czwartek, 6 czerwca 2013

010. Rozdział dziesiąty

-Boże, dziecko gdzieś ty była?
-Pod prysznicem...
Willow podniosła wzrok znad artykułu, który poleciła jej Joy. Dotyczył on konkursu na najlepszy film amatorski oraz wskazówki, jak dobrze uzyskać zamierzony efekt. Joy miła rację, artykuł był wyjątkowo ciekawy. Ciekawe też było to, co właśnie zobaczyła. Mianowicie, była to Megan. Ale nie taka Megan, którą widziała w południe. Jej pastelowa spódnica w kwiaty, która Willow szczególnie się podobała, była mokra. Podobnie jak jej kurtka, koszula i włosy. Czarne obwódki świadczyły też o tym, że godzinę temu miała
wytuszowane rzęsy. Willow odłożyła gazetę na stolik.
-Megan, nie widziałaś, że idzie burza? - spytała Trudy, gdy Jenks stanęła obok niej.
-Widziałam... - mruknęła i zdjęła z trampka, z którego wylała się woda. Trudy jęknęła, Willow położyła dłoń na ustach, by się nie roześmiać.
-Przepraszam, przebiorę się i posprzątam. - przeprosiła Grant i wymknęła się na górę. Za nią podążyła Willow. Dziewczyna, gdy zorientowała się, że Jenks idzie za nią, odwróciła się.
-Wejdziesz? - spytała, zapraszając gestem do swojego pokoju. Ta, kiwnęła głową.
Pokój powiększył się o jedno łóżko. Na ścianie wisiały już plakaty Patricii, które niedawno pokrywały całą wolną przestrzeń w jej pokoju. Megan zamknęła drzwi i zaczęła szperać w szafie.
-Twoja mina była bezcenna - zagadnęła Willow, na wpół sie śmiejąc. Grant uśmiechnęła się pod nosem.
-Mam to traktować jako obelgę, czy raczej komplement?
Willow usiadła na łóżku Patricii i przyglądała się jak Megan u czubka głowy robi kok. Później jej wzrok padł na udo dziewczyny.
-Hej..? Co ci się stało?
-Hmmm? - Megan spojrzała na swoją nogę- Nic wielkiego, zaatakowała mnie wściekła wiewiórka.
-Takie są najgroźniejsze. Raz zakatował mnie jeż. Zaadoptowałam go.
Megan, przeciskając głowę przez długa, ciepła tunikę posłała Jenks wymowne spojrzenie, po czym spytała:
-Umiesz być poważna?
-Nie. Jeszcze nie próbowałam - Willow uśmiechnęła się, gdy Grant wybuchła śmiechem - To coś złego?
-Nie, nie, oczywiście że nie. Lubię cię. Masz taki fajny błysk w oku, podobny jaki widziałam w Chole. - dziewczyna zagryzła wargi.
-Brakuje ci jej? Jasne, że brakuje. Ale zmierzmy się z innym tematem.
-Hmmm?
- Pożyczysz mi kiedyś tą spódnicę? Oczywiście, kiedy wyschnie.

Rose spojrzała na plan lekcji.
-Nudny jakiś - oznajmiła Joy, która pomagała przyjaciółce się rozpakować. Połowa pracy była za nimi, więc dziewczyna pozwoliła sobie przejrzeć jutrzejszą rozpiskę dnia.
-Jesteśmy w szkole Rose, ona nie jest za bardzo... porywcza. No chyba że dla Fabian'a.
-Nadal spotyka się z Niną? - spytała, siląc się na obojętność w jej tonie. Joy uniosła jedną brew, po czym odłożyła kubek na drewniany stolik.
-Nie, teraz aktualnie spotyka się z encyklopedią - Joy spojrzała znad kubka kawy na Riddle - Co się tak dopytujesz? Błagam, powiedz że nie jest to to, o czym myślę.
- Nie. Chociaż, skoro jest wolny...  - Rose bawiła się swoim kubkiem, wodząc palcami po jego brzegu - Joy, spokojnie, nie zrobię czegoś tak głupiego jak myślisz.
-Mam nadzieje - mruknęła Mercer, po czym zaciekawieniem jeszcze raz na nią spojrzała.- Ale nadal ci się podoba. Zgadłam?
Rose spuściła wzrok, gdy Fabian przeszedł obok drzwi, tłumacząc coś zaciekle Eddiemu. Poczuła, że jej policzki płoną. Nie podniosła oczu, wiedziała, że Joy czyta w jej myślach. Zawsze to robiła, odkąd się poznali. Fabian, ona i Joy byli nierozłączni. Oczywiście, później ich drogi się rozeszły. Rose powędrowała do zwykłego liceum, podczas gdy Rutter i Mercer kształcili się w prywatnej szkole. Nie zmieniało to jednak faktu, że mieszkali obok siebie. Jednak Riddle i tak nie często ich widywała. To ją bolało.
-Tak, nadal mi się podoba. Wyprzystojniał - posłała Mercer tajemniczy uśmiech, a ta wybuchnęła śmiechem. Rose stwierdziła, że najlepiej będzie znów powrócić do rozpakowania walizki.

Patricia usiłowała się skupić, nie mogła. Amber śmiała się razem z Megan. Ta druga grała na gitarze, po chwili przerywając wybuchem śmiechu lub kaszlem. Denerwowały ją. Obydwie. Miała ochotę wstać, wyrwać Grant gitarę z rąk, walnąć najpierw ją, potem Amber. Była wściekła na siebie samą, że dała się namówić Eddiemu na tak głupi krok. Willow nie była lepsza, ale sama. Jedyna, nie mogła robić takiego hałasu, jak te dwie idiotki. Wyjść. Po prostu najzwyczajniej w świecie wyjść, uciec od ludzi, mieć czas tylko dla siebie. Rzuci szkołę i osiedli się w lesie.
-Możecie się uspokoić? - warknęła Williamson, starając się , by jej głos zabrzmiał ostro - Nie mogę się skupić na równaniach.
Ku jej zdumieniu obydwie stanęły bez ruchu. Megan uśmiechnęła się tajemniczo do Millington, po czym jednym ruchem szybko chwyciła za gryf. Patricia rozpoznała tą piosenkę. Burn It Down zespołu Linkin Park. Uwielbiała tą piosenkę, ze słuchawkami w uszach przemierzała ulicę na wakacjach, wsłuchując się w każde słowo, w każdy dźwięk.
- The cycle repeated.As explosions broke in the sky - zaczęła nucić Amber - Dawaj Patricia, wiem że znasz to na pamięć!
Williamson ześliznęła się z łóżka. Oczywiście, że to znała. Nie była aż taka ciemna, żeby nie znać słów.
-Jesteście szalone - skarciła ich Patricia z śmiechem w głosie - Poważnie.
Amber chwyciła ją za rękę i szepnęła do ucha "Zapomnij na chwilę o Sibunie" i pociągnęła ją na środek. Patricia spojrzała w lustro, na swoją twarz okalaną rudymi włosami. Prostowała je, w kręconych wyglądała za słodko i jak idiotka. Skórzana kurtka, buty z ćwiekami i tysiące bransoletek na ręce. Uśmiechnęła się z trudem i westchnęła z ulgą. Może sobie pozwolić na chwilę rozrywki, tylko chwilę. Jednak gdy się do tego przymierzała, gitara ucichła.
-Co jest? - spytała, patrząc ze zdziwieniem na Grant. Ta jeszcze raz pociągnęła palcami po strunach.
-Jestem głodna. I chyba.. hmm.. rozstroiłam gitarę.

Colin patrzył z żenadą na sufit. Dziewczyny szalały, prawdopodobnie jedna z nich miała gitarę. Po chwili instrument ucichł, słychać już było tylko śmiech.
-Skąd jesteś? - spytał Jerome, szukając czegoś w szafie. Po chwili znalazł zgubę i szybko wsunął do kieszeni.
-Londyn. Czemu pytasz?
-Z ciekawości. Wiesz że Victor ma martwego kruka?
Colin uniósł wysoko brwi.
-Żartujesz sobie ze mnie?
-Nie. Poważnie, nie. Nie pacz się na mnie jak na idiotę.
-Dobra. I co zamierzasz z tym zrobić?
-Mały teścik na wytrzymałość jego nerwów. Przyłączasz się? Logan się przyłączył.
Chłopak zastanowił sie przez chwilę. Nie widział sensu w wściekaniu Victora. Ale nie może wyjść na lalusia. Nie będzie taki jak w starej szkole, przyrzekł sobie, że to się zmieni. Jerome obnażył go wyczekującym spojrzeniem.
-Dobra, co mam zrobić?
Clarke uśmiechał się i poklepał go po plecach.
-Wyjdź z pokoju i pierwszą napotkaną osobę spytaj, czy lepszy kolor różowy czy czerwony.
-I to tyle?
-Jak na razie. Poradzisz sobie.
Colin obrał sobie kuchnie jako swój cel. W kuchni zawsze ktoś był. Tym razie również się nie zawiódł. Spotkał Megan myszkującą w lodówce. Obdarzyła go uśmiechem i zamknęła lodówkę nogą, uprzednio wyciągając z niej potrzebne składniki.
-Mogę cię o coś spytać.. yyy... - zagadnął chłopka, zapominając imię dziewczyny.
-Megan, dawaj,jestem przygotowana - Grant nie patrzyła na niego, lecz rozsmarowywała na kromce masło - O kogo chodzi? Nie pytaj, skąd to wiem.
-Chodzi o Logana - palnął chłopak, zanim ugryzł się w język.
-Nie zamierzam wstąpić do jego sekty.
-Nie, nie o to chodzi! - chłopak zaczął żywo gestykulować dłońmi, po czym schował je do kieszeni - Wolisz czerwony czy różowy?
Megan podniosła wzrok. Zdziwiony wzrok, widać, że ją zaskoczył. Wyprostowała się, trzymając nóż w ręku.
-Niebieski.
-Pomożesz mi czy nie?
-Czerwony i wolę nie pytać o co chodzi. - Dziewczyna chwyciła w jedną dłoń talerz z kanapkami, w drugą zaś szklankę soku i popędziła do swojego pokoju.

Ciemność. Megan leżała w tej ciemności, nie mogąc zasnąć. Wsłuchiwała się w spokojny oddech Patricii, później w Amber. Nic to nie dało. Wierciła się tylko z jednego boku na bok. Trzecia, a ona nie śpi. Za trzy godziny musi wstać. Poczuła czyjąś obecność. Z wielkim wysiłkiem podniosła swoje niemogące zasnąć ciało i otworzyła powieki. Na parapecie ktoś siedział. Kobieta. Miała ciemną karnacje, czarne włosy opadały na jej plecy. Jej ciało przyodziane było w białą suknie do ziemi.
-Kim jesteś? - szepnęła Megan, nie chcąc obudzić współlokatorek. Kobieta podniosła ku niej swoje czarne, duże oczy. Grant wygramoliła się z kołdry i stanęła metr od niej.
-Miło, że się obudziłaś Megan. Wierzysz w przeznaczanie? - mówiąc to, oderwała jeden płatek róży, którą trzymała w ręku i rzuciła je na podłogę.
-Kim jesteś? - spytała Grant, czując lekkie przerażenie.
-Moje imię jest związane z tysiącami innymi, z którymi dzielę czarną wieczność. Jest moim dziedzictwem, jestem ósmą z kolei. I czyta się je jak pierwiastki. Powinnaś to rozwiązać, jesteś inteligentna. Wierzysz w
przeznaczenie?
-Nic nie dzieje się przypadkiem. Ale co to ma wspólnego ze ...
-Zapamiętaj to sobie, córko. I pamięta jeszcze to - uniosła ku niej białą różę, mającą już tylko sześć płatków - Spotkasz się z tym jeszcze w przyszłości. Nie obawiaj się, musisz być kolumną.
Dziewczyna drżącymi palcami chwyciła za kwiat. Poczuła ból i spostrzegła, że jej palec zaczyna krwawić. Podniosła wzrok na kobietę, która ze zaciekawieniem się jej przyglądała.
-Co to znaczy? Powiedz mi.
-Masz w sobie wielką moc.
-Wariuję.
-Nie, po prostu śnisz.
Megan gwałtownie wstała z łóżka. Sen. To był tylko sen. Wschodzące promienie słońca chciały wedrzeć się do pomieszczenia. Grant wyłączyła budzik, przerywając "pik" Wstała i przetarła oczy. Podeszła do okna i rozchyliła zasłony.
Róża. Biała róża spoczywała na miejscu kobiety, którą widziała we śnie. Na podłodze walały się również inne płatki białego kwiatu. Na jednym z nich widniała jej własna krew. Megan spojrzała na słonce, wznoszące się leniwie nad horyzontem.
- Z tysiącami innymi, z którymi dzielę czarną wieczność... - szepnęła.




M-A-S-A-K-R-A. To nie jest złe, to jest koszmarne i nie ma co się okłamywać, eheemm. Dzisiaj miałam przedstawianie projektu drugich klas, czytałam za dwie grupy. Jak to możliwe, żeby w pięciu akapitach pomylić się 69 razy?  Jutro kartkówka z matmy, więc robię wszystko, by się nie uczyć. Tańczyłam nawet przed lustrem w moim kapelusiku i czarnej spódnicy, byle się nie uczyć. Się zdarza. W weekend znów pada. I czuję, że wena mi wróciła. Chyba. Nie obiecuję. Huehuehue. Muszę zrobić nowy nagłówek, tamten mi się, jakby ładnie powiedzieć, zjebał.  Do premiery zostało 11 dni. To będzie porażka. Że Mabian? Jeszcze co? Rozwalą Jeroy i Peddie i Eddie zostanie partnerem uszczęśliwionej Joy? Nie chce nawet o tym myśleć! Jeroy mogą rozwalić, nie obrażę się. Ale motyw z tym kamieniem mają fajny, nie powiem, że nie. Ana mogłaby się zmobilizować i wrócić.  Ale ok. Myślimy pozytywnie. Nowy rozdział w niedzielę, jak się zawezmę i poprawię błędy stylistyczne (czytaj: napisze od początku). 
Sibuna!

Kocham, Joylitte
XXXX

7 komentarzy:

  1. Strasznie mi się podobało. Masz taki genialny styl pisania, że mogłabym czytać to bez końca i by mnie nie znudziło. Rozdział genialny, wspaniały. Jejku ja chce już kolejną część!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To samo ja mogę powiedzieć o Tobie. Świetny styl, fabuła i pomysły. Mój jest taki nijaki, bohaterowie nie mają charakterów. JA nie wiem, jak wy to możecie czytać! Założyłam bloga po to, by się nie nudzić. Nie wiem jak to się stało, że się zaangażowałam O.o

      Usuń
    2. Uwierz mi, że gdybyś koszmarnie pisała to bym nawet nie czytała. Jestem strasznie wybredna jeżeli chodzi o czytanie opowiadań. Poza tym myślę, że właśnie twoje postacie mają charakter. Chodź by ten moment z gitarą. Przyjemnie się czyta i wszystko nie jest takie... zapaćkane akcją. Dziękuje także za komentarza na moim blogu. Twoje komentarze zawsze mnie motywują :). Co do tej zakładki z bohaterami, to powiem ci, że jedyne co umiem to wstawiać wpisy. To mój pierwszy blog i jestem tylko współautorką i jestem kompletnie zielona. A Lavrei wygląda jak Aragon z Władcy Pierścieni. Chciałam żeby wyglądał jak z takiej epoki. Heh ja jak zaczęłam pisać na swoim blogu to też tylko z nudów, a tu proszę jak się zaangażowałam. W sumie to chyba tak zawsze jest, że autorom nie podoba się własne opowiadania. Przynajmniej ja tak mam i widzę, że ty też. Ale uwierz mi, że świetnie piszesz i masz talent. Ludzie, to mój najdłuższy komentarz w życie xp. To ja już lepiej go kończę. Czekam do niedzieli.

      Usuń
  2. Cudne <3 Ale ja Ci zazdroszczę talentu. Też tak chcę!
    Szablon śliczny, ja nawet w paincie koło nie potrafię narysować, a co dopiero profesjonalne programy graficzne xd
    Lubiem Megan ^ ^ I Rose <3
    Idę do producentów, taki powinien być 4 sezon! A nie jakieś waldziowe manifesty, kurde no.
    jednym słowem: PIĘKNIE!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju, nie spodziewałam się takiego komentarza. Piszesz tyysiąc razy lepiej od mnie. Nie wiem, jak moje wypociny mogą ci się podać. No popacz tylko. Matko -__- Ja sama nawet nie mogę patrzeć, więc jak ty to możesz pisać. Co do 'zaawansowanych' programów, to ja nawet w paicie włączyć przybornika nie potrafię, więc wiesz. xD

      Usuń
    2. Z tym, że ja nie umiem pisać. Nie było takiego rozdziału, który zaspokoiłby moje oczekiwania, ale cóż... Chyba nie jestem do tego stworzona ^ ^
      W twoich opowiadaniach bardzo podoba mi się to, że akcja rozwija się stopniowo. Ja np. nie umiem przeciągać wydarzeń itp. co za inteligentne nie jest, bo potem brakuję mi pomysłów ^ ^ Za to u Ciebie wszystko na perfect! Zazdrochaa <3

      Usuń

Obserwatorzy