, Eddie i Patricia aż podskoczyli - Idziemy na spacer. Nie możemy zmarnować takiego pięknego dnia.
Patricia rozchyliła lekko usta a Eddie odpowiedział:
-Nie chce mi się. Idźcie sobie sami.
-O nie, nic z tego - Megan pociągnęła go za koszulę i brutalnie podniosła z łóżka - Jesteś Osyrionem, więc weź się do roboty. A ty Patricia potomkiem, więc też masz nam pomóc.
Fabian już rozchylił usta, by spytać, czy jak się jest nikim, to może zostać, ale Megan go uprzedziła i warknęła:
-Zamknij się, Rutter. Obiecałeś, że pomożesz mi z algebrą, a jak dotąd ani razu mnie miałam korków. Więc idziesz za karę i guzik mnie obchodzi, co sobie myślisz. Tobie chyba powinno zależeć.
Chwyciła książkę, która chłopak trzymał w ręku i rzuciła na łóżko. Potem tak jak Eddiego, złapała za koszule i przyciągnęła, tak że ich twarze prawie się stykały.
-Zrozumiane? - spytała i gdy Rutter pokiwał głową, puściła go i uśmiechnęła się promienie.
-Jej, idziemy na spacer - pisnęła Amber i w podskokach ruszyła do wyjścia.



Nie jestem z tego rozdziału zadowolona. Taki jakiś dziwny. Ale czy ja pisze normalnie? No raczej nie. Miałam dodać wczoraj. ale jak ma się siostry  to się nie ma chwili prywatności. A mieszkam na zadupiu, więc nie ma nic do roboty. To z Amber pisałam dzisiaj, więc od razu mówię, że przepraszam za zrąbanie puenty. Czy jak to się te cholerstwo nazywa.
Stwierdzam zaciesz, bo Sapphire dodała nowy rozdział. Chichotałam m się jeszcze z godzinę po tym, jak skończyłam czytać. Grace jest zajebista. Nie mogę się doczekać, jak będą z Fabs razem. A kto czytał mój komentarz, proszę wymazać to o sweterku. Choć to najprawdziwsza prawda.
Chciałam sobie zamówić Sibunowy szablon, ale ta blogerka, którą sobie wybrałam, na razie nie robi żadnych szablonów. Musze więc poczekać. Ale ten co ja widzę, się leciutko zepsuł. Grr, zaraz mnie szlag trafi.
Nie mam z kim się wyśmiewać z Joy, chyba że ze swoim odpiciem. OO i ważna rzecz. Poznała w necie, dawno już Sibuner i odtąd się kumplujemy. No wiecie, tak na odległość :) I na początku przysłała mi swoje opowiadania a ja stwierdzam, że są genialne. Ona się tego wypiera, ale zmusiłam ją do założenia wspólnego bloga. KLIK. Postaram się dodać jakiś rozdzialik dzisiaj. Amen.
Nadal nie mogę przeboleć Jary. Ta para miała sobie jakąś iskierkę. Więc upijam się sokiem jabłkowym  żeby nie było. Muszę uzupełniać płyny, bo beczę prawie cały czas. Tak, piętnastolatka beczy za fikcyjną parą. I co z tego, że to w serialu, jak pasowali  do siebie. Teraz posypały by się przekleństwa na temat waldzia, ale nie będę wam psychiki ryć. I tak rozdziały robią swoje. Boże, mówię wam, jak mi się spać chce. Zasnęłam o drugiej w nocy, bo oczywiście Fabianowi nie chciało się mnie usypiać, a sąsiad mnie obudził o szóstej wiertarką  Znaczy nie tak ze stał nade mną z wiertarką  tylko coś tam przy swoim domu robił i mnie obudził. Zabije gnoja. Jeszcze młodkiem dołooże, bo młotkiem też się bawił. Stwierdzam zaczesz  bo Brad dodał nową słit focie na instagrama. On jest taki mraaau :3 
Kuźwa, znowu z tym młotkiem zaczyna.Zaraz normalnie wyjdę, przedrę się przez te choinki i zabiję. Przy okazji zaspokoję swój instynkt mordu na zepsucie Jary. Bo jest tak:
Inni: Strzeżcie się, wrogowie dziedzica.
Ja: Strzeżcie się, wrogowie Jary.
Nie ma litości. 'Tego naaauczyli w szkooole'





Joylitte
xoxox

6 komentarzy:

  1. Tobie się to nie podoba? A mi strasznie. Szczególnie początek,aż chce się czytać do końca.
    Nie martw się ja też nie mam z kim pośmiać się z Joy. Ale no cóż... Lajf i brutal.
    Ty nie możesz przeboleć Jary, ja także ale jeszcze bardziej Fabiny...
    Gdyby chociaż Fabian nadal był wolny...To byłoby dobrze^^ Pojechałabym do niego i może by się zakochał..W mojej inteligencji^^
    A takto jest z Marą(chyba) która powinna być z Jeromem kurna no!
    Czemu Joy wróciła w 2 sezonie cholera no.;((( Takto ani nie psuła by Fabiny a potem Jary. Nienawidzę nienawidzę jej.... Za aktorką też nie przepadam.;/
    No...to czekam na kolejny z wielką niecierpliwością bo piszesz na prawdę cudownie..
    P.S jak zobaczyłam twój komentarz na blogu Sapphire to...JEJU ILE TY NAPISAŁAŚ. Ja to przeczytałam i wiem że miasz wieeelkiego fioła na punkcie Brada. Zresztą...kto normalny nie ma? (ja też mam ale nie AŻ takiego)
    Twoja Joylittler. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Faajne... Moja zryta bania się cieszy :D
    A ty- Ju... (wiesz, o co mi chodzi ;D) zrób mi ten nagłówek, bo chcę go już zobaczyć!! :D

    Pozdraiwa Joylitter (od Ivy.),
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  3. Niezadowolona? Toż to cudowne <3
    Mmm sny Marusi. *rzuwik* też mam podobne! Jeruś everywhere.
    Ty tak pięknie piszesz <3 Jesteś bardzo bardzo zdolna!
    Podziwiam Cię <3
    Baldzio dziękuję za dłuuuugi komentarz na HoA Story!
    Wzruszyłam się, bardzo bardzo c;
    Jesteś niesamowita. Tak samo jest sweteruś Fabiana :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak tam czytam te twoje rozdziały, to zaczynam trochę tęsknić za Jarą :<
    Heh Megan wpadła do pokoju i wszystkich ustawiła ^^.
    I znowu nowy szablon. Jest w moich ulubionych ciemnych odcieniach. Nie cierpię jaskrawych. Najchętniej zmieniłabym swój, ale nie mam o tym bladego pojęcia.
    Alfie jak zwykle odwala. Uwielbiam go za to :). Heh rozwalił mnie tą folią spożywczą xp.
    Ja nie rozumiem jak możesz nie być zadowolona z takiego rozdziału. Mi się bardzo podobał. Trzeba się zmówić i obie napiszemy książkę ^^ A jak.
    No i nie mogę nie podziękować za komentarz. Nie tylko dlatego, że był długi, ale też coś mu uświadomił. Bardzo ci za to dziękuje, Joylitte.
    A na tego drugiego bloga zaraz zajrzę ^^

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy