sobota, 25 maja 2013

007. Rozdział szósty

Zimne powietrze szczypało ją w policzki, buty robiły przyjemny hałas gdy wbiegała na żwir, a później na trawę. W uszach miała słuchawki, których nie wyciągała przez cały bieg. Czuła, jak serce łomocze jej się w piersi, bijać przyśpieszonym rytmem. Megan zakręciła i pobiegła w stronę biblioteki, ostatniej stacji postoju w jej porannych ćwiczeniach. Oparła się o kamienną ścianę, lekko dysząc i pociągnęła łyk z butelki. Wstrzymała gwałtownie oddech. Ktoś  był w bibliotece. Szybkim tempem podbiegła do krzewu i schowała się na nim. Czekała, czując jak koniuszki jej palców zaczęły marznąć. Wyciągnęła słuchawki z uszów, by móc słyszeć, kiedy intruzi wychodzą. Dwie postacie wyszły z budynku a Megan próbowała rozpoznać ich, gdy słońce rzuciło światło na ich twarze. Mała iskierka mrugnęła w jej głowie, przypominając jej kontury twarzy jednego z opiekunów Domu Anubisa. Mrużąc oczy Victor i jeszcze jeden mężczyzna, którego nie znała, skierowali się ku szkole. Megan poczuła, że ostrze przerażenia wbija jej się w pierś. Widzieli jak razem z Fabian'em włamała się do budynku, zabierając jedną z kartek? Wyrzucą ją za to?
Katem oka spostrzegła ruch koło drzewa, rosnącego dość daleko od niej. Poczekała, aż mężczyźni oddalą się na tyle, by jej nie zauważyć, po czym powtórnie włożyła słuchawki do uszów, zaczęła biec w stronę, gdzie spostrzegła ruch. Zbliżając się, zauważyła, że dziewczyna która biegła w jej stronę ma również strój sportowy i wysoki kucyk na głowie.
-Czyli nie jestem jedyną osobą w tej szkole, która biega - mruknęła dziewczyna do siebie i obserwowała postać tora zbliżała się do niej w miarę szybko.
-Hey - przywitała dziewczyne Megan, ogarniąc ją wzrokiem. Dziewczyna była brunetką, tak jak ona, oczy jednak miała niebieskie. Rumieńce pokrywały jej policzki, gdy wyciągneła rękę w stronę Megan.
-Cześć. Jestem Lana - odrzekała brunetka a Megan uścisneła jej rękę - Z domu Hathor.A ty?
-Dom Anubisa- odpowiedziała Megan, promieniejąc - Miło cię poznać. Nowa jesteś?
-Tak. Jak widać ty też. - Lana wzruszyła ramionami - Przeczucie.
Grant spostrzegła zaniepokojony błysk w oczach nowo poznanej dziewczyny. Coś nie pasowało jej w tym spojrzeniu. Megan miała niesamowity zmysł spostrzegania człowieka po jego oczach. Polubiła oczy Willow, Alfiego, Joy a w szczególności Fabian'a. Tak, Fabian miał ten błysk w oku, który szczególnie lubiła u ludzi. Teraz obserwowała oczy Lany. Przenikliwe, niebieskie oczy. Przeczucie podpowiedziało jej, że dziewczyna jest inteligenta, śmiała oraz rozrywkowa.
Lana zwróciła głowę w stronę, w którą poszli mężczyźni.
-Znasz ich? - spytała Megan, budząc lekką atmosferę tajemniczości.Lana odwróciła wzrok w jej stronę, odkręcił butelkę i zaczęła pić. Megan lekko skrzywiła się w duchu, nie dała jednak tego po sobie poznać. Tak, dziewczyna na pewno nie boi się oceny innych.  Gdy Lana skończyła pić,odpowiedziała głosem z lekką nutą irytacji:
-Jednego z nich. Jest jednym z opiekunów w Domu Hathor. Powiedziałabym, że woźnym.
Megan uniosła brwi. Dziwne jej się wydał fakt, że dziewczyna mówi to z takim spokojem. Widać jest również opanowana, choć jej oczy budziły niepokój.Tutaj coś nie grało, dziewczyna była niezwykła.
-Ja znam tego drugiego. Victor, woźny w Anubisie.
Oczy obydwóch dziewczyn błysnęły spotykając się na swojej drodze. Pomyślały o tym samym i skierowały się w stronę biblioteki, biegnąc truchtem.


-Willow, Boże, Willow odezwij się!
Joy i Patricia próbowały obudzić przyjaciółkę z transu, jakim się znalazła. Jej policzki były przeraźliwie białe, oczy nieruchome. Wyglądała, jakby nie żyła, jednak jej serce nadal pompowało krew. Patricia to sprawdziła. Ich współlokatorka prócz tego nie dawała żadnych oznak życia. Jedynie czoło miała mokre od potu, niezrażone gorączką.
-Willow, obudź się!- wrzasnęła Patricia, klepiąc lekko Jenks po policzku - Błagam!
-Co się dzieje? - Chole wpadła do pokoju z rozczochranymi włosami. Gdy zobaczyła co się dzieje, wydała z siebie cichy pisk, po czym zakryła usta dłonią. Podbiegła do dziewczyn i uklękła koło Willow.
-Co jej się stało? - spytała, budząc niepokój, który drzemał w sercach dziewczyn - Boże, dopiero co zaczął się rok szkolny, a my już sprowadzamy na was kłopoty...
-Sprowadzacie? - Patricia uniosła brwi, po czym rozglądnęła się wokół siebie - Nie widzę tu Megan. Gdzie ona się podziała?
Tyson wzruszyła ramionami, co wyrażało odpowiedz "nie wiem"
-Pewnie biega - zauważyła Joy, dotykając powtórnie czoła Willow - Pójdę po Trudy.
-Czekaj! - Chole wstała i podeszła do wazonu z kwiatami. Wyciągnęła bukiet i stanęła z naczyniem z samą wodą - Widziałam taką akcje w filmie..
Podeszła do łózka Jenks i chlasnęła jej lodowatą cieczą w twarz.
-Błagam, żeby zadziałało...-szepnęła Chole i klękając obok Willow, położyła rękę na jej mokrym czole. Niebieskie oczy znów zaczęły się ruszać, Joy odetchnęła z ulga, łapiąc się za serce.
-Spadłam z okna. Umarłam.
Patricia złapała Willow za rękę i uścisnęła, szepcąc:
-Nie umarłaś, jesteś z nami.
Willow pusto na nią spojrzała. Próbowała sie podnieść, lecz nie dała rady. Była zbyt słaba, zbyt krucha. Chole powoli wstała i szepnęła do Joy:
-Megan ma sole trzeźwiące. Zawsze ma je przy sobie, jak gdzieś razem jedziemy. Spróbuje ich poszukać. Albo poszukam samej Grant.
Mercer zmarszczyła brwi, po czym pokiwała głową, zwracając wzrok na nieszczęsną Willow. Chole wypadła z pokoju i popędziła na dół po schodach. Joy spojrzała na Patricię i spytała:
-Przynieść jej wody do picia?

Alfie poczuł, że coś szarpie go za nogę. Otworzył jedno oko i wydał jęk. Patricia.
-O co cho..- zdążył wyjąkać, lecz dziewczyna zatkała mu usta ręką.
-Ciiii. Nie chce nikogo obudzić. Coś się stało z Willow.
Alfie poczuł że kręci mu się w głowie. Zemdliło go, jednak utrzymał się na nogach. Poszedł posłusznie za Patricią. Stąpali cicho. Nie było nawet szóstej, gdy przechodzili koło zegara, kierując się cicho na górę, by nikogo nie obudzić.
Willow leżała w swoim łóżku spoglądając pustym wzorkiem w sufit. Twarz i włosy miała mokre, podobnie jak poduszkę. Alfie drżąc ukląkł koło niej. Złapał jej biało-kredową twarz w swoje ciemne dłonie. Willow, jednak na niego nie spojrzała. Zanurzył twarz w jej włosach, czując jak łzy napływają mu do oczu. Zmusił się, by popatrzeć na Patricię, jąkając:
-Czy ona nie.. nie...
-Żyje. Chole ją obudziła, przedtem nie reagowała. Poszła po Megan, nie wiem po co. Joy poszła po coś do picia dla niej.
Alfie spojrzał na nią uważnie.
-Czy to ma związek, że ona jest potomkiem?
Patricia nie odpowiedziała. Kompletnie nic. Wyszła z pokoju, słysząc kroki na korytarzu,. W drzwiach pojawiła się sylwetka Megan i Chole. Brunetka podbiegła do Willow, delikatnie odpychając Alfiego od jej ciała. Wyciągnęła jakiś flakonik i podłożyła go pod nos Willow, coś szepcząc. Z jej kucyka wyskoczyły spore kosmyki włosów. Willow gwałtownie nabrała powietrza i u siadła. Megan odeszła od Willow, posyłając Patricii zaniepokojone spojrzenie.
-Proszę - podała dziewczynie flakonik - Sole trzeźwiące. Willow ma delikatną strukturę, nie wiem co jej się stało.
-Skąd wiedziałaś jak to zrobić, jak ją obudzić?
Megan uśmiechnęła się tajemniczo.
-Chole raz tak miała. Akurat pod ręką maiłam sole trzeźwiące, więc spróbowała ich użyć podziałało. Willow będzie przez chwilę rozkojarzona, ale jej przejdzie. Nie pacz się na mnie jak na czarownicę.
Patricia odwróciła wzrok, nie chciała by dziewczyna to tak odebrała. Nigdy przedtem nic nie działo się tak gwałtownie, nawet rok temu. Za szybko, by zwykły człowiek miałby za tym nadążyć. Zmusiła sie, by popatrzeć na Grant. Stała  założonymi rękami, spoglądając z troską na Willow. Odwróciła wzroki spojrzała na Williamson, gdy tylko poczuła na sobie jaj wzrok. Uśmiechnęła się pocieszająco i wyszła z pokoju. Patricia odprowadziła ją wzrokiem, po czym przeniosła spojrzenie na Alfiego i Willow. Dziewczyna najwyraźniej nic nie pamiętała.

-Tak po prosu? - Eddie podniósł głowę i spojrzał na Patricię. Dziewczyna skończyła im opowiadać co się działo się rano. Eddie nie mógł uwierzyć, że zwykłe sole pomogły. Nie mógł też uwierzyć, że coś takiego się dzieje.
-Tak Osyrionie. Najwyraźniej Megan coś wie. - odpowiedziała mu dziewczyna, po czym spojrzała na Grant, która schowała twarz w dłoniach. Była algebra. Poprzednim razem mieli test sprawdzający wiedzę i najwyraźniej dziewczynie nie poszedł tak, ja się spodziewała. Eddie wyciągnął kartkę i zaczął coś rysować. Ołówek szybko przemieszczał się po powierzchni, tworząc dziwny kształt.
-Widziałem to coś dzisiaj- powiedział, zamyślając się - W śnie. Prawdopodobnie wtedy, gdy Willow zapadła w trans.
-To może być jakaś reakcją obroną? Znaczy się, ten kształt może być amuletem?
-Być może...
Patricia jeszcze raz przeniosła wzrok na białą kartę, na której Sweet nabazgrał kilka lini i kółek. Przypominało to jakiś egipski hieroglif, nie była jednak pewna. Wyrwała mu kartę z rąk, po czym zaczęła ją obracać. Gdy skończyła, rzuciła mu ją z rezygnowaniem, po czym rzuciła mu kilka słów:
-Zacznij ćwiczyć rysunek, bo ci to za bardzo nie wychodzi.
Chwyciła swoją torbę, gdy usłyszała dzwonek. Zagarnęła swoje rzeczy do niej, po czym dostrzegła kątem oka, jak profesor Weatherby  zatrzymuje Megan i Fabiana przed drzwiami. Dziewczyna szepnęła do Rutter "O co chodzi", ten jednak wzruszył prawie niewidocznie ramionami. Weatherby ponaglił ją do wyjścia, więc ta posłusznie to zrobiła.

Fabian obserwował przerażenie w oczach dziewczyny. Megan pobladła na twarzy, trzymając długopis tak mocno, że był pewny, że zaraz go złamię. W innej sytuacji wyglądała by nawet komicznie. Pełne usta miała teraz zaciśnięte w jedną linię, brązowe oczy były większe niż zazwyczaj.  Fabian miał takie same złe przeczucia jak ona - widzieli jak wkradali się do biblioteki. Weatherby jednak podszedł do biurka i wyciągnął dwie kartki. Usiadł na krześle i położył przed obojgiem prace. Megan jęknęła, Fabian rzucił okiem na kaligraficzne pismo Megan i jego test sprawdzający wiedzę z algebry. Odetchnął prawie niesłyszalnie z ulgą, na policzki dziewczyniny wprowadziły się lekkie różowe rumieńce. Nie była zadowolona z tego, co widzi.Nauczyciel splótł ręce, obrzucając obydwoje czujnym spojrzeniem. Megan prawie schowała się za włosami.
-Panno Grant, wie pani o co chodzi? - spytał dziewczynę a ta pokiwała powoli głową - jest pani wybitną uczennicą, z tego co mi wiadomo, bardzo uzdolniona. Lecz mój przedmiot sprawia pani kłopot. Panu Rutter'owi najwyraźniej ten przedmiot idzie najlepiej z całej klasy. Nie chcemy by pani straciła stypendium przez mój przedmiot. Więc mógłbym prosić pana o przysługę, panie Rutter? Mieszkacie w jednym domu, więc powinno wam iść łatwiej. Chodzi o korepetycje. Czy mógłby pan ich udzielić pannie Grant?
Fabian obrzucił krótkim spojrzeniem Megan. Była prawie cała czerwona, zagryzała dolną wargę. Chłopak zwrócił głowę ku nauczycielowi.
-Tak, profesorze Weatherby.
Nauczyciel odesłał ich gestem, sam schował sprawdziany i zabrał się za uzupełnianie notatek. Chłopak powoli zamknął drzwi.
W szkole było cicho, zostali tylko oni, zmierzający do swojego domu na obiad. Megan schowała się za swoimi brązowymi włosami nie obrzucając go ani jednym spojrzeniem. W końcu postanowił przerwać ciszę.
-Czego się tak wystraszyłaś?
-Daj mi spokój. Myślałam że nas wyleją za włamanie.
Fabian uśmiechał się pod nosem.
-Wątpię żeby nas ktoś widział. Nie radzisz sobie z algebrą?
Dziewczyna nie odpowiedziała od razu. Teraz na policzkach zostały jej nieliczne ślady rumieńca, który przed dwoma minutami okrywał jej twarz. Rozluźniła ucisk na długopis który trzymała w rękach i schowała go do torby.
-Wiem co sobie o mnie myślisz. Że jestem tępa że nie potrafię rozwiązać jednego, prostego równania matematycznego.
-Nie uważam że jesteś tępa- zaprzeczył chłopak - To że sobie z tum nie radzisz, nie oznacza że jesteś tęp...
Przerwał, widząc jak wszyscy mieszkańcy domu Anubisa zwierzają trawnikiem ku szkole. Megan obdarzyła Fabian'a niepokojącym spojrzeniem, on odpłacił jej się tym samym.
-Nie wpuszczą nas do domu - wytłumaczył Eddie, gdy tyko się do nich zbliżył - Kazali nam iść do pokoju głównego, gdzie mamy zjeść obiad.
-Dlaczego? - spytali równocześnie Gran i Rutter.
-Nie wiadomo - odpowiedział Jerome - Wiemy tylko, że coś noszą do naszego domu.


Się rozpisałam. Ej, sorry, że takie długie! Od siódmego rozdziału będzie krócej! Obiecuje. Trzeba nowy szablon. Ramię mnie boli od poprawiania błędów,  a Brad doprowadza mnie do szaleństwa  Heh, jestem stuprocentową Kavanagher, więc nie miejcie mi za złe, że jest o Fabianie więcej niż o Eddie'm lub Jerome'm. Heheszki :* Give me a moment! Zaktualizowałam playlistę na bardziej wooolną.  I trzeba szablon zamówić :) Dostałam inspiracji w postaci 'Tajemniczy krąg' A nowy rozdział? Pojawi się bodajże we wtorek lub w środę. 
Sibuna!

3 komentarze:

  1. Ja tam wole długie rozdziały.
    Ja kocham głos Kavanagh'a <3333 kocham, kocham, kocham. Ale jezeli chodzi o film to jestem za Eddie'm.
    Rozdział cudowny :-*:-*:-*:-*

    OdpowiedzUsuń
  2. super szkoda że nie będzie spue u wilow bardzo to lubię mam 2 powody żeby ją love spue i amber

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy