czwartek, 27 czerwca 2013

0017. Rozdział siedemnasty

-Listy!
Colin niemal zabijając się o własne nogi, wbiegł do holu, gdzie stała Trudy z paczkami w rękach. Odszukał swoje dwa listy i wepchnął je do kieszeni swojego mundurka, nie patrząc nawet na adresatów. Wszedł do jadalni i zajął swoje miejsce. Był czwartek.
Chłopak chwycił miskę z płatkami i nalał mleka do białej miski z niebieskimi wzrokami. Jerome usiadł obok niego, nie odzywając się ani słowem. Rowe wiedział o co chodzi - Jeroy przeżywali kryzys. Colin był światkiem ich kłótni, a potem wilczych spojrzeń w tak zwanej kozie za nic nie zrobienie. To było dość zabawne : pokłócili się za to, że Joy przyznała, że Jerome potrafi zachowywać się jak dupek. Chłopak nie znał go długo, nie był zorientowany w tym, co się stało w poprzednim semestrze. Mimo to bał się zapytać, wtrącić małe słówko, by mu pomogli zrozumieć sytuacje, jaka panuje w domu Anubisa. Ale sam nie lubił opowiadać o swojej przeszłości, więc nie pytał o nią innych. Czuł, ja dwie koperty ciążą mu w kieszeni,
chciał jak najszybciej się ich pozbyć. Mimo to siedział i z milczeniem jadł swoje płatki. Jednak senna atmosfera nie trwała długo. Chłopcy zawsze byli pierwsi na śniadaniu. No, ostatni zawsze przychodzi Jerome, który musiał ułożyć swoje włosy na żelu. Później przychodziły dziewczyny. Willow pełna energii i zapału do życia, zaspana i marudząca nad wczesną porą Rose i Joy. Wszyscy siedzieli pocieszeni jedną myślą - niedługo piątek. Jednak atmosfera zrobiła się ciężka, gdy Mercer z idealnym makijażem i  fryzurą weszła do jadalni. Nie obdarzając ani jednym uśmiechem, ani głupim "cześć" , które denerwowało Colina, usiadła przy stole, obok Rose i Alfiego. Zawzięcie stukała w klawiaturę swojego telefonu, nie biorąc do ust ani kęsa. Colin odwrócił od niej wzrok. Joy była ładna, jednak nie widział w niej tego, co Jerome. A ten chłopak był nią zauroczony, przynajmniej tak było do wczoraj.
Poczuł , jak ktoś kopię go w nogę. Clarke dał mu dyskretny znak, by wyszedł z jadalni i z nim porozmawiał. Colin szybko dokończył swoje śniadanie i wyszedł za chłopakiem do ich wspólnego pokoju.
Usiadł na łóżku i wbił spojrzenie w Jeroma, który wyjmował spod łóżka małe pudełko. Wyciągnął czerwoną farbę w spreju i rzucił ją Colinowi.
-Masz, tylko nie możemy tego zawalić. Jesteś odpowiedzialny za ta główną część.
-Co? - chłopak podniósł oczy na swojego współlokatora - A tego nie miał zrobić Logan?
-Miał - Jerome wzruszył ramionami, pakując swoją torbę do szkoły - Widziałeś mój zeszyt od historii?
Colin wskazał palcem na parapet i spojrzał na etykietkę farby.
-Czemu tego nie zrobi?
-Bo woli być odpowiedzialny za część A. Chyba się nie boisz?
Colin przecząco potrząsną głową. Clarke poklepał go po ramieniu i z torbą na ramieniu wyszedł z swojego pokoju. Gdy drzwi zamknęły się, Colin wyjął dwa listy i nie otwierając podarł je i wrzucił do kosza. Nie musiał zgadywać kto to, po prostu to wiedział. Chwycił swój plecak i skierował się z zamiarem pójścia do szkoły. Czekała go niespodzianka, nie był do końca przekonany, czy miła.
-Co mnie to obchodzi? - Joy warknęła na Clarka, który na policzkach miał czerwone wypieki.
-Powinno, Mercer, powinno.
-Nie mów do mnie po nazwisku! - Joy wbiegła po schodach, potrącając przy okazji Amber. Jerome ze wściekła miną wypadł z domu, zmierzając zapewne w kierunku szkoły.
Amber stała sparaliżowana, patrząc się z szeroko otwartymi oczami i uchylonymi ustami na Colina.
-O co? - zdołała jedynie wyjąkać, zawracając się do Rowe'a. Chłopak w odpowiedzi tylko wzruszył ramionami. Dziewczyna uśmiechnęła się i zeszła po schodach. Colina uderzyło to, jaka jest ładna, lekka i pełna wdzięku. Amber miała to, co jego mama nazywała "delikatnymi rysami twarzy". Wyglądał tak, jakby w całym swoim życiu nie zaznała ciężkiej pracy, jej długie, blond włosy... Colin spuścił wzrok i przesunął się koło Millington, obdarzając ją jedynie smutnym uśmiechem.

Amber była światkiem kolejnej bezsensownej kłótni par. Nie, żeby nie kłóciła się z Afiem o głupie rzeczy, kiedy Amfie jeszcze istniało. Teraz ten związek należał do przeszłości, Willow doskonale pasowała do jej byłego chłopaka. Oboje byli zdrowo szurnięci. Grupa pierwsza właśnie kończyła śniadanie. Ten podział działał jej na nerwy, nieco przypominał  kolonie, na której była pięć lat temu. Tam też jedli na dwa turnusy. Nie mogli jak normalni ludzie kupić większy stół?
Amber przywiała się ze wszystkimi i usiadła na miejscu, które poprzednio zajmowała Rose. Była pierwsza, co wydawało jej się nadzwyczaj dziwne. Nigdy nie była pierwsza na śniadaniu, a czwartek nie należał do jej ulubionych dni tygodnia. Właściwie, to lubiła tylko sobotę.
Pomogła Trudy ze zbieraniem półmisków i nakrywaniem sztuców, gdy zjawili się pozostali. No, prawie wszyscy. Dziewczyna wzięła swoją ulubioną sałatkę owocową i nałożyła na talerz. Musiała mieć dużo siły. Była tak podekscytowana ostatnim odkryciem, choć nie widziała żadnej przyjemności w kartkowaniu zapleśniałych ksiąg. Kolejnych, zresztą. Tęskniła za sprawami Sibuny. Wcześniejszy semestr nie spędziła tutaj, tylko w Szkole Mody. Podobało jej się tam, bardzo się podobało. Lecz coś mówiło, żeby wrócić. Wychowywała się w tym domu, może dlatego ta więź z uczniami była tak silna. No i za owocowymi babeczkami Trudy, to też należy zaznaczyć.
-Co mamy na pierwszej lekcji? - spytała, chcąc w jakiś sposób nakłonić kogoś do rozmowy
-Zajęcia teatralne - odpowiedział Eddie, unikając wzroku Patricii.
-Nie zrobiłam zadania. Ma ktoś jakiś wolny temat na spektakl? - Amber wyjęła dwie male kartki ze swojego żakietu i postukała niecierpliwie długopisem o blat stołu. Logan wyciągnął słuchawki z uszów i nachylił się w jej stronę.
-O seryjnym mordercy, który się zakochuje...
-O dobre... - Amber zaciekle zaczęła zapisywać jego słowa na papierze.
-... ale nie może powstrzymać swojej natury mordu i zabija kochankę, a na końcu zjada jej zwłoki.
Nikt się nie odezwał. Amber zamarła w długopisem w ręku, patrząc się na Sorena. On jest chory psychicznie, pomyślała, po czym zmięła zapisaną kartkę.
-To jest twój temat? - spytał Fabian, podnosząc szklankę soku do ust.
-Zagrałabym w tym. Mi się podoba, masz mój głos Soren - Patricia ugryzła swojego rogalika - Jest o miłości, a nie jest przesłodzone. Się nie dziwcie.
Nikt jej nie odpowiedział. Amber wiedza, że Williamson uwielbia horrory, ogląda je nałogowo. Przedwczoraj miała tak zwany 'maraton' do pieszej w nocy. Amber zerknęła na początek filmu stwierdzając, że nigdy nie zostanie wielką fanką tego gatunku. Zerknęła na Eddiego. Nic nie odpowiedział, gapił się w swój talerz z jajecznicą, torturując ją widelcem. Wyczuwając moment napięcia, Megan weszła do jadalni, z torbą na ramieniu. Rzuciła krótkie "hej" i wpakowała dwa jabłka do swojej torby.
-Nie będziesz jadła? - spytała Amber, gdy dziewczyna chwyciła naleśnik w rękę i zamierzała wyjść.
-Nie - odpowiedziała, zatrzymując się i odwracając się do stołu twarzą - Muszę coś poszukać w bibliotece. Przetrwam bez śniadania.
Po tych słowach wyszła. Amber spojrzała na Fabian'a. Rutter wbił w talerz wzrok, który po chwili odsunął. Amber walnęła go nogą pod stołem.
-Coś ty jej zrobił?
-Auć. Nic.
-Akurat- wtrącił się Logan - Nakrzyczał na nią, myśląc, że to ja. Nawet nie wiedziałem, że umiem denerwować ludzi siedząc w drugim pokoju.
-Cóż za wzruszająca historia - Patricia udała, że wymiotuje na swój talerz - Mam już temat do napisania książki.
Amber wyjęła swoją komórkę, posługując sie starą metodą na odrobienie lekcji - internetem. Wystukała w okienku "tematy na opowiadania" i przepisała jeden środkowy wynik i jeden z ostatnich.
-Dobra, powinna się odczepić.

Kurz drażnił ja w nozdrza, a powieki opadały na oczy za każdym razem, gdy przestała czytać. Megan siedziała skulona w bibliotece, czytając historię o grobowcu Tutenchamona, Frobisher'ów i domu Anubisa. Wszyscy z Sibuny byli w tym temacie zorientowani, a ona nie miała zamiaru zostać w tyle.Wierze zbudowane z książek zasłaniały jej widok, więc się nie rozglądała. Co chwilę sięgała tyko po paluszki, które schowała wczoraj do torby i zmuszała się do jedzenia, byle nie zasnąć. Czarne litery układające się w słowa, trafiały do niej bardziej niż głupia algebra. W końcu trzeba będzie poprosić Fabian'a o dalsze korepetycje. Tyle że nie dziś, na razie ma za dużo na głowie. Pomięta karteczka rozpraszała jej uwagę. Zapisała na niej drobnym druczkiem treść zagadki, powierzonej jej przez kobietę. Megan obróciła ją w dłoniach. Nie potrzebowała jej, znała już każde słowo na pamięć, jednak wlepienie wzroku w druk pozwalało jej się bardziej skupić.
-Moje imię jest związane z tysiącami innymi, z którymi dzielę czarną wieczność. Jest moim dziedzictwem, jestem ósmą z kolei. I czyta się je jak pierwiastki.
Megan szeptała gorączkowo. Coś jej zaświtało w głowie. Zamknęła opasłą księgę o wykopaliskach archeologicznych w XIX wieku. Potknęła się o swoją torbę, rzuconą na podłogę i podbiegła do regału odznaczonego literą S.
Słońce nieśmiało wpychało się do pomieszczenia z księgami. Megan widziała kurz, który wzbiła swoimi krokami. Do tego działu nikt praktyczne nie zaglądał, głównym centrum były książki o biochemii, fizyce i matematyce. Grant wyciągała jeden z nielicznych tomów na trzysta stron, najcieńszej z tego zbioru. Wróciła na swoje miejsce do czytania i zaczęła kartkować książkę.
-Jak ci idzie?
Głos rozległ się nagle, Megan nie czuła nawet, że ktoś się zbliża. Podniosła wzrok. Na przeciwko niej
siedziała kobieta w białej sukni, wpatrując się ciemnymi oczami w dziewczynę. Sięgnęła po paluszek i włożyła go sobie do ust. Grant uśmiechnęła się do siebie pod nosem i zapytała:
-Teraz śnię czy mam przywidzenia?
-Jedno i drugie,a jednocześnie żadne - odpowiedziała kobieta i sięgnęła po księgę, leżącą na przeciwko niej. Zaczęła ją przeglądać, więc Megan wzięła z niej przykład i zrobiła to samo. Nie odrywała wzroku od ślaczków na papierze, gdy kobieta zaczęła ja przepytywać.
-Znasz moje imię?
-Nie, jeszcze szukam.
Chwila przerwy, po czym kobieta znów pytała:
-Znalazłaś sobie zajęcie twórcze. To takie słodkie, jak usiłujesz rozgryźć o o chodzi w innych zagadkach.
-Aha.
-Pamiętaj, że rzeczy mogą się wydawać inne niż są w rzeczywistości.
-To znaczy?
-Na przykład: możesz myśleć, że piszesz na czacie z mężczyzną, a tak naprawdę to kobieta.
Megan oderwała wzrok od książki i spojrzała na swoją rozmówczynie. Uśmiechała się szeroko, mrugała do niej i chwyciła w dłonie książkę, którą zrzuciła jej prosto w twarz.
Grant otworzyła oczy i odkleiła pożółkną kartkę od policzka. Rozglądnęła się po bibliotece. Cisza. Zresztą, to się za często nie zmieniało. Wyciągnęła komórkę, zamierzając wysłać SMS do Amber i prosząc o spotkanie przed lekcjami. Dziesięć po ósmej. Megan jęknęła. Zaspała, spóźni się na zajęcia, musi szybko posprzątać, Nieznajoma ( tak ją zaczęła nazywać, dopóki nie zgadnie jej imienia) zjadła jej całą paczkę paluszków. Ale za to miała wskazówkę, bardzo cenną wskazówkę.




Płaczę. Za Fabiną, za Jarą, Amfie i dlatego, że się przeziębiłam. Ale to nic do rzeczy nie ma.
Pisałam ten rozdział, jak miałam wenę, więc jestem w miarę zadowolona z niego. Po raz pierwszy to napisałam. O maj gasz.
Moja wena gdzieś zwiała. Znów. Pewnie sobie filtruje z Brad'em w Whitehaven. Idiotko, wracaj, on ma dziewczynę.
Olśniło mnie wczoraj w nocy i mam fajny pomysł na ciąg dalszy. Jak na razie Logan myśli o mordercach, Megan rzuca się książkami w bibliotece z widmem, a Jerome i spółka z.o.o. coś knują. Najs.
Próbuje przywrócić dawną Patricię. Słabo mi idzie ._.
'Miłość choć na pozór in­na , wiele ma wspólne­go z nienawiścią. '
To o Jarze. Wiec sorry wladzo, coś twojej ekipce nie wyszło.
Zdecydowanie brak mi weny.
Pa moi Sibuners. Trzymajcie się, bo ja już się załamuje. 

Joylitte
XXX

wtorek, 25 czerwca 2013

016. Rozdział szesnasty

Słońce świeciło mocno, jak na tą porę roku. Bo wczorajszej burzy nie było śladu, jeśli nie licząc licznych kałuż na asfalcie. Allison stukała niecierpliwie ołówkiem o blat stolika i kołysała swoją prawa nogą. Parę razy dostała łokciem w bok od Lany, gdy dźwięk zaczął denerwować nauczyciela. Ją jednak za bardzo to nie obchodziło. Opadła na krzesło i wlepiła wzrok w drzwi. Czuła się okropnie, siedząc w klasie na lekcji chemii, słuchając słów Sweeta i nic z nich nie rozumiejąc. Chciała wyjść z tej nudnej rzeczywistości i poszukać jakiś skandalów. A tych w szkole zapewne nie brakowało, jednak były dobrze ukryte. Musi się do nich dokopać, wynieść na światło dzienne, udowodnić, że jest dobra w dziennikarstwie - tak jak Mara. Lubiła Jaffray, ze smutkiem przyjęła wiadomość, że dziewczyna nie ukończy ostatniego semestru tutaj, w Anubis Academy. Jednak z radością przejęła po niej obowiązki, chcąc, by Szakal lśnił i wybijał sie z innych szkolnych gazetek.
Pochyliła się nad zeszytem z chemii, rysując model i wzór strukturalny jednego z licznych kwasów. Jej mama chciała, żeby córka poszła na biochemię. I Allison dążyła do tego, by matka była z niej dumna. Ojca straciła, mając cztery lata. Zginął w pożarze biurowca, w którym pracował. Był dziennikarzem, a Allison
odziedziczyła po nim styl i łatwość pisania. Miała też - tak określiła to Mara- niezwykły talent malarski. Ten natomiast przejęła po zdolnej matce. Przedstawiła w wieku czternastu lat swoje plany związane z malarstwem i dziennikarstwem. Matka się nie zgodziła, mówiąc że nie zaistnieje, kazała iść na biochemię. Ale Allison kształciła się w tych dziedzinach, w których czuła się mocna.  Równocześnie spełniała wolę matki, niechętnie opowiadającą o losie jej taty. Zacisnęła usta w wąską linię. I tak odnajdzie powód jego śmierci. Czuła, że to nie był zwykły pożar.
Drzwi otworzyły się i Allison, zresztą tak jak cała klasa, podniosła głowę nad swojego wzoru strukturalnego kwasu azotowego (II). Simon. Ponury, nie lubiący zabawy Simon. Nikt go nie lubił. Tak jak Victora. Ostatnio Allison podsłuchała, jak Megan szeptała Fabian'owi, że ci dwoje się zakumulowali. Tak, słuch też miała całkiem dobry.
Simon podszedł do dyrektora i zaczął mu coś tłumaczyć szeptem. Z każdym słowem twarz Sweeta bladła. Parker rozglądnęła się po klasie. Mieszkańcy Domu Anubisa gapili sie w nich z lekko rozchylonymi ustami, reszta tylko marszczyła brwi i szperała się nawzajem, uciszając, by tylko wyłapać skrawek rozmowy.
-Musze na chwilę wyjść, proszę o spokój. Zaraz wrócę.
I wyszedł. Oczywiście, nikt go nie posłuchał. Logan położył nogi na stole i włożył słuchawki do uszów. Kilkoro uczniów z Domu Anubisa ścisnęło się w kącie i rozmawiało przyciszonymi głosami. Allison wstała i podeszła do Chole, radośnie rozmawiającą z Laną i Joy.
-Coś ciekawego? - spytała, siadając na brzegu ławki blondynki.
-Tak - Lana była wyraźnie podekscytowana - Poppy umówiła się z Harrym.
Allison czuła, jak jej usta rozchylają sie w uśmiechu i klasnęła w dłonie.
-Kiedy?
-Mają się spotkać po szkole.
-Wspaniale - Chole podniosła się ze szczęścia z ławki - Może da spokój Jeromowi.
Joy podniosła głowę i uniosła brwi. Chole zaklęła pod nosem, gdy Allison obdarzyła ja ostrym spojrzeniem. Co za idiotka! Jeżeli chce się przekazać komuś jakąś tajemnice, nie należy się zwracać do Tyson. Parker to sobie zapamiętała i położyła dłonie na kolanach.
-Co Poppy chce od Jeroma?
Żadna z nich nie odpowiedziała. Lana spuściła wzrok na swoja komórkę, Chole nadal milczała z zaciśniętymi ustami. Allison westchnęła.
-Chodzi o to... - Parker nie wiedziała jak zacząć, by nie urazić Mercer. Przekazywanie delikatnych informacji pozostawiała Megan - Poppy uważa, że lepiej było, jak Jerome chodzi z Marą.
Uśmiech z twarzy Joy zniknął. Rozchyliła usta i schowała twarz w dłoniach. Allison poczuła jak gniew na samą siebie, napływa do jej ciała. Nie mogła przekazać jej to bardziej subtelnie?
-No... Ona się boi, że go skrzywdzisz... Pewnie przez ten incydent z Fabian'em i Niną.
-Matko... - Joy szepnęła - Przecież to Jerome zachował sie jak wstrętny dupek chodząc z Marą i Willow jednocześnie.
Słowa te wypowiedziała na tyle głośno, by Clarke je usłyszał. Odwrócił się do swojej dziewczyny twarzą.
-Słucham?
-Ja... Nic nie mówiłam... - Joy zaczęła się jąkać, rumieniec oblał jej twarz.
-Mi się jednak wydawało, że nazwałaś mnie dupkiem.
Cała klasa ucichła, przyjmując grobowe miny. Nawet Logan, który był nierozłączny ze swoimi słuchawkami, ściągnął je. Allison zacisnęła mocno powieki. Jeroy w szkole byli przykładem pary do naśladowania, rozumiejącą się bez słów. No, przynajmniej stwarzali takie pozory. Nie przyznawała otwarcie tego, że Poppy ma rację.
-Wyjąłeś to z podtekstu, nie oskarżaj mnie o nic, jeżeli nie słyszałeś całej rozmowy!- Joy podniosła się z miejsca.
-A słyszałaś o czytaniu pomiędzy wierszami?
-Zamknij się!
-Ne przeginaj Mercer! Będziesz załamana, jak się rozstaniemy, więc sobie odpuść i mnie przeproś! Wątpię, żeby Fabian nadal był tobą zainteresowany.
Joy zamierzał już mu coś odpowiedzieć, podnosząc oskarżycielsko palec wskazujący. Nie zdarzyła jednak, przeszkodził jej dyrektor, wchodzących do sali. Allison szybko zeskoczyła ze swojego miejsca i popędziła do ławki. Wbiła wzrok z tablicę, czekając, aż wszyscy usiądą.
-Ktoś włamał się do biblioteki, wczoraj wieczorem. - Dyrektor był zdenerwowany, na jego twarzy pojawiły się czerwone rumieńce - Zostaniecie tutaj do czasu, aż znajdziemy winowajce.
Rozległy się jęki przeklinania. Jednak z tłumu wbił się jeden okrzyk "Co?". Patricia. Allison razem z innymi odwróciła ku niej głowę.
-Nie będę siedziała tutaj i marnowała życia za coś, czego nie zrobiłam - kontynuowała Williamson - Nara.
Sięgnęła po swoją torę i wyszła z klasy. Logan podniósł się z miejsca i zmierzając do wyjścia z podniesioną ręką w geście pokoju, zawołał:
-Ruda ma rację!


Fabian włączył swojego laptopa i sprawdził godzinę. Nieźle. Wrócili z szkoły o dziewiętnastej, żadne z nich nie miało ochoty na spacer do tajemnej biblioteki. Nikt się temu nie dziwił. Tylko Patricia spędziła jakoś przyjemnie czas, prawdopodobnie razem z Loganem. Z tego powodu Eddie gryzł się w klasie i swoje obawy przeniósł również do pokoju, gdzie Rutter chciał jedynie odpocząć.
- Czemu ona się zachowuję... Jej życie jest zagrożone, jak może się czuć swobodnie - paprał do siebie Sweet, chodząc w kółko po pokoju - I Logan... Soren sie do niej przystawia... Raczej to nie był gest buntu... No był, ale chciał się jej podlizać... Jak zdobyć ten szyfr... Trzeba wyciągnąć Victor'a... Jak zobaczę, że on się do niej przystawia, to mu tą mordę obiję...
-Eddie! - Fabian odwrócił się do Osyriona - Weź wyjdź, jak masz zamiar gadać do siebie.
Sweet obdarzył go urażonym spojrzeniem, chwycił swojego laptopa i opuścił pokój. Fabian odetchnął z ulgą i włączył program do video rozmów. Skierował myszkę na ikonkę z dostępna Marą i kliknął dwa razy. Wyświetlił mu się napis informujący o czekanu na odpowiedź. Po chili wyświetlił się obraz.
Mara była opalona nieco mocniej, niż ostatnio ją widział, obdarzyła go szerokim uśmiechem. Jej kruczoczarne włosy spięte były w wysoki kok na czubku głowy, biała koszula z szarym kołnierzykiem z ćwiekami kontrastowała z jej ciemną karnacją. Oczy pozostały takie same.
-Hej Fabian, co u ciebie? Dzwonisz, by pogadać czy o coś spytać?
-Jedno i drugie - Rutter wyszczerzył się do monitora - Jak tam we Włoszech.
-Wspaniale!- Mara rozpromieniała - Tu jest tyle wspaniałych zabytków. Mogę dotknąć tego o czym uczyłam się na historii w pierwszym roku nauki. Biblioteki mają fantastyczne. W życiu nie widziałam tylu zbiorów starożytnych i nowożytnych dzieł. A bazyliki są wspaniałe. Zwiedziłam już cześć Rzymu, muszę wybrać sie jeszcze na stadion. Może jest takie ciepłe, całkiem inne niż w Anglii. Poznała m też świetnych ludzi, dzielących moje zainteresowania. Ahh, i tęsknię, Fabian, po prostu tęsknie... Tęsknie za Anubisem.
-My tez za tobą tęsknimy- chłopak posmutniał - Szkoda, że nie chciałaś zostać z nami na ten ostatni semestr.
-Nie tyle że nie chciałam... - Mara zagryzła dolną wargę i zmieniała temat - Co u Jeroma i Joy?
-Pokłócili się. Joy nazwała go dupkiem czy coś...
-Joy? To do niej nie podobne... Pogadam z nią. A Peddie?
-Kryzys. Zdaje się, że Eddie jest zazdrosny.
-Czy wy nie macie innych zajęć, niż kłócenie się?
Fabian wzruszył ramionami i zagryzł dolna wargę. Mara oparła sie o oparcie krzesła i założyła ręce.
-Słucham Fabian. Chcesz o coś zapytać.
Chłopak uśmiechnął się. Przez ostanie dwa miesiące poznali się dość dobrze. Przynajmniej na tyle, żeby skapnąć się o co chodzi drugiej osobie.
-Maro, jak ja mam nauczyć algebry osobę, która tego nie rozumie i jak do niej mówię, to się wyłącza?
Jaffray oparła głowę na jednej z rąk.
-A chce zrozumieć? - Fabian pokiwał głową na jej pytanie - Zacznij od podstaw, daj jej coś do przeczytania...
- Skąd wiesz że to dziewczyna? Dawałem, przeczytała książkę ale i tak nic nie rozumie.
-Nie wszyscy rozumieją algebrę, Fabian. Może zostałeś korepetytorem właśnie takiej osoby.
Chłopak odwrócił się, gdy drzwi się otworzyły. Soren podszedł do monitora i spojrzał na Marę.
-Cześć, jesteś dziewczyną Rutter'a? Jak tak, to ma niezły gust.
Mara roześmiała się, Fabian poczuł jak niechęć do chłopaka pogłębia się w nim jeszcze bardziej.
-Nie nudzi cię ten kujon? Taka ślicznotka zasługuje na kogoś lepszego.
-Log...
-Jak ty możesz go lubić? On się tylko kocha w swoich książeczkach. Ja serio mówię. Zerwij z nim zanim zamieni twoją słodką twarz w jakiegoś robota, który zaciął się na powtarzaniu stolic państw.
-Weź wyjdź.
-Dobra - Logan puścił oko do Jaffray - Na razie śliczna.
Mara nie mogła opanować śmiechu. Fabian'a zaczęło to trochę irytować, lecz nic nie powiedział. Drzwi znowu sie otworzyły.
-Mam cię dość, wynocha! - Rutter bez zastanowienia warknął do osoby, która pojawiła się w drzwiach.
-Dobra - syknęła Megan, po czym podeszła do jego nocnej szafki - Przyszłam tylko po swój stroik, idioto. Nie chcesz mnie widzieć, wystarczy powiedzieć.
Megan odwróciła sie na pięcie i wypadła z pokoju, trzaskając drzwiami. Mara przestała się śmiać, spojrzała na niego z radosnymi ognikami w oczach.
-Nie znałam cie od tej strony.
-Bo ta strona nie istnieje, Maro. Zresztą to tylko koleżanka.
-Aha.
Fabian spojrzał na twarz Mary, która tak dobrze znał. Obdarzył ją błagalnym wzrokiem, dając do zrozumienia, by mu doradziła. Ona jednak tylko pokiwała głową, zawieszając palec nad przyciskiem kończącym rozmowę.
-Musze iść się uczyć. Pa!
-Cześć - mruknął Rutter i zamknął laptop, gdy usłyszał dźwięk kończący wideo rozmowę.


Dobra, dodałam. Przepraszam za urazy psychiczne i tego typu sprawy związane z postem. Ale i tak waldek załamał psychicznie wszystkich fanów Jary, Fabiny i Amfie, więc zaryzykowałam i napisałam troszkę o Mabian. Oczywiście Logan ich wyśmiał, a co. Idzie mi z gitarką nie najgorzej. Uczę się jakiegoś zrąbanego bicia, które moja ręka nie pojmuję. Twitcam był cudowny. Brad lubi niebieski ( me too!) pizzę (me too) a gitarę nazwał Elizabeth. Moja się Lauren nazywa, hah. Teraz dobijamy do 100K 'On My Mind' i kolejny twitcam. Eugene mógłby też zrobić. Fajnie by było. Ja z radości prawie koleżance rękę złamałam, bo '13 minut do twicamu!' Zadzwoniłam do przyjaciółki i krzyknęłam 'czydzieści minut' i się rozłączyłam. Była w szoku. A i tak płakałam, bo się 35 minut spóźniłam. o rodzicom się jechać do domu nie chciało. Dobra, nie zanudzam was.
Pod ostatnim postem było najwięcej komentarzy na tym blogu. Boże, dziękuje. Nie sądziłam, że to 'coś' się wam spodoba, bo jest więcej blogerek, które piszą lepiej niż ja.  Ameeen.



Życzę poprawy humorku
Joylitte 
XXX

piątek, 21 czerwca 2013

0015. Rozdział piętnasty

Poppy usiadła na kanapie obok swojego brata, który odrabiał zadania z historii na kolanie, nie darząc ją nawet spojrzeniem. Nie przeszkadzało jej to, dla zachowania pozorów miała w uszach słuchawki, więc skomunikowanie się z nią wymagało wrócenia na siebie uwagi. Dziewczyna poprawiła swoją czarną spódniczkę i poluzowała krawat. Wyciągnęła z torby gazetę i zaczęła przewracać kolorowe strony czasopisma 'Flirt'. Nie była zbytnio zainteresowana artykułami mieszczącymi się w wydruku, lecz co chwile zerkała na zeszyt brata, by sprawdzić, ile mu zostało. Gdy był w połowie, Poppy zręcznym ruchem wyciągnęła szare słuchawki z uszów, wyłączyła MP4 i położyła ją na czasopiśmie leżących na jej kolanach. Czas postępować zgodnie z planem.
-Jerome, mogę cie o coś zapytać? - dziewczyna zaczęła nieśmiało, a otrzymując w odpowiedzi mruknięcie brata kontynuowała - Czemu nie chodzisz już z Marą?
Długopis Jerom'a zastygł przed papierem. Jego usta były prostą linią, on zaś nasilił uścisk na pióro. Postawił kropkę na końcu zdania i mruknął:
-Nie muszę się ci z niczego spowiadać.
Poppy splotła ręce na piersi. Nie zamierzała teraz się podać, podjęła walkę.
-Powiesz mi, czy mam zadzwonić do Mary? Przecież jesteście taką ładną parą!
-Byliśmy - mruknął Jerome znad zeszytu - Czas przeszły. To skomplikowane.
Clarke prychnęła.
-Czyli to z twojej winy?
Jerome włożył gwałtownie długopis do kieszeni, zatykając uprzednio skuwkę na jej drugim końcu, którym pisał. Spojrzał na siostrę, mnąc w rękach swój zeszyt z historii.
-Posłuchaj Poppy. Nie wiem coś ty się tak uwzięła, ale daj mi spokój. Z Joy jestem szczęśliwy.
-Z tą, co rozwaliła związek Fabiana i Niny? - Clarke podniosła oba kciuki do góry - Dobry wybór.
-Zmieniła się.
-Ludzie się nie zmieniają.
Jerome włożył zeszyt do swojej torby i wstał, nie odzywając się do siostry. Ta nie rezygnując ruszyła za nim, ścigana przez wzrok Lany i Allison. Poppy, bawiąc się swoją bransoletką, dogoniła brata.
-Powiesz mi co sie stało, czy mam cię dręczyć przez cały dzień?
Jerome stanął, a ona wpadła na jego ramie. Uśmiechnął się i odpowiedział:
-Proszę bardzo: chodziłem z Willow, będąc z Marą. Joy im o tym powiedziała, one chcąc się zemścić, postanowiły, że Mercer mnie w sobie rozkocha a potem mnie rzuci. Plan nie zawiódł. Zakochałem się w niej, jak widać z wzajemnością.
-Dziwisz się Marze? - warknęła Popy - Ale z ciebie świnia, że chodziłeś z dwoma naraz.
Jerome nie czekał jak skończy, ruszył do wyjścia. Poppy odgarnęła z czoła długie pasmo włosów, które zasłaniało jej widok. Wróciła się do pokoju, gdzie zostawiła swoją torbę. Pilnowały jej dwie osoby: Lana i Allison.
-Poppy, błagam powiedz, że rozmawiałaś z nim, żeby ściął włosy. - Skylin wstała do przyjaciółki i spojrzała na nią błagalnie.
-Skąd wiesz, że ona nie ma kogoś na boku? On uzupełniał się tylko z Marą!
Allison wstała, przeciągając palcami po swoich krótkich, czarnych włosach. Poprawiła koszulę i podeszła do Poppy, patrząc jej głęboko w oczy.
-Najważniejsze, że są ze sobą szczęśliwi, tylko to się liczy.
Clarke pchnęła je obie, odblokowując sobie tym sposobem drogę do swojej torby. Nie mówiąc żadnego słowa, nie obdarzając uśmiechem żadnej z dziewczyn, ruszyła do Domu Hathor.
Szła szybko, nie zwracając uwagi na to, co dzieje się wokół niej. Jej spuszczone, jasne włosy były potargane, czarne trampki wbijały się w ziemię. Musi porozmawiać z Marą. I to jak najszybciej.
Poczuła, jak coś zwala ją z nóg. Upadła na mokra trawę, z wypiekami na policzkach. Otworzyła oczy. Z drugiej strony podnosił się Harry, chłopak z którym mieszkała w Domu Hathor.
-Uważasz jak chodzisz! - warknęła, gdy chłopak podał jej swoją dłoń i pomógł wstać.
-Ja? To ty na mnie wpadłaś!
Clarke poczuła jak się rumieni. Bąknęła 'sorry' i wyminęła Harrego, nie darząc go spojrzeniem.
-Hej, Poppy?
Dziewczyna zatrzymała się i podeszła do niego. Czego on od niej jeszcze chciał?
-Zastanawiałem się, czy nie dałabyś się wyciągnąć na spacer?
Dziewczyna spojrzała w niebieskie oczy chłopaka. Lubiła go, lubiła jego kasztanowe włosy z blond pasemkami, usta, które były rozciągnięte w uśmiechu zawsze jak go widziała. Poczuła, jak róż oblewa jej całą twarz. Kiwnęła głową.
-Jasne, z przyjemnością.
-Super - chłopak odetchnął z ulgą - No to na razie.
Poppy obserwowała go, aż nie zniknął w drzwiach szkoły. Pisnęła ze szczęścia i w podskokach wróciła do Domu Hathor.


Alfie chwycił w jedną dłoń talerz naładowany kanapkami, w druga dwie szklanki wypełnione sokiem jabłkowym, który Willow wielbiła. Zamknął lodówkę prawą noga i wyszedł z kuchni. Obiecał Willow pomóc w wygraniu konkursu na najlepszy film amatorski. Zadanie na dziś: zanieść główny wątek. Przez jego myśl przemknęła szalona myśl: a może Willow nakręciłaby film, jak Sibuna rozwiązuje zagadki? Uśmiechał się do siebie. Już widzi minę Eddiego, jak oznajmia mu, że Willow wysyła na konkurs materiał z ich
sekretami. Mógł wyczuć ten gniew, wyobrazić sobie, jak jego policzki nabierają czerwonej barwy i ...
Z zamyśleń wyrwało go trzask drzwi. Zmierzając w ich kierunku, rozpoznał kto przyszedł. Megan i Fabian, rozczochrani, mokrzy po kolana i uśmiechnięci, weszli do Anubisa, brudząc nieskazitelnie czystą podłogę Trudy. Na jego widok rozpromienili się jeszcze bardziej. Oboje do niego podeszli i oznajmili podniecony tonem:
-Znaleźliśmy! Mamy miejsce o której mówi wskazówka.
-Zaatakowały was wściekłe pingwiny?
Megan przewróciła oczami i uniosła wysoko brwi. Fabian schował ręce do kieszeni swojej kurtki, unikając jego wzroku.
-Zebranie Sibuny. Teraz.
Alfie spojrzał na swoje kanapki z żalem. Miał pomóc Willow, a teraz miał dalej ją kłamać. Poprawka: znów ją okłamać.
-U mnie w pokoju - powiedziała Megan - U was jest Logan, u ciebie Jerome i Colin. U nas będzie spoko.
-Wiecie co? - Alfie lekko zirytowanym tonem oznajmił - Przebierzcie się i zwalcie winę za bałagan na Logana. Ja idę coś zjeść.
Lewis wyminą ich i zaczął się wspinać na schody, odprowadzany przez irytujący wzrok Fabian'a i Megan. Chłopak otworzy drzwi pokoju Jenks i z ulgą położył ciężki talerz na stolik nocy Willow. Dziewczyna była wpatrzona w ekran laptopa, szukała inspiracji w internecie. Rose, której jasne włosy były spięte w kucyk na czubku głowy, pracowała nad szkicem. Ołówek w jej dłoni śmigał we wszystkie strony, znacząc papier. Joy dla odprężenie słuchała muzyki i przewracała strony jakiego magazynu. Alfie usiadł obok Willow, zaglądając jej przez ramię.
-Znalazłaś coś? -spytał, ona tylko pokiwała przecząco głową i dalej waliła palcami w klawiaturę. Chłopak siepnął po szklankę soku i podał ją dziewczynie.
-Wiesz, mam pomysł. Mogłaby nakręcić film o jednorożcach. Kazałbym całej szkole przebrać sie na te wspaniałe zwierzęta i hasać po błoniach.
-Mnie wyklucz- mruknęła Rose - Nie bawię się w konia Rafała.
-Jednorożce to nie konie! - Willow poczuła się urażana - Jak śmiesz obrażać tak wspaniałe zwierzęta.
-Mhhmm...
Willow odwróciła sie do monitora i zaczęła szukać stron w wynikach google. Połowa kanapek była już zjedzona, gdy Amber zapukała w drzwi sypialni.
-Hej - przywitała się z uśmiechem na ustach - Mogę cię porwać, Alfie?
Lewis pocałował Jenks w policzek i wyszedł, kierując się do pokoju obok. Wszyscy już czekali. Patricia siedziała na parapecie, przyciskając policzek do zimnej szyby. Eddie stał oparty o ścianę, Megan i Fabian zajęci byli strojeniem gitary.
-Dobra - Eddie odezwał się, gdy tylko Amber zamknęła drzwi - Są wszyscy. Mamy do przekazania dwie wiadomości. Kto pierwszy?
Fabian poderwał sie z miejsca i sięgnął po swój laptop. Otworzył folder ze zdjęciami i kliknął pierwszą ikonkę. Gdy zdjęcie się ukazało, obrócił laptop tak, by wszyscy widzieli fotografie. Było na niej pomieszczenie z regałami wpychanymi książkami, pnącymi się pod samą górę. Ściany pokryte były ciemnozieloną tapetą we złote wzorki, na środku stał zakurzony stół z kałamarzem i parą czystych kartek na blacie. W drugim końcu fotografii widać było dębowe drzwi. Alfie z podziwem spojrzał na uśmiechnięta dwójkę odkrywców.
-Jak wy na to wpadliście? - Eddie kucnął przed monitorem laptopa. Megan wyciągnęła kartkę z zagadką i zaczęła czytać na głos:
-Do wieczności droga już nie daleka, lecz trzeba znaleźć połówkę która czeka ukryta
-Księga Ozyrysa - przerwał jej Fabian.
-Niewiedza wasza jest daremna, jeżeli oczu nie tkwisz w księgach.
-Nasuwa się biblioteka - Rutter znów wpadł w słowo dziewczynie.
-Więc zważaj poszukiwaczu drogi, szukaj tam, gdzie zabawę prosto odnajdziesz.
-Plac zabaw.
-Ja wpadłam na to pierwsza- Patricia odkleiła się od szyby - Nie wiedziałam tylko gdzie szukać.
-Tam, gdzie lud twój ubogi, czeka tajemnica wiecznej drogi.
-W starożytnym Egipcie wynalazcą hieroglifów i lekarzem ludzi był Toth. Stąd drzwi, które prowadzą z palcu zabaw do biblioteki mają prawie że niewidoczny wizerunek tego boga.
-Gdzie to jest? - Alfie również przyjrzał się fotografii, stając obok Amber.
-W domku letnim Frobisher'ów. - odpowiedziała mu Grant.
-Jutro tam pójdziemy - Millington klasnęła w dłonie, po czym spojrzała na Williamson - Patricia?
Lewis spojrzał na rudowłosą dziewczynę, siedzącą na parapecie i patrzącą się na swoje paznokcie. Eddie wyprostował się i wyciągnął swoją komórkę.
-No to jedziemy z drugą sprawą. Dzięki wiadomościom od Lany wiemy, że musimy mieć oko na Simona i Victora. I dzisiaj kiedy znowu się spotkali, podsłuchaliśmy z Patricią o czym gadali.
Sweet puściła na swoim telefonie nagranie rejestrujące przebieg rozmowy opiekunów. Gdy skończył Amber poniosła na Williamson smutne spojrzenie.
-Patricio...
-Nie potrzebuje współczucia - odrzekła twardo dziewczyna.
-Musimy zdobyć kod do sejfu. Tylko jak? - spytała Megan. Alfie nachylił się nad swoimi butami i doznał odniesienia.
-Mini kamery, te którymi szpiegowaliśmy Frobisher'a.
Drzwi otworzyły się. Rose stanęła w nich w krótkich spodenkach i czarnej bluzce z nadrukiem kota, trzymając w brudnych dłoniach złamany ołówek.
-Przyszłam spytać, czy nie macie czasem jakieś temperówki - spojrzała na Patricię a jej wzrok zatrzymał się na Fabianie - Ale trafiłam na zebranie. Co robicie?
Fabian zaczął coś jąkać, wymyślając coś na poczekaniu. Alfie miał totalną pustkę w głowie, więc nie mógł za bardzo pomóc. Megan uderzyła lekko Fabian'a w bok.
-Myślimy nad prezentem dla Trudy. Za tydzień ma urodziny.-Grant podnosiła się i podała blondynce temperówkę.
-Aha- Rose zamknęła za sobą drzwi, Alfie z podziwem spojrzał na brunetkę.
-Kłamałam prawie przez całe życie, kryjąc się, że nic nie zrobiłam. To trudne, jak jest się jedynaczką. Zwykle, jak coś zrobiłam, zwalałam całą winę na Chole. Nadal tak jest - Brunetka uśmiechnęła się.
Z dołu rozległ się wrzask Trudy:
-Kto znowu wybrudził posadzkę!!!
-Logan!- cała Sibuna zgodnie wrzasnęła, dając odpowiedź opiekunce.


Poppy wkracza do akcji! Fuck yeah! waldzio i ty mi Jarę rozwaliłeś. Jesteś nie gody pisania z dużej litery. Dziękuje za komentarze, szczególnie SapphireIluzjonistka, które zawsze komentują moje posty, bez względu na to, jakie są badziewne. Odpowiadając na wasze pytania dziewczyny - szablon sama zrobiłam, ale macie zaćmę, bo jest badziewny. Nie robiłam nagłówka w potoshopie, tylko na pixlr.com. Mam małą wprawę, ale jest łatwy ten program do obsługi, możecie się pobawić :) A jak gitara : jakoś idzie, powoli bo powoli, ale Fabian też nie rzucał się na głęboką wodę, zaczynał od 'Wlazł kotek na płotek' Do dzisiaj pamiętam, jak Fabian powiedział 'Poddaje się' ('le odłożył gitarę) a Mick 'Nie, stary, dobrze ci idzie. Twoja wersja 'Wlazł kotek na płotek brzmi bardzo... oryginalnie' Piękny sezon :') 



Czy jaram się jutrzejszym twittcamem Brad'a? Nie mogę przestać o tym gadać. Nie mogę spać w nocy, bo o nim myślę. Tak, właśnie pod tym podtekstem. Jakie ja mu pytania zadam? Bedę się gapiła w tą słodką mordkę, aż wymyślę. Znalazłam na twitterze zdjęcie, które mnie załamało.


Mara wygląda pięknie, Fabian jest taki przystojny, ale po co ta ręka, do jasnej cholery. Fabian, bierz tę łapę i idź się miziać z Niną. A Mara do Jeroma, już! Ale się przykro zrobiło :(  Moje rozmyślania ciekawsze od rozdziału, heh. Jeszcze raz dziękuje za komentarze i przepraszam za zepsucie humoru. Nowy 'rozdział' w poniedziałek lub we wtorek.

Papatki,
Joylitte
XXXX


wtorek, 18 czerwca 2013

0014. Rozdział czternasty

Megan szła obok Fabian'a, zręcznie omijając kałuże powstałe dzięki nocnej burzy. Padało dosyć mono i zapowiadała się powtórka z nocy w ciągu dnia. Na niebie wisiały ciężkie, szare chmury, grożące ulewą lada chwila. Chłopak sztywnie maszerował koło Grant, zerkając czasem na nią z niepokojem. Jej się to nie podobało, wziął na serio głupi żart o randce. Ona jednak nie chciała niczego więcej - tylko przyjaźni. Poza tym wiedziała o Ninie, Amber raczyła jej o niej opowiedzieć. O tym, jak bardzo Fabian ją kocha, jak był gotowy oddać za nią życie. I jak ten związek się nagle zakończył. Fabian nadal dażył gorącym uczuciem Wybraną, a Megan nie miała mu tego za złe. Grant poczuła przypływ chłodu.Wtuliła sie mocniej w swój sweter w biało-różowe pasy. Głupotą było nie zabranie ze sobą ciepłej kurtki, lecz teraz nie było czasu rozpatrywać swoich błędów.
-Co tak sztywno idziesz? Rozluźnij się, nie zaciągam cię do lasu, by zamordować i zakopać twoje stygnące ciało.
Chłopak nerwowo się roześmiał i rozglądnął się dookoła. Megan zaklęła pod nosem. Tak, pomyślała, weź go teraz wystrasz swoim drętwym poczuciem humoru, a na pewno będzie cię lubił. Mądre posunięcie, nie ma co! Rutter przeskoczył jedną z kałuży i niechcący popchnął Megan, która wpadła trampkiem w
błoto.
-Hej!
-Megan, przepraszam, to nie chcą...
Fabian nie miał czasu dołączyć. Dziewczyna popchnęła go mocno i w efekcie Rutter miał całe mokre buty. Grant wybuchnęła śmiechem, niosącym się przez cały las. Atmosfera nieco się rozluźniła, a Grant poczuła się o niebo lepiej. Przypomniało jej się, jak przepychała się z Chole w wieku dziesięciu lat. Codziennie przychodziły upaprane ziemią od dołu do góry i dostawały szlaban na spacery. Oczywiście, nie słuchały.
-Więc tak sie bawimy?- Fabian potrząsł swoim trampkiem, by pozbyć się resztki wody. Dziewczyna odwróciła wzrok na swoją komórkę i nie zauważyła, jak chłopak podbiegł i wepchnął ją w wyjątkowo głęboką kałuże. Jej szare rurki były mokre aż do kolan.  Spojrzała na niego z udawaną wściekłością, gdy wybuchał śmiechem.
-Uspokój się! -Megan warknęła i popchnęła go, śmieją cię i wywracając na mokrej ziemi. Rutter zręcznie ominął kałużę, wybuchając śmiechem - Prawie dochodzimy. Wyglądam jak świnia.
-Nie tylko. Nie!
Fabian za późno chciał uniknąć mocnego popchnięcia w krzaki. Upadał, rozdzierając brzeg nogawki. Megan stanęła nad nim głośno się śmiejąc. Nie widziała nic zabawnego w popychaniu się w krzaki i kałużę, ale się śmiała. Śmiechem zawsze przełamywała lody. Stłumiła chichot i wyciągnęła ku niemu rękę.
-Rozejm?
-Rozejm.
Chłopak chwycił dłoń przyjaciółki, która pomogła mu wstać. Otrzepał swoją kurtę z pożółkłych liści. Spojrzał na horyzont, na którym widniał szary zarys dużego budynku. Megan obserwowała, jak na jego ustach pojawia się tajemniczy uśmiech.
-Domek letni Frobisherów.
-Hmm.. Co?
-Wiesz, że jest inna droga? Mogliśmy się nie pobrudzić.
-Przez las fajniej - skomentowała Megan i puściła biegiem do budynku. Fabian ruszył za nią.
W oczach Grant budynek nabierał majestatu. Pomyślała, że mogłaby tutaj zamieszkać. Szczególnie, że miało to jakieś powiązanie z zagadką. Coraz mocniej czuła, że tutaj kryje się rozwiązanie tej tajemnicy. Poczuła również kolkę, rosnącą w jej prawym boku. Przystanęła i poczekała na Fabian'a, który dogonił ją sapiąc i trzymając się za brzuch. Uśmiechnęła się do niego współczująco, po czym nie szybkim tempem zaczęła iść do bramy prowadzącej do posiadłości. Rutter szedł obok niej bez słowa. Skierowała się w prawo, w miejscu, gdzie droga była posypana w większości żwirem. Po chwili dziewczyna popychała zardzewiała furtkę do ogrodu. Jednak ta nie robiła sobie nic z jej wysiłku.
-Ty spróbuj - poprosiła, odsuwając się z zrezygnowaniem od wejścia. Fabian podszedł i jednym, stanowczym ruchem pchnął furtkę. Wysokie trawy były w większości położone na ziemi. Rutter spostrzegł to, co ona pierwszym razem. Zarys dziecięcych huśtawek, karuzeli.
-Tadaam. I co o tym sądzisz?
Chłopak podszedł jak zaczarowany do huśtawki i pogładził metal dłonią, po czym szybko wyjął papierek z kieszeni. Megan podeszła i spoglądała mu przez ramię. Chłopak podniósł głowę i uśmiechnął się do niej.
-Jesteś genialna.
-Nie przesadzałabym, ale jakąś tam inteligencje mam - wyjęła z kieszonki telefon. Wśród głupich zdjęć swoich i Chole, kliknęła na to, które zrobiła ostatnio, gdy tu była. Fabian zerknął na fotografię.
-S plus R równa się LF - przeczytał na głos- LF? Gdzie to znalazłaś?
Dziewczyna wskazał ręką najbliższa huśtawkę. Chłopak postał chwilę nad nią, po czym usiadł na jednej. Megan podążyła za nim i usiadła na huśtawce z wygrawerowanymi inicjałami.
-Szukaj tam, gdzie zabawę prosto odnajdziesz.
-No jesteśmy. Dasz zerknąć?
Chłopak zawahał się, po czym podał Megan kartkę.
-Gdzie lud twój ubogi. To bez sensu - odparła a gdy Fabian wzruszył tylko ramionami wyszukała kolejny cytat. -  Jeżeli oczu nie tkwisz w księgach. No i siema! Szukamy biblioteki.
Fabian obdarzył ją ciekawskim spojrzeniem, po czym jego wzrok utkwił w ścianie budynku. Wstał z huśtawki i przedarł się przez gąszcz trawy do ściany budynku. Grant podążyła za nim. Deptała mu po piętach  jak cień, wpadając w niego, gdy się zatrzymał.
-Co jest?
Fabian odpiął od jej włosów jedną ze wsuwek, nie zwracając uwagi na jej protesty. Megan ogarnęła wzrokiem malowidło na drzwiach, wtapiające się w ścianę.
-Thot.
-Wynalazca pisma, kalendarza, a także arytmetyki, geometrii,muzyki, liczby i rysunków.Znany jest także jako lekarz i mag zarówno bogów, jak i ludzi - podsumował Fabian i otworzył drzwi, słysząc kliknięcie. Odnalazł kompakt i włączył światło.
Oczom Megan ukazało się olbrzymie pomieszczenie, z regałami sięgającymi pod sufit. Zapach strych książek zaczął drażnić dziewczynę w nozdrza. Stara, ciemna tapeta w niektórych miejscach zaczęła się złuszczać i gdzie nie gdzie odpadła.Na podłodze zalegała duża warstwa kurzu, którą razem z chłopakiem podnieśli do góry, gdy postawili kroki na paneklach.Podeszła do najbliższego regału, i zaczęła wodziłć rękami po grzbietach ksiąg. Fabian w tym czasie podszedł do kolejnych drzwi, mieszczących się po drugiej stronie ogromnego pomieszczenia.
-Megan, pomóż mi. - Rutter pchał z całych sił drzwi, które nie chciały ustąpić. Grant odłożyła książkę, którą przeglądała i podbiegła do niego.
-Coś blokuje je od drugiej strony - wysapała, suwając się na zakurzoną podłogę. Fabian usiadł obok niej. Megan zakryła swoimi przydługimi rękawami zimne i sine dłonie - Podoba mi się w Sibunie.
-Jesteś dopiero w niej drugi dzień. Nie jest tak prosto, jak myślisz.
-Jeżeli ja czegoś nie znajdę, jak to możliwe, że ty coś znajdziesz? - Megan zaczęła przedrzeźniać Rutter'a, który pchnął ją lekko w ramię - Idziemy na pierwsze spotkanie? Musze się pochwalić, że coś jednak znalazłam.
Fabian prychnął i oparł głowę o ścianę, rozglądając się dookoła. Megan rysowała gwiazdki na zakurzonej posadce, gdy Fabian wyciągnął świstek papieru.
-Trzeba szukać nowej wskazówki - mruknął, lecz Megan wydarła mu zagadkę z dłoni.
-Nie dzisiaj, Fabian - oznajmiła zmęczonym tonem, rozciągając się i ziewając - Jak na razie odkryliśmy dość sporo. Idziemy czy gapimy się w ścianę?
-Gapienie w ścinę nie jest złe. Szczególnie, gdy mamy do wyboru śmierć. Ja bym wolał się nadal gapić w ścianę.
Megan roześmiała się, wstając i wyciągając ku niemu dłoń. Chwycił ją i podniósł się z posadzki.
-Czujesz to? - spytała rozglądając się niepewnie wokół siebie.
-Co czuje?
-Mam wrażenie, jakby ktoś się na mnie patrzył. Chodźmy stąd, proszę.
Fabian zatrzymał się w połowie drogi do regału z książkami. Odwrócił się na pięcie. Dziewczyna stała na środku pokoju, z dłoniami włożonymi do przednich kieszonek. Jej nogawki zaczynały już schnąć, lecz trampki nadal były mokre.
-Dobra, ale musimy mieć jakiś dowód, bo Eddie może nam nie uwierzyć.
-Jedno zdjęcie?
-Jedno zdjęcie.
Fabian wyciągnął telefon, a Megan skierowała sie do wyjścia. Kliknął ikonkę i obraz urwali się na pamięci jego telefonu. Zgasił światło i zamknął drzwi wsuwką, która oddał dziewczynie. Ta wrzuciła ją do tylnej kieszonki spodni.
-Tym razem ty będziesz mokra.
-Zapomnij. Nie odważysz się.
-Nie znasz mnie.
-Fabian, to nie jest śmieszne.
-Jak ja leżałem, to było to śmieszne. Możemy sprawdzić, czy też ładnie wyglądasz...
Megan uciszyła go gestem dłoni. Poniosła palec wskazujący do ust a drugą ręką pokazała na ucho, by pokazać mu, że ma siedzieć cicho i słuchać. Chłopak wytężył słuch. Szloch. Spojrzał na Grant, której źrenicę były rozszerzone do granic możliwości.
-Chodźmy stąd - chwyciła Fabian'a za rękę i wyciągnięcia z pacu zabaw.


Na temat rozdziału się wypowiadać nie będę, bo jest drętwy i nudny. Tak jak poczucie humoru Megan -_-
Kuźwa, nienawidzę cię Waldzo! Podziel los Senkhary i Rufusa, bitch. Już bym wolała, by Fabian był singlem i wyjechał do Ameryki za Niną, a nie całował się z przeznaczeniem Jerom'a. Najlepiej będzie, jak się zrzucisz z mostu. Mogę cię popchnąć.





To wszystko, co zrobiła dla nas Diane zostało unicestwione w jednym filmie, w jednym scenariuszu  gdy zachciało im się z Jerom'a zrobić dupka i zaczął chodzić z Willow. Gdyby nie Joy, zdecydował by się na Marę i było by wszystko dobrze. Jara by istniała, a dwu sezonowe zaloty miały by sens. Teraz pewnie Waldzo robi party hard i cieszy się z tzw. 'sukcesu'. Weź Waldek wyjdź. Już nigdy nie zobaczę kiss Jary. Myślała, że Jara przetrwa, bo Ana i Nathalia zrezygnowały. Plotka się potwierdziła. Nie mogło się potwierdzić, że Fabina wróci w finale sezonu 3, nie bo Mabian lepsze. Jem krówki i ryczę, oglądając filmiki z pierwszego i drugiego sezonu. To już nigdy nie wróci...


Zrezygnowana, załamana i zrozpaczona
Joylitte
XXXX

piątek, 14 czerwca 2013

013. Rozdział trzynasty

Logan rozciągnął się na kanapie, spoglądając na Jerom'a. Obok niego siedział Colin, niewinnie się uśmiechając.
-Czerwony...-odparł chłopak, po czym spojrzał na Soren'a - To kiedy to robimy?
-Rowe, co mnie się pytasz? Ja się tylko odgrywam na nim, bo zwrócił mi uwagę. - odparł chłopak, obdarzając czarującym uśmiechem Chole, śmiejącej się razem z Grant. Blondynka skrzywiła się i wyszła z klasy.
-Umawiamy się na czwartek - oznajmił Jerome, zapisując coś w swoim czarnym, skórzanym notatniku - Jutro omówimy szczegóły.
Clarke wstał i wyszedł z klasy, za nim podążył Rowe. Logan został sam. Obok niego usiadła Grant, uwalniając się od swoich przyjaciółek.
-Co wy znowu robicie? - spytała, posyłając mu przenikliwe spojrzenie. Chłopak zaśmiał się i odrzucił głowę do tyłu.
-My? - spytał, patrząc jej głęboko w oczy - Czemu zawsze jest tak, że m,nie się podejrzewa o całe zło na
świecie?
-Ah, czyli pytanie " wolisz różowy czy czerwony" to nic nie znaczy?
Logan odwrócił wzrok i uśmiechnął się do siebie. Chwilę zaczekał, aż Megan zirytuje fakt, że woli śmiać się sam do siebie, niż jej łaskawie odpowiedzieć.  Podniósł oczy i przesunął się bliżej Grant.
-Wiesz, gdyby oskarżano nas za jakieś głupie pytania, ludzkość by nie istniała - przysunął się jeszcze bliżej.
-Skąd takie filozoficzne teksty? - spytała dziewczyna zjadliwym tonem. Chłopak zerknął na Fabian'a, który zainteresował się scenką
-Eh, Megan nie znasz się na życiu...
-Idiota - warknęła dziewczyna, odpychając go od siebie i wstając z kanapy. Chłopak zaśmiał się i włożył słuchawki do uszów.

Fabian patrzył, jak Grant do niego podchodzi i siada obok niego na scenie. Sprawiała wrażenie, jakby scenka sprzed chwili się ie odbyła.
-O co chodziło? - spytał Rutter, gdy dziewczyna zerknęła mu przez ramię, na książkę, którą wertował.
-O kolor czerwony. Nie pytaj dlaczego, bo nie znam odpowiedzi. Czego szukasz?
-Jakieś wskazówki - odpowiedział Fabian, przewracając stronę - Muszę coś znaleźć, niemożliwe, żeby Frobisher nie zostawił jakieś podpowiedzi.
-No spoko. A pokarzesz tą zagadkę? W końcu to ja w połowię przyczyniłam się do jej znalezienia.
-Nie, Megan - warknął chłopak, z złością zamykając pamiętnik - Jeżeli ja czegoś nie znajdę, jak to możliwe, że ty coś znajdziesz?
-Dobra, dosyć - odparła Grant, wyrywając mu z rąk książkę - Przemęczyłeś się.
-Ale...
-Dosyć powiedziałam!
Fabian spojrzał na nią ze zdziwieniem. Książkę trzymała w ręce, wyciągniętej jak najdalej od niego. W jej oczach czaiła się determinacja, chłopak wyciągnął dłoń, nakazując, by ją oddała. Pokręciła głową.
-Megan...
-Nie.
-Dobra, daj mi ją, schowam ją do torby i zaglądnę dopiero w domu. Może być?
Dziewczyna uniosła brwi i powoli oddał mu pamiętnik Frobisher'a. Chwycił za torbę i schował wszystkie książki, jakie trzymał blisko siebie. Gdy zapinał torbę, spostrzegł, że Grant pochyla się nad mała kartką. Sprawdził kieszenie. Zagadki nie było.
-Jak ty to? Oddaj, proszę.
-Co robisz po szkole? - spytała, oddając mu kartkę. Ten ze zdziwieniem spojrzał na nią i rzucił papierek do swojej kieszeni.
-Słucham?
-Zapraszam cię na spacer - odpowiedziała mu rozbawionym tonem.
-To randka?
Dziewczyna dusiła się ze śmiechu, jednak opanowała się i odparła:
-Nie, zwykły spacer. Pomyślimy nad zagadką. No zgódź się!
-Dobra, ale to tylko spacer?
Dziewczyna pokiwała głową, promiennie się uśmiechnęła, po czym wyjęła jedną z książek do algebry i mu ją podała. Był to podręcznik, który zeszłego wieczoru Rutter polecił jako korepetytor przeczytać Megan.
-Strasznie nudna. Wolę GONE. I tak nic nie zrozumiałam.

Rose siedziała razem z Joy i Patricią w klasie, pomagając pani Taylor w przygotowaniach do lekcji. Nauczycielka przyniosła duży projektor, do którego musiano podłączyć wiele kabli, by obraz pojawił się na białym tle. Dziewczyny klęczały przy projektorze, podłączając kable. Patricia stała nad nimi i doradzała.Rose co chwilę odpowiadała zgryźliwie, pouczając, żeby Williamson się łaskawie zamknęła. W końcu obrażona dziewczyna wyszła z sali, zostawiając swoją torbę na ławce.
-Dobrze wam dziewczyny idzie? - spytała Taylor, klękając obok nich - Idę po laptopa, powinien się już naładować. Zostaniecie tutaj?
Joy kiwnęła głową i podłączyła kolejny kabel.Gdy nauczycielka wyszła, szybko podbiegła do drzwi i je zamknęła.
-Zaprosiłaś już gdzieś Fabian'a ?
Blondynka podniosła ku niej irytujący wzrok i podniosła się z podłogi.
-Gotowe - oznajmiła, wycierając spocone dłonie w czarną spódnicę - Nie, nie zaprosiłam.
-Czemu?
Rose spojrzała na czarną, nabijaną ćwiekami torbę Williamson. Wydobywał się z niej dźwięk, co świadczyło, że ktoś próbuje się skontaktować z dziewczyną. Rose szurając nogami, podeszła do ławki i wśród książek, zeszytów i papierków po paluszkach, odnalazła bordową komórkę przyjaciółki. Nie obyło się bez malutkich ćwieków, Riddle wiedziała, że Patricia miała na nich punkcie obsesje. Kiedyś, jak były małe, w Halloween Rose ubrała niebieską sukienkę do ziemi i koronę na głowie, natomiast Williamson była diabełkiem. Czerwone różki i ogon, oraz czarna sukienka nabijana ćwiekami, pozostała w pamięci dziewczyny. Nadal miała głupkowate zdjęcia, zrobione przez Piper w ten wieczór. Powróciła myślami do rzeczywistości.
-To Eddie. Bo nie.
Rose kliknęła zieloną słuchawkę i podniosła telefon do ucha.
-No hej skarbie - odparła zmienionym głosem, podobnym do Patricii - Tęskniłam.
-Patricia? - Eddie najwyraźniej czuł się speszony. Joy zatkała ręką ust, by nie roześmiać się na cały głos. Chwilę później stała już przy Riddle z uchem obok telefonu. Rose kontynuowała rozmowę, nie pozwalając sobie nawet na najmniejszy błąd.
-Tak, czekałam jak zadzwonisz. To gdzie się spotykamy?
-Rose, daj Patricię - Eddie odpowiedział jej z zażenowaniem w głosie.
-Co masz teraz na sobie?
-Rose!
-Dobra, już idę. - Riddle ześlizgnęła się z ławki i posłała Joy rozbawione spojrzenie, pokazując język. Nie śpiesznym krokiem wyszła na korytarz i wrzasnęła:
-Patricia, kochanek na lini!
Williamson wyszła za jej pleców i wydarła komórkę z dłoni, czochrając je złote loki. W tej chwili Taylor wyszła za zakrętu z laptopem w ręce . Stanęła przed Riddle, niepokojąco się na nią patrząc.
-Wszystko gotowe - odparła Rose, spod burzy swoich włosów, które starała się przygładzić.

Patricia razem z Eddiem klęczeli przed drzwiami gabinetu Victora. Dowiedzieli się od Grant, że Simon razem z woźnym z Domu Hathor coś urządzają. Więc gdy tylko Sweet spostrzegł, że ci dwaj się spotkali, zadzwonił do Patricii. Oczywiście nie pominął kwestii odebrania telefonu przez przyjaciółkę dziewczyny. Williamson skomentowała to śmiechem, mówiąc, ze na wakacjach odebrała tak telefon Riddle. Dzwonił wtedy Fabian, więc dodatkowo  sytuacja stała się krepująca i niezręczna.
-Już jest wszystko gotowe -odparł Simon, na co Victor odpowiadał znakomicie. Eddie włączył nagrywanie w swojej komórce. - Uczniowie nie mogą się dowiedzieć. Nie chcemy takiej sytuacji jak z Kielichem Ankh.
-Tak wiem... Odkąd odkryłem, że Wybrana nie jest już potrzebna, staram się odkryć miejsce spoczynku Księgi Ozyrysa. Na razie poszukiwanie nie dało żadnych owoców.
-A co z Williamson?
Patricia drgnęła i spojrzała niepokojąco na Eddiego. Ten z rozchylonymi ustami odpowiedział jej wzruszeniem ramion. Jeżeli Patricii coś grozi, nie zawaha się zrobić wszystko, by ją uratować.
-Na ten czas Williamson nie odkryła znaków, które do niej wysyłano. Wszystkie lezą w moim sejfie. Wątpię, by ktoś odkrył szyfr.
To wystarczyło, by Eddie mógł zobaczyć, jak twarz jego dziewczyny blednie i traci kolory. Patricia wyczołgała się spod drzwi Victora, zachęcając, by jej chłopak poszedł za nią. Ten wyłączył dyktafon i podążył za Williamson. Stanęła przed Domem Anubisa. Eddie dyszała ciężko i objął ją. Ta cicho załkała w jego ramię, po chwili się odsuwając.
-Nie pozwolę cię skrzywdzić.
Objął ją mocno. Za dużo dla niego znaczyła, by stracić ją i zakończyć związek. Wiele razy przekonywał Fabian'a, by ten zapomniał o Ninie i szedł dalej. Nigdy nie myślał, co by było, gdyby stracił Patricię. Uścisną ją jeszcze mocniej. Dziewczyna nie płakała, był silną, wyjątkowo silna.  To też w niej kochał, tak jak wiele innych rzeczy. Podniosła ku niemu szare oczy. Eddie nachylił się na nią i przymknął oczy. Poczuł spokój, gdy ich wargi się zetknęły, gdy mógł poczuć ich obecność. Od teraz będzie chronić tylko swoją wybraną, nikogo więcej.


Muszę was prosić o wybaczenie (znowu). Trzynasty. Wiadomo, że nie wyszedł. Rozdział jest kiepski, a dość ważny, szczególnie ostatnia cześć. Zaczęłam rozwijać wątek z Patricią, niedługo z Joy i Marą. Kurczę, po co to ja piszę? Pisałam ten rozdział, kiedy moja wena się fochnęła i se poszła. Teraz dodałam kilka fragmencików, ale i tak jest beznadziejnie. Robi się idiotycznie. Paluszki mnie bolą od grania na gitarce, a jutro mam grać z BFF wspólnie. Nie wiem jak ja to przetrzymam, ale no cóż :/
Głodna jestem...
Oceny wystawione  można już olać szkołę (porucz geografii, jej nigdy nie olewam) i żyć. Wakacje, moje kochaniutkie wakacje. Heheszki. Znalazłam chyba utwór, który się będę uczyć jutro z Vilians  Cimorelli - Believe It wpadała mi w ucho. A jak opanuje wszystkie chwyty, zacznę się uczyć barowych i witam piosenki Brad'a. Do nich trzeba umieć barowe. 
Głodna jestem...


Lubię ten gif, Fabian ma na nim naprawdę słodką grzyweczkę. I tak fanie wyszedł. Awww :3 Moja Fabiana *.* Ale ja was muszę nudzić!
Poważnie jestem głodna...

Kocham, całuje, ściskam i co tam sobie jeszcze wymarzycie
Joylitte
XXX


środa, 12 czerwca 2013

012. Rozdział dwunasty

Lana czekała na Megan przed klasą. Nerwowo spoglądała na zegarek i stukała obcasem swojej baleriny. W końcu ją dostrzegła: szła w otoczeniu uczniów z Domu Anubisa.
-Cześć - podeszła do niej, ta promiennie się uśmiechnęła - Możemy podgadać w cztery oczy?
Megan pokiwała głową i odłączyła się od przyjaciół którzy usiedli w klasie. Ona razem z Grant stanęły w rogu pracowni chemicznej.
-Pamiętasz jak Victor i Simon odwiedzili sobie bibliotekę? - spytała, rozglądając się, czy zapewne nikt ich nie obserwuje - Dzisiaj ten wasz dozorca przyszedł do naszego.
-Po co?- Megan spojrzała na nią zaskoczona - Ej, nie mów mi że znów zakłada sektę.
-Znów? Dobra, nieważne. Podsłuchałam o czym mówili. Coś tam, że jeżeli nie wszyscy przybędą, będą
musieli zastosować ostre środki, czy coś. Później rozmowa zeszła na nauczycieli i jak podejmowali nowy temat Poppy musiała mnie zawołać.
Lana obserwowała, jak Megan przyjmuję jej wiadomości. Dziewczyna zmarszczyła brwi i spojrzała na swoich przyjaciół z Anubisa.
-Rozpowiesz to? - spytała czujnie przyglądając się Grant - Chyba nie myślisz, ze nam uwierzą. Ej, Chole miała rację.
-Co? - Megan oprzytomniała i spojrzała na przyjaciółkę, której wzrok był utkwiony w Rose.
-Ona bez przerwy się na niego gapi. Wzrok ma jak gargulec.
Megan zerknęła na Riddle. Faktycznie, wpatrzona w Fabian'a za bardzo nie wiedziała, co się wokoło niej dzieje. Lana spostrzegła jeszcze jeden szczegół. Gran bez przerwy obracała w dłoni jakiś papierek.
-Mogę cię zapytać o radę? - spytała Lany, która kiwnęła głową - Co może dzielić z tysiącami innymi wieczność?
-To jakaś zagadka?- spytała Lana marszcząc czoło - Znaczy groby. No na cmentarzu. Groby to miejsce wiecznego spoczynku. Są położne tak blisko siebie że stoją prawie na sobie. Wiem, po w tamtym roku prawie się na jednym zabiłam. Skończyło się zwichnięciem kostki. Auć.
Megan posłała jej irytujące spojrzenie, po czym przeniosła wzrok na Ridlle.
-Ej, faktycznie się gapi.
-A nie mówiłam! Hah! - Lana przybiła piątkę z Megan. Dziewczyna podążyła do swoich przyjaciół a Lana podeszła do Poppy, która stała na korytarzu, rozmawiając z Allison.
-Wydaje mi się, że lepiej pasował do Mary, to wszystko - Poopy tłumaczyła dziewczynie, która beznamiętnie wzruszyła ramionami.
-Z Joy też ładnie wygląda - odpowiedziała jej Allison i posłała uśmiech Lanie, która przy nich stanęła - Prawda?
-Nie mieszam się w sprawy polityczne. A o kim mówcie?
-O moim bracie- odpowiedziała Poopy, gapiąc się na Jerom'a - Wolałam Marę.
-Boże, Poppy, masz takie rozterki! Znajdź sobie jakiegoś chłopaka. Do domu Anubisa wprowadziło się dwóch przystojnych.
-Że kto? - Lana zatkała usta dłonią - Logan i Colin? Hah, już widzę jak Colin flirtuje. Prędzej Logan.
-Odwalcie się - syknęła Poopy, odwracając się do nich plecami i otwierając swoją szafkę - Doprowadzę do powrotu Marome.
-Do tego trzeba Mary - podsumowała Allison.
- I rozwalić Jeroy. Boże, Poopy, proszę nie rób tego o czym myślę.
-A o czym myślisz? Ja uważam, że ładnie wyglądałabyś z Loganem.
Brunetka pchnęła ją w ramię, po czym odgarnęła kosmyk włosów, który sunął jej się na policzek.
-Ej to jest myśl Poopy - oznajmiła Allison - Tylko jak nazwać ten związek? Lagan?
-Albo Logna. - Poppy z trudem powstrzymywała się przed wybuchem śmiechu. Lana prychnęła i weszła do klasy chemii odprowadzana chichotami przyjaciółek.

Willow i Joy oglądały kamerę, którą pan Jenks przysłał swojej córce. Czarna i mała kamera idealnie mieściła się w ręce Willow. Joy, pomysłodawczyni tego przedsięwzięcia, stała obok przyjaciółki, podzielając jej zachwyt.
-Świetnie, że postanowiłaś jednak wziąć udział w tym konkursie. Możesz się jakoś wykazać. A ja w przyszłości może napisze o tobie artykuł.
-Czuję, że to będzie moje życiowe powołanie. Film będzie miał to sque w sobie, które chce przekazać całemu światu!
Joy odgarnęła pukiel ciemnych włosów, które zasłoniły jej widok. Willow podłączyła kamerę do gniazdka przy swoim łóżku i położyła ją na stoliku nocnym. Willow postanowiła wczoraj oddać pająka, więc miała sporo miejsca na położenie swojego skarbu.
-Hej, a jak ta idzie pisanie artykułu? - zagadnęła Willow Mercer, która rozpakowywała swoją torebkę z ciężkich książek.
-Nie najlepiej - westchnęła Joy, kładąc na łóżko podręczniki w których miała zadanie - Nie mamy tematu. Razem z Chole próbujemy coś wymyślić, ale minął tydzień od rozpoczęcia szkoły, więc za wiele się nie dzieje.
Willow w zamyśleniu kiwnęła głową i poderwała gazetę z artykułem.
-Ej, tu piszę, że muszę mieć jakiś główny wątek. Co to może być?
-Nie wiem. Może jakiś rozterki miłosne?
-Pokłócisz się z Jerome'm, żebym miała co kręcić?
-Willow!
-Sorry - blondynka wzruszyła ramionami.
-Masz Rose i Fabian'a - podsunęła Joy, zanim ugryzła sie w język. Willow stanęła jak zaczarowana, po czym odwróciła się ku Mercer.
-Fabrose! - wrzasnęła, tłumiąc zachwyt - Jakie to romantyczne!
-Co jest romantyczne? - Riddle weszła do pokoju, obrzucają radosnym spojrzeniem swoje współlokatorki. Joy wzrokiem dała do zrozumienia Willow, żeby nie wygadała tajemnicy niechcący jej powierzonej. Jenks kiwnęła głową.
-Co znaczą te znaki? - spytała Rose lekko rozdrażniona
-Kręcę film! - oznajmiła Jenks, wymyślając coś na poczekaniu - Sque!
-Tak, nawijałaś o tym przez cały dzień...
-To ja idę do Alfiego - oznajmiła Willow, a gdy Rose się odwróciła, szepnęła bezgłośnie "Fabrose" i uciekła przez wściekłym spojrzeniem Joy.


Fabian przebrany już w piżamę wszedł do salonu, by posprzątać książki do algebry, przy których uczył Megan. Wchodząc do pokoju, zauważył włączony telewizor na serialu "Dr. House" Wsunął książki do swojej torby i stanął nad fotelem, na który siedziała osoba oglądająca telewizję.
-Hey - przywitała go Megan, sennym już głosem - Dołączysz się?
-Oglądasz House'a? - spytał zdziwiony, nie odrywając wzroku od kulejącej sylwetki na ekranie.
-Przydaje się, jak chcesz doznać nagłego olśnienia w zagadkach, które cię dręczą - odpowiedziała mu Grant, wtulając się w koc - Nie zaszkodzi ci. I tak za dziesięć minut godzina policyjna.
Fabian usiadł obok Megan i przykrył się kocem, który podała mu brunetka. Dziewczyna siedziała z kakaem przed nosem, co chwilę popijając z niego łyk. Nie patrzyła na niego, jej nieobecny wzrok był wpatrzony w ekran, jednak Rutter wiedział, że myśli o czymś innym.
-Ogarniasz to? - szepnął, bojąc się że ktoś ich usłyszy.
- Z trudem, ale tak. Mam szeroki umysł - dziewczyna uśmiechnęła się i popatrzała na niego ciemnymi oczami - Czemu nie powiesz mi teraz tej zagadki?
-Eddie chce mieć pewność, ze nikomu nie powiesz o Sibunie- odrzekł Fabian, nadal szepcąc. Dziewczyna uśmiechnęła się smutno.
-Sądzisz, że mogłabym coś powiedzieć?
-Ja... No... Nie - zdołał wyjąkać Fabian, Grant rzuciła mu roześmiane spojrzenie.
-Nie jesteś w tym za dobry.
-W czym? - Rutter zmarszczył brwi
-Wiesz o czym mówię. Ale nie wiem czego się obawiasz. A tak przy okazji: ty nie jesteś żadnym przodkiem,
Wybranym, Osyrionem, wcieleniem Izydy i tym wszystkim, o czym jeszcze nie wiem?
-Jestem normalny, jeśli o to ci chodzi.
-Wyraziłeś się, jakby bycie osobą z cechą różniącą się od innych było czymś złym. Nie musi tak być.
Fabian obwarzył Grant zdziwionym spojrzeniem. Dziewczyna tylko uśmiechnęła się i wyłączyła telewizję. Dopiła ostatki kakao i odstawiła kubek na blacie stołu. Wlepiła wzrok tapetę na ścinie, tak samo jak Fabian.
-Będziemy teraz tak siedzieć i gapić się w ścianę? - zapytał szeptem, chociaż dyskusja już tego nie wymagała.
-Gapienie w ścinę nie jest złe. Szczególnie, gdy mamy do wyboru śmierć. Ja bym wolała się nadal gapić w ścianę.
Rutter roześmiał się pod nosem i spojrzał na Megan. Ciemne, mokre włosy gdzieniegdzie przykleiły się do szyli. Uśmiechnęła się do niego,czując na sobie jego wzrok.
-Właśnie wybiła dziesiąta!- głos Victora sprawił, że obydwoje podnieśli się z kanapy - Macie dokładnie pięć minut, a potem chce jak upada ta... szpilka.
Cichy brzdęk rozsnuł się po Domu Anubisa. Megan podniosła koc i kubek, zmierzając do kuchni. Rutter sięgnął po swoją torbę, gdy usłyszał brzdęk tłuczonego szkła.
-Cholera!- Grant przeklęła podnosząc się z podłogi.
-Co się stało?
-Potknęłam się o teleskop - odparła zbierając większe odłamki szła - Teleskop...
Podniosła na Fabian'a duże oczy. Chłopak,który schylił się, by pomóc jej posprzątać, zamarł bez ruchu.
-Z tysiącami innymi, z którymi dzielę czarną wieczność... - szepnęła - Boże, Fabian, jesteś genialny!
Rutter'owi głos zamarł w gardle. Obserwował, jak Megan wyciąga świstek papieru i mu podaje. Spojrzał na jej drobne pismo.
-Moje imię jest związane z tysiącami innymi, z którymi dzielę czarną wieczność. To mogą być gwiazdy? - spytała, podekscytowana.
-Albo księżyc - mruknął Fabian
-Selene...
Dziewczyna posłała mu tajemniczy uśmiech, wyrażający myśl "wszystko w swoim czasie" i podniosła się z podłogi.



Wyszło... słabo. Ale jestem już tak zmęczona, że nie chciało mi się pisać od początku. TEN DZIEŃ należy do najpiękniejszych w moim życiu. Moja pierwsza gitara przyszła. Moja własna. Mój ssssskarb. Ja umieć już grać 'Wlazł kotek na płotek' Heuheu 
Miało wyjść filozoficznie, ale jakoś tak.. no... ah, wiecie o co mi chodzi! Nie pomyślcie sobie, że robię nową Fabinę. Tego bym nie zniosła. Mara niedługo sie pojawi. Będzie też trochę Mabiny, ale do niczego nie dojdzie. Wytępię to paskudztwo. Tak samo zrobię z Jeroy, Poppy mi pomoże ^-^
Szykuje się najlepsza średnia w mojej historii. Jak mi da 5 z chemii, będę miała średnie 5,3 Huehuehuehuehue
Nie chce myśleć o filmie. Wyparłam tę myśl z mojej głowy, teraz chodzę jak narajana. Przez Brad'a. Nie potrzebnie trzyma nas w niepewności. Teraz jak gram na wf, to jest SQUEEE za każdą dobrą piłkę i każdą złą. Najarana ja.
Mam już zajebisty pomysł na to opowiadanie, naprawdę się wkręciła. Mam tyle wątków, muszę je zapisać, by nie zapomnieć. Mam fazę na Cimorelli. Heuehu.

Kocham i mocno całuję

Joylitte
XXX




niedziela, 9 czerwca 2013

011. Rozdział jedynasty

Miller podniósł krawat, który leżał na jego łóżku. Zawiązał go, patrząc się w małe lustreko w szafie. Fabian i Logan poszli już do jadalni, on jednak został jeszcze, by pomyśleć. Wyjął zkieszeni swistek papieru, na którym swoim pismem zapisał treść zagadki Frobisher'a. Utkwił wzrok w słowach, które nie mówiły Osirionowi nic. Kompletnie nic.
-Szukaj tam, gdzie zabawę prosto odnajdziesz - mruknął, po czym schował do kieszeni świstek papieru - Nie możliwie, żeby to było takie trudne. Zabawa to zabawki, zabawki to dzieci. Dzieci to... Dalej Eddie, wymyśl coś.
Prawda jest taka, że osobie której najbardziej zależało, przestała się interesować. Fabian nie wspominał o zagadce od czasu, gdy Patricia dała mu do zrozumienia, że nie chcą nikogo innego w Sibunie. Może jednak się mylił? Był zmęczony, już przez trzeci semestr będzie robił za Osyriona, na którym wszyscy polegają. Był liderem Sibuny, musiał to szybko rozwiązać. Szczególnie dlatego, że sądził, że to coś innego. Nie potrafił powiedzieć dlaczego, ale tak sądził. I głęboko miał nadzieje, że się myli.

-Cześć wszystkim - przywitała się Amber, wchodząca z gracją do jadalni. Przywitały ją uśmiechy. Usiadła po lewej stronie Megan
-Tak tęskniłam za tą szkoła i za tym wszystkim - posłała Fabian'owi tajemniczy uśmiech - No i za babeczkami Trudy, oczywiście.
Nasypała sobie płatków i dolała odtłuszczone mleko. Planowała zachować świetną figurę, mimo że przyjechała do Anubisa. Nie ma zamiaru wyrzekać się diety, chociaż ciastka Trudy mogły poważnie zaszkodzić jej postanowieniem. Były doskonałe.
-Chce w tym roku znów wystawić sztukę lub zrobić coś bardziej ambitnego - oznajmiła, nalewając sobie pomarańczowego soku do szklanki.
-Tak jak ja! - oznajmiła Willow, wbiegając do pokoju i roznosząc wokoło siebie falę optymizmu - Zamierzam wziąć udział w konkursie na amatorski film. Będzie o życiu w Anubisie!
Amber zakrztusiła się płatkami, Megan prawie zwróciła sok, kanapka Fabian'a utknęła w połowie drogi do jego ust. Eddie i Patricia spojrzeli na siebie, Logan ze słuchawkami uszach zaśmiał się.
-Jenks, to nie twoje śniadanie!- warknął Victor, wtargają do pokoju - Wyjdź, a wy wszyscy jeść a nie gadać!
-Chyba straciłem apetyt - oznajmił Soren, podnosząc sie z krzesła - Dzięki, Victor.
Millington obserwowała go, jak wychodził z pokoju. Był przystojny i miał świetne wyczucie stylu. Jednak jego charakter lekko odpychał dziewczynę. Powróciła do swoich płatków w ciszy. Nikt nie śmiał się odezwać i rozdrażnić już i ta wściekłego Victora. Cisze przerywała tylko od czasu do czasu odległa błyskawica.

- Witam klasę. Proszę usiąść - Taylor ogarnęła uczniów promiennym uśmiechem i ciepłym spojrzeniem. Zauważyła także swojego brata, lecz nie odzywała się do niego słowem. Spostrzegła też Patricię, wiercącą się obok Eddiego. Tylko ta dwójka wieszała, kim jest.
-Nazywam się Taylor Sweet i w tym roku będę was uczyła muzyki, biologii oraz prowadziła zajęcia teatralne - oznajmiła, po czym oparła się na biurko - Pewnie nie jest dla was zaskoczeniem, że jak dotąd zajęcia prowadził tylko pan Winkler. On również będzie mi pomagał. Chcielibyśmy wystawić sztukę, ale o tym dowiecie się na szóstej lekcji. Teraz kto mi powie, co to hemoglobina?
Taylor zauważyła, że dwoje uczniów podniosło ręce. Reszta tylko zaśmiała się nerwowo.
-Proszę, jak się nazywasz? - spytała wywołując dziewczynę z długimi, brązowymi włosami.
-Megan Grant. Hemoglobina to czerwony barwnik znajdujący się w erytrocytach. Jest to białko, które ma zdolności przyłączania tlenu. Dzięki hemoglobinie erytrocyty mogą transportować tlen do wszystkich komórek organizmu.
-Plus dla ciebie. Kolejne pojęcie : antygen.
Ponownie tylko dwie te same osoby się zgłosiły. Taylor zagryzła dolna wargę.
-Proszę ...?
-Fabian Rutter. Antygenami są substancje wywołujące swoista reakcje obronną organizmu, w szczególności cząsteczki występujące na powierzchni komórek, dzięki którym organizm odróżnia własne komórki od obcych. Po rozpoznaniu obcego antygenu, specjalny rodzaj krwinek białych, limfocyty B zaczynają produkować przeciw ciała.
-I kolejny plus. Zaczęłam od prostych pojęć związanych z organizmem ludzkim. Zapiszcie temat : powtórzenie wiadomości związanych z anatomią człowieka.
Chwilę później Taylor siedziała już z cała klasą w pomieszczeniu ze scena. Obok niej siedział Jason i przyglądał się wygłupom Alfiego na scenie.
-Przepraszam, że przerywam Alfie, ale mógłbyś nam powiedzieć, co przedstawiasz? - spytała Taylor rozbawionym tonem.
-Nie widać? Udaje Jeroma jak musiał się tłumaczyć ze zdjęć, które pokazała nam Poppy.
-Ahh, to ciekawie. A umiesz może jakiś fragment Hamleta?
-Kogo?
Klasa wybuchnęła śmiechem. Alfie i sztuka aktorska rozwijały się w dwóch innych światach.Za grugą ścianą. Bardzo grubą. Taylor też to zauważyła, wstała i kazała Lewisowi zejść ze sceny.
-Dobra, na następnych zajęciach pomówimy o naszym scenariuszu. Każdy ma przygotować dwa pomysły, które zapisze na kartkach i się nie podpisze. Wybierzemy wspólnie najlepszy pomysł. Możecie wyjść.
Taylor poczekała, aż uczniowie opuszczą pomieszczenie,. Wtedy odwróciła się do Jason'a.
-Porażka - jęknęła - Matko, oni są tacy...
-Spokojnie- Jason objął ją w pasie i ucałował w usta - Przyzwyczaisz się.
-Miejmy nadzieję - mruknęła, splatając ręce na jego szyi.

Patricia szła za Megan, właściwe to ją śledziła, dla Eddiego. Musiała mieć pewność, że może zrobić to, na co liczyła. Zauważyła, że dziewczyna co chwilę zerka na świstek papieru i od razu chowa go, jak ktoś przechodzi. To Williamson wydało się nieco dziwne i tajemnicze. Właście, to Grant nie była za bardzo gadatliwa. Przerwy spędzała z Chole i z Laną. Gdy była sama, lubiła patrzeć się na innych, jak przychodzą korytarzem i opierała się o ścianę. Jednak najczęściej Patricia widziała ją z książka na kolanach, z opuszczoną głową, zamkniętą w własnym świecie. Lub znikała w wnętrzu biblioteki. Zupełnie jak Fabian, tyle, że sprawiała wrażenie samotnej.
-No siema - Joy podeszła do Williamson, gdy ta przyglądała się współlokatorce z małego dystansu - Potrzebuję twojej pomocy.
-Aha, a konkretnie to w czym? - Patricia ściszyła swoją MP4
-Musze mieć nowy temat do gazetki, a pojawienie się nowych uczniów jest chorobliwie nudne.
-Ciebie naprawdę to kręci? - spytała Williamson, udając, że się rozciąga, podczas gdy sprawdzała, co Grant chowa w swojej szafce.
-Tak, Patricio, kręci. Nie masz pomysłu?
-Fabian ma na drugie imię Suzan - odpowiedziała przyjaciółce, mogąc na nią spojrzeć, bo Rutter rozmawiał z punktem jej obserwacji.
-Tak, wiem, przyjaźnimy się. Mam zrobić ciekawy artykuł na temat drugich imion w naszej szkole?
-Tak, to by było dobre - przyznała ze śmiechem Patricia - Ej, daj mi znać jak ma drugie Eddie, bo ja nie mogę tego z niego wyciągnąć. Ukrywa to, jakby jego drugim życiem było zabijanie.
Joy uśmiechnęła się do niej i dołączyła do Chole, która stała z jakimś wysokim chłopakiem, prawdopodobnie wypytując go o pomysły. Grant zamknęła szafkę, zawiesiła swoją torbę przez ramię i wyszła ze szkoły. Patricia uznała, że to doskonała chwila. Wysłała Eddiemu sygnał, po czym podążyła za Megan.
-Cześć, jak tam po wczorajszym prysznicu - zagadnęła ją, doganiając ją.
-Kicham - odpowiedziała dziewczyna, chowając ową kartkę do kieszonki - Czemu pytasz?
-Tak sobie. Nadal zdenerwowana dziwnymi zdarzeniami w Anubis Academy?
-Nie chce mieć z tym nic wspólnego. Szczególnie, że nikt nie chce mi powiedzieć co się dzieje.
Patricia nie spodziewała się takiego obrotu spraw. Przygryzła dolną wargę i stanęła.
-Myślę, że będę w stanie ci pomóc.
Grant odwróciła się na pięcie i spojrzała na Williamson. Ścisnęła mocniej swoją torbę.
-Słucham?
-Tylko musisz pójść ze mną i mi zaufać. Okey?
Megan kiwnęła powoli głową i dołączyła do boku Patricii, ta skierowała się w przeciwną stronę niż podążały. Dziewczyna szła szybko, nie oglądając się za siebie, Grant dotrzymywała jej kroku. Posłała niepokojące spojrzenie Domu Ozyrysa, który właśnie budowano.Skręciła w prawo i skierowała się do lasu. Gałązki łamały się pod jej stopami, a ona spostrzegła, że już są blisko. Stanęła przed nagrobkiem RFS i spojrzała na Megan. Kąciki ust dziewczyny były lekko uniesione w górę.
-Więc mamy podejrzenie, że za to wszystko odpowiada człowiek, którego tu pochowano. Właściwie miano pochować.
-My?
-Sadźmy że to coś groźnego - zaczął Eddie, wyłaniając się za drzew - Coś jeszcze bardziej groźniejszego niż do tej pory.
-Ale...
-Nie wiemy co to - odpowiedziała Amber, ukazując się oczom Patricii i Megan - Ale mamy za zadanie się tego dowiedzieć.
-Co...
-Mieliśmy z czymś takim do czynienia - Alfie opierał się o jedno z drzew - Poradziliśmy sobie, więc teraz też musimy.
-Nawet...
-Zanim będzie za późno na zrobienie czegokolwiek - Fabian jako ostatni wyszedł z ukrycia - By ochronić innych. Potrzebujemy cię Megan.
Megan nie odezwała się słowem, przenosiła wzrok to z jednego członka Sibuny, na drugiego. Jej wzrok spoczął na Patricii.
-Sprytnie- szepnęła - I wysilałaś się, by mnie szpiegować przez cały dzień.
-I tak nic ciekawego nie robiłaś - odpowiedziała Patricia - To obowiązek Sibuny.
-Słucham?
-Sibuny - Amber żywo podbiegła do Grant - Sibuna to wspak Anubis.Albo na odwrót. Ja to wmyśliłam.  Sibuna?
-Sibuna!
Wszyscy podnieśli prawe dłonie i zasłonili prawe oko. Megan nerwowo rozglądnęła się dokoła, niepewna co teraz zrobić. Wyczekujące spojrzenia mówiły same za siebie. Podniosła rękę i zasłoniła oko.
-Sibuna...

Oznajmiam, że wróciła mi wena (hah, jak oficjalnie). Ten rozdział akurat pisałam, jak weny nie miałam, więc z góry przepraszam. No, wkręciłam Megan do Sibuny, teraz muszę sprawić, by Patricia mogła się buntować. Bo jakoś mi nie wychodzi robienie z niej buntowniczki. Chce wakacje! Słucham utworów związanych z ubiegłym latem, podnoszą mnie na duchu. Wkręciłam się w serial "Tajemny Krąg". Dużo szczegółów z tego wmieszam do opowiadania. Kupiłam bilet, jadę zamordować Waldzia. Miała ze mną pojechać jedna osoba, ale zupełnie przypadkiem dostała rurą od odkurzacza w głowie ( tłumaczcie sobie jak to chcecie) Kolejny "rozdział" dodam w środę? W piękną środę wystawienia ocen. Kocham was, za te wszystkie komentarze, całuje Joylitte.
Sibuna!
XXXX



czwartek, 6 czerwca 2013

010. Rozdział dziesiąty

-Boże, dziecko gdzieś ty była?
-Pod prysznicem...
Willow podniosła wzrok znad artykułu, który poleciła jej Joy. Dotyczył on konkursu na najlepszy film amatorski oraz wskazówki, jak dobrze uzyskać zamierzony efekt. Joy miła rację, artykuł był wyjątkowo ciekawy. Ciekawe też było to, co właśnie zobaczyła. Mianowicie, była to Megan. Ale nie taka Megan, którą widziała w południe. Jej pastelowa spódnica w kwiaty, która Willow szczególnie się podobała, była mokra. Podobnie jak jej kurtka, koszula i włosy. Czarne obwódki świadczyły też o tym, że godzinę temu miała
wytuszowane rzęsy. Willow odłożyła gazetę na stolik.
-Megan, nie widziałaś, że idzie burza? - spytała Trudy, gdy Jenks stanęła obok niej.
-Widziałam... - mruknęła i zdjęła z trampka, z którego wylała się woda. Trudy jęknęła, Willow położyła dłoń na ustach, by się nie roześmiać.
-Przepraszam, przebiorę się i posprzątam. - przeprosiła Grant i wymknęła się na górę. Za nią podążyła Willow. Dziewczyna, gdy zorientowała się, że Jenks idzie za nią, odwróciła się.
-Wejdziesz? - spytała, zapraszając gestem do swojego pokoju. Ta, kiwnęła głową.
Pokój powiększył się o jedno łóżko. Na ścianie wisiały już plakaty Patricii, które niedawno pokrywały całą wolną przestrzeń w jej pokoju. Megan zamknęła drzwi i zaczęła szperać w szafie.
-Twoja mina była bezcenna - zagadnęła Willow, na wpół sie śmiejąc. Grant uśmiechnęła się pod nosem.
-Mam to traktować jako obelgę, czy raczej komplement?
Willow usiadła na łóżku Patricii i przyglądała się jak Megan u czubka głowy robi kok. Później jej wzrok padł na udo dziewczyny.
-Hej..? Co ci się stało?
-Hmmm? - Megan spojrzała na swoją nogę- Nic wielkiego, zaatakowała mnie wściekła wiewiórka.
-Takie są najgroźniejsze. Raz zakatował mnie jeż. Zaadoptowałam go.
Megan, przeciskając głowę przez długa, ciepła tunikę posłała Jenks wymowne spojrzenie, po czym spytała:
-Umiesz być poważna?
-Nie. Jeszcze nie próbowałam - Willow uśmiechnęła się, gdy Grant wybuchła śmiechem - To coś złego?
-Nie, nie, oczywiście że nie. Lubię cię. Masz taki fajny błysk w oku, podobny jaki widziałam w Chole. - dziewczyna zagryzła wargi.
-Brakuje ci jej? Jasne, że brakuje. Ale zmierzmy się z innym tematem.
-Hmmm?
- Pożyczysz mi kiedyś tą spódnicę? Oczywiście, kiedy wyschnie.

Rose spojrzała na plan lekcji.
-Nudny jakiś - oznajmiła Joy, która pomagała przyjaciółce się rozpakować. Połowa pracy była za nimi, więc dziewczyna pozwoliła sobie przejrzeć jutrzejszą rozpiskę dnia.
-Jesteśmy w szkole Rose, ona nie jest za bardzo... porywcza. No chyba że dla Fabian'a.
-Nadal spotyka się z Niną? - spytała, siląc się na obojętność w jej tonie. Joy uniosła jedną brew, po czym odłożyła kubek na drewniany stolik.
-Nie, teraz aktualnie spotyka się z encyklopedią - Joy spojrzała znad kubka kawy na Riddle - Co się tak dopytujesz? Błagam, powiedz że nie jest to to, o czym myślę.
- Nie. Chociaż, skoro jest wolny...  - Rose bawiła się swoim kubkiem, wodząc palcami po jego brzegu - Joy, spokojnie, nie zrobię czegoś tak głupiego jak myślisz.
-Mam nadzieje - mruknęła Mercer, po czym zaciekawieniem jeszcze raz na nią spojrzała.- Ale nadal ci się podoba. Zgadłam?
Rose spuściła wzrok, gdy Fabian przeszedł obok drzwi, tłumacząc coś zaciekle Eddiemu. Poczuła, że jej policzki płoną. Nie podniosła oczu, wiedziała, że Joy czyta w jej myślach. Zawsze to robiła, odkąd się poznali. Fabian, ona i Joy byli nierozłączni. Oczywiście, później ich drogi się rozeszły. Rose powędrowała do zwykłego liceum, podczas gdy Rutter i Mercer kształcili się w prywatnej szkole. Nie zmieniało to jednak faktu, że mieszkali obok siebie. Jednak Riddle i tak nie często ich widywała. To ją bolało.
-Tak, nadal mi się podoba. Wyprzystojniał - posłała Mercer tajemniczy uśmiech, a ta wybuchnęła śmiechem. Rose stwierdziła, że najlepiej będzie znów powrócić do rozpakowania walizki.

Patricia usiłowała się skupić, nie mogła. Amber śmiała się razem z Megan. Ta druga grała na gitarze, po chwili przerywając wybuchem śmiechu lub kaszlem. Denerwowały ją. Obydwie. Miała ochotę wstać, wyrwać Grant gitarę z rąk, walnąć najpierw ją, potem Amber. Była wściekła na siebie samą, że dała się namówić Eddiemu na tak głupi krok. Willow nie była lepsza, ale sama. Jedyna, nie mogła robić takiego hałasu, jak te dwie idiotki. Wyjść. Po prostu najzwyczajniej w świecie wyjść, uciec od ludzi, mieć czas tylko dla siebie. Rzuci szkołę i osiedli się w lesie.
-Możecie się uspokoić? - warknęła Williamson, starając się , by jej głos zabrzmiał ostro - Nie mogę się skupić na równaniach.
Ku jej zdumieniu obydwie stanęły bez ruchu. Megan uśmiechnęła się tajemniczo do Millington, po czym jednym ruchem szybko chwyciła za gryf. Patricia rozpoznała tą piosenkę. Burn It Down zespołu Linkin Park. Uwielbiała tą piosenkę, ze słuchawkami w uszach przemierzała ulicę na wakacjach, wsłuchując się w każde słowo, w każdy dźwięk.
- The cycle repeated.As explosions broke in the sky - zaczęła nucić Amber - Dawaj Patricia, wiem że znasz to na pamięć!
Williamson ześliznęła się z łóżka. Oczywiście, że to znała. Nie była aż taka ciemna, żeby nie znać słów.
-Jesteście szalone - skarciła ich Patricia z śmiechem w głosie - Poważnie.
Amber chwyciła ją za rękę i szepnęła do ucha "Zapomnij na chwilę o Sibunie" i pociągnęła ją na środek. Patricia spojrzała w lustro, na swoją twarz okalaną rudymi włosami. Prostowała je, w kręconych wyglądała za słodko i jak idiotka. Skórzana kurtka, buty z ćwiekami i tysiące bransoletek na ręce. Uśmiechnęła się z trudem i westchnęła z ulgą. Może sobie pozwolić na chwilę rozrywki, tylko chwilę. Jednak gdy się do tego przymierzała, gitara ucichła.
-Co jest? - spytała, patrząc ze zdziwieniem na Grant. Ta jeszcze raz pociągnęła palcami po strunach.
-Jestem głodna. I chyba.. hmm.. rozstroiłam gitarę.

Colin patrzył z żenadą na sufit. Dziewczyny szalały, prawdopodobnie jedna z nich miała gitarę. Po chwili instrument ucichł, słychać już było tylko śmiech.
-Skąd jesteś? - spytał Jerome, szukając czegoś w szafie. Po chwili znalazł zgubę i szybko wsunął do kieszeni.
-Londyn. Czemu pytasz?
-Z ciekawości. Wiesz że Victor ma martwego kruka?
Colin uniósł wysoko brwi.
-Żartujesz sobie ze mnie?
-Nie. Poważnie, nie. Nie pacz się na mnie jak na idiotę.
-Dobra. I co zamierzasz z tym zrobić?
-Mały teścik na wytrzymałość jego nerwów. Przyłączasz się? Logan się przyłączył.
Chłopak zastanowił sie przez chwilę. Nie widział sensu w wściekaniu Victora. Ale nie może wyjść na lalusia. Nie będzie taki jak w starej szkole, przyrzekł sobie, że to się zmieni. Jerome obnażył go wyczekującym spojrzeniem.
-Dobra, co mam zrobić?
Clarke uśmiechał się i poklepał go po plecach.
-Wyjdź z pokoju i pierwszą napotkaną osobę spytaj, czy lepszy kolor różowy czy czerwony.
-I to tyle?
-Jak na razie. Poradzisz sobie.
Colin obrał sobie kuchnie jako swój cel. W kuchni zawsze ktoś był. Tym razie również się nie zawiódł. Spotkał Megan myszkującą w lodówce. Obdarzyła go uśmiechem i zamknęła lodówkę nogą, uprzednio wyciągając z niej potrzebne składniki.
-Mogę cię o coś spytać.. yyy... - zagadnął chłopka, zapominając imię dziewczyny.
-Megan, dawaj,jestem przygotowana - Grant nie patrzyła na niego, lecz rozsmarowywała na kromce masło - O kogo chodzi? Nie pytaj, skąd to wiem.
-Chodzi o Logana - palnął chłopak, zanim ugryzł się w język.
-Nie zamierzam wstąpić do jego sekty.
-Nie, nie o to chodzi! - chłopak zaczął żywo gestykulować dłońmi, po czym schował je do kieszeni - Wolisz czerwony czy różowy?
Megan podniosła wzrok. Zdziwiony wzrok, widać, że ją zaskoczył. Wyprostowała się, trzymając nóż w ręku.
-Niebieski.
-Pomożesz mi czy nie?
-Czerwony i wolę nie pytać o co chodzi. - Dziewczyna chwyciła w jedną dłoń talerz z kanapkami, w drugą zaś szklankę soku i popędziła do swojego pokoju.

Ciemność. Megan leżała w tej ciemności, nie mogąc zasnąć. Wsłuchiwała się w spokojny oddech Patricii, później w Amber. Nic to nie dało. Wierciła się tylko z jednego boku na bok. Trzecia, a ona nie śpi. Za trzy godziny musi wstać. Poczuła czyjąś obecność. Z wielkim wysiłkiem podniosła swoje niemogące zasnąć ciało i otworzyła powieki. Na parapecie ktoś siedział. Kobieta. Miała ciemną karnacje, czarne włosy opadały na jej plecy. Jej ciało przyodziane było w białą suknie do ziemi.
-Kim jesteś? - szepnęła Megan, nie chcąc obudzić współlokatorek. Kobieta podniosła ku niej swoje czarne, duże oczy. Grant wygramoliła się z kołdry i stanęła metr od niej.
-Miło, że się obudziłaś Megan. Wierzysz w przeznaczanie? - mówiąc to, oderwała jeden płatek róży, którą trzymała w ręku i rzuciła je na podłogę.
-Kim jesteś? - spytała Grant, czując lekkie przerażenie.
-Moje imię jest związane z tysiącami innymi, z którymi dzielę czarną wieczność. Jest moim dziedzictwem, jestem ósmą z kolei. I czyta się je jak pierwiastki. Powinnaś to rozwiązać, jesteś inteligentna. Wierzysz w
przeznaczenie?
-Nic nie dzieje się przypadkiem. Ale co to ma wspólnego ze ...
-Zapamiętaj to sobie, córko. I pamięta jeszcze to - uniosła ku niej białą różę, mającą już tylko sześć płatków - Spotkasz się z tym jeszcze w przyszłości. Nie obawiaj się, musisz być kolumną.
Dziewczyna drżącymi palcami chwyciła za kwiat. Poczuła ból i spostrzegła, że jej palec zaczyna krwawić. Podniosła wzrok na kobietę, która ze zaciekawieniem się jej przyglądała.
-Co to znaczy? Powiedz mi.
-Masz w sobie wielką moc.
-Wariuję.
-Nie, po prostu śnisz.
Megan gwałtownie wstała z łóżka. Sen. To był tylko sen. Wschodzące promienie słońca chciały wedrzeć się do pomieszczenia. Grant wyłączyła budzik, przerywając "pik" Wstała i przetarła oczy. Podeszła do okna i rozchyliła zasłony.
Róża. Biała róża spoczywała na miejscu kobiety, którą widziała we śnie. Na podłodze walały się również inne płatki białego kwiatu. Na jednym z nich widniała jej własna krew. Megan spojrzała na słonce, wznoszące się leniwie nad horyzontem.
- Z tysiącami innymi, z którymi dzielę czarną wieczność... - szepnęła.




M-A-S-A-K-R-A. To nie jest złe, to jest koszmarne i nie ma co się okłamywać, eheemm. Dzisiaj miałam przedstawianie projektu drugich klas, czytałam za dwie grupy. Jak to możliwe, żeby w pięciu akapitach pomylić się 69 razy?  Jutro kartkówka z matmy, więc robię wszystko, by się nie uczyć. Tańczyłam nawet przed lustrem w moim kapelusiku i czarnej spódnicy, byle się nie uczyć. Się zdarza. W weekend znów pada. I czuję, że wena mi wróciła. Chyba. Nie obiecuję. Huehuehue. Muszę zrobić nowy nagłówek, tamten mi się, jakby ładnie powiedzieć, zjebał.  Do premiery zostało 11 dni. To będzie porażka. Że Mabian? Jeszcze co? Rozwalą Jeroy i Peddie i Eddie zostanie partnerem uszczęśliwionej Joy? Nie chce nawet o tym myśleć! Jeroy mogą rozwalić, nie obrażę się. Ale motyw z tym kamieniem mają fajny, nie powiem, że nie. Ana mogłaby się zmobilizować i wrócić.  Ale ok. Myślimy pozytywnie. Nowy rozdział w niedzielę, jak się zawezmę i poprawię błędy stylistyczne (czytaj: napisze od początku). 
Sibuna!

Kocham, Joylitte
XXXX

Obserwatorzy