sobota, 27 kwietnia 2013

001. Rozdział pierwszy

W drzwiach stanęły dwie dziewczyny. Obydwie miały duże, brązowe oczy. Jedna, której usta były muśnięte różem, miała spuszczone włosy,grzywkę na bok i jasne włosy. Ubrana była w krótkie, czarne spodenki, białą bluzkę z nadrukiem czarnego, złamanego serca. Na nogach miała trampki.
Druga, w odróżnieniu od przyjaciółki, była brunetką. Jej włosy upięte był w kok u czubka głowy. Usta rozciągnięte w uśmiechu miała ciemne, na policzkach niewielka ilość różu. W przeciwieństwie do przyjaciółki  ubrana była w krótką,czarną spódniczkę. Jeansowa koszula bez rękawów była zapięta pod samą szyją i wepchnięta we spódnicę. Ręce miała złoty zegarek, a na nogach baleriny. 
Zapadła niezręczna cisza. W końcu brunetka podeszła do Fabiana i wyciągnęła ku niemu rękę, przyjaźnie się uśmiechając. Uścisną ją a ona powiedziała.
-Megan Grant.
-Fabian Rutter- odpowiedział jej, nieśmiało się uśmiechając.
-To Chloe Tyson-przedstawiła swoją przyjaciółkę Megan.
Dziewczyna uśmiechnęła się blado i podniosła rękę, którą pomachała.
-Willow Jenks- dziewczyna wstała i uścisnęła dłoń nowym studentkom- Tak się cieszę, że będziecie tu mieszkać.
Megan rozpromieniła się, kąciki ust Chloe powędrowały w górę. Następnie Joy z Jeromem powitali nowych mieszkańców, za nimi Alfie, Eddie i Patricia. Ta ostatnia nie zrobiła tego zbyt entuzjastycznie.
-Dziwne są- mruknęła po chwili do Eddiego.-Nie ufam im.
Fabian spojrzał wymownie w górę, a Eddie spiorunował go wzrokiem. Fabian tylko wzruszył ramionami.
-Czy nie to samo mówiłaś o Ninie?-spytał, lekko rozdrażniony.
-Wtedy było inaczej-odgryzła się Patricia.-Byłam wściekła, bo zniknęła Joy.-spojrzała na przyjaciółkę, śmiejącą się razem z Megan i Chole- Już przekabaciły ją na ciemną stronę. Mówię wam, coś jest z nimi nie tak.
-Patricia, czy...-zaczął Eddie i westchnął, gdy Trudy zawołała ich na podwieczorek.
Wszyscy wstali z kanapy i podążyli ku stołu. Megan szła tanecznym krokiem, Chole czując, że emocje już opadły, też zdawała się unosić nad ziemią. Obie dziewczyny usiadły w rogu stołu. Patricia nie spuszczała z nich oka.
Przy stole rozpoczęły się rozmowy. Willow opowiadała, jak spędziła całe wakacje we Francji. Była bardzo podekscytowana, gdy opowiadała, jak jadła tradycyjne francuskie dania. Gdy omawiała szczegółowo smak ślimaków, Megan zostawiła naleśniki w spokoju, natomiast Chole trąciła ją łokciem. Dziewczyna uśmiechnęła się, ta druga odpowiedziała jej tym samym.
-Skąd jesteście?-spytał Jerome- Francja, Niemcy, Hiszpania?
-Skąd taki pomysł?-odezwała się Chole, uśmiechając się- Obydwie jesteśmy z Anglii, dokładnie Devon z miasta Exmouth. Znamy się od dzieciństwa. Nie pamiętam jak się poznałyśmy, ale z opowieści naszych rodziców w dość nietypowy sposób.
Megan spuściła wzrok, by ukryć rumieniec, który okrył jej twarz. Schowała zręcznym ruchem kilka pasm włosów, które wypadły jej z koka. Wstała dość szybko, gdy Trudy oznajmiła im, żeby poszli do swoich pokojów rozpakować się. Zatrzymała się jednak w przedpokoju, rozglądając się wokoło. Do niej dołączyła Chole. Schwyciła ją za rękę i szepnęła:
-Meg co ci jest?
Dziewczyna wciągnęła głęboko powietrze i powoli je wypuściła. Popatrzyła głęboko w oczy przyjaciółki. Weście odpowiedziała:
-Byłabym wdzięczna, gdybyś nie opowiadała o naszym dzieciństwie. Możesz opowiadać o swoim ale nie o moim...
Joy stanęła obok nich, uśmiechając się. Przerwała wymianę zdań pomiędzy przyjaciółkami.
-Pokoje dziewczyn są na górze. Z tego, co mi wiadomo, będziecie współlokatorkami.
Megan jęknęła, Chole się zaśmiała. Jeszcze kilka lat będzie mieszkała z Megan, dziewczyna się psychicznie nie podniesie.
Gdy Joy pokazała pokój dziewczyną, odeszła by rozpakować swoje rzeczy. W pokoju czekała na nią Patricia.
-Nie wydają ci się dość dziwne?- spytała przyjaciółki, która podeszła do swojej walizki i ją rozsunęła.
-Nie- odpowiedziała- Jak ci minęły dwa tygodnie z Eddie'm?
Patricia oblała się rumieńcem i usiadła na łóżku Willow. Zaczęły sobie opowiadać, najpierw Patricia, uwzględniając piękno Ameryki, potem Joy o swoich wakacyjnych przygodach z Jeromem. Dziewczyny plotkowały, gdy do pokoju weszła Willow, niosąc duży przedmiot. Położyła go na swoim stoliku nocnym, zabierając z niego obraz w ramie. Patricia i Joy przyglądały się jej z zaciekawieniem. 
-Willow, co ty robisz?
Dziewczyna nie odrywając wzroku od swojego skarbu, powiedziała:
-Wieszam akt adoptowania jeża, który dał mi Alfie. Uroczy prezent.
Cofnęła się o trzy kroki, by sprawdzić, czy aby na pewno wisi równo nad jej łóżkiem. Na jej twarzy widniało skupienie, po czym jej czoło się rozjaśniło i usiadła na swoim łóżku, obok Patricia. Ona jednak spytała:
-A to?-wskazała ręką na owy przedmiot, zakryty fioletową tkaniną- Co to jest?
Willow z gracją podniosła się i oznajmiała teatralnym głosem:
-Panie i panowie, mam zaszczyt przedstawić... Roberta!- zerwała tkaninę z przedmiotu teatralnym gestem.
-O Boże...


Alfie i Jerome rozpakowywali się, śmiejąc się i pijąc colę. Jerome wybuchał co chwilę śmiechem, a Alfie odpowiadał mu tym samym, tylko z podwojoną siłą. Obydwaj świetnie się bawili.
-Ej, Alfie. Co powiesz na to, by wrócić do starych nawyków?
-O co ci chodzi- jego rozmówca zmarszczył brwi. Jerome wybuchną śmiechem i oznajmił:
-Kawały, Alfredzie, kawały! Pamiętasz, gdy Patricia była zrozpaczona po zniknięciu Joy, a my postanowiliśmy że jej pomożemy?
Alfie już otwierał usta, gdy usłyszał dziewczęcy krzyk.Obydwaj wybiegli z pokoju  to samo zresztą uczynili Fabian i Eddie. Eddie zmarszczył brwi i ruszył w stronę schodów, po chwili był już na górze. Reszta poszła w jego ślady.
Pokój Willow, Patricii i Joy był otwarty na oścież  W drzwiach stała Chole i patrzyła się na dziewczyny z lekko otwartymi ustami. Oparła się o ścianę i odgarnęła włosy do tyłu.
-Co się dzieje?-spytał Eddie, a ona odwróciła swoje brązowe oczy ku niemu.
-Można mieć zwierzęta w Domu Anubisa?-spytała poważnym tonem, po czym z lekkim rozbawieniem- Bo Megan to się nie spodoba.
Eddie z Alfiem u boku wszedł do pokoju. Współlokatorki kłóciły się zażarcie  Patricia i Joy po jednej stronie a Willow po drugiej.
-Willow! Oddaj go!- wrzasnęła Joy- Nie mam zamiaru spać w pokoju z tym czymś!
-Hej!-wrzasnął Eddie- Co się dzieje?
-Willow zaadoptowała pająka i nazwała go Robert.-wyjaśniła Patricia. - To ptasznik. A ja nie mam zamiaru mieszkać w jednym pokoju z tym czymś!
-Więc chodzi o pająka?Willow,Victor się nie zgodzi, żeby w domu był pająk, tym bardziej Trudy...
-Zgodzili się.-odpowiedziała Willow z różowymi plamami na policzkach- Nawet Pan Sweet się zgodził.
Tymczasem Megan, przebrana w biały top, krótkie spodenki i rozpiętą koszulę w katę, stroiła gitarę. Ogarnęła wzrokiem swój pokój, po czym przeniosła wzrok na Chole, która wślizgnęła się do pokoju. Dziewczyna obejrzała się w lustrze, po czym palcami przejechała po swoich jasnych włosach, by je nieco przygładzić bez używania szczotki. Zaczęła rozpakowywać książki, a Megan wróciła do strojenia swojego instrumentu. Można by powiedzieć, że była szczęśliwa, gdyby nie wielki ptasznik w pokoju obok, który mącił jej umysł ze strachu. Nienawidziła robali z całego serca, szczególnie pająków nie otaczała sympatią. Wzięła piórko i przejechała nim po sześciu strunach. Poczuła zapadanie się materacu i baczny wzrok swojej przyjaciółki  Z korytarza było słychać Joy, gdy wrzasnęła "Willow".
-Czego chcesz?-spytała Megan jasnowłosej przyjaciółki, uśmiechając się tajemniczo.
-Zagraj mi coś... Coś co się wiąże z naszymi wspomnieniami. "Lego house"?
Megan kiwnęła głową, a na jej policzek opadło znów pasmo włosów. Odgarnęła je szybko za ucho, by
dołączyło do reszty, tym razem rozpuszczonych włosów. Szarpnęła struny, a jej paców wydobył się dźwięk  a Chole nuciła. Zręczne palce Megan biegały po całym gryfie, wydobywając dźwięki najróżniejszych gam.  Przymknęła oczy, nawet nie zauważając, że krzyki w sąsiednim pokoju ucichły. Zatrzymała drganie strun swoją ręką, po czym opadła na swoje łóżko i dała znak przyjaciółce, że skończyła. Spojrzała na zegarek, uświadomiła sobie że jest dziewiętnasta. Odłożyła gitarę na przeznaczone na to miejsce i rozciągnęła się. Krzyki w pokoju obok znów sie uruchomiły, Megan westchnęła..
-Idziesz się napić herbaty?-spytała Chole, która podniosła swój wzrok znad planu lekcji, kręcąc głową. Po czym jej wzrok znów opadł na kawałek kartki. Megan wyszła z pokoju, kierując się do kuchni.
-Hey-przywitała Fabiana, który najwyraźniej miał taki sam kaprys jak ona. Stanęła, nie wiedząc co dalej robić-Byłbyś na tyle miły i pokazał gdzie są filiżanki?
Fabian podszedł do kredensu i wyjął biała filiżankę. Podał jej ją po czym objaśnił, co się gdzie znajduje. Zaparzyli herbatę i usiedli w przy stoliku. 
-Ty przedtem tak grałaś na gitarze?-spytał.
Dziewczyna, czując że się rumieni, pokiwała tylko twierdząco głową.Fabian uśmiechnął się uroczo, po czym oznajmił, że on też to uwielbiam. Zaproponował jej, że może jutro ją oprowadzić po szkole. Megan z ulgą westchnęła.
-Boże, nawet nie wiesz jak się cieszę, że to zaproponowałeś. Myślałam, że będziemy musiały sobie razem z Chole same radzić. Taka ulga, jak ktoś zaproponuje ci pomoc.
-Z nami nie zginiesz-odpowiedział jej Fabian-Wszyscy pomożemy wam się odnaleźć.
Megan zacisnęła mocniej palce na filiżance.
-Patricia mnie nie lubi. Widziałam jej oczy. Jest do mnie wrogo nastawiona. 
Twarz Fabiana nie drgnęła. Po chwili odpowiedział :
-Patricia jest do wszystkich wrogo nastawiona. Nie przejmują się.
Megan zamilkła i spojrzała w stronę drzwi, które otworzyły. Dom Anubisa ponownie przyjął gości pod swój dach.Fabian spojrzał,na co się gapiła. Weszło sześć sylwetek i bez żadnego szelestu stanęło. Megan przechyliła filiżankę i dopiła herbatę. Uśmiechnęła się tajemnico do Fabiana i spytała.
-Jesteś ciekawski?
Nie czekając na odpowiedz  wśliznęła się do kuchni, zostawiła filiżankę w zlewie i bez  żadnego dźwięku podeszła do drzwi łączących kuchnie z korytarzem. Mogąc usłyszeć każdy dźwięk, więc machnęła ręką na Fabiana, by przyszedł i staną koło niej. Gdy to zrobił, wychyliła głowę delikatnie, tak że widziała połowie obrazu, który toczył się w przedpokoju. Sześć postaci spojrzało ze strachem w górę, gdzie dobiegł płacz Willow.
-To niebezpieczne przychodzić tutaj o tej porze, ale nie możemy czekać-powiedział niski głos. Megan usłyszała, jak Fabian szepnął "Victor". Zmarszczyła brwi i wytężyła słuch. Victor wyjął z kieszeni kluczę i otworzył piwnicę, zapraszając swoich gości. Sam jednak udał się na górę by zaprowadzić porządek. Megan spojrzała ana twarz Fabiana, nie mogąc wyczytać z niej żadnych emocji.
-Wrócę na górę, a ty do swojego pokoju, nie mogą się dowiedzieć, że podsłuchiwaliśmy. Miło było spędzić z tobą spędzić trochę czasu.
Megan z lekkością , na jaką było ją stać, podążyła na górę. Kątem oka wychwyciła, że zegar pokazuje godzinę dwudziestą. Szybko wbiegła po schodach i natchnęła się na Victora, który wychodził, za nim resztę chłopców. "Szybko to załatwił" pomyślała Megan. Osobnik spojrzał na nią z wyższością.
-Kim jesteś?
Zamrugała, odrywając się od swoich myśli.
-Megan Grant- uśmiechając się -Nowa mieszanka Domu Anubisa.
-Uczestniczyłaś w tej kłótni- spytał, a ja uraził jego brak emocji i surowy .
-Nie-odpowiedziała, po czym skłamała-Byłam na spacerze, zwiedzałam okolice.
Zdziwiła się, słysząc naturalność w swoim tonie. Prawdopodobnie jej uwierzył, obrzuciła ją tylko spojrzeniem, którego nie mogła rozszyfrować, i zszedł ze schodów  Megan miała ochotę wybuchać śmiechem, chłopcy chyba zrozumieli jej minę i uśmiechnęli się. Ona tanecznym krokiem minęła ich i wpadła co pokoju. Chole nie było. Pomyślała, że albo jest w łazience  albo z nowymi znajomymi. Zastanowiła się, że pewnie jej przyjaciółka  wybrała tą drugą opcje i poszła w jej ślady.

sobota, 20 kwietnia 2013

000. Prolog

Rok 1927 pierwszy wrzesień

Dwudziestoletnia kobieta stała przed pięknym domem, nerwowo rozglądając się wokoło siebie i poprawiając fałdy swej łososiowej sukni. Jej jasne włosy, podobne kolorem do zbóż, które dojrzewały na polach, były spięte w kok, wysoko na głowie. Jednak parę niezdarnych loków wypadło z niego, opadając na młodą, stroskaną twarz. Dziewczyna miała miała różowe usta, policzki były muśnięte odrobiną różu. Jej zielone, duże oczy były wilgotne. Łososiowa suknia oplatała jej sylwetkę klepsydry, drobne dłonie były schowane w białych rękawiczkach. Sarah Frobisher-Smythe opuszczała Dom Anubisa. 
Usłyszała klakson. Podniosła oczy i szybko chwyciła za walizkę, która leżała koło niej. Gdy już zamierzała wejść do pojazdu usłyszała za sobą głęboki, czarujący głos, który wołał ją po imieniu.
Odwróciła się. Mężczyzna w tym samym wieku co ona biegł do taksówki. Jego czarne włosy były w nieładzie, na policzkach miał czerwone rumieńce. Chwycił ją za rękę, gdy już zamierzała zamknąć drzwi.
-Sarah-szepną- Co ty wyprawiasz?
Dziewczyna popatrzyła na niego. Najpierw ze współczuciem, potem ze złością.
-A jak ci się wydaję Rufusie?-spytała, z nutą bólu w głosie-Nie mogę tu zostać, gdy się o tym dowiedziałam.
-A dla mnie?-szepną gorączkowo Rufus- Przecież wiesz, że cię kocham. Proszę zostań ze mną. Dla mnie.
Chciał pogładzić jej policzek, lecz się rozmyślił. Spuścił smętnie głowę, później znowu ją podniósł, patrząc na piękną twarz Sarah. Ujrzał błysk w jej oku.
-Kocham cię, Rufusie-odpowiedziała.
-To zostań. Błagam cię, zostań najmilsza!
Dziewczyna pokręciła głową, z jej koka znów wypadło kilka złocistych loków.
-Nie mogę,Rufusie, nie po tym-głos się jej załamał. Nachyliła się i pocałowała Rufusa delikatnie w usta. Później mocno go odepchnęła, a on upadł na twardą ziemię. Zamknęła drzwi i wrzasnęła "Jedź".
Nim Rufus otrząsnął się z szoku, wstał, mógł patrzeć tylko na sylwetnkę samochodu, znikającą za zakrętem. Upadł na kolana i ukrył twarz w rękach, szepcząc.
-Sarah...
W tym czasie Sarah wyjęła Oko Horusa spod fałdów sukni. Schowała go w dłoniach i zapłakała rzewnie. Jej niesforne włosy rozpuściły się. 
Za oknem spadł pierwszy liść.

Rok 2014 pierwszy wrzesień

Fabian zatrzasną drzwi taksówki i taszcząc za sobą walizkę stanął przed Domem Anubisa. Pięknym domem, zbudowanym prze Frobisher'ów. Ktoś poklepał go w ramię.Obok niego stanął Eddie, średniego wzrostu jego współlokator o ciemno zielonych oczach i krótkich blond włosach. 
-Weście w prawdziwym domu- powiedział do Fabian'a, lecz patrzył się nadal na akademik.
Fabian uśmiechnął się do niego i razem weszli do Domu Anubisa.
Gdy zatrzasnęli drzwi, Trudy wzieła ich w ramiona.
-Och, jak ja się stęskniłam-powiedziała, wypuszczając chłopców z obięć- Chodźcie, już prawie wszyscy są.
W salonie siedzieli objęci Jerome i Joy, oglądający zdjęcia z wakacji. Gdy Joy podniosła oczy, rozpromieniła się cała.
-Fabian, Eddie- krzyknęła, wstając by ich uściskać. Wszyscy poszli w jej ślady. Patricia objęła czuje Eddiego.
-Amber wróci?-spytała Willow, gdy Trudy zaczęła rozdawać im ciastka.
-Nie- odpowiedział Alfie-Jest tak zafascynowana Szkołą Mody w Nowym Jorku.
-Tak samo Nina, Mara i K.T.-wtrąciła się Patricia - Mara dostała świetne stypendium we Włoszech.
-A K.T.?-spytał Jerome
Sibuna wymieniła ukradkowe spojrzenia. Wszyscy pamiętali, co stało się w zeszłym roku. Aż za dobrze pamiętali.
-Skoro tak, kto zajmie ich miejsce?-spytał Alfie, zmieniając temat.
-Przyjadą dwie nowe uczennice- odpowiedziała Trudy- Pan Sweet przekazał mi to dziś rano.
-Czy tylko ja zauważyłam, że tylko dziewczyny odchodzą?-spytała Patrica, lekko zażenowana- Z chłopców tylko Mick wyjechał do Australii.
 Niektórzy wymienili blade uśmiechy. Patricia była znana z nietypowych powitań. Jej "komitet powitalny" jak to określił Fabian, spotkał już Ninę, Amber, Eddiego, K.T. oraz Willow. Ten ostatni raz się nie liczył, Patricia nie była sobą. 
Drzwi otworzyły się. Trudy wybiegła do przedpokoju, by przywitać gości. Wszyscy wstrzymali oddech, gdy w progu stanęły dwie nowe studentki.


Obserwatorzy