wtorek, 16 lipca 2013

022. Rozdział dwudziesty drugi

Amber stała za balustradą schodów, patrząc jak Logan piszę jej szminką po lustrze. Nie były to miłe słowa, gdyby przeczytali to w telewizji, przez cały tekst trwałby pisk oznaczający cenzurę. Amber westchnęła, nie ma po co prosić, by oddał jej szminkę. Po pierwsze - i tak się nie nadawała do użycia, po drugie - i tak by tego nie zrobił. Dziewczyna ocknęła się i zeszła ze schodów do Sorena.
-Masz ten kod? - spytała, marszcząc nos na widok jej ukochanej szminki rozpaćkanej po szkle.
-A, zapominałem. Teraz mam to zrobić?
Millington pokiwała głową, powalając, by warkocz z boku głowy podskakiwał jej na ramieniu. Logan westchnął, wyrzucił szminkę do kosza na śmieci i pokazał palcem, gdzie ma stanąć. Ta spełniła jego polecenie. Chłopak wyciągnął jakąś starą komórkę (bez aparatu, a Amber była pewna, że to co mówiła Rose o takich komórkach, to ściema) i lewą ręką popchnął wielki sarkofag. Ten przewrócił się na idealną wypastowaną podłogę Trudy, robiąc wielki hałas. Victor staną w oknie swojego gabinetu.
-Co tam się dzieje?
Logan uśmiechnął się do niego i pomachał.
-Sorry Vikuś, ale ja se szedłem a ten stał na mojej drodze. Nie widziałem go. Pisałem SMS! Twoja mama ma fajne poczucie humoru.
Dozorca wybiegł ze swojego gabinetu, zbiegając pod schodach. Podniósł z wielkim trudem sarkofag i staną przed Loganem. Amber skuliła się w kącie, starając się, by się nie roześmiać. Victor wydarł archiwalną komórkę z rąk Sorena i szybkim krokiem wbiegł po schodach.
-Ej, oddaj mi komórkę. Jest tu wi fi. Co ja zrobię bez informacji i odcięty od świata?
Amber wyszła z ukrycia, gdy chłopak zniknął w jego gabinecie. Prawdopodobnie byłby tam dłużej, lecz Victor nie wytrzymał psychicznie. Wyrzucił urażonego Sorena, a ten z uśmiechem zaprosił dziewczynę do swojego pokoju. Wyrwał kartkę z zeszytu Fabian'a i napisał na niej trzy cyfry. Powinny być cztery. W środku była dziura.
-Ej, to nie jest pełny kod! - oburzyła się Amber.
-Jezu, masz dziewięć cyfr do kombinacji. To lepsze niż tysiąc możliwości. Masz oddać mi wszystkie dowody.
-Najpierw zdobędę naszyjnik. Potem zobaczę.
Amber wyszła z pokoju chłopaka. Uśmiechnęła się. Zrobiła więcej niż wszyscy inni w całym miesiącu. Jej wystarczył mały szantażyk, by zdobić to, czego chciała. Pochwaliła się w myślach. Prawie połknęła kratkę, gdy zobaczyła, że Victor w płaszczu zbiega po schodach.
-Gdzie idziesz? -spytała blondynka, starając się zachować naturalnie.
-Nie twoja sprawa.
Amber popędziła na górę na tyle szybko, na ile pozwalały jej wysokie koturny. Na wejściu do sypialni natchnęła się na Patricię.
-Mam kod! - szepnęła podniecona i podała go Williamson, która rzuciła okiem.
-Mam go od wczoraj, geniuszko. Victor wyszedł, więc wkraczam do akcji.

Patricia przemknęła obok zawiedzionej blondynki, pobudzona przez adrenalinę. Nikt nie będzie jej mówić co ma robić, a tym bardziej coś przed nią ukrywać. Wyjęła wsuwkę i pogrzebała w zamku. Kliknęło. Dziewczyna otworzyła drzwi. Najpierw rzuciła się do parapetu i odkleiła kamerkę. Później sejf. Drącymi pacami przesuwała cyfry, tak aby utworzyły się w liczbę 1872. Odetchnęła z ulgą, gdy wielkie, metalowe drzwi otworzyły się.
W środku było mnóstwo białych kopert i jakieś trzy, duże, zapakowane w szary papier paczki.Wywaliła wszystko na podłogę. Pierwsza koperta była zaadresowana do Victora, tak samo jak dziesięć kolejnych. Na paczkach również nie było jej inicjałów. Dopiero na końcu w ręce Patricii wpadła gruba, nieco różowawa koperta. Pięknym, kaligraficznym pismem była zaadresowana do domu Anubisa. U góry kopertę zdobiły dwie duże litery. Patricia chciała przyjrzeć się im bliżej. Zdrowy rozsądek podpowiedział jej jednak, żeby się śpieszyła. Wepchnęła na odwal się resztę listów i zamknęła sejf. Powoli, by nie zwrócić na siebie uwagi Trudy, która starała się doczyścić lustro ze szminki, zamknęła drzwi gabinetu.Potem już adrenalina wzięła górę. Dziewczyna puściła się szybkim biegiem do swojego pokoju.
Siedziała tam tylko Amber, przeglądając swoje ciuchy. Williamson ciężko upadła na swoje łóżko. Drobnostka. Mogłaby robić to codziennie.
Schowała list pod swoją poduszkę. Przeczyta go, jak wszyscy będą spali. Ochota na wyznania, powtarzania, by wszyscy się nad nią użalali, przeszła wieki temu. Jednak była wściekła na Eddiego, że nie interesuje się tym, by choć trochę pomóc jej w sprawie. Był tam wtedy, tak samo przerażony jak ona. Teraz jedynie liczyła się ta głupia księga Ozyrysa. Patricia odwróciła się na drugi bok, czując na sobie wzrok współlokatorki. Teraz ma jej opowiedzieć, jak jej poszło i zbierać za to oklaski? Za nic w świecie.
Spojrzała na zegarek. Za dziesięć dziewiąta. Od południa nie widziała Megan, lecz ta najmniej obchodziła. Chciała zobaczyć się z Marą. Nigdy za bardzo się nie przyjaźniły, jednak jak usłyszała, że dziewczyna nie wraca, zrobiło jej się nieco smutno. Przynajmniej dopatrywała, by Joy i Jerome się dogadywali. Ale Patricia wiedziała - nadal go kochała, choć nie mogła zapomnieć, że to zrobił. Że ją zdradził z Willow, która ma o połowę mniej mózgu niż przeciętny człowiek.
Patricia zacisnęła powieki. Przez korytarz własnie biegła Jenks, wrzeszcząc swoje słynne 'Sque' Przed nią uciekała Rose.
-Willow, odwal się. Mnie to nie obchodzi! Skąd mam wiedzieć, czy nietoperze wypijają krew wisząc do góry nogami?
-No ale jak do mnie mówisz, patrz w kamerę. Nie odwracaj się, Rosie!
Dziewczyna zatrzasnęła Jenks drzwi przed nosem. Odetchnęła i spojrzała błagalnie na Patricię, która poklepała łóżko po swojej prawej stronie.
-Siadaj.
-Boże, dziękuje - Riddle z ulgą usiadła obok Williamson - Cały dzień za mną lata i mówi coś o jakiś jednorożcach. Ona jest walnięta.
-To jeszcze nic - zaczęła Patricia - Rok temu na przedstawienie chciała przebrać wszystkich za jednorożce. Na szczęście była tam Mara i Joy, które uratowały sytuacje.
-Uuu - Rose zagryzła dolna wargę i zaczęła się bawić swoimi złotymi włosami - Założę się, że Eddie seksowe wyglądałby przebrany za jednorożca.
-Spadaj - Patricia pchnęła przyjaciółkę. Poczuła się jak sprzed sześciu lat, gdy chodziły razem do klasy. Brakowało jej tego. Ona, Rose, Joy i Fabian. Od ostatniego zawsze ściągała, z Mercer oglądała 'Zmierzch' i mogła się zwierzyć. Z Riddle było inaczej. Zawsze razem robiły na złość nauczycielom, dokuczały pierwszoklasistom i chodziły na zakupy. Patricia położyła się na łóżku, a Rose zrobiła to samo.
-Słyszałaś, że Linkin Park mają zagrać w Londynie koncert? W marcu, w ramie europejskiej trasy koncertowej.
-Poważnie? - dziewczyna spojrzała w niebieskie oczy przyjaciółki - Kocham ich. Zdobyłaś bilety?
-Tak- Riddle wyszczerzyła się - Zarezerwowałam trzy. Dla mnie, dla ciebie i Joy.
-Wspaniale! Już się cieszę. Nawet...
Drzwi otworzyły się i do pokoju zajrzała Trudy. Patricia odwróciła głowę i spojrzała nią.
-Dziewczynki, mogę was prosić na dół?
Cała trójka wstała, Amber przepuszczając je przodem, by przypadkiem nie kopnęły jej ukochanych bluzek, które właśnie układała i porządkowała w kolejności kolorystycznej. Patricia westchnęła i nic sobie nie robiąc z protestów Millington, przeszła pod ubraniach i wyszła z pokoju.
Wszyscy byli już na dole. Nawet Eddie, który miał spędzić ten wieczór ze swoją siostrą, raczył się pojawić. Patricia usiadła obok niego, czując chłód od jego ciała. Chłopak musiał dopiero co wrócić z spotkania. Willow ustawiała kamerę na telewizorze, by nakręcić choć jedną scenę ze sobą. Włączyła ją i usiadła obok Alfiego. Patricia skrzywiła się. Czuła się jak w jakimś reality show. Jedynym powodem, dlaczego nie rozwaliła jeszcze skarbu Jenks, było to, że sporo kosztował i musiałaby za niego płacić. Blada Megan trzęsła się pod kocem, obok niej siedział zamyślony Fabian. Chole musiała wyjść, co nie spodobało się Loganowi, bo chciał oglądnąć do końca film. Colin siedział na podłodze obok foteli i pisał z kimś przez GG. Patricia zaczęła się trochę niecierpliwić. Zawołano ją na dół, żeby posiedziała sobie z małym gronem z Anubisa? W końcu pan Sweet i i Vctor weszli do salonu z poważnymi minami. Williamson poczuła, jak dreszcz przebiega jej po plecach.
-Mam dla was wiadomość - zaczął dyrektor - Chodzi o Joy.
-Co z nią? -Patricia stanęła przed nauczycielem, biała na twarzy. Chciała żeby powiedział, że nic jej nie jest, że wróci tylko później. Albo wcześniej. Z tego bardziej by się cieszyła.
-Joy Mercer nie żyje. Zginęła w wypadku samochodowym.
Nikt się nie odezwał. Patricia poczuła, jak kręci jej się w głowie. Poczuła, jak nogi odmawiają jej posłuszeństwa. Jak Eddie krzyczy i próbuje ją złapać. Jak zimna posadzka zbliża się do jej ciała. A potem ciemność.

Patricia otworzyła oczy. Obok niej leżał Eddie, gładząc ją po policzku, a drugą ręka trzymał jej dłoń. Leżała w swoim pokoju, twarzą do sufitu. Gdy Sweet zobaczył, że się obudziła, podał jej szklankę wody.
-Masz, wypij to.
Dziewczyna drżącą dłonią chwyciła za kubek. Przystawiła go do ust. Woda nawilżyła jej suche gardo, jednak ona nadal nie mogła mówić ani w stanie tego zrobić. Spojrzała na swojego chłopaka. Patrzył się na nią troskliwymi oczami, pełnymi współczucia. Poczuła, jak w jej zimnym ciele zapala się mały ognik, który rozgrzewa jej serce. Nie jest jednak w stanie ogrzać je w całości. Otworzyła usta i cicho wychrypiała
-Joy..  Ona... Naprawdę...
Eddie kiwnął powoli głowa. Williamson poczuła, jak oczy napełniają je się łzami.
-Boże, Eddie....
Wielkie, słone łzy zaczęły spływać jej oczu, tucząc się po policzkach. Eddie podniósł się i przytulił ja do swojej piersi. Poczuła zapach jego perfum, wtuliła się mocniej w jego bluzę i płakała. Wiedziała, że może, że on ją nie odepchnie, że zrozumie. Nigdy nie okazywała słabości. Zawsze była twarda i bezwzględna.  Poczuła się, jakby cały świat obrócił się przeciw niej, że tylko Eddie ja kocha i robi to mocno. Leżeli tak dopóki po domu nie rozsnuł się głos:
-Wybiła dziesiąta! Macie dokładnie pięć minut a potem chce usłyszeć, jak upada ta... szpilka.
Sweet delikatnie odsunął od swojego ciała.
-Nie odchodź - szepnęła, nie mogąc znieść myśli, że teraz może ją zostawić.
-Wrócę - odrzekł, po czym sunął się z jej łóżka i wyszedł.
Patricia, gdy usłyszała, jak szybko schodzi po schodach, czując zawroty głowy powlekła się do pokoju Joy. Rose i Willow już spały, przewracając się niespokojnie z boku na bok. Wszystko wyglądało tak samo, jak wtedy, kiedy ona tutaj była. Wiliamson podeszła do szafy i wyciągnęła jedną z koszul Joy. Chciała mieć coś, co należało i pachniało Mercer. Wróciła do swojego pokoju. Położyła się i zasnęła wtulona w ubranie najlepszej przyjaciółki.
Eddie przyszedł pół godziny później. Wszedł pod jej kołdrę i objął w pasie. Żadna z dziewczyn nie była tej nocy w pokoju. Amber i Megan spały w pokoju Fabiana, a Logana wygoniono na kanapę. Trudy się nad nim zlitowała i ofiarowała swój pokój jako nocleg dla Sorena. Dom Anubisa pogrążył się w sen, świadomy, że stracił coś, czego już nigdy nie odzyska. Nazajutrz czekały mieszkańców internatu dwie niespodzianki. Na razie Patricia pogrążyła się w sen w ramionach Eddiego.

...

6 komentarzy:

  1. Jeeeeeeeeejciu <333
    To takie suuupeeer *.*
    Pati znowu się cieszyć.. ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetneeeeeeee!
    Dodaj szybko next!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Aaaaa kocham twojego bloga!
    Szkoda mi Patrici. Ale Joy chyba tak naprawdę nie umiarła?
    Amber tak się starała zdobyc ten kod, a tu wszytsko na marnę. Nawet swoją szminkę poświęciła.
    No wiesz. Ja tu tyle czekałam, aż ona otworzy ten sejf, a teraz musze czekać, aż przeczyta list. Ty naprawdę chcesz, żebym skonała z niecierpliwości ;p.
    I te zdanie w ostatnim akapicie ,,Nazajutrz czekały mieszkańców internatu dwie niespodziank". Ja chce wiedzieć jakie ^^.
    Prszę, pisz szybko kolejny, bo jestem strasznie ciekawa, co będzie dalej.
    ;***

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem jakim cudem tak właściwie dopiero teraz odkryłam twój blog. Mam nadzieję,że zdąże nadrobić zaległości w rozdziałach. Spróbuje.
    Cudowny rozdział. Czekam na kolejny z wielką niecierpliwością. <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział<3 juz nie moge się doczekac następnego!!! Biedna Patricia:(

    OdpowiedzUsuń
  6. Joy nie żyję?
    Jezus Maria.
    Przyjadę na pogrzeb! Sibuners, składamy się na wieniec!
    Dobra strona jest taka, że nie będzie Jeroy i niedługo wróci Marusia! Sapphire oł yeaa!
    No geniuszu ;D
    Chylę czoła.
    A może... zua Mercer upozowała śmierć żeby Dżeruś zaczął się martwić? :O
    Albo... albo Mick ją znokautował kangurem? :O
    Chyba, że dostała ode mnie z bara, bo kogoś tam wczoraj potrąciłam... Joy? Matko Boska ja nie chciałam! Nie w tak brutalny sposób!
    Mózg mi się przegrzał, muszę przestać ^ ^
    Kolejna opcja jest taka, że dopadł ją anty-dżerojowy tir, ale zagadka jej śmierci pozostanie nieznana.
    Chyba, że żyję, też byłoby ciekawie ^ ^
    Cokolwiek zrobisz i tak będę zadowolona ^ ^Moja kochana zdolniacha Joylitte <3
    Masz wieeeelki talent <3 Widzę, że obserwatorów przybywa. Należy ci się grubo ponad setka, talencie ty moje! c;
    KC BARDZO BARDZO <3
    Twoja wierna Joylitter c:

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy