piątek, 3 maja 2013

002. Rozdział drugi


Patricia wyślizgnęła się spod pierzyny i wsunęła stopy w miękkie kapcie, uważając, by nie obudzić swoich przyjaciółek. Przeczesała palcami swoje rude włosy i obrzuciła niesmacznym wzrokiem Roberta. Willow i Joy spokojnie spały w swoich ciepłych łózkach  a ona, by ich nie zbudzić, wyjęła latarkę z szafki nocnej i wyszła z pokoju. Nie dostała wiadomości od Eddiego, by nie przychodziła, toteż jak najciszej mogła zeszła po schodach i wślizgnęła się do kuchni.
-Patricia?-usłyszała szept, po czym, gdy odpowiedziała twierdząco, z kryjówki wyszli Eddie, Alfie i Fabian.
-Nadal tam siedzą?-spytała zaniepokojona- Trzy godziny to dość dużo.
Eddie pokiwał głową, po czym wyjął z kieszeni swojej piżamy Oko Horusa. Przyłożył wisiorek, który zwykle miała przy sobie Wybrana, do drzwiczek piekarnika. Otworzywszy się, Sibuna weszła do piwnicy. Starając się nie robić hałasu, schowała się za najbliższą ścianą, by usłyszeć głosy. Nie było to trudne, najwyraźniej nikt nie podejrzewał tego, że ktoś może podsłuchiwać. Chwilę trwała cisza, po czym Victor znów zabrał głos:
-Musimy odnowić Stowarzyszenie  to ważne. Mamy łzy złota, teraz musimy jedynie znaleźć recepturę w gabinecie Roberta. Na pewno gdzieś ją tam schował. Przestudiowałem całą Księgę Izydy, wiem,  potrzebna jest druga część, Księga Ozyrysa. Tam znajdziemy pięć składników, które nam zostały do odnalezienia oraz formułę, jak go przyrządzić. Pijać eliksir, możemy przetrwać kolejne 24 lata do kolejnej godziny.
Wszyscy przytaknęli  Sibuna zatrzymała powietrze w płucach. Towarzyszenie sprzed trzech semestrów powróciło. Zaczęli się już rozchodzić, studenci przylegli do ściany, chcąc się w nią wtopić. Patricia usłyszała jak zamykają się drzwi, nie usłyszała jednak przekręcania klucza w dziurce. Wyszła jednak i głęboko odetchnęła, inni zrobili to samo.
-Towarzyszenie powraca, chcą znowu szukać tej cholernej formuły. Co jeszcze? Senkhara powróci z piekła?-warknęła chcąc wyładować złość. Marzyła o jednym :spokojnym semestrze, bez dziwnych zagadek egipskich. Zawiodła sie.
-Miejmy nadzieje, że nie-wtrącił Fabian i podszedł do regału. Zaczął kręcić liczbami, bu utworzyły rok "1890" Przejście się otworzyło  on wszedł do pomieszczenia  To samo zrobiła reszta Sibuny. Williamson stanęła w drzwiach i założyła ręce, mówiąc:
-Fabian, po co tu szukać, skoro znasz ten pokój na pamięć. Na pewno nic się nie zmieniło.
Chłopak westchnął  Alfie, który był nieobecny przez cały wieczór  nagle się odezwał  Patricia skierowała promień latarki na niego.
-Nic nie znajdziemy po ciemku-stwierdził, wzruszając ramionami- Patricia ma racje, tutaj nie może być nic nowego. Pomyślimy jutro.Sibuna?
Podniósł prawą ręke do prawego oka. Był to gest Sibuny, który wymyśliła Amber Milington, obecnie przebywająca w Szkole Mody, w Nowym Jorku. Inni mu zawtórowali i chórem odpowiedzieli:
-Sibuna!

Promienie słońca bawiły sie włosami Joy. Najpierw od końcówek, podążały w górę i dotknęły jej powiek. Uniosła je i zasłoniła dopływ światła, tak by nie wpadało jej do oczy. Odchyliła kołdrę i bosymi stopami dotknęła zimnej podłogi. Oderwała je natychmiast  włożyła je do miękkich kapci i wyszła do łazienki  W korytarzu natchnęła się na Megan w stroju sportowym, butach do biegania i kucyku zawiązanym na samym czubku głowy. Dziewczyna uniosła palec wskazujący do zaróżowionych ust,szepnęła "Ććććśśśś" , po czym wpadła do swojego pokoju, ostrożnie zamykając drzwi, by nie obudzić przyjaciółki. Joy natomiast weszła do łazienki i spojrzała w lustro. Jęknęła i zrzuciła z siebie piżamę. Gdy wzięła szybki i orzeźwiający prysznic, ubrana w szlafrok wzięła się za porządkowanie swoich włosów. Najpierw osuszyła mokre końcówki, których strumień wody spod prysznica dotknął  Wzięła lokówkę i podkręciła włosy, a gdy obrysowała swoje duże, brązowe oczy, wyszła z łazienki. Znów natchnęła się na Megan.
-Śledzisz mnie?- pytała poważnym tonem, lecz jej uśmiech zepsuł efekt. Megan odpowiedziała jej tym samym, po czym zamknęła się w łazience.
Joy pomknęła do swojego pokoju, zastając rozbudzone już współlokatorki  Podeszła do swojej szafy i wyciągnęła mundurek, składający się z czerwonej marynarki, białej koszuli i czarnej spódnicy. Gdy się ubrała, zawiązała krawat w dość nietypowy dla innych, lecz charakterystyczny dla niej. Obejrzała się w lustrze, gdy usłyszała krzyk.
-Megan, zabiję cie! -wrzasnęła Chole, po czym było słychać pełen życia śmiech winowajcy.
Joy wyszła, zmierzając na śniadanie. Obdarzał radosnym spojrzeniem blondynkę, której twarz i włosy były mokre. Najwyraźniej Megan obudziła ją w dość nietypowy sposób.
Gdy dotarła do celu, usiadła obok swojego chłopaka. Clarke musnął jej policzek ustami, ona poczuła  że miejsce, gdzie jego wargi dotknęły jej skóry, pokrywa się rumieńcem.
-Poopy wróciła?-spytała, rozsmarowując nutellę na ciemnym pieczywie. Jerome przytaknął głową.
-Wróciła do Domu Hathor, będzie się tu uczyła do końca swej edukacji.
Mercer parsknęła śmiechem. Tak poważne słowa w ustach jej chłopaka, brzmiały wręcz komicznie. Obrzuciła spojrzeniem jego twarz. Kochała w niej wszystko  Niebieskie oczy, uroczy uśmiech i nową fryzurę. Chłopak zaczął inaczej układać włosy, co jej niezwykle pasowało. Chwycił jej dłoń w swoją i uścisną. Uśmiechnęła się nad swoją kanapką. Niedaleko niej usidła Patricia, cały dom był w komplecie. Ogarniając spojrzeniem wszystkie twarze, Joy poczuła się szczęśliwa  Obdarzała wszystkich szczególna miłością, coś w stylu rodziny. Z jej zamyśleń wyrwał ją Lewis, który oznajmił dość nietypową wiadomość.
-Wiecie że budują nowy dom?- wszystkie głosy umilkły i zwróciły się ku Alfiemu- Będzie stał pomiędzy domem Izydy a Domem Mut. Nie wiadomo jak będzie się nazywał.
Wszyscy popatrzyli po swoich twarzach, wyglądających dość komicznie po nietypowej wiadomości. Willow jakby odszyfrowując z ich umysłach pytanie "Po co?" zabrała głos, nie czekając z który ust padnie słowo.
-Nowi uczniowie, nabór do szkoły jest ogromny. Nauczyciele zamieszkają w Stróżówce. Więcej osób do rozsiewania radości. Squee!
Mercer uśmiechnęła się. Typowa Willow, nie zmieniła się odkąd ją poznała. Przywołała wspomnienie, gdy  zadała robotę Willow razem z Marą na przedstawienie. Miało ono upokorzyć Jeroma, jednak plan Mary zawiódł i Joy została z strzaskanym sercem przez Clarka. Willow miała zrobić tylko kostiumy. Zaprojektowała je, wszyscy na scenie mieli zostać jednorożcami. Dziewczyny same musiał przygotowywać stroje na ostaniom chwilę.
Odsunęła krzesło, jej chłopak również wstał. Skinęli na siebie głowami, co oznaczało, że każde z nich idzie po swoją torbę i spotykają się prze domem, by razem iść do szkoły. Nie było to nic wielkiego, ale każda chwila spędzona z Jeromem była dla niej wyjątkowa. Pobiegła więc na górę, porwała swoją torebkę i obrzuciła nienawistnym wzrokiem Roberta. Po chwili już była na dole.
Słońce schowało sie za chmurami  po czym znów wyszło, świecąc porannymi promieniami w jej twarz. Zmrużyła oczy, chroniąc się przed światłem i podała rękę Jerome'owi,a ten ucisnął ją  i przygarnął  mocno. Tak, Joy czuła się niewątpliwie szczęśliwa.

Alfie podawał Willow jedno ciastko, gdy Megan wpadła do klasy z uśmiechem na ustach. Opadła koło Willow i objaśniła triumfalnym tonem.
-Ozyrysa. Dom Ozyrysa. Tak się będzie nazywał dom, co go budują. Jesteście moimi światkami, jakby się Chole pytała, kto się dowiedział pierwszy. Założyłam się o piątaka, że będę pierwsza. Okey?
Willow i Alfie przytaknęli, a Megan odeszła lekkim krokiem do ostanie  wolnej ławki. Obdarzyła promiennym uśmiechem Fabiana i resztę mieszkańców Domu Anubisa, po czym opadła na krzesło.
-Nie wiem czemu Patricia uważa, że ona jest dziwna- zaczęła Jenks, po czym szybko zmieniała temat - Kiedy się spotykamy?
-Myślałem nad romantycznym spacerem przy zachodzie słońca i piknik.
Willow uroczo się uśmiechnęła. Odpowiedziała,  że się zgadza, ale zamiast pikniku zjadłaby wielką pizzę, z podwójnym serem. A później gry wideo. Nie zauważyli  jak Chole walnęła z całej siły tył głowy Megan, za karę, że ją uprzedziła. Dopiero wejście nauczyciela zdołało odwróci jej uwagę  Alfie ze zdziwieniem uznał, że w tym roku będzie uczył ich Jason Winkler  ten sam, który był nauczycielem historii, kiedy przybyła Nina. Obejrzał się na resztę, tych, którzy pozostali od trzech semestrów w Domu Anubisa. Oni również byli zdziwieni.
-Nazywam się Jason Winkler -mówił, pisząc swoje nazwisko niebieskim mazakiem po białej tablicy, po czym odwrócił sie i zatkał pisak- Będę w tym roku uczył was historii. Niektórych z was już znam-wypowiadając to spojrzał na Patricię, która spuściła wzrok na swój zeszyt.Winkler odwrócił się i spojrzał na Willow, uśmiechając się promiennie- Niektórych nie. Zapiszcie temat. Lekcja organizacyjna.
Wszyscy chwycili za długopisy, zapisując temat, Alfie przywołał wspomnienie, jak Amber, jego była dziewczyna, krzyknęła na cały głos, gdy pierwszy raz spotkali się z Winkler'em :" Jak ja się cieszę że on miał ten zawał" Była pod urokiem nowego nauczyciela, podobnie jak większość dziewcząt. Willow odłożyła długopis i splotła ręce na stole. "To takie ekscytujące!" szepnęła do Alfiego, a te pokiwał głową. Próbował sobie przypomnieć, na jaką chorobę cierpiał nauczyciel. Dał jednak spokój swojemu umysłowi i skupił się na lekcji.
Gdy ta się skończyła, wyszedł z Willow za rękę zmierzając do ich szafek. Willow z przyjemnością oznajmiła, że ma kilka biszkoptów Trudy w szafce. Pobiegła szybko je przynieść, a gdy ten wkładał książki do szafki, otoczyła go Sibuna.
-Jason Winkler wrócił? - syknęła Patricia, rozglądając się wokoło- Nie było go trzy semestry, a teraz wrócił, jak gdyby nigdy nic.
-Poczekaj na wątek główny- odpowiedział Alfie, wskazując na Daphne Andrews, która zmierzała do sali lekcji francuskiego  Jej siejące już włosy, były spięte w kok, na nogach szpiki. Włożyła komplet czarnej spódnicy z żakietem. Uczniowie śledzili ją wzrokiem, dopóki nie znikła za drzwiami.
-Co tu się dzieje?-syknął Fabian, poprawiając swoją torbę wypełnioną książkami-Po co tu przyjechali?
-Na Stowarzyszenie  odpowiedział bez uczuć Alfie- Fabian, podobno jesteś taki inteligentny, a wpadłem na to szybciej niż ty.
Rutter obnażył go piorunującym spojrzeniem, po czym-gdy usłyszał dzwonek- odwrócił się na piecie i wszedł do klasy francuskiego  Alfie usłyszał, jak Eddie mruknął do Patricii "wprowadzisz mnie w temat", a ta odpowiedziała mu skinieniem głowy. Po drugiej stronie korytarza Willow przybiegła z biszkoptami w ręce.
-Masz-powiedziała, i wepchnęła mu jeden do buzi- Robert bardzo je sobie chwali.

2 komentarze:

  1. Ale odjazdowe!
    Wszystko bardzo fajnie opisujesz i to mi się podoba ;)
    PS: Peddie są razem?

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy