sobota, 3 sierpnia 2013

025. Rozdział dwudziesty piąty

Życie w Anubisie powoli wracało do normalnego toku. Tydzień. Tydzień minął od tych dziwnych morderstw, zagadek i innych niedorzecznych spraw. Megan zamierzała jutro wybrać się do letniego domku. Nikt z Sibuny nie zaproponował tego, co wydało jej się szczególnie dziwne. W piątkowy wieczór schowała torbę pod łóżko i położyła się. Po chwili otworzyła oczy. Ciemno. Rozróżniała niektóre ponure kształty szafek, krzeseł. Ktoś potrząsał jej ramieniem. Odwróciła zaspany wzrok w stronę Amber, której oczy były wielkie jak spodki.
-Obudziłaś się? - szepnęła, a Megan wyczuła w jej głosie strach. Potrząsnęła nieprzytomnie głową, po czym Millington dalej kontynuowała szeptem - Coś jest za oknem. Obudziło mnie. Sprawdź to, błagam.
Grant niezdarnie wysunęła się spod kołdry i chwiejnym krokiem podeszła do parapetu. Chciała rozbudzić swój mózg, ale ten nadal pracował na jedynce. Tak bardzo chciało jej się spać. Wbiła wzrok w las i punkcik, który pokazywała blondynka. Wytężyła wzrok. Cholera, mama ma rację. Trzeba nosić okulary przez cały czas. Ale nie miała aż tak wielkiej wady, więc sobie odpuściła. Kształt sie poruszył. Amber kuląca się przy jej boku pisnęła.
-Amber... - Megan starała opanować budzący się w niej gniew - To pies. Zwykły, bezpański pies. Przystopuj ze zmierzchem.
Po czym opadła na swoje łóżko i wtuliła twarz w poduszkę.
-Jesteś pewna? - głos blondynki nieco się uspokoił - Tak na sto procent?
-Yhym. - mruknęła po czym zapadła w sen.
Stała przed ruiną jakiegoś domku. Bluszcz wspinał się po ścianach, okna były zabite deskami. Domek był doskonale ukryty. Drzewa praktycznie go zasłaniały, cegły z komina leżały samotnie na kamiennych schodach. Dom czekał na koniec swojego istnienia. Sprawiał wrażenie, że jak się go dotknie, rozwali się. Więc Megan nie zamierzała ryzykować. Usiadła na skraju studni i lustrowała go wzrokiem. Siedziała i nasłuchiwała. Zerwała się z miejsca, gdy usłyszała głosik dziecka, nucący bardzo starą melodie. Jej babcia ją kiedyś śpiewała.
Hello darkness, my old friend, I'm coming to talk with you again.
Przeszedł ją dreszcz. Tak dawno ją nie słyszała. Ale w wersji śpiewanej przez małą dziewczynę coś ją niepokoiło. Ten głos dochodził z wnętrza domku. Podeszła potykając się o gałęzie i kamienie. Chwyciła za mosiężną klamkę i gdy już miała ją popchnąć, jej twarz zrobiła się mokra.
Zerwała się przerażona i otworzyła oczy. Roześmiana Willow. No tak. Ale co ona robi w jej pokoju? Starła ciecz z twarzy i powąchała ją. Pachniał lawendą i cynamonem.
-Willow, co to jest?
-Jak to co? - odpowiedziała Jenks, po czym podeszła do śpiącej Patricii - W tym domu jest za dużo złej energii. Trzeba ją wyplenić.
Wylała na Williamson na całą resztę olejku, po czym rozejrzała si.ę z promiennym uśmiechem. Patricia zerwała się na równe nogi i warknęła:
-Co do cholery? - Jej wzrok zatrzymał się na Willow - Czy ty możesz być normalna? Boże, patologia. 
Chwyciła ręcznik, obdarzyła Jenks nienawistnym spojrzeniem i wyszła z pokoju, mrucząc pod nosem soczyste przekleństwa. Amber zachichotała, a Willow najwyraźniej nie rozumiała, co się stało.
-Nie wiem czemu ona się tak wścieka! Otacza ją najczarniejsza aura, jaką w życiu widziałam - wzruszyła ramionami i zwróciła wzrok na Megan - A co z tobą i Fabianem?
Megan zamarła, po czym roześmiała się wciągnęła koszulkę do biegania.
-A co ma być? Jesteśmy przyjaciółmi. 
Willow pochyliła głowę, przez co wyglądała trochę jak wiewiórka. Amber rozpuściła blond włosy i zaczęła je czesać. 
-Spędzacie dużo czasu ze sobą - zaczęła Jenks, siadając na łóżku Patricii - Lubisz go, nie?
-Tak, lubię go, ale tylko jako przyjaciela. Na razie nie mam czasu na związki. Poza tym on ciągle jeszcze myśli o Ninie. Boże, możemy zmienić temat? Albo wiecie co? Wy sobie pogadajcie, a ja idę na śniadanie. 
Wypadła z pokoju, zanim Willow zdążyła jeszcze coś powiedzieć. Poprawiła na korytarzu spodenki i zeszła na śniadanie.  Nikogo jeszcze nie było. Zresztą, trudno się dziwić, Willow jeszcze nie pobudziła całego domu swoim olejkiem. Przywitała się z Trudy, zjadła pośpiesznie śniadanie i wymknęła się na górę. W pokoju nie było nikogo, więc wyrzuciła przez okno torbę i włożyła buty do biegania. Przecież to idzie robić - biegać. Przynajmniej w praktyce. W planach miała jeszcze małą wycieczkę do domku Frobisherów, ale nikt nie musi o tym wiedzieć. Włożyła słuchawki do uszów i włączyła Eminema. Przy nim się najlepiej biega, chociaż na jej playliście nie znajdował się tylko on. Włożyła odtwarzacz od kieszonki morskich szortów i wyszła z pokoju. 
-Idę trochę pobiegać - oznajmiła Trudy, która uśmiechnęła się i życzyła je dobrej zabawy i odwróciła się. Wpadła na kogoś. Fabian. Świetnie. Tylko go tutaj brakowało.
-Pobiegać? - spytał ją i wbił spojrzenie w jej oczy. - Tylko pobiegać?
Megan przełknęła ślinę i najbardziej obojętnym tonem, na jaki ją było stać odpowiedziała:
-Tak. Wiesz, trochę ruchu nie zaszkodzi. 
Wyminęła go i czując na sobie jego spojrzenie, wybiegła z domu. Najpierw porwała swoją torbę, w której praktycznie nic nie było prócz chusteczek i zaczęła bieg. Zazwyczaj robiła trzy kółka woku całego terenu szkoły, jednak gdy robiła ostanie okrążenie wbiegła do lasu. Tutaj było nieco trudniej biec, bo gałęzie nie pozwalały rozwinąć jej pełnej szybkości. W końcu dotarła do domku i tworzyła drzwi. Weszła do zakurzonego pomieszczenia i  skierowała się na strych. Odsunięcie szafy zajęło jej pięć minut, po czym weszła po schodach, łkając na widok starych pajęczyn. Nienawidziła pająków. Jej budy wzbijały obłoczki kurzu, gdy stawiała krok. Uklękła przy kartonie stojącym obok szafy, przewróciła go i zaczęła przeglądać jego zawartość. 

-Jesteś tego pewna? - Eddie spojrzał na Patricię i na kopertę, która trzymała w dłoni. Westchnął - Czemu mi nie powiedziała, czemu nie zaczekałaś?
-Bo ty byłeś zbyt zajęty - zakpiła, po czym położyła kopertę na kolanach - Wolisz szukać jakiejś zapleśniałej książki.
Siedzieli w jej opustoszałym pokoju. Megan przed chwilą wyszła pobiegać, a Amber kłócić. Wczoraj dostała próbny scenariusz do pierwszego aktu i stwierdziła, że pojawia się dopiero na końcu, więc poszła sprostować tą sprawę z Allison. Więc on i Gaduła mili trochę czasu by porozmawiać. Chłopak jeszcze raz spojrzał na twarz dziewczyny. Wbiła w niego swoje chłodne oczy. Cholerny rentgen. Zawsze tak robiła, by wzbudzić w nim chociaż drobinę współczucia. Prawdopodobnie oczekiwała na przeprosiny, lecz on nie da jej tej satysfakcji.
-Otwórz - zażądał. Patricia spełniła jego prośbę. Z grubej koperty wysypało się kilka kartek. Eddie podnosił ta, który wylądowała najbliżej jego i rzucił okiem. Hieroglify.
-Serio? - Patricia była zawiedziona- Co to ma być! Żadnego wstrząsającego listu, tylko jakieś stare papiery!
Spojrzał na to, co mu pokazała. Rysunek. Na środku znajdowała się duża gwiazda, woku niej było pięć mniejszych. Wszystkie były połączone złota nicią. Papier był pożółknięty, zmięty i postrzępiony. Jakby ktoś wyrwał go z starej encyklopedii. Na kolejnych też były niezrozumiane symbole, hieroglify. Patricia nie kryła oburzenia. W pełnym momencie podnosiła najmniejszą, prawie niezauważalną. Kartka była biała, czyli ktoś musiał ją napisać i wrzucił kilka starych papierów do koperty. Williamson zaczęła czytać.
-Zawdzięczam ci wiele, pewnie nawet nie pamiętasz. A teraz musisz zrobić to znowu. - Patricia zmarszczyła brwi- Co ja takiego zrobiłam? Nie byłam przecież na imprezie i nie wypiłam za dużo. Zresztą wiesz jak się kończą takie historie. Eddie słuchasz mnie?
-Nie. Musimy poprosić Fabiana o pomoc - Sweet podniósł się, trzymając w ręce kartkę z hieroglifami - On jest w tym niezły.
-NIE! - Patricia chwyciła go za ramię i pchnęła z powrotem na łóżko, po czym przybliżyła twarz do jego twarzy i wycedziła - Nie chce żeby ktoś o tym wiedział. To będzie nasza tajemnica. Jeżeli komuś o tym powiesz, przysięgam, że to będzie ostatni dzień w twoim życiu.
Odwróciła się i usiadła przy biurko, włączając swojego laptopa.
-Fabian zazwyczaj szuka w necie. Nie może to być aż takie trudne.
Eddie otrząsnął się z szoku, wstał i stanął obok. Położył rękę na jej ramieniu i spytał:
-Jesteś tego pewna?
-Powtarzasz się- warknęła w odpowiedzi - Skoro Megan miała jakieś tajemnice, czemu ja nie mogę ich mieć? Pozbieraj kartki, nie chce żeby ktoś je widział.
-Nie jestem twoim murzynem!
-A o ile się założysz? Zbieraj i nie narzekaj. Mamy dość problemów, a użeranie si.e z twoim lenistwem jest  bardziej wkurzające niż myślisz.
Skończyła temat i wbiła wzrok w ekran, przewijając wyniki wyszukiwania. Nienawidził, kiedy jest taka uparta. Jednocześnie to właśnie w niej kochał. 


Megan otarła pot, który spływał jej po czole. Za gorąco jak na jej gust. szczególnie, gdy siedzi się w dusznym pomieszczeniu. Uchylenie małego okienka też w niczym nie pomogło. Po deszczowym wrześniu, nadszedł czas na słoneczny październik. Megan przeglądała teraz drewniany regał. Miała obolałe kolana od klęczenia i przewalania rupieci. Wiec postanowiła przeglądnąć mebel, z którego biała farba się złuszczała. Z wstrętem podniosła książkę w oprawce z pajęczyn. Okazało się, że to szkicownik, do połowy zarysowany. Nic szczególnego. Odłożyła go na miejsce i usiadła w miejscu w którym stała.
-Będę musiała zrezygnować - szepnęła do siebie i spojrzała na dół regały. coś się nie zgadzało. Ozdobny dół szafy nie zgadzał się z resztą. Kleknęła i jęknęła z bólu. Wbiła palce w szparę i mocno pociągnęła. Tępy ból rozszedł się po jej ciele, gdy ukryta szuflada walnęła ją w lewę udo. Przez łzy wyciągnęła zakurzoną, mała złotą książeczkę. Jej serce podskoczyło ze szczęścia. Zaczęła szukać na oprawce dysku słonecznego. Na próżno. Nigdzie go nie było. Już chciała wyrzucić książkę, gdy nagle sobie coś uświadomiła. Po co ktoś miał chować bezużyteczną książkę? Dla zmyły. Raczej nie. Otworzyła więc ja i odczytała wyblakły podpis. Uśmiechnęła sie do siebie.
-No proszę. Znalazłam pamiętnik Sary Frobisher-Smithe.
Schowała pośpiesznie książkę do torby i zamaskowała miejsce znalezienia. Gdy uznała, że nikt nie skapnie się, że tu była, otrzepała kolana i wyszła z budynku. Ciepły wiatr schodził ją rozgrzaną twarz. Teraz napiła by sie mrożonej herbaty. Biegła więc do Anubisa z nadzieją na orzeźwiający napój.



Nudyy. Wiem, wieje nudą. Odzyskałam komputer! Dawno już, ale dostałam szlaban. Joylttka była niegrzeczna. Dodałam coś o Patricii, wiem trochę mało pisałam na szybko, byle coś wam dodać. Brak weny objawia się nawet w przecinkach, więc wybaczcie. Musze nadrobić opowiadania do przeczytania, ha ha. Dobra, to nie było śmieszne.
Dodałam zakładkę 'POSTACI' i 'ROZMOWY Z POSTACIĄ'
Pewnie tą drugą usunę, bo nikt nie chce pytań zadawać. Kto by się spodziewał?
Tenk ju wery macz za komentarze dla mojego badziewia. Cieszy się mordka, he he. 
Nie odpuszczę sobie Jary. Zestarzeje się jako zgorzkniała stara panna uwielbiająca Jarę i Fabinę. Takie tam plany na przyszłość. 



Joylitte
xxx





5 komentarzy:

  1. Tajniackie ziółka Willow ^ ^
    Jest moja Megan <3 Rozdział świetny, droga Joylitte, jak zwykle zresztą. Co ja bym dała, żeby móc pisać tak jak ty :)
    WENO PROSZĘ CIĘ WRÓĆ!!!
    Czuję się taka samotna i opuszczona :c
    Trudzia nie balanguj, pakuj manatki i wracaj na nasze wiejskie zadupie! Taak, nie brzmi do atrakcyjnie.
    Zdolniacha moja <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział!
    Ale czemu Peddie się kłóci? Nie chcę być jakąś "tępą idiotką" lub coś w tym stylu, ale... No KURDE! Kłócić peddie? To PEDDIE?! Jak możesz? *smutna i zła* Bendem smutała :'(
    Kiedy następny post? CZEEEKAM!!
    Ale teraz na inny temat:
    Kiedy dodasz jakiegoś posta na tego drugiego bloga? "Tęsknię" za nim i za czytaniem go! :D

    Pozdrawia fanka,
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że już do nas wróciłaś, Joylitte :)
    Wchodziłam na tego bloga już kilka razy dziennie, czekając na rozdział. Przeczytałam go od razu jak dodałaś, ale nie zdążyłam skomentować. Kiepsko u mnie z wolnym czasem.
    Heh Willow mnie rozbraja. Lubię tą postać. Taka pozytywnie zakręcona ;p.
    I jest trochę o Patrici ^^. Strasznie traktuje Eddiego. W sumie, też się trochę rozczarowałam tym listem, jak wypadły hieroglify, ale później ta kartka, bardzo mnie zaciekawiła.
    Megan ma pamiętnik Sary. Ciekawe, co tam piszę ^^.
    Kobieto, jak ja ci zazdroszczę tej umiejętności opisywania wszystkiego np. otoczenia, czynności i innych. Dzięki temu, naprawdę można się wczuć.
    Proszę, pisz szybko kolejny rozdział :).
    Twoja mega fanka, czekająca z niecierpliwością na kolejny rozdział ^^

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy