środa, 29 maja 2013

007. Rozdział siódmy

Jerome siedział jak na szpikach, kręcąc się to  w jedną, to w drugą stronę. Spojrzał na zegarek, stwierdzając, że za pięć minut koniec lekcji, przeniósł wzrok na Lewis'a . Ten odpowiedział mu nikłym uśmiechem. Jerome przeliczył w swojej głowie wszystkie kroki, które podjął. Ludzie chcą gorącego tematu, to go dostaną. Spojrzał na Joy, pochylająca się nad swoimi ćwiczeniami z geografii. Uśmiechnął się do niej niewinnie, gdy spojrzała w jego stronę. Poruszyła ustami bezgłosie mówiąc " Co?". Ten odpowiedział jej słowem "Nic", po czym przeniósł wzrok na zegar wiszący nad drzwiami.
Pięć sekund.
Cztery sekundy.
Trzy sekundy.
Dwie sekundy.
Jedna sekunda.
Dzwonek. Wszyscy jak na komendę podnieśli się ze swoich miejsc, pakując swoje rzeczy do toreb i zmierzając do wyjść. Wepchnął byle jak swój podręcznik i przepchnął Lanę Skylin  która wrzasnęła "Ej " i obrzuciła Clarke'a spojrzeniem sadysty. Ten jednak był przy drzwiach gabinetu dyrektora, minął je i popędził do wejścia głównego. Zatrzymał się przed Domem Anubisa, sapiąc ciężko. Nikt za nim nie pobiegł. na razie wszystko szło zgodnie z planem, chwycił mocniej swoją torbę i wszedł do środka. Obdarzył Trudy promiennym uśmiechem i zwrócił się w stronę swojego pokoju. Zbyt wolno.
-Jerome! - Clarke odwrócił sie gwałtownie odrywając rękę od klamki swoich drzwi. Zdumiony, spojrzał na Trudy, której ton był wyjątkowo ostry. Przełkną ślinę
-Nie słyszałeś co mówił dyrektor? Nie wolno wam wchodzić do swoich pokoi. Marsz do salonu!
Trudy wskazał swoim palcem kierunek, nakazując by on spełnił jej polecenie. Jednak on nie ruszył się z miejsca nawet o cal.
-Dlaczego? - zdołał tylko wydukać i spojrzeć tępo na Trudy. Ta opuściła ręce i wsparła je na biodrach. Jerome,powoli i ociężale, skierował się ku salonowi. Upadł ciężko na skórzany fotel, wyciągając kartkę z zadaniami algebry. Jednak jego długopis nie zdołał nawet dotknąć papieru, gdy powtórnie musiał podnieść głowę.
-Jerome! Co to miała być za akcja?! - Joy stanęła nad nim w swojej bojowej pozycji. Schował twarz w dłoniach, po czym rozszerzył palce i uśmiechnął się do niej. Wszyscy usiedli albo na sofach lub przy stole niecierpliwie stukając palcami w blat. Megan wymknęła się do kuchni, rozglądając się wokół siebie nerwowo.
-Miałem coś ważnego do zrobienia, no i ummm.. Sweet powiedział wam o co chodzi?
Z Joy najwyraźniej uleciał już cały gniew. popchnęła go lekko, nakazując by się posunął i zrobił jej miejsce. Usiadła obok nie go i obdarzyła wzrokiem pomieszanym z rozbawieniem i pożałowaniem. Zaśmiał się cicho i objął ją ramieniem. Ona przytuliła się do niego i zamknęła oczy.
-Nie - odpowiedziała mu Patricia, ciężko upadając obok Willow na sofie - Nic a nic. Dlaczego to my mamy tu siedzieć jak idioci i nie wchodzić do swoich pokoi?
-Mnie się nie pytaj - Alfie rozłożył bezradnie ręce - Nie wróży to nic dobrego. Chyba że Robert uciekł.
Wszyscy jak na komendę spojrzeli na Willow, która zachowywała się niezwykle spokojnie od samego rana. Zupełnie tak jakby uleciało z niej całe życie. Jerome też na nią spojrzał. Miała cerę bledszą niż zwykle, oczy nie były już niebieskie tak jak ocean, raczej skłonił by się do tego, że jej oczy straciły na barwie. Włosy, opuszczone na twarz zakrywały zbyt blade usta. Gdy wstała by uniknąć niepokojącej rozmowy o pająkach, lekko zachwiała się, po czym mniej elastycznym krokiem niż zazwyczaj poszła do kuchni. Teraz spojrzał na Patricię, która nie obdarzała zbytnią sympatią nowego zwierzaczka Willow. Jej wzrok był utkwiony w drzwiach w których zniknęła w Jenks. Najwyraźniej nie miała ochoty na jakąś wredną uwagę, by skłonić właścicielkę Roberta do oddania pająka. Spuściła tylko wzrok, zerkając na Eddiego, który rysował coś w swoim notatniku. Jerome stwierdził, że wszyscy się podejrzanie zmienili. Nie wiedział czy to jego winna, czy siły wyższej.

Wysokie obcasy niemal umożliwił jej szybkie chodzenie, ale i tak poruszała się dość szybko. Nabrała wprawy przez całe wakacje. Spojrzała jeszcze raz na swoje nowe buty na koturnie. Robiły wrażenie, szczególnie że były kupione na ważną okazję.
Ogarnęła spojrzeniem cały widok i przypominała sobie chwile spędzone w szkole. Tak, to były dobre czasy i miała ponownie wrócić do tego cudownego uczucia beztroski. Postawiła krok i skierowała się ku Domu Anubisa. Krzewy, tabliczka z napisem egipskiego boga były takie same, jak je opuszczała. Uśmiechnęła się pod nosem. Tak, niektóre rzeczy się nie zmieniają, zmieniają się tylko ludzie. Postawiła krok na kamiennym schodzie. Przyjemny odgłos stawianego obcasu rozniósł się po błoniach. Szybciej pokonała kolejne trzy schody i stanęła przed drzwiami. Poprawiła włosy i chwyciła za klamkę, którą popchnęła i weszła do przedpokoju. Postawiła walizkę i delikatnie zamknęła drzwi. Postanowiła trochę podsłuchać.
-Jakbyś mi tego nie tłumaczył, ja i tak tego nie zrozumiem- odezwał się dziewczęcy głos, którego nie poznała.
-Megan, skup się. Przecież to nie jest takie trudne - odpowiedział dziewczynie Fabian.
-Twoje słowa zanim do mnie dotrą, giną w powietrzu - podsumowała Megan. Jej ostatnie słowa zakłócił donośny śmiech. Najgłośniej śmiał się Jerome, nie gorzej radził sobie też Alfie.
-Dobra dosyć - warknęła Joy, ale jej głos nie brzmiał zbyt poważnie przez śmiech, który nie ucichł w jej tonie.
- Joy ma rację. Przestańcie, bo Mercer znowu się popluje - krzyknęła Patricia, pod koniec śmiejąc się razem z innymi.
Obserwowała, jak Joy zbliża się do drzwi. Ocierała łzę pod okiem i unosiła wzrok. Najpierw głos ugrzązł jej w gardle, zatkała usta dłonią i rzuciła jej się na szyję:
-Amber!!!
Wszyscy mieszkańcy wtargnęli do przedpokoju. Niektórzy rozchylili usta, drugim na twarzy pojawił się uśmiech. Dwie postacie pozostały bez wyrazu. Jedna była blondynką, druga brunetką, która przyszła razem z Fabian'em. Nie podeszła jednak do Amber, by się zapoznać. Razem z przyjaciółką wycofały się powoli do salonu.
-Amber, jeju, czemu nam nie powiedziałaś że wracasz? - skarcił ją Eddie, przytulając się do niej. Rozpostarła ramiona gdy ją puścił i krzyknęła:
-Niespodzianka! Ale wasz styl pozostał bez zmian.
-Hol to nie miejsce do spotkań! - warknął niski, gruby głos wychodzący z swojego gabinetu na piętrze.
-Też się za tobą stęskniłam Victorze - odparła Amber, posyłając mu buziak. Rodenmaar wysilił się na gorzki uśmiech i wszedł z powrotem do swojego gabinetu. Amber sprawiło to głęboką satysfakcję. Trudy, wychylając się z kuchni, by spojrzeć co się dzieje, wyszła i przywitała się z Amber. Ta odwzajemniła to mocnym uściskiem i weszła do salonu. Wszystko pozostało bez zmian, wyjątek stanowiły torby i książki, porozrzucane po całym salonie. Dwie dziewczyny, które wcześniej siedziały przy stole, wstały. Brunetka podeszła do Millington i podała jej rękę, uśmiechając się przyjaźnie.
-Jestem Megan Grant - powiedziała, ściskając jej dłoń - To Chole Tyson.
Blondynka podnosiła rękę i pomachał do niej. Amber odwzajemniła to szerokim uśmiechem.
-Miło cię poznać - odpowiedziała jej, po czym odwróciła sie do wszystkich - To co? Jestem pierwsza?
Twarze, które były obecne w pokoju skamieniały, rozglądając się ze zdziwieniem.
-W czym pierwsza? - spytała Patricia z niepokojem w głosie. Milligton usiadła na sofie, poprzednio odgarniając z niej papiery i popatrzyła na nich ze zdziwieniem.
-Nowi uczniowie? Był nabór? Ja się stęskniłam? Przyjechałam?
-Ale dlaczego tak późno? Minęły trzy dni od rozpoczęcia szkoły i ... - Eddie zaczął mówić, lecz przeszkodził mu pisk Willow
-Ambeeeer!
Dziewczyna rzuciła sie przybyszce na szyję. Ta uścisnęła ją równie mocno, przypominając sobie jak w tamtym roku dziewczyna chciał z nią mieszkać.
-No więc! - wrzasnął Eddie, przekrzykując wrzask Willow - Dlaczego teraz przyjechałaś!?
Willow gwałtownie ucichła i pobielała na twarzy. Amber zwróciła już uwagę na zbyt bladą cerę koleżanki i jej prawie nieobecne oczy. Skierowała wzrok na drzwi wejściowe. W nich stał dyrektor, patrząc z pogardą na bałagan zrobionych rzez uczniów. Przenosił wzrok na Amber i otworzył usta:
-Miło znów panią widzieć, panno Millington. Zapewne nie wiecie, że czeka was przyjazd nowych uczniów. W jednym pokoju będą teraz mieszkali troje uczniowie. Tak więc z liczby z dziewięciu mieszkańców stanie się was dwunastu. To konieczne. Niedługo załączy się budowa nowego domu ale do tego czasu musicie się jakoś pomieścić. A i Chole? Chciałbym cię prosić na słowo.
Rozległ się jęk. Rozczarowania, przytłoczenia i znudzenia. Dyrektor wyszedł, odprowadzany przez wrogie spojrzenia jego uczniów. Chole posłusznie poczłapała za nim, obnażając Megan niepokojącym spojrzeniem. Ta bezradnie się do niej uśmiechnęła.
-Jak my się pomieścimy przy stole? - spytał Alfie, zaczynając falę wielu pytań, skierowanych do Trudy, która zjawiła się akurat w pomieszczeniu.
-Zaraz, zaraz, zaraz! - wrzasnęła - Posprzątajcie tu i idźcie do swoich pokoi. Nie chce żeby nowo przybyli pomyśleli o nas jak o świniach nie umiejących się zachować!
Wszyscy zaśmieli się nerwowo i zabrali się za sprzątanie książek, toreb i papierów, które porozrzucali.

Lana delikatnie zapukała w drzwi domu nowo poznanej znajomej. Wygięła nerwowo palce, gdy nikt nie wydał komendy "Proszę wejść" popchnęła drzwi i weszła do pomieszczenia. Skylin nigdy nie była w domu Frobisherów. Chwilę stała ogarniając wystrój wnętrza i podążyła w stronę, skąd unosił się zapach pieczonego ciasta. Przy kuchence stała dość niska kobieta o kruczoczarnych włosach, którą Lana doskonale kojarzyła - Trudy.
-Ummm... Przepraszam - zaczęła nieśmiało - Gdzie mogę znaleźć Megan Grant?
Kobieta odwróciła się z rękami całymi w mące. Przywitała ją uśmiechem i wytarła dłonie w fartuszek.
-Och.. Witaj skarbie. Lana, tak? Megan jest na górze pokój pierwszy po lewej.
Dziewczyna kiwnęła głową i szybko podbiegła do schodów, błyskawicznie po nich weszła i jak najciszej, by nie zwróć uwagi Victora weszła do korytarzu.  Zgodnie z wskazówkami Trudy skierowała się do pierwszych drzwi po lewej i delikatnie w nie zapukała, odchylając je. Megan razem z dziewczyną, której Lana nie znała rozpakowywała walizkę.
-OO.. Cześć! Amber jestem - przywitała się blondynka, machając do niej ręką. Megan odwróciła się i również promienie się uśmiechając.
-Lana Skylin  Widzę, że u was też. - spojrzała jeszcze jedno puste łózko postawione w kącie - W Domu Hathor dzieje się to samo, z tego co wiem to tez w innych domach również.
-Siadaj - zachęciła ją Amber, pokazując swoje łóżko - Mówisz że szkoła sie powiększa?
-I to na max'a! Nikt nie jest zadowolony, nawet nowych zasad nam nie chcą podać.
Amber zaklęła, gdy jedna z sukienek upadła na podłogę. Poniosła ją i włożyła do szafy. Lana ogarnęła wzrokiem pokój. Fioletowy lub wrzosowy, nie rozróżniała za dokładnie kolorów. W każdym rogu stało łózko, tak jak w jej pokoju. Nie znosiła czekania na nowych mieszkańców, tej atmosfery emocji. W Domu Anubisa najwyraźniej nie za entuzjastycznie oczekiwano nowych gości.
-Gdzie Chole? - zagadnęła Megan, która akurat podnosiła jedną ze swoich sukienek, którą niechcący rzuciła Millington.
-Poszła gdzieś z dyrektorem. Nie mam pojęcia po co. Ale mam nadzieje że wróci szybko, chce powitać nowych uczniów razem z nią.
-Ej, czyli dojdą tylko chłopcy? - odezwała się niespodziewanie Amber - Mam nadzieje, że będą przystojni.
Lana i Megan zaśmiały się nerwowo. Megan usiadła przy Lanie , obserwując jak Amer zręcznie rozpakowuje swoje rzeczy. Skylin z podziwem patrzyła, jak nowa mieszkanka przemieszcza się na wysokich koturnach po pokoju. Zapadła cisza, zresztą jak w całym domu. Megan podeszła i poprawiła swoją półkę, na której książki się nieco przechyliły. Amber wsunęła swoją walizkę pod łóżko. Drzwi uchyliły się, Chole cicho je zamknęła, po czym wpadła Megan w ramiona. Ta objęła ją, zdezorientowana.
-Cho, co się stało?
-Mam się przeprowadzić. Rodzice nie chcą bym mieszkała z tobą - odpowiedziała, odrywając się od Grant - Masz podobno zły na mnie wpływ. Pfff... Przecież ty tylko czytasz i grasz na gitarze. Nie wiem co im odbiło.
Megan chwyciła zapłakaną twarz przyjaciółki w zimne dłonie. Popatrzyła jej w oczy, po czym szepnęła coś, czego Lana nie usłyszała. Blondynka pokiwała głową, po czym jeszcze raz wpadła w ramiona Grant.
-Gdzie będziesz mieszkać? - zagadnęła nieśmiało Skylin Chole.
-W domu Hathor.
-Przynajmniej tyle dobrego. Załatwi się i będziesz mieszkała ze mną w pokoju.
Dziewczyna oderwała się od Megan i wpadła w ramiona brunetki. Szepnęła do jej ucha "dziękuje", po czym wyjęła spod łóżka ciemnozieloną walizkę i zaczęła się pakować. Lana kątem oka zobaczyła, że Megan chwyta Millington za rękę.
-Musimy porozmawiać. Później.

Mój najdłuższy rozdział EVER! Dłuższego nie będzie. TADAM! Amber powróciła, he he.  Jeju, dzięki za tak miłe komentarze, pomagają mi, szczególnie dlatego, że dopiero zaczynam . Jak widzę że ktoś skomentował i to czytam to mi się uśmiech na pyszczku od razu pokazuje. Jesteście naprawdę wspaniali Sibuners! Nie zamierzam niszczyć Sque w Willow, niedługo  stara Jenks wróci. Heheszki. To od mnie tyle. Idę czytać nowy rozdział Sapphire ♥ Awwww :33
SIBUNA!

6 komentarzy:

  1. Super rozdział. Masz talent do pisania i bardzo dobrze opisujesz zachowania bohaterów. Dzięki temu można wczuć się w czytany tekst i nie jest on monotonny. Styl pisania również masz świetny. Jest lekki i przyjemny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam pytanie, nie chcę być złośliwa ani sobie tak nie pomyśl, ale skoro tak bardzo lubisz Jarę to czemu w Twoim opowiadaniu Mara wyjechała, a dalej jest Jeroy? Tak tylko pytam, bo jestem strasznie ciekawa, a sama nie potrafię tego zrozumieć. :)Anonimek (Klaudia)
    P.S. Czy Mara powróci? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, wszystko po kolei. Mam dość smutne plany dotyczące Joy. Mara oczywiście powróci i to nie długo! Spodziewaj się tego ok. 21 rozdziału. Chciałam zacząć to tak, jak zostawiono w 3 sezonie. Czyli nie ma Niny, Amber (która powróciła), jest Wilfie (nad tą dwójką się też zastanawiam) no i Jeroy. Fabian utrzymuje kontakty z Marą (to też niedługo zostanie dodane) . A Jarę lubię, ponieważ walczyli o siebie przed dwa sezony, teraz to wszystko, że się wyrażę 'PUFFF' Patricia odzyska dawny pazur, nie będzie już tak potulna, jak teraz. Wszystko w sowim czasie. I tak dodałam za dużo, niż planowałam.

      Kocham
      Joylitte XXX

      Usuń
    2. To dobrze, cieszę się, że są jeszcze prawdziwi fani Jary!! Dziękuję za szybką odpowiedź. :) Anonimek (Klaudia)

      Usuń
  3. ZAAPRASZAM DO MNIE http://sylwka31-tda.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy