środa, 29 maja 2013

007. Rozdział siódmy

Jerome siedział jak na szpikach, kręcąc się to  w jedną, to w drugą stronę. Spojrzał na zegarek, stwierdzając, że za pięć minut koniec lekcji, przeniósł wzrok na Lewis'a . Ten odpowiedział mu nikłym uśmiechem. Jerome przeliczył w swojej głowie wszystkie kroki, które podjął. Ludzie chcą gorącego tematu, to go dostaną. Spojrzał na Joy, pochylająca się nad swoimi ćwiczeniami z geografii. Uśmiechnął się do niej niewinnie, gdy spojrzała w jego stronę. Poruszyła ustami bezgłosie mówiąc " Co?". Ten odpowiedział jej słowem "Nic", po czym przeniósł wzrok na zegar wiszący nad drzwiami.
Pięć sekund.
Cztery sekundy.
Trzy sekundy.
Dwie sekundy.
Jedna sekunda.
Dzwonek. Wszyscy jak na komendę podnieśli się ze swoich miejsc, pakując swoje rzeczy do toreb i zmierzając do wyjść. Wepchnął byle jak swój podręcznik i przepchnął Lanę Skylin  która wrzasnęła "Ej " i obrzuciła Clarke'a spojrzeniem sadysty. Ten jednak był przy drzwiach gabinetu dyrektora, minął je i popędził do wejścia głównego. Zatrzymał się przed Domem Anubisa, sapiąc ciężko. Nikt za nim nie pobiegł. na razie wszystko szło zgodnie z planem, chwycił mocniej swoją torbę i wszedł do środka. Obdarzył Trudy promiennym uśmiechem i zwrócił się w stronę swojego pokoju. Zbyt wolno.
-Jerome! - Clarke odwrócił sie gwałtownie odrywając rękę od klamki swoich drzwi. Zdumiony, spojrzał na Trudy, której ton był wyjątkowo ostry. Przełkną ślinę
-Nie słyszałeś co mówił dyrektor? Nie wolno wam wchodzić do swoich pokoi. Marsz do salonu!
Trudy wskazał swoim palcem kierunek, nakazując by on spełnił jej polecenie. Jednak on nie ruszył się z miejsca nawet o cal.
-Dlaczego? - zdołał tylko wydukać i spojrzeć tępo na Trudy. Ta opuściła ręce i wsparła je na biodrach. Jerome,powoli i ociężale, skierował się ku salonowi. Upadł ciężko na skórzany fotel, wyciągając kartkę z zadaniami algebry. Jednak jego długopis nie zdołał nawet dotknąć papieru, gdy powtórnie musiał podnieść głowę.
-Jerome! Co to miała być za akcja?! - Joy stanęła nad nim w swojej bojowej pozycji. Schował twarz w dłoniach, po czym rozszerzył palce i uśmiechnął się do niej. Wszyscy usiedli albo na sofach lub przy stole niecierpliwie stukając palcami w blat. Megan wymknęła się do kuchni, rozglądając się wokół siebie nerwowo.
-Miałem coś ważnego do zrobienia, no i ummm.. Sweet powiedział wam o co chodzi?
Z Joy najwyraźniej uleciał już cały gniew. popchnęła go lekko, nakazując by się posunął i zrobił jej miejsce. Usiadła obok nie go i obdarzyła wzrokiem pomieszanym z rozbawieniem i pożałowaniem. Zaśmiał się cicho i objął ją ramieniem. Ona przytuliła się do niego i zamknęła oczy.
-Nie - odpowiedziała mu Patricia, ciężko upadając obok Willow na sofie - Nic a nic. Dlaczego to my mamy tu siedzieć jak idioci i nie wchodzić do swoich pokoi?
-Mnie się nie pytaj - Alfie rozłożył bezradnie ręce - Nie wróży to nic dobrego. Chyba że Robert uciekł.
Wszyscy jak na komendę spojrzeli na Willow, która zachowywała się niezwykle spokojnie od samego rana. Zupełnie tak jakby uleciało z niej całe życie. Jerome też na nią spojrzał. Miała cerę bledszą niż zwykle, oczy nie były już niebieskie tak jak ocean, raczej skłonił by się do tego, że jej oczy straciły na barwie. Włosy, opuszczone na twarz zakrywały zbyt blade usta. Gdy wstała by uniknąć niepokojącej rozmowy o pająkach, lekko zachwiała się, po czym mniej elastycznym krokiem niż zazwyczaj poszła do kuchni. Teraz spojrzał na Patricię, która nie obdarzała zbytnią sympatią nowego zwierzaczka Willow. Jej wzrok był utkwiony w drzwiach w których zniknęła w Jenks. Najwyraźniej nie miała ochoty na jakąś wredną uwagę, by skłonić właścicielkę Roberta do oddania pająka. Spuściła tylko wzrok, zerkając na Eddiego, który rysował coś w swoim notatniku. Jerome stwierdził, że wszyscy się podejrzanie zmienili. Nie wiedział czy to jego winna, czy siły wyższej.

Wysokie obcasy niemal umożliwił jej szybkie chodzenie, ale i tak poruszała się dość szybko. Nabrała wprawy przez całe wakacje. Spojrzała jeszcze raz na swoje nowe buty na koturnie. Robiły wrażenie, szczególnie że były kupione na ważną okazję.
Ogarnęła spojrzeniem cały widok i przypominała sobie chwile spędzone w szkole. Tak, to były dobre czasy i miała ponownie wrócić do tego cudownego uczucia beztroski. Postawiła krok i skierowała się ku Domu Anubisa. Krzewy, tabliczka z napisem egipskiego boga były takie same, jak je opuszczała. Uśmiechnęła się pod nosem. Tak, niektóre rzeczy się nie zmieniają, zmieniają się tylko ludzie. Postawiła krok na kamiennym schodzie. Przyjemny odgłos stawianego obcasu rozniósł się po błoniach. Szybciej pokonała kolejne trzy schody i stanęła przed drzwiami. Poprawiła włosy i chwyciła za klamkę, którą popchnęła i weszła do przedpokoju. Postawiła walizkę i delikatnie zamknęła drzwi. Postanowiła trochę podsłuchać.
-Jakbyś mi tego nie tłumaczył, ja i tak tego nie zrozumiem- odezwał się dziewczęcy głos, którego nie poznała.
-Megan, skup się. Przecież to nie jest takie trudne - odpowiedział dziewczynie Fabian.
-Twoje słowa zanim do mnie dotrą, giną w powietrzu - podsumowała Megan. Jej ostatnie słowa zakłócił donośny śmiech. Najgłośniej śmiał się Jerome, nie gorzej radził sobie też Alfie.
-Dobra dosyć - warknęła Joy, ale jej głos nie brzmiał zbyt poważnie przez śmiech, który nie ucichł w jej tonie.
- Joy ma rację. Przestańcie, bo Mercer znowu się popluje - krzyknęła Patricia, pod koniec śmiejąc się razem z innymi.
Obserwowała, jak Joy zbliża się do drzwi. Ocierała łzę pod okiem i unosiła wzrok. Najpierw głos ugrzązł jej w gardle, zatkała usta dłonią i rzuciła jej się na szyję:
-Amber!!!
Wszyscy mieszkańcy wtargnęli do przedpokoju. Niektórzy rozchylili usta, drugim na twarzy pojawił się uśmiech. Dwie postacie pozostały bez wyrazu. Jedna była blondynką, druga brunetką, która przyszła razem z Fabian'em. Nie podeszła jednak do Amber, by się zapoznać. Razem z przyjaciółką wycofały się powoli do salonu.
-Amber, jeju, czemu nam nie powiedziałaś że wracasz? - skarcił ją Eddie, przytulając się do niej. Rozpostarła ramiona gdy ją puścił i krzyknęła:
-Niespodzianka! Ale wasz styl pozostał bez zmian.
-Hol to nie miejsce do spotkań! - warknął niski, gruby głos wychodzący z swojego gabinetu na piętrze.
-Też się za tobą stęskniłam Victorze - odparła Amber, posyłając mu buziak. Rodenmaar wysilił się na gorzki uśmiech i wszedł z powrotem do swojego gabinetu. Amber sprawiło to głęboką satysfakcję. Trudy, wychylając się z kuchni, by spojrzeć co się dzieje, wyszła i przywitała się z Amber. Ta odwzajemniła to mocnym uściskiem i weszła do salonu. Wszystko pozostało bez zmian, wyjątek stanowiły torby i książki, porozrzucane po całym salonie. Dwie dziewczyny, które wcześniej siedziały przy stole, wstały. Brunetka podeszła do Millington i podała jej rękę, uśmiechając się przyjaźnie.
-Jestem Megan Grant - powiedziała, ściskając jej dłoń - To Chole Tyson.
Blondynka podnosiła rękę i pomachał do niej. Amber odwzajemniła to szerokim uśmiechem.
-Miło cię poznać - odpowiedziała jej, po czym odwróciła sie do wszystkich - To co? Jestem pierwsza?
Twarze, które były obecne w pokoju skamieniały, rozglądając się ze zdziwieniem.
-W czym pierwsza? - spytała Patricia z niepokojem w głosie. Milligton usiadła na sofie, poprzednio odgarniając z niej papiery i popatrzyła na nich ze zdziwieniem.
-Nowi uczniowie? Był nabór? Ja się stęskniłam? Przyjechałam?
-Ale dlaczego tak późno? Minęły trzy dni od rozpoczęcia szkoły i ... - Eddie zaczął mówić, lecz przeszkodził mu pisk Willow
-Ambeeeer!
Dziewczyna rzuciła sie przybyszce na szyję. Ta uścisnęła ją równie mocno, przypominając sobie jak w tamtym roku dziewczyna chciał z nią mieszkać.
-No więc! - wrzasnął Eddie, przekrzykując wrzask Willow - Dlaczego teraz przyjechałaś!?
Willow gwałtownie ucichła i pobielała na twarzy. Amber zwróciła już uwagę na zbyt bladą cerę koleżanki i jej prawie nieobecne oczy. Skierowała wzrok na drzwi wejściowe. W nich stał dyrektor, patrząc z pogardą na bałagan zrobionych rzez uczniów. Przenosił wzrok na Amber i otworzył usta:
-Miło znów panią widzieć, panno Millington. Zapewne nie wiecie, że czeka was przyjazd nowych uczniów. W jednym pokoju będą teraz mieszkali troje uczniowie. Tak więc z liczby z dziewięciu mieszkańców stanie się was dwunastu. To konieczne. Niedługo załączy się budowa nowego domu ale do tego czasu musicie się jakoś pomieścić. A i Chole? Chciałbym cię prosić na słowo.
Rozległ się jęk. Rozczarowania, przytłoczenia i znudzenia. Dyrektor wyszedł, odprowadzany przez wrogie spojrzenia jego uczniów. Chole posłusznie poczłapała za nim, obnażając Megan niepokojącym spojrzeniem. Ta bezradnie się do niej uśmiechnęła.
-Jak my się pomieścimy przy stole? - spytał Alfie, zaczynając falę wielu pytań, skierowanych do Trudy, która zjawiła się akurat w pomieszczeniu.
-Zaraz, zaraz, zaraz! - wrzasnęła - Posprzątajcie tu i idźcie do swoich pokoi. Nie chce żeby nowo przybyli pomyśleli o nas jak o świniach nie umiejących się zachować!
Wszyscy zaśmieli się nerwowo i zabrali się za sprzątanie książek, toreb i papierów, które porozrzucali.

Lana delikatnie zapukała w drzwi domu nowo poznanej znajomej. Wygięła nerwowo palce, gdy nikt nie wydał komendy "Proszę wejść" popchnęła drzwi i weszła do pomieszczenia. Skylin nigdy nie była w domu Frobisherów. Chwilę stała ogarniając wystrój wnętrza i podążyła w stronę, skąd unosił się zapach pieczonego ciasta. Przy kuchence stała dość niska kobieta o kruczoczarnych włosach, którą Lana doskonale kojarzyła - Trudy.
-Ummm... Przepraszam - zaczęła nieśmiało - Gdzie mogę znaleźć Megan Grant?
Kobieta odwróciła się z rękami całymi w mące. Przywitała ją uśmiechem i wytarła dłonie w fartuszek.
-Och.. Witaj skarbie. Lana, tak? Megan jest na górze pokój pierwszy po lewej.
Dziewczyna kiwnęła głową i szybko podbiegła do schodów, błyskawicznie po nich weszła i jak najciszej, by nie zwróć uwagi Victora weszła do korytarzu.  Zgodnie z wskazówkami Trudy skierowała się do pierwszych drzwi po lewej i delikatnie w nie zapukała, odchylając je. Megan razem z dziewczyną, której Lana nie znała rozpakowywała walizkę.
-OO.. Cześć! Amber jestem - przywitała się blondynka, machając do niej ręką. Megan odwróciła się i również promienie się uśmiechając.
-Lana Skylin  Widzę, że u was też. - spojrzała jeszcze jedno puste łózko postawione w kącie - W Domu Hathor dzieje się to samo, z tego co wiem to tez w innych domach również.
-Siadaj - zachęciła ją Amber, pokazując swoje łóżko - Mówisz że szkoła sie powiększa?
-I to na max'a! Nikt nie jest zadowolony, nawet nowych zasad nam nie chcą podać.
Amber zaklęła, gdy jedna z sukienek upadła na podłogę. Poniosła ją i włożyła do szafy. Lana ogarnęła wzrokiem pokój. Fioletowy lub wrzosowy, nie rozróżniała za dokładnie kolorów. W każdym rogu stało łózko, tak jak w jej pokoju. Nie znosiła czekania na nowych mieszkańców, tej atmosfery emocji. W Domu Anubisa najwyraźniej nie za entuzjastycznie oczekiwano nowych gości.
-Gdzie Chole? - zagadnęła Megan, która akurat podnosiła jedną ze swoich sukienek, którą niechcący rzuciła Millington.
-Poszła gdzieś z dyrektorem. Nie mam pojęcia po co. Ale mam nadzieje że wróci szybko, chce powitać nowych uczniów razem z nią.
-Ej, czyli dojdą tylko chłopcy? - odezwała się niespodziewanie Amber - Mam nadzieje, że będą przystojni.
Lana i Megan zaśmiały się nerwowo. Megan usiadła przy Lanie , obserwując jak Amer zręcznie rozpakowuje swoje rzeczy. Skylin z podziwem patrzyła, jak nowa mieszkanka przemieszcza się na wysokich koturnach po pokoju. Zapadła cisza, zresztą jak w całym domu. Megan podeszła i poprawiła swoją półkę, na której książki się nieco przechyliły. Amber wsunęła swoją walizkę pod łóżko. Drzwi uchyliły się, Chole cicho je zamknęła, po czym wpadła Megan w ramiona. Ta objęła ją, zdezorientowana.
-Cho, co się stało?
-Mam się przeprowadzić. Rodzice nie chcą bym mieszkała z tobą - odpowiedziała, odrywając się od Grant - Masz podobno zły na mnie wpływ. Pfff... Przecież ty tylko czytasz i grasz na gitarze. Nie wiem co im odbiło.
Megan chwyciła zapłakaną twarz przyjaciółki w zimne dłonie. Popatrzyła jej w oczy, po czym szepnęła coś, czego Lana nie usłyszała. Blondynka pokiwała głową, po czym jeszcze raz wpadła w ramiona Grant.
-Gdzie będziesz mieszkać? - zagadnęła nieśmiało Skylin Chole.
-W domu Hathor.
-Przynajmniej tyle dobrego. Załatwi się i będziesz mieszkała ze mną w pokoju.
Dziewczyna oderwała się od Megan i wpadła w ramiona brunetki. Szepnęła do jej ucha "dziękuje", po czym wyjęła spod łóżka ciemnozieloną walizkę i zaczęła się pakować. Lana kątem oka zobaczyła, że Megan chwyta Millington za rękę.
-Musimy porozmawiać. Później.

Mój najdłuższy rozdział EVER! Dłuższego nie będzie. TADAM! Amber powróciła, he he.  Jeju, dzięki za tak miłe komentarze, pomagają mi, szczególnie dlatego, że dopiero zaczynam . Jak widzę że ktoś skomentował i to czytam to mi się uśmiech na pyszczku od razu pokazuje. Jesteście naprawdę wspaniali Sibuners! Nie zamierzam niszczyć Sque w Willow, niedługo  stara Jenks wróci. Heheszki. To od mnie tyle. Idę czytać nowy rozdział Sapphire ♥ Awwww :33
SIBUNA!

sobota, 25 maja 2013

007. Rozdział szósty

Zimne powietrze szczypało ją w policzki, buty robiły przyjemny hałas gdy wbiegała na żwir, a później na trawę. W uszach miała słuchawki, których nie wyciągała przez cały bieg. Czuła, jak serce łomocze jej się w piersi, bijać przyśpieszonym rytmem. Megan zakręciła i pobiegła w stronę biblioteki, ostatniej stacji postoju w jej porannych ćwiczeniach. Oparła się o kamienną ścianę, lekko dysząc i pociągnęła łyk z butelki. Wstrzymała gwałtownie oddech. Ktoś  był w bibliotece. Szybkim tempem podbiegła do krzewu i schowała się na nim. Czekała, czując jak koniuszki jej palców zaczęły marznąć. Wyciągnęła słuchawki z uszów, by móc słyszeć, kiedy intruzi wychodzą. Dwie postacie wyszły z budynku a Megan próbowała rozpoznać ich, gdy słońce rzuciło światło na ich twarze. Mała iskierka mrugnęła w jej głowie, przypominając jej kontury twarzy jednego z opiekunów Domu Anubisa. Mrużąc oczy Victor i jeszcze jeden mężczyzna, którego nie znała, skierowali się ku szkole. Megan poczuła, że ostrze przerażenia wbija jej się w pierś. Widzieli jak razem z Fabian'em włamała się do budynku, zabierając jedną z kartek? Wyrzucą ją za to?
Katem oka spostrzegła ruch koło drzewa, rosnącego dość daleko od niej. Poczekała, aż mężczyźni oddalą się na tyle, by jej nie zauważyć, po czym powtórnie włożyła słuchawki do uszów, zaczęła biec w stronę, gdzie spostrzegła ruch. Zbliżając się, zauważyła, że dziewczyna która biegła w jej stronę ma również strój sportowy i wysoki kucyk na głowie.
-Czyli nie jestem jedyną osobą w tej szkole, która biega - mruknęła dziewczyna do siebie i obserwowała postać tora zbliżała się do niej w miarę szybko.
-Hey - przywitała dziewczyne Megan, ogarniąc ją wzrokiem. Dziewczyna była brunetką, tak jak ona, oczy jednak miała niebieskie. Rumieńce pokrywały jej policzki, gdy wyciągneła rękę w stronę Megan.
-Cześć. Jestem Lana - odrzekała brunetka a Megan uścisneła jej rękę - Z domu Hathor.A ty?
-Dom Anubisa- odpowiedziała Megan, promieniejąc - Miło cię poznać. Nowa jesteś?
-Tak. Jak widać ty też. - Lana wzruszyła ramionami - Przeczucie.
Grant spostrzegła zaniepokojony błysk w oczach nowo poznanej dziewczyny. Coś nie pasowało jej w tym spojrzeniu. Megan miała niesamowity zmysł spostrzegania człowieka po jego oczach. Polubiła oczy Willow, Alfiego, Joy a w szczególności Fabian'a. Tak, Fabian miał ten błysk w oku, który szczególnie lubiła u ludzi. Teraz obserwowała oczy Lany. Przenikliwe, niebieskie oczy. Przeczucie podpowiedziało jej, że dziewczyna jest inteligenta, śmiała oraz rozrywkowa.
Lana zwróciła głowę w stronę, w którą poszli mężczyźni.
-Znasz ich? - spytała Megan, budząc lekką atmosferę tajemniczości.Lana odwróciła wzrok w jej stronę, odkręcił butelkę i zaczęła pić. Megan lekko skrzywiła się w duchu, nie dała jednak tego po sobie poznać. Tak, dziewczyna na pewno nie boi się oceny innych.  Gdy Lana skończyła pić,odpowiedziała głosem z lekką nutą irytacji:
-Jednego z nich. Jest jednym z opiekunów w Domu Hathor. Powiedziałabym, że woźnym.
Megan uniosła brwi. Dziwne jej się wydał fakt, że dziewczyna mówi to z takim spokojem. Widać jest również opanowana, choć jej oczy budziły niepokój.Tutaj coś nie grało, dziewczyna była niezwykła.
-Ja znam tego drugiego. Victor, woźny w Anubisie.
Oczy obydwóch dziewczyn błysnęły spotykając się na swojej drodze. Pomyślały o tym samym i skierowały się w stronę biblioteki, biegnąc truchtem.


-Willow, Boże, Willow odezwij się!
Joy i Patricia próbowały obudzić przyjaciółkę z transu, jakim się znalazła. Jej policzki były przeraźliwie białe, oczy nieruchome. Wyglądała, jakby nie żyła, jednak jej serce nadal pompowało krew. Patricia to sprawdziła. Ich współlokatorka prócz tego nie dawała żadnych oznak życia. Jedynie czoło miała mokre od potu, niezrażone gorączką.
-Willow, obudź się!- wrzasnęła Patricia, klepiąc lekko Jenks po policzku - Błagam!
-Co się dzieje? - Chole wpadła do pokoju z rozczochranymi włosami. Gdy zobaczyła co się dzieje, wydała z siebie cichy pisk, po czym zakryła usta dłonią. Podbiegła do dziewczyn i uklękła koło Willow.
-Co jej się stało? - spytała, budząc niepokój, który drzemał w sercach dziewczyn - Boże, dopiero co zaczął się rok szkolny, a my już sprowadzamy na was kłopoty...
-Sprowadzacie? - Patricia uniosła brwi, po czym rozglądnęła się wokół siebie - Nie widzę tu Megan. Gdzie ona się podziała?
Tyson wzruszyła ramionami, co wyrażało odpowiedz "nie wiem"
-Pewnie biega - zauważyła Joy, dotykając powtórnie czoła Willow - Pójdę po Trudy.
-Czekaj! - Chole wstała i podeszła do wazonu z kwiatami. Wyciągnęła bukiet i stanęła z naczyniem z samą wodą - Widziałam taką akcje w filmie..
Podeszła do łózka Jenks i chlasnęła jej lodowatą cieczą w twarz.
-Błagam, żeby zadziałało...-szepnęła Chole i klękając obok Willow, położyła rękę na jej mokrym czole. Niebieskie oczy znów zaczęły się ruszać, Joy odetchnęła z ulga, łapiąc się za serce.
-Spadłam z okna. Umarłam.
Patricia złapała Willow za rękę i uścisnęła, szepcąc:
-Nie umarłaś, jesteś z nami.
Willow pusto na nią spojrzała. Próbowała sie podnieść, lecz nie dała rady. Była zbyt słaba, zbyt krucha. Chole powoli wstała i szepnęła do Joy:
-Megan ma sole trzeźwiące. Zawsze ma je przy sobie, jak gdzieś razem jedziemy. Spróbuje ich poszukać. Albo poszukam samej Grant.
Mercer zmarszczyła brwi, po czym pokiwała głową, zwracając wzrok na nieszczęsną Willow. Chole wypadła z pokoju i popędziła na dół po schodach. Joy spojrzała na Patricię i spytała:
-Przynieść jej wody do picia?

Alfie poczuł, że coś szarpie go za nogę. Otworzył jedno oko i wydał jęk. Patricia.
-O co cho..- zdążył wyjąkać, lecz dziewczyna zatkała mu usta ręką.
-Ciiii. Nie chce nikogo obudzić. Coś się stało z Willow.
Alfie poczuł że kręci mu się w głowie. Zemdliło go, jednak utrzymał się na nogach. Poszedł posłusznie za Patricią. Stąpali cicho. Nie było nawet szóstej, gdy przechodzili koło zegara, kierując się cicho na górę, by nikogo nie obudzić.
Willow leżała w swoim łóżku spoglądając pustym wzorkiem w sufit. Twarz i włosy miała mokre, podobnie jak poduszkę. Alfie drżąc ukląkł koło niej. Złapał jej biało-kredową twarz w swoje ciemne dłonie. Willow, jednak na niego nie spojrzała. Zanurzył twarz w jej włosach, czując jak łzy napływają mu do oczu. Zmusił się, by popatrzeć na Patricię, jąkając:
-Czy ona nie.. nie...
-Żyje. Chole ją obudziła, przedtem nie reagowała. Poszła po Megan, nie wiem po co. Joy poszła po coś do picia dla niej.
Alfie spojrzał na nią uważnie.
-Czy to ma związek, że ona jest potomkiem?
Patricia nie odpowiedziała. Kompletnie nic. Wyszła z pokoju, słysząc kroki na korytarzu,. W drzwiach pojawiła się sylwetka Megan i Chole. Brunetka podbiegła do Willow, delikatnie odpychając Alfiego od jej ciała. Wyciągnęła jakiś flakonik i podłożyła go pod nos Willow, coś szepcząc. Z jej kucyka wyskoczyły spore kosmyki włosów. Willow gwałtownie nabrała powietrza i u siadła. Megan odeszła od Willow, posyłając Patricii zaniepokojone spojrzenie.
-Proszę - podała dziewczynie flakonik - Sole trzeźwiące. Willow ma delikatną strukturę, nie wiem co jej się stało.
-Skąd wiedziałaś jak to zrobić, jak ją obudzić?
Megan uśmiechnęła się tajemniczo.
-Chole raz tak miała. Akurat pod ręką maiłam sole trzeźwiące, więc spróbowała ich użyć podziałało. Willow będzie przez chwilę rozkojarzona, ale jej przejdzie. Nie pacz się na mnie jak na czarownicę.
Patricia odwróciła wzrok, nie chciała by dziewczyna to tak odebrała. Nigdy przedtem nic nie działo się tak gwałtownie, nawet rok temu. Za szybko, by zwykły człowiek miałby za tym nadążyć. Zmusiła sie, by popatrzeć na Grant. Stała  założonymi rękami, spoglądając z troską na Willow. Odwróciła wzroki spojrzała na Williamson, gdy tylko poczuła na sobie jaj wzrok. Uśmiechnęła się pocieszająco i wyszła z pokoju. Patricia odprowadziła ją wzrokiem, po czym przeniosła spojrzenie na Alfiego i Willow. Dziewczyna najwyraźniej nic nie pamiętała.

-Tak po prosu? - Eddie podniósł głowę i spojrzał na Patricię. Dziewczyna skończyła im opowiadać co się działo się rano. Eddie nie mógł uwierzyć, że zwykłe sole pomogły. Nie mógł też uwierzyć, że coś takiego się dzieje.
-Tak Osyrionie. Najwyraźniej Megan coś wie. - odpowiedziała mu dziewczyna, po czym spojrzała na Grant, która schowała twarz w dłoniach. Była algebra. Poprzednim razem mieli test sprawdzający wiedzę i najwyraźniej dziewczynie nie poszedł tak, ja się spodziewała. Eddie wyciągnął kartkę i zaczął coś rysować. Ołówek szybko przemieszczał się po powierzchni, tworząc dziwny kształt.
-Widziałem to coś dzisiaj- powiedział, zamyślając się - W śnie. Prawdopodobnie wtedy, gdy Willow zapadła w trans.
-To może być jakaś reakcją obroną? Znaczy się, ten kształt może być amuletem?
-Być może...
Patricia jeszcze raz przeniosła wzrok na białą kartę, na której Sweet nabazgrał kilka lini i kółek. Przypominało to jakiś egipski hieroglif, nie była jednak pewna. Wyrwała mu kartę z rąk, po czym zaczęła ją obracać. Gdy skończyła, rzuciła mu ją z rezygnowaniem, po czym rzuciła mu kilka słów:
-Zacznij ćwiczyć rysunek, bo ci to za bardzo nie wychodzi.
Chwyciła swoją torbę, gdy usłyszała dzwonek. Zagarnęła swoje rzeczy do niej, po czym dostrzegła kątem oka, jak profesor Weatherby  zatrzymuje Megan i Fabiana przed drzwiami. Dziewczyna szepnęła do Rutter "O co chodzi", ten jednak wzruszył prawie niewidocznie ramionami. Weatherby ponaglił ją do wyjścia, więc ta posłusznie to zrobiła.

Fabian obserwował przerażenie w oczach dziewczyny. Megan pobladła na twarzy, trzymając długopis tak mocno, że był pewny, że zaraz go złamię. W innej sytuacji wyglądała by nawet komicznie. Pełne usta miała teraz zaciśnięte w jedną linię, brązowe oczy były większe niż zazwyczaj.  Fabian miał takie same złe przeczucia jak ona - widzieli jak wkradali się do biblioteki. Weatherby jednak podszedł do biurka i wyciągnął dwie kartki. Usiadł na krześle i położył przed obojgiem prace. Megan jęknęła, Fabian rzucił okiem na kaligraficzne pismo Megan i jego test sprawdzający wiedzę z algebry. Odetchnął prawie niesłyszalnie z ulgą, na policzki dziewczyniny wprowadziły się lekkie różowe rumieńce. Nie była zadowolona z tego, co widzi.Nauczyciel splótł ręce, obrzucając obydwoje czujnym spojrzeniem. Megan prawie schowała się za włosami.
-Panno Grant, wie pani o co chodzi? - spytał dziewczynę a ta pokiwała powoli głową - jest pani wybitną uczennicą, z tego co mi wiadomo, bardzo uzdolniona. Lecz mój przedmiot sprawia pani kłopot. Panu Rutter'owi najwyraźniej ten przedmiot idzie najlepiej z całej klasy. Nie chcemy by pani straciła stypendium przez mój przedmiot. Więc mógłbym prosić pana o przysługę, panie Rutter? Mieszkacie w jednym domu, więc powinno wam iść łatwiej. Chodzi o korepetycje. Czy mógłby pan ich udzielić pannie Grant?
Fabian obrzucił krótkim spojrzeniem Megan. Była prawie cała czerwona, zagryzała dolną wargę. Chłopak zwrócił głowę ku nauczycielowi.
-Tak, profesorze Weatherby.
Nauczyciel odesłał ich gestem, sam schował sprawdziany i zabrał się za uzupełnianie notatek. Chłopak powoli zamknął drzwi.
W szkole było cicho, zostali tylko oni, zmierzający do swojego domu na obiad. Megan schowała się za swoimi brązowymi włosami nie obrzucając go ani jednym spojrzeniem. W końcu postanowił przerwać ciszę.
-Czego się tak wystraszyłaś?
-Daj mi spokój. Myślałam że nas wyleją za włamanie.
Fabian uśmiechał się pod nosem.
-Wątpię żeby nas ktoś widział. Nie radzisz sobie z algebrą?
Dziewczyna nie odpowiedziała od razu. Teraz na policzkach zostały jej nieliczne ślady rumieńca, który przed dwoma minutami okrywał jej twarz. Rozluźniła ucisk na długopis który trzymała w rękach i schowała go do torby.
-Wiem co sobie o mnie myślisz. Że jestem tępa że nie potrafię rozwiązać jednego, prostego równania matematycznego.
-Nie uważam że jesteś tępa- zaprzeczył chłopak - To że sobie z tum nie radzisz, nie oznacza że jesteś tęp...
Przerwał, widząc jak wszyscy mieszkańcy domu Anubisa zwierzają trawnikiem ku szkole. Megan obdarzyła Fabian'a niepokojącym spojrzeniem, on odpłacił jej się tym samym.
-Nie wpuszczą nas do domu - wytłumaczył Eddie, gdy tyko się do nich zbliżył - Kazali nam iść do pokoju głównego, gdzie mamy zjeść obiad.
-Dlaczego? - spytali równocześnie Gran i Rutter.
-Nie wiadomo - odpowiedział Jerome - Wiemy tylko, że coś noszą do naszego domu.


Się rozpisałam. Ej, sorry, że takie długie! Od siódmego rozdziału będzie krócej! Obiecuje. Trzeba nowy szablon. Ramię mnie boli od poprawiania błędów,  a Brad doprowadza mnie do szaleństwa  Heh, jestem stuprocentową Kavanagher, więc nie miejcie mi za złe, że jest o Fabianie więcej niż o Eddie'm lub Jerome'm. Heheszki :* Give me a moment! Zaktualizowałam playlistę na bardziej wooolną.  I trzeba szablon zamówić :) Dostałam inspiracji w postaci 'Tajemniczy krąg' A nowy rozdział? Pojawi się bodajże we wtorek lub w środę. 
Sibuna!

środa, 22 maja 2013

005. Rozdział piąty


Wszyscy siedzieli w salonie, oprócz Eddiego i Patricii, którzy byli na spotkaniu z siostrą Osyriona. Nie było również Willow i Alfiego, nikt nie wiedział dokąd poszli. Jerome, Joy i Chole siedzieli przy dużym stole, który uprzątnięto po kolacji. Obydwie namawiały go do wstąpienia w szeregi redakcji Szakala. Natomiast Fabian i Megan siedzieli na kanapie, z gitarami na kolanach, grając to szybkie, to znów wolne melodie. Nikt nie zwracał uwagi na to, że ktoś wchodził do piwnicy.
-No choć, potrzebujemy cię- Joy niemal błagalnym tonem prosiła Jeroma- Nie mamy pomysłu na pierwszy artykuł, a to musi być dość spektakularne.
Jerome przycisnął palce do skroni, powtarzając w myśli słowo "spektakularne". Obydwie dziewczyny wlepiły w jego wzrok, sprawiając, że czuł się poniekąd niekomfortowo. Oczekiwały od niego gorącego tematu w pierwszy dzień szkoły. Dziewczyny potrafiły być dziwne.
-Budowanie tego nowego domu?- rzucił niepewnie, po czym zobaczył jak Joy pokazuje mu kartkę. Rzucił na nią wzrokiem. Trzy tematy były zaklepane: Dom Ozyrysa, zmiana w gronie nauczycielskim i coś, czego nie mógł rozczytać. Chwycił jedno ciasteczko i powoli go żuł. Joy zakryła twarz dłońmi.
-Leżymy-szepnęła, po czym dodała nieco głośniejszym tonem - Nie mamy tematu, Allison nas zabije.
-Kto ko Allison? - spytał Jerome, siląc się by jego głos był obojętny. Chole odpowiedziała za Mercer.
-Mieszkanka Domu Hathor, teraz szefowa redakcji. No wiesz, ustala tematy, zarządza stroną, zmienia wygląd i to wszystko, co potrzebne jest do funkcjonowania gazety.
Jeromowi światełko zabłysnęło  w głowie. Może by tak dać dziewczynom temat, o którym nikt nie zapomni? Tylko potrzebny był mu Alfie, który spacerował sobie w tej chwili ze swoją pełną szczęścia dziewczynom. Podniósł się z krzesła i rzucając przez ramię słowo "Muszę iść" wymknął się z salonu.
-On tak zawsze?- spytała Chole zdumionej Joy, z lekko odchylonymi ustami.
-Nie, przeważnie nie.
Joy zaważył, że Megan wstaje i zanosi swoją gitarę na górę. To samo zrobił Fabian, tyle tylko że skierował się ku swojemu pokojowi. Joy chwycił za jedno ciasto, to samo uczyniła Chole. Dziewczyna desperacko trzymała w palcach długopis, wymyślić coś na poczekaniu. Tyle tylko, że jej się to nie za specjalnie udawało. Westchnęła tylko i zaproponowała Chole spacer, na co ta z wyraźną chęcią się zgodziła, chcąc oderwać swoje myśli od pracy, jaka ją czekała. Pozbierały papiery i odłożyły je w swoich pokojach.
-Co czytasz?- spytała Chole przyjaciółkę, siedząca bez ruchu na swoim łóżku  ze spuszczoną głowa. Poczesała do niej i lekko uderzyła ją w czubek głowy. Ta podniosła wzrok, kipiący gniewem.
-To, że się nie odzywam, nie znaczy, że nie słyszę. GONE:Zniknęli.
Dziewczyna zmarszczyła brwi, po czym spuściła głowę, by związać swoje blond włosy. Jej przyjaciółka uwielbiała serię Michela Granta. Może brało to się stąd, że mieli takie nazwisko? Przeciągnęła przez głowę biały top i założyła ciemnozielone rurki. Do tego jakiś cienki sweter i gotowe. zawiązała trampki i wyszła z pokoju, zostawiając Megan zatapiającą się w lekturze.

Patricia spoglądała na swoje palce, które wydały jej się bardziej ciekawe niż to, co się działo wokoło niej. Kolejne zebranie Sibuny, choć nie miała za specjalnie na nie ochoty. Dwie godziny temu wróciła z Eddiem ze spotkania z Taylor, jego starszą siostrą. Po tym musiała zjeść szybko kolacje i wykąpać się. Nie była zbytnio zadowolona z faktu, że musi siedzieć w pokoju swojego chłopaka i jego współlokatora. Zaszurała nogami o podłogę. Była kompletna cisza.
Pragnęła, by ten semestr upłynął normalnie. Ale nic nie było normalne od trzech semestrów, wtedy to przybyła Nina i wywróciła jej świat do góry nogami. Nie wiedząc gdzie zniknęła Joy, desperacko szukała ją a za jej porwanie obwiniła Wybraną. Teraz uśmiechała się na wspomnienie tego małego incydentu.
Patricia zmieniła się, choć ognisty temperament pozostał i nadal krążył w jej żyłach  Stała się bardziej tolerancyjna i to chyba jedyna z jej zmian psychicznych. No i oczywiście miała chłopaka. Eddie był cudowny, o z nim przeżyła swój pierwszy pocałunek.
Podniosła głowę słysząc, jak ktoś zamyka drzwi  Materac koło niej zajął Eddie Fabian usiadł koło Alfiego z małą karteczką w dłoni. To on odezwał się pierwszy:
-Znalazłem pierwszą wskazówkę, ale nie potrafi jej rozgryźć "Do wieczności droga już nie daleka, lecz trzeba znaleźć połówkę, która czeka ukryta." Wiadomo  chodzi o Księgę Ozyrysa."Niewiedza wasza jest daremna, jeżeli oczu nie tkwisz w księgach, więc zważaj poszukiwaczu drogi, szukaj tam, gdzie zabawę prosto odnajdziesz, tam, gdzie lud twój ubogi, czeka tajemnica wiecznej drogi"
Patricia chwilę trawiła tą zagadkę. Stwierdziła, że jest ona trudniejsza niż poprzednie, które ukrył przed nimi Frobisher. Była potomkiem, jednym z pięciu, narzędziem, który miał powstrzymywać zło. Oprócz niej był to jeszcze Alfie,Willow, Joy i Jerome. Zmarszczyła brwi, zastanawiając się nad słowami "gdzie zabawę prosto odnajdziesz".
-Może chodzi o jakiś plac zabaw?-rzuciła niepewnie- Tam się zawsze dzieci bawią, dorośli również.
-Mamy jakiś plac zabaw?-spytał Eddie - Raczej go nie widziałem.
-Rzuciłam tylko pomysł. Ale może to być zarówno miejsce ukrycia wskazówki, albo księgi.
-Dotychczas były jakieś prostsze. Znaczy, nigdy nie były proste, ale na pewno łatwiejsze niż ta. Nawet się nie dokończa rymuje! - Alfie zabrał głos - Gdzieś ty to znalazł?
Fabian podniósł głowę, przerywając czytanie po szeptem.
-W bibliotece- starał się mówić naturalnie, jednak Patricia wyłapała drżenie jego głosu. Wykorzystała to.
-Sam?
-Niezupełnie - odpowiedział, błagalnym wzrokiem spoglądając na Eddiego.
-Stary, jeżeli wciągasz w to inne osoby, to nam powiedz. Nie możesz w to mieszać innych. To zbyt niebezpieczne. Kto ci pomógł? Joy, Jerome?
-Megan- mruknął Fabian pod nosem, tak że prawie nie było słychać jego głosu.
-Że co? - Patricia podniosła się, a Eddie złapał ją za rękę - Jest nowa! Nawet nie wiemy, czy można jej ufać! Fabian, jak mogłeś być tak głupi?! Chcesz zastąpić sobie Ninę?
Wiedziała, że poruszyła się o krok za daleko, zanim słowa wypadły z jej ust. Obserwowała, jak policzki Fabian zamieniając barwę, jak usta zaciskają się w linie.
-Fabian, ja... - zaczęła mówić szeptem, jednak ten przerwał jej.
-Nikt nie zastąpi Niny!- warknął - Nikt! Obwiniacie mnie, że poprosiłem o pomoc? Żadne z was nie próbowało się nawet przyłożyć do tego, by to poszukać. Megan mi pomogła, tylko raz. Myślicie, że ja nie myślałem, że coś tu nie pasuje? Że Nina nie znikłaby bez słowa pożegnania, nie wysyłała wiadomości,  nie próbowała się nawet skontaktować? Sarah i Rufus byli przyjaciółmi i z tego, co nam wiadomo, przyjaźni się i ni złego się nie stało. Dlaczego teraz miało by się coś stać? Powtarzam : nikt nigdy nie zastąpi Niny. Nikt!
Zamilkł, obrzucił Patricie wściekłym spojrzeniem i wyszedł z pokoju. Kartka z zagadką upadła na podłogę, schyliła się, by ją podnieść. Pismo było piękne, kaligraficzne. Poczuła falę poczucia winy, obrzucając drzwi smutnym spojrzeniem. Przeniosła wzrok na Eddiego. Jego wzrok był pełen troski, jak i również lekko zaniepokojony. Podszedł do niej i po prostu objął.
-Powiedziałaś to, co przyszło by na myśl wszystkim, którzy by sie o tym dowiedzieli a przynajmniej znali historię Niny - zaczął Alfie, a ona smutno pokiwała głową.
Alfie wstał, obrzucił ją pocieszającym uśmiechem i wyszedł. Teraz w pokoju zostali tylko Patricia i Eddie, który nadal ją obejmował. Nic nie mówił, za co była mu wdzięczna. Po jakimś czasie wypuścił ją z ramion.
-Co się ze mną dzieje? - spytała go, patrząc głęboko w oczy. Ten tylko wzruszył ramionami.
-Nie wiem Gaduło, nie wiem...

Willow poczuła, że zaschło jej w gardle. Odsunęła więc kołdrę i na palcach skradła się do kuchni. Napełniając szklane wodą, rozmyślała nad swoim snem. Nigdy czegoś takiego nie widziała. Zadziwiająca mieszanka. Obrazy straszliwego zagrożenia, obrazy straszliwego piękna. Coś pięknego i przerażającego zarazem. Willow rozkoszowała się fragmentami, które utkwiły jej w pamięci.
Chciała więcej śnić. Ten sen był niezwykły, tak inny niż te, które śniła poprzednio. Krzywiła się na to wspomnienie, jedna grze była też zachwycona, móc znów odtworzyć fotografie w swojej głowie. Nigdy się tak nie czuła, nawet jej stopy zdawały się unosić nad posadzką,  kiedy stąpała po zimnych panelach. Otrząsnęła się, gdy zobaczyła, jak ktoś wychodzi z piwnicy. Niestety, była już w zasięgu wzroku czarnej sylwetki.
-Co tu robisz?- zagrzmiał- Dlaczego nie śpisz?
-Oh Victorze, byłam się tylko napić.- odrzekła, lecz wspomnienie snu wywoływało drgającą nutę w jej tonie. Rozciągnęła się teatralnie - Idę się położyć.
Szybko przemknęła obok opiekuna, którego tak nie lubiła. Czuła na sobie jego wzrok, gdy wchodziła po schodach  Odetchnęła dopiero, gdy zamknęła drzwi swojej sypialni i położyła się wsłuchując się w oddechy dziewcząt, zasnęła.
Otworzyła oczy gwałtownie. Słup światła księżyca spadał na nią, a pozostała część pokoju zostawił pokrytą mrokiem. Znów wstała z zamiarem zaciągnięcia zasłon. jej biała do ziemi kozula nocna, jaśniała w blasku księżyca, sprawiając, że Willow wyglądała jak duch. Chwyciła za jedwabną zasłonę, chcąc naciągnąć ja na okoni  Chwila, nie była w Anubisie, to nie była jej koszula nocna. Rozglądnęła się wokoło  Nie było łóżek dziewczyn. Jej zmącony umysł powrócił do normy. Puściła zasłonę a zamiast tego otworzyła okno. Zimne, wieczorne powietrze namalowało na jej policzkach rumieńce. Księżyc był taki piękny, mogła by go dotknąć,  w tej chwili.
Wyciągnęła rękę. Nie sięgnęła jednak białego dysku, postawiła więc jedną posą stopę na kamiennym parapecie, potem drugą.
Jeszce trochę.
 Wiatr plątał jej włosy i koszulę, szepcząc "Nie". Ona jednak go nie słyszała, skupiła swój wzrok na białej tarczy.
Jeszcze milimetr.
Księżyc zasłoniły Cienie.
Potknęła się o śliską krawędź parapetu, spadając głową w ciemną przepaść.


Ciemność.
Oślepiająca ciemność.
Woń starych książek drażnił ją w nozdrza, nie zwracała na niego zbytniej uwagi. Złapała się za brzuch, który zabolał gwałtownie. Teraz napadały ją skurcze żołądka, mniej więcej co godzinę. Była głodna, głodna w ciemnościach.
Próbowała wstać, lecz i ta próba okazała się bez skuteczna. Bolało ją ramię i prawa noga, czuła smak krwi z popękanych warg.
Nic nie mówiła. Głos który wydobywał się z jej ciała, wrzeszczał.
Poczuła powiew powietrza, po czym przed nią staną talerz z skromnym posiłkiem. Rzuciła się na niego łapczywie, co wzmogło tylko jej głód.
Słuchem wyłapała słowa piosenki śpiewane prze małą dziewczynkę, które słyszała co jakiś czas.
"Hello darkness, my old friend, I'm coming to talk with you again"
Głosik umilkł.

Jeju, nawet nie pamiętam, kiedy ja to pisałam! Wtedy zdecydowałam się, że będę pisała bardziej drastyczne opowiadanie. Przekonacie się wkrótce. Brad Kavanagh zaczął mnie obserwować na tt (jeeeeeeeeeeej) za to, że rozwiązałam połowę jego zagadki. Zaciesz mam, heh. Czuję się jak członek Sibuny. Pewnie nowy rozdział będzie w sobotę lub niedzielę. Mam już zarys opowiadania i końca. Koniec jest dość, okey nie zdradzę. Myślę też nad drugą częścią, jak skończę tą. Sibuna! 

sobota, 18 maja 2013

004. Rozdział czwarty


Fabian podniósł wzrok i stwierdził, że Eddie dotarł do domu. Właście, najpierw go usłyszał, potem zobaczył. Chłopak najwyraźniej nie był zadowolony z rozmowy ze swoim ojcem. W prawej ręce nadal trzymał komórkę, a torba zwisała mu z ramienia. Nie zwrócił uwagi na Fabiana, przeglądającego pamietnkiki Frobishera, lecz od razu usiadł bok Patricii.
-Co się stało?- spytał lekko rozdrażnionym głosem
-Ojciec Joy tu jest- odpowiedziała mu dziewczyna, nie kryjąc oburzenia - Najwyraźniej też będzie pomagał szukać tej popapranej księgi. Do tego wszystkiego, nie wiem gdzie podziała się sama Joy.
-Jest z Chole na zebraniu redakcji Szakala- odezwał się Fabian, nie odrywając wzroku od kaligrafii Frobisher'a - Przynajmniej wchodziła tam zaraz po siódmej lekcji.
Poczuł na sobie wzrok oczy całej Sibuny, lecz nie podniósł wzroku. Wiedział  o co chodzi. W głowach całej trójki kłębiło się pytanie skąd on to wie? Tylko westchnął i przewrócił kartkę, gdy Alfie spytał:
-Czemu nie wejdziemy na górę i nie podsłuchamy o czym gadają? To raczej lepszy pomysł, niż siedzenie tutaj.
-To już załatwione- odpowiedział mu Rutter bez większych emocji- Założyłem mikrofon, który powinien wszystko nagrać. 
Znowu poczuł się głupio, gdy przyjaciele obdarzyli go zdumionym spojrzeniem. Spytał więc po raz kolejny:
-Idziemy do piwnicy?
I kolejnym razem wszyscy się skrzywili. Alfie zaczął coś mruczeć pod nosem, Eddie tak samo, tylko Patricia zachowała kamienna twarz, nie odzywając się ani słowem. Wiedział jednak, że też niezbyt entuzjastycznie myśli o zejściu do tajnego pomieszczenia. 
-Dobra, wszystko fajnie i miło, ale ja muszę iść - odezwał się Eddie po chwili milczenia, patrząc na zegarek- Moja siostra przyjechała ze Francji, chciałbym żebyś ją poznała Patricia.
-A ja umówiłem się z Willow- odpowiedział z pośpiechem Alfie - Muszę się przyszykować. 
I tak Fabian został sam w salonie, ciągle niecierpliwie przerzucając strony pamiętnika. Usłyszał hałas w kuchni  nie odwrócił się jednak. Pomyślał, że pewnie Alfie zgłodniał, co zdarzało się bez przerwy i było rzeczą tak normalną, że nikt nie zwracała na to uwagi. Fabian powtórnie zatopił się w swojej nudnej lekturze.
Czy Eddie miał rację, że to nic nie da?
Nie, Frobisher musiał przecież zostawić jakieś zapiski dotyczącej Księgi Ozyrysa, której szukali. Znów rozpoczną się wyścig, jak wtedy gdy Nina przyjechała z Ameryki. Tęsknił za Niną, karcił się w duchu za to, że czuł jeszcze nadzieje, że Nina powróci do Anubis Academy. Ale umowa była jasna: Wybrana nie może być w pobliżu Osyriona, gdyż będą się dziać straszne rzeczy. Wydawało się to Fabianowi niedorzeczne. Przecież Sarah Frobisher-Smite, potomkini egiptologów a zarazem Wybrana, przyjaźniła się z Rufusem Zeno, jej Osyrionem. 
Czy Nina go okłamała?
Nie, skarcił się w duchu, Nina by tego nie zrobiła. A poza tym miał sie skupić na czymś innym niż na Wybranej. Oderwał wzrok od pożółkłych kartek i wlepił go w fotel stojący naprzeciwko. A może tak zapytać samego Frobisher'a? To głupi pomysł. Razem z Harriet Denby są w Egipcie, nie powinno się im przeszkadzać. Ale ta myśl zaprzątała Fabianowi głowę.
Od swoich myśli oderwał go dopiero hałas na schodach. Pan Mercer i Victor. Musieli już skończyć, a Fabian całkowicie o nich zapomniał. Nie zauważyli go i szybko wyszli na dwór. On poderwał się i biegł na chodach. 
Gdzie ten mikrofon?
Jest.
Oderwał do od balustrady schodów i szybko zbiegł na dół. Victor mógł zauważyć pamiętnik, schował go zatem do torby i wbiegł do kuchni, w której ktoś był. Megan. Dokładnie Megan w błękitnym fartuszku, na którym były ślady maki. Była również na na końcówkach jej brązowych włosów, zaplecionych w warkocz i na czubku nosa. Pochylała się nad tacą, dekorując ciasteczka. W uszach miała słuchawki, wyjęła je,jak tylko zauważyła Fabiana.
-Cześć- przywitała go uspakajającym tonem.
-Cześć- odpowiedział jej, a potem gestem pokazał jej czubek nosa - Masz coś na...tym...
-Nosie?- odwróciła się i wtarła go w ścierkę, po czym włożyła rękawiczki na dłonie, otworzyła piekarnik i chwyciła tacę z ciasteczkami. Włożyła je tam i nogą zamknęła drzwiczki. Zdjęła fartuch i rzuciła go do kosza, stojącego w małym pokoiku z pralkami.
-Co porabiasz?- spytała, podchodząc do umywalki i zanurzając dłonie pod strumieniem wody.
-Ja? Nic szczególnego. Szukam tylko czegoś.
-Mogę pomóc?
Fabian zastanowił się. Grant wyglądała na inteligentną dziewczynę, widział to w jej oczach. Nie był pewny czy jej zaufać, znali się niecały dzień. Oczywiście, oprowadził ją po szkole, tak jak obiecał. Tylko czy inni pomyślą, czy chce zastąpić sobie nią Ninę. Tego by nie wytrzymał, Nina była tylko jedna, wyjątkowa. Od myśli oderwał go widok podniesionych brwi Megan.
-Właściwie to, szukam książkę. Starą, nie sądzę, żebym ją znalazł.
-Radziłabym poszukać w bibliotece.
-Ale no, znaczy, ja nie wiem czy ona może być w szkole. Jest dość stara.
-Tym bardziej radziłabym poszukać w bibliotece. Jeżeli jest stara, do możemy zaglądnąć do biblioteki Frbisherów. Mogę pomóc, tylko wezmę sweter.
Dziewczyna już wychodziła przez drzwi, ale okręciła się na pięcie. 
-Sorki, rozpędziłam się- przeprosiła, po czym schowała ręce do kieszeni- Jeśli oczywiście chcesz, żebym ci pomogła.
-Przyda mi się pomoc - przyznał.
-To musimy chwileczkę poczekać- wskazała na piekarnik - Ciasteczka.
Fabian obserwował ją, ja znika na schodach. Dlaczego wcześniej nie pomyślał o bibliotece? Szybko wszedł do swojego pokoju, schował mikrofon i pamiętnik pod łóżkiem. Później podszedł do szafy, by się w coś przebrać. Nie będzie przecież w mundurku szkolnym, gdy Megan będzie pomagała mu w poszukiwaniach. Wyciągnął niebieską koszule w kratę i szare spodnie. Do tego trampki. Chwycił za torbę i upewniwszy się, że wszystko jest należycie schowane, wyszedł z pokoju. Gdy wszedł do kuchni, Megan wyciągnęła gorącą blachę z ciasteczkami na stół. Wyjęła talerz i ostrożnie, by nie niszczyć przyozdobienia, przekładała do na naczynie  "Już, już" szepnęła do siebie, a Fabian zastanawiał się, czy to nie go niego. W końcu dziewczyna skończyła, Fabian jęknął, widząc Trudy. Co on jej powie. Przywitał ją z uśmiechem na ustach.
-Hey Trudy - odezwała się Grant za niego - Upiekłam ciasteczka tak na kolacje, niech trochę ostygnął. Powinniśmy wrócić przed samą kolacją.
-Gdzie idziecie? - spytała się opiekunka, wyciągając z lodówki produkty potrzebne do przyrządzania kolacji.
-Uczyć się do biblioteki - odpowiedziała dziewczyna, gdy Fabian już otwierał usta. Wepchnęła go z pomieszczenia- Na razie, pa.
Gdy znaleźli się w holu i otwierali drzwi Fabian szepnął:
-Uczyć się?
-A co miałam powiedzieć  - syknęła Megan - Hey, Trudy, idziemy szukać książki, która może nie istnieje, ale Fabian ma nadzieje, że jednak istnieje, no i jest jeszcze stara i tak ogółem, no i wróciły na kolacje. To tyle, pa.
Całe zdanie wypowiedziała dość szybko, z przesadnym sarkazmem w głosie. Później Fabian usłyszał, jak Megan syknęła do siebie "Nie jestem Chole" i zwrócili się ku bibliotece. 
Cały budynek, odnowiony na potrzeby wystawy stał opuszczony. Gdzie nie gdzie zaczęły się pojawiać pnące w góra winorośle. Jednak kamienna budowla stała zamknięta. 
-Masz wsuwkę do włosów?- spytał Fabian, gdy stanęli przed drzwiami.Megan chwilę poszukała w kieszeniach po czym porostu wyjęła jedną sztukę ze swoich włosów. Fabian pochylił się i zaczął wkładać ją do zamka. Po chwili usłyszał ciche kliknięcie i otworzył drzwi.
Do środka sączyło się światło zachodzącego słońca, które przedarło się przez już dość zakurzone szyby. Fabian rzucił swoją torbę z ramion i położył ją na podłodze. 
-Czego szukamy? - spytała Megan a jej głos rozniósł się cichym echem po bibliotece.
-Czegoś, co się zaczyna na "K" lub "O" - odpowiedział zdążając ku półce oznaczoną literką "K"
-Nie pamiętasz tytułu? - westchnęła Megan i podeszła do regału z literką "O" . Dziewczyna przerzucała książki, wiedząc, że coś będzie miało związek z światem starożytnych Egipcjan. Bo szczerzę wątpiła, że chodziło o książkę z tytułem "Okulistyka".
Było słychać tylko szuranie ich trampek po podłodze, przerzucanie książek i ich oddechy. W końcu Megan westchnienia i zagadnęła:
-Idź sprawdź w katalogu.
Fabian podniósł na nią wzrok. Stała oparta o swoją półkę i wykazywała na na górę, gdzie znajdowała sie półeczka. Wyprostował się, rzucił przez ramię "To dobry pomysł i otworzył szafkę z napisem "O". Nic nie znalazł. Przerzucał jednak jeszcze raz pożółkniałe karteczki z liczbami książek. Upewniwszy się, że tam nic nie ma, przeniósł się na literkę "K".
Ks.. 
Ksi...
Księ...
Księg...
Księga...
Serce zabiło mu mocniej. Znalazł. Starannym, kaligraficznym pismem na karce z numerem 0 było napisane "Księga Ozyrysa". Wyciągnął ja. Był na niej jakiś tekst. Przeczytał go szeptem.

Do wieczności droga już nie daleka, lecz trzeba znaleźć połówkę która czeka ukryta,
Niewiedza wasza jest daremna, jeżeli oczu nie tkwisz w księgach,
więc zważaj poszukiwaczu drogi, szukaj tam, gdzie zabawę prosto odnajdziesz,
tam, gdzie lud twój ubogi, czeka tajemnica wiecznej drogi

Miał ochotę krzyczeć. Zbiegł na dół i uścisnął Megan z całej siły. Ona niepewnie poklepała go w plecy. Puścił ją, i pomachał przed oczyma szybko kartkom, po czym schował ją do kieszeni. 
-Możemy iść- powiedział Fabian, promieniejąc. Ona z jeszcze większym uczuciem, odwzajemniła uśmiech.

No i skończyłam. Przydługie, wiem. Muszę was najpierw zanudzić, żeby historia później miała sens. Powiedzmy, że kolejny rozdział jest nieco ciekawszy, ehemm. Nie wiem co zrobić z innym fantem, który przygotowałam dla was w 7 rozdziale. Tak, piszę do przodu. Posty będę dodawać co trzy, cztery dni. Więc następnego rozdziału spodziewajcie się we środę. Sibuna! 

niedziela, 12 maja 2013

003. Rozdział trzeci

Szybkim krokiem czwórka studentów zmierzała do swojego internatu. Na przodzie szedł blondyn średniego
 wzrostu, obok niego ładna dziewczyna o rudych włosach. Za tym dwojgiem szli chłopcy jeden o ciemnych włosach, drugi o ciemnej skórze. Wszyscy szybko wpadli do domu, a upewniwszy się, że nie ma nikogo z opiekunów, odłożyli torby i spotkali się w kuchni.
-Widzieliście?- spytał Eddie, pokazując wzrokiem na ścianie, gdzie po drugiej stronie znajdowały się drzwi do piwnicy- Założył automatyczny szyfr. Musimy go później zdobyć.
-Na górze też jest taki chroniący drzwi do strychu- wtrąciła Williamson- Widać, że Victor nie chce byśmy się wtrącali.
Eddie schylił się i Okiem Horusa otworzył drzwiczki do piekarnika, które otworzyły się z lekkim skrzypieniem. Chłopak wpuścił swoją dziewczynę jako pierwszą, później swoich przyjaciół, na końcu o wślizgnął się przez tajne przejście, maskując wszystko, co zdradzałoby ich obecność. Gdy znalazł się na dole, Fabian już wystukiwał rok i otworzył wejście do tajnego gabinetu Frobishera. Sibuna weszła do pomieszczenia, a tajne drzwi się za nimi zamknęły. Każdy podszedł do jednego z czterech regałów.
Eddie sięgnął po pierwszą książę u samej góry. Zastanawiał się, czy to coś da. Tysiąc razy wertowali te księgi, by szukać informacji o Klątwie Anubisa, znajdując głównie niewielka notatkę na ten temat, która nawet nie okazała się pomocna. Sweet zatrzasnął skórzany pamiętnik i sięgnął po następny tom nudnych zapisów egiptologa. Trzeba było przyznać, że Frobisher był wybitnym naukowcem, ale wyjątkowo nudnym.  Większość jego zapiskowi dotyczyły rzeczy tak nieistotnych, że nie warto było o nich nawet dyskutować. Nie widniały w nich żadne wskazówki, które pomogły by mu - Osirionowi- rozgryźć o czym jest rzekoma Księga Ozyrysa. 
Kolejna książka.
Dorastał jako buntownik. Lubił tę rolę. Z dumą nosił etykietkę chłopaka, który nie boi się robić tego, co myśli. Nie widział powodu, by żyć inaczej. Pozostawiony przez ojca w Ameryce, gdy ten prowadził szkołę internatem, która nosił opinie świetnej uczelni kształtującej młode umysły. Eddie spędził wiele godzin, zastanawiając czemu ojciec nie zaprosi go do Anglii. W końcu powód stał się jasny: jego syn był Osyrionem, opiekunem Wybranej. Ale czemu mu o tym nie powiedział?
Kolejna książka.
Ale końcom przyjechał. I spotkał Patricię. Drugiej takiej dziewczyny, która potrafił postawić na swoim, nie zważać na opinię innych, mówić co przyszło jej na myśl, nigdy nie spotkał. Na początku sprawiała wrażenie, że widzi w nim karalucha. A on odwzajemniał się jej tym samym. W końcu jednak zadał sobie, że jednak coś do niej czuję. Jakby mała iskierka buchnęła wielkim płomieniem, oślepiając go. Powiedział jej co czuję, a ona go olała.
Kolejna książka.
W końcu jednak się przełamała, wyznając mu to samo. Mieli tam parę kłótni  nic wielkiego. Aż w końcu
nadszedł ten pamiętny dzień, kiedy dowiedział się, że jest Osyrionem. Kiedy pokonał Senkharę jej własną koroną, ratując Ninę przed pewną zgubą. Odesłał Senkharę do egipskiego piekła, a razem z nią Rufusa, który - jak się później dowiedział- też był Osyrionem, ale nieżyjącej już potomkini Frobisherów - Sarah.
Kolejna książka.
Jakieś nudne notatki. Eddie dostrzegł kątem oka, że mówiła ona o chmurce podobnej do piramidy. Nudy. Zatrzasnął pamiętnik i syknął:
-Po co to robimy, jak i tak to nic nie da?
-Eddie, spokojnie- odpowiedział Fabian, nie podnoszą swoich oczu znad książki - Musieliśmy co przeoczyć.
Patricia westchnęła teatralnie.
-Po za tym, że musimy już iść, nic nie przeoczyliśmy. Czas na algebrę. - upewniwszy się, że nikogo nie ma w piwnicy, nacisnęła guzik i otworzyła wejście. Spojrzała na nich oczekująco.

Dzwonek zagrzmiał, gdy Chole weszła do klasy, wyszukując swojej przyjaciółki  Widząc, że usiadła w ostatniej ławce, we słuchawkami w uszach, wlepiona wzrokiem w książkę, podeszła do niej. Jej spuszczone włosy niemal zakryły jej twarz, jednak Chole widziała wargi Megan, które poruszały się, czytając. Blondynka szarpnęła słuchawki przyjaciółki, zdając sobie sprawę, że gdy trzyma je na wyciągniętej ręce,  słyszy każde słowo tekstu.
-Hey, oddawaj! - warknęła Megan, wyrywając swój skarb Chole. Nienawidziła, kiedy dziewczyna to robiła, co koleżance sprawiało wielką satysfakcje.
-Daj spokój, zawsze to robię, a ty zawszę się wściekasz. I zazwyczaj mówię jeszcze, że to nasza tradycja.
-Foch- odpowiedziała tamta, wyciągając podręczniki na ławkę. Chole zaśmiała się cicho do siebie, wiedząc, że pannie Grant minie za dziesięć minut. Albo wcześniej, jak tylko znajdzie jakąś normalną rzecz i nienormalnie ją skomentuje.
Chole usiadła obok niej, wkładając rękę do toby, by wyjąć książki. Nauczyciel napisał już temat na tablicy i zaczął rozdawać kartki z zadaniami, gdy jednocześnie Megan jęknęła, widząc zadana i otworzyły się drzwi. Chole podniosła wzrok.
Cała czwórka stanęła w drzwiach,lekko różowa na policzkach i niepoukładanymi włosami. Patricia pośpieszne starała się je ogarnąć, a oddech Alfiego słychać było na końcu sali. Chole uśmiechnęła się pod nosem. "A wydawali się tacy grzeczni" pomyślała, gdy Eddie drgnął Fabiana w bok, by ten się odezwał i ich wytłumaczył.
-Przepraszamy za spóźnienie, byliśmy ummm pomóc Trudy. 
Nauczyciel westchnął  kazał im usiąść i rozdał dodatkowe kartki z zadaniami za karę. Chole spojrzała na równania. Nic prostszego  mogłaby rozwiązać je w pamięci. Oczywiście, trwałoby to trochę dłużej, niż na kartce  choć niewątpliwie budziło podziw. Przynajmniej tak było w starej szkole. 
Zabrała się do pisania, po chwili rozwiązała już pierwsze równanie. Nie myślała, o tym co robi, po prostu liczby same wychodziły spod jej ręki i wylewały się na papier. Delektowała się przyjemnym skrobaniem jej ołówka na papierze. Spojrzała na przyjaciółkę. Minęło pięć minut, a ta nadal tkwiła wzrokiem w karce leżącej przed nią. Megan niewątpliwie była najlepszą z uczennic, lecz algebra była jej cichą i beznadziejną śmiercią. Ale i tak w końcu pisała sprawdzając minimum na tróję, z której i tak nie była zadowolona, gdyż wyznawała tylko skalę ocen od cztery do sześć. Chole spojrzała na swoje równania. Trzy z nich były rozwiązane, zostało tylko siedem. Był to tylko tekst sprawdzający umiejętność, ale ona traktowała je niezwykle poważnie.
Gdy Chole pisała już ostatnią liczbę zadań dodatkowych, rozbrzmiał dzwonek ogłaszając koniec siódmej lekcji. Dziewczyna spakowała swoje rzeczy, oddała kartkę i obdarzyła nauczyciel promiennym uśmiechem, po czym wyszła z klasy. Natchnęła się na Joy i Willow, dyskutujące na temat temat jakieś gazetki. 
-Mówię ci, zgłoś się, proszę - błagała Joy, a w jej głosie brzmiała nuta desperacji- Muszę mieć partnerkę.
-Siema- Chole z energią w głosie podeszła do dziewczyn- O czym gadacie?
Mercer obdarzyła ją wzrokiem zbitego psa, po czym spytała błagalnym tonem:
-Błagam, choć ze mną do Szakala.
Chole zrobiła rozbawioną minę, po czym spoważniała i spytała:
-Do czego?- jej głos nadal nie brzmiał poważnie.
-Gazetka szkolna. No proszę, Chole! Błagam!
Dziewczyna zastanowiła się. Megan i tak nie będzie chciała, uznając że bycie reporterką do grzebanie w czyjeś przyszłości, o czym nie powinno się nawet myśleć. A Chole lubiła prawdę, lubiła spotykać się z ludzi i rozmawiać. Z Megan czuła się jak siostra, ale musi musi jakieś odrębne zainteresowania, bo niewątpliwie jej przyjaciółka je miała.
-Dobra- odpowiedziała z radością w głosie. Humor poprawił się jej jeszcze bardziej, gdy ujrzała, jak twarz Joy się rozjaśnia. Dziewczyna wzięła ją pod rękę i  zaprowadziła na spotkanie redakcji.

Eddie szedł do gabinetu swojego ojca. Patricia wprowadziła go w temat stowarzyszenia, o tym, że jego ojciec również do niego należy, podobnie jak Pani Andrews i Jason Winkler  Szedł szybkim krokiem, nie zadowolony z rzeczywistości w jakiej się znalazł. W końcu stanął przed gabinetem, podniósł pięść i zapukał. Usłyszał polecenie "Proszę wejść" przekręcił gałkę i wstrzymał oddech, otwierając drzwi.
W gabinecie było dwoje ludzi. Jego ojciec i dziewczyna. Kobieta miała złote, faliste włosy opadające jej na zgrabne ramiona. Jej oczy były zielone, podobnie jak jego. Promieniowała radością podniosła się i wpadła mu w ramiona. Od razu wyczuł woń jabłek, a ona krzyknęła:
-Eddie, tak tęskniłam! Żebyś zobaczył swoją minę!- podskakiwała. Chłopak zmierzył  wzrokiem dwudziestodwuletnią kobietę, czując, że głos utknął mu w gardle. W końcu promiennie się uśmiechnął,  poniósł ją i zakręcił. Wrzeszcząc:
-Taylor, gdzieś ty się podziewała tak tęskniłem! Co ty tu robisz?
Dziewczyna oblała się rumieńcem i wyciągnęła ku niemu rękę. Spojrzał na nią, na serdecznym pacu widział pierścionek z diamentem. Pierścionek zaręczynowy.
-Twoja siostra zamieszka trochę w Anubis Academy. Będzie pracowała jako nauczycielka. Zamieszka ze swoim narzeczonym -wyjaśnił mu dyrektor, gdy oboje usiedli. Sweet podał mu filiżankę z herbatą, którą on przyjął  Spojrzał na swoją siostrę. Starsza o cztery lata dziewczyna, dosłownie promieniowała. Jej oczy były pełne blasku radości, niż to ostano pamiętał. Kiedy on ja ostatnio widział?
Dwa lata temu?
Nie, trzy lata.
Wyjechała do Anglii, gdy miała czternaście lat, do szkoły w której właśnie widział. Mieszkała w Domu Hathor, była niezwykle uzdolnioną uczennicą, powszechnie znaną i lubianą. Widziała się z Eddiem tylko w święta i wakacje, byli ze sobą blisko, mimo czterech lat różnicy. Prawdopodobnie wiedziała, że jej brat jest Osyrionem, lecz nigdy nie przekazała mu tej wiadomości. Widywał ją aż do jej dziewiętnastych urodzin. Został wysłana do szkoły w Paryżu, bardzo prestiżowej, nieliczni się tam dostawali. Spędziła w niej trzy lata i po tym okresie Eddie w końcu ją zobaczył. Zmieniła się nie do poznania. Nosiła soczewki zamiast okularów, jej rysy złagodniały, zapuściła długie blond włosy, które teraz falowała. Jej kości policzkowe były muśnięte różem. Miała wygląd modelki-dosłownie. 
-Kto jest tym szczęściarzem? -spytał siostry  trzymającej filiżankę w obu dłoniach. Nie musiała nic mówić, otrzymał odpowiedz bez jej słów. Drzwi gabinetu otworzyły się, ukazując sylwetkę nauczyciela historii. Podszedł od do Taylor, musnął jej policzek wargami i usiadł obok niej, witając się uprzednio z jej bratem i ojcem. 
Eddie zaklął pod nosem. Świetnie, cała rodzinka będzie należała do tajnego stowarzyszenia. Miał ochotę wyjść, trzasnąć drzwiami, ale sie powstrzymał.
-Mniej więcej jest tutaj, jak mi się zdaje-odpowiedziała Taylor, ponownie oblewając się rumieńcem. Eddie siedział zdumiony, nie wiedząc co odpowiedzieć. Krzyczał w sobie z wdzięczności, gdy zadzwonił mu telefon. Spojrzał a wyświetlacz, ukazujący zdjęcie Patricii. 
-Przepraszam, muszę iść- oznajmił, po czym wybiegł z gabinetu.

piątek, 3 maja 2013

002. Rozdział drugi


Patricia wyślizgnęła się spod pierzyny i wsunęła stopy w miękkie kapcie, uważając, by nie obudzić swoich przyjaciółek. Przeczesała palcami swoje rude włosy i obrzuciła niesmacznym wzrokiem Roberta. Willow i Joy spokojnie spały w swoich ciepłych łózkach  a ona, by ich nie zbudzić, wyjęła latarkę z szafki nocnej i wyszła z pokoju. Nie dostała wiadomości od Eddiego, by nie przychodziła, toteż jak najciszej mogła zeszła po schodach i wślizgnęła się do kuchni.
-Patricia?-usłyszała szept, po czym, gdy odpowiedziała twierdząco, z kryjówki wyszli Eddie, Alfie i Fabian.
-Nadal tam siedzą?-spytała zaniepokojona- Trzy godziny to dość dużo.
Eddie pokiwał głową, po czym wyjął z kieszeni swojej piżamy Oko Horusa. Przyłożył wisiorek, który zwykle miała przy sobie Wybrana, do drzwiczek piekarnika. Otworzywszy się, Sibuna weszła do piwnicy. Starając się nie robić hałasu, schowała się za najbliższą ścianą, by usłyszeć głosy. Nie było to trudne, najwyraźniej nikt nie podejrzewał tego, że ktoś może podsłuchiwać. Chwilę trwała cisza, po czym Victor znów zabrał głos:
-Musimy odnowić Stowarzyszenie  to ważne. Mamy łzy złota, teraz musimy jedynie znaleźć recepturę w gabinecie Roberta. Na pewno gdzieś ją tam schował. Przestudiowałem całą Księgę Izydy, wiem,  potrzebna jest druga część, Księga Ozyrysa. Tam znajdziemy pięć składników, które nam zostały do odnalezienia oraz formułę, jak go przyrządzić. Pijać eliksir, możemy przetrwać kolejne 24 lata do kolejnej godziny.
Wszyscy przytaknęli  Sibuna zatrzymała powietrze w płucach. Towarzyszenie sprzed trzech semestrów powróciło. Zaczęli się już rozchodzić, studenci przylegli do ściany, chcąc się w nią wtopić. Patricia usłyszała jak zamykają się drzwi, nie usłyszała jednak przekręcania klucza w dziurce. Wyszła jednak i głęboko odetchnęła, inni zrobili to samo.
-Towarzyszenie powraca, chcą znowu szukać tej cholernej formuły. Co jeszcze? Senkhara powróci z piekła?-warknęła chcąc wyładować złość. Marzyła o jednym :spokojnym semestrze, bez dziwnych zagadek egipskich. Zawiodła sie.
-Miejmy nadzieje, że nie-wtrącił Fabian i podszedł do regału. Zaczął kręcić liczbami, bu utworzyły rok "1890" Przejście się otworzyło  on wszedł do pomieszczenia  To samo zrobiła reszta Sibuny. Williamson stanęła w drzwiach i założyła ręce, mówiąc:
-Fabian, po co tu szukać, skoro znasz ten pokój na pamięć. Na pewno nic się nie zmieniło.
Chłopak westchnął  Alfie, który był nieobecny przez cały wieczór  nagle się odezwał  Patricia skierowała promień latarki na niego.
-Nic nie znajdziemy po ciemku-stwierdził, wzruszając ramionami- Patricia ma racje, tutaj nie może być nic nowego. Pomyślimy jutro.Sibuna?
Podniósł prawą ręke do prawego oka. Był to gest Sibuny, który wymyśliła Amber Milington, obecnie przebywająca w Szkole Mody, w Nowym Jorku. Inni mu zawtórowali i chórem odpowiedzieli:
-Sibuna!

Promienie słońca bawiły sie włosami Joy. Najpierw od końcówek, podążały w górę i dotknęły jej powiek. Uniosła je i zasłoniła dopływ światła, tak by nie wpadało jej do oczy. Odchyliła kołdrę i bosymi stopami dotknęła zimnej podłogi. Oderwała je natychmiast  włożyła je do miękkich kapci i wyszła do łazienki  W korytarzu natchnęła się na Megan w stroju sportowym, butach do biegania i kucyku zawiązanym na samym czubku głowy. Dziewczyna uniosła palec wskazujący do zaróżowionych ust,szepnęła "Ććććśśśś" , po czym wpadła do swojego pokoju, ostrożnie zamykając drzwi, by nie obudzić przyjaciółki. Joy natomiast weszła do łazienki i spojrzała w lustro. Jęknęła i zrzuciła z siebie piżamę. Gdy wzięła szybki i orzeźwiający prysznic, ubrana w szlafrok wzięła się za porządkowanie swoich włosów. Najpierw osuszyła mokre końcówki, których strumień wody spod prysznica dotknął  Wzięła lokówkę i podkręciła włosy, a gdy obrysowała swoje duże, brązowe oczy, wyszła z łazienki. Znów natchnęła się na Megan.
-Śledzisz mnie?- pytała poważnym tonem, lecz jej uśmiech zepsuł efekt. Megan odpowiedziała jej tym samym, po czym zamknęła się w łazience.
Joy pomknęła do swojego pokoju, zastając rozbudzone już współlokatorki  Podeszła do swojej szafy i wyciągnęła mundurek, składający się z czerwonej marynarki, białej koszuli i czarnej spódnicy. Gdy się ubrała, zawiązała krawat w dość nietypowy dla innych, lecz charakterystyczny dla niej. Obejrzała się w lustrze, gdy usłyszała krzyk.
-Megan, zabiję cie! -wrzasnęła Chole, po czym było słychać pełen życia śmiech winowajcy.
Joy wyszła, zmierzając na śniadanie. Obdarzał radosnym spojrzeniem blondynkę, której twarz i włosy były mokre. Najwyraźniej Megan obudziła ją w dość nietypowy sposób.
Gdy dotarła do celu, usiadła obok swojego chłopaka. Clarke musnął jej policzek ustami, ona poczuła  że miejsce, gdzie jego wargi dotknęły jej skóry, pokrywa się rumieńcem.
-Poopy wróciła?-spytała, rozsmarowując nutellę na ciemnym pieczywie. Jerome przytaknął głową.
-Wróciła do Domu Hathor, będzie się tu uczyła do końca swej edukacji.
Mercer parsknęła śmiechem. Tak poważne słowa w ustach jej chłopaka, brzmiały wręcz komicznie. Obrzuciła spojrzeniem jego twarz. Kochała w niej wszystko  Niebieskie oczy, uroczy uśmiech i nową fryzurę. Chłopak zaczął inaczej układać włosy, co jej niezwykle pasowało. Chwycił jej dłoń w swoją i uścisną. Uśmiechnęła się nad swoją kanapką. Niedaleko niej usidła Patricia, cały dom był w komplecie. Ogarniając spojrzeniem wszystkie twarze, Joy poczuła się szczęśliwa  Obdarzała wszystkich szczególna miłością, coś w stylu rodziny. Z jej zamyśleń wyrwał ją Lewis, który oznajmił dość nietypową wiadomość.
-Wiecie że budują nowy dom?- wszystkie głosy umilkły i zwróciły się ku Alfiemu- Będzie stał pomiędzy domem Izydy a Domem Mut. Nie wiadomo jak będzie się nazywał.
Wszyscy popatrzyli po swoich twarzach, wyglądających dość komicznie po nietypowej wiadomości. Willow jakby odszyfrowując z ich umysłach pytanie "Po co?" zabrała głos, nie czekając z który ust padnie słowo.
-Nowi uczniowie, nabór do szkoły jest ogromny. Nauczyciele zamieszkają w Stróżówce. Więcej osób do rozsiewania radości. Squee!
Mercer uśmiechnęła się. Typowa Willow, nie zmieniła się odkąd ją poznała. Przywołała wspomnienie, gdy  zadała robotę Willow razem z Marą na przedstawienie. Miało ono upokorzyć Jeroma, jednak plan Mary zawiódł i Joy została z strzaskanym sercem przez Clarka. Willow miała zrobić tylko kostiumy. Zaprojektowała je, wszyscy na scenie mieli zostać jednorożcami. Dziewczyny same musiał przygotowywać stroje na ostaniom chwilę.
Odsunęła krzesło, jej chłopak również wstał. Skinęli na siebie głowami, co oznaczało, że każde z nich idzie po swoją torbę i spotykają się prze domem, by razem iść do szkoły. Nie było to nic wielkiego, ale każda chwila spędzona z Jeromem była dla niej wyjątkowa. Pobiegła więc na górę, porwała swoją torebkę i obrzuciła nienawistnym wzrokiem Roberta. Po chwili już była na dole.
Słońce schowało sie za chmurami  po czym znów wyszło, świecąc porannymi promieniami w jej twarz. Zmrużyła oczy, chroniąc się przed światłem i podała rękę Jerome'owi,a ten ucisnął ją  i przygarnął  mocno. Tak, Joy czuła się niewątpliwie szczęśliwa.

Alfie podawał Willow jedno ciastko, gdy Megan wpadła do klasy z uśmiechem na ustach. Opadła koło Willow i objaśniła triumfalnym tonem.
-Ozyrysa. Dom Ozyrysa. Tak się będzie nazywał dom, co go budują. Jesteście moimi światkami, jakby się Chole pytała, kto się dowiedział pierwszy. Założyłam się o piątaka, że będę pierwsza. Okey?
Willow i Alfie przytaknęli, a Megan odeszła lekkim krokiem do ostanie  wolnej ławki. Obdarzyła promiennym uśmiechem Fabiana i resztę mieszkańców Domu Anubisa, po czym opadła na krzesło.
-Nie wiem czemu Patricia uważa, że ona jest dziwna- zaczęła Jenks, po czym szybko zmieniała temat - Kiedy się spotykamy?
-Myślałem nad romantycznym spacerem przy zachodzie słońca i piknik.
Willow uroczo się uśmiechnęła. Odpowiedziała,  że się zgadza, ale zamiast pikniku zjadłaby wielką pizzę, z podwójnym serem. A później gry wideo. Nie zauważyli  jak Chole walnęła z całej siły tył głowy Megan, za karę, że ją uprzedziła. Dopiero wejście nauczyciela zdołało odwróci jej uwagę  Alfie ze zdziwieniem uznał, że w tym roku będzie uczył ich Jason Winkler  ten sam, który był nauczycielem historii, kiedy przybyła Nina. Obejrzał się na resztę, tych, którzy pozostali od trzech semestrów w Domu Anubisa. Oni również byli zdziwieni.
-Nazywam się Jason Winkler -mówił, pisząc swoje nazwisko niebieskim mazakiem po białej tablicy, po czym odwrócił sie i zatkał pisak- Będę w tym roku uczył was historii. Niektórych z was już znam-wypowiadając to spojrzał na Patricię, która spuściła wzrok na swój zeszyt.Winkler odwrócił się i spojrzał na Willow, uśmiechając się promiennie- Niektórych nie. Zapiszcie temat. Lekcja organizacyjna.
Wszyscy chwycili za długopisy, zapisując temat, Alfie przywołał wspomnienie, jak Amber, jego była dziewczyna, krzyknęła na cały głos, gdy pierwszy raz spotkali się z Winkler'em :" Jak ja się cieszę że on miał ten zawał" Była pod urokiem nowego nauczyciela, podobnie jak większość dziewcząt. Willow odłożyła długopis i splotła ręce na stole. "To takie ekscytujące!" szepnęła do Alfiego, a te pokiwał głową. Próbował sobie przypomnieć, na jaką chorobę cierpiał nauczyciel. Dał jednak spokój swojemu umysłowi i skupił się na lekcji.
Gdy ta się skończyła, wyszedł z Willow za rękę zmierzając do ich szafek. Willow z przyjemnością oznajmiła, że ma kilka biszkoptów Trudy w szafce. Pobiegła szybko je przynieść, a gdy ten wkładał książki do szafki, otoczyła go Sibuna.
-Jason Winkler wrócił? - syknęła Patricia, rozglądając się wokoło- Nie było go trzy semestry, a teraz wrócił, jak gdyby nigdy nic.
-Poczekaj na wątek główny- odpowiedział Alfie, wskazując na Daphne Andrews, która zmierzała do sali lekcji francuskiego  Jej siejące już włosy, były spięte w kok, na nogach szpiki. Włożyła komplet czarnej spódnicy z żakietem. Uczniowie śledzili ją wzrokiem, dopóki nie znikła za drzwiami.
-Co tu się dzieje?-syknął Fabian, poprawiając swoją torbę wypełnioną książkami-Po co tu przyjechali?
-Na Stowarzyszenie  odpowiedział bez uczuć Alfie- Fabian, podobno jesteś taki inteligentny, a wpadłem na to szybciej niż ty.
Rutter obnażył go piorunującym spojrzeniem, po czym-gdy usłyszał dzwonek- odwrócił się na piecie i wszedł do klasy francuskiego  Alfie usłyszał, jak Eddie mruknął do Patricii "wprowadzisz mnie w temat", a ta odpowiedziała mu skinieniem głowy. Po drugiej stronie korytarza Willow przybiegła z biszkoptami w ręce.
-Masz-powiedziała, i wepchnęła mu jeden do buzi- Robert bardzo je sobie chwali.

Obserwatorzy