środa, 22 maja 2013

005. Rozdział piąty


Wszyscy siedzieli w salonie, oprócz Eddiego i Patricii, którzy byli na spotkaniu z siostrą Osyriona. Nie było również Willow i Alfiego, nikt nie wiedział dokąd poszli. Jerome, Joy i Chole siedzieli przy dużym stole, który uprzątnięto po kolacji. Obydwie namawiały go do wstąpienia w szeregi redakcji Szakala. Natomiast Fabian i Megan siedzieli na kanapie, z gitarami na kolanach, grając to szybkie, to znów wolne melodie. Nikt nie zwracał uwagi na to, że ktoś wchodził do piwnicy.
-No choć, potrzebujemy cię- Joy niemal błagalnym tonem prosiła Jeroma- Nie mamy pomysłu na pierwszy artykuł, a to musi być dość spektakularne.
Jerome przycisnął palce do skroni, powtarzając w myśli słowo "spektakularne". Obydwie dziewczyny wlepiły w jego wzrok, sprawiając, że czuł się poniekąd niekomfortowo. Oczekiwały od niego gorącego tematu w pierwszy dzień szkoły. Dziewczyny potrafiły być dziwne.
-Budowanie tego nowego domu?- rzucił niepewnie, po czym zobaczył jak Joy pokazuje mu kartkę. Rzucił na nią wzrokiem. Trzy tematy były zaklepane: Dom Ozyrysa, zmiana w gronie nauczycielskim i coś, czego nie mógł rozczytać. Chwycił jedno ciasteczko i powoli go żuł. Joy zakryła twarz dłońmi.
-Leżymy-szepnęła, po czym dodała nieco głośniejszym tonem - Nie mamy tematu, Allison nas zabije.
-Kto ko Allison? - spytał Jerome, siląc się by jego głos był obojętny. Chole odpowiedziała za Mercer.
-Mieszkanka Domu Hathor, teraz szefowa redakcji. No wiesz, ustala tematy, zarządza stroną, zmienia wygląd i to wszystko, co potrzebne jest do funkcjonowania gazety.
Jeromowi światełko zabłysnęło  w głowie. Może by tak dać dziewczynom temat, o którym nikt nie zapomni? Tylko potrzebny był mu Alfie, który spacerował sobie w tej chwili ze swoją pełną szczęścia dziewczynom. Podniósł się z krzesła i rzucając przez ramię słowo "Muszę iść" wymknął się z salonu.
-On tak zawsze?- spytała Chole zdumionej Joy, z lekko odchylonymi ustami.
-Nie, przeważnie nie.
Joy zaważył, że Megan wstaje i zanosi swoją gitarę na górę. To samo zrobił Fabian, tyle tylko że skierował się ku swojemu pokojowi. Joy chwycił za jedno ciasto, to samo uczyniła Chole. Dziewczyna desperacko trzymała w palcach długopis, wymyślić coś na poczekaniu. Tyle tylko, że jej się to nie za specjalnie udawało. Westchnęła tylko i zaproponowała Chole spacer, na co ta z wyraźną chęcią się zgodziła, chcąc oderwać swoje myśli od pracy, jaka ją czekała. Pozbierały papiery i odłożyły je w swoich pokojach.
-Co czytasz?- spytała Chole przyjaciółkę, siedząca bez ruchu na swoim łóżku  ze spuszczoną głowa. Poczesała do niej i lekko uderzyła ją w czubek głowy. Ta podniosła wzrok, kipiący gniewem.
-To, że się nie odzywam, nie znaczy, że nie słyszę. GONE:Zniknęli.
Dziewczyna zmarszczyła brwi, po czym spuściła głowę, by związać swoje blond włosy. Jej przyjaciółka uwielbiała serię Michela Granta. Może brało to się stąd, że mieli takie nazwisko? Przeciągnęła przez głowę biały top i założyła ciemnozielone rurki. Do tego jakiś cienki sweter i gotowe. zawiązała trampki i wyszła z pokoju, zostawiając Megan zatapiającą się w lekturze.

Patricia spoglądała na swoje palce, które wydały jej się bardziej ciekawe niż to, co się działo wokoło niej. Kolejne zebranie Sibuny, choć nie miała za specjalnie na nie ochoty. Dwie godziny temu wróciła z Eddiem ze spotkania z Taylor, jego starszą siostrą. Po tym musiała zjeść szybko kolacje i wykąpać się. Nie była zbytnio zadowolona z faktu, że musi siedzieć w pokoju swojego chłopaka i jego współlokatora. Zaszurała nogami o podłogę. Była kompletna cisza.
Pragnęła, by ten semestr upłynął normalnie. Ale nic nie było normalne od trzech semestrów, wtedy to przybyła Nina i wywróciła jej świat do góry nogami. Nie wiedząc gdzie zniknęła Joy, desperacko szukała ją a za jej porwanie obwiniła Wybraną. Teraz uśmiechała się na wspomnienie tego małego incydentu.
Patricia zmieniła się, choć ognisty temperament pozostał i nadal krążył w jej żyłach  Stała się bardziej tolerancyjna i to chyba jedyna z jej zmian psychicznych. No i oczywiście miała chłopaka. Eddie był cudowny, o z nim przeżyła swój pierwszy pocałunek.
Podniosła głowę słysząc, jak ktoś zamyka drzwi  Materac koło niej zajął Eddie Fabian usiadł koło Alfiego z małą karteczką w dłoni. To on odezwał się pierwszy:
-Znalazłem pierwszą wskazówkę, ale nie potrafi jej rozgryźć "Do wieczności droga już nie daleka, lecz trzeba znaleźć połówkę, która czeka ukryta." Wiadomo  chodzi o Księgę Ozyrysa."Niewiedza wasza jest daremna, jeżeli oczu nie tkwisz w księgach, więc zważaj poszukiwaczu drogi, szukaj tam, gdzie zabawę prosto odnajdziesz, tam, gdzie lud twój ubogi, czeka tajemnica wiecznej drogi"
Patricia chwilę trawiła tą zagadkę. Stwierdziła, że jest ona trudniejsza niż poprzednie, które ukrył przed nimi Frobisher. Była potomkiem, jednym z pięciu, narzędziem, który miał powstrzymywać zło. Oprócz niej był to jeszcze Alfie,Willow, Joy i Jerome. Zmarszczyła brwi, zastanawiając się nad słowami "gdzie zabawę prosto odnajdziesz".
-Może chodzi o jakiś plac zabaw?-rzuciła niepewnie- Tam się zawsze dzieci bawią, dorośli również.
-Mamy jakiś plac zabaw?-spytał Eddie - Raczej go nie widziałem.
-Rzuciłam tylko pomysł. Ale może to być zarówno miejsce ukrycia wskazówki, albo księgi.
-Dotychczas były jakieś prostsze. Znaczy, nigdy nie były proste, ale na pewno łatwiejsze niż ta. Nawet się nie dokończa rymuje! - Alfie zabrał głos - Gdzieś ty to znalazł?
Fabian podniósł głowę, przerywając czytanie po szeptem.
-W bibliotece- starał się mówić naturalnie, jednak Patricia wyłapała drżenie jego głosu. Wykorzystała to.
-Sam?
-Niezupełnie - odpowiedział, błagalnym wzrokiem spoglądając na Eddiego.
-Stary, jeżeli wciągasz w to inne osoby, to nam powiedz. Nie możesz w to mieszać innych. To zbyt niebezpieczne. Kto ci pomógł? Joy, Jerome?
-Megan- mruknął Fabian pod nosem, tak że prawie nie było słychać jego głosu.
-Że co? - Patricia podniosła się, a Eddie złapał ją za rękę - Jest nowa! Nawet nie wiemy, czy można jej ufać! Fabian, jak mogłeś być tak głupi?! Chcesz zastąpić sobie Ninę?
Wiedziała, że poruszyła się o krok za daleko, zanim słowa wypadły z jej ust. Obserwowała, jak policzki Fabian zamieniając barwę, jak usta zaciskają się w linie.
-Fabian, ja... - zaczęła mówić szeptem, jednak ten przerwał jej.
-Nikt nie zastąpi Niny!- warknął - Nikt! Obwiniacie mnie, że poprosiłem o pomoc? Żadne z was nie próbowało się nawet przyłożyć do tego, by to poszukać. Megan mi pomogła, tylko raz. Myślicie, że ja nie myślałem, że coś tu nie pasuje? Że Nina nie znikłaby bez słowa pożegnania, nie wysyłała wiadomości,  nie próbowała się nawet skontaktować? Sarah i Rufus byli przyjaciółmi i z tego, co nam wiadomo, przyjaźni się i ni złego się nie stało. Dlaczego teraz miało by się coś stać? Powtarzam : nikt nigdy nie zastąpi Niny. Nikt!
Zamilkł, obrzucił Patricie wściekłym spojrzeniem i wyszedł z pokoju. Kartka z zagadką upadła na podłogę, schyliła się, by ją podnieść. Pismo było piękne, kaligraficzne. Poczuła falę poczucia winy, obrzucając drzwi smutnym spojrzeniem. Przeniosła wzrok na Eddiego. Jego wzrok był pełen troski, jak i również lekko zaniepokojony. Podszedł do niej i po prostu objął.
-Powiedziałaś to, co przyszło by na myśl wszystkim, którzy by sie o tym dowiedzieli a przynajmniej znali historię Niny - zaczął Alfie, a ona smutno pokiwała głową.
Alfie wstał, obrzucił ją pocieszającym uśmiechem i wyszedł. Teraz w pokoju zostali tylko Patricia i Eddie, który nadal ją obejmował. Nic nie mówił, za co była mu wdzięczna. Po jakimś czasie wypuścił ją z ramion.
-Co się ze mną dzieje? - spytała go, patrząc głęboko w oczy. Ten tylko wzruszył ramionami.
-Nie wiem Gaduło, nie wiem...

Willow poczuła, że zaschło jej w gardle. Odsunęła więc kołdrę i na palcach skradła się do kuchni. Napełniając szklane wodą, rozmyślała nad swoim snem. Nigdy czegoś takiego nie widziała. Zadziwiająca mieszanka. Obrazy straszliwego zagrożenia, obrazy straszliwego piękna. Coś pięknego i przerażającego zarazem. Willow rozkoszowała się fragmentami, które utkwiły jej w pamięci.
Chciała więcej śnić. Ten sen był niezwykły, tak inny niż te, które śniła poprzednio. Krzywiła się na to wspomnienie, jedna grze była też zachwycona, móc znów odtworzyć fotografie w swojej głowie. Nigdy się tak nie czuła, nawet jej stopy zdawały się unosić nad posadzką,  kiedy stąpała po zimnych panelach. Otrząsnęła się, gdy zobaczyła, jak ktoś wychodzi z piwnicy. Niestety, była już w zasięgu wzroku czarnej sylwetki.
-Co tu robisz?- zagrzmiał- Dlaczego nie śpisz?
-Oh Victorze, byłam się tylko napić.- odrzekła, lecz wspomnienie snu wywoływało drgającą nutę w jej tonie. Rozciągnęła się teatralnie - Idę się położyć.
Szybko przemknęła obok opiekuna, którego tak nie lubiła. Czuła na sobie jego wzrok, gdy wchodziła po schodach  Odetchnęła dopiero, gdy zamknęła drzwi swojej sypialni i położyła się wsłuchując się w oddechy dziewcząt, zasnęła.
Otworzyła oczy gwałtownie. Słup światła księżyca spadał na nią, a pozostała część pokoju zostawił pokrytą mrokiem. Znów wstała z zamiarem zaciągnięcia zasłon. jej biała do ziemi kozula nocna, jaśniała w blasku księżyca, sprawiając, że Willow wyglądała jak duch. Chwyciła za jedwabną zasłonę, chcąc naciągnąć ja na okoni  Chwila, nie była w Anubisie, to nie była jej koszula nocna. Rozglądnęła się wokoło  Nie było łóżek dziewczyn. Jej zmącony umysł powrócił do normy. Puściła zasłonę a zamiast tego otworzyła okno. Zimne, wieczorne powietrze namalowało na jej policzkach rumieńce. Księżyc był taki piękny, mogła by go dotknąć,  w tej chwili.
Wyciągnęła rękę. Nie sięgnęła jednak białego dysku, postawiła więc jedną posą stopę na kamiennym parapecie, potem drugą.
Jeszce trochę.
 Wiatr plątał jej włosy i koszulę, szepcząc "Nie". Ona jednak go nie słyszała, skupiła swój wzrok na białej tarczy.
Jeszcze milimetr.
Księżyc zasłoniły Cienie.
Potknęła się o śliską krawędź parapetu, spadając głową w ciemną przepaść.


Ciemność.
Oślepiająca ciemność.
Woń starych książek drażnił ją w nozdrza, nie zwracała na niego zbytniej uwagi. Złapała się za brzuch, który zabolał gwałtownie. Teraz napadały ją skurcze żołądka, mniej więcej co godzinę. Była głodna, głodna w ciemnościach.
Próbowała wstać, lecz i ta próba okazała się bez skuteczna. Bolało ją ramię i prawa noga, czuła smak krwi z popękanych warg.
Nic nie mówiła. Głos który wydobywał się z jej ciała, wrzeszczał.
Poczuła powiew powietrza, po czym przed nią staną talerz z skromnym posiłkiem. Rzuciła się na niego łapczywie, co wzmogło tylko jej głód.
Słuchem wyłapała słowa piosenki śpiewane prze małą dziewczynkę, które słyszała co jakiś czas.
"Hello darkness, my old friend, I'm coming to talk with you again"
Głosik umilkł.

Jeju, nawet nie pamiętam, kiedy ja to pisałam! Wtedy zdecydowałam się, że będę pisała bardziej drastyczne opowiadanie. Przekonacie się wkrótce. Brad Kavanagh zaczął mnie obserwować na tt (jeeeeeeeeeeej) za to, że rozwiązałam połowę jego zagadki. Zaciesz mam, heh. Czuję się jak członek Sibuny. Pewnie nowy rozdział będzie w sobotę lub niedzielę. Mam już zarys opowiadania i końca. Koniec jest dość, okey nie zdradzę. Myślę też nad drugą częścią, jak skończę tą. Sibuna! 

5 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Hah, pytanie : czym?Ja dla odmiany kocham twoje opowiadanie o Fabinie *.* Muszę skomentować :)

      Usuń
  2. To jest zajebiste! Znalazłam ten blog dopiero dzisiaj i przeczytałam wszystkie rozdziały już . Tak świetnie to opisujesz wszystko <33333

    Zapraszam do mnie .Pisze blog o Peddie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Boże, jak miło! Chętnie poczytam twój blog, ale ja sama uważam, że za długo piszę. Muszę skracać. Dołącz się do obserwatorów, jak ci się podoba. Ja dołączam do twoich :))

      Usuń
  3. Aww.. też uwielbiam GONE. <3
    Genialnie piszesz , naprawdę . :D

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy