piątek, 19 lipca 2013

023. Rozdział dwudziesty trzeci

Mara Jaffray nie spodziewała się takiego powitania. Przyjechała po dwunastej, bo jej samolot nieco się spóźnił. Jednak najgorsza okazała się wiadomość, którą przekazała jej Trudy, gdy dziewczyna stanęła rozpromieniona w progu swojego prawdziwego domu. Sama była przygnębiona- jej najlepsza przyjaciółka nie żyła. Pogładziła swoje czarne, proste włosy przed lustrem. Zajęła łóżko Joy, jej współlokatorki zeszły już na śniadanie. Mara westchnęła, bez Joy nigdy nie będzie tak samo. Poprawiła krawat, który zbyt mocno ja ściskał i zeszła do jadalni.
Było cicho. Nikt się nie odzywał, nie było śmiechu, który był nieodłączną wizytówką  wspólnych posiłków. Stanęła w drzwiach przygnębiona tym widokiem. Pierwszy zauważył ją Jerome. Podniósł swoje niebieskie, smutne oczy na jej ciemną twarz.
-Mara.. - chwilę spóźnij znalazła się w jego objęciach. Clarke sprawiał wrażenie, jakby miał zaraz się rozpłakać. Gdy chłopak się od niej odsunął, ujęła jego zimną dłoń. Jego włosy, jak zwykle idealnie były uczesane tak jak w sprzed dwóch lat. Mara nie dała po sobie poznać, że ją to trochę ucieszyło. Uśmiechnęła się smutno.
-Trzymasz się? - spytała szeptem, patrząc w jego niebieskie, głębokie oczy. Chłopak przecząco potrząś głową. Przytuliła go jeszcze raz i usiadła do stołu. Przywitała się ze wszystkimi : z Fabianem, Alfiem, Willow, Amber, Megan, Colinem,  Rose i Loganem. Usiadła obok Jeroma, na końcu stołu.
-Gdzie Patricia i Eddie? - spytała, nakładając sobie babeczki Trudy. Teraz potrzebowała osłodzenia jej gorzkiego życia.
-Eddie czuwał przy Patricii całą noc - odpowedziała Grant sennym głosem, po czym surowo spojrzała na Sorena. Jaffray pomyślała, że pewnie jest nowym buntownikiem. Chłopak jednak darował sobie żarty i utkwił wzrok w swoim toście. Najwyraźniej on rozumiał powagę sytuacji.
Mara do szkoły szła na szarym końcu razem z Jeromem, trzymając go za rękę. Wspierała go. Wiedziała, jaki to dla niego cios. Kochał Mercer, a jak ostatnio się żegnali, pokłócili się. Mara oparła głowę na jego ramieniu.
Szkoła była tak radosna, że Jaffray nie mieściło się to w głowie. Najwyraźniej nie wszyscy wiedzieli. Gdy dziewczyna podeszła do swojej szafki z ulgą stwierdziła, ze nikt z niej nie korzystał. Otworzyła ją, i włożyła książki. Na drzwiczkach przykleiła jedno zdjęcie. Była na nim razem z Joy i Patricią. Pogładziła twarze przyjaciółek, zagryzając wargę, by nie rozpłakać się. Po chwili stanęły koło niej dwie dziewczyny.
-Witamy ponownie w szkole, Maro. - dziewczyna o ciemnej karnacji uścisnęła ją. Jaffray odwzajemniła gest.
-Cześć Allison. Słyszałam, że przejęłaś moje obowiązki?
-Tak. Poznaj Chole - Mara uścisnęła rękę blondynki - Chcemy żebyś znów do nas dołączyłaś. Piszemy artykuł o Joy.
-Żeby uczcić jej pamięć. Była taką wspaniałą osobą.- Chole powstrzymywała łzy, ale mówiła dalej - To dzięki niej zaczęłam pisać. Zgadzasz się?
Mara zgodziła się. Chciała odzyskać choć kawałek dawnego świata. Pisanie jej w tym pomoże. Na razie nadrabiała zaległości i zapisywała się do wszystkich kółek z przedmiotów ścisłych. Czekała na nią tylko kółko teatralne. Siedziała w toczeniu Allison, Chole i Rose, która była silnie związana z Mercer. Właśnie wtedy podeszła do niej Poppy.
-Cześć Maro. Miło cię znów widzieć.
Jaffray uścisnęła siostrę Clarka, która spojrzała jej głęboko czekoladowe oczy.
-Boże, to moja wina - wybuchnęła Poppy - To moja wina! To ja ich pokłóciłam. Ja nie chciałam, żeby to się tak skończyło, tylko chciałam...
Mara objęła ją i poczekała, aż blondynka się uspokoi. Gdy jej oddech wrócił do normy, Poppy szepnęła:
-Opiekuj się Jeromem. Obiecaj.
-Obiecuje - szepnęła Jaffray, po czym słysząc dzwonek, wypuściła ja z objęć - Idź na lekcję.
Klasa pooli zaczęła się wypełniać. Mara przywitała się z wszystkimi po kolei, siląc się na uśmiech. Zaraz po studentach weszła dwójka nauczycieli : pan Winkler, którego Mara kojarzyła z pierwszej klasy i pani Taylor.
-Czas na temat szkolnego przedstawienia. Spodobał i się pomysł Logana - wszystkie zdziwione oczy zwróciły się w stronę Sorena, który przybił piątkę z Chole - Tylko wycinamy wątek zabicia swojej dziewczyny i zjedzenia jej zwłok. Gdzie Eddie?
-Zwolniony - bąknął Fabian.
-A Patricia?
-Zwolniona.
-Och, dobrze. Czas na główne postacie. Megan, mogłabyś zagrać główną żeńską rolę?
Brunetka otrząsnęła się z myśli i spojrzała na nauczycielkę.
-Nie czuje się pewnie na scenie. Mogłabym przygotować kostiumy albo poczęstunek, nawet pisać scenariusz, byle nie grać. Proszę.
-Szkoda. Nadawałabyś się - uśmiechnęła się nauczycielka - Jak się namyślisz, to powiedz. Amber?
-Z chęcią.- odparła blondynka i pogładziła swoje złote włosy - To będzie dla was zaszczyt.
-Świetnie. Na męskie role mam czterech kandydatów : Jerome, Eddie, Logan i Colin.
-Odpadam - odezwał się Jerome - Mam złe wspomnienia ze sceną.
Mara poczuła się głupio. Miała to być jej idealna zemsta, jednak Clarke przewidział jej zamiary i złamał serce biednej Mercer.
-Weźcie Logana lub Colina - odpowiedziała Amber - No co? Jestem główną aktorką i nie mam zamiaru być skazana na gniew Patricii. Moja cera tego nie wytrzyma.
-A więc Colin - mruknęła Taylor i zapisała to w swoim beżowym notesie.
-Czemu nie mnie? Chciałbym się całować z Millington - oburzył się Logan.
-Ponieważ po ostatnim twoim wyczynie na fizyce, wolę nie ryzykować. Sorki.
Marę wyznaczono do pisana scenariusza razem z Fabianem i Allison. Jerome został reżyserem, więc też miał prawo wtrącić swoje dwa grosze. Mara zatopiła się w swoich myślach, odrywając się od szarej rzeczywistości. Jak rozkręcić akcję? I czy Amber zgodzi się pocałować Colina na scenie? Z przemyśleń wyrwał ją głos nauczycielki.
-Co z wami! - krzyknęła przy białej tablicy z zielonym markerem z dłoni. Najwyraźniej chciała zapisać pomysły, które przyjdą jej uczniom do głowy. Po chwili jednak złagodniała. -Dobrze, posłuchajcie.
Odłożyła mazak i usiadła na scenie, a Jaffray obserwowała ją wzrokiem.
-Śmierć Joy jest dla was szokiem. Tak jak dla mnie. Jednak to życie, które toczy się dalej. Ale wiara i miłość przetrwają. Przetrwają wspomnienia zachowane w waszych głowach jak w albumie, przetrwają wspólne chwile. Ona zawsze będzie z wami w waszych sercach.
-Ja nie chce, żeby ona była w moim sercu - jęknęła w Mara, czując, że zaraz się rozpłacze-  Ja chce żeby ona była tutaj, ze mną...
Nie wytrzymała. Łzy zaczęły spływać jej po policzkach, a ona pozwoliła im płynąć. Jerome przysunął się bliżej niej i objął ją, tuląc do piersi. Mara szlochała. Szlochała jak dziecko, nie będąc pewna, co ją jeszcze czeka. Ale czuła się bezpieczna w ramionach Clarka. Po raz pierwszy od powrotu do Anubisa.


Chloe i Allison patrzyły się w czysto białą kartkę. Siedziały w domu Hathor w swoim pokoju, siedząc na puchatym, szkarłatnoczerwonym dywanie. Starały się wymyślić coś do scenariuszu. Mara obiecała im pomóc, jednak na razie chciała nadrobić miesięczne wiadomości. Allison znała ją od początku, więc wiedziała, że to nie potrwa długo. Lana siedziała na parapecie z książką na kolanach, jedząc paluszki. Od pięciu minut przestała jednak czytać i gapiła się nieobecnym wzorkiem w swoje współlokatorki. Zmieniała pozycję ze cztery razem, zanim znalazła tę, która była dla niej wygodna. Oparła głowę o zimą szybę i patrzyła się.
Chole natomiast leżała na brzuchu, bawiąc się ołówkiem w swoich długich palcach. Jej nieokiełznane blond włosy były spięte w niesforny kucyk, zielona koszula w kratkę rozpięta, pod nią założyła biały top. Nogi miała wygięte do góry, a głowa kołysała się z jednego boku na drugi.
Parker siedziała po turecku z długopisem wetkniętym za uchem. Włosy miała tak jak przyjaciółka spięte w kucyk z tyłu głowy, jednie grzywka zasłaniała jej lewe oko. Neonowa, pomarańczowa bluzka na ramiączka i długie białe spodnie kontrastowały z jej ciemną skórą. Nuciła od czasu do czasu 'Cause if my heart can't stop it, I found a way to block it, I go' po czym się otrząsała i utkwiła wzrok w oślepiającej karce.
-Wymyśliłaś coś?- szepnęła do Tyson, bojąc się, że oderwie Lanę od lektury.
-Nie. Nie wymyślę. La la la la la la la.
Allison uśmiechnęła się. po raz pierwszy w tym uśmiechu był cień radości. Westchnęła. Znowu skupiła się na kartce. Nic. Jej wena gdzieś zwiała. Prawdopodobnie jadała teraz uroczysta kolację z Demi Lovato. Dziewczyna westchnęła. Najwyraźniej wena Tyson zrobiła to samo, jednak włóczyła się po mieście z Edem Sheeranem . Z dołu dobiegł brzęk tłuczonego szkła. Prawdopodobnie Harry chciał się popisać przed Poppy i rozweselając ją robiąc sałakę. Potem znowu cisza.
-Lana! - warknęła Chole do dziewczyny na parapecie, która jadała paluszki jak wiewiórka, robiąc większy hałas, niż myślała. Skyfol wzruszyła tylko ramionami i dalej pucowała swoje paluszki. Chole jęknęła.
-Dobra, dość! Nie wytrzymam dłużej! - zabrała biała kartkę sprzed twarzy Parker - Trzeba nam odpoczynku!
Podbiegła do swojej wierzy i włączyła ją. Leciało akurat 'Blurred Lines'. Usiadły na swoich łóżkach, ale Lana wolała pozostać na swoim miejscu i udawać wiewiórkę w dalszym ciągu. Nie mogły tańczyć, w szkole trwała żałoba, nawet radio nie grało tak głośnio jak zazwyczaj. Chole położyła się. Tak bardzo chciało jej się spać, ale nie mogła się dołować. Wczoraj śmiała się z Loganem na widok krwi, a teraz ją zemdliło. Wstała i podeszła do drzwi.
-Dobra, na co macie ochotę?
-Mi przynieś pepsi i paluszki, bo mnie suszy - Lana uśmiechnęła się  i wyrzuciła puste opakowanie do śmieci.
-Dla mnie jakieś jabłko i wodę. Nie bierz za dużo, wiesz, jak Simon się wkurza, jak jemy w pokojach.
Chole potrząsnęła głową i wyszła z pokoju. Zamyślona zbiegła boso po schodach i zeszła na parter. Poczuła coś ciepłego i mokrego na posadzce. Spojrzała w dół.
Krew.
Pełno krwi.
Zapomniała, jak się oddycha i przeniosła wzrok trochę wyżej. Krzyk wypełnił jej płuca i wydarł się na wewnątrz. Pod toaletką, wśród rozbitego lustra, leżało ciało Harrego.


Proszę państwa, tak właśnie piszą dzieci, które naoglądają się za dużo filmów i 'Ukrytych Prawd' Taaa.. Mój umysł jest poryty. Bada, buc! Jak na razie, to stopuje z uśmiercaniem bohaterów. Strasznie to zagmatwane, ale wyjaśni się. Pod koniec, ale się wyjaśni. Mara wróciła i wszyscy ryczą. Mówiłam że tak będzie. Nomm. Jestem poryta. Mówiłam to już? Jak nie to powiem : jestem poryta.  Wczoraj byłam na ognisku. Wróciłam cała mokra. Nie trzeba było robić ogniska obok basenu. To wina Fabiana ( he he). Ostatnio mi koleżanka tłumaczyła, że Fabian jest postacią fikcyjną i nie istnieje. Wydarłam się na nią, że nie ma nawet prawa nazywać się Sibuners. Fabian istnieje ^.^ Jara istnieje ^.^ A inni nie mają nic do powiedzenia. Moja BFF rozumie. Zazwyczaj mówi : 'Będzie z was piękna para' a ja to potwierdzam.
JUTRO TWITTCAM! AAAAA! Moja psychika już jest zmęczona. Piszczę, skaczę ( no dobra, nie skacze) i cieszę się jak wariatka. Jestem zdruzgotana  Przeczytałam ostaniom część GONE. Ryczałam. Poważnie. Szczególnie przy zdaniu 'Możecie już opuścić ETAP' Cholera. Przed chwilą skończyłam czytać jakąś zboczoną książkę. Jezu, bohaterzy w moim wieku (15 ) z Niemczech a bardziej zoboczoni od mnie. Okey. A ja się później dziwię, że... Dobra, nic.
Co się dzieje z kochaną Sapphire i MClarke? Nic nie dodają. Smutam :c Tak samo jak Iluzjonistka. Zabawna sprawa. Tak naprawdę, to nic w tym śmiesznego. Ha ha!
Cza zacząć rozwijać wątek z Patricią. Właśnie do głowy wpadł mi zajebisczasty pomysł. Ha ha. 

Joylitte
XXXX



the-sibuna-stroy.blogspot.com

10 komentarzy:

  1. Świetny... świetny odcinek ! *.*
    Patka znowu ma radochę !

    Hue hue hue :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowny rozdzial<3
    Dawaj szybko następny bo już nie mogę się doczekać!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnee!
    Dodaj szybko next, chcę wiedzieć co z moją Patty!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nowy odcinek ! Zapraszam :D
    http://fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com/2013/07/stracone-marzenia-odcinek-3-juz-nigdzie.html

    OdpowiedzUsuń
  5. To jest... Wow
    Twoje opowiadania są genialne. Przeważnie ich nie komentuje, bo nie mam na to czasu, ale dziś zrobiłam wyjątek. Ale one są nadzwyczajne.
    Twoja koleżanka twierdzi, że Fabian jest postacią fikcyjną? I ona śmie sie nazywać Siburnes?!
    Nie moge sie doczekać wątku z Patricia. Kto wie, co twoja wena wymyśli ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Przypominam o linku/buttonie szabloniarni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już dodałam. Niestety, gdy miałam zrobić to wcześniej, zostałam brutalnie pozbawiona myszki przez moją młodszą siostrą. Nawet na 5 minut nie mam spokoju. Przepraszam, że tak późno.

      Usuń
  7. Strasznie smutny te rozdział. Tak się wczułam, czytając, że omal sama się nie popłakałam przez śmierć Joy. Nadal jednak myślę, że ona tak naprawdę żyję ^^.
    No nie ładnie. Joy nie ma, a Jerome już szuka pocieszenia u Mary i wzajemnie.
    A ja tam bym wolała obejrzeć te przedstawienie, ale z zabiciem swojej dziewczyny i zjedzeniem jej zwłok ;p. Logan miał genialny pomysł.
    Widzę, że się rozszalałaś z tym uśmiercaniem bohaterów xp. Aż się boje twoich pomysłów, dziewczyno. Chodź zapewne i tak będą genialne. Lubie takie klimaty ^^.
    Ooooo rozwijać wątek z Patricią. Czekam na to, czekam :). Potrafisz trzymać człowieka w niepewności. Pisz szybko kolejny rozdział, bo padnę na zawał i nie będę miała jak przyjść na twój ślub z Fabianem ;p

    OdpowiedzUsuń
  8. No nie mogę!
    Rozdział totalnie przeszedł moje największe oczekiwanie!
    Tak jakoś smutno,że Joy umarła,ale...dobrze jej tak. HAHA.
    Czekam na kolejny...<3

    OdpowiedzUsuń
  9. Super!
    Gdy przeczytałam o śmierci Joy nie wiem dlaczego, ale łzy same leciały mi z oczu. Cieszę się również, że Peddie "trzyma" się dalej ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy