niedziela, 12 maja 2013

003. Rozdział trzeci

Szybkim krokiem czwórka studentów zmierzała do swojego internatu. Na przodzie szedł blondyn średniego
 wzrostu, obok niego ładna dziewczyna o rudych włosach. Za tym dwojgiem szli chłopcy jeden o ciemnych włosach, drugi o ciemnej skórze. Wszyscy szybko wpadli do domu, a upewniwszy się, że nie ma nikogo z opiekunów, odłożyli torby i spotkali się w kuchni.
-Widzieliście?- spytał Eddie, pokazując wzrokiem na ścianie, gdzie po drugiej stronie znajdowały się drzwi do piwnicy- Założył automatyczny szyfr. Musimy go później zdobyć.
-Na górze też jest taki chroniący drzwi do strychu- wtrąciła Williamson- Widać, że Victor nie chce byśmy się wtrącali.
Eddie schylił się i Okiem Horusa otworzył drzwiczki do piekarnika, które otworzyły się z lekkim skrzypieniem. Chłopak wpuścił swoją dziewczynę jako pierwszą, później swoich przyjaciół, na końcu o wślizgnął się przez tajne przejście, maskując wszystko, co zdradzałoby ich obecność. Gdy znalazł się na dole, Fabian już wystukiwał rok i otworzył wejście do tajnego gabinetu Frobishera. Sibuna weszła do pomieszczenia, a tajne drzwi się za nimi zamknęły. Każdy podszedł do jednego z czterech regałów.
Eddie sięgnął po pierwszą książę u samej góry. Zastanawiał się, czy to coś da. Tysiąc razy wertowali te księgi, by szukać informacji o Klątwie Anubisa, znajdując głównie niewielka notatkę na ten temat, która nawet nie okazała się pomocna. Sweet zatrzasnął skórzany pamiętnik i sięgnął po następny tom nudnych zapisów egiptologa. Trzeba było przyznać, że Frobisher był wybitnym naukowcem, ale wyjątkowo nudnym.  Większość jego zapiskowi dotyczyły rzeczy tak nieistotnych, że nie warto było o nich nawet dyskutować. Nie widniały w nich żadne wskazówki, które pomogły by mu - Osirionowi- rozgryźć o czym jest rzekoma Księga Ozyrysa. 
Kolejna książka.
Dorastał jako buntownik. Lubił tę rolę. Z dumą nosił etykietkę chłopaka, który nie boi się robić tego, co myśli. Nie widział powodu, by żyć inaczej. Pozostawiony przez ojca w Ameryce, gdy ten prowadził szkołę internatem, która nosił opinie świetnej uczelni kształtującej młode umysły. Eddie spędził wiele godzin, zastanawiając czemu ojciec nie zaprosi go do Anglii. W końcu powód stał się jasny: jego syn był Osyrionem, opiekunem Wybranej. Ale czemu mu o tym nie powiedział?
Kolejna książka.
Ale końcom przyjechał. I spotkał Patricię. Drugiej takiej dziewczyny, która potrafił postawić na swoim, nie zważać na opinię innych, mówić co przyszło jej na myśl, nigdy nie spotkał. Na początku sprawiała wrażenie, że widzi w nim karalucha. A on odwzajemniał się jej tym samym. W końcu jednak zadał sobie, że jednak coś do niej czuję. Jakby mała iskierka buchnęła wielkim płomieniem, oślepiając go. Powiedział jej co czuję, a ona go olała.
Kolejna książka.
W końcu jednak się przełamała, wyznając mu to samo. Mieli tam parę kłótni  nic wielkiego. Aż w końcu
nadszedł ten pamiętny dzień, kiedy dowiedział się, że jest Osyrionem. Kiedy pokonał Senkharę jej własną koroną, ratując Ninę przed pewną zgubą. Odesłał Senkharę do egipskiego piekła, a razem z nią Rufusa, który - jak się później dowiedział- też był Osyrionem, ale nieżyjącej już potomkini Frobisherów - Sarah.
Kolejna książka.
Jakieś nudne notatki. Eddie dostrzegł kątem oka, że mówiła ona o chmurce podobnej do piramidy. Nudy. Zatrzasnął pamiętnik i syknął:
-Po co to robimy, jak i tak to nic nie da?
-Eddie, spokojnie- odpowiedział Fabian, nie podnoszą swoich oczu znad książki - Musieliśmy co przeoczyć.
Patricia westchnęła teatralnie.
-Po za tym, że musimy już iść, nic nie przeoczyliśmy. Czas na algebrę. - upewniwszy się, że nikogo nie ma w piwnicy, nacisnęła guzik i otworzyła wejście. Spojrzała na nich oczekująco.

Dzwonek zagrzmiał, gdy Chole weszła do klasy, wyszukując swojej przyjaciółki  Widząc, że usiadła w ostatniej ławce, we słuchawkami w uszach, wlepiona wzrokiem w książkę, podeszła do niej. Jej spuszczone włosy niemal zakryły jej twarz, jednak Chole widziała wargi Megan, które poruszały się, czytając. Blondynka szarpnęła słuchawki przyjaciółki, zdając sobie sprawę, że gdy trzyma je na wyciągniętej ręce,  słyszy każde słowo tekstu.
-Hey, oddawaj! - warknęła Megan, wyrywając swój skarb Chole. Nienawidziła, kiedy dziewczyna to robiła, co koleżance sprawiało wielką satysfakcje.
-Daj spokój, zawsze to robię, a ty zawszę się wściekasz. I zazwyczaj mówię jeszcze, że to nasza tradycja.
-Foch- odpowiedziała tamta, wyciągając podręczniki na ławkę. Chole zaśmiała się cicho do siebie, wiedząc, że pannie Grant minie za dziesięć minut. Albo wcześniej, jak tylko znajdzie jakąś normalną rzecz i nienormalnie ją skomentuje.
Chole usiadła obok niej, wkładając rękę do toby, by wyjąć książki. Nauczyciel napisał już temat na tablicy i zaczął rozdawać kartki z zadaniami, gdy jednocześnie Megan jęknęła, widząc zadana i otworzyły się drzwi. Chole podniosła wzrok.
Cała czwórka stanęła w drzwiach,lekko różowa na policzkach i niepoukładanymi włosami. Patricia pośpieszne starała się je ogarnąć, a oddech Alfiego słychać było na końcu sali. Chole uśmiechnęła się pod nosem. "A wydawali się tacy grzeczni" pomyślała, gdy Eddie drgnął Fabiana w bok, by ten się odezwał i ich wytłumaczył.
-Przepraszamy za spóźnienie, byliśmy ummm pomóc Trudy. 
Nauczyciel westchnął  kazał im usiąść i rozdał dodatkowe kartki z zadaniami za karę. Chole spojrzała na równania. Nic prostszego  mogłaby rozwiązać je w pamięci. Oczywiście, trwałoby to trochę dłużej, niż na kartce  choć niewątpliwie budziło podziw. Przynajmniej tak było w starej szkole. 
Zabrała się do pisania, po chwili rozwiązała już pierwsze równanie. Nie myślała, o tym co robi, po prostu liczby same wychodziły spod jej ręki i wylewały się na papier. Delektowała się przyjemnym skrobaniem jej ołówka na papierze. Spojrzała na przyjaciółkę. Minęło pięć minut, a ta nadal tkwiła wzrokiem w karce leżącej przed nią. Megan niewątpliwie była najlepszą z uczennic, lecz algebra była jej cichą i beznadziejną śmiercią. Ale i tak w końcu pisała sprawdzając minimum na tróję, z której i tak nie była zadowolona, gdyż wyznawała tylko skalę ocen od cztery do sześć. Chole spojrzała na swoje równania. Trzy z nich były rozwiązane, zostało tylko siedem. Był to tylko tekst sprawdzający umiejętność, ale ona traktowała je niezwykle poważnie.
Gdy Chole pisała już ostatnią liczbę zadań dodatkowych, rozbrzmiał dzwonek ogłaszając koniec siódmej lekcji. Dziewczyna spakowała swoje rzeczy, oddała kartkę i obdarzyła nauczyciel promiennym uśmiechem, po czym wyszła z klasy. Natchnęła się na Joy i Willow, dyskutujące na temat temat jakieś gazetki. 
-Mówię ci, zgłoś się, proszę - błagała Joy, a w jej głosie brzmiała nuta desperacji- Muszę mieć partnerkę.
-Siema- Chole z energią w głosie podeszła do dziewczyn- O czym gadacie?
Mercer obdarzyła ją wzrokiem zbitego psa, po czym spytała błagalnym tonem:
-Błagam, choć ze mną do Szakala.
Chole zrobiła rozbawioną minę, po czym spoważniała i spytała:
-Do czego?- jej głos nadal nie brzmiał poważnie.
-Gazetka szkolna. No proszę, Chole! Błagam!
Dziewczyna zastanowiła się. Megan i tak nie będzie chciała, uznając że bycie reporterką do grzebanie w czyjeś przyszłości, o czym nie powinno się nawet myśleć. A Chole lubiła prawdę, lubiła spotykać się z ludzi i rozmawiać. Z Megan czuła się jak siostra, ale musi musi jakieś odrębne zainteresowania, bo niewątpliwie jej przyjaciółka je miała.
-Dobra- odpowiedziała z radością w głosie. Humor poprawił się jej jeszcze bardziej, gdy ujrzała, jak twarz Joy się rozjaśnia. Dziewczyna wzięła ją pod rękę i  zaprowadziła na spotkanie redakcji.

Eddie szedł do gabinetu swojego ojca. Patricia wprowadziła go w temat stowarzyszenia, o tym, że jego ojciec również do niego należy, podobnie jak Pani Andrews i Jason Winkler  Szedł szybkim krokiem, nie zadowolony z rzeczywistości w jakiej się znalazł. W końcu stanął przed gabinetem, podniósł pięść i zapukał. Usłyszał polecenie "Proszę wejść" przekręcił gałkę i wstrzymał oddech, otwierając drzwi.
W gabinecie było dwoje ludzi. Jego ojciec i dziewczyna. Kobieta miała złote, faliste włosy opadające jej na zgrabne ramiona. Jej oczy były zielone, podobnie jak jego. Promieniowała radością podniosła się i wpadła mu w ramiona. Od razu wyczuł woń jabłek, a ona krzyknęła:
-Eddie, tak tęskniłam! Żebyś zobaczył swoją minę!- podskakiwała. Chłopak zmierzył  wzrokiem dwudziestodwuletnią kobietę, czując, że głos utknął mu w gardle. W końcu promiennie się uśmiechnął,  poniósł ją i zakręcił. Wrzeszcząc:
-Taylor, gdzieś ty się podziewała tak tęskniłem! Co ty tu robisz?
Dziewczyna oblała się rumieńcem i wyciągnęła ku niemu rękę. Spojrzał na nią, na serdecznym pacu widział pierścionek z diamentem. Pierścionek zaręczynowy.
-Twoja siostra zamieszka trochę w Anubis Academy. Będzie pracowała jako nauczycielka. Zamieszka ze swoim narzeczonym -wyjaśnił mu dyrektor, gdy oboje usiedli. Sweet podał mu filiżankę z herbatą, którą on przyjął  Spojrzał na swoją siostrę. Starsza o cztery lata dziewczyna, dosłownie promieniowała. Jej oczy były pełne blasku radości, niż to ostano pamiętał. Kiedy on ja ostatnio widział?
Dwa lata temu?
Nie, trzy lata.
Wyjechała do Anglii, gdy miała czternaście lat, do szkoły w której właśnie widział. Mieszkała w Domu Hathor, była niezwykle uzdolnioną uczennicą, powszechnie znaną i lubianą. Widziała się z Eddiem tylko w święta i wakacje, byli ze sobą blisko, mimo czterech lat różnicy. Prawdopodobnie wiedziała, że jej brat jest Osyrionem, lecz nigdy nie przekazała mu tej wiadomości. Widywał ją aż do jej dziewiętnastych urodzin. Został wysłana do szkoły w Paryżu, bardzo prestiżowej, nieliczni się tam dostawali. Spędziła w niej trzy lata i po tym okresie Eddie w końcu ją zobaczył. Zmieniła się nie do poznania. Nosiła soczewki zamiast okularów, jej rysy złagodniały, zapuściła długie blond włosy, które teraz falowała. Jej kości policzkowe były muśnięte różem. Miała wygląd modelki-dosłownie. 
-Kto jest tym szczęściarzem? -spytał siostry  trzymającej filiżankę w obu dłoniach. Nie musiała nic mówić, otrzymał odpowiedz bez jej słów. Drzwi gabinetu otworzyły się, ukazując sylwetkę nauczyciela historii. Podszedł od do Taylor, musnął jej policzek wargami i usiadł obok niej, witając się uprzednio z jej bratem i ojcem. 
Eddie zaklął pod nosem. Świetnie, cała rodzinka będzie należała do tajnego stowarzyszenia. Miał ochotę wyjść, trzasnąć drzwiami, ale sie powstrzymał.
-Mniej więcej jest tutaj, jak mi się zdaje-odpowiedziała Taylor, ponownie oblewając się rumieńcem. Eddie siedział zdumiony, nie wiedząc co odpowiedzieć. Krzyczał w sobie z wdzięczności, gdy zadzwonił mu telefon. Spojrzał a wyświetlacz, ukazujący zdjęcie Patricii. 
-Przepraszam, muszę iść- oznajmił, po czym wybiegł z gabinetu.

1 komentarz:

Obserwatorzy