wtorek, 23 lipca 2013

024. Rozdział dwudziesty czwarty

Amber razem z Rose wybrały się na zakupy. To zawsze rozmywało szarą rzeczywistość w świecie Millington. W pokoju nie miała za bardzo co do roboty, bo siedziała tam Patricia odzyskująca siły po wczorajszym ciosie. Wkrótce wróci do siebie i będzie wrzeszczała na pierwszoklasistów, że wychodzili jej pod nogi. Odrzuciła również propozycje Williow, by towarzyszyła w kręceniu jej przełomu w sztuce filmu. Siedzenie razem z Fabianem i Megan w bibliotece gapienie się w małe literki układające się w słowa, też nie działały na nią pozytywnie. Mara się uczyła, Jerome, Logan i Colin gdzieś wyszli, a Eddie towarzyszył swojej dziewczynie. Tak więc Amber porwała Rose i wyciągnęła ją na zakupy. Szlaban został cofnięty, ze względu na wyjątkową sytuacje. A Amber musiała poszukać czegoś na przyjęciem po przedstawieniu i nie zrezygnowała z tego, nawet jak Riddle tłumaczyła jej uparcie, że przecież zostało jeszcze pół roku.
Obładowane torbami z wielkim trudem wygramoliły się z taksówki. Amber przystanęła. Przy szkole stały dwa wozy policyjne i ambulans.
-Mam nadzieje, że to nie dlatego, że korzystałam z karty kredytowej tatusia.
-A ambulans to po co? - zapytała zaciekawiona Rose.
-A skąd mam to wiedzieć.
Amber śmiałym krokiem podeszła do centrum zamieszenia. Za nią niepewnie tuptała jak cień Rose. Wśród tłumu policjantów, Millington wypatrzyła dwie małe postacie: Chole i Megan. Rzuciła do towarzyszki 'Zaraz wracam' i przedarła się do przyjaciółek.
-Co się stało? - zapytała blondynka, kładąc połowę swojego pakunku na betonie.
-Harry nie żyje. - odpowiedziała Megan, a Tyson pisnęła i wtuliła się mocniej w ramię przyjaciółki. Amber zamarła. Dwa morderstwa wciągu jednego tygodnia? Albo Bóg miał dość zgrai miłych dzieciaków, albo po prostu nie był On za to odpowiedzialny. Millington usiadła obok Chole, kładąc jej ramię dłoń. Wkrótce dwóch policjantów zabrało załamaną dziewczynę, a Megan stanęła przed blondynką i spojrzała jej głęboko w oczy.
-Musimy zwołać zebranie Sibuny.
-A co ma do tego Sibuna? - zaciekawiła się Millington.
-Musze wam o czymś powiedzieć. To zaszło za daleko.

Grant siedziała na jednym z zakurzonych foteli w domku letnim Frobisherów. Posprzątali tu trochę. Mają przecież spędzić tu większość wolnego czasu na szukaniu Księgi Ozyrysa. W głupim i niepotrzebnym wyścigu ścigali się uczniowie i nauczyciele. Czuła na sobie wzrok całej Sibuny. Była też Patricia, która postanowiła, że nie będzie zamykać sięe w sobie. Eddie trzymał ją za rękę, obydwoje siedzieli na kanapie. Grant wzięła głęboki wdech. Chyba czas, by im wszystko wyjaśnić.
-Dobra. Te opętania Willow nie wiem skąd się wzięły, więc możecie sobie darować pytania. To 'coś' opętało też moja najlepszą przyjaciółkę, jak miała czternaście lat. Razem wymyśliłyśmy, wzorując się na powieści Michela Granta, że zaczniemy nazywać ją Ciemnością. Na początku roku szkolnego, jak pamiętacie, nie chciałam, by Chole o mnie opowiadała. Jak się poznałyśmy. W wieku sześciu lat miałam koszmary. Wrzeszczałam po nocach, sama już nie wiem co. Wtedy zobaczyłam w jednym śnie mała Chole. Wyglądała jak aniołek - Grant uśmiechnęła się i spuściła wzrok na swoją morską tunikę, którą bawiła się w palcach - Powiedziałam mamie, ona przyznała, ze nie płakałam wtedy w nocy. Po raz pierwszy od półtora roku. Nadal jak z nią o tym rozmawiam, odwraca wzrok, ale wiem, ze coś przed mną ukrywa. Ale to nie wasza sprawa. Poznałam ją tydzień później. Koszmary senne się skończyły, choć nadal coś czai się w moim umyśle. Chole o tym wszystkim wie. Znaczy nie o Sibunie, wie o wszystkim aż do momentu przyjazdu do Anubisa. To powróciło, przyszło za mną tutaj. Pewnie dlatego dopadło Willow.
Alfie poruszył się, jednak dziewczyna kontynuowała.
- To coś jest tutaj. Czuję to. I wiem, że Eddie też to czuje. Widziałam to w jego oczach. Wczoraj... Wczoraj postanowiłam, że coś sprawdzę. Przyszłam tutaj. Jak idiotka zaczęłam wołać do Louisy Frobisher - Smithe, by mi się pojawiła. By pomogła. I stało się. Weszła do mojej głowy. To było straszne. Mówiła coś o Kręgu, o Wybranej i o Księdze. Że strych w tym domu zdradzi nam wszystkie tajemnice. To tyle, tak jakby.
-Tak jakby? - warknęła Patricia i zerwała się z miejsca - To coś zabiło mi przyjaciółkę, jestem tego pewna a ty mi mówisz, że to tak jakby! Gadaj wszystko.
Megan spojrzała na Fabiana, który kiwnął głową. Dochodziła do momentu, którego nie chciała wyjawiać. Nawet Rutterowi.
-Nie mów im tego. - kobieta w białej sukni stanęła obok Williamson - Nie możesz.
Megan westchnęła i wzięła głęboki wdech.
-Jestem walnięta. Nawiedza mnie duch Kleopatry Seleny II...
-Kogo? - zapytał Alfie, a Fabian rozchylił delikatnie usta.
-Jedynej córki Kleopatry VII , bliźniaczej siostry Ptolemeusza Heliosa. Tej słynnej Kleopatry, Alfie.
-Czemu nam nie powieszałaś? - Eddie objął ramieniem Gadułę, ta jednak nie odwzajemniła ucisku.
-Bo to głupie. Czy jakbym powiedziała, że nawiedza mnie duch dwa tygodnie temu, uwierzylibyście? Właśnie. Jak pierwszy raz ją spotkałam, dała mi biała róże z sześcioma płatkami. I błagam, nie zrozumcie mnie źle, ale taką samą róże znaleziono na stłuczonej toaletce, która zabiła Harrego.
Cisza. Tego Grant się najbardziej obawiała. Dodała coś, czego nie zamierzała.
-Nie jestem Wybraną. Ani Osyrionem. Nie chce być. Ale nie ja sama mam, że się wyrażę, wizje. Fabian też, tego samego dnia, co ja.
Patricia przeniosła wzrok na Rutter'a. Siedział z twarzą zanurzoną w dłoniach. Po chwili odezwał się:
-To prawda. Ninie nic nie jest. Nieskontaktowaniem się z nią. Mi mówiono, że mam znaleźć Wybraną i uratować ją. Inaczej to koniec. Ale ja jestem tym normalnym, czemu mi też się to zdarzyło.
-Wiecie co? - Patricia otworzyła kopniakiem drzwi do kolejnego pomieszczenia. - Mam dość tych ckliwych wyznań. Znajdźmy te wejście na strych. Szybko.
Megan sunęła się z fotela i podeszła do regału. Widziała taką akcje w filmie. Ciągnie za jedną księgę i ta dam! Otwierają się tajemne drzwi. Reszta Sibuny rozeszła se po całym domu. Co chwilę Alfie powskakiwał krzycząc 'PAJĄK' później się uspokajał i wracał do szukania. W pomieszczeniu został tylko Rutter.
-Czemu mi nie powiedziałaś? - spytał, pomagając jej w sprawdzianu książek.
-A jak byś zareagował? - spytała szeptem Grant - Głupia dziewczyna z odchyleniami, mająca koszmary po nocach, nawiedzająca przez umarłych ze starożytności i działająca jak radio dla duchów? Poruszające.
Rutter nic nie odpowiedział przez jakiś czas. Gdy skończyli sprawdzać regał, chwycił ją za zimną dłoń i spojrzał w oczy.
-Mów mi wszystko. Nie wyśmieję cię.
-Nie zastąpię ci Niny. Nie jestem nią i nie chcę nią być. Mam własne kłopoty. Jedyna rzeczą, o jaką cie mogę prosić, to dalsze korepetycje z algebry. To wszystko.
-Jakie to ckliwe - Selene stanęła za nimi przyglądała się bacznie. Megan wyrwała dłoń z ciepłego uścisku Rutter'a. Obdarzyła ducha wściekłym spojrzeniem i ruszyła w inną część domu. Znalazła się w szkarłatnoczerwonym pomieszczeniu. Tutaj, tak jak w każdej innej części domku, były regały z książkami. Ten pokój chyba dawniej służył za sypialnie. Wielkie łóżko stało w koncie, niedaleko stała duża szafa. Grant zaglądnęła do niej. Wśród pajęczyn i zdechłych ich właścicieli, znajdowały suknie. Megan wyciągnicza jedną. Była ciemnoniebieska, z głębokim dekoltem i prostom krojem. Dziewczyna uśmiechnęła się do siebie i odłożyła suknie na miejsce. Podeszła do obrazu przestawiającego martwą naturę, później do regałów i je również przeglądnęła. Poniosła każdą figurę, na wypadek, jakby były ' dźwignią ' do tajnego przejścia. Dziewczyna westchnęła - nigdy tego nie znajdą. W pomieszczeniu za ściana Lewis krzyknął 'PAJĄK' a Grant uznała, że trzeba wracać do Anubisa. Już wyszła za próg, gdy usłyszała kobiecy głos.
-Nie ee, nie wychodź. To gdzieś tutaj.
-Selene, mogłabyś mi wskazać palcem to miejsce a nie bawić się ze mną w kotka i myszkę?
-Mam być twoim przewodnikiem, nie kompasem.
-Chrzań się.
Megan przyszedł do głowy tylko jeden pomysł. Przesunęła regały, jednak nic tam nie znalazła. Zrezygnowana, zaczęła błądzić palcami wzdłuż ścian. W pewnym momencie poczuła, że coś się zmieniło. Jakby ściana została zbudowana z innego materiału i wepchnęła w dziórę.Serce dziewczyny zabiło mocniej. Wepchnęła mały palec w niewielki otwór, jednak był zbyt słaby, by sobie poradzić. Megan tworzyła szafę i wyjęła z niej jeden, drewniany, zakurzony wieszak. Ze wstrętem oczyściła go z pajęczyn i podbiegła do rzekomych drzwi. Pchnęła 'klucz' w niewielką dziurkę i zaczęła mocna na jego napierać. Ściana ze zgrzytem zaczęła ustępować. Dziewczyna sapiąc i pomagając sobie nogami otworzyła je na ściesz. Czekało ją rozczarowanie : po drugiej ścianie była betonowa ściana. W miejscu, gdzie powinna być klamka, znajdowało się wgłębienie. Pogładziła je koniuszkiem palca.
-Chodźcie tutaj! - wrzasnęła na tyle głośno, by jej głos rozniósł się echem po całym domu. Po trzech minutach cała Sibuna patrzyła się na znalezisko. Eddie podszedł do drzwi i dokładnie im się przyjrzał. Gdy doszedł do wgłębienia, uśmiechnął się i zaczął przeszukiwać swoje kieszenie.
-Jak to znalazłaś? - spytała Amber, gładząc aksamitnie czerwoną ścinę.
-Selene...- mruknęła Grant i uśmiechnęła się na widok Eddiego, trzymającego z zadowoleniem jakiś wisiorek.
-Oko Horusa. - wyjaśniła Millington, obserwując zdziwienie na twarzy Megan, gdy kamienna ściana przesunęła się i odsłoniła wejście na korytarz ze schodami - Dawniej należał do Niny, ale oddała je jemu.
-Kto idzie pierwszy? - spytał Alfie odsuwający się od drzwi jak najdalej Patricia złapała go i pchnęła obok Amber.
-Ja nie. Okropnie boję się pąków i robali. Przerażają mnie te ich cieniutkie nóżki i jak na mnie biegną i krzyczą: Megan, sparaliżujemy cię i wyjemy twoje wnętrzności a na końcu...
-Idioci - warknęła Patricia i wyrwała latarkę z rak Rutter'a - Idę pierwsza.
Schody pięły się w górę tylko przez chwilę. Po chwili cała Sibuna znalazła się na strychu. Było duszno, choć nie tak, jak w pozostałych częściach domu. Kartony z książkami, złamanymi piórami i przyrządami zajmowały większą cześć pomieszczenia. Wszystko pokrywała duża warstwa kurzu, drażniąca za każdym wdechem nosy gości.
-I jak to nam ma pomóc? - spytała Patricia, zawieszona tym co zobaczyła. Fabian podszedł do samotnego obrazu wiszącego na samym końcu pomieszczenia. Przetarł go rękawem. Grant stanęła obok niego.
-Kogoś mi przypomina... - szepnęła.
-To Sarah. Córka Louisy i Roberta.
-Piękna.
Rutter spojrzał na dziewczynę, która jak na komendę odeszła od niego i kucnęła przy najbliższym kartonem.
-Mogę zrobić z siebie idiotkę? - spytała, patrząc się na Patricię.
-I tak dawno to zrobiłaś. Ostatnio, jak gadałaś o pająkach wyjadających ludzkie wnętrzności.
Megan westchnęła. Przywołała w myślach Selene, ta jednak nie pojawiła się.
-Robi to specjalnie - mruknęła Megan, po czym z każdym wezwaniem podnosiła głos - Selene, Selene, SELENE!
-Nie drzyj się.- jęknęła Amber, zatykając sobie uszy.
-Właśnie, nie drzyj się. Wystarczy ładnie poprosić. - Kleopatra stanęła przed nią i uniosła brwi.
-Co dalej?
-Skąd am wiedzieć?
-Selene...
-Dobra. Znajdźcie księgę z dyskiem słonecznym, pomiędzy nimi powinna być wskazówka. Przynajmniej taką dostałam odpowiedz.
-Szukamy księgi z dyskiem słonecznym. Tam jest wskazówka - powtórzyła im dziewczyna, po czym przewróciła jeden z kartonów. Jako jedyna.
-Jestem zmęczona, Alfie zaczyna dostawać padaczki ze strachu na widok tylu zdechłych pająków. -odpowiedzialna Patria, po czym odwróciła się do drzwi- Wracamy.
-Co? Ale...
-Chcesz, to sobie tutaj siedź. Victor zacznie nas szukać, to  wtedy zrobi się niezręcznie.
Williamson wyszła z pomieszczenia, za nią podążył Eddie i reszta Sibuny. Dziewczyna jęknęła. Podniosła się z zakurzonej podłogi, otrzepała kolana i poszła w ślad za przyjaciółmi.


Taa.. Sibunowej patologi cześć dalsza. Juhu. Fani na fb zaczynają mnie powoli wkurzać. Najpierw ' Ten sezon będzie beznadziejny, bla bla bla' teraz ' OMG, to najlepszy sezon, te pary są takie słodkie, a Jerome i Joy to  powinni być razem od początku hi hi' Serio? Co wy romantycznego widzicie w kąpaniu śmierdzącego psa? Scenarzyści ( biedna Diane) zrobili z Mary mściwą sukę, która pragnie jedynie zemsty na chłopaku. To samo z Jeromem - kręcił z dwoma naraz, jakoś mi nie pasuje do Clarka z dwóch poprzednich sezonów. Tamten był czarujący, skupił się na Jaffray i nie chciał innej dziewczyny. A Joy, którą postawili w złym światłe w drugim sezonie, wykreowali na piękną śłitf Amber, która jedynie chce pomóc swoim przyjaciółkom. Jak dla mnie to brzmi jak bardzo kiepski scenariusz opery mydlanej. Przynajmniej Peddie przerwało. Chociaż te włosy Patrici, grr... Słodkie loczki dla buntowniczki. Jak chcieliście jej styl trochę zmienić, to trzeba było więcej ćwieków dać, a nie jakieś słodkie gwiazdki na mundurku. Co to ma być? Sezon się skończył, serial się skończył, ale ja nadal sobie ie odpuszczę. Jeszcze czego -,- O wiem, a może parking Victor&Willow? Na pewno się wam spodoba! Przecież są tak różni, a przeciwieństwa się przyciągają! A różnica wieku? Miłość nie zna granic!
Ale zaczęłam pieprzyć. To przez to, że Jara według jednej strony jest parą na 'NOT'. Najwyraźniej ktoś za długo na słoneczku przesiadywał. Są jakieś granice. Polecę sobie na miotle do Liverpoolu, zobaczymy, że waldzio przeżyje Avadę. 

Z wyrazami głębokiego zaniepokojenia stanem psychicznym ludzi
Joylitte
X

piątek, 19 lipca 2013

023. Rozdział dwudziesty trzeci

Mara Jaffray nie spodziewała się takiego powitania. Przyjechała po dwunastej, bo jej samolot nieco się spóźnił. Jednak najgorsza okazała się wiadomość, którą przekazała jej Trudy, gdy dziewczyna stanęła rozpromieniona w progu swojego prawdziwego domu. Sama była przygnębiona- jej najlepsza przyjaciółka nie żyła. Pogładziła swoje czarne, proste włosy przed lustrem. Zajęła łóżko Joy, jej współlokatorki zeszły już na śniadanie. Mara westchnęła, bez Joy nigdy nie będzie tak samo. Poprawiła krawat, który zbyt mocno ja ściskał i zeszła do jadalni.
Było cicho. Nikt się nie odzywał, nie było śmiechu, który był nieodłączną wizytówką  wspólnych posiłków. Stanęła w drzwiach przygnębiona tym widokiem. Pierwszy zauważył ją Jerome. Podniósł swoje niebieskie, smutne oczy na jej ciemną twarz.
-Mara.. - chwilę spóźnij znalazła się w jego objęciach. Clarke sprawiał wrażenie, jakby miał zaraz się rozpłakać. Gdy chłopak się od niej odsunął, ujęła jego zimną dłoń. Jego włosy, jak zwykle idealnie były uczesane tak jak w sprzed dwóch lat. Mara nie dała po sobie poznać, że ją to trochę ucieszyło. Uśmiechnęła się smutno.
-Trzymasz się? - spytała szeptem, patrząc w jego niebieskie, głębokie oczy. Chłopak przecząco potrząś głową. Przytuliła go jeszcze raz i usiadła do stołu. Przywitała się ze wszystkimi : z Fabianem, Alfiem, Willow, Amber, Megan, Colinem,  Rose i Loganem. Usiadła obok Jeroma, na końcu stołu.
-Gdzie Patricia i Eddie? - spytała, nakładając sobie babeczki Trudy. Teraz potrzebowała osłodzenia jej gorzkiego życia.
-Eddie czuwał przy Patricii całą noc - odpowedziała Grant sennym głosem, po czym surowo spojrzała na Sorena. Jaffray pomyślała, że pewnie jest nowym buntownikiem. Chłopak jednak darował sobie żarty i utkwił wzrok w swoim toście. Najwyraźniej on rozumiał powagę sytuacji.
Mara do szkoły szła na szarym końcu razem z Jeromem, trzymając go za rękę. Wspierała go. Wiedziała, jaki to dla niego cios. Kochał Mercer, a jak ostatnio się żegnali, pokłócili się. Mara oparła głowę na jego ramieniu.
Szkoła była tak radosna, że Jaffray nie mieściło się to w głowie. Najwyraźniej nie wszyscy wiedzieli. Gdy dziewczyna podeszła do swojej szafki z ulgą stwierdziła, ze nikt z niej nie korzystał. Otworzyła ją, i włożyła książki. Na drzwiczkach przykleiła jedno zdjęcie. Była na nim razem z Joy i Patricią. Pogładziła twarze przyjaciółek, zagryzając wargę, by nie rozpłakać się. Po chwili stanęły koło niej dwie dziewczyny.
-Witamy ponownie w szkole, Maro. - dziewczyna o ciemnej karnacji uścisnęła ją. Jaffray odwzajemniła gest.
-Cześć Allison. Słyszałam, że przejęłaś moje obowiązki?
-Tak. Poznaj Chole - Mara uścisnęła rękę blondynki - Chcemy żebyś znów do nas dołączyłaś. Piszemy artykuł o Joy.
-Żeby uczcić jej pamięć. Była taką wspaniałą osobą.- Chole powstrzymywała łzy, ale mówiła dalej - To dzięki niej zaczęłam pisać. Zgadzasz się?
Mara zgodziła się. Chciała odzyskać choć kawałek dawnego świata. Pisanie jej w tym pomoże. Na razie nadrabiała zaległości i zapisywała się do wszystkich kółek z przedmiotów ścisłych. Czekała na nią tylko kółko teatralne. Siedziała w toczeniu Allison, Chole i Rose, która była silnie związana z Mercer. Właśnie wtedy podeszła do niej Poppy.
-Cześć Maro. Miło cię znów widzieć.
Jaffray uścisnęła siostrę Clarka, która spojrzała jej głęboko czekoladowe oczy.
-Boże, to moja wina - wybuchnęła Poppy - To moja wina! To ja ich pokłóciłam. Ja nie chciałam, żeby to się tak skończyło, tylko chciałam...
Mara objęła ją i poczekała, aż blondynka się uspokoi. Gdy jej oddech wrócił do normy, Poppy szepnęła:
-Opiekuj się Jeromem. Obiecaj.
-Obiecuje - szepnęła Jaffray, po czym słysząc dzwonek, wypuściła ja z objęć - Idź na lekcję.
Klasa pooli zaczęła się wypełniać. Mara przywitała się z wszystkimi po kolei, siląc się na uśmiech. Zaraz po studentach weszła dwójka nauczycieli : pan Winkler, którego Mara kojarzyła z pierwszej klasy i pani Taylor.
-Czas na temat szkolnego przedstawienia. Spodobał i się pomysł Logana - wszystkie zdziwione oczy zwróciły się w stronę Sorena, który przybił piątkę z Chole - Tylko wycinamy wątek zabicia swojej dziewczyny i zjedzenia jej zwłok. Gdzie Eddie?
-Zwolniony - bąknął Fabian.
-A Patricia?
-Zwolniona.
-Och, dobrze. Czas na główne postacie. Megan, mogłabyś zagrać główną żeńską rolę?
Brunetka otrząsnęła się z myśli i spojrzała na nauczycielkę.
-Nie czuje się pewnie na scenie. Mogłabym przygotować kostiumy albo poczęstunek, nawet pisać scenariusz, byle nie grać. Proszę.
-Szkoda. Nadawałabyś się - uśmiechnęła się nauczycielka - Jak się namyślisz, to powiedz. Amber?
-Z chęcią.- odparła blondynka i pogładziła swoje złote włosy - To będzie dla was zaszczyt.
-Świetnie. Na męskie role mam czterech kandydatów : Jerome, Eddie, Logan i Colin.
-Odpadam - odezwał się Jerome - Mam złe wspomnienia ze sceną.
Mara poczuła się głupio. Miała to być jej idealna zemsta, jednak Clarke przewidział jej zamiary i złamał serce biednej Mercer.
-Weźcie Logana lub Colina - odpowiedziała Amber - No co? Jestem główną aktorką i nie mam zamiaru być skazana na gniew Patricii. Moja cera tego nie wytrzyma.
-A więc Colin - mruknęła Taylor i zapisała to w swoim beżowym notesie.
-Czemu nie mnie? Chciałbym się całować z Millington - oburzył się Logan.
-Ponieważ po ostatnim twoim wyczynie na fizyce, wolę nie ryzykować. Sorki.
Marę wyznaczono do pisana scenariusza razem z Fabianem i Allison. Jerome został reżyserem, więc też miał prawo wtrącić swoje dwa grosze. Mara zatopiła się w swoich myślach, odrywając się od szarej rzeczywistości. Jak rozkręcić akcję? I czy Amber zgodzi się pocałować Colina na scenie? Z przemyśleń wyrwał ją głos nauczycielki.
-Co z wami! - krzyknęła przy białej tablicy z zielonym markerem z dłoni. Najwyraźniej chciała zapisać pomysły, które przyjdą jej uczniom do głowy. Po chwili jednak złagodniała. -Dobrze, posłuchajcie.
Odłożyła mazak i usiadła na scenie, a Jaffray obserwowała ją wzrokiem.
-Śmierć Joy jest dla was szokiem. Tak jak dla mnie. Jednak to życie, które toczy się dalej. Ale wiara i miłość przetrwają. Przetrwają wspomnienia zachowane w waszych głowach jak w albumie, przetrwają wspólne chwile. Ona zawsze będzie z wami w waszych sercach.
-Ja nie chce, żeby ona była w moim sercu - jęknęła w Mara, czując, że zaraz się rozpłacze-  Ja chce żeby ona była tutaj, ze mną...
Nie wytrzymała. Łzy zaczęły spływać jej po policzkach, a ona pozwoliła im płynąć. Jerome przysunął się bliżej niej i objął ją, tuląc do piersi. Mara szlochała. Szlochała jak dziecko, nie będąc pewna, co ją jeszcze czeka. Ale czuła się bezpieczna w ramionach Clarka. Po raz pierwszy od powrotu do Anubisa.


Chloe i Allison patrzyły się w czysto białą kartkę. Siedziały w domu Hathor w swoim pokoju, siedząc na puchatym, szkarłatnoczerwonym dywanie. Starały się wymyślić coś do scenariuszu. Mara obiecała im pomóc, jednak na razie chciała nadrobić miesięczne wiadomości. Allison znała ją od początku, więc wiedziała, że to nie potrwa długo. Lana siedziała na parapecie z książką na kolanach, jedząc paluszki. Od pięciu minut przestała jednak czytać i gapiła się nieobecnym wzorkiem w swoje współlokatorki. Zmieniała pozycję ze cztery razem, zanim znalazła tę, która była dla niej wygodna. Oparła głowę o zimą szybę i patrzyła się.
Chole natomiast leżała na brzuchu, bawiąc się ołówkiem w swoich długich palcach. Jej nieokiełznane blond włosy były spięte w niesforny kucyk, zielona koszula w kratkę rozpięta, pod nią założyła biały top. Nogi miała wygięte do góry, a głowa kołysała się z jednego boku na drugi.
Parker siedziała po turecku z długopisem wetkniętym za uchem. Włosy miała tak jak przyjaciółka spięte w kucyk z tyłu głowy, jednie grzywka zasłaniała jej lewe oko. Neonowa, pomarańczowa bluzka na ramiączka i długie białe spodnie kontrastowały z jej ciemną skórą. Nuciła od czasu do czasu 'Cause if my heart can't stop it, I found a way to block it, I go' po czym się otrząsała i utkwiła wzrok w oślepiającej karce.
-Wymyśliłaś coś?- szepnęła do Tyson, bojąc się, że oderwie Lanę od lektury.
-Nie. Nie wymyślę. La la la la la la la.
Allison uśmiechnęła się. po raz pierwszy w tym uśmiechu był cień radości. Westchnęła. Znowu skupiła się na kartce. Nic. Jej wena gdzieś zwiała. Prawdopodobnie jadała teraz uroczysta kolację z Demi Lovato. Dziewczyna westchnęła. Najwyraźniej wena Tyson zrobiła to samo, jednak włóczyła się po mieście z Edem Sheeranem . Z dołu dobiegł brzęk tłuczonego szkła. Prawdopodobnie Harry chciał się popisać przed Poppy i rozweselając ją robiąc sałakę. Potem znowu cisza.
-Lana! - warknęła Chole do dziewczyny na parapecie, która jadała paluszki jak wiewiórka, robiąc większy hałas, niż myślała. Skyfol wzruszyła tylko ramionami i dalej pucowała swoje paluszki. Chole jęknęła.
-Dobra, dość! Nie wytrzymam dłużej! - zabrała biała kartkę sprzed twarzy Parker - Trzeba nam odpoczynku!
Podbiegła do swojej wierzy i włączyła ją. Leciało akurat 'Blurred Lines'. Usiadły na swoich łóżkach, ale Lana wolała pozostać na swoim miejscu i udawać wiewiórkę w dalszym ciągu. Nie mogły tańczyć, w szkole trwała żałoba, nawet radio nie grało tak głośnio jak zazwyczaj. Chole położyła się. Tak bardzo chciało jej się spać, ale nie mogła się dołować. Wczoraj śmiała się z Loganem na widok krwi, a teraz ją zemdliło. Wstała i podeszła do drzwi.
-Dobra, na co macie ochotę?
-Mi przynieś pepsi i paluszki, bo mnie suszy - Lana uśmiechnęła się  i wyrzuciła puste opakowanie do śmieci.
-Dla mnie jakieś jabłko i wodę. Nie bierz za dużo, wiesz, jak Simon się wkurza, jak jemy w pokojach.
Chole potrząsnęła głową i wyszła z pokoju. Zamyślona zbiegła boso po schodach i zeszła na parter. Poczuła coś ciepłego i mokrego na posadzce. Spojrzała w dół.
Krew.
Pełno krwi.
Zapomniała, jak się oddycha i przeniosła wzrok trochę wyżej. Krzyk wypełnił jej płuca i wydarł się na wewnątrz. Pod toaletką, wśród rozbitego lustra, leżało ciało Harrego.


Proszę państwa, tak właśnie piszą dzieci, które naoglądają się za dużo filmów i 'Ukrytych Prawd' Taaa.. Mój umysł jest poryty. Bada, buc! Jak na razie, to stopuje z uśmiercaniem bohaterów. Strasznie to zagmatwane, ale wyjaśni się. Pod koniec, ale się wyjaśni. Mara wróciła i wszyscy ryczą. Mówiłam że tak będzie. Nomm. Jestem poryta. Mówiłam to już? Jak nie to powiem : jestem poryta.  Wczoraj byłam na ognisku. Wróciłam cała mokra. Nie trzeba było robić ogniska obok basenu. To wina Fabiana ( he he). Ostatnio mi koleżanka tłumaczyła, że Fabian jest postacią fikcyjną i nie istnieje. Wydarłam się na nią, że nie ma nawet prawa nazywać się Sibuners. Fabian istnieje ^.^ Jara istnieje ^.^ A inni nie mają nic do powiedzenia. Moja BFF rozumie. Zazwyczaj mówi : 'Będzie z was piękna para' a ja to potwierdzam.
JUTRO TWITTCAM! AAAAA! Moja psychika już jest zmęczona. Piszczę, skaczę ( no dobra, nie skacze) i cieszę się jak wariatka. Jestem zdruzgotana  Przeczytałam ostaniom część GONE. Ryczałam. Poważnie. Szczególnie przy zdaniu 'Możecie już opuścić ETAP' Cholera. Przed chwilą skończyłam czytać jakąś zboczoną książkę. Jezu, bohaterzy w moim wieku (15 ) z Niemczech a bardziej zoboczoni od mnie. Okey. A ja się później dziwię, że... Dobra, nic.
Co się dzieje z kochaną Sapphire i MClarke? Nic nie dodają. Smutam :c Tak samo jak Iluzjonistka. Zabawna sprawa. Tak naprawdę, to nic w tym śmiesznego. Ha ha!
Cza zacząć rozwijać wątek z Patricią. Właśnie do głowy wpadł mi zajebisczasty pomysł. Ha ha. 

Joylitte
XXXX



the-sibuna-stroy.blogspot.com

wtorek, 16 lipca 2013

022. Rozdział dwudziesty drugi

Amber stała za balustradą schodów, patrząc jak Logan piszę jej szminką po lustrze. Nie były to miłe słowa, gdyby przeczytali to w telewizji, przez cały tekst trwałby pisk oznaczający cenzurę. Amber westchnęła, nie ma po co prosić, by oddał jej szminkę. Po pierwsze - i tak się nie nadawała do użycia, po drugie - i tak by tego nie zrobił. Dziewczyna ocknęła się i zeszła ze schodów do Sorena.
-Masz ten kod? - spytała, marszcząc nos na widok jej ukochanej szminki rozpaćkanej po szkle.
-A, zapominałem. Teraz mam to zrobić?
Millington pokiwała głową, powalając, by warkocz z boku głowy podskakiwał jej na ramieniu. Logan westchnął, wyrzucił szminkę do kosza na śmieci i pokazał palcem, gdzie ma stanąć. Ta spełniła jego polecenie. Chłopak wyciągnął jakąś starą komórkę (bez aparatu, a Amber była pewna, że to co mówiła Rose o takich komórkach, to ściema) i lewą ręką popchnął wielki sarkofag. Ten przewrócił się na idealną wypastowaną podłogę Trudy, robiąc wielki hałas. Victor staną w oknie swojego gabinetu.
-Co tam się dzieje?
Logan uśmiechnął się do niego i pomachał.
-Sorry Vikuś, ale ja se szedłem a ten stał na mojej drodze. Nie widziałem go. Pisałem SMS! Twoja mama ma fajne poczucie humoru.
Dozorca wybiegł ze swojego gabinetu, zbiegając pod schodach. Podniósł z wielkim trudem sarkofag i staną przed Loganem. Amber skuliła się w kącie, starając się, by się nie roześmiać. Victor wydarł archiwalną komórkę z rąk Sorena i szybkim krokiem wbiegł po schodach.
-Ej, oddaj mi komórkę. Jest tu wi fi. Co ja zrobię bez informacji i odcięty od świata?
Amber wyszła z ukrycia, gdy chłopak zniknął w jego gabinecie. Prawdopodobnie byłby tam dłużej, lecz Victor nie wytrzymał psychicznie. Wyrzucił urażonego Sorena, a ten z uśmiechem zaprosił dziewczynę do swojego pokoju. Wyrwał kartkę z zeszytu Fabian'a i napisał na niej trzy cyfry. Powinny być cztery. W środku była dziura.
-Ej, to nie jest pełny kod! - oburzyła się Amber.
-Jezu, masz dziewięć cyfr do kombinacji. To lepsze niż tysiąc możliwości. Masz oddać mi wszystkie dowody.
-Najpierw zdobędę naszyjnik. Potem zobaczę.
Amber wyszła z pokoju chłopaka. Uśmiechnęła się. Zrobiła więcej niż wszyscy inni w całym miesiącu. Jej wystarczył mały szantażyk, by zdobić to, czego chciała. Pochwaliła się w myślach. Prawie połknęła kratkę, gdy zobaczyła, że Victor w płaszczu zbiega po schodach.
-Gdzie idziesz? -spytała blondynka, starając się zachować naturalnie.
-Nie twoja sprawa.
Amber popędziła na górę na tyle szybko, na ile pozwalały jej wysokie koturny. Na wejściu do sypialni natchnęła się na Patricię.
-Mam kod! - szepnęła podniecona i podała go Williamson, która rzuciła okiem.
-Mam go od wczoraj, geniuszko. Victor wyszedł, więc wkraczam do akcji.

Patricia przemknęła obok zawiedzionej blondynki, pobudzona przez adrenalinę. Nikt nie będzie jej mówić co ma robić, a tym bardziej coś przed nią ukrywać. Wyjęła wsuwkę i pogrzebała w zamku. Kliknęło. Dziewczyna otworzyła drzwi. Najpierw rzuciła się do parapetu i odkleiła kamerkę. Później sejf. Drącymi pacami przesuwała cyfry, tak aby utworzyły się w liczbę 1872. Odetchnęła z ulgą, gdy wielkie, metalowe drzwi otworzyły się.
W środku było mnóstwo białych kopert i jakieś trzy, duże, zapakowane w szary papier paczki.Wywaliła wszystko na podłogę. Pierwsza koperta była zaadresowana do Victora, tak samo jak dziesięć kolejnych. Na paczkach również nie było jej inicjałów. Dopiero na końcu w ręce Patricii wpadła gruba, nieco różowawa koperta. Pięknym, kaligraficznym pismem była zaadresowana do domu Anubisa. U góry kopertę zdobiły dwie duże litery. Patricia chciała przyjrzeć się im bliżej. Zdrowy rozsądek podpowiedział jej jednak, żeby się śpieszyła. Wepchnęła na odwal się resztę listów i zamknęła sejf. Powoli, by nie zwrócić na siebie uwagi Trudy, która starała się doczyścić lustro ze szminki, zamknęła drzwi gabinetu.Potem już adrenalina wzięła górę. Dziewczyna puściła się szybkim biegiem do swojego pokoju.
Siedziała tam tylko Amber, przeglądając swoje ciuchy. Williamson ciężko upadła na swoje łóżko. Drobnostka. Mogłaby robić to codziennie.
Schowała list pod swoją poduszkę. Przeczyta go, jak wszyscy będą spali. Ochota na wyznania, powtarzania, by wszyscy się nad nią użalali, przeszła wieki temu. Jednak była wściekła na Eddiego, że nie interesuje się tym, by choć trochę pomóc jej w sprawie. Był tam wtedy, tak samo przerażony jak ona. Teraz jedynie liczyła się ta głupia księga Ozyrysa. Patricia odwróciła się na drugi bok, czując na sobie wzrok współlokatorki. Teraz ma jej opowiedzieć, jak jej poszło i zbierać za to oklaski? Za nic w świecie.
Spojrzała na zegarek. Za dziesięć dziewiąta. Od południa nie widziała Megan, lecz ta najmniej obchodziła. Chciała zobaczyć się z Marą. Nigdy za bardzo się nie przyjaźniły, jednak jak usłyszała, że dziewczyna nie wraca, zrobiło jej się nieco smutno. Przynajmniej dopatrywała, by Joy i Jerome się dogadywali. Ale Patricia wiedziała - nadal go kochała, choć nie mogła zapomnieć, że to zrobił. Że ją zdradził z Willow, która ma o połowę mniej mózgu niż przeciętny człowiek.
Patricia zacisnęła powieki. Przez korytarz własnie biegła Jenks, wrzeszcząc swoje słynne 'Sque' Przed nią uciekała Rose.
-Willow, odwal się. Mnie to nie obchodzi! Skąd mam wiedzieć, czy nietoperze wypijają krew wisząc do góry nogami?
-No ale jak do mnie mówisz, patrz w kamerę. Nie odwracaj się, Rosie!
Dziewczyna zatrzasnęła Jenks drzwi przed nosem. Odetchnęła i spojrzała błagalnie na Patricię, która poklepała łóżko po swojej prawej stronie.
-Siadaj.
-Boże, dziękuje - Riddle z ulgą usiadła obok Williamson - Cały dzień za mną lata i mówi coś o jakiś jednorożcach. Ona jest walnięta.
-To jeszcze nic - zaczęła Patricia - Rok temu na przedstawienie chciała przebrać wszystkich za jednorożce. Na szczęście była tam Mara i Joy, które uratowały sytuacje.
-Uuu - Rose zagryzła dolna wargę i zaczęła się bawić swoimi złotymi włosami - Założę się, że Eddie seksowe wyglądałby przebrany za jednorożca.
-Spadaj - Patricia pchnęła przyjaciółkę. Poczuła się jak sprzed sześciu lat, gdy chodziły razem do klasy. Brakowało jej tego. Ona, Rose, Joy i Fabian. Od ostatniego zawsze ściągała, z Mercer oglądała 'Zmierzch' i mogła się zwierzyć. Z Riddle było inaczej. Zawsze razem robiły na złość nauczycielom, dokuczały pierwszoklasistom i chodziły na zakupy. Patricia położyła się na łóżku, a Rose zrobiła to samo.
-Słyszałaś, że Linkin Park mają zagrać w Londynie koncert? W marcu, w ramie europejskiej trasy koncertowej.
-Poważnie? - dziewczyna spojrzała w niebieskie oczy przyjaciółki - Kocham ich. Zdobyłaś bilety?
-Tak- Riddle wyszczerzyła się - Zarezerwowałam trzy. Dla mnie, dla ciebie i Joy.
-Wspaniale! Już się cieszę. Nawet...
Drzwi otworzyły się i do pokoju zajrzała Trudy. Patricia odwróciła głowę i spojrzała nią.
-Dziewczynki, mogę was prosić na dół?
Cała trójka wstała, Amber przepuszczając je przodem, by przypadkiem nie kopnęły jej ukochanych bluzek, które właśnie układała i porządkowała w kolejności kolorystycznej. Patricia westchnęła i nic sobie nie robiąc z protestów Millington, przeszła pod ubraniach i wyszła z pokoju.
Wszyscy byli już na dole. Nawet Eddie, który miał spędzić ten wieczór ze swoją siostrą, raczył się pojawić. Patricia usiadła obok niego, czując chłód od jego ciała. Chłopak musiał dopiero co wrócić z spotkania. Willow ustawiała kamerę na telewizorze, by nakręcić choć jedną scenę ze sobą. Włączyła ją i usiadła obok Alfiego. Patricia skrzywiła się. Czuła się jak w jakimś reality show. Jedynym powodem, dlaczego nie rozwaliła jeszcze skarbu Jenks, było to, że sporo kosztował i musiałaby za niego płacić. Blada Megan trzęsła się pod kocem, obok niej siedział zamyślony Fabian. Chole musiała wyjść, co nie spodobało się Loganowi, bo chciał oglądnąć do końca film. Colin siedział na podłodze obok foteli i pisał z kimś przez GG. Patricia zaczęła się trochę niecierpliwić. Zawołano ją na dół, żeby posiedziała sobie z małym gronem z Anubisa? W końcu pan Sweet i i Vctor weszli do salonu z poważnymi minami. Williamson poczuła, jak dreszcz przebiega jej po plecach.
-Mam dla was wiadomość - zaczął dyrektor - Chodzi o Joy.
-Co z nią? -Patricia stanęła przed nauczycielem, biała na twarzy. Chciała żeby powiedział, że nic jej nie jest, że wróci tylko później. Albo wcześniej. Z tego bardziej by się cieszyła.
-Joy Mercer nie żyje. Zginęła w wypadku samochodowym.
Nikt się nie odezwał. Patricia poczuła, jak kręci jej się w głowie. Poczuła, jak nogi odmawiają jej posłuszeństwa. Jak Eddie krzyczy i próbuje ją złapać. Jak zimna posadzka zbliża się do jej ciała. A potem ciemność.

Patricia otworzyła oczy. Obok niej leżał Eddie, gładząc ją po policzku, a drugą ręka trzymał jej dłoń. Leżała w swoim pokoju, twarzą do sufitu. Gdy Sweet zobaczył, że się obudziła, podał jej szklankę wody.
-Masz, wypij to.
Dziewczyna drżącą dłonią chwyciła za kubek. Przystawiła go do ust. Woda nawilżyła jej suche gardo, jednak ona nadal nie mogła mówić ani w stanie tego zrobić. Spojrzała na swojego chłopaka. Patrzył się na nią troskliwymi oczami, pełnymi współczucia. Poczuła, jak w jej zimnym ciele zapala się mały ognik, który rozgrzewa jej serce. Nie jest jednak w stanie ogrzać je w całości. Otworzyła usta i cicho wychrypiała
-Joy..  Ona... Naprawdę...
Eddie kiwnął powoli głowa. Williamson poczuła, jak oczy napełniają je się łzami.
-Boże, Eddie....
Wielkie, słone łzy zaczęły spływać jej oczu, tucząc się po policzkach. Eddie podniósł się i przytulił ja do swojej piersi. Poczuła zapach jego perfum, wtuliła się mocniej w jego bluzę i płakała. Wiedziała, że może, że on ją nie odepchnie, że zrozumie. Nigdy nie okazywała słabości. Zawsze była twarda i bezwzględna.  Poczuła się, jakby cały świat obrócił się przeciw niej, że tylko Eddie ja kocha i robi to mocno. Leżeli tak dopóki po domu nie rozsnuł się głos:
-Wybiła dziesiąta! Macie dokładnie pięć minut a potem chce usłyszeć, jak upada ta... szpilka.
Sweet delikatnie odsunął od swojego ciała.
-Nie odchodź - szepnęła, nie mogąc znieść myśli, że teraz może ją zostawić.
-Wrócę - odrzekł, po czym sunął się z jej łóżka i wyszedł.
Patricia, gdy usłyszała, jak szybko schodzi po schodach, czując zawroty głowy powlekła się do pokoju Joy. Rose i Willow już spały, przewracając się niespokojnie z boku na bok. Wszystko wyglądało tak samo, jak wtedy, kiedy ona tutaj była. Wiliamson podeszła do szafy i wyciągnęła jedną z koszul Joy. Chciała mieć coś, co należało i pachniało Mercer. Wróciła do swojego pokoju. Położyła się i zasnęła wtulona w ubranie najlepszej przyjaciółki.
Eddie przyszedł pół godziny później. Wszedł pod jej kołdrę i objął w pasie. Żadna z dziewczyn nie była tej nocy w pokoju. Amber i Megan spały w pokoju Fabiana, a Logana wygoniono na kanapę. Trudy się nad nim zlitowała i ofiarowała swój pokój jako nocleg dla Sorena. Dom Anubisa pogrążył się w sen, świadomy, że stracił coś, czego już nigdy nie odzyska. Nazajutrz czekały mieszkańców internatu dwie niespodzianki. Na razie Patricia pogrążyła się w sen w ramionach Eddiego.

...

piątek, 12 lipca 2013

021. Rozdział dwudziesty pierwszy

Megan wracała ze szkoły z uśmiechem na ustach. Nie dość, że Logan wyszedł z klasy w nietypowy sposób,bo jak się tłumaczył dyrektorowi ' Drzwi były dalej niż okno', na dodatek zaczynał czuć coś do jej najlepszej przyjaciółki. Grant skrzywiła się. Nie zamierza być chrzestną ich dzieci. W domu powitały ją smakowite zapachy. Dziewczyna wzięła duży chlust powietrza i wbiegła po drewnianych schodach do swojego pokoju. Była tam tylko Patricia leżąca na łóżku z słuchawkami na uszach, nieodłącznym detalem jej stroju. Dziewczyna nie zwróciła na nią uwagi, więc Megan bez zbytniego pośpiechu zdjęła szkolny mundurek, założyła szare rurki, brudnoróżowy sweter i trampki. Włosy związała w wysoki kucyk i porwała gitarę na kolana. Już miała ręce na gryfie, gdy Willamson zdjęła swoje słuchawki i spojrzała na nią. Grant zamarła czekając na jakąś wredną uwagę.
-Mogę cię o coś spytać? - Megan odetchnęła a Patricia kontynuowała - Chodzi o Joy.
-Nie znam jej zbyt dobrze...
-Wiem. Jesteś tu niecały miesiąc, a już się wymądrzasz - warknęła Willamson i zamknęła oczy biorąc głęboki, uspakajający oddech - Widzisz świat w kolorowych barwach, więc coś wymyślisz. Joy wyjechała, lecz przed wyjazdem położyła to na mojej poduszce.
Megan obserwowała, jak dziewczyna wyciąga białą kopertę z komody, po czym ją je podaje. Grant odłożyła gitarę na swoje miejsce i drżącą dłonią chwyciła papier.
-Mam to przeczytać? - spytała, nie wiedząc o co zbytnio chodzi.
-Nie. Podałam ci ją, żebyś mogła pooglądać, jaka ona jest gładka i biała i jakie ma ostre krańce. Boże, żyję z idiotami.
Patricia opadła na swoje łóżko, po czym znów założyła słuchawki. Megan drżącymi palcami otworzyła kopertę i zaczęła powoli czytać, by zrozumieć każde słowo:

Droga Patricio!

Wiem, że mój wyjazd może być co najmniej dziwny, ale naprawdę mój tata ma małe kłopoty finansowe. Sprzedajemy dom babci, która zmarła na wakacjach, a ja zaproponowałam mu pomoc. Nie zgodził by się, gdybym nie powiedziała  ze muszę trochę odetchnąć od Jerome'a. To jest mój drugi, trochę mniej ważny powód. Kocham go. Cholernie. Ale potrzebuje trochę odpoczynku, by on mógł przemyśleć, czy faktycznie czuje to tak mocno jak ja. Ale słowa Megan dały mi trochę do myślenia. Powiedziała ostatnim razem ' Jeżeli się zastanawiasz, czy kogoś kochasz, to uczucie dawno zgasło' Ja się nie zastanawiam, ja to wiem. Chciałabym, żebyś nie miała mi za złe tej nagłej decyzji. Powrócę do domu Anubisa, nie martw się :*

Kocham, Joy xxx

Megan zagryzła dolną wargę. Wiedziała, co ma na myśli Williamson. To przez nią Joy wyjechała. A przynajmniej dostała zgodę na wyjazd. Nie wiedziała, ze jeżeli powie te słowa Mercer, to jakoś na nią zadziałają. Miała w zwyczaju rzucać cytatami, tak jak Logan rzucał swoimi sucharami. Zerknęła na rudowłosą dziewczynę, która bacznie ją obserwowała. Przeczytała list jeszcze raz. Boże, co ona narobiła?
-I co? - Patricia zaczynała się niecierpliwić - Zabawne, prawda?
-Nie widzę tu nic zabawnego. Joy piszę, że wróci, nie ma się czym martwić.
-Mi nie chodzi o Joy! Mi chodzi o Jerome'a!
Megan zagryzła wargę. Tego się nie spodziewała. Czego ona chciała od Clarka?
-Wiedziałam, że ją zrani - warknęła Patricia, mówiąc trochę bardziej do siebie, niż do niej - Szkoda że nie ma tu Mary. Wielka szkoda. Już by nie żył. Zatłukłabym razem z nią go patelnią.
Williamson wyzywała dalej Clarka, lecz Megan porwała swoją torbę i wymknęła się z pokoju, mówiąc cicho 'cześć'
Słońce prawie zachodziło. Grant ubrana w czarny płaszczyk szła w stronę lasu, razem ze swoim cieniem, który stopniowo się wydłużał Jesień już czaiła się w zaroślach, tu i tam strącając kilka liści, kolorując krzaki róż, nadaje wietrzykowi odrobinę chłodu. Westchnęła. Tęskniła za stara szkołą, gdy razem z Chole po lekcjach chodziły do kina, wracały późnym wieczorem. W soboty chodziły na spacery do parków, biegały razem i wygłupiały się. Tutaj wszystko się zmieniło. Niecałe cztery tygodnie temu stała tutaj na miękkich jak plastelinach nogach i zastanawiała się, co jej przyniesie ten rok. Dostała odpowiedź: nawiedzającego go ducha ze starożytności, dziwne opętania uczniów, kolegów z klasy uciekających przez okna i tajemnicze zagadki. Doszła do domku letniego. Słońce bawiło się promieniami na jego dachu, a sam budek sprawiał wrażenie nawiedzonego. Grant przeszedł dreszcz. Otworzyła drzwi do tajemniczego pomieszczenia i włączyła laptopa. Na szczęście wi fi jeszcze tu było. Wpisała w Google 'Louisa Frobisher - Smithe' i kliknęła enter. Przejrzała dokumenty ślubu z Robertem, akt urodzenia małej Sarah oraz artykuły o wykopaliskach. Na samym końcu znajdowała się dokument zawiadamiający o dziwnej śmierci małżonków. Ich ciała nigdy nie odnaleziono. Megan westchnęła i zjadła jeszcze jedną rurkę. To pomagało jej się odstresować. Wstała i stanęła na zakurzonym, zielonym dywanie.
-Dobra - szepnęła, po czym dodała nieco głośniej - Lousia, wiem że tu jesteś. O co w tym wszystkim chodzi?
Grant poczuła, jak gęsia skórka pokrywa jej ciało i temperatura pokoju się obniża.
-Jak mam ci pomóc? Powiedz nie boję się. Biorę ten ciężar na siebie.
Gwałtowny ból głowy powalił ją na kolana. Upadła głucho i chwyciła się za głowę. Czuła się jak radio, które nie jest ustawione na konkretną stacje. Tylko szum i nieznane głosy, mieszające się ze sobą. Klęczała tak przez chwile, nie słysząc nawet swoich jęków wydobywających się z sinych ust. W końcu jeden, ochrypły, kobiecy głos wybił się spośród innych.
Znajdź księgę.
Skompletuj Krąg.
Uratuj Wybraną.
Strych.
Strych w tym domu wyjawi ci tajemnice. 
Pomóż, za nim będzie za późno. 
Znajdź Krąg.
Niech przepowiednia się spełni.
Ogłuszająca cisza zagościła w głowie Megan. Dziewczyna położyła się na zakurzonym dywanie, dygocząc, szlochając, oblana potem. Nie myślała. Pogrążyła się w niespokojnym śnie.

Jerome ostatnim ruchem grzebienia dokonał cudu. Jego włosy wyglądały tak jak sprzed dwóch lat. Powrócił do tamtego stylu. Marze się wyjątkowo to podobało. Jeszcze raz rzucił okiem na swe cudne oblicze i wyszedł z pokoju. Połowa uczniów siedziała w salonie. Rose coś rysowała, ale musiała się wynieść, gdyż Trudy zagoniła Alfiego biegającego po kuchni i krzyczącego 'Krasnoludki ogłuszyły mnie i zjadły moje ciasto' do nakrywania. Willow na początku mu pomagała, ale gdy Lewis trącił ją przestraszony cieniem filiżanki wyglądającego jak UFO, wypuściła talerze na podłogę, które stłukły się z wielkim hukiem. Odwróciła się do Jerome'a, kręcąc jego wejście w nowej fryzurze i rozpromieniała. Clarke rzucił do oka kamery czarujący uśmiech i usiadł na kanapie obok Logana, oglądającego jakiś krwawy horror razem z Chole. Dziewczyna śmiała się i piszczała jednocześnie. Jerome zerknął na ekran. Piła 2. Widział to już tysiąc razy, raz nawet z Marą. Dziewczyna tuliła się do niego za każdym razem, gdy polała się krew. Clarke skarcił się w myślach. Czemu tak często o niej myśli? Przecież chodzi z Joy!
Krzyk radości i euforii Alfiego oznaczał, że kolacja jest gotowa. Na dworze zaczynało się ściemniać, słońce oddawało ostatni raz w tym dniu trochę ciepła ukochanej planecie. Jerome usiadł na przeciwko Patricii, która nałożyła sobie naleśnik na talerz. Posmarowała go czekoladą, nie odrywając wzroku od Clarka. Ten zastanowił się, czy jest spragniona jego boskiego widoku, czy po prostu chce zabić go tym nożem, który trzyma. Na szczęśliwą z życia raczej nie wyglądała.
-Chcesz coś od mnie, Patricio? - spytał chłopak gryząc gofra z bitą śmietaną. Biały puszek został na czubku jego nosa.
-Nic, Jerome - warknęła Williamson, po czym wbiła nóż w środek naleśnika. Willow, która siedziała obok niej, podskoczyła i spojrzała zdziwiona na koleżankę. Ta warknęła coś w stylu ' Jak będziesz się tak gapić, o ci oczy wydłubie' i zjadła naleśnika. Jerome pomyślał, że Patricia powoli wraca do swojej starej natury. Już nie lata tak za Eddiem, nie słucha się nauczycieli i chodzi na wagary. Ostatnio próbowała powtórzyć wyczyn Logana, jednak niej nie wyszło. Taylor złapała ją i kazała zostać w kozie, bo przy okazji chciała skręcić kark Willow.
Jerome wyciągnął się na krześle, popijając sok pomarańczowy i wyłapywał fragmenty filmu, który Soren i Tyson oglądali, wybuchając śmiechem na widok wnętrzności ludzkich. Mara miała więcej gracji, jak razem to oglądali. Boże, przestań o niej myśleć!
Poczuł, jak jego komórka wibruje w prawej kieszeni. Wyciągnął ją leniwie i odblokował. Przystawił szklankę do ust, po czym wypluł to, co chciał wypić. Patricia na ten widok wybuchnęła śmiechem i przez 'przypadek' rzuciła w niego nożem, jednak nie trafiła. Nóż zatrzymał się na wazie z sałatką jarzynową. Chłopak jeszcze raz spojrzał na ekran swojego telefonu. Nawet nie poczuł, jak czyta na głos wiadomość i jak cisza rośnie wokoło niego.
-Mara napisała : Wracam do domu Anubisa!

Fabian martwił się o Megan. Dziewczyna znikała, zazwyczaj, żeby pobiegać lub pochodzić i pomyśleć. Robiło się coraz zimniej. Tak więc, jej buty do biegania leżały w kącie i dziewczyna coraz częściej rezygnował z biegów.
Fabian siedział na swoim łóżku i szukał wiadomości na temat Louisy Frobisher-Smithe. Skupili się na nie tym archeologu, co trzeba. Jeśli, oczywiście, założenie było słuszne. Cały spadek po rodzicach odziedziczyła ich córka Sarah. Jednak o Lousie było w internecie mniej niż o jej mężu, co dodatkowo komplikowało sytuacje. Jedak Ruterowi udało się znaleźć jedną, ważną rzecz - gdy Robert wyjechał na wykopaliska ze znanym alchemikiem, Louisa spędzała większość czasu w domu letnim razem z córką. Czyli to tam są wszystkie informacje, które potrzebne są do rozwiązania zagadki i znalezieniu Księgi. Fabian myślał też dużo na temat wizji Eddiego. Księga Ozyrysa musi być schowana na terenie szkoły. Zamknął laptop i wyszedł na korytarz. Było ciemno, choć dochodziła dziewiąta. Drzwi do salonu były zamknięte, tak więc do uszu Rutter'a trafiały tylko skrawki rozmów i śmiechów. Wejście do domu otworzyły się. Staną w nich dozorca domu Hathor i Victor. Ten drugi szybko wstukał kod do piwnicy i wpuścił Simona. Za nim weszło czworo innych ludzi. Jednak żaden z nich nie spostrzegł chłopaka, który przyległ do ściany. Gdy weszli do środka chłopak zaświecił światło na korytarzu i odetchnął. Kolejne tajne spotkanie w piwnicy? Musi znaleźć Eddiego. I to szybko.
Światło zgasło. Fabian rozglądnął się wokół siebie. Nikogo nie było. Nagle poczuł się słabo. Oparł się o ścianę. W jego głowie panował szum, po czym jeden, męski głos szepnął:
Znajdź Wybraną. Uratuj. Inaczej to koniec.
Żarówka znów zajarzyła się światłem. Chłopak wziął duży łyk powietrza. Co to było? Przecież jest ten normalny. Nie jest Osyrionem, nie jest obrońcą Niny. Jednak w jego głowie nadal brzmiało jedno słowo. Wybrana... Jego Ninie coś groziło. Musi się z nią skontaktować. I to jak najszybciej.
Drzwi ponownie się otworzyły. Fabian odwrócił, zastanawiając się, kogo tym razem zobaczy. W wejściu stała Megan. Jej spuszczone włosy zasłaniały jej bladą jak papier twarz, tylko na policzkach miała różowe rumieńce od chłodu panującego na zewnątrz .Trzymała się kurczowo długimi, smukłymi palcami za futrynę drzwi, by nie upaść. Wyglądała jak duch. Torba sunęła jej się z ramienia i upadła na podłogę.Fabian podbiegł do niej.
-Megan, co się stało?
Dziewczyna objęła go i szybko oddychała. Spojrzała na niego mokrymi, brązowymi oczami i szepnęła ochrypłym głosem:
-Musisz mi pomóc Fabian. Nie wytrzymuje, wzięłam to na siebie. Wybranej coś grozi. Pomóż mi.
Rutter objął ją mocniej, a ta załkała w jego koszulę. Pogładził ją po długich, ciemnobrązowych włosach, by się uspokoiła. Obydwoje muszą skontaktować się z Niną. Jutro.






Boże, jak romantycznie. Zaraz się porzygam. Brzydka pogoda zmusiła mnie do czytania. Wypożyczyłam jakieś książki ( między innymi GONE ♥ ). Zaczęłam od niejakiej Winter. Okazało się, że to książka o wampirach. Jeej. Kolejna książka żeby do reszty zniszczyć mój poryty umysł. Ale moja przyjaciółka ma już szóstą cześć GONE i dzisiaj sobie ją odwiedzę. Caine zginą ;-; Ryczałam przez pięć minut. Chlip. Pomiędzy Fabianem i Megan chyba nic nie będzie. Będą przyjaciółmi. Przynajmniej taki mam plan. Zobaczymy co sobie jeszcze umyślę, he he. 
Dobra, kolejną cześć tego jakże błahego i przewidywalnego opowiadania dodam we wrotek. 
Komputer nadal nie naprawiony ;-;
A ja myślę nad pomysłem do opowiadania ' Moje pierwsze spotkanie z UFO' Chodzę na warsztaty literackie. Ostatnio napisałam takie badziewie, że ją w ziemię wbiło. Spytała, czy lubię takie romansidła ( ehee) Odpowiedziałam jej, że bardziej gustuje w samobójstwach, a ta mi na to, że to działa na moją psychikę, Troszkę miała racji. Zobaczycie w kolejnym rozdziale. A więc, jak ktoś będzie miał pomysł, proszę się podzielić. Przyjmę każdy :) Będę w książce! Bo później będzie wydana książka z tymi opowiadaniami, ha ha. Matko. 

Kocham was
Joylitte
XXX

poniedziałek, 8 lipca 2013

020. Rozdział dwudziesty

Logan nie mógł pozbyć się z umysłu twarzy wściekłego Victor'a. Trzytygodniowy szlaban go przybił, jednak było warto. Cholernie było warto. Najlepsze jest to, że  i tak nie ma wystarczająco dowodów, żeby skazać które kogokolwiek z nich na wygnanie. Logan błogo się uśmiechną. Przez całą noc śmiali się w pokoju, jaki on jest głupi i powinien dawno wynieść się do domu starców. Wylegiwał się na kanapie po śniadaniu i wkładał duży palec od stopy do paszczy jakiegoś wypchanego zwierzęcia. Potem go cofał i wkładał powrotem. Trzy pierwsze guziki jego koszuli były rozpięte, a chłopak co chwilę ziewał i targał swoje włosy palcami. Matko, jak mu się chciało spać. Zamknął oczy i wystukiwał rytm piosenki środkowym palcem. Nie przestał, nawet gdy poczuł, że ktoś siada obok niego. Ten ktoś siedział przez chwilę, a Logana zaczęło to lekko irytować. Chciał być sam. W takich momentach zakładał słuchawki i zamykał się we własnym świecie. Niestety Alfie wczoraj siekierą przeciął jego ostatnią parę na pół, wrzeszcząc i biegając dokoła 'Tu jest wąż!
Ewakuacja!' Potem dostał całusa od Willow za dzielne uratowanie świata przed strasznym bazyliszkiem. Takich ludzi powinno się zamykać w pralce i włączyć na 'wybielanie'.
Logan uchylił lewe oko i mruknął:
-Czego chcesz?
Amber nie ruszała się z miejsca. Patrzyła na niego dużymi, niebieskimi oczami i odgarniała co chwilę kosmyk włosów, który co chwile spadał jej na policzek.
-Dobra, słuchaj Barbie - Soren podniósł się tak, by jego nos znajdował się na wysokości jej nosa - Śpieszy mi się. Muszę nadrobić całą noc niespania w niecałe siedem godzin. Obudź mnie, jak się lekcje skończą. Dobranoc.
Chłopak znowu padł jak długi i powrócił do zabawy wkładania dużego palca do pyszczka wypchanego zwierzęcia.
-Wiem, że to wy - mruknęła Millington, nie spuszczając wzroku ze zwierzaka - Ty, Williamson, Rowe i Clarke.
-Brawo, widać nie jesteś taka głupia jak mówią. Dalej, idź powiedzieć to Victor'owi, kabelku.
-Odwal się. Nie przyszłam tutaj dla przyjemności i konieczności oglądania twojej mordy. Potrzebuję pomocy, a w zamian za to nie wygadam się dyrektorowi. Niszczenie mienia szkoły i własności innych to zbrodnia. Wiem, bo Fabian ostatnio wydarł się na Megan, za to, że rysowała gwiazdki ołówkiem po blacie.
Logan wstał, odrywając się od swojej ulubionej zabawy i spojrzał na Millignton. Nigdy nie posądził by jej o szantaż, szczególnie że ludzką Barbie interesowały tylko zakupy i czy ładnie ułożyły jej się włosy.  Ostatnio Soren przyłapał ją na przeglądania się w akwarium w sali od biologii. Zrobił jej dyskretnie zdjęcie, i zamierzał ją nim szantażować, ale nie teraz.
Splot ręce.
-No więc - zaczęła Amber - Victor znalazł mój naszyjnik, który kupiłam w Mediolanie i zamknął w sejfie. Jest bardzo waży. Nie dość, że pasował mi do wszystkich stylizacji to mam tam zapisany numer do najfajniejszego chłopaka w Szkole Mody. Musisz go dla mnie odzyskać i podać kod. W razie W.
-To ja ci już nie wystarczę?
-Spadaj. To jak? Umowa stoi?
-Co masz na dowód, ze to ja zrobiłem i rozkręciłem tą ławkę.
Amber wyciąga ze swojej czerwonej torebki foliowy worek, w którym znajdowała się puszka farby. Drugi worek zabierał śrubokręt z żółtą rączką. Logan zaklął wyzywając Colina do tego stopnia, że blondynka się skrzywiła.
-Do tego to nagranie. - wyciągnęła dyktafon z torebki - To jak?
Logan jęknął i pokiwał głową. Opadł na kanapie i powrócił do swojej zabawy. Ze schodów właśnie schodziła Megan, a Fabian czekał na nią na dole. Ukradkiem wyłapał Amber, lecz nie dał tego po sobie poznać.
-No dalej - Logan odezwał się do Amber - Leć do Hogwartu razem z Hermioną i Harrym.
Megan wykrzywiła usta i spojrzała błagalnie na Millignton. Ta wstała i spytała go:
-A ty?
-Nie chce mi się. Wolę się wyspać.
Amber wstała i weszła do holu. Uśmiechnęła się do Grant która na pożegnanie krzyknęła:
-Do widzenia, Draco!
-Siema!
Chłopak odetchnął. Nikogo nie było w domu. Logan wypiął się na kanapie i zapadł w drzemkę. Spało mu się świetnie. Śnił, że jest seryjnym mordercom i rozwala Victorowi głowę o tą głupią wronę. Uśmiechnął się do krwi na swojej ręce. Później niespodziewanie pojawiła mu się na ramieniu. Czerwona strużka popłynęła mu po karku, tworząc przyjmy dreszcz. Chłopak ocknął się. Na nim stał woźny z mokra szmatą w ręku, czerwony na twarzy. Soren miał wielką ochotę powtórzyć scenkę ze snu.
-Co tu roisz? - ryknął dozorca.
-Leże se.
-Co?
-Leże se.
Logan patrzył się na niego rozbawionym wzrokiem. Miał ochotę ryknąć ze śmiechu i napluć mu w twarz. Powstrzymał jednak tą, jakże kuszącą, myśl i nadal wkurzał go nic nie mówiąc. W końcu westchnął i wbrew oczekiwaniom dorosłego, by wyszedł, spytał:
-Victor, mógłbyś mi przynieść trochę pepsi i babeczek, tych co Grant wczoraj upiekła? Tych z bananowym kremem.
-Ty sobie żarty robisz?!
-Nie, poważnie mówię. Naprawdę lubię banany.
Dozorca nie wytrzymał. Zaczął bić mokrą szmatą chłopaka, a jego twarz przybierała nowe odcienie czerwieni. Chłopak zamiast jęczeć i okazać skruchę, zaczął się nieopanowanie śmiać.
-Hahaha, za co? Hahaha!
-Za pyskatość! Brak szacunku! Brak poszanowania! Egoizm! Wkur...
-Nie przeklinaj przy dzieciach, Victor! - Trudy wpadła do pokoju powstrzymując kolejny atak na Sorena. Spiorunowała Logana wzrokiem, ten jednak zrobił słodką minę i szepną:
-Schlebiasz mi.
-Do szkoły! JUŻ!
Logan niechętnie chwycił swoja skórzaną torbę, potargał swoje włosy i wstał. Wychodząc śpiewał machając ręką do rytmu.
-Bum, bum! Bum, bum! Acha, bum, bum!
Z każdym 'Bum' twarz Victora przybierała siny odcień. Chłopak musiał biec do szkoły, gdyż w ostatniej chwili opiekun wyrwał się spod uścisku Trudy i zaczął biec za Sorenem. Chłopak śmiejąc się i pokazując środkowy palec, pobiegł do klasy do francuskiego. Słuchali jakiegoś nagrania. Eddie siedział, huśtając się na krześle, para kujonów - czyli Fabian i Megan - robiła notatki, Millington dyskretnie malowała usta błyszczykiem, a Chole, która - co się spodobało Loganowi najbardziej - odrywała wyrzutne gumy spod ławki i rzucała w Alfiego i Willow, trzymających się pod ławką za rękę. Gdy pani Andrew zobaczyła, kto przyszedł, wyłączyła nagranie. Chole, źle sobie celując, spowodowała, że guma wylądowała na ławce nauczycielki. Szybko chwyciła kawałek papieru, zmięła go, rzuciła w Lanę i prosiła o zabranie z
biurka. Dziewczyna siedząca w pierwszej ławce, wychyliła się i szybko porwała zgubę ze sprawdzianów. Logan wyszczerzył się do Tyson, a ta wystawiła mu język.
-Wie pani, że dzisiaj pięknie wygląda? - przywitał się z nauczycielką, obdarzając ją promiennym uśmiechem.
-Panie Soren, co pana skłoniło do przyjścia dziesięć minut po dzwonku. Co pan robił?
-Ja nic. Tylko Victor bił mnie mokrą szmatą.- Klasa wybuchła śmiechem, a Patricia, która podjadała pod ławką, wypluła zawartość swojej buzi, parskając śmiechem -Poważnie.
Andrew uniosła rękę i cała klasa spoważniała. Dała mu do zrozumienia, by usiadł i mruknęła coś w stylu 'spóźnienie' Chłopak usiadł obok Chole i szepnął:
-Kopsnij jedną gumę.
Blondynka uśmiechnęła się i podała mu jedną sztukę. Chłopak rzucił w Fabian'a, celując s środek głowy. Rutter odwrócił się, bez głośnie wymówił 'spadaj' i skupił się na lekcji.Reszta dnia minęła dosyć nudno. Logan zrobił parę żartów z Jeromem, który odstresował się po wczorajszym dniu. Po za tym poznał się bliżej z Chole. Zrozumiał, czemu Megan ją tak lubi i ceni. Zastanawiał się, czy Grant też jaka
jest. Dziewczyna sprawiała wrażenie grzeczniej, ale z czasem wyluzowała się i pokazała od innej strony. Dzisiaj kupiła świnkę morską i razem z Loganem podłożyli ją pod drzwi Sweet'a. Ustawili kamerę i aparaty i uciekli. Dyrektor piszczał jak mała dziewczynka. A na pamiątkę zyskali nagranie i świetnie ujęcia zdjęć. Chole postanowiła, że napiszę o tym artykuł. Uwiecznili też chwilę namiętności pomiędzy panią Taylor a Winklerem. Warto było. Jerome zapytał nauczycielki na poprzedniej lekcji, czy Eddie ładnie wyglądał w pieluchach.
-Och, był takim słodkim dzidziem, szczególnie jak się ślinił i kichał. Cały się opluwał - odpowiedziała mu nauczycielka, po czym zaczęła kontynuowała pojęcie genu. Patricia przez cały dzień dręczyła Eddiego, krzycząc do niego ' Chcesz smoczka?' lub 'Zmienić ci pieluchę?' Zabrała mu nawet jabłko mówią, że jego mleczniki mogą się na tym połamać.
Teraz Logan siedział w sali od fizyki i słuchał o pojęciu prądu. Po raz pierwszy od tygodni była słoneczna pogoda, a Soren musiał wytrzymać tutaj jeszcze godzinę. Podniósł rękę i spytał, przerywając nudny wykład Olsena:
-Prze pana, a ja mam obecność?
-Przecież tu jesteś.
-Brawo za spostrzegawczość. Czyli tak?
Nauczyciel pokiwał powoli głową i kontynuował wykład. Logan jęknął. Wyjrzał przez okno. Byli na pierwszym piętrze, obok okna pięła się rynna. Logan wyrwał kratkę, zwracając na siebie uwagę połowy klasy. Nabazgrał na białym papierze ' Dasz buziaka, jak zrobię coś szalonego? ' zwinął w kulkę i rzucił do Chole. Dziewczyna, przeczytawszy odwróciła się, pokręciła głową i wyciągała kartkę z napisem 'NIE'. Soren westchnął i wzruszył ramionami. Wsunął swoje podręczniki od fizyki do torby, nucąc melodie z reklamy 'Roko'. Dyskretnie założył ja na ramiona i wstał. Obserwowała go tylko Chole.
Nauczyciel pisał jakieś wzory na tablicy. Soren pokazał mu środkowy palec i przesunął się do okna. Przełożył jedną nogę i opar na rynnie. Cała klasa pisała. Czuł na sobie tylko brązowe oczy Tyson. Przełożył drugą nogę przez parapet i przytulił się do metalu. Puścił oko do Chole i powoli sunął się po rynnie. Gdy był w połowie drogi, usłyszał pytanie Olsena 'Gdzie jest Logan?' Pech chciał, że jak przebył 3/4 drogi, rynna zaczęła spadać. Szybko zeskoczył, jego drabina upadła od pół metra od jego głowy. Wszyscy w budynku rzucili się do okna, śmiejąc się, pokazując go palcami i otwierając buzie. Chłopak ukłonił się, potargał swoje włosy i już miał się oddalić, gdy usłyszał za sobą wołanie. Wyszczerzył się.
-Panie Soren, co to ma być? - Sweet biegł w jego stronę.
-Sprawdzałem kanalizację. Tak mi się wydawało, że ta rura nie wytrzyma sprawdzianu. Poważnie.
-Proszę za mną - syknął dyrektor, a Logan oddalił się za nim odprowadzany przez wiaty klasy.


Przepraszam za mój poryty umysł i załamania nerwowe spowodowane zachowaniem Logana. Nie próbujcie robić tego w domu.
Miałam dodać rozdział jutro, ale mi się wyjątkowo nudziło. Powiem wam w tajemnicy, że Mara wróci w 23 (?) rozdziale. Nie pamiętam numerku. Ale coś koło tego. Komputer powolny jest, bardzo jest, powstrzymuje się od wyrzucenia tego złomu przez zamknięte okno. Taka tam patologia. Może pójdę się opalać, ale najpierw sprawdzę twittera, jakieś głupoty, przeczytam dodane posty przez obserwowane przez mnie blogi i może pójdę sobie pobiegać. Czyli minutę biegu, dziesięć minut spacerku. HE HE. Nadal nie mogę przeboleć Mabiny ;-; Moja siostra mówi, żebym se dała spokój, wtedy ja się na nią paczam wzrokiem bazyliszka i cichnie. Jestem normalnie magiczna. Wakacje jak wam mijają? Ja się jeszcze nie rozkręciłam, ehh... Będę kręciła życzenia dla Brada. Znalazłam akcję na jego największym fanpejdżu ( he he) Będę mówiła po angielsku O.O I zachwycała się jego akcentem *u* Razem z przyjaciółką, oczywiście. Jak coś z tego wyjdzie, to wam wstawię tu filmik. Zalewka na max'a he he. No to następny rozdział w czwartek lub piątek, za 6 komentarzy. Chce mieć pewność, że ktoś czyta te badziewie ^-^


Joylitte
XXX

sobota, 6 lipca 2013

NOWY BLOG

The Sibuna Stroy


Nie kochani, nie zwątpiłam. Po prostu wczoraj wzięłam do ręki pierwszy tom Harrego Pottera ( robię to w każde wakacje, to mój zwyczaj) i dostałam weny. Poważnie. Po raz pierwszy. Chodziłam z tą weną i pisałam początek w starym zeszycie od WOS-u, bo ten 'komputer' nie mógł się włączyć. Piszę trzeci sezon od początku, tak jak ja bym chciała go oglądnąć. Blog opowiada losy Lauren, nowej dziewczyny w Anubisie. Jedynej nowej dziewczyny. Nie będzie tam szurniętej Willow niszczącej związek Jary i Amfie. Dodałam pierwszy rozdział, więc możecie sobie przeczytać i stwierdzić i skomentować, czy wyszło. Wysilcie się proszę, na coś więcej niż na super lub fajne. Zachęcam do dodawania do obserwatorów. Jeżeli się wam spodoba, będę kontynuowała tą historię, jeżeli nie - po prostu bloga usunę. Kliknijcie w napis 'THE SIBUNA STORY' i oceńcie. Przepraszam za tak ubogi wygląd, ale jak już mówiłam, mój ukochany komputer z ikonkami na twittera, szablonami i innymi pierdołami się zepsuł a na tym gracie boję się pixela włączyć, bo ona się nawet na wyszukiwarce Google zacina. Jak zostanie naprawiony, rąbnę jakiś poetycki nagłówek. Więc proszę się nie martwić. He he. 


No to chyba tyle. Będę kontynuowała ten blog, chyba że ten nowy będzie się cieszył większym poparciem. Poczekamy,  zobaczymy.


SIBUNA!


Joylitte
XXXX




środa, 3 lipca 2013

019. Rozdział dziewiętnasty


-Czego dokładnie szukamy?
Eddie stanął na środku zakurzonej biblioteki w domu Froisherów. To mniejsce go przerażało. Było jednak suche, a na dworze zaczął padać deszcz. Tak więc z ulgą ujżał, jak Fabian majstruje przy zamku i otwiera drzwi prowadzące do miejsca z zagadki. Jednak nie mógł pozbawić się wrażenia, że ktoś go obserwuje. Może to jego zmysły Osiriona majstrowały? Postanowił jednak zachować czujność.
Fabian otworzył drzwi znajdujące się w bibliotece, prawdopodobnie prowadzące do innej cześci domu. Wskazał ręką na drzwi, dając mu do zrozumienia, by pomógł mu je otworzyć.
-To na nic- mruknęła Megan znad książki w skórzanej, czarnej oprawie, którą kartkowała - Już ustaliliśmy, że coś blokuje je od środka. Trzeba otworzyć drzwi z przedniej części domu.
-Dobra - odezwał się Alfie, szperający przy biurko z papierami - Sama se idź na taki deszcz. Ja się stąd nie ruszę. W takim deszczu kosmici mogą cię szybko wytropić i porwać. Ich statki najlepiej działają w deszczu.
Megan obnażyła Eddiego miną pod tytułem 'O co mu chodzi?' i wskazała głową drzwi. Sweet westchnął i rozłożył ramiona.
-Dobra, chodź.
Świat był skąpany w wodzie, lecącej z chmur. Eddie praktycznie nie widział końca placu zabaw, choć były to zaledwie kilkanaście metrów. Wziął głęboki oddech i rzucił się w deszcz za Grant. Nie wiedział, jak znalazł się tak szybko na miejscu. Czuł tylko, jak woda nasiąka jego ubranie, jak włosy mu moknął. Teraz stał przed drzwiami, które według niebo znajdowały się na przeciwko wejściu do biblioteki. Pochylił się i zaczął przekręcać wsuwkę do włosów w zamku, ścigany przed drętwiejące z zimna ciało. Przekręcił gałkę, wziął głęboki oddech i wszedł do środka.
W środku był duszno. Niezwykle duszno. Zaczął macać po ścianach szukając włącznika światła. Szybsza okazała się Megan.
-Jest... - szepnęła i rozległ się dźwięk przycisku kontaktu.
Pokój był wielki, z sufitu zwieszał wielki, złoty żyrandol z którego sączyło się słabe światło. Na ścianach, podobnie jak w bibliotece była zielona tapeta w złote wzroki. Ściany zdobiły również wielkie, piękne portrety właściciela i jego rodziny oraz - tak jak się Eddiemu wydawało - władców Egiptu, którzy zapisali się czymś w historii. Podłoga była wyłożona ciemnymi panelami, na środku leżał duży dywan tego samego koloru, co tapety. Meble były wykonane z ciemnego drewna. Po jego prawej stronie stał bogato zdobiony kominek.
-Jeju... - Megan podeszła do jednego z regałów i zdjęła czarno-biało fotografię - To Frobisherowie?
Eddie podszedł do niej i zerknął przed ramie. Na środku stało trzech mężczyzn w strojach charakterystycznych dla ich epoki. Sweet potrząsnął głową i zaprzeczył:
-Nie. To jacyś inni goście, ale skądś kojarzę ich twarze.
Chwycił zdjęcie w złotej ramię i w tej samej chwili oślepił go blask. Mocno zacisnął powieki, by uchronić się przed ostrym światłem. Gdy ponownie je otworzył, poczuł się lekko. Niesamowicie lekko. Cały obraz był jakby we mgle, ale Sweet doskonale rozróżniał kształty. Był w pokoju, w którym stał przed chwilą z Grant. Jedna dziewczyny przy nim nie było. Rozpłynęła się, a do Edddiego dotarło - miał wizję. Pierwszą wizję od bardzo długiego czasu.
-Musimy ją ukryć! - jakiś mężczyzna, najwyżej dwudziestodwuletni stał na środku pokoju i zmierzł w stronę wyjścia. Eddie posunął się, przepuszczając go. Chłopak trzymał w swojej ręce pakunek, przypominający książkę.
-Wiem! - warknęła kobieta w tym samym wieku z blond włosami  kapeluszem na głowie - Nie jestem idiotką. Mam nawet pomysł, gdzie. Ale musisz mi pomóc.
-Gdzie podziała się Cassie? Zawsze jej nie ma, gdy jej potrzebujemy. Idziemy sami.
-Czekaj! - dziewczyna podbiegła do drzwi biblioteki - Na wszelki wypadek.
Podeszła do regału i popchnęła go z łatwością. Fałdy jej fioletowej sukni przyjemnie szumiały. Popychała regał do puki, gdy ten nie zakrył całych drzwi. Eddie cofnął się jeszcze o jeden krok i popchnął złoty świecznik, który z hukiem upadł na podłogę. Znów oślepiło go światło i chłopak zdał sobie sprawę, że wizja dobiegła końca.
-Eddie, o mój Boże, Eddie! Obudź się, co ci jest! O Boże, zabiłam go!
-Zamknij się - Eddie skarcił ją i przeraził go jego słaby głos - Nic mi nie jest. To wizja, to tylko wizja.
Megan nie była przekonana, stała nad nim z zatroskana i przestraszoną miną. Pomogła mu wstać i usiąść na zakurzonym fotelu.
-Megan?
Eddie podniósł wzrok i zobaczył, jak dziewczyna się rozgląda. Rozpoznał głos, który wołał Grant.
-Amber...
Sweet podniósł jedynie palec na regał i szepnął:
-Przesuń go.
Dziewczyna posłusznie spełniła jego polecenie. Podeszła do ciemnego, zakurzonego regału i popchnęła go z całej siły. Szafka podsunęła się o milimetr, skrzypiąc na podłodze. Ona jednak nie przestawała. Eddie poczuł się głupio, że dziewczyna wysila się, a on siedzi i się gapi. Był jednak zbyt zmęczy, by się tym przejmować. To dziwne. Zwykle wizje nie działały na niego fizycznie. Zobaczył coś, oderwany od rzeczywistości i wracał. I nic mu nie było. Ta wizja była jakaś dziwna. Sweet zdał sobie sprawę, że nadal trzyma fotografię. Spojrzał na nią i zamarł.
Megan odsunęła regał i otworzyła drzwi. Po drugiej stronie stał Fabian, Amber i Alfie, który rzucił jej się w ramiona.
-Jeju, myślałem że kosmici was dopadli! - odsunął się od niej i zmorzył Eddiego wzrokiem - Nie podchodźcie do niego! Kosmici musieli mu wyssać mózg przez rurkę i teraz jest otępiały!
-Tobie wyssali mózg!- Amber stanęła obok niego i z całej siły uderzyła w ramię - Co się stało?
-Eddie miał wizję - powiedziała powoli Megan. Fabian podszedł do Sweet i opadł na przeciwko niego na kanapę.
-Co widziałeś?
-Jego- Eddie pokazał palcem na mężczyznę stojącego na środku. Ucieszyło go, że jego siły wracają - On schował jakąś książkę. Pewnie Księgę Ozyrysa.
-Nie, na pewno nie on jest odpowiedzialny za te zagadki.
Eddie, tak jak cała Sibuna spojrzał na Megan. Dziewczyna oglądała obraz z podobizną kobiety o złotych włosach, szafirowych oczach i pięknym uśmiechu. Wyciągnęła dwie kartki - jedną ze wskazówką, drugą ze zagadką sprzed dwóch lat.
-Spójrzcie. Całkiem inne pismo. Te mi się wydaje bardziej miękkie, litery są drobniejsze, ale tutaj k napisane jest tak samo jak tutaj.
-Skąd ty to wzięłaś? - spytał Fabian i zgromił ją wzrokiem. Ta nic nie odpowiedziała, zagryzła tylko dolną wargę.
Eddie spojrzał na dwa świstki papierów, nadal nie rozumiejąc słów Grant. Dziewczynę zaczynało to irytować.
-Nie rozumiecie?!- Megan wstała i podeszła do portretu - Myślę, że to była Louisa Frobisher-Smithe.

Rose polerowała sztuce w kuchni. Dzisiaj była jej kolej na dyżur razem z Colinem. Dziewczyna podśpiewywała sobie pod nosem. Wrzuciła widelec do szuflady i chwyciła kolejny. Była w wyśmienitym humorze, jednak nadal była nieco przybita dziwnym zachowanie Joy.
-Co się tak szczerzysz? - zapytała Colina po raz enty, odkąd zaczęli zmywać.
-A tak sobie.
Rose przewróciła oczami. W domu Anubisa było niezwykle cicho. Chciała pobiec na górę i dokończyć rysunek. Za pięć minut będzie siedziała na górze w towarzystwie Joy i Willow i pochylała się nad kartką. Trzasnęły drzwi. Riddle z czystej ciekawości wyjrzała na korytarz. W progu stał Fabian w towarzystwie Megan, Amber, Alfiego i Eddiego. Zagryzła dolną wargę i wróciła do kuchni.
-Kto przyszedł?
-Myślisz, że sam jeden mieszkasz w tym domu? Przestań się szczerzyć! - rzuciła mu dziewczyna przez ramię i zasnęła szufladę. Zabrała się za polerkę talerzy. Minęło może pięć minut, góra osiem, gdy rozległ się wrzask. Rose aż podskoczyła, prawie wypuszczając z rąk białą filiżankę.
-WSZYSCY NA DÓŁ! I TO JUŻ!
Riddle zerknęła na Colina. Chłopak zastygł z dłoniami w wodzie pełnej piany.Nie umiała wyczytać nic z jego twarzy, więc wzruszyła ramionami, odłożyła filiżankę do regału i wyszła do salonu.
Wszyscy już tam byli. Prawie wszyscy. Riddle nie mogła zauważyć Joy. Powoli wszyscy stawali w rzędzie, tak jak to robili pierwszego dnia. Rose uśmiechnęła sie na to wspomnienie. Victor wszedł do pokoju czerwony na twarzy, ze łzami wściekłości w oczach. Dziewczyna powstrzymała wybuch śmiechu na widok czarnego kruka z czerwonym znakiem Hitlera na skrzydle.
-Kto... to... zrobił.... - Victor wysapał trzy słowa a Rose nabrała pewności, że mężczyznę zaraz rozwali od śroka. Nikt się nie odezwał. Victor podszedł do pierwszej osoby po jego prawej stronie. Był to Logan.
-Byłem w szkole w klasie.
-Masz świadka?
-Pana! I Jeroma, Simona i pana Sweeta. Niech się pan zapisze na jakieś badania. Amnezja to poważna choroba. Chociaż w tym wieku, to pewnie normalne.
Rose spojrzała na Logana. Chłopak założył ręce i uśmiechnął się do Riddle, która odwzajemniła gest.
-Byłem razem z panem i Loganem w szkole - usprawiedliwił się Jerome i Victor podszedł do Patricii.
-Byłam z Colinem. Wyciągał mi srebrną bransoletkę spod szafy, którą tam nieumyślnie wepchnał. Miałabym nagranie z kamer, jednak nasza buda jest tak biedna, że ją na to nie stać. - Patricia na dowód podniosła rękę, na której dyndała srebrna bransoletka. Jej wersje potwierdził Rowe.
-Byłam na spacerze z Alfiem, Eddiem, Fabianem i Megan. - odezwała się Amber, odgarniając swoje złote włosy.
-Gdzie byliście?
-Szukaliśmy natchnienia na błoniach. Pomagamy Joy w gazetce szkolnej.
Cała czwórka pokiwała głową.
-Gdzie jest Mercer?
Nikt się nie odezwał, Amber wzruszyła ramionami. Victor usłyszał tą samą wersję od pozostałej czwórki i skierował się do niej.
-Rysowałam. Razem z Allison Parker z domu Hathor.
-A ja kręciłam film! - Willow wyszczerzyła się i podniosła wyżej swoją nową kamerę - Mam na światków całą szkołę. Wszystkich dręczyłam.
Victor poczerwieniał na twarzy, palce u rąk, w której trzymał Corbierra były całkiem białe.
-Wszyscy! - wysapał, a później wrzasnął - MACIE SZLABAN NA TRZY TYGODNIE! WYCZYŚĆCIE SZKOŁĘ OD DOŁU DO GÓRY WŁASNYMI SZCZOTECZKAMI!
-Jeżeli to cię pocieszy, Victorze - Alfie zaczął nieśmiało - To ten czerwony kolor świetnie pasuje do oczu Corbierra. Wronom do twarzy w czerwieni.
Victor podszedł do Lewisa, teraz już siny na twarzy.
-Corbierre to kruk!
W tej chwili w holu ukazała się Joy z walizką u boku, w czarnym płaszczem i walizką u boku. Wszyscy umilkli. Rose poczuła, jak wielka gula rośnie jej w gardle.
-Gdzie jedziesz? - spytała Riddle, błagając, by sprawy miały się inaczej niż sądziła.
-Tata ma kłopoty finasowe. - odopowiedzała Mercer ściskając walizkę - Wyjeżdżam na dwa tygodnie, ale wrócę.
-Czyli uciekasz zamiast pogadać?! - Jerome rzucił się w stronę drzwi, nie zwracając uwagi na wściekłe spojrzenie Victor'a.
-Nie uciekam. Wyjeżdżam na chwilę. Przerwa dobrze nam zrobi. Do widzenia, Jerome.
Odwróciła się na pięcie i wyszła. Rose stanęła obok Clarka i założyła ręce na pięcie.
-Zawaliłeś.
Jerome nic nie odpowiedział. Odwrócił się i skierował do swojego pokoju. Rose odprowadziła go wzrokiem, żałując, że nie zna go na tyle dobrze, by go pocieszyć.


Dodałam to badziewie, się możecie nacieszyć i pośmiać z tego czegoś. Miałam zajebisty dzień - zepsułam rower, bo jak jechałam pod górkę kierownica mi wypadła (wyrwałam ją, ok.) . Musiałam taszczyć tą kupę złomu przez pół godziny do domu. Ucierpiała moja duma i nogi. Mam siniaki. Do tego wszystkiego, komputer mi się zepsuł. Teraz piszę na takim starym, do którego tata podłączył neta, ale on chodzi normalnie tak szybko, jak mózg Willow. Amen. Pożaliłam się i pożalę jeszcze, że nw kiedy dodam rozdział, a mi wyszedł. Logan ♥ Spodziewajcie się tak około niedzieli, może w sobotę. Ale to może. Z powodu zabójczej szybkości tego czegoś, co zaraz wyrzucę ze złości przez okno nie ma gifów, może potem dodam. Szalona ja. Pół godziny poprawiania błędów  *teatralne westchnienie* całe życie w stresie. Amen.
No ten tego, dzięki za te nominacje ( heuheu i tak nie ogarniam o co chodzi) aktualizuje i będę nominowała dalej, jak mi kuźwa ciocia naprawi mój stary komputerek. Przyjeżdżaj szybko. 
Hahaha, 10 kom pod ostatnim zjebanym postem, hahaha dzięki :**
19:19 KOCHAM WAS. No i Brad'a, ale to co innego. 
Na kolacje sobie hasam. Jakby były błędy, poprawię, tylko niech mi się psychika odbuduje! Poczekacie se. Tryryry!

Wkurzona i opalona 
Joylitte
XXX


poniedziałek, 1 lipca 2013

018. Rozdział osiemnasty

Patricia nie należała do osób, które czekają, aż ktoś im łaskawie powie, o co chodzi. Gdy rzeczy miały się nie tak, jakby chciała, robiła wszystko, by to zmienić. Tym razem też tak było. Victor mówił coś o niej, o znakach, której nie może pod żadnym pozorem poznać. Dlatego nie czekała, aż Sibuna weźmie się do roboty i otworzy ten cholerny sejf. Sama to zrobi, bez pomocy Eddiego, który był zafascynowany nowym odkryciem w sprawie zagadki. Zanim się obudzi i zobaczy, co zrobiła, będzie już po wszystkim.
Siedziała i stukała palcami w blat stołu, czekając na dzwonek oznajmujący koniec zajęć. Spojrzała na Logana, który słodko się do niej uśmiechnął. Zebrało ją na mdłości, ale nie oderwała wzroku. Chłopak coś robił z ławką przez cała lekcje. Podobnie jak Colin siedzący z Jeromem. Ostro się pokłócił z Joy, więc wolał nie ryzykować. Patricia chwyciła za swój zeszyt i wyrwała stronę. Porwała ją i zapisała kilka słów.

Mogę się przyłączyć do waszego 'projektu'?

Zgięła ją na pół i podała do Joy, szepcząc 'Do Logana'.Obserwowała kartkę, póki nie znikła w rękach chłopaka. Zmarszczył brwi i chwycił za długopis. Pisał przez chwilę, a gdy kartka powróciła do nadawcy. Williamson przeczytała koślawe pismo Soren'a:

                                               Okey, zbióreczka pod salą buntowniczko.

Patricia uniosła kciuk do góry i zmięła papier. Nie potrzeba dowodów. Wrzuciła kulkę do swojej czarnej torby. Układała sobie w głowie listę. Pójdzie z tym, co ma zadanie w domu, chwyci kamery schowane w
pokoju Eddie'go. Dalej nie wiedziała, co będzie. Miejmy nadzieje, że wymyśli coś na gorąco.
Dzwonek oznajmujący koniec zajęć rozległ się po klasie. Williamson szybko wrzuciła podręczniki od biologi do torebki i już chciała wyjść, gdy Millington chwyciła ją za ramię.
-To co idziemy? - Amber uśmiechnęła się promiennie, gdy Megan stanęła obok nich.
-Nie, mam inne plany.
-Powiedziałaś, że pójdziesz. - Megan wtrąciła się do rozmowy.
-Nie rozumiesz, Grant? Mam ciekawsze rzeczy do robienia, niż siedzenie w zapleśniałych książkach. Kręci to tylko ciebie i Fabian'a.
Megan już miała coś odpowiedzieć, ale Patricia nie miała zamiaru tego słuchać. Odwróciła się na pięcie i wyszła z klasy do biologi.
Logan, Colin i Jerome czekali na nią przed klasą. Williamson zdziwił fakt, że nie ma Alfiego. To zazwyczaj on i Clarke robili kawały. No ale Lewis dołączył do Sibuny, spoważniał i stał się pupilkiem. A Patricię przerażał fakt, że to samo dzieje się z nią. Musi coś z tym zrobić, i to szybko.
-Dobra, Williamson, idziesz z Colinem, skoro chcesz pomóc. On może sobie nie poradzić. Chłopak ma tremę - Jerome spojrzał z politowaniem na Rowa.
-Wcale nie!
-Skończcie- Patricia nie miała zamiaru słuchać jakieś beznadziejnej kłótni.- Co mam zrobić?
-Będziesz stała jako łącznik - powiedział Jerome - Logan i ja wciśniemy Sweet'owi jakąś bajeczkę, a jak on pośle Logana po Victor'a, ty dasz znak Colin'owi i razem pójdziecie do jego gabinetu. Dalej zobaczysz.
Williamson kiwnęła głową, na znak, że rozumie. Ten plan wydawał jej się głupi i bezsensowny, ale się nie spierała. Musi zdobyć szyfr, musi. Stanęła za murkiem, skąd miała świetny podgląd na cała scenkę.
Sweet szukał kluczyków od gabinetu w swojej kieszeni kiedy chłopcy podeszli do niego.
-Ummm.. Proszę pana? - Logan wsadził do kieszeni ręce - W sali od biologi są rozkręcone ławki. Poinformowaliśmy już panią Taylor, kazała powiedzieć panu.
Dyrektor uniósł wysoko brwi. Patricia pomyślała, że to strasznie naiwna bajeczka.
-Nie wy je rozkręciliście?
-No chyba -Jerome udał oburzenie - Gdyby to bylibyśmy mi, nie przychodzilibyśmy do pana jak jacyś idioci. Mamy pójść po kogoś?
-Tutaj potrzebny jest Victor, ale zaraz do niego zadzwonię, więc możecie już sobie iść.
-Ja właśnie szedłem do domu. Mogę mu powiedzieć. Ale nie obiecuje, że mnie posłucha.
-Dobrze, więc idź. Jerome, pokaż mi te ławki.
Patricia nie wierzyła własnym uszom. Sweet dał się nabrać! Na tak naiwną bajeczkę. Więc albo Sweet jest głupi, albo... Nie, jest głupi. Logan przemknął koło nich, puszczać oko. 'Nikt nie może was zobaczyć' szepnął i wypadł ze szkoły.
Williamson wyszła ze swojej kryjówki i popędziła do Colina, który stał obok swojej szafki.
Skinął tylko głową i wrzucił swoją torbę na ramię. Patricia nie patrzyła na niego. Wypatrywała Victora i
Logana, którzy mają wejść do budynku, wtedy oni wkroczą do akcji. Pociły jej się dłonie, tyle rzeczy mogło pójść nie tak, ale martwić się będzie po akcji.
Czekała z Rowem przed wejściem do szkoły i obserwowała. W końcu Soren wszedł do szkoły z dozorcą.
-Proszę pana! - Logan krzyknął z oburzeniem - Ja miałbym zmyślać! Niech pan siebie posłucha.
-Zamknij się!- Victor warknął i zniknął za zakrętem. Patricia razem z Colinem wyszła ze szkoły. Nie zauważyła, kiedy jej nogi zaczęły biegnąć, nie słyszała, kiedy Colin wrzeszczał do niej, by poczekała, nie zatrzymała się przed drzwiami i pchnęła je mocno. Wtargnęła do pokoju chłopców i wczołgała się pod łóżko Eddiego. Wśród zgubionych skarpetek, kurzu i piłki, znalazła kartonowe pudełko. Otworzyła je i pakowała sobie jedną z mini kamerek do kieszeni marynarki. Poprawiła włosy i niby niby nic, weszła do holu.
Nikogo nie było. Sibuna poszła do biblioteki, Willow szwendała się po szkole z kamerą, a Rose najprawdopodobniej siedziała w lesie i rysowała. Colin wbiegł do holu zdyszany, łapiąc się za bok.
-Szybko - zdołał wyjęczeć i wczołgał się po schodach.Drzwi gabinetu były otwarte i mogli spokojnie wejść do pomieszczenia. Wyglądało jak zwykle. Biurko pośrodku, gablota na klucze, dywan na drewnianych panelach, komoda i fotografie. I oczywiście kruk Corbierre, który wdzięcznie stał na burku, patrząc się swoimi martwymi oczami na gości. Patricia widziała tylko jeden przedmiot - sejf. To w nim ukrywają coś, co powinno trafić do niej, to przez to nie mogła spać po nocach. Wyjrzała przez okno na dom.
-Nikt nie idzie - szepnęła do Colina. Wymacała niewielki parapet okna, wyjęła kamerkę z kieszeni i przykleiła. Odetchnęła z ulgą - klej jeszcze trzymał.
-Dobra - odpowiedział Colin i prysną czerwoną farbą na ptaka - Wynośmy się stąd.
Patricia parsknęła śmiechem i wychodząc spojrzała radośnie na skrzydła Corbierra, na których wymalowany był duży, czerwony znak Hitlera.


Krótkie. Bardzo krótkie. Najkrótsze, jakie napisałam na tym blogu. No, może prócz prologu. Następny rozdział w środę, miał być w piątek, ale ten jest za krótki, więc hmmm. No ale co ja poradzę? Przepraszam, że tak długo, ale moja wena szaleje i teraz siedzę codziennie po dwie godziny i piszę. Mszczę się na Jeroy. Przepraszam za to, co przeczytacie w następnym rozdziale i w rozdziale 22. Uprzedzam. Naoglądałam się za dużo horrorów. Przestaje, przestaje.
Filmowi daje 8/10. Za jebane Jeroy i Mabian. Przynajmniej fani Peddie są szczęśliwi. Juchu.
Polubiłam Shopie, taka fajna, jak chciała wszystkich zniszczyć, heuheuheuheu. Oczywiście włoski Fabiana i Jeroma by przetrwały, cnie? I tak ryczałam. Wiedziałam, co będzie w filmie i tak ryczałam. Cassie jest jebnięta, mieszanka Barbie i Willow. Brawo waldzio, oklaski cię kuźwa należą -,-



Moje siostry wyją Bogurodzicę, no jprd.
Zdolna ja, zrobiłam sobie sama szablon, ah. Cnie, że switłaśny. Mara ♥
Się nie martwcie, Jaffray niedługo powróci i zacznie się Jara. Bądźcie tego pewni. Wszyscy w opowiadaniu będą ryczeć. 
Minutą ciszy uczcijmy zjebany i poryty umysł waldka. Może sobie odpuszczę obelgi, skoro to i tak nic nie zmieni?
No chyba nie.
Zniknęła zakładka postacie, muszę wszystko od nowa zacząć :)
Moje siostry wyrzucają sobie wzajemnie buty przez okno i drą się jak popaprane. Chyba trzeba kończyć.
To pierwszy serial, z którym się związałam, płakałam i śmiałam się na każdym odcinku i przeżywałam. Nie zapomnę o ty,. Poznałam też wiele utalentowanych pisarek, takich jak MClarke, Sapphire, Iluzjonistka, Chochliczek, ℓσωℓу i inne, które przepraszam, że nie wymieniłam. Jesteście dziewczyny cudowne i to wasze blogi trzymają mnie jeszcze przy życiu.

Joylitte
XXX

Obserwatorzy