piątek, 14 czerwca 2013

013. Rozdział trzynasty

Logan rozciągnął się na kanapie, spoglądając na Jerom'a. Obok niego siedział Colin, niewinnie się uśmiechając.
-Czerwony...-odparł chłopak, po czym spojrzał na Soren'a - To kiedy to robimy?
-Rowe, co mnie się pytasz? Ja się tylko odgrywam na nim, bo zwrócił mi uwagę. - odparł chłopak, obdarzając czarującym uśmiechem Chole, śmiejącej się razem z Grant. Blondynka skrzywiła się i wyszła z klasy.
-Umawiamy się na czwartek - oznajmił Jerome, zapisując coś w swoim czarnym, skórzanym notatniku - Jutro omówimy szczegóły.
Clarke wstał i wyszedł z klasy, za nim podążył Rowe. Logan został sam. Obok niego usiadła Grant, uwalniając się od swoich przyjaciółek.
-Co wy znowu robicie? - spytała, posyłając mu przenikliwe spojrzenie. Chłopak zaśmiał się i odrzucił głowę do tyłu.
-My? - spytał, patrząc jej głęboko w oczy - Czemu zawsze jest tak, że m,nie się podejrzewa o całe zło na
świecie?
-Ah, czyli pytanie " wolisz różowy czy czerwony" to nic nie znaczy?
Logan odwrócił wzrok i uśmiechnął się do siebie. Chwilę zaczekał, aż Megan zirytuje fakt, że woli śmiać się sam do siebie, niż jej łaskawie odpowiedzieć.  Podniósł oczy i przesunął się bliżej Grant.
-Wiesz, gdyby oskarżano nas za jakieś głupie pytania, ludzkość by nie istniała - przysunął się jeszcze bliżej.
-Skąd takie filozoficzne teksty? - spytała dziewczyna zjadliwym tonem. Chłopak zerknął na Fabian'a, który zainteresował się scenką
-Eh, Megan nie znasz się na życiu...
-Idiota - warknęła dziewczyna, odpychając go od siebie i wstając z kanapy. Chłopak zaśmiał się i włożył słuchawki do uszów.

Fabian patrzył, jak Grant do niego podchodzi i siada obok niego na scenie. Sprawiała wrażenie, jakby scenka sprzed chwili się ie odbyła.
-O co chodziło? - spytał Rutter, gdy dziewczyna zerknęła mu przez ramię, na książkę, którą wertował.
-O kolor czerwony. Nie pytaj dlaczego, bo nie znam odpowiedzi. Czego szukasz?
-Jakieś wskazówki - odpowiedział Fabian, przewracając stronę - Muszę coś znaleźć, niemożliwe, żeby Frobisher nie zostawił jakieś podpowiedzi.
-No spoko. A pokarzesz tą zagadkę? W końcu to ja w połowię przyczyniłam się do jej znalezienia.
-Nie, Megan - warknął chłopak, z złością zamykając pamiętnik - Jeżeli ja czegoś nie znajdę, jak to możliwe, że ty coś znajdziesz?
-Dobra, dosyć - odparła Grant, wyrywając mu z rąk książkę - Przemęczyłeś się.
-Ale...
-Dosyć powiedziałam!
Fabian spojrzał na nią ze zdziwieniem. Książkę trzymała w ręce, wyciągniętej jak najdalej od niego. W jej oczach czaiła się determinacja, chłopak wyciągnął dłoń, nakazując, by ją oddała. Pokręciła głową.
-Megan...
-Nie.
-Dobra, daj mi ją, schowam ją do torby i zaglądnę dopiero w domu. Może być?
Dziewczyna uniosła brwi i powoli oddał mu pamiętnik Frobisher'a. Chwycił za torbę i schował wszystkie książki, jakie trzymał blisko siebie. Gdy zapinał torbę, spostrzegł, że Grant pochyla się nad mała kartką. Sprawdził kieszenie. Zagadki nie było.
-Jak ty to? Oddaj, proszę.
-Co robisz po szkole? - spytała, oddając mu kartkę. Ten ze zdziwieniem spojrzał na nią i rzucił papierek do swojej kieszeni.
-Słucham?
-Zapraszam cię na spacer - odpowiedziała mu rozbawionym tonem.
-To randka?
Dziewczyna dusiła się ze śmiechu, jednak opanowała się i odparła:
-Nie, zwykły spacer. Pomyślimy nad zagadką. No zgódź się!
-Dobra, ale to tylko spacer?
Dziewczyna pokiwała głową, promiennie się uśmiechnęła, po czym wyjęła jedną z książek do algebry i mu ją podała. Był to podręcznik, który zeszłego wieczoru Rutter polecił jako korepetytor przeczytać Megan.
-Strasznie nudna. Wolę GONE. I tak nic nie zrozumiałam.

Rose siedziała razem z Joy i Patricią w klasie, pomagając pani Taylor w przygotowaniach do lekcji. Nauczycielka przyniosła duży projektor, do którego musiano podłączyć wiele kabli, by obraz pojawił się na białym tle. Dziewczyny klęczały przy projektorze, podłączając kable. Patricia stała nad nimi i doradzała.Rose co chwilę odpowiadała zgryźliwie, pouczając, żeby Williamson się łaskawie zamknęła. W końcu obrażona dziewczyna wyszła z sali, zostawiając swoją torbę na ławce.
-Dobrze wam dziewczyny idzie? - spytała Taylor, klękając obok nich - Idę po laptopa, powinien się już naładować. Zostaniecie tutaj?
Joy kiwnęła głową i podłączyła kolejny kabel.Gdy nauczycielka wyszła, szybko podbiegła do drzwi i je zamknęła.
-Zaprosiłaś już gdzieś Fabian'a ?
Blondynka podniosła ku niej irytujący wzrok i podniosła się z podłogi.
-Gotowe - oznajmiła, wycierając spocone dłonie w czarną spódnicę - Nie, nie zaprosiłam.
-Czemu?
Rose spojrzała na czarną, nabijaną ćwiekami torbę Williamson. Wydobywał się z niej dźwięk, co świadczyło, że ktoś próbuje się skontaktować z dziewczyną. Rose szurając nogami, podeszła do ławki i wśród książek, zeszytów i papierków po paluszkach, odnalazła bordową komórkę przyjaciółki. Nie obyło się bez malutkich ćwieków, Riddle wiedziała, że Patricia miała na nich punkcie obsesje. Kiedyś, jak były małe, w Halloween Rose ubrała niebieską sukienkę do ziemi i koronę na głowie, natomiast Williamson była diabełkiem. Czerwone różki i ogon, oraz czarna sukienka nabijana ćwiekami, pozostała w pamięci dziewczyny. Nadal miała głupkowate zdjęcia, zrobione przez Piper w ten wieczór. Powróciła myślami do rzeczywistości.
-To Eddie. Bo nie.
Rose kliknęła zieloną słuchawkę i podniosła telefon do ucha.
-No hej skarbie - odparła zmienionym głosem, podobnym do Patricii - Tęskniłam.
-Patricia? - Eddie najwyraźniej czuł się speszony. Joy zatkała ręką ust, by nie roześmiać się na cały głos. Chwilę później stała już przy Riddle z uchem obok telefonu. Rose kontynuowała rozmowę, nie pozwalając sobie nawet na najmniejszy błąd.
-Tak, czekałam jak zadzwonisz. To gdzie się spotykamy?
-Rose, daj Patricię - Eddie odpowiedział jej z zażenowaniem w głosie.
-Co masz teraz na sobie?
-Rose!
-Dobra, już idę. - Riddle ześlizgnęła się z ławki i posłała Joy rozbawione spojrzenie, pokazując język. Nie śpiesznym krokiem wyszła na korytarz i wrzasnęła:
-Patricia, kochanek na lini!
Williamson wyszła za jej pleców i wydarła komórkę z dłoni, czochrając je złote loki. W tej chwili Taylor wyszła za zakrętu z laptopem w ręce . Stanęła przed Riddle, niepokojąco się na nią patrząc.
-Wszystko gotowe - odparła Rose, spod burzy swoich włosów, które starała się przygładzić.

Patricia razem z Eddiem klęczeli przed drzwiami gabinetu Victora. Dowiedzieli się od Grant, że Simon razem z woźnym z Domu Hathor coś urządzają. Więc gdy tylko Sweet spostrzegł, że ci dwaj się spotkali, zadzwonił do Patricii. Oczywiście nie pominął kwestii odebrania telefonu przez przyjaciółkę dziewczyny. Williamson skomentowała to śmiechem, mówiąc, ze na wakacjach odebrała tak telefon Riddle. Dzwonił wtedy Fabian, więc dodatkowo  sytuacja stała się krepująca i niezręczna.
-Już jest wszystko gotowe -odparł Simon, na co Victor odpowiadał znakomicie. Eddie włączył nagrywanie w swojej komórce. - Uczniowie nie mogą się dowiedzieć. Nie chcemy takiej sytuacji jak z Kielichem Ankh.
-Tak wiem... Odkąd odkryłem, że Wybrana nie jest już potrzebna, staram się odkryć miejsce spoczynku Księgi Ozyrysa. Na razie poszukiwanie nie dało żadnych owoców.
-A co z Williamson?
Patricia drgnęła i spojrzała niepokojąco na Eddiego. Ten z rozchylonymi ustami odpowiedział jej wzruszeniem ramion. Jeżeli Patricii coś grozi, nie zawaha się zrobić wszystko, by ją uratować.
-Na ten czas Williamson nie odkryła znaków, które do niej wysyłano. Wszystkie lezą w moim sejfie. Wątpię, by ktoś odkrył szyfr.
To wystarczyło, by Eddie mógł zobaczyć, jak twarz jego dziewczyny blednie i traci kolory. Patricia wyczołgała się spod drzwi Victora, zachęcając, by jej chłopak poszedł za nią. Ten wyłączył dyktafon i podążył za Williamson. Stanęła przed Domem Anubisa. Eddie dyszała ciężko i objął ją. Ta cicho załkała w jego ramię, po chwili się odsuwając.
-Nie pozwolę cię skrzywdzić.
Objął ją mocno. Za dużo dla niego znaczyła, by stracić ją i zakończyć związek. Wiele razy przekonywał Fabian'a, by ten zapomniał o Ninie i szedł dalej. Nigdy nie myślał, co by było, gdyby stracił Patricię. Uścisną ją jeszcze mocniej. Dziewczyna nie płakała, był silną, wyjątkowo silna.  To też w niej kochał, tak jak wiele innych rzeczy. Podniosła ku niemu szare oczy. Eddie nachylił się na nią i przymknął oczy. Poczuł spokój, gdy ich wargi się zetknęły, gdy mógł poczuć ich obecność. Od teraz będzie chronić tylko swoją wybraną, nikogo więcej.


Muszę was prosić o wybaczenie (znowu). Trzynasty. Wiadomo, że nie wyszedł. Rozdział jest kiepski, a dość ważny, szczególnie ostatnia cześć. Zaczęłam rozwijać wątek z Patricią, niedługo z Joy i Marą. Kurczę, po co to ja piszę? Pisałam ten rozdział, kiedy moja wena się fochnęła i se poszła. Teraz dodałam kilka fragmencików, ale i tak jest beznadziejnie. Robi się idiotycznie. Paluszki mnie bolą od grania na gitarce, a jutro mam grać z BFF wspólnie. Nie wiem jak ja to przetrzymam, ale no cóż :/
Głodna jestem...
Oceny wystawione  można już olać szkołę (porucz geografii, jej nigdy nie olewam) i żyć. Wakacje, moje kochaniutkie wakacje. Heheszki. Znalazłam chyba utwór, który się będę uczyć jutro z Vilians  Cimorelli - Believe It wpadała mi w ucho. A jak opanuje wszystkie chwyty, zacznę się uczyć barowych i witam piosenki Brad'a. Do nich trzeba umieć barowe. 
Głodna jestem...


Lubię ten gif, Fabian ma na nim naprawdę słodką grzyweczkę. I tak fanie wyszedł. Awww :3 Moja Fabiana *.* Ale ja was muszę nudzić!
Poważnie jestem głodna...

Kocham, całuje, ściskam i co tam sobie jeszcze wymarzycie
Joylitte
XXX


4 komentarze:

  1. Jest coś o Patrici :D. Strasznie w napięciu trzyma tę opowiadanie. Ubóstwiam tego bloga. Doskonale budujesz napięcie i nie można doczekać się kolejnego rozdziału.
    Uwielbiam dźwięk gitary i pianina. Życzę powodzenia w graniu na gitarze. Z taką motywacja, to szybko się nauczysz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudnie, pięknie, przezajebiście ^ ^
    Przepraszam, że dopiero teraz komentuję, ale zmagałam się z waldziową żałobą i tak jakoś wyszło noo :c
    Moja wena odeszła już jakiś czas temu. Miała wyjść tylko na chwilkę, ale widocznie znalazła sobie jakieś lepsze zajęcie. I podczas kiedy ona baluję sobie z inną weną (bodajże Twoją, droga Joylitte ^ ^), ja siedzę jak jakiś jełop, przed kompem i usiłuję coś napisać. Marnie mi idzie, co tu kryć. c;
    Czekam na wielki Come back Marusi. Dżeruś przejrzy na oczy, a nie.
    Niestety, ludzie to wielkie tępoty i cieszą się na każdy nowy paring.
    Dam głowę, że jeśli hajtnęliby Jerome'a z Trudy, też byłby szał.
    W parze nie chodzi tylko o to, żeby było "suodko" tylko o realność, wzajemne wsparcie, stopniowe budowanie związku...
    A nie kurde czy ładnie razem wygląda.
    Dziękuje, że piszesz i podtrzymujesz mnie na duchu <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Superowe! *.*
    Najbardziej podobała mi się ostatnia część z Peddie <33 KOOCHAM ICH!! :D Mam nadzieję, że gdy dojdę do późniejszych wątków o Peddie będzie więcej "informacji" ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy