piątek, 12 lipca 2013

021. Rozdział dwudziesty pierwszy

Megan wracała ze szkoły z uśmiechem na ustach. Nie dość, że Logan wyszedł z klasy w nietypowy sposób,bo jak się tłumaczył dyrektorowi ' Drzwi były dalej niż okno', na dodatek zaczynał czuć coś do jej najlepszej przyjaciółki. Grant skrzywiła się. Nie zamierza być chrzestną ich dzieci. W domu powitały ją smakowite zapachy. Dziewczyna wzięła duży chlust powietrza i wbiegła po drewnianych schodach do swojego pokoju. Była tam tylko Patricia leżąca na łóżku z słuchawkami na uszach, nieodłącznym detalem jej stroju. Dziewczyna nie zwróciła na nią uwagi, więc Megan bez zbytniego pośpiechu zdjęła szkolny mundurek, założyła szare rurki, brudnoróżowy sweter i trampki. Włosy związała w wysoki kucyk i porwała gitarę na kolana. Już miała ręce na gryfie, gdy Willamson zdjęła swoje słuchawki i spojrzała na nią. Grant zamarła czekając na jakąś wredną uwagę.
-Mogę cię o coś spytać? - Megan odetchnęła a Patricia kontynuowała - Chodzi o Joy.
-Nie znam jej zbyt dobrze...
-Wiem. Jesteś tu niecały miesiąc, a już się wymądrzasz - warknęła Willamson i zamknęła oczy biorąc głęboki, uspakajający oddech - Widzisz świat w kolorowych barwach, więc coś wymyślisz. Joy wyjechała, lecz przed wyjazdem położyła to na mojej poduszce.
Megan obserwowała, jak dziewczyna wyciąga białą kopertę z komody, po czym ją je podaje. Grant odłożyła gitarę na swoje miejsce i drżącą dłonią chwyciła papier.
-Mam to przeczytać? - spytała, nie wiedząc o co zbytnio chodzi.
-Nie. Podałam ci ją, żebyś mogła pooglądać, jaka ona jest gładka i biała i jakie ma ostre krańce. Boże, żyję z idiotami.
Patricia opadła na swoje łóżko, po czym znów założyła słuchawki. Megan drżącymi palcami otworzyła kopertę i zaczęła powoli czytać, by zrozumieć każde słowo:

Droga Patricio!

Wiem, że mój wyjazd może być co najmniej dziwny, ale naprawdę mój tata ma małe kłopoty finansowe. Sprzedajemy dom babci, która zmarła na wakacjach, a ja zaproponowałam mu pomoc. Nie zgodził by się, gdybym nie powiedziała  ze muszę trochę odetchnąć od Jerome'a. To jest mój drugi, trochę mniej ważny powód. Kocham go. Cholernie. Ale potrzebuje trochę odpoczynku, by on mógł przemyśleć, czy faktycznie czuje to tak mocno jak ja. Ale słowa Megan dały mi trochę do myślenia. Powiedziała ostatnim razem ' Jeżeli się zastanawiasz, czy kogoś kochasz, to uczucie dawno zgasło' Ja się nie zastanawiam, ja to wiem. Chciałabym, żebyś nie miała mi za złe tej nagłej decyzji. Powrócę do domu Anubisa, nie martw się :*

Kocham, Joy xxx

Megan zagryzła dolną wargę. Wiedziała, co ma na myśli Williamson. To przez nią Joy wyjechała. A przynajmniej dostała zgodę na wyjazd. Nie wiedziała, ze jeżeli powie te słowa Mercer, to jakoś na nią zadziałają. Miała w zwyczaju rzucać cytatami, tak jak Logan rzucał swoimi sucharami. Zerknęła na rudowłosą dziewczynę, która bacznie ją obserwowała. Przeczytała list jeszcze raz. Boże, co ona narobiła?
-I co? - Patricia zaczynała się niecierpliwić - Zabawne, prawda?
-Nie widzę tu nic zabawnego. Joy piszę, że wróci, nie ma się czym martwić.
-Mi nie chodzi o Joy! Mi chodzi o Jerome'a!
Megan zagryzła wargę. Tego się nie spodziewała. Czego ona chciała od Clarka?
-Wiedziałam, że ją zrani - warknęła Patricia, mówiąc trochę bardziej do siebie, niż do niej - Szkoda że nie ma tu Mary. Wielka szkoda. Już by nie żył. Zatłukłabym razem z nią go patelnią.
Williamson wyzywała dalej Clarka, lecz Megan porwała swoją torbę i wymknęła się z pokoju, mówiąc cicho 'cześć'
Słońce prawie zachodziło. Grant ubrana w czarny płaszczyk szła w stronę lasu, razem ze swoim cieniem, który stopniowo się wydłużał Jesień już czaiła się w zaroślach, tu i tam strącając kilka liści, kolorując krzaki róż, nadaje wietrzykowi odrobinę chłodu. Westchnęła. Tęskniła za stara szkołą, gdy razem z Chole po lekcjach chodziły do kina, wracały późnym wieczorem. W soboty chodziły na spacery do parków, biegały razem i wygłupiały się. Tutaj wszystko się zmieniło. Niecałe cztery tygodnie temu stała tutaj na miękkich jak plastelinach nogach i zastanawiała się, co jej przyniesie ten rok. Dostała odpowiedź: nawiedzającego go ducha ze starożytności, dziwne opętania uczniów, kolegów z klasy uciekających przez okna i tajemnicze zagadki. Doszła do domku letniego. Słońce bawiło się promieniami na jego dachu, a sam budek sprawiał wrażenie nawiedzonego. Grant przeszedł dreszcz. Otworzyła drzwi do tajemniczego pomieszczenia i włączyła laptopa. Na szczęście wi fi jeszcze tu było. Wpisała w Google 'Louisa Frobisher - Smithe' i kliknęła enter. Przejrzała dokumenty ślubu z Robertem, akt urodzenia małej Sarah oraz artykuły o wykopaliskach. Na samym końcu znajdowała się dokument zawiadamiający o dziwnej śmierci małżonków. Ich ciała nigdy nie odnaleziono. Megan westchnęła i zjadła jeszcze jedną rurkę. To pomagało jej się odstresować. Wstała i stanęła na zakurzonym, zielonym dywanie.
-Dobra - szepnęła, po czym dodała nieco głośniej - Lousia, wiem że tu jesteś. O co w tym wszystkim chodzi?
Grant poczuła, jak gęsia skórka pokrywa jej ciało i temperatura pokoju się obniża.
-Jak mam ci pomóc? Powiedz nie boję się. Biorę ten ciężar na siebie.
Gwałtowny ból głowy powalił ją na kolana. Upadła głucho i chwyciła się za głowę. Czuła się jak radio, które nie jest ustawione na konkretną stacje. Tylko szum i nieznane głosy, mieszające się ze sobą. Klęczała tak przez chwile, nie słysząc nawet swoich jęków wydobywających się z sinych ust. W końcu jeden, ochrypły, kobiecy głos wybił się spośród innych.
Znajdź księgę.
Skompletuj Krąg.
Uratuj Wybraną.
Strych.
Strych w tym domu wyjawi ci tajemnice. 
Pomóż, za nim będzie za późno. 
Znajdź Krąg.
Niech przepowiednia się spełni.
Ogłuszająca cisza zagościła w głowie Megan. Dziewczyna położyła się na zakurzonym dywanie, dygocząc, szlochając, oblana potem. Nie myślała. Pogrążyła się w niespokojnym śnie.

Jerome ostatnim ruchem grzebienia dokonał cudu. Jego włosy wyglądały tak jak sprzed dwóch lat. Powrócił do tamtego stylu. Marze się wyjątkowo to podobało. Jeszcze raz rzucił okiem na swe cudne oblicze i wyszedł z pokoju. Połowa uczniów siedziała w salonie. Rose coś rysowała, ale musiała się wynieść, gdyż Trudy zagoniła Alfiego biegającego po kuchni i krzyczącego 'Krasnoludki ogłuszyły mnie i zjadły moje ciasto' do nakrywania. Willow na początku mu pomagała, ale gdy Lewis trącił ją przestraszony cieniem filiżanki wyglądającego jak UFO, wypuściła talerze na podłogę, które stłukły się z wielkim hukiem. Odwróciła się do Jerome'a, kręcąc jego wejście w nowej fryzurze i rozpromieniała. Clarke rzucił do oka kamery czarujący uśmiech i usiadł na kanapie obok Logana, oglądającego jakiś krwawy horror razem z Chole. Dziewczyna śmiała się i piszczała jednocześnie. Jerome zerknął na ekran. Piła 2. Widział to już tysiąc razy, raz nawet z Marą. Dziewczyna tuliła się do niego za każdym razem, gdy polała się krew. Clarke skarcił się w myślach. Czemu tak często o niej myśli? Przecież chodzi z Joy!
Krzyk radości i euforii Alfiego oznaczał, że kolacja jest gotowa. Na dworze zaczynało się ściemniać, słońce oddawało ostatni raz w tym dniu trochę ciepła ukochanej planecie. Jerome usiadł na przeciwko Patricii, która nałożyła sobie naleśnik na talerz. Posmarowała go czekoladą, nie odrywając wzroku od Clarka. Ten zastanowił się, czy jest spragniona jego boskiego widoku, czy po prostu chce zabić go tym nożem, który trzyma. Na szczęśliwą z życia raczej nie wyglądała.
-Chcesz coś od mnie, Patricio? - spytał chłopak gryząc gofra z bitą śmietaną. Biały puszek został na czubku jego nosa.
-Nic, Jerome - warknęła Williamson, po czym wbiła nóż w środek naleśnika. Willow, która siedziała obok niej, podskoczyła i spojrzała zdziwiona na koleżankę. Ta warknęła coś w stylu ' Jak będziesz się tak gapić, o ci oczy wydłubie' i zjadła naleśnika. Jerome pomyślał, że Patricia powoli wraca do swojej starej natury. Już nie lata tak za Eddiem, nie słucha się nauczycieli i chodzi na wagary. Ostatnio próbowała powtórzyć wyczyn Logana, jednak niej nie wyszło. Taylor złapała ją i kazała zostać w kozie, bo przy okazji chciała skręcić kark Willow.
Jerome wyciągnął się na krześle, popijając sok pomarańczowy i wyłapywał fragmenty filmu, który Soren i Tyson oglądali, wybuchając śmiechem na widok wnętrzności ludzkich. Mara miała więcej gracji, jak razem to oglądali. Boże, przestań o niej myśleć!
Poczuł, jak jego komórka wibruje w prawej kieszeni. Wyciągnął ją leniwie i odblokował. Przystawił szklankę do ust, po czym wypluł to, co chciał wypić. Patricia na ten widok wybuchnęła śmiechem i przez 'przypadek' rzuciła w niego nożem, jednak nie trafiła. Nóż zatrzymał się na wazie z sałatką jarzynową. Chłopak jeszcze raz spojrzał na ekran swojego telefonu. Nawet nie poczuł, jak czyta na głos wiadomość i jak cisza rośnie wokoło niego.
-Mara napisała : Wracam do domu Anubisa!

Fabian martwił się o Megan. Dziewczyna znikała, zazwyczaj, żeby pobiegać lub pochodzić i pomyśleć. Robiło się coraz zimniej. Tak więc, jej buty do biegania leżały w kącie i dziewczyna coraz częściej rezygnował z biegów.
Fabian siedział na swoim łóżku i szukał wiadomości na temat Louisy Frobisher-Smithe. Skupili się na nie tym archeologu, co trzeba. Jeśli, oczywiście, założenie było słuszne. Cały spadek po rodzicach odziedziczyła ich córka Sarah. Jednak o Lousie było w internecie mniej niż o jej mężu, co dodatkowo komplikowało sytuacje. Jedak Ruterowi udało się znaleźć jedną, ważną rzecz - gdy Robert wyjechał na wykopaliska ze znanym alchemikiem, Louisa spędzała większość czasu w domu letnim razem z córką. Czyli to tam są wszystkie informacje, które potrzebne są do rozwiązania zagadki i znalezieniu Księgi. Fabian myślał też dużo na temat wizji Eddiego. Księga Ozyrysa musi być schowana na terenie szkoły. Zamknął laptop i wyszedł na korytarz. Było ciemno, choć dochodziła dziewiąta. Drzwi do salonu były zamknięte, tak więc do uszu Rutter'a trafiały tylko skrawki rozmów i śmiechów. Wejście do domu otworzyły się. Staną w nich dozorca domu Hathor i Victor. Ten drugi szybko wstukał kod do piwnicy i wpuścił Simona. Za nim weszło czworo innych ludzi. Jednak żaden z nich nie spostrzegł chłopaka, który przyległ do ściany. Gdy weszli do środka chłopak zaświecił światło na korytarzu i odetchnął. Kolejne tajne spotkanie w piwnicy? Musi znaleźć Eddiego. I to szybko.
Światło zgasło. Fabian rozglądnął się wokół siebie. Nikogo nie było. Nagle poczuł się słabo. Oparł się o ścianę. W jego głowie panował szum, po czym jeden, męski głos szepnął:
Znajdź Wybraną. Uratuj. Inaczej to koniec.
Żarówka znów zajarzyła się światłem. Chłopak wziął duży łyk powietrza. Co to było? Przecież jest ten normalny. Nie jest Osyrionem, nie jest obrońcą Niny. Jednak w jego głowie nadal brzmiało jedno słowo. Wybrana... Jego Ninie coś groziło. Musi się z nią skontaktować. I to jak najszybciej.
Drzwi ponownie się otworzyły. Fabian odwrócił, zastanawiając się, kogo tym razem zobaczy. W wejściu stała Megan. Jej spuszczone włosy zasłaniały jej bladą jak papier twarz, tylko na policzkach miała różowe rumieńce od chłodu panującego na zewnątrz .Trzymała się kurczowo długimi, smukłymi palcami za futrynę drzwi, by nie upaść. Wyglądała jak duch. Torba sunęła jej się z ramienia i upadła na podłogę.Fabian podbiegł do niej.
-Megan, co się stało?
Dziewczyna objęła go i szybko oddychała. Spojrzała na niego mokrymi, brązowymi oczami i szepnęła ochrypłym głosem:
-Musisz mi pomóc Fabian. Nie wytrzymuje, wzięłam to na siebie. Wybranej coś grozi. Pomóż mi.
Rutter objął ją mocniej, a ta załkała w jego koszulę. Pogładził ją po długich, ciemnobrązowych włosach, by się uspokoiła. Obydwoje muszą skontaktować się z Niną. Jutro.






Boże, jak romantycznie. Zaraz się porzygam. Brzydka pogoda zmusiła mnie do czytania. Wypożyczyłam jakieś książki ( między innymi GONE ♥ ). Zaczęłam od niejakiej Winter. Okazało się, że to książka o wampirach. Jeej. Kolejna książka żeby do reszty zniszczyć mój poryty umysł. Ale moja przyjaciółka ma już szóstą cześć GONE i dzisiaj sobie ją odwiedzę. Caine zginą ;-; Ryczałam przez pięć minut. Chlip. Pomiędzy Fabianem i Megan chyba nic nie będzie. Będą przyjaciółmi. Przynajmniej taki mam plan. Zobaczymy co sobie jeszcze umyślę, he he. 
Dobra, kolejną cześć tego jakże błahego i przewidywalnego opowiadania dodam we wrotek. 
Komputer nadal nie naprawiony ;-;
A ja myślę nad pomysłem do opowiadania ' Moje pierwsze spotkanie z UFO' Chodzę na warsztaty literackie. Ostatnio napisałam takie badziewie, że ją w ziemię wbiło. Spytała, czy lubię takie romansidła ( ehee) Odpowiedziałam jej, że bardziej gustuje w samobójstwach, a ta mi na to, że to działa na moją psychikę, Troszkę miała racji. Zobaczycie w kolejnym rozdziale. A więc, jak ktoś będzie miał pomysł, proszę się podzielić. Przyjmę każdy :) Będę w książce! Bo później będzie wydana książka z tymi opowiadaniami, ha ha. Matko. 

Kocham was
Joylitte
XXX

6 komentarzy:

  1. Świetny rozdział. ^^ Czekam na kolejny, i na Maare. <3
    Caine? Osz ty w mordę. o.o Muszę przeczytać! A tak chciałam żeby był z Dianą. ;-;

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział świetny, zresztą jak zawsze *.*
    Patka się cieszyć !
    Czekam na kolejny ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Biedna Patricia :<.
    Jerome za wszystko obrywa ^^. Byle jego włoski ocalały.
    Pisałam ci już, że kocham twoje opowiadania? Pewnie tak, ale nie zaszkodzi powtórzyć :D. Kooocham ;*
    Ja przeczytałam tylko 3 tomy Gone ;p. Polubiłam Caina.
    I chce się w końcu dowiedzieć, co jest w tym sejfie :D.

    OdpowiedzUsuń
  4. Matko, te rozdziały są cudowne :P
    Fajnie gdybyś dodała troszkę wiecej peddie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mooooja Joylitte ♥
    Witam cię po raz kolejny :* ♥
    Nominowałam cię do Liebster Award, yay! :D
    Pytania masz tuuu: http://saga-death.blogspot.com/p/liebster-blog-award.html ♥

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy