środa, 3 lipca 2013

019. Rozdział dziewiętnasty


-Czego dokładnie szukamy?
Eddie stanął na środku zakurzonej biblioteki w domu Froisherów. To mniejsce go przerażało. Było jednak suche, a na dworze zaczął padać deszcz. Tak więc z ulgą ujżał, jak Fabian majstruje przy zamku i otwiera drzwi prowadzące do miejsca z zagadki. Jednak nie mógł pozbawić się wrażenia, że ktoś go obserwuje. Może to jego zmysły Osiriona majstrowały? Postanowił jednak zachować czujność.
Fabian otworzył drzwi znajdujące się w bibliotece, prawdopodobnie prowadzące do innej cześci domu. Wskazał ręką na drzwi, dając mu do zrozumienia, by pomógł mu je otworzyć.
-To na nic- mruknęła Megan znad książki w skórzanej, czarnej oprawie, którą kartkowała - Już ustaliliśmy, że coś blokuje je od środka. Trzeba otworzyć drzwi z przedniej części domu.
-Dobra - odezwał się Alfie, szperający przy biurko z papierami - Sama se idź na taki deszcz. Ja się stąd nie ruszę. W takim deszczu kosmici mogą cię szybko wytropić i porwać. Ich statki najlepiej działają w deszczu.
Megan obnażyła Eddiego miną pod tytułem 'O co mu chodzi?' i wskazała głową drzwi. Sweet westchnął i rozłożył ramiona.
-Dobra, chodź.
Świat był skąpany w wodzie, lecącej z chmur. Eddie praktycznie nie widział końca placu zabaw, choć były to zaledwie kilkanaście metrów. Wziął głęboki oddech i rzucił się w deszcz za Grant. Nie wiedział, jak znalazł się tak szybko na miejscu. Czuł tylko, jak woda nasiąka jego ubranie, jak włosy mu moknął. Teraz stał przed drzwiami, które według niebo znajdowały się na przeciwko wejściu do biblioteki. Pochylił się i zaczął przekręcać wsuwkę do włosów w zamku, ścigany przed drętwiejące z zimna ciało. Przekręcił gałkę, wziął głęboki oddech i wszedł do środka.
W środku był duszno. Niezwykle duszno. Zaczął macać po ścianach szukając włącznika światła. Szybsza okazała się Megan.
-Jest... - szepnęła i rozległ się dźwięk przycisku kontaktu.
Pokój był wielki, z sufitu zwieszał wielki, złoty żyrandol z którego sączyło się słabe światło. Na ścianach, podobnie jak w bibliotece była zielona tapeta w złote wzroki. Ściany zdobiły również wielkie, piękne portrety właściciela i jego rodziny oraz - tak jak się Eddiemu wydawało - władców Egiptu, którzy zapisali się czymś w historii. Podłoga była wyłożona ciemnymi panelami, na środku leżał duży dywan tego samego koloru, co tapety. Meble były wykonane z ciemnego drewna. Po jego prawej stronie stał bogato zdobiony kominek.
-Jeju... - Megan podeszła do jednego z regałów i zdjęła czarno-biało fotografię - To Frobisherowie?
Eddie podszedł do niej i zerknął przed ramie. Na środku stało trzech mężczyzn w strojach charakterystycznych dla ich epoki. Sweet potrząsnął głową i zaprzeczył:
-Nie. To jacyś inni goście, ale skądś kojarzę ich twarze.
Chwycił zdjęcie w złotej ramię i w tej samej chwili oślepił go blask. Mocno zacisnął powieki, by uchronić się przed ostrym światłem. Gdy ponownie je otworzył, poczuł się lekko. Niesamowicie lekko. Cały obraz był jakby we mgle, ale Sweet doskonale rozróżniał kształty. Był w pokoju, w którym stał przed chwilą z Grant. Jedna dziewczyny przy nim nie było. Rozpłynęła się, a do Edddiego dotarło - miał wizję. Pierwszą wizję od bardzo długiego czasu.
-Musimy ją ukryć! - jakiś mężczyzna, najwyżej dwudziestodwuletni stał na środku pokoju i zmierzł w stronę wyjścia. Eddie posunął się, przepuszczając go. Chłopak trzymał w swojej ręce pakunek, przypominający książkę.
-Wiem! - warknęła kobieta w tym samym wieku z blond włosami  kapeluszem na głowie - Nie jestem idiotką. Mam nawet pomysł, gdzie. Ale musisz mi pomóc.
-Gdzie podziała się Cassie? Zawsze jej nie ma, gdy jej potrzebujemy. Idziemy sami.
-Czekaj! - dziewczyna podbiegła do drzwi biblioteki - Na wszelki wypadek.
Podeszła do regału i popchnęła go z łatwością. Fałdy jej fioletowej sukni przyjemnie szumiały. Popychała regał do puki, gdy ten nie zakrył całych drzwi. Eddie cofnął się jeszcze o jeden krok i popchnął złoty świecznik, który z hukiem upadł na podłogę. Znów oślepiło go światło i chłopak zdał sobie sprawę, że wizja dobiegła końca.
-Eddie, o mój Boże, Eddie! Obudź się, co ci jest! O Boże, zabiłam go!
-Zamknij się - Eddie skarcił ją i przeraził go jego słaby głos - Nic mi nie jest. To wizja, to tylko wizja.
Megan nie była przekonana, stała nad nim z zatroskana i przestraszoną miną. Pomogła mu wstać i usiąść na zakurzonym fotelu.
-Megan?
Eddie podniósł wzrok i zobaczył, jak dziewczyna się rozgląda. Rozpoznał głos, który wołał Grant.
-Amber...
Sweet podniósł jedynie palec na regał i szepnął:
-Przesuń go.
Dziewczyna posłusznie spełniła jego polecenie. Podeszła do ciemnego, zakurzonego regału i popchnęła go z całej siły. Szafka podsunęła się o milimetr, skrzypiąc na podłodze. Ona jednak nie przestawała. Eddie poczuł się głupio, że dziewczyna wysila się, a on siedzi i się gapi. Był jednak zbyt zmęczy, by się tym przejmować. To dziwne. Zwykle wizje nie działały na niego fizycznie. Zobaczył coś, oderwany od rzeczywistości i wracał. I nic mu nie było. Ta wizja była jakaś dziwna. Sweet zdał sobie sprawę, że nadal trzyma fotografię. Spojrzał na nią i zamarł.
Megan odsunęła regał i otworzyła drzwi. Po drugiej stronie stał Fabian, Amber i Alfie, który rzucił jej się w ramiona.
-Jeju, myślałem że kosmici was dopadli! - odsunął się od niej i zmorzył Eddiego wzrokiem - Nie podchodźcie do niego! Kosmici musieli mu wyssać mózg przez rurkę i teraz jest otępiały!
-Tobie wyssali mózg!- Amber stanęła obok niego i z całej siły uderzyła w ramię - Co się stało?
-Eddie miał wizję - powiedziała powoli Megan. Fabian podszedł do Sweet i opadł na przeciwko niego na kanapę.
-Co widziałeś?
-Jego- Eddie pokazał palcem na mężczyznę stojącego na środku. Ucieszyło go, że jego siły wracają - On schował jakąś książkę. Pewnie Księgę Ozyrysa.
-Nie, na pewno nie on jest odpowiedzialny za te zagadki.
Eddie, tak jak cała Sibuna spojrzał na Megan. Dziewczyna oglądała obraz z podobizną kobiety o złotych włosach, szafirowych oczach i pięknym uśmiechu. Wyciągnęła dwie kartki - jedną ze wskazówką, drugą ze zagadką sprzed dwóch lat.
-Spójrzcie. Całkiem inne pismo. Te mi się wydaje bardziej miękkie, litery są drobniejsze, ale tutaj k napisane jest tak samo jak tutaj.
-Skąd ty to wzięłaś? - spytał Fabian i zgromił ją wzrokiem. Ta nic nie odpowiedziała, zagryzła tylko dolną wargę.
Eddie spojrzał na dwa świstki papierów, nadal nie rozumiejąc słów Grant. Dziewczynę zaczynało to irytować.
-Nie rozumiecie?!- Megan wstała i podeszła do portretu - Myślę, że to była Louisa Frobisher-Smithe.

Rose polerowała sztuce w kuchni. Dzisiaj była jej kolej na dyżur razem z Colinem. Dziewczyna podśpiewywała sobie pod nosem. Wrzuciła widelec do szuflady i chwyciła kolejny. Była w wyśmienitym humorze, jednak nadal była nieco przybita dziwnym zachowanie Joy.
-Co się tak szczerzysz? - zapytała Colina po raz enty, odkąd zaczęli zmywać.
-A tak sobie.
Rose przewróciła oczami. W domu Anubisa było niezwykle cicho. Chciała pobiec na górę i dokończyć rysunek. Za pięć minut będzie siedziała na górze w towarzystwie Joy i Willow i pochylała się nad kartką. Trzasnęły drzwi. Riddle z czystej ciekawości wyjrzała na korytarz. W progu stał Fabian w towarzystwie Megan, Amber, Alfiego i Eddiego. Zagryzła dolną wargę i wróciła do kuchni.
-Kto przyszedł?
-Myślisz, że sam jeden mieszkasz w tym domu? Przestań się szczerzyć! - rzuciła mu dziewczyna przez ramię i zasnęła szufladę. Zabrała się za polerkę talerzy. Minęło może pięć minut, góra osiem, gdy rozległ się wrzask. Rose aż podskoczyła, prawie wypuszczając z rąk białą filiżankę.
-WSZYSCY NA DÓŁ! I TO JUŻ!
Riddle zerknęła na Colina. Chłopak zastygł z dłoniami w wodzie pełnej piany.Nie umiała wyczytać nic z jego twarzy, więc wzruszyła ramionami, odłożyła filiżankę do regału i wyszła do salonu.
Wszyscy już tam byli. Prawie wszyscy. Riddle nie mogła zauważyć Joy. Powoli wszyscy stawali w rzędzie, tak jak to robili pierwszego dnia. Rose uśmiechnęła sie na to wspomnienie. Victor wszedł do pokoju czerwony na twarzy, ze łzami wściekłości w oczach. Dziewczyna powstrzymała wybuch śmiechu na widok czarnego kruka z czerwonym znakiem Hitlera na skrzydle.
-Kto... to... zrobił.... - Victor wysapał trzy słowa a Rose nabrała pewności, że mężczyznę zaraz rozwali od śroka. Nikt się nie odezwał. Victor podszedł do pierwszej osoby po jego prawej stronie. Był to Logan.
-Byłem w szkole w klasie.
-Masz świadka?
-Pana! I Jeroma, Simona i pana Sweeta. Niech się pan zapisze na jakieś badania. Amnezja to poważna choroba. Chociaż w tym wieku, to pewnie normalne.
Rose spojrzała na Logana. Chłopak założył ręce i uśmiechnął się do Riddle, która odwzajemniła gest.
-Byłem razem z panem i Loganem w szkole - usprawiedliwił się Jerome i Victor podszedł do Patricii.
-Byłam z Colinem. Wyciągał mi srebrną bransoletkę spod szafy, którą tam nieumyślnie wepchnał. Miałabym nagranie z kamer, jednak nasza buda jest tak biedna, że ją na to nie stać. - Patricia na dowód podniosła rękę, na której dyndała srebrna bransoletka. Jej wersje potwierdził Rowe.
-Byłam na spacerze z Alfiem, Eddiem, Fabianem i Megan. - odezwała się Amber, odgarniając swoje złote włosy.
-Gdzie byliście?
-Szukaliśmy natchnienia na błoniach. Pomagamy Joy w gazetce szkolnej.
Cała czwórka pokiwała głową.
-Gdzie jest Mercer?
Nikt się nie odezwał, Amber wzruszyła ramionami. Victor usłyszał tą samą wersję od pozostałej czwórki i skierował się do niej.
-Rysowałam. Razem z Allison Parker z domu Hathor.
-A ja kręciłam film! - Willow wyszczerzyła się i podniosła wyżej swoją nową kamerę - Mam na światków całą szkołę. Wszystkich dręczyłam.
Victor poczerwieniał na twarzy, palce u rąk, w której trzymał Corbierra były całkiem białe.
-Wszyscy! - wysapał, a później wrzasnął - MACIE SZLABAN NA TRZY TYGODNIE! WYCZYŚĆCIE SZKOŁĘ OD DOŁU DO GÓRY WŁASNYMI SZCZOTECZKAMI!
-Jeżeli to cię pocieszy, Victorze - Alfie zaczął nieśmiało - To ten czerwony kolor świetnie pasuje do oczu Corbierra. Wronom do twarzy w czerwieni.
Victor podszedł do Lewisa, teraz już siny na twarzy.
-Corbierre to kruk!
W tej chwili w holu ukazała się Joy z walizką u boku, w czarnym płaszczem i walizką u boku. Wszyscy umilkli. Rose poczuła, jak wielka gula rośnie jej w gardle.
-Gdzie jedziesz? - spytała Riddle, błagając, by sprawy miały się inaczej niż sądziła.
-Tata ma kłopoty finasowe. - odopowiedzała Mercer ściskając walizkę - Wyjeżdżam na dwa tygodnie, ale wrócę.
-Czyli uciekasz zamiast pogadać?! - Jerome rzucił się w stronę drzwi, nie zwracając uwagi na wściekłe spojrzenie Victor'a.
-Nie uciekam. Wyjeżdżam na chwilę. Przerwa dobrze nam zrobi. Do widzenia, Jerome.
Odwróciła się na pięcie i wyszła. Rose stanęła obok Clarka i założyła ręce na pięcie.
-Zawaliłeś.
Jerome nic nie odpowiedział. Odwrócił się i skierował do swojego pokoju. Rose odprowadziła go wzrokiem, żałując, że nie zna go na tyle dobrze, by go pocieszyć.


Dodałam to badziewie, się możecie nacieszyć i pośmiać z tego czegoś. Miałam zajebisty dzień - zepsułam rower, bo jak jechałam pod górkę kierownica mi wypadła (wyrwałam ją, ok.) . Musiałam taszczyć tą kupę złomu przez pół godziny do domu. Ucierpiała moja duma i nogi. Mam siniaki. Do tego wszystkiego, komputer mi się zepsuł. Teraz piszę na takim starym, do którego tata podłączył neta, ale on chodzi normalnie tak szybko, jak mózg Willow. Amen. Pożaliłam się i pożalę jeszcze, że nw kiedy dodam rozdział, a mi wyszedł. Logan ♥ Spodziewajcie się tak około niedzieli, może w sobotę. Ale to może. Z powodu zabójczej szybkości tego czegoś, co zaraz wyrzucę ze złości przez okno nie ma gifów, może potem dodam. Szalona ja. Pół godziny poprawiania błędów  *teatralne westchnienie* całe życie w stresie. Amen.
No ten tego, dzięki za te nominacje ( heuheu i tak nie ogarniam o co chodzi) aktualizuje i będę nominowała dalej, jak mi kuźwa ciocia naprawi mój stary komputerek. Przyjeżdżaj szybko. 
Hahaha, 10 kom pod ostatnim zjebanym postem, hahaha dzięki :**
19:19 KOCHAM WAS. No i Brad'a, ale to co innego. 
Na kolacje sobie hasam. Jakby były błędy, poprawię, tylko niech mi się psychika odbuduje! Poczekacie se. Tryryry!

Wkurzona i opalona 
Joylitte
XXX


6 komentarzy:

  1. Suuuuuuuuuuuuupeeeeeeeeeeeeeeer *.* Oddawaj ten talent !
    Nowy odcinek "Ból"..
    http://fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com/2013/07/odcinek-14-bol-by-nathalia-patrycja-3.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Stwierdzam radość, bo Joy wyjechała.
    Ohh Hitler <3
    Czuć starą atmosferę HoA! Sapphire popadła w niewyobrażalny zachwyt!
    No genialna jesteś, no <3
    Też chcę się opalić! Jestem blada jak papier ścienny, czemu słońce mnie olewa?! Pewnie ta szuja Trudzia (moja zacna wena) nagadało mu jakiś patologicznych rzeczy o mnie. Ouu ;/
    Spodziewam się wielkiego come back Marusi! :D
    LOOOGAN! <3
    Bradzio everywhere.
    Stare komputery... Jedno zdanie pisało się dwie godziny, ale spoko. Ave XXI wiek!
    KC <3
    Czekam na następny przecudowny rozdział <3
    Twoja Joylitter ^ ^

    OdpowiedzUsuń
  3. Zajebisty rozdzialik <3333
    Też kocham Brada, no nie w zasadzie to jego głos bo ma taki cudny .... <33333 Znam jego wszystkie piosenki i mogłamby je słychać godzinami, gadzinami, godzinami. Że jeszcze mi nie zbrzydły xd.

    OdpowiedzUsuń
  4. Heh genialny pomysł z tym znakiem Hitlera xp.
    Rozdział super. Szkoda mi trochę Jeroma. Joy mu wyjechała i biedak został sam. Ja bym go z chęcią pocieszyła i namacała mu włoski :D.
    Coraz bardziej lubię Logana. On mi tak bardzo przypomina Eddiego z 2 sezonu ^^.
    Jejku pisz szybko następny rozdział, bo nie wytrzymam. Chce się dowiedzieć co jest w tym sejfie.
    ;***

    OdpowiedzUsuń
  5. Superowo piszesz! Mam nadzieję, że peddie ( <3 ) nie zostanie zniszczone przez Logana! :D
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ostatni odcinek mej historii. Zapraszam:)
    http://fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com/2013/07/odcinek-15-kocham-cie-tak-mocno-ze-az.html

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy