wtorek, 18 czerwca 2013

0014. Rozdział czternasty

Megan szła obok Fabian'a, zręcznie omijając kałuże powstałe dzięki nocnej burzy. Padało dosyć mono i zapowiadała się powtórka z nocy w ciągu dnia. Na niebie wisiały ciężkie, szare chmury, grożące ulewą lada chwila. Chłopak sztywnie maszerował koło Grant, zerkając czasem na nią z niepokojem. Jej się to nie podobało, wziął na serio głupi żart o randce. Ona jednak nie chciała niczego więcej - tylko przyjaźni. Poza tym wiedziała o Ninie, Amber raczyła jej o niej opowiedzieć. O tym, jak bardzo Fabian ją kocha, jak był gotowy oddać za nią życie. I jak ten związek się nagle zakończył. Fabian nadal dażył gorącym uczuciem Wybraną, a Megan nie miała mu tego za złe. Grant poczuła przypływ chłodu.Wtuliła sie mocniej w swój sweter w biało-różowe pasy. Głupotą było nie zabranie ze sobą ciepłej kurtki, lecz teraz nie było czasu rozpatrywać swoich błędów.
-Co tak sztywno idziesz? Rozluźnij się, nie zaciągam cię do lasu, by zamordować i zakopać twoje stygnące ciało.
Chłopak nerwowo się roześmiał i rozglądnął się dookoła. Megan zaklęła pod nosem. Tak, pomyślała, weź go teraz wystrasz swoim drętwym poczuciem humoru, a na pewno będzie cię lubił. Mądre posunięcie, nie ma co! Rutter przeskoczył jedną z kałuży i niechcący popchnął Megan, która wpadła trampkiem w
błoto.
-Hej!
-Megan, przepraszam, to nie chcą...
Fabian nie miał czasu dołączyć. Dziewczyna popchnęła go mocno i w efekcie Rutter miał całe mokre buty. Grant wybuchnęła śmiechem, niosącym się przez cały las. Atmosfera nieco się rozluźniła, a Grant poczuła się o niebo lepiej. Przypomniało jej się, jak przepychała się z Chole w wieku dziesięciu lat. Codziennie przychodziły upaprane ziemią od dołu do góry i dostawały szlaban na spacery. Oczywiście, nie słuchały.
-Więc tak sie bawimy?- Fabian potrząsł swoim trampkiem, by pozbyć się resztki wody. Dziewczyna odwróciła wzrok na swoją komórkę i nie zauważyła, jak chłopak podbiegł i wepchnął ją w wyjątkowo głęboką kałuże. Jej szare rurki były mokre aż do kolan.  Spojrzała na niego z udawaną wściekłością, gdy wybuchał śmiechem.
-Uspokój się! -Megan warknęła i popchnęła go, śmieją cię i wywracając na mokrej ziemi. Rutter zręcznie ominął kałużę, wybuchając śmiechem - Prawie dochodzimy. Wyglądam jak świnia.
-Nie tylko. Nie!
Fabian za późno chciał uniknąć mocnego popchnięcia w krzaki. Upadał, rozdzierając brzeg nogawki. Megan stanęła nad nim głośno się śmiejąc. Nie widziała nic zabawnego w popychaniu się w krzaki i kałużę, ale się śmiała. Śmiechem zawsze przełamywała lody. Stłumiła chichot i wyciągnęła ku niemu rękę.
-Rozejm?
-Rozejm.
Chłopak chwycił dłoń przyjaciółki, która pomogła mu wstać. Otrzepał swoją kurtę z pożółkłych liści. Spojrzał na horyzont, na którym widniał szary zarys dużego budynku. Megan obserwowała, jak na jego ustach pojawia się tajemniczy uśmiech.
-Domek letni Frobisherów.
-Hmm.. Co?
-Wiesz, że jest inna droga? Mogliśmy się nie pobrudzić.
-Przez las fajniej - skomentowała Megan i puściła biegiem do budynku. Fabian ruszył za nią.
W oczach Grant budynek nabierał majestatu. Pomyślała, że mogłaby tutaj zamieszkać. Szczególnie, że miało to jakieś powiązanie z zagadką. Coraz mocniej czuła, że tutaj kryje się rozwiązanie tej tajemnicy. Poczuła również kolkę, rosnącą w jej prawym boku. Przystanęła i poczekała na Fabian'a, który dogonił ją sapiąc i trzymając się za brzuch. Uśmiechnęła się do niego współczująco, po czym nie szybkim tempem zaczęła iść do bramy prowadzącej do posiadłości. Rutter szedł obok niej bez słowa. Skierowała się w prawo, w miejscu, gdzie droga była posypana w większości żwirem. Po chwili dziewczyna popychała zardzewiała furtkę do ogrodu. Jednak ta nie robiła sobie nic z jej wysiłku.
-Ty spróbuj - poprosiła, odsuwając się z zrezygnowaniem od wejścia. Fabian podszedł i jednym, stanowczym ruchem pchnął furtkę. Wysokie trawy były w większości położone na ziemi. Rutter spostrzegł to, co ona pierwszym razem. Zarys dziecięcych huśtawek, karuzeli.
-Tadaam. I co o tym sądzisz?
Chłopak podszedł jak zaczarowany do huśtawki i pogładził metal dłonią, po czym szybko wyjął papierek z kieszeni. Megan podeszła i spoglądała mu przez ramię. Chłopak podniósł głowę i uśmiechnął się do niej.
-Jesteś genialna.
-Nie przesadzałabym, ale jakąś tam inteligencje mam - wyjęła z kieszonki telefon. Wśród głupich zdjęć swoich i Chole, kliknęła na to, które zrobiła ostatnio, gdy tu była. Fabian zerknął na fotografię.
-S plus R równa się LF - przeczytał na głos- LF? Gdzie to znalazłaś?
Dziewczyna wskazał ręką najbliższa huśtawkę. Chłopak postał chwilę nad nią, po czym usiadł na jednej. Megan podążyła za nim i usiadła na huśtawce z wygrawerowanymi inicjałami.
-Szukaj tam, gdzie zabawę prosto odnajdziesz.
-No jesteśmy. Dasz zerknąć?
Chłopak zawahał się, po czym podał Megan kartkę.
-Gdzie lud twój ubogi. To bez sensu - odparła a gdy Fabian wzruszył tylko ramionami wyszukała kolejny cytat. -  Jeżeli oczu nie tkwisz w księgach. No i siema! Szukamy biblioteki.
Fabian obdarzył ją ciekawskim spojrzeniem, po czym jego wzrok utkwił w ścianie budynku. Wstał z huśtawki i przedarł się przez gąszcz trawy do ściany budynku. Grant podążyła za nim. Deptała mu po piętach  jak cień, wpadając w niego, gdy się zatrzymał.
-Co jest?
Fabian odpiął od jej włosów jedną ze wsuwek, nie zwracając uwagi na jej protesty. Megan ogarnęła wzrokiem malowidło na drzwiach, wtapiające się w ścianę.
-Thot.
-Wynalazca pisma, kalendarza, a także arytmetyki, geometrii,muzyki, liczby i rysunków.Znany jest także jako lekarz i mag zarówno bogów, jak i ludzi - podsumował Fabian i otworzył drzwi, słysząc kliknięcie. Odnalazł kompakt i włączył światło.
Oczom Megan ukazało się olbrzymie pomieszczenie, z regałami sięgającymi pod sufit. Zapach strych książek zaczął drażnić dziewczynę w nozdrza. Stara, ciemna tapeta w niektórych miejscach zaczęła się złuszczać i gdzie nie gdzie odpadła.Na podłodze zalegała duża warstwa kurzu, którą razem z chłopakiem podnieśli do góry, gdy postawili kroki na paneklach.Podeszła do najbliższego regału, i zaczęła wodziłć rękami po grzbietach ksiąg. Fabian w tym czasie podszedł do kolejnych drzwi, mieszczących się po drugiej stronie ogromnego pomieszczenia.
-Megan, pomóż mi. - Rutter pchał z całych sił drzwi, które nie chciały ustąpić. Grant odłożyła książkę, którą przeglądała i podbiegła do niego.
-Coś blokuje je od drugiej strony - wysapała, suwając się na zakurzoną podłogę. Fabian usiadł obok niej. Megan zakryła swoimi przydługimi rękawami zimne i sine dłonie - Podoba mi się w Sibunie.
-Jesteś dopiero w niej drugi dzień. Nie jest tak prosto, jak myślisz.
-Jeżeli ja czegoś nie znajdę, jak to możliwe, że ty coś znajdziesz? - Megan zaczęła przedrzeźniać Rutter'a, który pchnął ją lekko w ramię - Idziemy na pierwsze spotkanie? Musze się pochwalić, że coś jednak znalazłam.
Fabian prychnął i oparł głowę o ścianę, rozglądając się dookoła. Megan rysowała gwiazdki na zakurzonej posadce, gdy Fabian wyciągnął świstek papieru.
-Trzeba szukać nowej wskazówki - mruknął, lecz Megan wydarła mu zagadkę z dłoni.
-Nie dzisiaj, Fabian - oznajmiła zmęczonym tonem, rozciągając się i ziewając - Jak na razie odkryliśmy dość sporo. Idziemy czy gapimy się w ścianę?
-Gapienie w ścinę nie jest złe. Szczególnie, gdy mamy do wyboru śmierć. Ja bym wolał się nadal gapić w ścianę.
Megan roześmiała się, wstając i wyciągając ku niemu dłoń. Chwycił ją i podniósł się z posadzki.
-Czujesz to? - spytała rozglądając się niepewnie wokół siebie.
-Co czuje?
-Mam wrażenie, jakby ktoś się na mnie patrzył. Chodźmy stąd, proszę.
Fabian zatrzymał się w połowie drogi do regału z książkami. Odwrócił się na pięcie. Dziewczyna stała na środku pokoju, z dłoniami włożonymi do przednich kieszonek. Jej nogawki zaczynały już schnąć, lecz trampki nadal były mokre.
-Dobra, ale musimy mieć jakiś dowód, bo Eddie może nam nie uwierzyć.
-Jedno zdjęcie?
-Jedno zdjęcie.
Fabian wyciągnął telefon, a Megan skierowała sie do wyjścia. Kliknął ikonkę i obraz urwali się na pamięci jego telefonu. Zgasił światło i zamknął drzwi wsuwką, która oddał dziewczynie. Ta wrzuciła ją do tylnej kieszonki spodni.
-Tym razem ty będziesz mokra.
-Zapomnij. Nie odważysz się.
-Nie znasz mnie.
-Fabian, to nie jest śmieszne.
-Jak ja leżałem, to było to śmieszne. Możemy sprawdzić, czy też ładnie wyglądasz...
Megan uciszyła go gestem dłoni. Poniosła palec wskazujący do ust a drugą ręką pokazała na ucho, by pokazać mu, że ma siedzieć cicho i słuchać. Chłopak wytężył słuch. Szloch. Spojrzał na Grant, której źrenicę były rozszerzone do granic możliwości.
-Chodźmy stąd - chwyciła Fabian'a za rękę i wyciągnięcia z pacu zabaw.


Na temat rozdziału się wypowiadać nie będę, bo jest drętwy i nudny. Tak jak poczucie humoru Megan -_-
Kuźwa, nienawidzę cię Waldzo! Podziel los Senkhary i Rufusa, bitch. Już bym wolała, by Fabian był singlem i wyjechał do Ameryki za Niną, a nie całował się z przeznaczeniem Jerom'a. Najlepiej będzie, jak się zrzucisz z mostu. Mogę cię popchnąć.





To wszystko, co zrobiła dla nas Diane zostało unicestwione w jednym filmie, w jednym scenariuszu  gdy zachciało im się z Jerom'a zrobić dupka i zaczął chodzić z Willow. Gdyby nie Joy, zdecydował by się na Marę i było by wszystko dobrze. Jara by istniała, a dwu sezonowe zaloty miały by sens. Teraz pewnie Waldzo robi party hard i cieszy się z tzw. 'sukcesu'. Weź Waldek wyjdź. Już nigdy nie zobaczę kiss Jary. Myślała, że Jara przetrwa, bo Ana i Nathalia zrezygnowały. Plotka się potwierdziła. Nie mogło się potwierdzić, że Fabina wróci w finale sezonu 3, nie bo Mabian lepsze. Jem krówki i ryczę, oglądając filmiki z pierwszego i drugiego sezonu. To już nigdy nie wróci...


Zrezygnowana, załamana i zrozpaczona
Joylitte
XXXX

3 komentarze:

  1. Patrzę na ten ostatni gif i płaczę...
    Bo to kuźwa nigdy nie wróci. Nigdy... jak to strasznie brzmi.
    Krówki? Ja od soboty, wpieprzam makaron z biedronki i guzik to daję xd... Co ja gadam, już do końca życia będę pesymistką.
    Czy to tych tępych ciuli, naprawdę nie może dotrzeć, że JEROME NIE JEST TĘPYM PODRYWACZEM, A MARA MŚCIWĄ S*KĄ?!
    Sorry, ale już niczego nie ogarniam. Jestem załamana...
    Nie ma Jary, Fabiny ani nawet Amfie.
    Czemu? Bo jacyś idioci, wpieprzyli się do ekipy.
    Oto interesująca bagatela, jak z ideału, może zrodzić się koszmar. Tfu.
    Pięknie piszesz... <3 Nawet nie wiesz jaka to radość, widzieć kolejną osobę o zdrowych zmysłach. No cud po prostu.
    Lubiem Fegan, czy jak ty to tam nazywasz... W ogóle wszystko tutaj, jest super.
    Dziękuję... <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze jedno: piękny szablon zdolniacho <3
      Nagłówek robiłaś w photoshopie? c:

      Usuń
  2. Mmmm lubię krówki :)
    Ty mi się nie waż pisać źle o swoich rozdziałach! Niszczysz im samoocenę xp
    Fajny, lekki rozdział. Nawrzucali się w błoto i szczęśliwi :p.
    Może Victor sobie piknik urządza w tym domu.
    Ja filmu jeszcze nie oglądałam i nie wiem, czy chce. Ale aż tak bardzo nie mogli go zepsuć... chyba.
    Dziękuje też za komentarza na moim blogu. Jak ty to robisz kobieto, że nawet najgorszy dzień mi swoich komentarze poprawiasz xp. Nie wiem co ty widzisz w nich fajnego, ale wole się o to nie spierać.
    A jak tam ci idzie gra na gitarze?
    Nooo narobiłaś mi ochoty na krówki!
    Twoja fanka ;*

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy