wtorek, 6 sierpnia 2013

026. Rozdział dwudziesty szósty

Mara tak naprawdę nie wiedziała, kiedy to uczucie spadło na nią, jak grot z jasnego nieba. Może to było w szkole, gdy toczyły się wybory, może to było, kiedy otworzył się przed nią i opowiedział jej o swojej przeszłości, a może to było jeszcze wcześniej, ale była po prostu zbyt ślepa, aby to zauważyć. Teraz nie była już ślepa i ostatecznie przyznała przed sobą: Mara Jaffray zakochała się po uszy w Jeromie Clarke'u.
Ludzie zawsze uważali Jeroma jako chłopaka o zimnym sercu, który dbał tylko o siebie. Ale Mara zobaczyła coś więcej, niż ta zewnętrzna, zimna powłoka. Inni ludzie nie znali Jeroma wystarczająco długo, aby naprawdę dobrze go poznać.Wyjątkiem był Alfie i od dłuższego czasu, Mara.
Jerome zawsze budował woku siebie mur, aby ochronić siebie. Wiedział, że jeżeli ludzie dowiedzą się, kim jest jego ojciec, odsunął się od niego. Spędził lata na budowaniu muru wokół siebie, a Marze zajęło kilka sekund, aby go zburzyć.
Kochał ją od początku, w każdym sposób Mara była dla niego ideałem. Ona była jaśniejsza od gwiazd.
Jerome może i był złośliwy, ale gdy przyszło do okazywania uczuć lub gdy ktoś musiał ją pocieszyć stawał się najlepszym człowiekiem pod słońcem. Ale czy to było szczere? Z pewnością dla niego było to nowe.
Mara to rozumiała i nie musiała usłyszeć od niego, aby wiedzieć, że mu na niej zależy i bardzo ją kocha. Wiedziała i czuła, gdy w jakiś sposób jego oczy stawały się bardziej miękkie każdym razem, gdy spotykali się na korytarzu czy w domu, za każdym razem, gdy trzymali się za ręce, za każdym razem, gdy się całowali.
Jerome zawsze miał tajemnice, ale kto ich nie miał? Ale dla niej był otwartą księgą. Widziała w nim najlepsze rzeczy, których nikt innych nie zauważał. On był dla niej bardziej wrażliwy i dziecinny. Potrafił ją rozśmieszyć i sprawić, że stres opuszczał jej umysł.. Uzupełniali się wzajemnie
Jak ogień i deszcz, ciepło i zimno, yin i yang. Dwa różne bieguny, a jednak byli dla siebie stworzeni.
Była przy nim zawsze, kiedy był zdenerwowany, i zawsze mógł się do niej uśmiechnąć, lub wypłakać w ramię. Był wyjątkowy, ponieważ nikt nie znał go tak jak ona, on tylko jeden sprawiał, że czuła się lekka i tylko on jeden mógł ją naprawdę kochać.
Ludzie zawsze kojarzy go jako ucznia średniego w nauce, aroganckiego łobuza, ale Mara wiedziała, że to tylko fasada, skorupa, aby ukryć wrażliwą osobę, która właśnie przechodzi trudny okres.
Jerome można porównać do motyla w swoim kokonie,który czeka, aby się uwolnić. Mara nie poganiała się by to zrobił, mógł wziąć cześć jej czasu, bo czas jak mówią leczy rany.
Wiedziała opinię ludzi o nim, a ją nie obchodziło to, ona tylko dbała o opinię swoją wobec niego a jej opinia w jego oczach z czasem stała się coraz lepsza. Miał w niej oparcie.Dawniej nią manipulował, jak wtedy, gdy zagroził, że powie nauczycielce, że napisała za Micka test z francuskiego. Zmieniło się to dawno temu, ale wciąż czuła się winna, że go wtedy nie zrozumiała. Była zauroczona Mickiem. A Jerome stał tylko obok.
Zawsze był zaniepokojony, że jego przeszłość wróci i będzie go straszyć, ale Mara zawsze zapewniła go, że przeszłość to przeszłość, a teraz liczy się to, co jest.
-Kocham Cię- szepnęła do niego, gdy tańczyli na imprezie z okazji zakończenia wystawy antyków dwa lata temu.
-Ja też cię kocham- odpowiedział jej, pochylił się nad nią i pocałował lekko w usta.
Czuła wtedy uśmiech na jego ustach, gdy się całowali.
Jerome naprawdę kochał Marę, była światłem gdy on stał w ciemności, uratowała go od samotności, nauczyła go kochać i być kochanym. Była jego życiem, była jego bratnią duszą i dlaczego była najszczęśliwszą osobą na tej planecie? Bo ona była jego.
Mara zatrzasnęła książkę od chemii schowała twarz w dłoniach. Nie, pomyślała czując łzy pod powiekami, nie, on cię zdradził z Willow i ty dobrze o tym wiesz. Nie mógł mnie kochać naprawdę  bo wtedy by tego nie zrobił. Nie notowałby tych cholernych punktów.
Było wpół do dziesiątej. Postanowiła, że zrobi herbatę i pouczy się na poniedziałkowy test z kwasów. Nie mogła się skupić. Książka przywołała w niej lawinę wspomnień. Wybory, wyjazd Micka, zemsta na Campbellu za rzekomą zdradę, odwiedziny w więzieniu, pocałunek. Ich pierwszy, prawdziwy pocałunek. A potem się wszystko zepsuło.
Poczuła czyjąś zimną dłoń na swoim ramieniu i zdała sobie sprawę, że wbijała boleśnie paznokcie w swoje czoło. Zelżyła ucisk i spojrzała na dziewczynę. Megan w swojej zwiewnej, bladoniebieskiej piżamie patrzyła na nią z troską. W dłoni trzymała kubek z kakaem.
-Hej- szepnęła- Wszystko w porządku?
-Mhmm. Tak, wszystko okey - mruknęła, bo co innego miała odpowiedzieć? Nie, nic nie jest w porządku. Kocham swojego byłego, a jakaś część mnie cieszy się ze śmierci Joy. Nienawidzę siebie. Tak, Megan, nienawidzę.
-A ja myślę, że jednak nie. - Dziewczyna usiadła na krześle Fabiana, bo ona siedziała na początku stołu, na jej miejscu - Chcesz pogadać?
Mara wzięła głęboki oddech i zaczęła szeptem opowiadać swoją historię. Dostrzegła w zwykłych, brązowych oczach Megan troskę i współczucie. Tak, jej mogła zaufać.

Niedziela była jednym z nielicznych dni, które Patricia lubiła. Zero szkoły, można robić co się chce i niczym się nie martwić. No, może prócz przygotowywaniem ściąg na kartkówki, a trudno było to robić. Gdziekolwiek by usiadła,  Megan w jakiś magiczny i niezrozumiany sposób się tam zjawiała i upominała ją, posyłając pełne wyrzutów sumienia spojrzenia. Tak więc Williamson zaszyła się w pokoju Rose, a sama blondynka stanęła na czatach. Jedyna normalna dziewczyna w tym domu.
Teraz Patricia zeszła z góry i skierowała się do salonu, gidze na kanapie siedział Eddie, wyluzowany, ze słuchawkami w uszach. Zwrócił ku niej leniwe spojrzenie, uśmiechnął się chłopięco uroczo, z domieszką jego buntowniczego charakteru. Usiadła obok niego, kładąc głowę na jego ramieniu, a on objął ją ramieniem. Położyła nogi na stole i chwyciła najbliższy magazyn Amber, który w dziwny i niewyjaśniony sposób znalazł się na dole.
-Znalazłaś coś nowego? - spytał ją, a ona wiedziała, że nie chodziło o modne dodatki na tą jesień.
-Nie - odpowiedziała obojętnym tonem, chociaż sam fakt, że nic nie mogła znaleźć irytował ją. Eddie nie zadał już żadnego pytania, dopóki Mara i Megan nie zeszły na dół, uśmiechnięte i podążające, co zapewne było najbardziej prawdopodobne, do biblioteki.
-Zakumulowały się, nie? - mruknął patrząc się w miejsce, gdzie przed chwilą stały - Nie siedzisz na górze z Amber? Pewnie czuje się samotna.
-Ma swoje ego- odpowiedziała mu, nadal przerzucając strony magazynu - Ma się za wielką Paris Hilton, odkąd dostała tą głupią role. A ty już nie siedzisz u swojej siostrzyczki?
-Cios poniżej pasa.
Patricia uniosła wzrok i napotkała wzrok Fabiana, który był najwyraźniej czymś podekscytowany. Williamson rzuciła magazyn w bok i wbiła w niego wzrok. Eddie wyjął słuchawki z uszów i zrobił to samo.
-Zgadnijcie, co odkryłem - szepnął, pokazując im kartkę papieru. Patricia zrobiła wielkie oczy i zerwała się z miejsca.
-Powiedziałeś mu? - wrzasnęła, spoglądając na swojego chłopaka, który zrobił skruszoną minę, jakby mu było przykro. Wzruszył tylko ramionami, a ona dodała- Dupek.
I opadła na jeden z foteli, spoglądając na niego nienawistnie.
-Dobra - powiedział Fabian, spoglądając to na nią, to na Eddiego - Tak więc, te gwiazdy. Egipcjanie wierzyli, że liczbą mającą najwięcej mocy, jest szóstka. A tutaj jest sześć gwiazd. Ta pośrodku, jest najpotężniejsza. Ale ta po jej lewej stronie, jest nieco mniejsza od niej, ale większa od pozostałej czwórki. I tutaj mamy problem. Jakie bóstwo jest najpotężniejsze. Ozyrys? Horus? Anubis? Izyda czy...
-Daruj sobie wyliczankę i idź dalej - warknęła niecierpliwie Patricia.
-Dobra. Więc tutaj, ślad się urywa. Ale to musi być schemat czegoś potężnego, mającego władzę nad resz...
Fabian zamilknął, bo w drzwiach pojawiła się Willow z dwoma palącymi się kadzidełkami przypominającymi cienkie gałązki. Salon wypełnił słodki zapach pomarańczy.
-Oczyszczanie domu- zaśpiewała, a Patricia zauważyła, że Eddie popatrzył na Jenks jak na wariatkę.
-Co to za smród? - warknął Longan i w mgnieniu oka stanął obok Jenks - Willow pali zioło, a mi nawet nie można słuchać radia na fulla.
-Wszyscy na dół! - Victor. Patricia przewróciła oczami. Świetnie tylko jego tu brakowało. Wszyscy ustawili się w szeregu, a on zaczął rozdawać mu szczoteczki do zębów.
- Victor, to miłe, że dbasz o moje uzębienie, ale muszę iść się uczyć roli - powiedziała Amber.
-Zamilcz Millington! Gdzie Jaffray i Grant?
-Pewnie w bibliotece - odpowiedział Eddie - Wiesz, jak to jest z tymi kujonkami.
-I tak idziemy do szkoły, więc chcąc nie chcąc i tak tam mają być.
-Po co idziemy do szkoły? - spytał ostrożnie Colin.
-Szlaban! Anulowałem zakaz wychodzenia, ale nie sprzątanie! Biedny Corbierre jest przez was oszpecony. Wychodzić, już!
Wszyscy, narzekając i wlokąc nogami skierowali się do wyjścia. Patricia usłyszała, jak Logan szepce do Jerome'a:
-Następnym razem wymalujemy mu znaj Hitlera na tej jego ohydnej mordzie.
Patricia wbrew sobie, uniosła kąciki ust ku górze.



A ja nadal mam żal i zdania nie zmienię
Joylitte
xxx

8 komentarzy:

  1. CUDOOWNNNYY <3 DAWAJ NAM WI ĘCEJ PEDDIE <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Marusia też cieszy się z odejścia Joy? PJONTECZKA! Może nie, nie będę taka okrutna ^ ^
    Rozdział jest cudowny... Wypisałaś wszystkie rzeczy, które tak bardzo kochają Jara Shipper. Teraz to wszystko skopiować i wysłać do fanów Jeroy. TA WOJNA SIĘ JESZCZE NIE SKOŃCZYŁA! :D
    Niby mam jakiegoś nowego paringa, ale Jara wciąż jest aktualna. W życiu nie polubię tak bardzo żadnej pary. Jara była i zawsze będzie w moim sercu. O takich wyjątkowych rzeczach się nie zapomina <3
    Dziękuję Ci za ten rozdział, naprawdę się wzruszyłam. Cudownie piszesz <3 Masz naprawdę wielki talent.
    Twoja oddana Joylitter :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odjazd! Tylko czekałam na ten rozdział. Przez ciebie (tak, przez ciebie!) mam z DWADZIEŚCIA blogów do czytania! I jak ja to wszystko ogarnę?! ;)

    Pozdrawiam,
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  4. cudowny rozdział. genialny ;3
    jak ty cudnie piszesz. <3
    taka to ma pomysły !
    Mimo że nie zawsze komentuje ZAWSZE czytam
    <3
    twoja Joylitter
    Ivy. <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapraszam na [8] część opowiadania pt. " Powinienem być wdzięczny losowi, że mam Ciebie":
    http://fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com/2013/08/stracone-marzenia-odcinek-8-powinienem.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej, weszłam tutaj, aby zobaczyć, jak szablon się prezentuje (taki mam zwyczaj) i zauważyłam, że szerokość jest inna. Może przypadkiem coś zmieniłaś? Tak czy siak, jeśli masz problem z ustawieniem szablonu, to chętnie mogę pomóc. Oczywiście, jeśli tylko zechcesz. Na drugim blogu zauważyłam to samo.
    Pozdrawiam ^^
    Scathach

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy