wtorek, 4 czerwca 2013

09. Rozdział dziewiąty

Amber ułożyła już wszystkie rzeczy Williamson, która na polecenie swojego chłopaka zamieszkała razem z nią.
-Mogę z tobą porozmawiać?
Millington odwróciła wzrok od widoku zza oknem. Megan nieśmiało weszła i tarmosiła swoją spódnicę w rękach.
-Mhmm. Co się stało?
-Czy musiało się od razu coś stać? Jestem po prostu, że się nieskromnie wyrażę, zbyt inteligentna, żeby nie widzieć, co się dzieje.
Amber zamarła. Czekała na rozwój wydatków.
- Mieszkałam poprzednio w akademiku, niecałe pół roku zanim się tu przeniosłam. Ale tutaj jest inaczej.
-Ludzie po prostu są nastawieni nie tak, jak myślałaś -  odpowiedziała Millington, mając nadzieje, że to wystarczy.
-Tak, są nastawieni inaczej. Ale, Amber, nie o to mi chodzi. Chodzi mi o te dziwne zdarzenia. Zapewne mówiono ci, co się stało z Willow. Poinformowano cię zapewne też o dziwnych zdarzeniach związanych z Victorem. Amber, ty coś wiesz. Widzę to w twoich oczach.
Millington odwróciła pośpiesznie wzrok i sięgnęła po szczotkę, by zamaskować zmieszanie prostą czynnością, jaką jest czesanie.
-Nie wiem o co ci chodzi. Victor od zawsze był dziwny, Willow zresztą też.
-Nie chcesz, to nie mów. Nie będę wtykała nosa w nie swoje sprawy. Nie jestem wścibska, gapienie się w książki mi wystarczy.
Megan wyszła z pokoju, zamykając cicho drzwi. Nie wiedziała co czuć. Wściekłość? Raczej urazę i pogardę. Zeszła po schodach i poszukała swojej kurtki.
-Gdzie idziesz? - spytał Rutter, wychodząc z salonu z komórką w ręce.
-Na mały spacer. Wrócę za godzinkę.
Chłopak podniósł na nią oczy. Zastanowiła się, czy ma je niebieskie, czy zielone.
-Zaraz będzie kolacja. I może zacząć padać.
-Nic mi nie będzie. Wracaj do przyjaciół.
Megan wyszła z domu, pozostawiają Fabian'a sam na sam ze swoją komórką.

-Skapła się- mruknęła Amber.
Alfie przeniósł wzrok z Willow na Amber, która siedziała po jego lewej stronie. Dziewczyna trzymała w ręce szklane z colą dietetyczną z lodem. Jej wzrok był skupiony na Sorenie, później przeniosła go na Rose próbującej nawiązać kontakt z Fabian'em, na końcu na Colina wesoło gawędzącego z Eddie'm i Patricią.
-Jak myślisz, długo się będą opierać, by Megan do nas dołączyła? - spytała, popijając jeden mały łyk napoju.
-Nie wiem - odparł Alfie i po chwili namysłu dodał - Fabian nie powiedział ci całej prawdy.
-Jak to nie? - dziewczyna warknęła, sprowadzając na siebie wzrok pół osób przebywających w tym samym pomieszczeniu.
-Nie, nie powiedział. I nie drzyj się tak - upomniał ją Lewis - Gdyby nie Megan, nie znalazłby tej kartki. Ona go naprowadziła na ten trop. Nie powiedział ci - ściszył głos - bo gdy nam o tym powiedział, posądziliśmy go o chęć zastąpienia obie Niny. Wściekł się. Od tej pory prawie nie rozmawiamy o zagadce.
Amber delikatnie odepchnęła go i spojrzała na Willow. Dziewczyna wyglądała jak widmo swojej osobowości.
-A to o Willow? Mówiliście o tym prawdę.
Lewis pokiwał głowią spuści wzrok na kawałek cista, który niezdarnie torturował swoim widelcem. Amber wstała z zamiarem dolania sobie coli.

Logan nie wiedział, co o myśleć o swoich nowych współlokatorach. Wszyscy wydawali się tacy... grzeczni. Jedynie Patricia wyglądała na inną niż pozostałe dziewczyny. Przeciągnął się na kanapie i wstał. Czas wybrać sobie pokój. Leniwie przeszedł do holu i odnalazł swoją czarną walizkę. Doszedł do końca korytarza, a stanąwszy przed dwoma wejściami do pokoi chłopców. Które wybrać. Popchnął te po swojej prawej.
Wszedł do niedużego pokoju. W jednym kącie stało puste łóżko, zapewne czekało na niego. Plakaty pokrywały ściany, chłopak zauważy również tablicę z flagami i nazwami państw.Gitara leżała na łóżku z jego lewej strony.Logan zauważył też chłopaka o ciemnych włosach, który siedział na parapecie, zamyślony. Jego wzrok utkwiony był w karteczce, którą obracał w palcach.
-Siema. Rutter, tak? - Logan przerwał ciszę i obserwował , jak Fabian wzdrygnął się i pośpiesznie schował świtek do kieszeni.
-Tak.
-Będziemy razem mieszkać. Cieszysz się?
Chłopak nie odpowiedział, zeszedł tylko z parapetu i chwycił komórkę leżącą na jego szafce nocnej. Logan w tym czasie wyciągnął duże słuchawki i włączył MP3. W słuchawkach zabrzmiała nuta rocka. Pod głosił ją jeszcze na fulla, tak, że słyszał tylko, jak perkusja wybija rytm. Nie wyobrażał sobie innego sposobu na słuchanie muzyki.
Rozpakował już połowę walizki, gdy Sweet pomachał mu przed oczyma otwartą dłonią.
-Czego? - warknął, nie ściszając rapu.
-Kolacja! - zadarł się Eddie, po czym wyszedł z pomieszczenia razem z Fabian'em.
- Boże, gdzie ja przyjechałem?

Megan wieszała, że powinna wrócić. Problem polegał w tym , że nie chciała. Nie widziała już uroku w Domu Anubisa. Trójka nowych uczniów, mieszka teraz razem z Patricią, która sprawia wrażenia, jakby jej nie lubiła. Nie mieszka z Chole. Rozdzielono je. Od kiedy się poznały, były nierozłączne.
 Mimo tego, że miała kurtkę, zimny wiatr chłodził jej ciało. Nie zważała na to. Szła lasem zarośnięta dróżką, która kiedyś na pewno gdzieś prowadziła. Teraz zarosła chwastami a żwiru prawie nie było. Ominęła kałużę, chroniąc swoje baleriny przed zniszczeniem. Musi tu jutro pobiec.
Czemu Amber nie chce jej powiedzieć? Czemu Willow zapadła w trans, który widziała jedynie raz w życiu, u  swojej przyjaciółki?
Spojrzała na zegarek, była na spacerze już pół godziny, a szła wolno. Podniosła głowę i wtedy zobaczyła podłużny budynek na horyzoncie. Ciekawość wzięła górę.
-No balerinki, wytrzymacie? -odezwała się do swoich stóp - Boże, gadam z butami.
Najpierw powolny trucht, później szybkie tępo. Po niecałych trzech minutach był na miejscu. Budynek sprawiał wrażenie, jakby był sprzed niecałych stu lat. Wbiegła do schodach, pod rozległy ganek. Po kolumnach pięły się wyniośle, co chwilę korytarz zdobiły popiersia, ludzi, których Megan nie znała. Truchtem przebiła całą długość. Jej wzrok padł na jedne z wielu drzwi. Podeszła do nim i pchnęła z całej siły.
Zamknięte. To samo było z kolejnym wejściami. Dziewczyna odgarnęła włosy , które zasłaniały jej widok. Szybko skierowała się w stronę schodów i rozejrzała. Chmury burzowe zakryły już całe niebo, zwiastując - tak jak mówił jej Fabian - deszcz. Powinna wracać.
Nie, jeszcze nie. Sprawdzi co jest za domem.
Zrobiła to, co postanowiła. Skierowała się ta, gdzie żwiru było więcej. Po chwili spostrzegła ładnie zdobioną furtkę, zardzewiała od upływu lat. Pchnęła ją, a ta ze skrzypieniem, otworzyła się. Wśród wysokich traw, Megan skojarzyła szczegóły i odgadła, gdzie się odnalazła. Była na placu zabaw. Podeszła do najwyższej konstrukcji- huśtawki. Ręką zgarnęła drobiny ziemi i kamieni, znajdującej sie na siedzeniu. Wyczuła bruzdy. Wyciągnęła chusteczkę z kieszeni i zaczęła czyścić siedzenie. Po chwili jej oczom ukazał się dziecięcy rysunek serca. W nim były wygrawerowane dwie litery połączone plusem.
-S plus R równa się LF - szepnęła Megan - LF?
Podniosła się gwałtownie. Czy ona coś usłyszała? Jęk, szept,szloch. Rozglądnęła się nerwowo wokół siebie. Poczuła na sobie czyjś wzrok. Grzmot, po nim błyskawica przecięła niebo. Pierwsze krople zaczęły spadać na ziemię.
-Nie, nie, nie!
Megan odnalazła komórkę i pospiesznie zrobiła zdjęcie swojemu znalezisku. Założyła kaptur i wybiegła z placu zabaw. Przechodząc przez furtkę i szybko ją zamykając, poczuła palący ból na udzie. Spojrzała w dół. Czerwona, krwawiąca lekko rana widniała jej na udzie. Skaleczyła się o krzak róży, który kiedyś musiał pięknie rozkwitać przy wejściu na plac zabaw.
-Auć, auć, auć. Jasna chole... - kolejna błyskawica przeszyła niebo. Megan poczuła przypływ energii i puściła się biegiem do Anubisa, ścigana przez deszcz.


Pozytywnie nastawiona, choć dzień nie należy do moich najlepszych. Touchstone of Ra. To tak pięknie brzmi. Brad'owi ładnie w czerwieni i złocie. Nie chce mi się wierzyć, że to koniec. Koniec historii. Sibuny... Za szybko.  Kurczę. Mam pięć z niemca, się jakoś nie cieszę. Sorry, popłaczę się. Ze to już koniec. Teraz będę wzdychać do plakatu. Moje życie po części straciło sens. I Mabia. Lub Fara, jak kto woli. Połączenie połówek z moich dwóch ulubionych par. Zobaczymy co z tego wyniknie. Mam już dla was nowy szablon. Ale będzie później. Nowy rozdział w czwartek bądź w piątek. Zmieniłam adres bloga, taka kolejna informacja :)
Sibuna!


3 komentarze:

  1. Skończyłam! Przeczytałam wszystkie rozdziały ^ ^
    Matko, ale ty cudnie piszesz <3 Jestem pod ogromnym wrażeniem. Nic, tylko pozazdrościć talentu.
    Oczekuję na wielkie wejście mojej Poppy <3 Zniszczyć wszystko co złe! xd
    Mam nadzieję, że jakoś dam radę wytrzymać do następnego. Masz taaaki talent <3
    Cudnie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie strasz mnie tak kobieto. Ja tu chce wejść na bloga, a go nie ma. Rozdział świetny, jak zawsze zresztą. Ciekawi mnie jak będzie wyglądał nowy szablon chociaż ten co jest teraz też mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też prawie zawału dostałam! Chce wejść na bloga (na telefonie ) a tam pisze że nie ma takiego bloga.

    Rozdział cudowny, czekam na następny <33333

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy